Z noweli Prawa łowieckiego "wyparował" zakaz sprawowania wysokich funkcji w PZŁ przesz tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa PRL. Związek twierdzi, że nie ma z tym nic wspólnego. I sugeruje, że to była propozycja IPN. IPN: "Nie pracowaliśmy nad ustawą". Nie wiadomo, kto mówi prawdę, ale myśliwi ewidentnie nie mają ochoty na dezubekizację

„Potwierdziły się […] doniesienia o planach dezubekizacji PZŁ” – pisała 25 stycznia „Brać Łowiecka”. Myśliwski magazyn na swojej stronie internetowej jako pierwszy ujawnił propozycje zmian do ustawy Prawo łowieckie autorstwa ministra środowiska Henryka Kowalczyka.

Zmiana zawierała zapis, że w skład najważniejszych organów Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ) nie mogą wchodzić osoby, które w komunistycznej Polsce były pracownikami, funkcjonariuszami, żołnierzami organów bezpieczeństwa lub jego współpracownikami.

I właśnie ten ostatni zapis – jak podała Wirtualna Polska 8 marca 2018 roku – „zniknął” z projektu ustawy Prawo łowieckie. Wersja, która trafiła pod obrady Semu 6 marca 2018 już go nie zawierała.

Według informatorów, na których powołuje się Wirtualna Polska, dezubekizacyjne plany PiS „wywołały popłoch we władzach związku”. Zapewne również dlatego, że dwie najważniejsze w PZŁ osoby – przewodniczący Lech Bloch i szef Naczelnej Rady Łowieckiej Andrzej Gdula – w przeszłości były związane z organami bezpieczeństwa. Bloch był TW SB o pseudonimie „Kazimierz”, a Gdula w latach 80. wiceszefem MSWiA i zastępcą gen. Czesława Kiszczaka.

Jak podała Wirtualna Polska, w nieokreślonym terminie doszło do spotkania prawników – również z PZŁ – którzy uznali, że Instytut Pamięci Narodowej (IPN) „nie byłby w stanie sprawdzić, ilu było TW wśród myśliwych”. I zapis mówiący o zakazie piastowania wysokich stanowisk w PZŁ z powodu współpracy z organami bezpieki został wycofany.

A to sprawiło, że Bloch może zachować swoje stanowisko. Dlatego, że był „tylko” współpracownikiem. Dezubekizacja PZŁ będzie miała więc charakter co najwyżej połowiczny.

OKO.press ustaliło, kiedy mogło dojść do wspomnianego spotkania. A także to, jak przebiegał proces „znikania” zapisu o TW podczas sejmowych prac.



Znikająca poprawka

Ministerstwo Środowiska (MŚ) miało przygotowane swoje rekomendacje przynajmniej od 25 stycznia. Tego dnia poinformowała o tym (jeszcze nieoficjalnie) „Brać Łowiecka”. Oryginalnie, w dokumencie MŚ ten zapis wyglądał tak:

A w dokumencie, który – po przegłosowaniu przez Sejm 6 marca 2018 – trafił do Senatu, tak:

Jak więc widać, zniknął końcowy fragment: „lub współpracowała z tymi organami”. Poprawkę „dekomunizacyjną” zgłosił na wspólnym posiedzeniu komisji rolnictwa i środowiska 5 lutego 2018 roku poseł PiS Ryszard Telus. Musiała zostać zgłoszona przez członka komisji, ponieważ nowelizacja Prawa łowieckiego to projekt poselski i tylko posłowie mogą zgłaszać poprawki.

„Tak więc, poprawka, którą chcę państwu zaproponować w imieniu grupy posłów, ma na celu wprowadzenie zakazu pełnienia funkcji w organie Polskiego Związku Łowieckiego lub koła łowieckiego przez osoby urodzone przed 1 sierpnia 1972 roku, które pracowały lub pełniły służbę w organach bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990” – powiedział polityk.

Czyli zgłoszona przez Telusa poprawka nie zawierała już zapisu mówiącego o wyłączeniu z członkostwa w zarządzie PZŁ i kołach łowieckich oraz komisjach rewizyjnych osób, które były współpracownikami organów bezpieczeństwa.

W rozmowie z OKO.press potwierdziła to również Anna Paluch, posłanka PiS i przewodnicząca speckomisji zajmującej się nowelizacją Prawa łowieckiego.

A to znaczy, że spotkanie prawników, o którym napisała Wirtualna Polska, musiało się odbyć jeszcze przed 5 lutego, a już po 25 stycznia. Właśnie wtedy poprawka „zniknęła” z pierwotnej wersji zapisu art. 33 d.

Diana Piotrowska, rzeczniczka prasowa PZŁ, zaprzecza doniesieniom Wirtualnej Polski, jakoby w tym spotkaniu brał prawnik z PZŁ. „Żaden z prawników PZŁ nie brał udziału w pracach mających na celu wykluczenie TW z zapisów ustawy” – mówi OKO.press Piotrowska.

Dodaje, że przedstawiciele PZŁ o tej zmianie dowiedzieli się post factum. Na wspomnianym  posiedzeniu połączonych komisji środowiska i rolnictwa 5 lutego. „Z opinii Ministra Środowiska przedstawionej podczas drugiego czytania wynika, że zapis został usunięty w wyniku konsultacji z IPN. PZŁ nie brał udziału w tych konsultacjach” – mówi nam Piotrowska.

Ale ta odpowiedź wprowadza kolejną wątpliwość. Bo – jak poinformował nas Adam Przegaliński, rzecznik prasowy Instytutu – „IPN nie był zaangażowany w prace nad tą ustawą”.



Zdekomunizować można się samemu

Tłumaczenie, że zapis o tajnych współpracownikach należy wykreślić, ponieważ IPN nie byłby w stanie sprawdzić, który z myśliwych nim był, jest całkowicie pozbawione sensu. Inwentarz archiwalny IPN jest dostępny online. Zawiera on również stale aktualizowaną bazę tajnych współpracowników.

Nie trzeba sprawdzać pod tym kątem wszystkich zrzeszonych w PZŁ myśliwych (ok. 123 tys. osób). Należy „zweryfikować” tylko członków zarządu PZŁ oraz członków zarządów i komisji rewizyjnych kół łowieckich.

Kół łowieckich jest obecnie nieco ponad 2,5 tys. Zarządy kół łowieckich liczą zwykle 5-7 osób (prezes, łowczy, skarbnik, sekretarz i podłowczy [czasem więcej niż jeden]). Komisje rewizyjne to 2-3 osoby. Czyli do sprawdzenia byłoby ok. 25 tys. osób.

 


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym