Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GaJakub Porzycki / Age...
25 grudnia 2019

Młode pokolenie zrzuca Polańskiego z piedestału. #MeToo trwa, bo kobiety nadal doświadczają przemocy

Dla młodego pokolenia nie mają już znaczenia dokonania artystyczne i profesorskie tytuły – nie chcą kultu osób, które dopuściły się przemocy seksualnej. Roman Polański stał się symbolem całej generacji mężczyzn, którzy korzystali z pozycji władzy w relacjach seksualnych. OKO.press rozmawia z Magdaleną Grabowską z Polskiej Akademii Nauk o walce z przemocą.

Ile kobiet doświadczyło molestowania seksualnego? Ile zostało zgwałconych, a ile ma doświadczenia prób gwałtu? 100 lat po zdobyciu przez kobiety praw wyborczych nadal nie potrafimy wyeliminować przemocy seksualnej wobec kobiet. Trudno nam ją również mierzyć i badać. Rozbieżności w badaniach są gigantyczne.

Badanie na poziomie Unii Europejskiej (Agencja FRA), publikacja 2014 roku:

  • 5 proc. wszystkich kobiet, które wzięły udział w badaniu, zostało zgwałconych po uzyskaniu przez nie wieku 15 lat.

Polskie badanie Fundacji STER "Przełamać tabu", publikacja 2016 roku:

  • próba odbycia stosunku seksualnego wbrew woli, poprzez groźby lub użycie przemocy fizycznej - 51 proc.;
  • liczba kobiet, które doświadczyły gwałtu, odkąd skończyły 15 lat – 22,4 proc. 53,1 proc. z nich nie powiedziało o tym bliskim, a 91,8 proc. nie zawiadomiło organów ścigania.

Różnice w odsetku kobiet z doświadczeniem molestowania seksualnego w krajach Unii Europejskiej (FRA):

  • od 73 - 81 proc. w Szwecji, Danii, Francji i Holandii;
  • do 24 - 32 proc. w Polsce, Portugalii, Rumunii i Bułgarii.

Polska z 32 proc. wydaje się więc zajmować chlubną pozycję wśród krajów, gdzie kobiety najrzadziej doznają krzywdy. Problem w tym, że najprawdopodobniej jest inaczej.

Liczba raportowanych zdarzeń nie jest obiektywną daną, wpływa na nią strach przed ujawnieniem takich doświadczeń – tam, gdzie doświadczenie przemocy seksualnej może być źródłem stygmatyzacji lub oskarżeń, trudniej kobietom o nich mówić.

Raport Fundacji STER przeprowadzony na próbie 451 kobiet, dużej i zróżnicowanej, ale jednak zbyt małej, aby można było ją uznać za reprezentatywną dla populacji, pokazuje jednak dane, które są zbieżne z tymi, które obserwujemy dla Szwecji czy Danii. Wyniki wskazują bowiem, że różnych form molestowania seksualnego doświadczyło 87 proc. badanych Polek. Podobny wynik znajdziemy również w nowych badaniach „Measuring MeToo” w USA – 81 proc.

Na dyskusję po protestach wobec spotkania z Romanem Polańskim w łódzkiej filmówce warto spojrzeć właśnie w kontekście ww. danych.

30 listopada 2019 roku w ramach festiwalu Cinergia, w Szkole Filmowej w Łodzi zaplanowano spotkanie z Romanem Polańskim. W reakcji na to wydarzenie część studentów i pracowników łódzkiej filmówki opublikowała petycję, w której domagali się odwołania spotkania pisząc, że

„powaga oskarżeń [o przemoc seksualną] oraz ich ilość sprawiają, że spotkanie z panem Polańskim na terenie Szkoły byłoby lekceważące wobec wszystkich osób, które doświadczyły przemocowych zachowań seksualnych.”

Rektor łódzkiej filmówki prof. Mariusz Grzegorzek odpowiedział na petycję, argumentując, dlaczego spotkania nie odwoła:

„Roman Polański jest wielkim artystą sztuki filmowej, naszym najwybitniejszym absolwentem. (…) Ludzkie życie jest skomplikowanym, pulsującym zjawiskiem, które wymaga uważności i szacunku. My artyści powinniśmy to rozumieć szczególnie”.

Rozgorzała debata. Pojawiły się w niej słyszane wielokrotnie już argumenty że:

  • „Roman Polański jest wielkim człowiekiem, prowadzącym życie tak odmienne od naszego, że wydawanie sądów na temat jego uczynków oraz osoby jest znacznie trudniejsze, niż osądzanie zwykłych ludzi. Jest też człowiekiem starym i ciężko doświadczonym przez los.” (Jan Hartman);
  • protesty są wyrazem chęci „zwrócenia na siebie uwagi” i „robienia zadymy” (Adam Michnik);
  • „wśród celebrytów hollywoodzkich, mimo że prawo już wtedy karało za seks z nieletnimi, było zapewne nagminne, a przez swoją powszechność nie wywoływało poczucia winy. Są to pewne okoliczności łagodzące” (Magdalena Środa)

Dominika Wielowieyska spojrzała na sprawę z innej strony:

„Nastąpiło zderzenie dwóch pokoleń i dwóch mentalności. Zderzenie, które zgniotło Polańskiego. W tym sensie Polański przyjął najpotężniejszy cios w imieniu swojego męskiego świata i swojego pokolenia.

Wielu zachowywało się jak on i nie widziało w tym nic złego. Jedni nie ponieśli tego konsekwencji, inni tak”

Dla młodego pokolenia aktywistek nie mają już znaczenia dokonania artystyczne, profesorskie tytuły, siwe głowy, dawne czasy — nie chcą kultu osób, które dopuściły się przemocy seksualnej. Demonstrują głośno i stanowczo. Wzywa się na nich policję, obraża, pozywa.

30.11.2019 Lodz . Protest lewicowych aktywistow przeciwko wizycie Romana Polanskiego w Lodzkiej Szkole Filmowej , doszlo do przepychanek ze studentami i profesorami , interweniowala policja .
Fot. Marcin Stepien / Agencja Gazeta
Protest 30.11.2019 na terenie Szkoły Filmowej w Łodzi. Fot. Marcin Stepień/Agencja Gazeta

Maja Staśko napisała po proteście: „Co ich tak zdenerwowało? Mówiłam o wspieraniu kobiet po gwałcie, o wykluczaniu ich i uciszaniu oraz o konieczności walki o ofiary. W odpowiedzi słyszałam i czytałam, że jestem idiotką, gówniarą albo lansiarą”.

Roman Polański stał się figurą, symbolem swojego pokolenia. Warto jednak, śledząc kolejne wywiady i analizy, pamiętać, że to, co jest najważniejsze z punktu widzenia społeczeństwa, zawiera się w tych statystykach:

5-22 proc. kobiet doświadcza gwałtu, a 24-87 proc. molestowania seksualnego. Kobiety nadal boją się o tym mówić, a gdy to robią, ryzykują zderzenie z systemem prawnym i oceną społeczną.

Hanna Szukalska, OKO.press: Co jest istotne dla walki z przemocą seksualną wobec kobiet i gdzie jesteśmy?

dr hab. Magdalena Grabowska, socjolożka, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk: Po badaniach z kobietami o doświadczeniach przemocy seksualnej, które prowadziłyśmy z Fundacją STER, miałam wrażenie, że jesteśmy na granicy — że kiedy kobiety zabiorą wreszcie głos, to tej zmiany nikt już nie zdoła powstrzymać. Teraz mam sprzeczne odczucia. Mam wrażenie, że w środowisku lewicowym i liberalnym narracja dotycząca poszczególnych sprawców już się zmieniła.

Widać to choćby w sprawie Polańskiego. Kiedyś mówiono, że „matka się źle zachowała”, „że dziewczyna uwiodła”, a teraz nikt nie podważa tego, że Polański zgwałcił Samanthę Geimer.

Argument obrońców Polańskiego ewoluuje natomiast w inną stronę — że sprawa została załatwiona, ponieważ on się przyznał, ugodził się z nią, odpokutował i jest już czysty. Skończona sprawa, winy odkupione.

W wywiadzie udzielonym Adamowi Michnikowi i Jarosławowi Kurskiemu Roman Polański powtórzył, to co mówił wcześniej, że „Odpokutowaliśmy tę sprawę. Ja, ona i jej matka”. Reżyser nadal uważa, że 13-latka miała co odpokutowywać.

Mało dyskutowaną kwestią, przynajmniej w mediach głównego nurtu, jest to, w jaki sposób sprawcy przemocy seksualnej, także tej z przeszłości, powinni się zachować dziś? Jakie jest oczekiwanie kobiet, które doświadczyły przemocy w tej kwestii?

Samantha Geimer mówi, że wybaczyła. Ale rzeczywiście szersza refleksja dotycząca rozliczeń z tamtą epoką dopiero przed nami.

Brakuje rozmowy o tym, czy istnieje jakaś ścieżka „odkupienia” tych czynów, jakieś zachowanie, które mogłaby przyczynić się do zmniejszenia przemocy? Większość głosów męskich w sferze publicznej zasadza się albo na próbie obrony, odrzucenia lub zniwelowania zarzutów, albo na wyrażeniu strachu przed byciem kolejną oskarżoną osobą.

Z obiema strategiami wiąże się podważanie świadectw kobiet lub marginalizowanie doświadczenia przemocy z przeszłości, szukanie jakichś „ale”. Pytanie czy mężczyźni będą kiedyś w stanie stawić czoła kwestii przemocy seksualnej, której są sprawcami, jest dla mnie otwarte.

Zostawmy mężczyzn. W jakim miejscu są kobiety?

Dyskusja o podejściu do przemocy seksualnej pokazuje, że mimo powszechnej zgody co do tego, że przemoc wobec kobiet jest zła, mamy jednak różne pomysły na to, jak z nią walczyć.

Z jednej strony pojawia się argument instytucjonalny oraz postawa ograniczonego zaufania do kobiet, z drugiej nawoływanie do opowiedzenia się w stu procentach za opowieściami skrzywdzonych.

Ta polaryzacja sprawia, że wypowiadając jedno zdanie, można zostać oskarżoną o obronę kultury gwałtu lub, z drugiej strony - o burzenie porządku demokratycznego państwa. Być może o tym mówi Agnieszka Holland w tekście Mai Staśko w Krytyce Politycznej: „Próbowałam napisać krótki komentarz w tej sprawie, ale nie udało mi się. Cokolwiek napisałam, sama ze sobą się nie zgadzałam. W związku z siłą i brutalnością debaty, która wybuchła również w mediach społecznościowych, każda wypowiedź grozi tym, że człowiek znajdzie się między dwoma młyńskimi kamieniami”.

Dla mnie osobiście ujawnienie przez #MeToo konfliktu w feminizmie było wartością tej akcji.

Uważam, że jako feministki nie musimy się zgadzać co do strategii, ani ustalać wspólnego stanowiska. Konflikt ma w sobie potencjał rozwojowy. Uznanie, że jest on częścią procesu walki z przemocą oznacza również, że nie ukrywamy ani samego konfliktu, ani jego różnych wymiarów.

A co za tym idzie, że jesteśmy gotowe na zmierzenie się z sytuacjami, w których każda ma poczucie racji i które wiążą się z oskarżeniami o „nieprawdziwy feminizm”, „niedojrzałość”, „pokoleniową walkę o władzę” czy uprzywilejowanie. To są ważne tematy, które wychodzą w ramach dyskusji o przemocy.

Unikanie czy uciszanie tych tak zwanych „awantur” nie jest dobrą strategią. Niech one się toczą.

W dyskusji o przemocy seksualnej wobec kobiet i walce z nią spotyka się wiele kwestii. Jest przez to trudna, bo rozmawiamy na różnych poziomach:

  • na argumenty feministyczne, zasadzające się na zaufaniu wobec kobiet,
  • argumenty instytucjonalne, mówiące o konieczności udowodnienia czynów z przeszłości,
  • argumenty nawołujące do wybaczenia lub ostrożności w ferowaniu wyroków.

To są różne porządki.

Jakie?

Ważne, żeby mieć świadomość różnic między debatą w porządku prawnym oraz instytucjonalnym a porządkiem innego rodzaju – związanym ze sferą społeczną i prawem do wypowiedzi.

Wiele osób ma potrzebę postawienia tamy relacjom kobiet.

Mówią, że skoro żyjemy w państwie prawa, to nie można ignorować porządku instytucjonalnego. Jeśli kogoś oskarżasz, mówisz, że ktoś cię zgwałcił lub próbował to zrobić, podpada to zawsze pod jakąś instytucję.

I dopóki w tej instytucji tego nie udowodnisz, to nie masz prawa mówić o tym publicznie.

A drugi porządek to porządek społeczny, w którym kobiety powinny mieć prawo mówić to, co zechcą, jeśli to dotyczy ich ciał i doświadczeń.

Obecnie te dwa porządki są ze sobą sprzeczne i stają się często osią ostrego sporu, także z tymi instytucjami.

W dyskusji o przemocy wobec kobiet zawsze pojawia się wątek, że musimy zreformować instytucje lub wykorzystać te, które mamy. Z doświadczeń kobiet i badań wiemy jednak, jak działają w Polsce instytucje, jakie są wyroki sądów, jak się zachowuje policja, jak są traktowane przypadki ujawnionej przemocy.

Wiemy też, że dla wielu kobiet doświadczających przemocy seksualnej, szczególnie długotrwałej przemocy w związkach, instytucje nie są z różnych powodów partnerami w radzeniu sobie z tym doświadczeniem.

Jaskrawym przykładem jest sprawa Katarzyny, kobiety, która zgłosiła gwałt, ale pomimo nagrania, na którym sprawca przyznał się do winy, sąd w Gnieźnie sprawę umorzył. Skazana została jednak sama zgłaszająca – za składanie fałszywych zarzutów. Za Katarzyną wstawiły się aktywistki i aktywiści. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zaskarżył decyzję sądu i wzniósł wniosek do Sądu Najwyższego o jej kasację.

Dlatego nawoływanie do tego, żeby pracować z instytucjami może być de facto zamykaniem ust kobietom.

Gdybyśmy żyły w idealnym świecie, powinniśmy stworzyć taki system, który chroni kobiety. Ale nie żyjemy, a problem przemocy seksualnej nie zniknie sam z siebie. Podejście instytucji trzeba próbować zmieniać, ale nie będzie tak, że efekty tego procesu poprawiania zobaczymy już za chwilę.

Porządek instytucjonalny wpływa też jednak na ten społeczny – wiele dyskusji o przemocy seksualnej rozbija się np. o to, że ktoś zostaje oskarżony o gwałt, nie przyznaje się do tego, przyznaje jednak, że jego zachowanie nie było w porządku. Konsekwencje ponosi oskarżająca go kobieta, sama oskarżana o pomówienie.

W dyskusji o zachowaniach dwóch dziennikarzy opisanych w głośnym tekście Codziennika Feministycznego zabrakło debaty o definicjach, przede wszystkim na temat tego, jakie mamy definicje gwałtu. Nie mamy zgody nawet na temat tego, co jest przekroczeniem, co molestowaniem seksualnym, a co nie.

Pokazała to też sprawa Janusza Rudnickiego: dla jednych nazwanie koleżanki kurwą w pewnych kontekstach jest dopuszczalne, dla innych – to już zawsze przemoc. Jeszcze poważniej wygląda kwestia gwałtu. Dla kogoś niekonsensualny seks w związku absolutnie nie jest gwałtem, a tylko przekroczeniem, dla innych osób to zdecydowanie gwałt.

Poważna dyskusja o entuzjastycznej zgodzie na seks, upodmiotowiającej kobiety, ustąpiła miejsca debatom o tym, co stanie się z mężczyznami oskarżanymi o gwałt.

Dla wielu osób, także kobiet, to może być bardzo skomplikowana sprawa na poziomie osobisto-społecznym. Większość kobiet ma jakiegoś rodzaju relacje z mężczyznami: jesteśmy siostrami, córkami, przyjaciółkami. Ponieważ to mężczyźni są w większości sprawcami przemocy seksualnej, prawdopodobieństwo, że znamy taką osobę, jest dość spore.

Myślę, że dla wielu kobiet to jest po prostu sytuacja wyboru: komu uwierzyć. Jest to również pytanie o koszty opowiedzenia się po stronie kobiet.

Czy wierzysz kobiecie (obcej lub bliskiej: przyjaciółce czy córce), czy mężczyźnie (znanemu, lub również bliskiemu: bratu, mężowi, przyjacielowi), osobie, która płaci twoje rachunki, jest twoim ojcem, szefem, może dać ci dostęp do publikacji lub jakiejś sfery towarzyskiej lub którą po prostu znasz od wielu lat i bardzo lubisz?

No właśnie, i wtedy czujesz, że potrzeba twardych dowodów, bo bardzo trudno uwierzyć.

Pomijamy też wątek klasowy, a on pojawia się w tej debacie na dwóch poziomach.

Po pierwsze, panuje zgoda, że walczymy z przemocą, dopóki sprawa nie dotyczy wielkiego człowieka. Widać różnicę między tym, jak traktuje się sprawę ujawnienia przemocy przez aktorki Bagateli, a podejściem do Polańskiego czy jak w przeszłości feminizm odnosił się do sprawy Anety Krawczyk, która ujawniła gwałt w Samoobronie, a jak część środowiska zareagowała, gdy sprawa dotyczyła kolegów „na lewicy”.

Gdy chodzi o konkretnego mężczyznę, który ma wysoką pozycję, dochodzi do wartościowania. I to jest bardzo niebezpieczne, bo podtekst jest taki, że życie kobiet jest mniej wartościowe. Przemoc wobec kobiet, zwłaszcza tych na niższych pozycjach, nie jest uznawana za prawdziwą krzywdę.

Po drugie: na poziomie instytucji i zasobów.

Robiąc badania, rozmawiałyśmy między innymi z kobietami z małych miejscowości i wsi. Uderzyło nas, że w ogóle w ich doświadczeniach instytucje nie istniały jako punkt odniesienia — kobiety nie wierzyły w nie.

Decydujące dla ujawnienia przemocy były innego rodzaju zasoby: rodzina, społeczność. Gdy bowiem idziesz na wsi zgłosić przemoc, to zgłaszasz np. syna kolegi. Jeśli społeczność za tobą nie pójdzie, przestajesz istnieć w tym miejscu, zostajesz wykluczona, zaszczuta. Podobne doświadczenie mają osoby zgłaszające akty pedofilne ze strony księży w małych miejscowościach.

I tutaj dochodzimy do rozmowy o tym, co sprawia, że kobiety milczą latami lub o doświadczonej przemocy nie mówią nigdy.

Dotykamy rozmowy o przywileju, o przemocy ekonomicznej i psychicznej. Raport STERU, badania Zofii Nawrockiej i publikacje Feminoteki, w tym ostatnio wydana książka „Gwałt w małżeństwie”, ujawniają te schematy. Są one związane z sytuacją ekonomiczną, rodzinną czy społeczną kobiet, na przykład z faktem, że ujawnienie przemocy oznacza utratę wsparcia ze strony rodziny, bliskich, wspólnoty — często po prostu się „nie opłaca”— a więc wymaga czasu i przemyśleń.

Ostatnio na ten temat głos zabrała Aneta Kręglicka, mówiąc o #MeToo i molestowaniu: „to dziewczyna daje przyzwolenie na pewne zachowanie lub nie. Wiele zależy od tego czy kategorycznie i natychmiast reagujemy”. To forma obwiniania ofiar.

Zwlekanie z ujawnieniem przemocy nie jest decyzją świadczącą o świadomości czy rozumności kobiet. Mam czasem wrażenie, że osoby zajmujące głos w debatach o przemocy seksualnej, szczególnie, kiedy odnoszą się do kwestii zachowań kobiet, nie mają wystarczającej wiedzy. To smutne.

Udostępnij:

Hanna Szukalska

Architektka, dziennikarka i psycholożka. Pisze m.in. o psychologii, psychiatrii i planowaniu przestrzennym. Relacjonuje protesty. Robi ilustracje i infografiki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne