Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Posłowie PiS wciąż próbują okupować budynek Polskiej Agencji Prasowej, występując z „interwencją poselską”. W siedzibie PAP doszło do przepychanki, w której brał udział poseł PiS Antoni Macierewicz.
Mimo Wigilii posłowie Prawa i Sprawiedliwości wciąż protestują przeciwko bezprawnym ich zdaniem zmianom w mediach publicznych. Do niepokojących scen doszło przed wejściem do Polskiej Agencji Prasowej. Poseł Antoni Macierewicz nie chciał wpuścić do budynku mężczyzny, który podawał się za pracownika PAP. Doszło do szarpaniny, w czasie której Macierewicz oblał się cieczą z kubka, który trzymał w ręce.
Do sprawy odniósł się prezes Agencji Marek Błoński:
„Informuję, że mimo postawy posła Macierewicza, dzięki współpracy z policją udało się zapewnić, choć z opóźnieniem, prawidłową obsadę dyżuru w biurze informatyki i telekomunikacji. Sytuacja stanowiła realne zagrożenie dla pracy Agencji” – informował Błoński.- „Apeluję do osób przebywających w siedzibie PAP oraz inicjatorów tej politycznej akcji o nieutrudnianie pracownikom Agencji wykonywania obowiązków, zaprzestanie takich działań oraz zachowanie zgodne z zasadami prawa i kultury” – przekonywał, jednocześnie zaznaczając, że pracownicy jego pracownicy wykonują swoje obowiązki w „trudnej, stresującej sytuacji” – powiedział.
Macierewicz przekazał PAP, że wraz z europosłanką PiS Anną Fotygą zostali poproszeni przez posłankę Annę Gembicką, aby zejść na dół na recepcję PAP, bo – jak mówił – „poinformowała ona, że przychodzą jacyś nowi funkcjonariusze i żebyśmy zeszli na dół”.
Jak relacjonuje PAP, Macierewicz razem z posłankami Anną Fotygą i Anną Gembicką chcieli sprawdzić, czy na recepcję Agencji nie zgłaszają się „nowi funkcjonariusze”.
„Zeszliśmy na dół, okazało się, że wchodzi jakiś przedstawiciel – jak twierdzono tutejszego biura – i bardzo agresywnie, bardzo dynamicznie starał się wejść do tych drzwi. Poprosiłem go o przekazanie swojego nazwiska, bo chciałem przekazać je panu Wojciechowi Surmaczowi (odwołanemu szefowi PAP – przyp. aut.), kto wchodzi, kto przedstawia się jako tutejszy pracownik” – mówił PAP były minister obrony.