"Wyrwali nam baner, podarli na strzępy. Starsza pani- pewnie w moim wieku, kończę 70 lat - na mnie napluła. Doskakiwali młodzieńcy, szarpali, deptali, czasem któryś kopnął. Podtykali nam biało-czerwone flagi pod nos. Wynosili nas byle jak, upuścili Kasię Szumniak, uderzyła głową o asfalt" - Kinga Kamińska opowiada, jak kobiety blokowały Marsz Niepodległości

„Było nas osiem Obywatelek RP, dołączyło pięć dziewczyn z Warszawskiego Strajku Kobiet. Akcję wymyśliła z 10 dni temu Ewa Błaszczyk [aktywistka Obywateli RP], od razu podchwyciłyśmy pomysł Agnieszka Markowska i ja – opowiada OKO.press Kinga Kamińska, Obywatelka RP.

Kobiety

Werbowałyśmy w głębokiej tajemnicy, nie używając telefonów, poza mieszkaniami, które mogą być na podsłuchu. Tylko jedna osoba nam odmówiła, powiedziała, że gdyby nas było więcej to tak, ale w tak małej grupie, to ona rezygnuje.

Obywatele RP mieli demonstrować przy Rondzie de Gaulle’a, tam gdzie w 2016 roku, ale było jasne, że ledwie się ustawią przy trasie marszu, to ich wyniosą. Nie zgłaszamy już naszych zgromadzeń, bo bojkotujemy ustawę PiS, a Marsz Niepodległości ma przywilej jako „cykliczny”.



Jedynym sposobem, żeby cokolwiek zrobić, było działać ze środka marszu. Dołączyłyśmy na samym początku na Rondzie Dmowskiego. Byłyśmy tam już o 13.45, stałyśmy dwójkami, nie rozmawiając ze sobą, żeby nie zwracać niczyjej uwagi.

Dlaczego same kobiety? Bo facetów to by roznieśli, byłaby jatka, a z Obywateli, może poza Kasprzakiem [Paweł Kasprzak, jeden z liderów Obywateli RP] nikt by nie wytrzymał, żeby nie reagować, jak będą bić.

Liczyłyśmy na to, że nas może trochę skopią, ale nic więcej. Tylko Paweł się bał, że nas jednak pobiją.

Peruka

Tylko głupi by się nie bał, ale jak już się zdecydowałam, to niech będzie, co ma być. Strasznie się tylko bałam dekonspiracji, że nie zdążymy tego zrobić.

Zna nas m.in. Robert Bąkiewicz, przewodniczący Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Przed 11 listopada 2016, przed zgłoszoną przez nas kontrdemonstracją, spotkaliśmy się w warszawskim ratuszu, oni wymuskani, w garniturkach z mieczykami Chrobrego i my, banda podstarzałych rewolucjonistów w swetrach.

Teraz więc poszłam bez okularów, pomalowałam usta, czego nigdy nie robię, zostawiłam też kulę, bo czekam na operację biodra, po tej kuli od razu by mnie rozpoznali, a poza tym mam taki lęk, że zabiorą mi tę kulę i zaczną nas okładać. Miałam też perukę.

Jola Urbańska, która pierwsza złożyła wniosek o delegalizację ONR, za co spotyka ją stały hejt, a jeszcze FB zamyka jej konto za… propagowanie faszyzmu.

[Kingę „w nowej odsłonie” na 11 listopada 2017 można zobaczyć poniżej (zdjęcie z jej profilu fb), na ostatnim ze zdjęć do tego tekstu siedzi trzecia od końca w kurtce z kapturem. Zdjęcia robił Tomasz Stępień, fotograf współpracujący z OKO.press]

Stałyśmy na rondzie Dmowskiego i musiałyśmy słuchać tych koszmarnych przemówień Bąkiewicza, kogoś z Forza Nuova, jakiegoś Słowaka, Hiszpana, Węgra, wszystko tłumaczone, tłum skandował, w międzyczasie przyszli ludzie z kościoła św. Barbary.

Zastanawiałyśmy się, gdzie się włączyć do marszu. Nie za bardzo z przodu, gdzie jest większa kontrola. Szłyśmy mniej więcej w środku, w jednej linii, ale wciąż nie rozmawiałyśmy.

Byłyśmy umówione, że jeśli którąś rozpoznają, to reszta idzie dalej, udajemy, że się nie znamy, co by się nie działo.

Jak minęłyśmy skrzyżowanie Alej Jerozolimskich z Marszałkowską, to zadzwonił Piotrek Wójcik z „Wyborczej”, gdzie ma się ustawić, żeby nas sfilmować.  Marzyłam o tym, żeby już dojść i żeby się zaczęło.

Ewka Błaszczyk była w kontakcie z dziewczynami z Warszawskiego Strajku Kobiet. Wybrałyśmy miejsce w okolicach przystanku przed samym wjazdem na Most Poniatowskiego, po prawej stronie, gdzie zwęża się jezdnia. Ewa powiedziała: „no to już”. Koleżanka wyciągnęła z plecaczka baner „Faszyzm stop”, o dziwo, udało nam się go rozwinąć. Dobiegły dziewczyny z WSK, ustawiły się między nami.

Stałyśmy twarzą do maszerujących, tak ze trzy minuty, może pięć, marsz nas omijał, zablokowałyśmy jedną trzecią ulicy, baner miał z 7 metrów.

Kaśka Kwiatkowska z Wrocławia, też Obywatelka, filmowała nas iPhone’m. Miała na sobie żółtą kamizelkę, to był akurat mój pomysł, żeby ją chronić. Takie kamizelki noszą media, a także obserwatorzy z Amnesty International czy Fundacji Helsińskiej, tym razem ich nie widziałam.


W blokadzie Marszu Niepodległości wzięło udział 13 kobiet.

OBYWATELKI RP: Ewa (Ewka) Błaszczyk, Agnieszka Markowska, Kinga Kamińska, Lucyna Łukian, Beata Geppert, Katarzyna Szumniak, Maria Bąk-Ziółkowska, Krystyna Zdziechowska oraz

 Z WARSZAWSKIEGO STRAJKU KOBIET: Elżbieta Podleśna, Zofia Marcinek, Izabela Możdrzeń, Agnieszka Wierzbicka, Monika Niedźwiecka

Marsz

Szła na nas masa młodych mężczyzn, niektórzy pili wódkę z „małpek” po 200 gram, zapamiętałam je, bo w 2016 rzucali w nas tymi buteleczkami. Ale byli też  ludzie z małymi dziećmi, jakiś facet niósł córeczkę na barana, kiepski pomysł w tych koszmarnych wrzaskach, wybuchach, ogniach. Były też starsze panie, starsze małżeństwa, i młodsze, ale większość tych patriotów to byli nagrzani młodzi faceci, trochę pijanych, strasznie agresywnych.

Wołali do nas: „wypierdalać”, „młodość, wiara, nacjonalizm”. Niektórzy mitygowali: „Idźcie bokami, zostawcie je”, „jakie one brzydkie są, ja pierdolę”, „olejcie je”. Ale popychali nas z obu stron, trzymałyśmy się baneru.

Skandowałyśmy: „precz z faszyzmem” i „kobiety przeciw faszyzmowi”. A także „nacjonalizm, to się leczy”.

Takich bardziej zwyczajnych ludzi może była jedna czwarta, wszyscy zachwyceni marszem.

Atak

Jak zaczęli na serio atakować, to usiadłyśmy. Trwało to jeszcze może z 10 minut, nie miałam poczucia czasu.

Wrzeszczeli, doskakiwali do nas. Pozrywali nam biało-czerwone opaski, które kupiłyśmy na początku marszu, po 15 zł sztuka! „Raz sierpem, raz młotem” i znowu „wypierdalaj stąd”. My na to: „wolna Polska kolorowa”.

Jakaś starsza pani – pewnie zresztą w moim wieku, zaraz kończę 70 lat – mnie opluła, pewnie przyszła na marsz prosto z kościoła. Inna pani machała na nas krzyżykiem. Wiele osób podtykało nam biało-czerwone flagi pod nos.

Wyrwali nam baner, podarli go na strzępy. Siedziałam cała spocona w tej swojej koszmarnej ceratowej kurtce, w kapturze na peruce, bo bałam się, że mi ją zerwą.

Doskakiwali do nas kolejni młodzieńcy, szarpali, deptali, czasem któryś kopnął. W końcu nas nie pobili, no może trochę. Pierwszy raz w życiu upubliczniłam (na FB) kawałek własnego tyłka, bo mam wielkiego siniaka, od kopniaka. Dopiero dzisiaj odkryłam, że mam też spuchniętą lewą goleń, bo poza kopaniem, chodzili po nas i któryś z tych facetów musiał mi stanąć na nogę.

Straż

Na szczęście pojawiła się straż marszu, bez żadnych kamizelek, dowódca miał megafon. Próbowali nas ochraniać, ale było ich za mało, żeby nas szczelnie otoczyć. Wołali do swoich, żeby nas zostawić, „Idźcie dalej, zostawić ich”, a także „przestań, kurwa!”. Odpychali atakujących.

Kaśkę Kwiatkowską zapytali, czy jest z Obywateli. „To pani może filmować”. Swoim nie pozwalali. „To nie jest cyrk, to nie jest cyrk” [22-minutowy film Katarzyny Kwiatkowskiej można zobaczyć tutaj.  Film Wyborczej ma 5 minut,  jest tu].

Ochrona brała udział w wynoszeniu nas. To było byle jakie wynoszenie, nie tak fachowe jak robi policja. Upuścili Kasię Szumniak, uderzyła głową o asfalt. „Udaje, udaje” – ktoś się śmiał. Ale zaraz: „Dzwoń po karetkę, może nie udaje?”. „Robimy miejsce, kurwa!”. Ochrona spanikowała, wezwała pogotowie, służby medyczne marszu.

Kaśka na moment straciła przytomność, ratownicy okryli ją folią. Straż marszu powtarzała przez megafon: „Nic się nie stało, idziemy dalej”. Przyjechała karetka na sygnale. Kasia poczuła się lepiej, odmówiła jazdy do szpitala.

Jak już nas znieśli na bok, jeden ze straży marszu podszedł do nas i pyta z troską: „I jak? Dobrze się czujemy?”.

Było też dwóch facetów, po 20 parę lat, jakby wyszli z kawiarni na Zbawiksie [plac Zbawiciela, modne miejsce w Warszawie], inteligentni ludzie, tłumaczyłyśmy nasze motywacje. Filmowała nas też telewizja Al Dżazira.

Ewa Błaszczyk zadzwoniła po policję.



Policja

Przez całą drogę nie widziałyśmy ani pół policjanta. Taką mają strategię, że chowają się w bocznych uliczkach, żeby nie prowokować maszerujących. Podczas rozmów w ratuszu w 2016 roku komendant z Wilczej, nazywa się Piekut [Sławomir, komendant rejonowy] chwalił się, że rozruby na marszach się skończyły odkąd policji nie widać i dlatego nie mogą nas chronić na Rondzie de Gaulle’a.

Krzyknęłam wtedy na niego, czy nie widzi, jaki to absurd, że policja nie broni obywateli, żeby nie prowokować narodowców?

Policja jest z miesiąca na miesiąc bardziej agresywna, co widać po tym, jak nas wynoszą. Ja osobiście największej agresji do tej pory doznałam jednak od straży sejmowej, kiedy 16/17 grudnia 2016, rozbujali mnie jak worek z ziemniakami i przerzucili przez barierkę w tłum. Do dziś mam zarzut, że przemocą wdarłam się na teren Sejmu.

Czekaliśmy na policję długo, „robokopy” pojawiły się po pół godzinie, jak już dawno przeszedł marsz, wszystko po to, żeby nie prowokować patriotów. Ich dowódca, znany nam, mówi „Pani Kingo, to znowu pani?”.

Dziewczyny ze Strajku Kobiet zwinęły się, wolą nie mieć do czynienia z policją, my dałyśmy się spisać, bo będziemy skarżyć policję o to, że nie zabezpieczyła marszu i doszło do przemocy.

Udało się!

Wracając do miasta powtarzałyśmy sobie „Rany boskie, udało nam się”.

Jestem zachwycona, to była  jedyna akcja 11 listopada,  która naprawdę wypaliła. A mogło się skończyć tak, że cały dzień byłby tylko nazistowski, a tu baby zrobiły im szpasa.

Pojechałyśmy jeszcze na Dzielną, bo tam zamknęli naszych, a potem z Lucynką Łukian i Agnieszką Markowską poszłyśmy się odstresować przy kieliszku. Nie mogłam zasnąć do dziewiątej rano”.



Dobry tekst. Dorzucam się do prawdy

lub wybierz tradycyjny przelew

Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym