0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
25 maja 2021

Morawiecki, Dworczyk, Sasin i Kamiński zgłoszeni do prokuratury przez NIK

NIK powziął „uzasadnione podejrzenie", że czterej politycy dopuścili się naruszenia przepisów prawa w związku z organizacją korespondencyjnych wyborów prezydenckich w 2020 roku. Według dostępnych informacji wydano na nie ponad 76 milionów złotych. Grozi im do trzech lat więzienia

Wydrukuj

Krok ten był nieuchronną konsekwencją raportu dotyczącego tzw. wyborów kopertowych, który NIK zaprezentował 13 maja 2021. Z ustaleń urzędu wynika, że próby zorganizowania wyborów korespondencyjnych prezydenckich 10 maja 2020 były niezgodne z prawem. Poczta Polska i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, które miały się podjąć wykonania decyzji Prezesa Rady Ministrów, wystawiły faktury na ponad 76 mln złotych. NIK złożył zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez członków zarządu obu spółek.

"Po tej konferencji i jeszcze wcześniej trwały prace nad ostatecznym stanowiskiem, które nadesłały Kancelaria Premiera i Ministerstwo Aktywów Państwowych. NIK oczekiwała także na stanowisko Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. To stanowisko nie zostało nam nadesłane. Chcąc zachować najwyższe standardy obiektywizmu, weryfikowaliśmy swoje ustalenie przez te stanowiska. Ten proces się zakończył" - zaczął rzecznik NIK podczas konferencji 25 maja.

"Mając na uwadze wagę stwierdzonych nieprawidłowości kieruje do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez: Prezesa Rady Ministrów pana Mateusza Morawieckiego, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pana Michała Dworczyka, ministra Ministerstwa Aktywów Państwowych pana Jacka Sasina oraz ministra Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji pana Mariusza Kamińskiego" - ogłosił prezes NIK Marian Banaś.

Po tych słowach Banaś opuścił konferencję ze względu na odbywające się posiedzenie Komisji Kontroli Państwowej.

Premier zignorował negatywne opinie

Dyrektor Bogdan Skwarka zastrzegał, że NIK oczywiście nie przesądza, czy premier i ministrowie rzeczywiście dopuścili się przestępstwa. Ale z drugiej strony przepisy nakazują, by to podejrzenie było "uzasadnione" (m.in. art. 63 par. 1 ustawy o NIK). "Nie może być tak, że nam się wydaje, musimy mieć dowody zebrane w toku kontroli" - wyjaśniał.

Zarzutem jest naruszenie art. 231 par. 1. kodeksu karnego:

"Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech".

Jak ustalił NIK, Mateusz Morawiecki 16 kwietnia 2020 roku wydał dwie decyzje, w których nakazał PWPW i Poczcie Polskiej druk i przygotowanie dystrybucji pakietów do głosowania korespondencyjnego. Zrobił to bezprawnie, bo nie było jeszcze wówczas specustawy o wyborach korespondencyjnych, a wyłączne prawo zlecania druku kart wyborczych i ich dystrybucji miała PKW. W przygotowaniach tych pomagał mu szef KPRM Michał Dworczyk.

NIK zwróciła uwagę, że KPRM całkowicie zignorowała opinie Prokuratorii Generalnej oraz swojego własnego Departamentu Prawnego, które "nie zostawiały suchej nitki na przygotowywanych dokumentach". W ekspertyzach tych podkreślano rozbieżność między działaniami zmierzającymi do przeprowadzenia wyborów a celem zwalczania i zapobiegania COVID-19, czyli celem ustawy, na której premier chciał oprzeć swoje decyzje.

Sasin i Kamiński zawinili... bezczynnością

W myśl decyzji Morawieckiego z 16 kwietnia 2020 minister MAP i MSWiA mieli zająć się dalszą organizacją, w ramach czego zobowiązani byli do podpisania umów z Pocztą Polską i PWPW. Nigdy tego nie zrobili. Sam fakt jednak, że decyzja premiera pozbawiona była odpowiedniej podstawy prawnej, nie zdejmował z nich obowiązku jej wykonania.

Urzędnicy pokusili się też o komentarz co do tego, czy decyzje premiera były, jak chcieli komentatorzy prorządowi, próbą uratowania sytuacji bez wyjścia. Wymienili możliwe scenariusze, które leżały na stole takie jak konstytucyjne wydłużenie kadencji prezydenta, tymczasowe objęcie funkcji przez marszałek Elżbietę Witek, a wreszcie - co było zdaniem ekspertów wyjściem najbardziej poprawnym - wprowadzenie stanu klęski żywiołowej albo stanu wyjątkowego. Nie zdecydowano się na żaden z tych kroków.

Zamiast tego premier, który nie jest w Konstytucji wymieniany jako osoba biorąca udział w organizacji wyborów, postanowił dokonać szeregu decyzji, które ku temu zmierzały.

"Nie oceniamy słuszności tych decyzji, ale przypominamy tylko, że każdy organ musi działać w granicach prawa" - podsumowywali urzędnicy.

Podczas konferencji nie przewidziano pytań od dziennikarzy, a przez to nie poruszono wątku, o którym spekulowano od kilku dni, czyli ewentualnego zgłoszenia do prokuratury Jarosława Kaczyńskiego. W wywiadach, których w ostatnim czasie udzielał prasie, przyznawał wprost, że zorganizowanie wyborów korespondencyjnych było jego pomysłem i inicjatywą.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne