0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Paweł Kozioł / Agencja GazetaPaweł Kozioł / Agenc...

W czasie wojny gwałty bywają wyjątkowo okrutne, często zbiorowe, i mają bardzo złożone konsekwencje czysto medyczne, nie tylko psychologiczne. Najczęściej osoby z takim doświadczeniem nie ujawniają tego w momencie przekroczenia granicy. Mówienie o traumie wymaga poczucia bezpieczeństwa. Osoby z Ukrainy, których historie znam, były fizycznie w dobrym stanie, czyli nie miały żadnych problemów domagających się interwencji medycznej. Natomiast np. szukały pomocy prawnej, żeby zabezpieczyć dowody gwałtu. To może mieć kluczowe znaczenie później - w czasie postępowania sądowego, np. przed Trybunałem w Hadze. Od 2008 roku gwałt w czasie wojny traktowany jest jako zbrodnia przeciwko ludzkości - tłumaczy Wiola Rebecka.

Reakcje indywidualne na traumę są bardzo zróżnicowane. Np. osoba, która jest pod naszym dachem i którą staramy się zaopiekować, jest bardzo wycofana. Nie nawiązuje kontaktu, nie rozmawia z nami, odpowiada zdawkowo, nie je, śpi albo - przeciwnie - w ogóle nie śpi.

Warto, żeby też Polska rozumiała, że pomoc ofiarom gwałtów to właściwa inwestycja - w coś, co ma długofalowe konsekwencje. Na pewno dla Ukrainy, ale także i dla nas.

Konsekwencjami nieleczonej traumy wojennej związanej z przemocą seksualną jest m.in. depresja czy uzależnienia. Dziś dużo się także mówi o zmianach nowotworowych, szczególnie narządów rodnych i piersi. Ta złożona trauma powoduje nieodwracalne konsekwencje, również medyczne.

Przeczytaj także:

Cała rozmowa poniżej:

Nie wolno na ten problem zamykać oczu. To się potem zemści

Adam Leszczyński, OKO.press: Specjalizujesz się w pomaganiu osobom, które doświadczyły w czasie wojny gwałtu.

Wiola Rebecka: Jestem psychoanalityczką, moją specjalizacją jest praca z osobami, które doświadczyły traumy - w szczególności miały doświadczenie przemocy seksualnej w czasie wojny. Poświęcam temu mój drugi doktorat, nad którym właśnie pracuję na Touro University of Los Angeles.

Pracowałam m.in. z ofiarami konfliktów w wielu krajach Afryki, np. wojny domowej w Kongu. Pracuję w Women’s Institute Therapy Center w Nowym Jorku, jestem członkinią zarządu Women Chapter International. Napisałam książkę: „Rape. A history of shame, diary of the survivors”.

Przemoc seksualna ma miejsce także w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Docierają już o tym pierwsze sygnały z frontu. To prawda?

Wiadomo, że ma ona miejsce na Ukrainie już od 8 lat, a więc od wojny w Donbasie i agresji na Krymie. Dopiero niedawno jednak na Ukrainie powstał oddział międzynarodowej organizacji, która pomaga osobom doświadczonym przez przemoc seksualną w czasie działań wojennych.

Organizacja nazwa się SEMA Network. „Sema” w suahili oznacza „powiedz”, a jej założycielem był dr Denis Mukwege, ginekolog w Kongo, który od ponad 35 lat prowadzi w mieście Bukavu klinikę zajmującą się leczeniem ofiar gwałtów. W 2018 roku dr Mukwege dostał za swoją działalność Nagrodę Nobla.

Przemoc seksualna idzie ręka w rękę z wojną. Każdy konflikt zbrojny zawsze będzie powiązany z przemocą seksualną.

Teraz jest tylko bardziej widoczna i więcej się o niej mówi, m.in. dlatego, że są media społecznościowe. Zmniejsza się także stygmatyzacja przemocy seksualnej. Ofiary mogą mówić o tym bez tzw. wtórnej wiktymizacji, czyli obwiniania ich o to, że były ofiarami, co jest niesłychanie traumatycznym i najbardziej blokującym doświadczeniem.

Co jednak na pewno wiadomo dziś o przemocy seksualnej w czasie obecnej wojny na Ukrainie? W polskich mediach pojawiają się pojedyncze doniesienia na ten temat, np. o gwałtach w zdobytym przez Rosjan Chersoniu 2 marca.

Na razie trudno coś powiedzieć o jej skali. W ciągu ostatniego tygodnia dotarły do mnie cztery historie ofiar, które szukają pomocy terapeutycznej. Tak się akurat złożyło, że te cztery osoby nie trafiły do Polski, tylko do innych krajów. Z pewnością szybko zacznie się ich pojawiać więcej.

Do Polski trafiło już ponad 1 mln 200 tys. uchodźców, część z nich ma za sobą takie doświadczenie. W miarę rosnącej brutalności wojny i rosyjskiej okupacji z pewnością będzie ich więcej. Co powinniśmy wiedzieć o takiej traumie? Jak się zachowywać wobec ofiar? Czy one się zachowują jakiś szczególny sposób?

Przemoc seksualna w kontekście wojny to doświadczenie, które psycholodzy nazywają doświadczeniem traumy złożonej - czymś, co jest najbardziej obciążające na skali doświadczeń traumatycznych, ponieważ ofiary tracą poczucie bezpieczeństwa związane z miejscem, w którym żyją czy w związku z rodziną. Bardzo często muszą uciekać. Dodatkowo jeszcze zostały uprzedmiotowione gwałtem. W czasie wojny gwałty bywają wyjątkowo okrutne, często zbiorowe, i mają bardzo złożone konsekwencje czysto medyczne, nie tylko psychologiczne.

Osoby, które doświadczyły gwałtu w czasie wojny, bardzo często wymagają interwencji lekarskiej, np. operacji ginekologicznej.

Konsekwencją gwałtu u kobiet jest często tzw. fistula, czyli przetoka odbytniczo-pochwowa, nieprawidłowe połączenie odbytnicy z pochwą, która uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

Jakie zachowanie może świadczyć, że ktoś był ofiarą gwałtu w czasie wojny?

Najczęściej osoby z takim doświadczeniem nie ujawniają tego w momencie przekroczenia granicy. To nie jest pierwsza informacja, którą dzielą się z kimś, kto stara się im pomóc. Mówienie o traumie wymaga poczucia bezpieczeństwa. To naturalne, tak działa instynkt samozachowawczy - musisz najpierw poczuć, że jesteś w miarę bezpiecznym środowisku, żeby móc ujawniać kolejne obciążające doświadczenia.

Osoby z Ukrainy, których historie znam, były fizycznie w dobrym stanie, czyli nie miały żadnych problemów domagających się interwencji medycznej. Natomiast np. szukały pomocy prawnej, żeby zabezpieczyć dowody gwałtu. Jednej z nich np. udało się nagrać sytuację, w której doszło do gwałtu.

To może mieć kluczowe znaczenie później - w czasie postępowania sądowego, np. przed Trybunałem w Hadze. Od 2008 roku gwałt w czasie wojny traktowany jest jako zbrodnia przeciwko ludzkości.

Wracając do twojego pytania: nie wiemy i wiedzieć nie możemy o takich doświadczeniach, kiedy np. przyjmujemy jakąś rodzinę pod swój dach.

Reakcje indywidualne na traumę są bardzo zróżnicowane. Np. osoba, która jest pod naszym dachem i którą staramy się zaopiekować, jest bardzo wycofana. Nie nawiązuje kontaktu, nie rozmawia z nami, odpowiada zdawkowo, nie je, śpi albo - z drugiej strony - w ogóle nie śpi.

Jak się zachowywać?

W takich sytuacjach raczej zachęcałabym do tego, żeby osoba, która gości uchodźców, sama skonsultowała się z profesjonalistą. Sama porozmawiała o tym, co ją niepokoi. Ewentualnie później, w zależności od rozwijającej się sytuacji, można ofiarować - bez przymusu, bez presji - możliwości szukania pomocy czy lekarskiej, czy terapeutycznej.

Zdecydowałam się założyć w Polsce ochotniczą grupę, która będzie niosła pomoc w takich wypadkach. U nas terapeuci zwykle nie mają przygotowania do pracy z takimi osobami. W grupie powinien być lekarz, terapeuta i prawnik, który ma odpowiednie doświadczenie w kontekście praw człowieka.

Dziś najbardziej brakuje nam prawników. Gdyby zechciała nam pomóc kancelaria prawna albo organizacja prawników, którzy mają odpowiednie doświadczenie i rozumieją powagę sytuacji, byłoby doskonale. Chcemy uruchomić działanie tej grupy jak najszybciej.

Mam wrażenie, że w Polsce w ogóle o przemocy seksualnej w czasie tej wojny na Ukrainie się nie mówi, jakby ona nie miała miejsca.

To się wiąże z naszą historią - przemoc seksualna w Polsce zawsze była zamiatana pod dywan. Polska jest doświadczona różnego rodzaju traumami, w które też wpisana była przemoc seksualna. To, ile jej było w czasie Zagłady i podczas II wojny światowej, dopiero zaczyna być opisywane po 75 latach.

Myślę, że nie mówi się u nas o tym, ponieważ w świadomości wielu ludzi winę za gwałt zawsze będzie ponosić ofiara. Nie wojna, nie żołnierze, nie dowódcy, którzy traktują gwałt jako strategię wojenną.

Gwałt to coś, co jest wstydliwe, co trzeba zamieść pod dywan i najlepiej tego nie ruszać. Cały czas to jest temat, który wymaga skonfrontowania się z bardzo bolesnymi i też często własnymi doświadczeniami.

Co mogą zrobić polskie władze dla ofiar? Zakładając, że w ogóle zechcą.

Po pierwsze, dostrzec w ogóle problem. Te organy powinny się same najpierw przeszkolić, żeby zrozumieć, o czym mowa, żeby dobrze zrozumieć złożoność sytuacji wojny, z którą teraz Polska bezpośrednio ma do czynienia.

To się np. udało w Kosowie, które jest małym, dwumilionowym, muzułmańskim państwem, bardzo konserwatywnym, więc to nie jest niemożliwe. Po wojnie ten kraj zmienił swoje myślenie o przemocy seksualnej, z czegoś, co było niewidoczne, na coś, co jest częścią i konsekwencją wojny jako struktury, która niszczy kraj i obywateli.

Najpierw Kosowo zaczęło mówić o tym, że to w ogóle było, że gwałt w czasie wojny był używany strategicznie przeciwko jego mieszkańcom przez Serbów. Wtedy osoby, które doświadczyły gwałtu, zaczęły mówić, oficjalnie dzielić się swoimi historiami. Organizacje na Kosowa zaczęły walczyć o to, żeby ofiary dostały dodatkowe wsparcie, takie na przykład jak dostają żołnierze. Prowadziłam szkolenia dla komisji weryfikacyjnej — m.in. o tym, jak rozpoznawać traumę związaną z przemocą seksualną.

Takie osoby w Kosowie zgłaszają wniosek, składają dokumenty, dołączają medyczną opinię. Później przechodzą weryfikację i dostają rentę dożywotnią, taką jak żołnierze.

Władze mówią, że chcą w ten sposób długofalowo zapobiegać konsekwencjom traumy transgeneracyjnej, czyli dziedziczonej. Warto, żeby też Polska rozumiała, że to właściwa inwestycja - w coś, co ma długofalowe konsekwencje. Na pewno dla Ukrainy, ale także i dla nas. Konsekwencjami nieleczonej traumy wojennej związanej z przemocą seksualną jest m.in. depresja czy uzależnienia. Dziś dużo się także mówi o zmianach nowotworowych, szczególnie narządów rodnych i piersi. Ta złożona trauma powoduje nieodwracalne konsekwencje, również medyczne.

;
Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze