0:00
0:00

0:00

Można spierać się o to, czy przedstawiający «zwykłą polską rodzinę» spot Koalicji Obywatelskiej jest dobrze zagrany. Warto jednak docenić, że został przynajmniej przemyślany taktycznie. Klip zaczyna się od warunku sine qua non, czyli rozbrojenia bomby 500+ („Chcielibyśmy z żoną i dziećmi podziękować za 500+. Ale to nie wszystko...”).

Strach przed tym, że opozycja mogłaby po dojściu do władzy zabrać 500+, a także na przykład cofnąć zmiany regulacji płacy minimalnej, to bodaj największa przeszkoda na jej drodze do odzyskania zaufania wyborców.

Program 500+ oceniany jest pozytywnie przez większość społeczeństwa – nie tylko przez sympatyków PiS. Także wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zwolennicy tego programu przeważają nad jego przeciwnikami.

[okonawybory]

Co więcej, jak pokazują badania przeprowadzone w pierwszym tygodniu września przez pracownię Difference na zlecenie Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR), 500+ uznawane jest powszechnie za główny powód zwycięstwa PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego przed czterema miesiącami.

Nie tylko 500 +

Zamiast spierać się o transfery socjalne, opozycja musi konsekwentnie przypominać Polakom, że inne sprawy – takie jak sytuacja w szkołach i służbie zdrowia, walka ze smogiem, stabilność cen, relacje z zagranica, a także dotrzymywanie obietnic dotyczących walki z korupcja i zawłaszczaniem państwa – też się liczą.

Gdyby przesłanie „to, co dał nam PiS, nie zostanie zabrane” przebiło się do świadomości obywateli, mogłoby to pomoc to w demobilizacji bardziej umiarkowanych wyborców partii rządzącej.

Wbrew pozorom, nie wszyscy głosujący na PiS to zaślepieni fanatycy tej partii. Przed tygodniem pokazaliśmy na łamach OKO.press, że elektorat partii Jarosława Kaczyńskiego w kwestiach zasadniczych dla przyszłości Polski często wyraźnie różni się od tego, co należałoby uznać za krajowa większość.

Przeczytaj także:

Ale można naszą analizę odczytać również na wspak, dostrzegając, że część elektoratu PiS jednak

  • ocenia reformę edukacji źle (12 proc. wyborców tej partii),
  • obawia się kryzysu finansów państwa w przypadku dalszych rządów PiS (23 proc.),
  • czy też uważa, że środowiska LGBT są w Polsce dyskryminowane (31 proc.).

Tacy wyborcy raczej na inna partie nie zagłosują, bo elektorat PiS jest – jak pokazują liczne badania (m.in. CBOS, Krytyka Polityczna) – nad wyraz lojalny. Ale mogą zwyczajnie zostać w domu.

5 - 6 procent do wzięcia

Druga szansa opozycji to wyborcy niezdecydowani – czyli tacy, którzy jeszcze nie wiedza (lub nie chcą powiedzieć), na która partie będą głosować w najbliższych wyborach. To jedna piąta elektoratu. Ponad połowa z nich ma pozytywny lub neutralny stosunek do opozycji (nazwijmy ich jej «potencjalnymi» wyborcami), a polowa tej polowy zamierza wziąć udział w wyborach.

Innymi słowy: 5-6 proc. elektoratu wciąż pozostaje do wzięcia – pod warunkiem, że Koalicja Obywatelska lub Lewica będą potrafiły tych zagubionych wyborców jakoś do siebie zachęcić. Nie będzie to łatwe zadanie, zważywszy na to, ze większość tych wyborców nie chce, jak pokazuje badanie ECFR, pozycjonować się ani po jednej, ani po drugiej stronie politycznego sporu.

Ale być może to szansa dla Lewicy, która ma prawo przedstawiać się jako trzecia siła zdolna przełamać dychotomiczny podział w polskiej polityce?

Co istotne, potencjalni wyborcy opozycji to nie są ludzie bez właściwości, gotowi pójść za każdym, kto im cokolwiek obieca. Są świadomi tego, że program 500+ pozwolił PiS-owi na konsolidacje poparcia. Ale pytani o to, czemu opozycja przegrała w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wypominają jej również brak wyraźnego i lubianego lidera oraz podziały i kłótnie we własnym obozie.

Być może zatem usuniecie się w cień Grzegorza Schetyny ma szanse przekonać choćby część z nich do Koalicji Obywatelskiej, podczas gdy innym spodoba się zakopanie toporów wojennych w obozie lewicy?

Pytani o ocenę rządów PiS, potencjalni wyborcy opozycji są niezadowoleni przede wszystkim z sytuacji w służbie zdrowia, reformy edukacji oraz stanu budżetu.

Są natomiast podzieleni pół na pół w sprawach światopoglądowych – i raczej niechętni uchodźcom i migrantom.

Otwartością wobec tych ostatnich opozycja raczej ich poparcia nie pozyska.

Rządy prawa, społeczeństwo otwarte i racjonalna polityka gospodarcza to natomiast tematy kluczowe dla twardego elektoratu, którego opozycji zaniedbać nie wolno. Tu stoi przed nią olbrzymia szansa.

Według naszego sondażu, wyborcy PiS są wyraźnie mniej pewni swojego udziału w wyborach od sympatyków KO i Lewicy. Tylko niecała połowa na pytanie o zamiar głosowania odpowiada „zdecydowanie tak” (w elektoracie KO to 70 proc., zaś Lewicy nawet 75 proc.).

Na większą mobilizację elektoratu opozycji wskazuje też najnowszy sondaż dla „Rzeczpospolitej". Według niego, ledwie 39 proc. elektoratu PiS jest pewne udziału w wyborach, zaś 27 proc. twierdzi, że „raczej” będzie głosować. Determinacja jest zdecydowanie silniejsza wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej i Lewicy.

Dlaczego wyborcy PiS mieliby być uśpieni?

Powodem może być względnie wysoki stopień zaspokojenia ich potrzeb przez PiS. Możliwe, że część jest – jak wspomnieliśmy wcześniej – w rozterce: szczęśliwa z niektórych reform, ale zawiedziona innymi sprawami.

A pozostali mogą żyć w informacyjnej bance: zdystansowani od poczucia, że w kraju dochodzi do jakiegoś zasadniczego sporu, być może za sprawa publicznych mediów przestawiających jednostronny obraz Polski jako krainy mlekiem i miodem płynącej.

Przez to zwolennicy partii rządzącej są znacznie rzadziej niż wyborcy opozycji przekonani o kluczowym znaczeniu zbliżających się wyborów. Aż połowa wyborców KO i Lewicy uważa je za najważniejsze od 1989 roku; tylko co czwarty wyborca PiS podziela tę ocenę.

Z tego wszystkiego wylania się obraz bardziej złożony niż wskazywały wyłącznie sondaże poparcia dla poszczególnych partii, z pozoru nie pozostawiające nikomu żadnych złudzeń.

Owszem, PiS popiera ponad 40 proc. wyborców – w porywach nawet do 48 proc. Zdobycie parlamentarnej większości przez partie Jarosława Kaczyńskiego wydawałoby się zatem niezagrożone. Ale dane o poziomie mobilizacji sugerują, że to nie musi być aż takie proste.

Co prawda, metoda d’Hondta, stosowana do podziału mandatów w polskim systemie wyborczym, nie jest dla opozycji łaskawa. To, czy 40 proc. głosów zdobywa się w sumie, czy w pojedynkę, czyni olbrzymią różnicę.

To radykalny scenariusz, ale możliwy

Gdyby jednak Lewica i KO, dzięki mobilizacji własnego elektoratu oraz przekonaniu do siebie części wyborców niezdecydowanych, osiągnęły łącznie ten właśnie poziom poparcia; i gdyby jednocześnie PiS, wskutek uśpienia lub rozedrgania własnego elektoratu, granicy 40 proc. nie przekroczył – wówczas parta rządząca mogłaby zostać pozbawiona parlamentarnej większości.

Gra na nowo by się otworzyła, a budowa nowej koalicji zależałoby od tego, jak wypadną pozostałe ugrupowania: Koalicja Polska i Konfederacja.

To radykalny scenariusz, ale wydaje się, że liderzy i wyborcy opozycji przedwcześnie porzucili nadzieje, że jest on w ogóle możliwy – o jakimkolwiek zwycięstwie wspominając bez przekonania, a zamiast tego przedstawiając przejęcie kontroli nad Senatem jako główny sposób na zatrzymanie PiS-u w nowej kadencji.

Tymczasem, kwestia większości w Sejmie wcale nie musi być jeszcze przesądzona. Aby zmobilizować własnych wyborców, opozycja powinna im unaocznić, że istnieje, niewielka, bo niewielka, ale jednak realna szansa na zatrzymanie PiS – i że w związku z tym

każdy głos ma wymierną wartość, a nie jest tylko symbolicznym gestem przegranych pogodzonych z losem.

Autor: Paweł Zerka – Policy Fellow i koordynator programu w think-tanku European Council on Foreign Relations (ECFR)

Sondaż na próbie ogólnopolskiej 1001 dorosłych Polaków został przeprowadzony przez pracownię Difference – Market Research w dniach 2-13 września 2019. Sondaż został zrealizowany metodą CAWI ankiety internetowej na zlecenie ECFR.

;
Paweł Zerka

Ekspert (Policy Fellow) w paryskim biurze Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) - https://ecfr.eu/profile/pawel_zerka/

Komentarze