0:00
09 sierpnia 2020

Na Białorusi mamy de facto stan wojenny. Analizujemy strategię reżimu Łukaszenki i szanse protestu

Centrum Mińska zostało zamienione w Bastylię. Łukaszenko poszedł w zaparte i ogłosił bezapelacyjne zwycięstwo, ludzie potraktowali to jako obrazę. Na ulicach białoruskiej stolicy widać kałuże krwi

Wydrukuj

W dwie godziny po ogłoszeniu w niedzielę 9 sierpnia wyników z poparciem dla Łukaszenki w wysokości niemal 80 proc., Białorusini zaczęli się zbierać w największych miastach w kilkutysięczne grupy. Po pierwszych zatrzymaniach zaczęły się starcia z siłami OMON-u. Ludzie starali się odbijać zatrzymanych, ale oddziały prewencji wykorzystują w trakcie starć granaty hukowe-błyskowe.

Są jednak też raporty o pierwszych miastach, w których milicja opuszcza tarcze, albo w ogóle nie pojawiła się na ulicach.

Tekst aktualizowany o wydarzeniach na Białorusi jest tutaj:

Białoruś. To faktyczny stan wojenny

Resorty siłowe Białorusi od rana szykowały się na wieczorne protesty. Mobilny internet w całym kraju odłączono, a centra większych miast zostały odcięte milicyjnymi i wojskowymi kordonami. Centrum Mińska około godziny 17 zamieniło się w bastion – nikt nie mógł ani wejść, ani wyjść z obszaru porównywalnego z warszawskim Śródmieściem.

Na ulicach stolicy pojawił się ciężki wojskowy sprzęt i żołnierze uzbrojeni w broń długą. Mundurowym ściągającym do Mińska towarzyszyło gniewne trąbienie samochodów osobowych przecinających drogę wojskowych kolumn.

Wjazd do Mińska odbywał się pod ścisłym nadzorem wojska i milicji, drogi wjazdowe i wyjazdowe zostały zawężone do jednego pasa. Łukaszenko stwierdził publicznie w nocy z 8 na 9 sierpnia, że na granicy zatrzymano albo zawrócono 170 osób z zagranicznym obywatelstwem. Są to jednak doniesienia, których nikt nie potwierdził, można je równie dobrze uznać za element propagandy.

Według internetowej telewizji Next samolot prezydencki Łukaszenki stał od soboty gotowy do odlotu, a piloci muszą spać w hotelu przy lotnisku.

9 sierpnia de facto w całym kraju wprowadzono stan wojenny.

Oficjalne ogłoszenie niewiarygodnych wyników spowodowało wyjście na ulicę setek tysięcy Białorusinów w całym kraju. Skali protestów nie sposób ocenić, bo ognisk zapalnych są dziesiątki, a wyłączenie sieci niemal pozbawiło świat porządnej informacji. Nieliczni zagraniczni dziennikarze pracują bez akredytacji.

Z całego kraju spływają doniesienia o starciach z milicją. Pojawiają się informacje o pierwszych miastach, w których milicja nie przystępuje do rozpędzania protestów, albo w ogóle nie wychodzi na ulice.

W Miński ostry swąd gazu

Najwięcej starć jest w Mińsku, na ulicach słychać wybuchy granatów hukowo-błyskowych i czuć ostry swąd gazu pieprzowego. Milicja pałuje na potegę. Ale ludzie nie odstępują – są miejsca, w których protestującym udaje się odbijać zatrzymywanych.

Sytuacja w jest bardzo dynamiczna. Około godziny 22 polskiego czasu pojawiła się informacja o pierwszej możliwej ofierze – mężczyźnie potrąconym przez pędzącą więźniarkę. W tym samym czasie w Baranowiczach i Brześciu trwały starcia z milicją, które zakończyły się sukcesem protestujących.

Według niektórych źródeł Łukaszenko zdecydował się na ucieczkę do Turcji, ale ta wiadomość nie została potwierdzona.

Fałszerstwa złapane za rękę

Centralna Komisja Wyborcza podała informację o frekwencji przedterminowych wyborów, które w Białorusi odbywają się już niemal od 20 lat - 42 proc. Wg rządowego sondażu - 79 proc. i to akurat może być bliskie prawdy.

W niedzielę kolejki do lokali wyborczych ciągnęły nawet na kilometr. Wiele osób nie doczekało się możliwości zagłosowania, czasem nawet po kilkugodzinnym oczekiwaniu. Wyniki ogłoszono przed zamknięciem kilkunastu lokali wyborczych, do których stały jeszcze kilkusetmetrowe kolejki – godzinę po ogłoszeniu szacowanych wyników zostały w niektórych przypadkach rozpędzone przez milicję.

Przewodnicząca PKW nie szczędziła słów krytyki komisjom, które zdecydowały się przedłużyć czas głosowania, mówiła o... prowokacji.

Niezależna platforma do liczenia głosów zebrała 1,2 miliona głosów za Cichanouską (czyli około 20 proc. uprawnionych osób) mimo ogromnych problemów z internetem w całym kraju.

Pojawiły się informacje o nieprawidłowościach w trakcie przeprowadzenia wyborów – niekiedy jak z teatru absurdu. Na poniższym wideo członkini komisji wyborczej opuszcza lokal wyborczy po drabinie z siatką zawierającą pudełka odpowiadające rozmiarowi kart wyborczych.

Nie brakowało zdjęć oznaczonych kart wyborczych. O godzinie 18 polskiego czasu okazało się, że w niektórych komisjach frekwencja z dużym prawdopodobieństwem przekroczy ... 100 proc. co stanowi najlepszy przykład uczciwości przedterminowego głosowania.

Oficjalne wyniki wyborów zaskoczyły wiele osób bezczelnością Łukaszenki. Nie zmienia to faktu, że zaskoczeniem stały się również wiadomości o nielicznych komisjach wyborczych, które zdecydowały się ogłosić zwycięstwo Cichanouskiej. W skali kraju jest ich jednak znikoma liczba, a symboliczne znaczenie prób poszczególnych członków systemu, by zachować się uczciwie, trudno ocenić.

Represje dnia wyborczego na Białorusi

Każda godzina niedzieli przynosiła informacje o kolejnych zatrzymaniach. Niezależne media były traktowane z bezwzględnością, od miesiąca wszelkie akredytacje prasowe udzielane przez władze stały się praktycznie nieosiągalne dla dziennikarzy z całego świata, w tym także z Polski. Brutalnie zatrzymano i wydalono z Białorusi korespondentów rosyjskiej niezależnej telewizji Deszcz.

Dzień przed wyborami zatrzymano - rzekomo przez przypadek - Marię Kalesnikową, jedną z liderek nowej opozycji, została wypuszczona po kilku godzinach przesłuchania. Tyle szczęścia nie miała nowa szefowa sztabu Cichanouskiej Maria Moroz, której miejsca zatrzymania nie udało się ustalić do teraz. W związku z tym sama Cichanouska zdecydowała się spędzić ostatnią noc poza swoim domem.

Wszystkie trzy kobiety przewodzące dzisiejszemu ruchowi sprzeciwu wobec Łukaszenki były regularnie śledzone ale w taki sposób, żeby miały świadomość, że są obserwowane. Rano w niedzielę kolejne 9 osób sztabu Cichanouskiej zostało wywiezione w niezaznanym kierunku.

W związku z zagrożeniem aresztowania w połowie niedzieli 9 sierpnia Białoruś opuściła Weronika Cepkało, druga z liderek, która zdecydowała się zagłosować w Moskwie (Białoruś ma z Rosją ruch bezwizowy).

Represje tradycyjnie dotknęły też Viasna, której siedziba została w połowie dnia opróżniona przez OMON. Wcześniej ukazał się nowy raport tej opozycyjnej organizacji, który informował, że do 9 sierpnia 265 osób otrzymało łącznie 3612 dni więzienia, a 388 ludzi dostało grzywny na łączną sumę około 450 tys. zł. Co najmniej 1578 osób zostało zatrzymanych.

Noc buntu i zamieszek

W poniedziałek rano planowane jest oficjalne ogłoszenie wyników wyborów, prawie na pewno zostaną sfałszowane tak jak sondaż rządowego ośrodka. Starcia mogą trwać dalej, ludzie są oburzeni, a gumowe kule, granaty hukowe i gazowe oraz armatki wodne nie wystraszyły protestujących. Do centrum Mińska ściągają tysiące demonstrantów.

Na ulicach białoruskiej stolicy widać już kałuże krwi. Nie ustają doniesienia o kolejnych miastach, w których OMON opuszcza tarcze i zdejmuje hełmy, ale tam gdzie dochodzi do buntu sił porządkowych, zmierzają posiłki z sąsiednich miejscowości.

Białoruskie MSW prowadzi obrady rady kryzysowej. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądała Białoruś w pierwszy poranek po wyborach i ile jeszcze będzie trwało przebijanie się Białorusinów przez mur reżimowej twierdzy.

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne