Prawa autorskie: Michal Walczak / Agencja GazetaMichal Walczak / Agencja Gazeta
28 lipca 2021

Ministerstwo odda część Świętokrzyskiego Parku Narodowego zakonnikom? Sprawą zajmie się NIK i KE

Ministerstwo Klimatu i Środowiska już trzeci raz ogłasza projekt rozporządzenia w sprawie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wcześniej ministerstwo pomniejszało Park, potem zmieniało jego granice, obecnie chce go… powiększyć

Batalia o granice ŚPN i szczyt Łysiec ciągnie się od kwietnia 2019 roku. Wtedy minister środowiska Henryk Kowalczyk ogłosił, że zamierza wyłączyć z granic ŚPN ponad 5 ha szczytowej partii na Łyścu. To drugi najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich, na którym znajduje się pobenedyktyński klasztor, zarządzany przez Zakon Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Drugi raz minister Michał Woś w sierpniu 2020 roku próbował usunąć z granic ŚPN już tylko 1,3 ha na Łyścu. W zamian proponował włączenie w granice Parku enklawy leśnej pod Grzegorzowicami o powierzchni ponad 62 ha. Ten pomysł też upadł. Choć – jak się okazuje – nie ostatecznie.

Sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska Małgorzata Golińska przygotowała nowy projekt rozporządzenia. Według jego zapisów, Świętokrzyski Park Narodowy ma się powiększyć o około 62 ha, zyskując proponowany przez Wosia las pod Grzegorzowicami. Jednocześnie Golińska utrzymała wyłączenie z granic ŚPN 1,3 ha na Łyścu.

15 lipca 2021 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło konsultacje społeczne nowego projektu rozporządzenia. Termin nadsyłania uwag mija 14 sierpnia.

Sprawą zajmuje się Najwyższa Izba Kontroli. Swoją negatywną opinię na temat całej procedury i pomysłu wyraził Komitet Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN.

Kilka dni temu Rada Naukowa Świętokrzyskiego Parku Narodowego podjęła uchwałę, w której napisano między innymi, że „zawarte w rozporządzeniu wyłączenie gruntów w szczytowej części Łyśca z obszaru ŚPN nie ma wystarczających przesłanek prawnych oraz przyrodniczych uzasadniających to wyłączenie. (...). W związku z tym Rada zwraca się do stron zaangażowanych w działania na przedmiotowym terenie, by osiągnęły porozumienie w sprawie jego użytkowania bez zmian prawnych powodujących jego wyłączenie z granic Parku i przy zapewnieniu właściwych warunków ochrony jego wartości przyrodniczych oraz kulturowych".

Stowarzyszenie MOST, które od początku zajmuje się tą sprawą, wniosło też skargę do Komisji Europejskiej. Złożyło wniosek o zbadanie, czy obszar Natura 2000 Łysogóry, którego częścią jest Łysiec, jest właściwie zarządzany i czy działania dyrekcji, ministerstwa oraz Oblatów nie mają negatywnego wpływu na przedmioty ochrony tego obszaru. W połowie lipca Komisja przyjęła wniosek.

Wartość Łyśca

Kolejne próby zmiany granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego wiążą się z coraz to nowymi, niezgodnymi z prawem procedurami. A raczej - procederami.

Zgodnie z polskim prawem sytuacja jest prosta. Powierzchnia parku narodowego może być zmniejszona w jednym przypadku: musi dojść do bezpowrotnej utraty wartości przyrodniczych i kulturowych danego fragmentu. Jeśli jedne i drugie wartości występują. W przypadku Łyśca tak właśnie jest - są wartości przyrodnicze i kulturowe.

Kiedy minister Kowalczyk i dyrektor ŚPN Jan Reklewski w 2019 roku ogłosili, że ponad 5 ha na Łyścu utraciło swoje wartości przyrodnicze, lokalni działacze społeczni i przyrodnicy zainteresowali się sprawą. Uzyskali zgodę na badania naukowe.

Po około 2 tygodniach dyrektor Reklewski cofnął tę zgodę, zarzucając, że badania prowadzone są „pod tezę”. Okazało się bowiem, że już po kilku dniach badań wyniki były na tyle interesujące, że mogły stanowić argument przeciwko tezie o „bezpowrotnej utracie wartości” na Łyścu.

Rok później pojawił się pomysł ministra Wosia, żeby wyłączyć mniejszy teren, a dodatkowo do ŚPN włączyć wspomniany las koło Grzegorzowic. To oddalona o kilka kilometrów od ŚPN leśna wyspa otoczona polami. Według ministerstwa powodem włączenia jej w granice ŚPN ma być występowanie tam wydry i bobra oraz grądu subkontynentalnego, czyli zespołu lasów dębowo-grabowych. Gdyby kierować się tymi kryteriami, prawdopodobnie parki narodowe zajmowałyby dziś kilkanaście procent powierzchni Polski.

Bo nie o wartości przyrodnicze chodzi. Tylko o obejście zapisów ustawy o ochronie przyrody. Minister Woś wymyślił, że skoro włącza 62 ha lasu i wyłącza 1,3 ha, to nie jest to zmniejszenie powierzchni ŚPN. Tyle że polskie prawo nie przewiduje podobnej procedury.

Usunięcie 1,3 ha na Łyścu jest pomniejszeniem ŚPN w tym właśnie miejscu, z powodu domniemanej, bezpowrotnej utraty wartości przyrodniczych i kulturowych. Natomiast powiększenie ŚPN o enklawę pod Grzegorzowicami musi odbywać się na mocy osobnego postępowania i na podstawie innych argumentów, które także należy poddać konsultacjom. Nie ma między tymi miejscami i okolicznościami żadnego związku przyczynowo-skutkowego i muszą one podlegać dwóm osobnym procedurom.

Przestarzałe badania i za krótkie konsultacje

Przyrodnicy zgłaszali te kwestie kilkakrotnie ministerstwu. Resort tymi uwagami się jednak nie przejął. Minister Woś na drugi wniosek zajmującego się sprawą ŚPN Stowarzyszenia MOST zezwolił na kolejne badania naukowe na Łyścu. Dał przyrodnikom dwa lata na badania, ale nie poczekał na ich wyniki. Już dwa miesiące po wydaniu zgody ogłosił swój projekt rozporządzenia.

Dlaczego to takie ważne? Otóż ministerstwo uparcie twierdzi, że inwentaryzacja tego terenu prowadzona w latach 2012 -2014 nie wykazała na Łyścu istotnych wartości przyrodniczych. Tyle że po pierwsze, materiał badawczy się przedawnił. Opieranie się na danych sprzed sześciu, czy siedmiu lat, to opieranie się na danych nieaktualnych. Po drugie, inwentaryzacja, na którą powołuje się ministerstwo, obejmowała cały obszar ŚPN. Łysiec nie był badany szczegółowo.

Po trzecie, realizując te badania, nikt nie zakładał usunięcia Łyśca z granic ŚPN, dlatego też nikt nie koncentrował się na tym terenie. Nikomu do głowy nie przyszedł czarny scenariusz, który z taką determinacją realizuje już trzeci minister.

Po czwarte, w jednym ze swoich pism Sekretarz Stanu Małgorzata Golińska wprost stwierdza, że ministerstwo nie dysponuje dokumentacją przyrodniczą ze wspomnianych badań z lat 2012-2014. Oznacza to, że ministerstwo opracowało kolejne projekty rozporządzenia bez dostępu do fundamentalnej dokumentacji. Jak więc może zajmować stanowisko o wartości terenu na Łyścu? Nie wiadomo.

I wreszcie po piąte, aby móc stwierdzić utratę wartości, trzeba posiadać dane z okresu wcześniejszego. Zmianę polegającą na utracie trzeba wykazać przez porównanie danych dawnych i współczesnych. Jednak takie dane nie istnieją i nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy jakieś zmiany zaszły.

Minister Woś swoje „konsultacje” społeczne projektu rozporządzenia przeprowadził w dość dziwaczny sposób. Najpierw dał organizacjom pozarządowym tylko dwa dni na zapoznanie się dokumentem, a po 10 dniach zamknął konsultacje. Zgodnie z ustawą powinny trwać przynajmniej 30 dni. Zresztą nigdy w poważny sposób nie odniesiono się do licznych uwag zgłoszonych przez stronę społeczną.

Obecnie Sekretarz Stanu Małgorzata Golińska w ogłoszonym uzasadnieniu do projektu rozporządzenia stwierdza, że dotyczy ono… powiększenia obszaru Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Czyli brnie w tezę, której nie potrafi w żaden sposób uzasadnić w przekonujący sposób.

Nietoperze, porosty i chronione ptaki

Tymczasem raport z badań zespołu przyrodników otrzymali ministrowie, dyrekcja ŚPN, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Kielcach, Komisja Europejska, NIK, organizacje pozarządowe, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska, Polska Akademia Nauk i Rada Naukowa ŚPN.

Przyrodnicy udowadniają tam ponadprzeciętne wartości przyrodnicze i kulturowe na obszarze 1,3 ha na Łyścu. W ich raporcie można przeczytać, że na Łyścu żyje kilkadziesiąt gatunków chronionych prawem, cztery gatunki ptaków z Dyrektywy Ptasiej, nietoperza z Dyrektywy Siedliskowej, kilkanaście gatunków wymienionych na polskich tzw. czerwonych listach zagrożonych wymarciem gatunków.

Przyrodnicy odkryli obecność porostu, który uznano za wymarły w Górach Świętokrzyskich, jeden gatunek chrząszcza nowy dla Polski oraz 21 gatunków owadów nowych dla krainy Gór Świętokrzyskich.

Zakonnicy motorem walki o Łysiec

Motorem całej historii są zakonnicy. Pojawili się na Łyścu jeszcze w latach 30 XX wieku. Już wtedy pielgrzymowali do Warszawy, do ministrów z postulatami przekazania im klasztoru na szczycie. Nigdy jednak nic nie uzyskali.

Warto tu przypomnieć, że na mocy bulli papieskiej z 1819 roku klasztor został sprzedany. Była to wyłączna inicjatywa biskupa sandomierskiego, który narzekał, że nie jest w stanie utrzymać tego obiektu. W 2004 roku rządowo-kościelna Komisja Majątkowa potwierdziła, że Oblaci nie mają praw do Łyśca.

Ci jednak nie ustali w staraniach i rozpoczęli lobbing, kiedy do władzy doszedł PiS. W różnych materiałach prasowych można odnaleźć deklaracje ministra Jana Szyszki, który obiecuje zakonnikom „oddanie” im ich niesłusznie zagrabionej własności. Bo taka jest narracja zakonników i zwolenników przekazania im własności Skarbu Państwa.

W 2019 roku ówczesny minister Henryk Kowalczyk zapytany o udostępnienie dokumentacji z kontaktów ministerstwa z Oblatami odpowiedział, że żadnych kontaktów nie było.

Tymczasem w jednym z protokołów ze spotkania Rady Naukowej ŚPN z 2019 roku dyrektor Jan Reklewski stwierdził, że projekt rozporządzenia powstał na wniosek… Oblatów.

Teraz na wniosek o udostępnienie dokumentacji świadczącej o wnioskowaniu przez Oblatów zmiany przebiegu granic ŚPN, resort środowiska przekazał dwa dokumenty. Oba z okresu po 2019 roku. Oznacza to, że ministerstwo pierwszy raz zataiło informacje kluczowe dla sprawy mówiąc, że nie było żadnych kontaktów z Oblatami, a drugi raz, przekazując dokumentacje z okresu, kiedy sprawa już była procedowana.

Co dalej?

Trudno być optymistą, bo przy tej skali nieprawidłowości, mataczenia, pomijania głosu naukowców i strony społecznej, raczej nie ma szans na refleksję i wycofanie się z procedowania dokumentu niezgodnego z polskim prawem.

Interesy zakonników i rządu PiS, ale też działaczy Solidarnej Polski, okazały się zdecydowanie ważniejsze niż interesy przyrody.

Poza sponiewieraniem polskiego prawa i tak wielu procedur, ma tu miejsce coś szczególnie niebezpiecznego. Jeśli ten projekt zostanie przyjęty przez Radę Ministrów, otworzy to drogę do dowolnego zmniejszania powierzchni wszystkich parków narodowych i rezerwatów przyrody w Polsce.

Będzie teraz można usunąć z dowolnego parku narodowego jego najcenniejsze fragmenty i włączyć jakieś inne, dowolne, ale nieistotne z punktu widzenia określonych grup interesu.

A przecież w granicach polskich parków narodowych znajduje się prawdziwe bogactwo, które można oddać za polityczne wsparcie albo pieniądze.

Udostępnij:

Łukasz Misiuna

Wykwalifikowany pracownik leśny, przyrodnik, pedagog, współpracownik ekologicznego miesięcznika „Dzikie Życie”, prezes Stowarzyszenia MOST, występującego w obronie Świętokrzyskiego Parku Narodowego, specjalista ds. zarządzania zasobami przyrody i środowiska, psychoterapeuta.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne