Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
15 listopada 2020

Ministerstwo Cyfryzacji przestało istnieć jako osobny resort. Czy było niepotrzebne? [WIDZĘ TO TAK]

W wyniku rekonstrukcji rządu ministrem cyfryzacji został sam premier. Dokonania resortu, który właśnie zakończył samodzielny byt, ocenia prawnik Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo

„Cieszę się, że to Markowi Zagórskiemu, tym razem w charakterze sekretarza stanu w KPRM, powierzono misję rozwijania cyfryzacji w Polsce. To systemowo najlepsze rozwiązanie, by właśnie z tego miejsca koordynować unowocześnianie relacji państwo-obywatele.

Moje poważne obawy budzi fakt, że nie zaprezentowano żadnej wizji i ponownie przydzielono mu do pracy niemającego pojęcia o cyfryzacji Adama Andruszkiewicza oraz pozostawiono obszar technologii w gestii ministra Jarosława Gowina. Nową drogę zaczynamy zatem ze starymi grzechami – lekceważeniem i silosowością" – pisze Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo oraz członek Rady Programowej Archiwum Wiktora Osiatyńskiego, jeden z pięćdziesięciu najbardziej wpływowych prawników w Polsce w rankingu Dziennika Gazety Prawnej.

W cyfryzacji bez zmian. Nowe rozdanie i stare problemy

Jak oceniam pracę ministerstwa cyfryzacji? Najlepiej chyba podsumowuje to cytat z popularnego serialu o katastrofie w Czarnobylu: not great, not terrible. Nie jest to może ocena do końca sprawiedliwa, bo udało się odnieść kilka ważnych sukcesów na przestrzeni ostatnich lat, ale okoliczności zewnętrzne nie pozwalały na wiele więcej.

Ta gorzka ocena nie dotyczy w żadnym wypadku ostatniego ministra cyfryzacji z własnym resortem – Marka Zagórskiego. I choć zarówno on, jak i pełniąca tę funkcję przed nim Anna Streżyńska co roku słyszeli, że ministerstwo będzie zlikwidowane, to oboje włożyli wiele wysiłku w to, by swoje zadania wykonywać jak najlepiej i przekuć postęp technologiczny na konkretne korzyści dla obywateli.

Mieli zresztą szczęście do pracowników, choć nie jest tajemnicą, że twarde zarządzanie resortem przez Annę Streżyńską spowodowało, że część z nich odeszła z pracy. Marek Zagórski prezentował inne podejście, jednak postawa niektórych jego zastępców i nie zawsze trafione pomysły reorganizacji spowodowały, że z resortu zwalniały się kolejne osoby. Mimo wszystko – wielu dotychczasowych pracowników przejdzie do KPRM, a są to eksperci/ekspertki, którzy/re przez lata pracowali/ły z różnymi ministrami, aby aktywnie wspierać rozwój stanu polskiej cyfryzacji.

Przeczytaj także:

Cyfryzacja jako łup wojenny

Rezerwa innych członków rządu wobec kolejnych ministrów cyfryzacji oraz pragnienie wpływu na instytucje pozostające pod ich nadzorem spowodowały, że nie udało się wdrożyć spójnej i skoordynowanej wizji cyfryzacji, natomiast świetnie radzono sobie z rotacją kadr.

Od 2016 roku kręciła się karuzela z nowymi dyrektorami. Często zmieniało się kierownictwo w Centralnym Ośrodku Informatyki (nazywanym czasem „rządowym Microsoftem”) oraz w Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (instytucie badawczym, który oprócz prowadzenia rejestru polskich domen i polityki związanej z bezpieczeństwem internetu, realizował również kluczowe dla cyfryzacji państwa projekty informatyczne). Obydwie instytucje pozostawały pod nadzorem Ministerstwa Cyfryzacji, a jednak zaciekle ze sobą konkurowały. Odbiło się to m.in. dużymi opóźnieniami w realizacji Elektronicznego Zarządzania Dokumentacją – kluczowego dla cyfryzacji i obywateli systemu elektronizacji usług publicznych, który zwiększa przejrzystość obiegu dokumentów oraz ułatwia komunikację z urzędem. Jeśli dodamy jeszcze do tego, że duży apetyt na przejęcie NASK-u miało Ministerstwo Nauki, a resort rozwoju wziął pod swoje skrzydła obszar technologii widać, że

polityka cyfryzacji przypomina bardziej wydzieranie sobie łupów niż współpracę na rzecz unowocześnienia kraju i gospodarki.

Dużym echem, również poza Polską, odbiła się decyzja firmowana przez byłą już zastępczynię Marka Zagórskiego Wandę Buk o wykorzystaniu przepisów tzw. Tarczy 3.0 do skrócenia kadencji Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i zawieszenia aukcji na częstotliwości obsługujące sieci 5G. Interweniować musiał unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego, który wskazywał, że władze naruszają tą decyzją niezależność polskiego regulatora rynku komunikacyjnego.

Cyfryzacja z przymrużeniem oka

Resort cyfryzacji już za czasów koalicji PO-PSL musiał mierzyć się z największym i w zasadzie nigdy niezaopiekowanym problemem polskiej administracji, czyli silosowością i destrukcyjną ambicją szefów innych resortów.

Sam byłem wielokrotnie świadkiem lekceważącego lub wręcz wrogiego podejścia do działań Ministerstwa Cyfryzacji przez inne resorty, które często nie rozumiały lub nie chciały zrozumieć, że cyfryzacja i konkretne projekty, takie jak np. otwieranie danych publicznych są w ich własnym interesie.

Przejawem takiego lekceważenia było również – wbrew zdrowemu rozsądkowi i zapewne wbrew opinii kierownictwa – mianowanie w 2018 roku Adama Andruszkiewicza na sekretarza stanu. Nie zawsze wyłączenie ministerstwa z koordynacji działań było błędem. Wiele zakończonych sukcesem projektów informatycznych realizowano w innych resortach.

Świetnie sprawdzający się, szczególnie w czasach pandemii, system e-recepty powstał w instytucjach nadzorowanych przez ministra zdrowia, a Urząd Zamówień Publicznych jest na dobrej drodze do ukończenia prac nad nowoczesnym portalem zamówień publicznych, co nie udało się wcześniej Ministerstwu Cyfryzacji.

Kredyt zaufania obarczony błędem systemu

Nie do przecenienia była, szczególnie wyraźna na tle innych resortów, otwartość na włączanie przedstawicieli różnych środowisk w prace podejmowane w resorcie. Przeprowadzano modelowe konsultacje publiczne projektów aktów prawnych.

Dzięki otwartości Marka Zagórskiego, organizacjom pozarządowym, zajmującym się cyfryzacją, udało się skutecznie zaproponować zmiany w polskiej strategii rozwoju sztucznej inteligencji, które przyczynią się do skutecznej ochrony praw człowieka.

Cieszę się, że to jemu, tym razem w charakterze sekretarza stanu w KPRM, powierzono misję rozwijania cyfryzacji w Polsce. To systemowo najlepsze rozwiązanie, by właśnie z tego miejsca koordynować unowocześnianie relacji państwo-obywatele.

Moje poważne obawy budzi jednak fakt, że nie zaprezentowano żadnej wizji i ponownie przydzielono mu do pracy niemającego pojęcia o cyfryzacji Adama Andruszkiewicza oraz pozostawiono obszar technologii w gestii ministra Jarosława Gowina. Nową drogę zaczynamy zatem ze starymi grzechami – lekceważeniem i silosowością.

Udostępnij:

Krzysztof Izdebski

prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo. Zasiada w Radzie Programowej Archiwum Wiktora Osiatyńskiego.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne