Co do tego, że się rozpadnie, nie mam wątpliwości. Nie sądzę, by Rosja wspierała go finansowo, choć inspiruje rozwiązania prawne. W końcu jednak porzuci Iwaniszwilego tak samo, jak porzucała innych przywódców – mówi Salome Zurabiszwili, piąta prezydentka Gruzji
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietySalome Zurabiszwili została wybrana na prezydentkę Gruzji w 2018 roku. Były to ostatnie w tym kraju wybory powszechne na to stanowisko. Kolejnego prezydenta wybrało już Kolegium elektorów. W grudniu 2024 roku Zurabiszwili ustąpiła miejsca Micheilowi Kawalaszwilemu. Teoretycznie. Opuściła pałac prezydencki, ale nie uznała nowej głowy państwa. Zdaniem gruzińskiej opozycji wybrał go nielegalnie działający parlament, który uzurpuje sobie władzę po sfałszowanych jesienią 2024 roku wyborach.
W rezultacie Zurabiszwili jako prezydentka pozostaje jedyną prawomocną i niezależną instytucją w Gruzji.
Od 2012 roku władzę w kraju sprawuje Gruzińskie Marzenie, partia założona przez Bidzinę Iwaniszwilwgo. To oligarcha, który de facto samodzielnie podejmuje wszelkie kluczowe decyzje w państwie. Pod koniec listopada 2024 roku Gruzja zdecydowała zawiesić rozmowy akcesyjne z Unią Europejską do końca 2028 roku. Ta informacja wyciągnęła Gruzinów i Gruzinki na ulice miast. Protesty trwają do dziś, już blisko 500 dni. Tymczasem Gruzja zawróciła z europejskiej ścieżki i po ponad dwóch dekadach znów skierowała się ku bliższej współpracy z Rosją.
Stasia Budzisz, Wojciech Wojtasiewicz: Od wiosny 2024 roku Gruzja protestuje. Najpierw Gruzini i Gruzinki sprzeciwiali się wprowadzeniu prawa o zagranicznych agentach, bezskutecznie, potem, w listopadzie 2024 roku masowo wyszli na ulice po słowach premiera Iraklego Kobachidzego o zawieszeniu przez Gruzję negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską do 2028 roku. Od tego czasu minęło już ponad 460 dni, ludzie praktycznie nie schodzą z ulicy. Uważa się pani za liderkę gruzińskiego ruchu protestacyjnego?
Nie. Tak naprawdę liderów jest wielu. Jednym z naszych głównych problemów jest to, że ruch protestacyjny jest bardzo rozproszony.
Ostatni rok był niezwykle trudny dla gruzińskiej demokracji i perspektywy europejskiej waszego kraju. Co uważa pani za największe osiągnięcie w walce z reżimem Bidziny Iwaniszwilego?
Myślę, że największym osiągnięciem gruzińskiego społeczeństwa jest odporność. Jesteśmy w sytuacji, w której biznes jest pod ogromną presją rządzącej partii, a my nie mamy żadnych środków, żadnej realnej władzy w rękach, żadnych instytucji, które mogą bronić ludzi. Niemal codziennie wprowadzane są nowe represyjne ustawy i ludzie masowo trafiają do aresztu, ale protesty nadal trwają. Nie są już tak liczne, jak na początku, ale mimo ryzyka ludzie ciągle wychodzą na ulice. To jest dowodem, że gruzińskie społeczeństwo nie zrezygnowało ze swoich europejskich ambicji i nie jest gotowe poddać się quasi-rosyjskiemu reżimowi.
Widzi pani jakieś szanse na pokonanie reżimu Iwaniszwilego?
Wydaje mi się, że on słabnie. Cała ta histeria represyjnych przepisów [ustawy o tzw. zagranicznych agentach, ustawy grantowej, która zmusza każdy podmiot do uzyskania zgody władz na przyjęcie zagranicznych pieniędzy, czy ustawy o zgromadzeniach publicznych, która ogranicza prawo do demonstrowania i nakłada na protestujących drakońskie kary finansowe – przyp. red.] nie jest czymś, co charakteryzuje silny reżim.
Poza tym w strukturach Gruzińskiego Marzenia toczą się wewnętrzne walki. Aresztowali bardzo ważnych ludzi ze względu na piastowane przez nich stanowiska i bliskie stosunki z Iwaniszwilim. Publicznie o kradzież setek milionów dolarów został oskarżony były premier Irakli Garibaszwili [został skazany na karę pięciu lat pozbawienia wolności – przyp. red.], szef służby bezpieczeństwa, minister gospodarki i minister obrony narodowej.
To fakt, który gruzińskie społeczeństwo usłyszało nie od opozycji, którą można byłoby podejrzewać o wymyślanie takich historii, ale od rządzącej partii. Powiedziałabym, że biernej części społeczeństwa, która nie angażuje się w protesty, nie podoba się kłująca w oczy korupcja na wysokim szczeblu partii rządzącej. Jednak z drugiej strony wydaje mi się, ich niezadowolenie nie wynika tylko z powodów czysto politycznych.
Z jakich jeszcze?
Niemal każdego dnia reżim atakuje różne grupy społeczne: profesorów uniwersyteckich, studentów [reforma edukacji wyższej zakłada reorganizację uniwersytetów – jeden wydział, jedno miasto, pod pretekstem poprawy jakości nauczania, przez przeciwników Gruzińskiego Marzenia uznawana jest za narzędzie do uciszenia, a nawet zwolnienia najbardziej krytycznych wobec władz członków akademii – przyp. red.], firmy farmaceutyczne za wysokie ceny leków, diasporę, której odmawia prawa do głosowania. Jedna czwarta obywateli Gruzji, a prawdopodobnie więcej, mieszka poza krajem. Wynika z tego, że niemal każda rodzina ma kogoś za granicą.
To z kolei oznacza, że w Gruzji nie ma rodziny, która nie zostałaby dotknięta restrykcjami wprowadzonymi przez Gruzińskie Marzenie.
Pojawia się więc pytanie: czy strach i represje wystarczą do kontrolowania społeczeństwa? Wydaje mi się, że powszechne niezadowolenie może w końcu doprowadzić do jeszcze większych protestów.
A jeśli chodzi o porażki – co uważa pani za największą?
Największą, za którą ponoszę częściową odpowiedzialność, jest fakt, że nie udało nam się stworzyć jedności, która pokazałaby zarówno mieszkańcom Gruzji, jak i zachodnim partnerom alternatywę polityczną, która mogłaby zastąpić reżim, kiedy ten się rozpadnie. To nasze największe wyzwanie, by pokazać światu kto będzie odpowiedzialny za Gruzję w przypadku upadku obecnego systemu oligarchicznego. Musimy udowodnić, że zapewnimy krajowi stabilność, że mamy odpowiednich profesjonalistów, którzy przeprowadzą polityczną transformację.
Co do tego, że reżim Iwaniszwilego się rozpadnie, nie mam żadnych wątpliwości. Nie sądzę, by Rosja wspierała go finansowo, choć z pewnością inspiruje i jest rezerwuarem rozwiązań prawnych, które są u nas wprowadzane. Robiła to zresztą wcześniej. W końcu jednak porzuci Iwaniszwilego, tak samo, jak porzucała innych przywódców.
A jaka jest główna przeszkoda w osiągnięciu tej jedności, o której pani mówi?
Nie różnimy się w tym zakresie w zasadzie niczym od innych krajów. Tak samo, jak gdzie indziej każdy ma swoje osobiste ambicje, a między opozycjonistami dochodzi do nieporozumień. Jest jeszcze jeden element – partie opozycyjne nie mają świadomości, że nie są na etapie, w którym powinny koncentrować się na wzmacnianiu własnej pozycji politycznej. Ten czas nadejdzie po demontażu obecnego systemu władzy.
Teraz musimy się skupić na ocaleniu naszego kraju przed reżimem wzorowanym na modelu rosyjskim, utratą europejskiej perspektywy i naszej niezależności.
Tej ostatniej oczywiście nie utracimy formalnie, bo nie sądzę, by Rosja chciała podbić Gruzję, ale de facto jesteśmy dziś w sytuacji, w której większość elementów składających się na suwerenność naszego kraju – granice, gospodarka, konstytucja, wymiar sprawiedliwości – jest poza naszą kontrolą.
Pojawiają się pogłoski, że kiedy Gruzińskie Marzenie doprowadzi do delegalizacji opozycyjnych partii politycznych na czele ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym Micheila Saakaszwilego, i skaże niemal wszystkich przywódców opozycji na więzienie, to ogłosi przedterminowe wybory parlamentarne, w których będzie chciało uzyskać większość konstytucyjną w parlamencie. Ta większość da im całkowitą swobodę działania. Czy w takich okolicznościach opozycja, która nie zostanie jeszcze zdelegalizowana, powinna wziąć w nich udział?
To jedno z najważniejszych pytań, przed jakim stoi dziś opozycja i na które nie ma obecnie klarownej odpowiedzi. Jeśli Gruzińskie Marzenie ogłosi przedterminowe wybory, a opozycja nie weźmie w nich udziału, to będzie to oznaczało, że rezygnuje ze swojego głównego postulatu, czyli wybrania nowego parlamentu. Obydwie strony, które opowiadają się za bojkotem wyborów, albo uczestniczeniem w nich, mają swoje racje. Rezygnacja z udziału oznaczałaby brak gotowości do walki, choć oczywiste jest, że przeprowadzenie wolnych i konkurencyjnych wyborów jest obecnie niemożliwe. Niezależne media są słabe i nie mają wielkich zasięgów, partie opozycyjne mają bardzo ograniczone zasoby.
Za to Gruzińskie Marzenie systematycznie tłamsi wolność: zakłada podsłuchy, sadza przywódców opozycji do więzień. Jeśli jednak zbojkotujemy wybory, to jaką alternatywę przedstawimy obywatelom? Jaką damy im perspektywę? Musimy trwać do momentu, kiedy reżim się rozpadnie. I to też jest trudne, bo ludzie są coraz bardziej zmęczeni, nie czują, by mieli cel, o który mogliby walczyć.
Na tym etapie mogę powiedzieć, że opozycja nie podjęła wspólnej decyzji. Jednak zanim do niej w ogóle dojdziemy, musimy uzgodnić, kto będzie stanowił trzon reprezentujący alternatywne siły polityczne w tym kraju [2 marca br. 9 partii opozycyjnych na czele ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym podpisało porozumienie o powołaniu Sojuszu Opozycji mającego na celu wspólną walkę z reżimem Iwaniszwilego; wspólnych działań odmówiły dwa kluczowe ugrupowania opozycyjne: Lelo dla Gruzji i Dla Gruzji – przyp. red.].
Spójrzmy jeszcze na czynniki zewnętrzne, które wpływają na umocnienie autorytaryzmu w Gruzji. Jaki jest pani zdaniem powód, dla którego Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie nałożyły skutecznych i odpowiednich sankcji na reżim Iwaniszwilego? Co pani, jako piąta prezydentka Gruzji, zamierza z tym zrobić?
W Stanach Zjednoczonych przyjęcie ustawy MEGOBARI Act [projekt, który zakłada sankcje wobec gruzińskich władz uchwalony przez Izbę Reprezentantów USA wiosną 2025 roku – przyp. red.] blokuje jeden senator, Markwayne Mullin. Co ciekawe, MEGOBARI ma poparcie obu partii [republikańskiej i demokratycznej – przyp. red.], ale to za mało, by ustawa mogła wejść w życie. Aby to się stało, trzeba ją podpiąć pod inną, o wyższym znaczeniu i razem z nią przegłosować. Takie łączenie dokumentów odbywa się na drodze konsensusu, ale wystarczy jeden senator, by je zablokować. Wydaje się, że Mullin ma bezpośrednie biznesowe interesy w Gruzji.
Próbowała się pani z nim skontaktować, by przekonać do zmiany stanowiska?
Próbowałam, kiedy ostatnio byłam w Stanach, ale nie zgodził się na spotkanie. Nie sądzę, by była to kwestia przekonań. Próbowali z nim o tym rozmawiać ludzie o wiele bardziej wpływowi niż ja. Mam jednak nadzieję, że uda się nam ten opór w końcu przełamać.
A jeśli chodzi o Unię Europejską?
Tu działa podobny mechanizm i główną rolę blokującą odgrywają Węgry. W Unii Europejskiej także potrzebny jest konsensus, którego między członkami nie ma. Dopóki więc Węgry będą szły na rękę Rosji i Gruzińskiemu Marzeniu, nie ma co na niego liczyć. Budapeszt wyraźnie stoi po stronie reżimu Iwaniszwilego, co stanowi dla nas duże utrudnienie. Wiadomo, że niektóre kraje europejskie wprowadziły swoje sankcje [Czechy, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Polska, Niemcy, Wielka Brytania – przyp. red.] i pozbawiły głównych polityków rządzącej partii możliwości podróżowania do europejskich stolic. Kłopot w tym, że nie mogą do nich wjechać na paszportach dyplomatycznych, ale już na zwykłych ten zakaz nie obowiązuje. Politycy więc chwalą się wyjazdami na zakupy do Mediolanu czy Paryża.
Muszę przyznać, że działa to gruzińskiej opinii publicznej na nerwy, bo odnosi się wrażenie, że kraje europejskie nie podejmują żadnych rzeczywistych działań, a wydają jedynie oświadczenia, które niewiele za sobą niosą. Deklarują wsparcie społeczeństwa obywatelskiego i wstrzymanie kontaktów z Gruzińskim Marzeniem, ale tak naprawdę nie dają żadnego wsparcia, bo zbyt długo trwałoby jego wdrażanie, na pewno dłużej niż wprowadzanie przez rząd kolejnych restrykcji. Obecnie więc nie ma żadnych możliwości, by jakakolwiek organizacja, media czy partia polityczna otrzymała wsparcie finansowe od europejskich partnerów.
Panuje więc poczucie pełnej izolacji. Obywatele nie rozumieją, dlaczego państwa Unii Europejskiej ich nie wspierają, mimo że od dawna ryzykują swoją wolność i konfrontują się z rządem, który na wiele sposobów udowodnił, że jest autokratyczny i stawia na zbliżenie z Rosją, Iranem czy Chinami.
Europa biernie uznaje Gruzińskie Marzenie i aktywnie nie wspiera naszego społeczeństwa.
Czy nie obawia się pani, że może stać się kolejną ofiarą autorytarnego reżimu i zostać aresztowana? Rozważała pani emigrację polityczną?
Nie rozważałam. Nie mam do tego prawa. Muszę tu być tak długo, jak będą ludzie, którzy kontynuują walkę i protestują. Powiedziałam im, że z nimi będę i tak zrobię. Boję się, że każdy z nas może stać się celem w dowolnym momencie. Prawdopodobnie jestem nieco mniej narażona albo trochę bardziej chroniona ze względu na moje europejskie kontakty, ale to nie zapewnia całkowitej ochrony.
Kiedy w 2012 roku Gruzińskie Marzenie doszło do władzy, była pani jedną z głównych opozycjonistek wobec prezydenta Saakaszwilego, więc siłą rzeczy współpracowała pani z Iwaniszwilim. Potem, podczas wyborów prezydenckich w 2018 roku, jawnie panią wsparł. Bardzo niewiele o nim wiadomo. Co pani sądzi o tym człowieku? Zauważyła pani, by zdradzał autorytarne tendencje?
Tak naprawdę nie mogę powiedzieć, że z nim współpracowałam. Nie był dostępny, zawsze przebywał poza miastem, w którymś ze swoich domów i nie brał udziału w żadnych oficjalnych dyskusjach, które dotyczyły kształtowania polityki państwa. O jego decyzjach i oczekiwaniach po prostu się dowiadywaliśmy. Prawdopodobnie dziś kontakt ma z nim tylko premier Kobachidze. Ale nie jestem pewna, czy to jest kontakt fizyczny. Iwaniszwili zawsze prowadził rozmowy online, nie lubi kontaktów społecznych. Izoluje się. Zanim nie rozpoczął walki o władzę w 2011 roku, nie wiedziałam nawet, jak wygląda. Tak naprawdę niezwykle trudno jest się dowiedzieć co myśli i czego chce.
Jasne jest dla mnie, że postępuje zgodnie z niektórymi instrukcjami z Moskwy. Nie możemy zapomnieć, że to tam dorobił się fortuny i to w najtrudniejszym okresie transformacji [lata 90. – przyp. red.]. Znając rosyjski system polityczny, możemy się liczyć z tym, że musiał iść na szereg kompromisów, które dziś Kreml może wykorzystać przeciwko niemu.
Dla mnie oczywiste jest, że po 2022 roku nastąpiła w Gruzji wyraźna zmiana polityki. Wcześniej nie było żadnych oznak, że dystansujemy się od Unii Europejskiej i USA. Dopiero po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę zaczął się całkowity zwrot zarówno w narracji, jak i w decyzjach czy mówieniu o naszych zachodnich partnerach jak o wrogach. Pojawiła się koncepcja drugiego frontu [gruzińskie władze oskarżyły Zachód, który określały mianem „globalnej partii wojny” o próbę wciągnięcia Gruzji do nowego konfliktu z Rosją poprzez otwarcie tzw. drugiego frontu wojny w Ukrainie – przyp. red.]. To wszystko nagle połączyło się w radykalny i nieoczekiwany sposób w jedną całość.
Na zdjęciu Salome Zurabiszwili na wiecu opozycji w Tbilisi, 26 maja 2025. Fot. AFP
Stasia Budzisz, tłumaczka języka rosyjskiego i dziennikarka współpracująca z "Przekrojem" i "Krytyką Polityczną". Specjalizuje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest autorką książki reporterskiej "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach" (Wydawnictwo Poznańskie, 2019).
Stasia Budzisz, tłumaczka języka rosyjskiego i dziennikarka współpracująca z "Przekrojem" i "Krytyką Polityczną". Specjalizuje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest autorką książki reporterskiej "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach" (Wydawnictwo Poznańskie, 2019).
Analityk ds. Kaukazu Południowego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Analityk ds. Kaukazu Południowego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Komentarze