Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
Kolejki na granicach nieco zmalały, choć nadal są gigantyczne. Protest przewoźników na przejściach z Ukrainą trwa, a ukraińskie władze wypowiadają się o nim w coraz bardziej zdecydowany sposób.
Protest przewoźników trwa już 21 dobę. Według policji kolejki do przejść na granicy polsko-ukraińskiej się zmniejszyły, choć nadal są ekstremalnie długie. Z porannych danych wynika, że w Dorohusku na przejazd przez granicę czeka ok. 580 ciężarówek, a szacowany czas sięga 125 godzin. Do odprawy w Hrebennem czeka ok. 700 tirów, a czas oczekiwania to 160 godzin, kolejka ciągnie się przez 45 kilometrów. Właściciele firm spedycyjnych twierdzą, że ukraińskie ciężarówki zdominowały polski rynek po zmianie unijnych przepisów ograniczających ich ruch po Wspólnocie.
W maju 2022 roku przywódcy unijnych krajów przyjęli rozporządzenie znoszące ograniczenia w transporcie części produktów z Ukrainy, na które wcześniej obowiązywały zezwolenia kwotowe. Według polskich przedsiębiorców zaburza to reguły konkurencji na unijnym rynku, i to nie tylko w Polsce. Ustalone w 2022 roku reguły obowiązują do maja 2024. Blokujący przejazd przewoźnicy naciskają na skrócenie tego okresu i wprowadzenia systemu zezwoleń na przewóz komercyjny, z wyłączeniem pomocy humanitarnej. Protestujący, zrzeszeni w inicjatywie Komitet Obrony Przewoźników, domagają się również kontroli firm powstałych za naszą wschodnią granicą po rozpoczęciu pełnoskalowego konfliktu w Ukrainie.
Temat budzi coraz większe emocje wśród naszych sąsiadów. W weekend protesty zdecydowanie skrytykował mer Lwowa. „Cały wasz gigantyczny wkład w zwycięstwo Ukrainy jest niwelowany przez marginalną grupę, która blokuje dostawy towarów humanitarnych do kraju drugi rok broniącego swojej niepodległości i bezpieczeństwa Europy” – pisał w mediach społecznościowych. Protestujący odpierali, że przepuszczają zarówno pomoc humanitarną, jak i paliwo.
Przeczytaj także:
W sobotę w Dorohusku pojawił się ukraiński wiceminister infrastruktury Serhij Derkacz. „Jeżeli protestującym chodziło o to, żeby doprowadzić do kryzysu energetycznego w Ukrainie, to im to się zaczyna udawać” – mówił tłumacząc, że w kolejkach, mimo obietnic protestujących, nadal widać cysterny z paliwem. – „Otrzymujemy przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej ok. 30 proc. wszystkiego, co potrzebujemy dla naszego sektora energetycznego. Kiedy mamy sytuację, że ponad miesiąc te cysterny stoją już w oczekiwaniu w kolejkach to (powoduje) bardzo duże napięcie, presję i duży problem dla naszych systemów energetycznych” – wyjaśniał Derkacz.
Łagodniej i bardziej lakonicznie o sprawie wypowiada się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który wyraził nadzieję, że sprawy idą „w dobrym kierunku”.
Radio TOK FM podaje, że ukraińscy biznesmeni starając się zakończyć kryzys, stawiają na kontakt z Donaldem Tuskiem. Ukraińcy wcześniej prosili o spotkanie z Andrzejem Dudą. Pałac prezydencki jednak milczy. Dlatego Zrzeszenie Ukraińskiego Biznesu w Polsce chciałoby utworzenia okrągłego stołu z udziałem premiera projektowanego rządu, który mógłby pomóc w zakończeniu protestu przewoźników.
Ci nie planują iść na kompromis. Od dziś przez całą dobę blokowane jest kolejne przejście graniczne – w Medyce. Tam do protestu przyłączyli się rolnicy, domagający się od rządu interwencji na rynku taniejących zbóż.