Mateusz Morawiecki, pytany o upolitycznienie KRS, chciał odbić piłeczkę i wytknąć hipokryzję Platformie. W tym celu posłużył się manipulacją prawicowego publicysty Samuela Pereiry, którą jeszcze podkręcił. OKO.press cofa się do 2007 roku, żeby zobaczyć, że premier chce zdyskredytować opozycję przy pomocy projektu... Rokity i Gowina. Odrzuconego przez PO

W wywiadzie z 27 sierpnia 2018 dla Polsat News premier Mateusz Morawiecki wypowiedział równo 150 zdań, w którym zmieścił ponad 20 kłamstw i manipulacji. Analizowaliśmy już pięć o konflikcie rządu z Unią Europejską, czas na kłamstwa nr 6 i nr 7.

Zapytany, czy PiS rzeczywiście odpolitycznia sądy – tak jak obiecał – premier wypalił: „To PO w 2007 roku miała w swoim programie powołanie 22 osób z 25 członków KRS przez Sejm. Tak, to mieli w programie. Potem od tego odeszli, bo oni słyną z tego, że program wyborczy to jedno, a potem rzeczywistość to drugie. My robimy to, co obiecujemy, naprawiamy wymiar sprawiedliwości, który był, no jest absolutnie nieoptymalny mówiąc delikatnie”.

  • Zobacz pytanie i cały fragment wywiadu z Polsat News

    „…jeśli mówimy o reformie sądownictwa, no to jest naprawdę bardzo duży niepokój, wśród dużej części społeczeństwa, nie tylko wśród Obywateli RP, ale przecież rozmawiam z różnymi osobami, które nie wiedzą, jaki jest cel tej reformy, a jeśli czytają na przykład osoby, które zostały rekomendowane do SN i wszystkie te osoby związane ze Zbigniewem Ziobro, ministrem sprawiedliwości, to pytają no dobrze, to jest odpolitycznienie, to jest odpolitycznienie sądów?
    Tak, szanowna pani redaktor, w 2007 roku PO miała w swoim programie powołanie 22 osób z 25 członków KRS przez Sejm. Tak, to mieli w programie. Potem od tego odeszli, bo oni słyną z tego, że program wyborczy to jedno, a potem rzeczywistość to drugie. My robimy to, co obiecujemy, naprawiamy wymiar sprawiedliwości, który był, no jest absolutnie nieoptymalny mówiąc delikatnie”.

Cztery zdania – w tym dwa kłamstwa: o programie PO z 2007 roku  oraz o programie PiS z 2015. A w bonusie zjadliwy atak na opozycję.


"To PO w 2007 roku miała w swoim programie powołanie 22 osób z 25 członków KRS przez Sejm. Tak, to mieli w programie".

Mateusz Morawiecki, Polsat News - 27/08/2018

zrzut ekranu


fałsz. Nie, PO nie miała tego w programie.



My robimy to, co obiecujemy, naprawiamy wymiar sprawiedliwości, który był, no jest, absolutnie nieoptymalny, mówiąc delikatnie.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla Polsat News - 27/08/2018

Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


fałsz. W programie PiS nie było takich "reform", padały zapewnienia o "zachowaniu konstytucyjnych gwarancji niezależności i niezawisłości sądów"


Omawiamy po kolei, zostawiając zjadliwość na boku.

Premier powtarza manipulacje TVP.info

Premier nie wymyślił sam hasła o rzekomym programie wyborczym Platformy. Powtarza manipulację, którą Samuel Pereira, prawicowy publicysta, do czerwca 2017 wiceszef publicystyki TVP Info, a od sierpnia 2017 szef portalu TVP.info, opublikował w listopadzie 2017 roku właśnie w TVP.info. Artykuł o wymownym tytule „88 proc. członków wybieranych przez Sejm. Jak się zmieniało stanowisko PO ws. KRS” opowiada, że PO w 2007 roku chciało reformować KRS jeszcze bardziej radykalnie niż teraz PiS. Czyli – opozycja bezczelnie atakuje partię rządzącą i Andrzeja Dudę, a tymczasem sama chciała…

„W lutym 2007 r. w przedstawionym projekcie programu PO mówiła o »głębokiej przebudowie państwa«” – stwierdza Pereira i cytuje „projekt programu”. Wybiera fragment o potrzebie, by „Rada stała się reprezentantem interesów obywateli – klientów Sądu, ale także, by była efektywną instytucją obywatelskiego wglądu i kontroli nad procesem doboru i nominacji sędziów”.

I następny: „Rada nie powinna być konstruowana w politycznym procesie partyjnej rywalizacji, a jej członkowie powinni mieć duży autorytet zawodowy i moralny. Dlatego proponujemy, aby 22 spośród 25 członków Rady wybierał Sejm na 5-letnie, indywidualne kadencje”.

Pereira bije na alarm: obłuda Platformy! Chcieli, by „posłowie wybierali aż 88 proc. składu KRS”!

A jak było naprawdę? Rokita, Śpiewak i Gowin…

W styczniu 2007 roku Jan Maria Rokita ogłosił dokument Zespołu Rzeczników Platformy Obywatelskiej „Głęboka przebudowa państwa”. Był to efekt prac kierowanego przez niego tzw. gabinetu cieni. Zrobił to jednak bez konsultacji nie tylko z władzami partii, ale też z samymi rzecznikami („ministrami’) gabinetu cieni, wśród których byli Bronisław Komorowski, Julia Pitera, Adam Szejnfeld, Ewa Kopacz, Bogdan Zdrojewski.

Rokita przedstawił dokument w lutym 2007 na konferencji prasowej, w towarzystwie Pawła Śpiewaka i Jarosława Gowina, którzy choć reprezentowali Platformę, to do niej nie należeli.

Władze PO odebrały zachowanie Rokity jako prowokację wymierzoną w skonfliktowanego z nim Donalda Tuska.

Nad trzema politykami wkrótce potem odbył się „sąd parlamentarzystów Platformy”.

„Ten materiał nie zyskał akceptacji władz partii. Miał być jeszcze podstawą naszych wewnętrznych dyskusji. Źle się stało, że efekt pracy 20 posłów został zawłaszczony przez jednego i zaprezentowany publicznie”

komentował wtedy wiceszef PO Zbigniew Chlebowski. Bogdan Zdrojewski przewidywał z kolei, że Rokita opuści Platformę.

Stało się tak kilka miesięcy później. Jan Rokita nie startował w jesiennych przedterminowych wyborach 2007, oddał swoje miejsce Jarosławowi Gowinowi.

Co dokładnie było w propozycji Rokity i Gowina?

W dokumencie „Głęboka przebudowa państwa” znajdowało się sporo pomysłów dotyczących sądownictwa. Od mało kontrowersyjnych – jak publikacja wszystkich orzeczeń sądowych w internecie, po radykalne – np. zniesienie immunitetu sędziowskiego w dotychczasowej formie.

Rzeczywiście był też pomysł reformy Krajowej Rady Sądownictwa. Założeniem była zmiana charakteru rady na „niekorporacyjny”. Sejm miał wybierać 22 z 25 członków Rady na pięcioletnie indywidualne kadencje.

Kandydatów zgłaszać mieli jednak nie politycy, a senaty szkół wyższych akademickich.

Miało to na celu wciągnięcie „elity inteligenckiej społeczeństwa w zadanie nadzorowania wymiaru sprawiedliwości”. Co istotne – Rada nie miała się nigdy zmieniać w całości.

Trudno więc nawet ten – odrzucony przez partię – projekt porównywać z rozwiązaniami wprowadzonymi przez PiS, czyli jednorazową czystką KRS i przejęciem całkowitej kontroli większości sejmowej nad powoływaniem 15 wybieranych członków.

Pereira przemilczał fragment o zgłaszaniu kandydatów przez senaty szkół wyższych oraz zastrzeżenie, że Rada nie zmieniałaby się w całości.

Manipulacja o tyle bezczelna, że szef portalu TVP.info nie tylko urwał cytowany tekst, ale nawet pokazując skany dokumentu pokazał je tylko do połowy zdania ze strony 310.

Powyżej screen z TVP.info (dostęp: 31.08.2018). Pełne zdanie, które się urywa, brzmi (brakujący fragment zaznaczamy wytłuszczonym drukiem):

„Jednocześnie jednak Rada nie powinna być konstruowana w politycznym procesie partyjnej rywalizacji, a jej członkowie powinni mieć bardzo duży autorytet zawodowy i moralny. Dlatego proponujemy, aby 22 spośród 25 członków Rady wybierał Sejm na 5-letnie, indywidualne kadencje (tym samym Rada nie zmieniałaby się nigdy w całości), spośród kandydatów spełniających te wysokie wymogi, zgłaszanych przez senaty wyższych szkół akademickich”.

  • Kliknij, by przeczytać więcej

    Postulujemy przekształcenie Krajowej Rady Sądownictwa z instytucji „stojącej na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”, w instytucję stojącą na straży prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezawisłych sędziów w niezależnych sądach:

    Oznacza to zasadniczo nowe ukierunkowanie misji KRS z wyłącznej troski o kondycję korporacji sędziowskiej – na zagwarantowanie obywatelowi – klientowi sądu prawa do sprawiedliwego wyroku, a więc także szybkiego, kompetentnego i dobrze zorganizowanego rozpatrzenia jego sprawy. Tym samym nowa Rada powinna tworzyć programy strategiczne dla wymiaru sprawiedliwości, które zapewniłyby obywatelowi coraz wyższą jakość procesu sądowego.

    Takiej zmianie misji towarzyszyć powinna też zmiana składu Rady. Skoro nie będzie ona po to, by reprezentować sędziów wobec Narodu, ale Naród wobec wymiaru sprawiedliwości – jej skład powinien nosić charakter niekorporacyjny. Sposób doboru składu Rady powinien gwarantować także szerszą niż tylko sędziowską kontrolę nad procedurami doboru i nominacji sędziowskich. Przeciwdziałać tu powinien w szczególności licznym przypadkom nepotyzmu przy doborze sędziów. Jednocześnie jednak Rada nie powinna być konstruowana w politycznym procesie partyjnej rywalizacji, a jej członkowie powinni mieć bardzo duży autorytet zawodowy i moralny. Dlatego proponujemy, aby 22 spośród 25 członków Rady wybierał Sejm na 5-letnie, indywidualne kadencje (tym samym Rada nie zmieniałaby się nigdy w całości), spośród kandydatów spełniających te wysokie wymogi, zgłaszanych przez senaty wyższych szkół akademickich. W wymiarze społecznym oznacza to wciągnięcie istotnej części elity inteligenckiej społeczeństwa w bezpośrednie zadanie nadzorowania wymiaru sprawiedliwości. Wychodząc z założenia, że bez takiego rozszerzenia społecznego zakresu odpowiedzialności za stan wymiaru sprawiedliwości – naprawa sądownictwa nie okaże się możliwa. Zarazem niemal połowa reprezentantów akademickich w Radzie wywodzić się ma ze środowiska prawniczego – wymagane są dla nich kompetencje niezbędne do objęcia stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. Ta grupa członków Rady zapewnić ma profesjonalizm instytucji.

A co było w programie wyborczym PO w 2007 roku?

Postulaty zaprezentowane przez Rokitę nie znalazły się  programie partii do przedterminowych wyborów w 2007. W oficjalnym dokumencie „Polska zasługuje na cud gospodarczy” reformy władzy sądowniczej ograniczały się do:

  • odpolitycznienia prokuratury, w tym rozdzielenia funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego (co zrealizowano, ale do czego wrócił PiS po wyborach w 2015),
  • otworzenia dostępu do zawodu sędziego dla przedstawicieli innych zawodów prawniczych,
  • zwiększenia sędziowskiej samorządności.

Zrezygnowano z pomysłów dotyczących KRS. W trakcie swoich ośmioletnich rządów Platforma, nawet w czasie, gdy ministrem Sprawiedliwości był Jarosław Gowin, nie przymierzała się do zmian zasad wybierania Rady.

Mateusz Morawiecki nie tylko korzysta z manipulacji Samuela Pereiry, ale dodatkowo zakłamuje jego doniesienia twierdząc, że taka reforma KRS była „programem wyborczym” PO. Pereira mówił tylko o „projekcie”.

Co było w programie PiS w 2015 roku?

Nie byłby sobą premier, gdyby nie przeciwstawił nieszczerej, pełnej hipokryzji opozycji, swojej własnej wspaniałej partii.

„My robimy to, co obiecujemy, naprawiamy wymiar sprawiedliwości, który był, no jest absolutnie nieoptymalny mówiąc delikatnie” – kończy wypowiedź premier.

W programie wyborczym PiS rzeczywiście zapowiadano dość ogólnikowo reformę wymiaru sprawiedliwości, ale obiecywano jednocześnie, że odbędzie się ona z „zachowaniem podstawowych konstytucyjnych gwarancji niezależności i niezawisłości”. Szczegółowo porównaliśmy wyborczy program PiS z tym, co partia zrobiła po wyborach, omawiając wypowiedź Jacka Sasina o dotrzymywaniu obietnic.

Na miejscu premiera uważalibyśmy też na dobór słów – przeciętnym zjadaczom chleba zapala się czerwona lampka, gdy bankier mówi o „optymalizacji” czegokolwiek.


Przeczytaj pierwszą część naszej analizy wywiadu premiera:


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press