Po przegranej w wyborach samorządowych PiS może się już nie podnieść – mówił w TVN24 prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Tymczasem najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press i TOK FM pokazuje, że to PiS może zdobyć przewagę w tych wyborach
„Każdy, kto buduje swoje poparcie i tożsamość, łącząc się z podobnymi agresywnymi w swojej wymowie działaniami, de facto wspiera terror i nie tylko poniża ofiary wojny, ale także depcze ludzką godność” – napisał Trzaskowski
Prezydent Warszawy zakazał zgromadzenia, które miało zakończyć swoją trasę pod ambasadą Izraela. W sobotę 18 listopada między godziną 13 a 16 około 2 tysiące osób miało przejść od placu Zbawiciela w Śródmieściu do ul. Krzywickiego na Ochocie.
Demonstracja miała się odbyć pod hasłem „Ani jednej bomby więcej – wolna Palestyna„. W odróżnieniu od tych, które już miały miejsce, stołeczny ratusz tym razem odmówił zgody. Jego rzeczniczka Monika Beuth zapewnia, że nie ma to związku z hasłem przemarszu. ”Chodzi wyłącznie o kwestie bezpieczeństwa" – podkreśla
14 listopada zakaz zgromadzenia w imieniu prezydenta podpisał Jarosław Misztal, wicedyrektor Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa.
W uzasadnieniu powołał się na zapis ustawy o zgromadzeniach, który pozwala na wydanie zakazu, gdy manifestacja „może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”.
„Trudno nie zgodzić się z tym, że prawdopodobny udział przebywających w Polsce mieszkańców Palestyny lub osób popierających mieszkańców Palestyny w kontrze do wielu obywateli lub sympatyków Izraela, może doprowadzić do eskalacji napięć i przerodzić się w zamieszki i agresję wobec siebie” – czytamy w uzasadnieniu decyzji.
Przeczytaj także:
Organizatorem sobotniego zgromadzenia jest ta sama osoba, która w ostatnim miesiącu trzykrotnie organizowała propalestyńskie manifestacje. Podczas żadnego z nich nie doszło do zamieszek.
Ratusz powołuje się jedynie na incydent z manifestacji z 21 października, podczas której norweska studentka medycyny niosła transparent z napisem „Keep the world clean” (ang. „Utrzymuj świat w czystości”). Obok napisu widniała ilustracja z człowiekiem wrzucającym gwiazdę Dawida do kosza.
„Fakt ten spotkał się z powszechnym oburzeniem, nie tylko w kraju, ale i za granicą” – podkreśla prezydent miasta w decyzji.
Prezydent w uzasadnieniu powołuje się na opinię Komendy Stołecznej Policji. „Nie można wykluczyć, że pod wpływem negatywnych emocji [uczestnicy demonstracji] mogą dążyć do konfrontacji z pracownikami ambasady (…), przerzucać na jej teren niebezpieczne przedmioty, a także prób siłowego wtargnięcia„ – ocenił Tomasz Znajdek, zastępca komendanta stołecznej policji w piśmie do ratusza. Ostrzegł, że demonstracja może zostać wykorzystana jako okazja do podjęcia „radykalnych działań zwiększających zagrożenie terrorystyczne”.
Według policji eskalacja napięć związanych z konfliktami zbrojnymi w Ukrainie i Palestynie „może w istotny sposób zwiększać zagrożenie terrorystyczne”.
Przewodniczący zgromadzenia po sugestii ratusza zgodził się zmienić trasę zgromadzenia i zakończyć je nie przed bramą ambasady, a ulicę dalej. Nie zmieniło to jednak oceny KSP.
Opinia policji była jedynie sugestią. Prezydent Trzaskowski wyciągnął z niej następujące wnioski:
„Gloryfikowanie agresji wyrażane przez niektórych uczestników zgromadzeń (vide opisany powyżej przypadek norweskiej studentki medycyny) oraz fakt, iż gromadzić może ono osoby różnej narodowości, w tym także przedstawicieli walczących ze sobą od ponad 50 lat, musi budzić poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa na terenie miasta.
Nie ulega wątpliwości, że każdy — niezależnie od narodowości — kto buduje swoje poparcie i tożsamość łącząc się z podobnymi agresywnymi w swojej wymowie działaniami, de facto wspiera terror i nie tylko poniża ofiary wojny, ale także depcze ludzką godność” – napisał Trzaskowski.
„W Polsce i w mieście takim jak Warszawa, szczególnie dotkniętymi w okresie II Wojny Światowej eksterminacją i prześladowaniami Żydów, a później wieloma negatywnymi działaniami władz PRL w latach sześćdziesiątych, nie może być miejsca na nienawiść i antysemityzm oraz jakiekolwiek ich przejawy. Działania takie naruszają nie tylko dobre obyczaje, ale przede wszystkim polską Konstytucję, wykorzystując w tym celu przynależne wszystkim obywatelom prawa i wolności obywatelskie” – uzasadnia prezydent Warszawy.
Organizator odwołał się od decyzji prezydenta. Sąd ma je rozpatrzyć na jutrzejszej rozprawie o godz. 9.
O ocenę uzasadnienia decyzji prezydenta Warszawy poprosiliśmy prof. Ireneusza Kamińskiego z Instytutu Nauk Prawnych PAN, eksperta w dziedzinie praw człowieka, byłego sędziego ad hoc w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.
„Zakaz zgromadzenia jest możliwy, ale trzeba go dobrze uzasadnić. Mogę zrozumieć zastrzeżenia w przypadku manifestacji w bezpośrednim sąsiedztwa ambasady Izraela. Jednak jeśli zgromadzenie miało znajdować się w miejscu oddalonym istotnie od placówki dyplomatycznej, ogólna formuła, mówiąca o napięciach i o zagrożeniu, nie jest wystarczająca.
W przypadku ekscesów czy wypowiedzi, takich jak ten nieszczęsny transparent niesiony przez norweską studentkę, są instrumenty do dyspozycji policji i nadzorujących manifestację urzędników. Jeśli organizator nie reaguje na takie incydenty, zgromadzenie można rozwiązać.
Oczywiście łatwiej zakazać go z góry, jeśli istnieje jakaś groźba. Ale wtedy bardzo łatwo będziemy eliminować wszelkie zgromadzenia dotyczące spraw kontrowersyjnych lub gorących” – komentuje dla OKO.press prof. Kamiński.