20 września w życie weszło rozporządzenie ministra środowiska zmieniające regulamin polowań. Zakłada ono, że dzieci mogą na powrót brać udział w polowaniach, a konkretnie: w przerwach i odprawie, choć np. nie w pokocie. Jak to możliwe? Wystarczyło zmienić rozumienie polowania w regulaminie łowieckim

Chyba żadna ze zmian Prawa łowieckiego w 2018 roku nie dotknęła myśliwych tak bardzo, jak zakaz uczestnictwa w polowaniach dzieci do 18. roku życia – zarówno w tych indywidualnych, jak i zbiorowych.

Niedawno, już w 2019 roku, Naczelna Rada Łowiecka (NRŁ), organ doradczy Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), apelowała o zniesienie zakazu. Argumentowała, że udział dziecka w polowaniu to „szansa na wyprowadzenie młodego człowieka ze świata wirtualnego w realny”, „rozwijanie tężyzny fizycznej w naturalnych warunkach”, a sam zakaz uniemożliwia poznawanie „otaczającej nas przyrody”. To racje dość dziwne, ponieważ wszystko to można realizować poza łowami.

Wygląda na to, że środowisku łowieckiemu udało im się odnieść sukces, choć wydaje się on być raczej połowiczny. 20 września 2019 weszło w życie rozporządzenie ministra środowiska zmieniające regulamin polowań.

Nowelizacja raczej nie będzie dla myśliwych w pełni satysfakcjonująca, bo dzieci nie będą mogły nadal brać udziału w pokocie – wykładaniu na pokaz zastrzelonych zwierząt, o nagance – czyli pędzeniu zwierząt pod lufy – już nie wspominając.

Niemniej zamknięta rok temu furtka znów została otwarta. W jaki sposób? Przez zmianę sposobu rozumienia polowania, który określa właśnie wspomniane rozporządzenie.

„Dzieci będą mogły uczestniczyć w polowaniach, mimo że ustawa prawo łowieckie tego zakazuje” – alarmuje koalicja Niech Żyją!

Jak resort środowiska obszedł przepisy ustawy

Wiceminister środowiska Małgorzata Golińska w rozmowie z TVN24 próbowała przekonywać, że rozporządzenie na nic takiego nie pozwala:


Nie ingerowaliśmy w ogóle w zapisy dotyczące udziału dzieci w polowaniu, wiec też dziwę się, że to jest kolportowane jako jakakolwiek zmiana.

Małgorzata Golińska, TVN24 - 22/09/2019


półprawda. Przepisów nie zmieniono, ale je ominięto


Zgodnie z przepisami obowiązującymi przed nowelizacją, polowanie zaczynało się odprawą, gdy prowadzący polowanie informował do jakich zwierząt i w jakiej liczbie można strzelać, kto ma apteczkę, jakie są sygnały i zasady bezpieczeństwa, itp.

Następnie myśliwych rozprowadzano po wskazanych stanowiskach, gdzie – na określony sygnał dźwiękowy – mogli strzelać do pędzonych przez nagankę zwierząt. Wszelkie przerwy były również częścią polowania.

Łowy wieńczył pokot  – tradycyjny obrzęd, podczas którego (rzekomo) oddaje się honor zabitym i wypatroszonym już zwierzętom, leżącym w określonym porządku na iglastych gałązkach.

Co w tym wszystkim zmieniło najnowsze rozporządzenie? Modyfikacje są dwie i mają istotne konsekwencje:

  1. początkiem polowania jest zajęcie pierwszego stanowiska przez myśliwych przed pierwszym pędzeniem, a nie odprawa;
  2. przerwy nie są częścią polowania.

To znaczy, że dzieci mogą wziąć udział zarówno w odprawie, jak i w przerwach.

„Dzieci będą mogły – uczestnicząc w zbiórce myśliwych na początku polowania – słyszeć o tym, jakie gatunki zwierząt zostaną zabite, w jakiej ilości zostaną zabite te zwierzęta, będą mogły z myśliwymi pojechać w las do momentu ich rozstawiania się” – mówił TVN24 Tomasz Zdrojewski z koalicji Niech Żyją!

Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją:

choć ustawa Prawo łowieckie zabrania udziału niepełnoletnich w polowaniach, to w regulaminie myśliwskim w taki sposób przekonstruowano rozumienie łowów, że na powrót umożliwiono częściowy udział dzieci.

Wydaje się to całkowicie sprzeczne z wolą ustawodawcy, który ten zakaz wprowadził. Bo ten, gdy go uchwalał, odnosił się takiego ujęcia polowania, jakie funkcjonowało w starym regulaminie.

Nie przeszedł natomiast inny zapis, który istniał w pierwotnej, poddanej konsultacjom wersji rozporządzenia. Mówił on, że pokot odbywa się już po zakończeniu polowania, a więc – tak jak odprawa i przerwy – nie jest jego częścią (końcem polowania miał być koniec ostatniego pędzenia).

W ostatecznym kształcie rozporządzenia zachowano par. 48 pkt 1, który stanowi, że „pokot to tradycyjny sposób ułożenia pozyskanej zwierzyny przed zakończeniem polowania zbiorowego„.

Wygląda więc na to, że dzieci nie będą mogły brać udziału w pokocie, gdzie miałyby styczność m.in. z widokiem martwych zwierząt.

Polowania nie dla dzieci

„Należy pamiętać, że polowanie to nie tylko zabijanie zwierząt, ale również tropienie i poznawanie przyrody. Dużo większe szkody mogą wyrządzić psychice dzieci krwawe gry komputerowe niż udział w polowaniu. Polowanie uczy tego, jakie nieodwracalne szkody może spowodować broń np. nóż” – powiedział „Głosowi Wielkopolskiemu” Michał Kolasiński z poznańskiego Zarządu Okręgowego PZŁ.

Ale wielu psychologów, pedagogów, organizacji i ekspertów zajmujących się wychowaniem oraz ochroną praw najmłodszych Polaków, widzi to inaczej.

  • Zdaniem psychologa i psychoterapeuty Wojciecha Eichelbergera, udział dzieci w zabijaniu zwierząt „rani i deformuje ich naturalną wrażliwość oraz zdolność do współczucia i empatii oraz szacunek dla świata przyrody”.
  • Jednoznacznie przeciwny udziałowi dzieci w polowaniach był poprzedni Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, czemu dał wyraz m.in. w swoim pisemnym stanowisku z 2018 roku.
  • W 2015 roku zakaz udziału dzieci w polowaniach poparł również Komitet Nauk Pedagogicznych PAN: „Nie możemy zgodzić się z toksycznym dla socjalizacji młodych pokoleń braniem przez dzieci i młodzież udziału w polowaniach indywidualnych i zbiorowych, w trakcie których uczestniczą w nagonkach, tropieniu, ściganiu rannych zwierząt, ich zabijaniu czy dobijaniu”.
  • Również w 2015 roku swoje jednoznaczne stanowisko wyrazili naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego: „Psycholodzy i terapeuci podkreślają zgubny wpływ polowań na psychikę dzieci, ich niegotowość obcowania z silnie traumatycznymi przeżyciami, do których zalicza się uczestniczenie w odbieraniu życia zwierzętom”.
  • Sprzeciw wyrażały również m.in. UNICEF Polska i Komitet Ochrony Praw Dziecka.

„Ważnym argumentem uzasadniającym zakaz udziału dzieci w polowaniach jest też ich bezpieczeństwo. Znanych jest kilkanaście przypadków kiedy od myśliwskich kul ginęły lub ranione były dzieci” – pisze w swoim najnowszym stanowisku w tej sprawie koalicja „Niech Żyją!”

Sprzeciw budzą też inne zapisy

Niepokój koalicji „Niech Żyją!” budzą też inne zmiany, jakie przyniosło ze sobą rozporządzenie, w tym pozwolenie na polowania na dziki z wykorzystaniem urządzeń noktowizyjnych i termowizyjnych. Zdaniem aktywistów ekologicznych otwiera to furtkę do powszechnego łamania prawa przez myśliwych.

„Kto bowiem zweryfikuje i dowiedzie, że napotkany nocą w lesie myśliwy, uzbrojony w nowoczesną broń z zainstalowanym noktowizorem lub termowizorem, nie poluje właśnie na dziki, a na przykład na samca jelenia w okresie rykowiska?” – czytamy.

Sprzeciw koalicjantów budzi też zmiana przepisów dotyczących dochodzenia rannych zwierząt, które – jak mówi łowiecka gwara – „nie padły w ogniu” – ale uciekły jako „postrzałki”. Chodzi o możliwość spuszczenia ze smyczy nawet kilku psów, by je odnaleźć, co wcześniej było niemożliwe.

„Dopuszczona forma jest wysoce stresogenna i nieetyczna. Wystarczy sobie wyobrazić sforę myśliwskich psów ścigających lasem ranne zwierzę, w końcu je dopadając, rozszarpując i zagryzając – bez jakiejkolwiek kontroli człowieka” – pisze koalicja „Niech Żyją!”

OKO tropi krzywdzących zwierzęta.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    No i co panie Jurszo – wolontariuszu adiustatorze. Pisze pan te swoje informacyjne banały w ślad za TV, Onetem i innymi publikatorami, z których nic poza werbalna informacją nie wynika. A mój materiał na temat zapobiegania zaśmiecaniu mórz i oceanów zarekomendował do zamiecenia pod dywan (może chwilowo do czasu… ale o tym za chwilę)
    Ale nich pan nie myśli, że jest pan prekursorem w tej adiustacyjnej dziedzinie. Bo gdy w latach 70-tych ubiegłego stulecia pisywałem do redakcji tygodnika "Ziemia kaliska" to tam grasowało aż dwóch takich adiustatorów, którzy polowali na moje listy by z nich wyrywać co celniejsze akapity i po pewnym czasie wokół nich budować swoje suche jak deska doniesienia prasowe.
    Zatem analogia nasuwa się wprost nachalnie. Może pan też liczy na to, że sprawa pójdzie w chwilowe zapomnienie i pan triumfalnie po jakimś czasie ogłosi projekt jako swój…
    A fe…
    I to, a fe… odnosi się także do pana zwierzchnika w OKO

  2. Mirosław Paprotny

    Ja napiszę nieco przewrotnie i "niepoprawnie", choć z serca nie popieram polowań.
    Dlaczego dzieci nie mogą widzieć polowań w całej ich krasie, wliczając w to odstrzał, patroszenie, pokoty itd.?
    Codziennie mają okazję widywać tusze zwierząt w marketach i na swoich talerzach.
    Być może nawet obserwacja realnego zabijania zwierząt więcej by im powiedziała o naturze świata (oraz ich rodziców, opiekunów oraz ich własnej) i zwierząt niż obserwacja kurczaków zapakowanych w folię w sklepowej lodówce.
    Według mnie problem leży zupełnie gdzie indziej: dzieci mają prawo widzieć śmierć w różnych jej odmianach oraz rozumieć związek tej śmierci zwierząt z ich jadłospisem, że tak powiem nieładnie. Mają też prawo rozumieć, jakie są motywy zadawania tej śmierci: przetrwanie, zabawa, głupkowata tradycja, zysk itd.
    Tylko otwarta edukacja ma sens, a dzieci są bardzo odporne psychiczne, bardziej od dorosłych, bo ich mózgi są jeszcze bardzo elastyczne i dynamiczne.
    Oczywiście dzieci musiałyby pozostawać podczas polowań pod opieką odpowiedzialnych edukatorów o otwartych głowach.

  3. Grzegorz Tytus

    Myśliwym można różne rzeczy zarzucać ale proszę się nie ośmieszać. Żaden z nich nie jest prorokiem, więc pan Zdrojewski niech nie pisze, że prowadzący polowanie mówi na odprawie ile zwierząt zostanie zabite.

Masz cynk?