„Ważne, że władze RFN nie zapominają o zbrodniach” - napisał Morawiecki po wizycie Angeli Merkel w Auschwitz. Premier nie powiedział wprost, że Merkel nie miała pojęcia o niemieckich zbrodniach - sugerował jednak wielokrotnie, że to on sam o nich jej przypominał, zwłaszcza o tych mniej znanych. Tylko po co?

W przemówieniu wygłoszonym przez premiera Morawieckiego 7 grudnia 2019 w Auschwitz największe wrażenie na OKO.press zrobiło to, że premier – z wykształcenia i zawodu człowiek świata finansów – zacytował Emmanuela Levinasa, subtelnego i trudnego francuskiego filozofa, jednego z ojców egzystencjalizmu i fenomenologii. 

OKO.press nie podejrzewało premiera Morawieckiego o takie lektury! Ktoś z autorów przemówień premiera musi być wielbicielem egzystencjalizmu.

Morawiecki przywołał myśl Levinasa: „Brak pamięci i zapomnienie, to jakby znów przyznawać rację złu przeciwko dobru (…) Dzisiaj musimy o pamięć dbać tak, jak byśmy dbali o tamtych ludzi [zamordowanych w Auschwitz]. Tyle możemy dla nich zrobić”.

Kłopot w tym, że Morawiecki sam zapomniał o tym, co było dla niego niewygodne – prezentując się jako osoba, która musi przypominać Niemcom o popełnionych przez nich w czasie wojny zbrodniach.

Nic bardziej mylnego.

Uroczystości w Auschwitz

W piątek 6 grudnia Mateusz Morawiecki i Angela Merkel wzięli udział w uroczystości upamiętnienia dziesięciolecia Fundacji Auschwitz-Birkenau. Złożyli wieńce z róż w barwach narodowych – polskich i niemieckich – przed ścianą straceń na dziedzińcu bloku 11. Zwiedzili część muzeum, oglądali budynek krematorium oraz najbardziej poruszające części ekspozycji: włosy ofiar, puszki po gazie Cyklon B (używanym do zabijania ludzi w komorach gazowych), stosy przedmiotów zagrabionych zamordowanym – m.in. buty i dziecięce ubranka. 

Niemcy przekazali fundacji kolejne 60 mln euro (wcześniej już wpłacili także 60 mln). Niemieckie media poświęciły tej wizycie dużo uwagi, komentując z zaskoczeniem, że chociaż Merkel rządzi już 14 lat, przyjechała do Auschwitz po raz pierwszy (i niedługo przed odejściem ze stanowiska). 

W przemówieniu 7 grudnia Morawiecki wspominał wizytę Merkel w Auschwitz. Dodawał, że mówił jej o Treblince, gdzie zginęło ok. 800 tys. osób „w okrutny sposób mordowanych”. Poinformował, że Polska próbuje odkupić od władz Austrii tereny po dawnym obozie w Mauthausen-Gusen, w którym, jak mówił, zginęła część polskiej inteligencji.  

„Zofia Kossak-Szczucka mówiła, że ten, kto jest bierny wobec zła, jest jak gdyby współuczestnikiem zła. My dzisiaj możemy powiedzieć o nas, że ten, kto jest bierny wobec przekłamań historycznych jest jakby współautorem tych przekłamań. Dlatego dzisiaj wszyscy musimy dbać o prawdę tamtych czasów z największą starannością”

mówił premier. Wrócił także do sprawy na Facebooku. 

Tadeusz Borowski w opowiadaniu „U nas w Auschwitz” pisał: „Czy myślisz, że gdyby nie nadzieja, iż ten inny świat…

Posted by Mateusz Morawiecki on Saturday, 7 December 2019

„W dniu wczorajszym, na teren dawnego obozu zagłady, po raz pierwszy przybyła Pani Kanclerz Angela Merkel. To ważne, że władze RFN nie zapominają o zbrodniach popełnionych podczas II wojny światowej na terenie okupowanej Polski” — pisał premier.

Czy Niemcy zapominają? Nie, nie zapominają

Wystąpienia Morawieckiego w Auschwitz nawiązywały wprost do polityki historycznej PiS – która głosi, że Niemcy starają się umniejszać znaczenie popełnionych w czasach Hitlera zbrodni, że sprytnie przesuwają ich ciężar na inne narody (zwłaszcza na Polaków) i że trzeba Niemcom oraz światu nieustannie przypominać, jak było naprawdę.

Politycy PiS powtarzają to bardzo często (a my o ich wypowiedziach piszemy).

Morawiecki nie powiedział wprost, że Merkel nie miała pojęcia o niemieckich zbrodniach – sugerował jednak wielokrotnie, że to on sam o nich jej przypominał oraz informował (zwłaszcza o tych mniej znanych). Jest to nieprawda.

„To nie jest tak, że Mateusz Morawiecki dopiero jako premier swoją stanowczą i nieustępliwą polityką historyczną zmusił Niemcy (w postaci Angeli Merkel) do przyznania się, że to oni (a nie jacyś naziści albo, broń Boże, Polacy) odpowiadają za Holocaust. To zwycięstwo jest i większe, wspanialsze i starsze niż nawet jego najgorętsi zwolennicy mogą sobie wyobrazić” – komentował na Facebooku prof. Klaus Bachmann, historyk z Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Posted by Klaus Bachmann on Saturday, 7 December 2019

Prof. Bachmann przypominał:

* w 1989 roku Bundestag zaczął debatować nad budową pomnika Holocaustu w Berlinie;

* o niemieckiej odpowiedzialności za Zagładę mówili niemieccy politycy wielokrotnie, np. prezydenci Richard von Weizsäcker (w 1985 roku), Roman Herzog (w 1996), Johannes Rau (w 2001 roku);

* niedawno mówili o tym minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel w 2018 roku i prezydent Frank-Walter Steinmeier w rocznicę napaści Niemiec na Polskę w 2019 roku. O przemówieniu Steinmeiera pisaliśmy w OKO.press.

OKO.press może dodać, że sama Angela Merkel również wielokrotnie mówiła o niemieckiej odpowiedzialności za zbrodnie. Zaprzeczyła także publicznie premierowi Izraela (!) Benjaminowi Netanjahu, który próbował umniejszyć rolę Niemców. 

Przypomnijmy tę sprawę, ponieważ jest pouczająca.  W październiku 2015 roku premier Izraela Benjamin Netanjahu wywołał międzynarodowy skandal, kiedy stwierdził, że to Wielki Mufti Jerozolimy Haj Amin al-Husseini, znany antysemita i sympatyk nazizmu, w 1941 roku w Berlinie podsunął Hitlerowi pomysł wymordowania wszystkich Żydów na okupowanych przez III Rzeszę terenach Europy.

Historycy natychmiast wyjaśnili, że to nieprawda – ale słowa Netanjahu zostały powszechnie odebrane jako próba przerzucenia części odpowiedzialności za Zagładę z Niemców na Arabów.

21 października 2015 roku na wspólnej konferencji prasowej Netanyahu i kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Berlinie, szefowa niemieckiego rządu wypowiedziała się bardzo jasno, poprawiając swojego gościa z Izraela:

„Niemcy podtrzymują swoją odpowiedzialność za Holocaust. Nie widzimy powodu, żeby zmieniać nasze spojrzenie na historię”.

Trudno o bardziej jednoznaczną wypowiedź ze strony niemieckiej kanclerz.

Morawiecki nie ma więc racji: Polacy nie muszą Niemcom nieustająco przypominać, że za Hitlera popełniali zbrodnie. Pamiętają o tym doskonale.

I na koniec jeszcze jedno zdanie z komentarza prof. Bachmanna na FB:

„Zwycięstwo Morawieckiego jest tym pełniejsze, że niemieccy politycy mieli już zwyczaj przyznawać się do tej napaści jeszcze zanim Morawiecki się urodził. Jak widać, nawet dzieci poczęte mogą skutecznie uprawiać politykę historyczną, jeśli mają silną wolę”.

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Jack Dyrka

    Szanowny kolego Adamie, czy w Oko Press naprawdę nie ma nikogo, kto by Ci podpowiedział , że PMM jest z wykształcenia historykiem?!?! To całkiem wielkie przeoczenie ….

  2. Grzegorz Graff

    "Niemcy starają się umniejszać znaczenie popełnionych w czasach Hitlera zbrodni (…) sprytnie przesuwają ich ciężar na inne narody (zwłaszcza na Polaków) i (…) trzeba Niemcom oraz światu nieustannie przypominać, jak było naprawdę". Dziękuję Autorowi za te słowa. Nie dość powtarzać.

Masz cynk?