19 października 2022

Mularczyk: Kiedy kanclerz Niemiec ukląkł przed pomnikiem getta, nie było to „skierowane do Polaków”. A do kogo?

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk - odpowiedzialny za raport o stratach wyrządzonych Polsce przez Niemcy - skrytykował sławny gest niemieckiego kanclerza Willy’ego Brandta, który w 1970 r. ukląkł przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. „Nie był skierowany do Polaków” - napisał Mularczyk. Sprawdzamy

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk odpowiadał za raport poświęcony stratom wojennym wyrządzonym Polsce przez hitlerowskie Niemcy. Raport, po kilkuletnim okresie przygotowań, został opublikowany 1 września 2022 roku (omawialiśmy premierę tutaj). Spotkał się też z krytyką historyków i dziennikarzy, zarzucających mu błędy i z góry przyjęte, wątpliwe założenia — np. wycenienie wartości życia jednego polskiego obywatela na 200 tys. dol. USA.

18 października 2022 Mularczyk wkleił na Twitterze zdjęcie tablicy upamiętniającej sławny niemiecki gest pojednania i pokory — uklęknięcie kanclerza RFN Willy’ego Brandta przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie 7 grudnia 1970 roku. Mularczyk skomentował:

„Gest Brandta i jego komentarze nigdy nie były skierowane do Polski albo do Polaków [ang. Polish people]. Co więcej, puste gesty nigdy nie zastąpią niezbędnego odszkodowania”

— napisał.

View post on Twitter

Później Mularczyk dodał jeszcze: „Jego komentarze nigdy nie wyjaśniały konkretnie, że gest był skierowany do Polaków. To był generalny gest, który symbolizował błędy Niemiec, a nie sprawiedliwość dla Polski”.

Dlaczego gest z 1970 roku jest nadal ważny?

Poseł Mularczyk nie ma racji, pisząc, że gest Brandta był „pusty” oraz że nie był „skierowany do Polaków”. (Chyba, że uznaje zamordowanych w getcie polskich obywateli i obywatelki za nie-Polaków i nie-Polki.) Wcześniej, dodajmy, Brandt złożył wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza.

Wyjaśnijmy krótko, jak było.

Kanclerz Willy Brandt (1913-1992) był niemieckim socjalistą, emigrantem w czasach Hitlera. Zawsze był przeciwnikiem nazizmu - nazistowskie Niemcy odebrały mu zresztą w 1938 roku formalnie niemieckie obywatelstwo. Po wojnie, jako polityk SPD - niemieckiej partii socjaldemokratycznej - został burmistrzem Berlina Zachodniego, przewodniczącym partii w 1963 roku, ministrem spraw zagranicznych w 1966 r. i wreszcie kanclerzem po wygranych przez socjalistów w RFN wyborach w 1969 roku.

Jego „Ostpolitik” zmierzała do uznania powojennej rzeczywistości — w tym granic — w zdominowanej przez ZSRR Europie Wschodniej. RFN uznały NRD i zawarły szereg traktatów z krajami regionu, w tym kluczowy — z Polską.

7 grudnia 1970 r. PRL podpisała z RFN układ "o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków".

Artykuł I traktatu zapewniał, że istniejąca granica PRL nie jest kwestionowana przez Niemcy (podobny traktat PRL podpisała z NRD w 1950 r.). Obie strony oświadczały, że „stwierdzają […] nienaruszalność ich istniejących granic, teraz i w przyszłości” oraz "zobowiązują się wzajemnie do bezwzględnego poszanowania ich (…) integralności terytorialnej".

Tego samego dnia Brandt złożył hołd ofiarom hitlerowskich Niemiec. Przed pomnikiem Bohaterów Getta - upamiętniającym zamordowanych przez nazistów Żydów z warszawskiego getta - złożył wieniec, a potem ukląkł.

Niełatwy gest

Był to symboliczny gest. W Niemczech w latach 60. polityka Brandta budziła duży opór w wielu kręgach prawicy, przywiązanej do idei powrotu do granic z 1937 roku (a więc niemieckiego Śląska i Pomorza). W sondażu dla tygodnika „Der Spiegel” z grudnia 1970 aż 48 proc. Niemców uznało gest kanclerza za „przesadny” (niem. „übertrieben”).

Zdjęcie niemieckiego kanclerza klęczącego przed pomnikiem Bohaterów Getta obiegło cały świat. Żona kanclerza, Rut Brandt, wspominała po latach (1992):

„Siedziałam skamieniała przed telewizorem i cierpiałam wraz z nim; wiedziałam, że nigdy nie zdobyłabym się na taki poważny gest, tak osobiste, głęboko poruszające działanie przed oczyma setek dziennikarzy i fleszów, które patrzyły za cały świat. Chciałam wiedzieć, czy był to gest spontaniczny, czy on też nie mógł inaczej postąpić w tym miejscu.

To było pierwsze pytanie, które mu postawiłam, gdy wrócił: »Czy zastanawiałeś się wcześniej nad tym?«

Wzruszył ramionami i powiedział: »Coś przecież należało uczynić«".

W Warszawie oświadczył: "Chciałem prosić o przebaczenie w imieniu naszego narodu za milionowe zbrodnie, które dokonano, bezczeszcząc imię Niemiec”.

Czy Brandtowi chodziło o wszystkie ofiary nazizmu, czy specyficznie o Polaków, czy tylko o polskich Żydów - nie było wówczas jednoznaczne. W polskiej partii komunistycznej, która niecałe dwa lata wcześniej (na wiosnę 1968 r.) przeprowadziła antysemicką czystkę, gest Brandta wzbudził irytację - tym bardziej że przed grobem Nieznanego Żołnierza nie ukląkł.

Gest Brandta i jego komentarze nigdy nie były skierowane do Polski albo do Polaków [ang. Polish people].
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Twitter,18 października 2022

Nagroda Nobla

Pomiędzy 1970 i 1974 rokiem Brandt podpisał traktaty w Moskwie i Warszawie (w obu gwarantując granice, w tym polską), w 1971 roku — czterostronną umowę z NRD dotyczącą statusu Berlina Zachodniego, w której ZSRR zobowiązał się do nie przeprowadzania żadnych jednostronnych zmian w zasadach jego funkcjonowania (OKO.press przypomina, że Berlin Zachodni był niewielką demokratyczną enklawą otoczoną komunistyczną NRD).

Brandt podpisał także traktat z NRD w 1973 r. i wymienił z NRD „stałych przedstawicieli” w 1974 roku.

„Równocześnie nadal nadawano automatycznie obywatelstwo RFN każdej osobie z NRD, której udało się przedostać na zachód” — pisał w książce „Powojnie” amerykański historyk Tony Judt.

Za osiągnięcia w budowie pokoju pomiędzy blokiem komunistycznym - stojącym wówczas u szczytu potęgi - a Zachodem Brandt otrzymał w 1971 r. Pokojową Nagrodę Nobla.

Gdzie się myli Mularczyk

Wróćmy na zakończenie do posła Mularczyka. Oczywiście, że gest Brandta był „skierowany do Polaków”. Jego waga polityczna i symboliczna była wówczas olbrzymia - był to pierwszy tego typu gest kanclerza RFN. Miało także znaczenie, że został dokonany właśnie w Warszawie.

Nawet jeśli Brandtowi chodziło o wszystkie ofiary nazizmu, to obejmuje to także Polki i Polaków. Wypowiedź Mularczyka ma sens tylko w jednej sytuacji: jeśli się uzna, że gest Brandta był adresowany tylko do polskich Żydów, a oni sami nie są „Polakami”.

O to jednak nie posądzamy nawet posła Mularczyka, tym bardziej że w sponsorowanym przez niego - politycznie - raporcie o stratach wojennych rachunkami za zamordowanych Żydów (w tym zamordowanych przez Polaków, tak jak w Jedwabnym) zostali obciążeni Niemcy. Kiedy Niemcy mają za to zapłacić, okazuje się, że Żydzi byli obywatelami RP, a więc Polakami.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne