Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
26 października 2022

Morawiecki straci stanowisko premiera - z takimi notowaniami rządu nikt jeszcze nie wygrał wyborów

Premier Mateusz Morawiecki musi wiosną stracić stanowisko, jeśli obóz władzy jeszcze marzy o wyborczym zwycięstwie. Notowania rządu na rok przed wyborami są najgorsze od 16 lat: wtedy premierem był Jarosław Kaczyński, a PiS rok później przegrał wybory

Październikowe notowania rządu Mateusza Morawieckiego szorują po dnie: tylko 26 proc. Polaków identyfikuje się jako jego zwolennicy, aż 47 proc. jako przeciwnicy, a 23 proc. pozostaje obojętne. Od 2006 roku tylko jeden rząd miał (nieznacznie) gorsze notowania: był to gabinet Jarosława Kaczyńskiego w październiku 2006 roku, na rok przed wyborami, które skończyły się oddaniem władzy przez PiS.

To oznacza polityczny wyrok na premiera. Za chwilę pokażemy, jak notowania rządu korelują z wynikiem wyborczym partii władzy, jak notowania rządu Morawieckiego wyglądają na tle rządów Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska, Ewy Kopacz i Beaty Szydło i dlaczego Mateusz Morawiecki pełni w obozie władzy już tylko jedną funkcję: użytecznego kozła ofiarnego.

Morawiecki do dymisji? Liczby nie zostawiają złudzeń

Na wykresie poniżej pokazujemy, jak kształtował się odsetek zwolenników i przeciwników rządu w dwóch kluczowych okresach: na rok przed wyborami parlamentarnymi i miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. Poza powyższym schematem pokazujemy ostatnie przed dymisją notowanie rządu Beaty Szydło.

Różnice w notowaniach na rok i miesiąc przed wyborami są zazwyczaj niewielkie, co pokazuje, że w przeszłości w czasie 12 miesięcy przed głosowaniem bardzo trudno było radykalnie zmienić postrzeganie rządu.

Liczby sprawdzamy od października 2006 roku, czyli od momentu, kiedy ukształtowała się w Polsce „nowożytna” scena partyjna, ze stabilnym podziałem na czterech głównych graczy (uzupełnianych przez zmieniające się partie "antysystemowe"): PiS, Platformę Obywatelską, Lewicę (w różnych formach) i PSL.

Rząd Jarosława Kaczyńskiego, który premierem był od 14 lipca 2006 do 5 listopada 2007 roku, miał następujące notowania:

  • w październiku 2006 roku, na rok przed wyborami parlamentarnymi miał 25 proc. zwolenników, 48 proc. przeciwników, 23 proc. wyrażało wobec niego obojętność, a 4 proc. nie miało zdania.
  • we wrześniu 2007 roku, na miesiąc przed wyborami, rząd Kaczyńskiego miał 29 proc. zwolenników, 46 proc. przeciwników, 22 proc. wyrażało obojętność, a 3 proc. nie miało zdania.
  • Liczba zwolenników na miesiąc przed wyborami – 29 proc., wynik wyborczy PiS – 32 proc.

Rząd Donalda Tuska, który premierem był od 16 listopada 2007 roku do 22 września 2014, miał następujące notowania:

  • w październiku 2010 roku, na rok przed wyborami parlamentarnymi, miał 38 proc. zwolenników, 29 proc. przeciwników, 29 proc. badanych wyrażało obojętność, a 4 proc. nie miało zdania.
  • we wrześniu 2011 roku, na miesiąc przed wyborami, rząd Tuska miał 36 proc. zwolenników, 27 proc. przeciwników, 34 proc. wyrażało obojętność, a 3 proc. nie miało zdania.
  • Liczba zwolenników na miesiąc przed wyborami – 36 proc., wynik wyborczy PO – 39 proc.

Rząd Ewy Kopacz, która premierką była od 22 września 2014 do 16 listopada 2015 roku, miał następujące notowania:

  • w październiku 2014 roku, na rok przed wyborami parlamentarnymi, miał 35 proc. zwolenników, 18 proc. przeciwników, 40 proc. wyrażało obojętność, 7 proc. nie miało zdania
  • we wrześniu 2015 roku, na miesiąc przed wyborami, rząd Kopacz miał 32 proc. zwolenników, 33 proc. przeciwników, 32 proc. wyrażało obojętność, a 3 proc. nie miało zdania.
  • Liczba zwolenników na miesiąc przed wyborami – 32 proc., wynik wyborczy PO – 24 proc., wynik wyborczy PO i Nowoczesnej – 32 proc.

Ostatnie notowanie rządu Beaty Szydło, która premierem była od 16 listopada 2015 do 11 grudnia 2017 roku: 40 proc. zwolenników, 31 proc. przeciwników, 27 proc. wyrażało obojętność, 2 proc. nie miało zdania.

Rząd Mateusza Morawieckiego, który premierem jest od 11 grudnia 2017 roku, miał następujące notowania:

  • w październiku 2018 roku, na rok przed wyborami parlamentarnymi, miał 39 proc. zwolenników, 29 proc. przeciwników, 27 proc. wyrażało obojętność, 5 proc. nie miało zdania.
  • we wrześniu 2019 roku, na miesiąc przed wyborami, rząd Morawieckiego miał 44 proc. zwolenników, 29 proc. przeciwników, 23 proc. wyrażało obojętność, 4 proc. nie miało zdania.
  • Liczba zwolenników na miesiąc przed wyborami – 44 proc., wynik wyborczy PiS w 2019 roku – 44 proc.

w październiku 2022 roku, na rok przed wyborami parlamentarnymi, rząd Morawieckiego ma 26 proc. zwolenników, 47 proc. przeciwników, 23 proc. wyraża obojętność, a 4 proc. nie ma zdania.

Konkluzja z powyższych danych jest prosta i bezlitosna dla premiera Morawieckiego:

  • po pierwsze, z takimi notowaniami rządu partia rządząca jeszcze nigdy w historii III RP nie wygrała wyborów,
  • a po drugie, nie zdarzyło się jeszcze, żeby w ciągu 12 miesięcy do wyborów rząd znacząco poprawił swoje notowania.

Udało się to w pewnym stopniu premierom Kaczyńskiemu w 2007 roku (poprawa o 4 pkt. proc.) i Morawieckiemu w 2019 roku (poprawa o 5 pkt. proc.), natomiast pierwszy startował z bardzo niskiego pułapu, a wybory i tak przegrał, a drugi poprawił wyniki w czasie prosperity, z najlepszymi nastrojami społecznymi w historii III RP.

Po wtóre, aby nie być dla swojego obozu kulą u nogi, Morawiecki musiałby poprawić notowania swojego gabinetu w sposób bezprecedensowy – o ok. 10 pkt. proc.

W czasach kryzysu, inflacji, konfliktu z UE i wojny w Ukrainie to scenariusz z gatunku political fiction.

Kolejna zła wiadomość dla Morawieckiego to korelacja między notowaniami rządu na miesiąc przed wyborami, a wynikiem partii rządzącej:

  • w 2007 roku rząd Kaczyńskiego miał 29 proc. zwolenników, a PiS otrzymał 32 proc. głosów w wyborach;
  • w 2011 roku rząd Tuska miał 36 proc. zwolenników, a PO otrzymała 39 proc. w wyborach;
  • w 2015 roku rząd Kopacz miał 32 proc. zwolenników, a PO otrzymała 24 proc. w wyborach, a kiedy zsumujemy to poparcie z wynikiem Nowoczesnej, która bazowała na wyborcach Platformy z 2011 roku, dostaniemy 32 proc. głosów;
  • w 2019 roku rząd Morawieckiego miał 44 proc. zwolenników, a PiS otrzymał 44 proc. głosów w wyborach.
Od 16 lat poparcie partii rządzącej w wyborach nie było lepsze o więcej niż 3 pkt. proc. w porównaniu do notowań rządu na miesiąc przed głosowaniem.

Żeby myśleć o zachowaniu samodzielnej większości, PiS musi zdobyć w 2023 roku co najmniej 40 proc. głosów i liczyć na szczęście przy rozkładzie poparcia i mandatów pozostałych partii. Jeśli miałby się powtórzyć schemat z lat ubiegłych, rząd Mateusza Morawieckiego musiałby mieć we wrześniu 2023 roku co najmniej 37 proc. zwolenników, a więc — jak wskazaliśmy już wcześniej — poprawić swoje notowania aż o 11 pkt. proc.

Jeśli w PiS wierzą w cuda, Morawiecki może zostać do wyborów, jeśli nie wierzą — zostanie zdymisjonowany wczesną wiosną.

Morawiecki jest już tylko kozłem ofiarnym

Premier Morawiecki znalazł się w pułapce bez wyjścia. Żeby zachować stanowisko w przyszłym roku, musiałby iść na kompromis z Unią Europejską, odblokować pieniądze dla Polski, uspokoić tak rynki, jak i współobywateli oraz liczyć, że sytuacja gospodarcza zacznie się szybko stabilizować lub poprawiać. Ale by zachować stanowisko teraz, musi robić to, czego wymaga od niego zaplecze polityczne: iść na wojnę z UE, walczyć z Niemcami, odgrywać jastrzębia i w efekcie wzbudzać niepewność na rynkach finansowych oraz pozostawać w izolacji na forum europejskim.

Zresztą ktoś podejrzliwy mógłby wysnuć hipotezę, że spychanie Morawieckiego na pozycje radykalne przez Solidarną Polskę i dużą część PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, jest celowe.

Im mocniej Morawiecki zostanie wypchnięty na bandę, tym bardziej świeżo i umiarkowanie będzie wyglądać jego następca (czy też raczej następczyni) wiosną przyszłego roku.

Premierka Elżbieta Witek wejdzie wtedy cała na biało, mniej lub bardziej subtelnie zrzuci okres błędów i wypaczeń na poprzednika i z „wrodzoną kobietom łagodnością” będzie lać oliwę na wzburzone, europejskie fale, by wzmocnić efekt nowego otwarcia. Bo że taki efekt będzie – to bardzo prawdopodobne. Znów mamy precedens w najnowszej historii.

Gdy pod koniec września 2014 roku premier Donald Tusk odchodził na stanowiska szefa Rady Europejskiej, notowania jego gabinetu były następujące: 35 proc. zwolenników, 37 proc. przeciwników, 26 proc. wyrażających obojętność i 2 proc. niezdecydowanych. Po niespełna miesiącu urzędowania premier Kopacz, liczba przeciwników rządu spadła o 19 pkt. proc. (!), a w listopadzie notowania rządu Kopacz były następujące:

  • 41 proc. zwolenników (+6 pkt. w porównaniu do Tuska),
  • 15 proc. przeciwników (-22 pkt. proc.),
  • 37 proc. obojętnych (+11 proc.),
  • 7 proc. niezdecydowanych (+5 pkt. proc.).

Notowania rządu Ewy Kopacz w następnych miesiącach znacząco się pogorszyły, głównie przez mało zręczną politykę, ale tzw. "efekt nowej miotły" był niezaprzeczalny. Na powtórkę (z tym że z trwalszym efektem) tego fenomenu będzie liczył wiosną PiS.

Dlatego los premiera Morawieckiego dziś wydaje się przesądzony.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne