Podczas sejmowej debaty o pigułce "dzień po" wiceminister zdrowia dowodził, że zniesienie recept w 2015 roku przyniosło ogromny, 23-krotny, wzrost sprzedaży ellaOne i bierze je większość kobiet. Faktycznie, tyle że w 2014 roku popularne były inne pigułki, których wiceminister nie policzył. Poza tym ta "większość" to dziennie jedna kobieta na prawie 15 tys.

Choć procedowana ustawa ma 24 strony i tylko w jednym punkcie dotyczy antykoncepcji awaryjnej, debata o ellaOne zdominowała zarówno obrady Komisji Zdrowia, jak i debatę sejmową 10 maja. Posłowie PiS i przedstawiciel ministra zdrowia unikali tego tematu jak mogli, skupiając się na innych zapisach ustawy. Sam Konstanty Radziwiłł w Sejmie się nie pojawił. W rezultacie ustawę odesłano z powrotem do Komisji Zdrowia.

Podczas debaty w imieniu Ministerstwa Zdrowia na pytania opozycji odpowiadał wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. Do większości się nie odniósł, za to wreszcie przedstawił jakieś dane. Powołując się na firmę o nazwie IMS Pharmacy (tu także się pomylił, bo firma zmieniła nazwę na Quintiles IMS), podkreślił, że po wprowadzeniu pigułki ellaOne bez recepty aż 23 razy wzrosła liczba sprzedanych pigułek – z ok. 10 tys. w 2014 roku do ok. 227 tys. w 2016 roku.

„I jeszcze 11 tys. pigułek z importu równoległego” – dodał i sugestywnie podsumował:


To są chyba twarde dane, że antykoncepcja awaryjna stała się dla większości kobiet antykoncepcją systemową

Marek Tombarkiewicz, Sejm - 10/05/2017

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta .


Fałsz. Dane przytoczone przez samego Tombarkiewicza tego nie potwierdzają


Porównanie Tombarkiewicza ma dowodzić, że zniesienie recepty miało piorunujący efekt (a – w domyśle – używanie pigułki to coś złego). Ale jest podwójnie zmanipulowane.

Wiceminister zapomniał wspomnieć, że przedstawione dane dotyczą jedynie pigułki ellaOne, która w 2014 roku była jeszcze zupełnie nieznana. Szeroko używana była wtedy, dopuszczona do obrotu kilka lat wcześniej, tabletka escapelle, zawierająca levonorgestrel. Oczywiście, po tym, jak ellaOne uzyskała status „bez recepty” (kwiecień 2015), to właśnie ta pigułka zaczęła być częściej kupowana.

Po drugie, dane podane przez wiceministra nie wskazują, że „dla większości kobiet antykoncepcja awaryjna stała się systemową”.  Kobiet w wieku rozrodczym jest w Polsce ok. 9,5 mln (dane z 2015 roku). Zgodnie z liczbami podanymi przez podsekretarza

w 2016 roku statystycznie dziennie sprzedawano 653 pigułki. Czyli pigułkę kupiła jedna na 14,5 tys. kobiet.

Czy naprawdę Ministerstwo Zdrowia chce tymi danymi dowieść, że kobiety używają antykoncepcji awaryjnej systemowo? Nie tylko nie jest to większość, ale podane liczby w żaden sposób nie wskazują na to, że pigułki dzień po zaczęły być stosowane na wielką skalę.

  • zobacz jak to policzyliśmy

    W 2016 roku, jak podaje Tombarkiewicz, sprzedano 227 tys. pigułek. Dodaliśmy owe „11,6 tys. z importu równoległego” i podzieliliśmy uzyskaną liczbę (238,6 tys.) przez 365 dni w roku, co dało 653 pigułki statystycznie dziennie. Liczbę 9,5 milionów kobiet w wieku rozrodczym (dane z 2015 roku) podzieliliśmy przez 653. Wynik to 14 548. Tyle kobiet – statystycznie dziennie – bierze ellaOne.

Po trzecie, niewątpliwy wzrost sprzedaży pigułki ellaOne jest spowodowany spadkiem popularności innej pigułki (pozostającej na receptę escapelle) oraz zapowiedzią przywrócenia recept na ellaOne. Zapowiedź zachęciła kobiety do wykupienia kilku opakowań „na zapas”.

Warto dodać, że podczas debaty w Komisji Zdrowia 19 kwietnia 2017 r. inny wiceminister zdrowia, Zbigniew Król, podawał zupełnie inne dane zużycia ellaOne: „odpowiadając na pytanie, jaka jest dostępność czy sprzedaż, jest to około 100 tys. opakowań w ciągu kwartału”.

Nie wiadomo, za który kwartał, w którym roku i z jakich źródeł pochodzą te informacje. W każdym razie są inne niż te, które przedstawił drugi wiceminister 10 maja.

„Całe pięć dni na wizytę u lekarza”

Ministerstwo argumentowało też, że pigułka działa przez pięć dni od odbycia stosunku seksualnego. Na konsultację z lekarzem jest więc „dużo” czasu.  To kolejny fałsz. Rzeczywiście pigułkę można przyjąć w ciągu pięciu dni po stosunku seksualnym. Jednak po 24 godzinach drastycznie spada jej skuteczność. Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” podaje:

„Według danych organizacji Marie Stopes International, w przypadku przyjęcia antykoncepcji awaryjnej do 24 godzin po ryzykownej sytuacji, skuteczność w zapobieganiu ciąży wynosi 95 proc., między 24 a 48 godzin wynosi 85 proc., a między 48 a 72 godzin spada do 58 proc.”.

Jeżeli skuteczność po 72 godzinach wynosi zaledwie 58 proc. po kolejnych dobach spada zapewne poniżej 50 proc. Dlatego branie jej po 120 godzinach od stosunku ma mniejszy sens.

Posłowie opozycji zwracali uwagę, że nawet na konserwatywnej Malcie dopuszczono do obrotu ellaOne bez recepty. Tombarkiewicz podkreślił, że konieczna jest tam konsultacja farmaceuty. To dziwny argument. Po pigułkę wystarczy pójść do apteki i tam porozmawiać z farmaceutą. Pigułka nadal nie wymaga konsultacji lekarskiej, a to dostęp do lekarza przysparza w Polsce najwięcej problemów.

Rzecznik Praw Obywatelskich podaje, że na wizytę u ginekologa w ramach NFZ czeka się co najmniej 18 dni.

Pigułka – co trzeba wiedzieć

1. Zgodnie z definicją WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) ciąża rozpoczyna się w momencie zagnieżdżenia zapłodnionej komórki jajowej w macicy;

2. Istnieją tabletki wczesnoporonne, które są metodą (farmakologiczną) przerwania ciąży. Jako metoda „aborcyjna” tabletki te nie są w Polsce dostępne (sprzedaż jest zakazana);

3. Europejska Agencja Leków uznała, że ellaOne jest bezpieczna i dlatego w niemal wszystkich krajach UE jest dostępna bez recepty (niżej przedstawiamy konkretne regulacje w krajach europejskich);

4. EllaOne, pigułka dzień po, dostępna w Polsce bez recepty nie jest tabletką wczesnoporonną, bo nie może spowodować przerwania istniejącej ciąży;

5. Cena pigułki ellaOne (120-160 zł za jedną) wyklucza lub ogranicza możliwość nadużywania leku, zwłaszcza przez nastolatki;

6. Badania wskazują na to, że czas oczekiwania na wizytę do ginekologa w ramach NFZ wynosi co najmniej 18 dni. Zdarzało się, że pacjentki czekały na wizytę 7 miesięcy. Prywatny ginekolog dla wielu kobiet i dziewcząt może być nieosiągalny (ze względu na cenę lub/i miejsce zamieszkania);

7. Pacjentki niepełnoletnie powyżej 15 roku życia nie mogą dzisiaj swobodnie korzystać z dostępu do badań i konsultacji ginekologicznych. Rzecznik Praw Obywatelskich zgłaszał ten problem w 2016 roku.


Abonament na wolność słowa:

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”.
W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym