Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:20 19-03-2026

Prawa autorskie: Foto Kancelaria Prezydenta Białorusi / AFPFoto Kancelaria Prez...

Białoruś zwalnia 250 więźniów politycznych, USA znoszą sankcje na białoruskie nawozy

Informację podała ambasada USA na Litwie. Według Centrum Praw Człowieka Wiasna w białoruskich więzieniach i koloniach karnych przebywa jeszcze 1 140 więźniów politycznych

Co się wydarzyło

Po kolejnej turze negocjacji z USA reżim Łukaszenki zwolnił 250 więźniów i więźniarek politycznych osadzonych w zakładach karnych. W zamian Amerykanie zadeklarowali osłabienie sankcji wobec białoruskiego sektora finansowego i zniesienie wszystkich sankcji na zakładu Biełaruśkalij, Belarush Potash Company i Agrorozkwit, czyli producentów nawozów.

Już wcześniej Trump domagał się zwolnienia wszystkich więźniów politycznych, nazywając ich zakładnikami. Amerykańską delegację reprezentował w czwartek Johna Coale, który miał negocjować m.in. wizytę Aleksandr Łukaszenki w USA.

(Na zdjęciu u góry: Coale na rozmowach z Łukaszenką)

„Będziemy pracować nad tym, aby to zorganizować” – przekazał Coale dziennikarzom po spotkaniu.

„Dzisiejsze uwolnienie 250 osób stanowi ważny kamień milowy w dziedzinie pomocy humanitarnej i jest dowodem zaangażowania prezydenta w bezpośrednią, bezkompromisową dyplomację” – napisał wysłannik Trumpa w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych. „Wolność jest naszym celem. Wyrażamy wielką wdzięczność dla naszych litewskich partnerów za odegranie kluczowej roli w tej misji” – dodał.

Według nieoficjalnych ustaleń Biełsatu, 235 osób wypuszczonych dziś osób pozostanie w Mińsku, 15 osób została wydalona z kraju i przetransportowana na Litwę. Wśród nich mają znaleźć się:

  • Kaciaryna Andrejewa – dziennikarka Biełsatu przebywająca za kratami od 2020 roku,
  • Mikita Załatarou – nieletni chłopak aresztowany za udział w protestach i skazany na 5 lat kolonii,
  • Nasta Łojka – działaczka praw człowieka,
  • Eduard Palczys – bloger.

Nie ma żadnych informacji, by wśród zwolnionych był się Andrzej Poczobut, działacz Polonii białoruskiej i dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Przypomnijmy, że wtrącono go do kolonii karnej na osiem lat. Poczobut został osadzony w Nowopołocku, który ma opinię jednego z najgorszych więzień na Białorusi.

Według Centrum Praw Człowieka Wiasna w białoruskich więzieniach i koloniach karnych przebywa jeszcze 1 140 więźniów politycznych.

Przeczytaj także:

16:40 19-03-2026

Prawa autorskie: Fot. AFP / HO / SEPAHNEWSFot. AFP / HO / SEPA...

Cieśnina Ormuz. Jest oświadczenie Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Japonii i Holandii

Donald Trump liczył na pomoc sojuszników z NATO w odblokowaniu cieśniny Ormuz, ale entuzjazmu i konkretów wciąż brak

Co się wydarzyło

Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia wydały wspólne oświadczenie, w którym wyrażają gotowość do udziału „w odpowiednich działaniach” mających na celu zapewnienie bezpiecznego przepływu przez cieśninę Ormuz.

Oświadczenie zaczyna się od słów potępienia dla irańskich ataków na nieuzbrojone statki w Zatoce Perskiej, infrastrukutrę energetyczną oraz zablokowanie szlaku handlowego.

„Wzywamy Iran do natychmiastowego zaprzestania gróźb, zaminowywania, ataków dronów i rakiet oraz innych prób blokowania cieśniny dla żeglugi handlowej, a także do przestrzegania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2817” – czytamy. „Swoboda żeglugi jest podstawową zasadą prawa międzynarodowego, w tym na mocy Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza”.

Kraje apelują o wprowadzenie natychmiastowego moratorium na ataki na infrastrukturę cywilną, w tym instalacje naftowe i gazowe. Deklarują też, że wesprą najbardziej poszkodowanych w związku z kryzysem paliwowym i podejmą współpracę z innymi państwami produkującymi ropę w celu zwiększenia wydobycia.

Jaki jest kontekst

Przed wybuchem amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem cieśnina Ormuz odpowiadała za przepływ 30 proc. światowych zasobów ropy. Jej zamknięcie doprowadziło do kryzysu na rynku paliw. Prezydent USA Donald Trump nie tyle poprosił, ile wezwał inne kraje, niezaangażowane w konflikt, żeby pomogły mu ustabilizować sytuację. Groził nawet, że jeśli tego nie zrobią, NATO „czeka bardzo zła przyszłość”. W pierwszej reakcji kraje NATO odpowiedziały zgodnie, że „to nie ich wojna”. Wówczas Trump stwierdził, że sam sobie poradzi na Bliskim Wschodzie, a w zasadzie to nigdy nikogo nie potrzebował do pomocy.

W praktyce USA chcą zaangażować Wielką Brytanię, Niemcy, czy Francję do eskorty statków handlowych w cieśninie Ormuz. Jak pisze brytyjski dziennik The Guardian, rozmowy pomiędzy Amerykanami a sojszunikami wciąż się toczą, ale sytuacja jest zbyt niebezpieczna, żeby taki plan można było zrealizować w najbliższym czasie.

Stąd najprawdopodbniej w oświadczeniu enigmatyczna wzmianka o gotowości do zaangażowania się w „odpowiednie działania”, których celem jest zapewnienie bezpiecznego przepływu, bez precyzowania, co to dokładnie oznacza.

Jak ocenił Jacob Funk Kirkegaard, ekspert europejskiego think tanku Breugel w rozmowie z dziennikarką OKO.press Pauliną Pacułą, w tej sytuacji europejscy przywódcy nie mieli innej możliwości, niż odmówić Trumpowi.

„Wojna prowadzona przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie jest bez wątpienia nielegalna. Jest też szalenie niepopularna wśród europejskiej opinii publicznej, a Trump jest coraz gorzej ocenianym przez Europejczyków prezydentem” – mówił Kirkegaard.

Pomimo że Iran traci przywódców wojskowych i politycznych, Teheran wciąż dysponuje skutecznym systemem rozproszonego dowodzenia i rozmieszczania sił, co oznacza, że może kontynuować ataki.

Przeczytaj także:

14:31 19-03-2026

Prawa autorskie: Ilustracje wykonała Weronika Syrkowska / OKO.pressIlustracje wykonała ...

Forbes: Roskomnadzor nie jest w stanie zablokować internetu w Rosji?

Rosyjski regulator telekomunikacyjny stracił kontrolę nad przeciążonymi urządzeniami blokującymi w sieciach operatorów — informuje Forbes. Roskomnadzor natychmiast wydał oświadczenie, że to nie prawda.

„O ile nam wiadomo, Roskomnadzor nie dysponuje przepustowością wystarczającą do obsługi całego ruchu RuNet i całkowitego zablokowania wszystkich niepożądanych zasobów” – powiedział informator rosyjskiego „Forbesa”.

Wiadomość podał też niezależny rosyjski portal Meduza. Roskomnadzor wydał więc lakoniczny komunikat: „Informacje te nie są prawdziwe”.

„Forbes” zauważa, że ​​wcześniej blokowane ztreści i aplikacje stają się okazjonalnie dostępne – na przykład WhatsApp. Dla niektórych operatorów dostępny stał się dawno zablokowany w Rosji YouTube. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje, ale „potwierdzenie tych informacji pochodzi z z różnych źródeł – zarówno operatorów, jak i użytkowników” – podaje „Forbes”. Jeden z jego informatorów twierdzi, że "Roskomnadzor nie dysponuje przepustowością wystarczającą do całkowitego zablokowania wszystkich zasobów”.

Tymczasowa dostępność zablokowanych portali społecznościowych i komunikatorów może wynikać z tego, że wszystkie zasoby są przeznaczane na spowalnianie Telegramu. „Operatorzy twierdzą jednak, że Roskomnadzor okresowo zdalnie restartuje swoje narzędzia do blokad (TSPU – tiechniczeskije sriedstwa protiwodiejstwa ugrozam), a wtedy wszystkie ustawienia są resetowane”.

Jaki jest kontekst?

Kreml w ostatnich miesiącach stara się odciąć Rosjan od niezależnych informacji. Stara się też ich zmusić do przejścia na rosyjski komunikator Max, który jest zawodny i pozbawiony wielu funkcji. Jest natomiast zupełnie przezroczysty dla rosyjskich służb specjalnych.

Zdaniem ekspertów powodem jest dążenie do konsolidacja władzy Putina przed jesiennymi wyborami do Dumy w piątm roku nieudanej wojny w Ukrainie i postępującego kryzysu w Rosji. „Musimy stawiać czoła ekstremizmowi z taką samą stanowczością i agresywnością oraz stanowczo reagować na próby destabilizacji sytuacji społeczno-politycznej, w tym przy użyciu technologii informatycznych” – powiedział Putin 19 marca na spotkaniu z prokuratorami.

Od lata 2025 roku rozmowy wideo w Telegramie i WhatsAppie są ograniczone, a w lutym 2026 r. władze zaczęły „spowalniać” Telegram, choć komunikator ten wykorzystywany jest przez Rosjan na froncie i to tym intensywniej, że stracili dostęp do Starlinków.

Pełna blokada Telegramu ma nastąpić na początku kwietnia. Jak zauważa Meduza, użytkownicy w różnych regionach Rosji już skarżą się ostatnio, że Telegram jest niedostępny „w jakiejkolwiek formie”. Według gazety „Kommiersant” , średni wskaźnik nieudanych zapytań do domen Telegramu z Rosji sięga prawie 80%. W niektórych okręgach federalnych zbliża się nawet do 90%.

Więcej o blokadzie internetu w Rosji przeczytacie Państwo tu:

Przeczytaj także:

14:18 19-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Policjant użył gazu wobec posłanki Biejat. Po 5 latach ruszył proces

Prokuratura zarzuca funkcjonariuszowi przekroczenie uprawnień. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności

Co się wydarzyło

W czwartek 19 marca przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia ruszył proces przeciwko policjantowi, który przekroczył uprawnienia używając gazu wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat.

Chodzi o wydarzenia sprzed ponad 5 lat. 18 listopada 2020 na pl. Powstańców Warszawy trwał protest przeciwko ograniczeniu prawa do aborcji przez Trybunał Konstytucyjny.

"Policjanci ciągnęli ludzi po ziemi, bili pałkami na oślep, strzelali gazem, wciągali za kordon. Podeszłam do nich z legitymacją poselską. Prosiłam, by nie używali siły. W tym momencie policjant strzelił mi gazem w twarz” – tak wydarzenia, do których doszło podczas protestu Strajku Kobiet, relacjonowała dla OKO.press Magdalena Biejat.

Polityczka tłumaczyła, że tego dnia była na proteście w ramach interwencji poselskiej.

Prokuratura ustaliła, że osobą, która prysnęła gazem pieprzowym w twarz pokrzywdzonej, był nieumundurowany policjant, który „następnie ukrył się za szpalerem umundurowanych funkcjonariuszy”.

Jaki jest kontekst

Wcześniej śledztwo zostało dwukrotnie umorzone i to z tego samego powodu – niewykrycia sprawcy. Dopiero w grudniu 2025 udało się postawić zarzuty. Oskarżonym jest były funkcjonariusz policji Sebastian S.

Jak wyjaśniał prokurator Piotr Skiba, mężczyzna miał pryskać posłance w twarz z odległości mniejszej niż dwa metry, co było niezgodne „z zasadami taktyki i techniki interwencji policyjnej, zasadą proporcjonalności użycia sił i środków, a także z zasadami niezbędności i celowości określonymi w ustawie o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej oraz niezgodne z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora”.

Zdaniem biegłego użycie gazu było „niezasadne i nieadekwatne do poziomu zagrożenia, stanowiło zbyt drastyczny środek przymusu i nieadekwatne do poziomu zagrożenia”.

Sebastian S. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara do 10 lat więzienia.

Przeczytaj także:

14:16 19-03-2026

Prawa autorskie: 13.12.2024 Warszawa , ulica Wawelska 52/54 , Ministerstwo Klimatu i Srodowiska , ministra klimatu i srodowiska ministra Paulina Hennig - Kloska podsumuje dzialania zrealizowane przez MKiS w ciagu 2024 roku . Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl13.12.2024 Warszawa ...

Hennig-Kloska: ETS musi być łagodniejszy, ale z niego nie wyjdziemy

Polska będzie ubiegała się o pozytywne dla emisyjnych przedsiębiorstw zmiany w systemie ETS i „dobrowolny” ETS2. Resort klimatu zapowiada też miliardy na wsparcie dla szkół i szpitali ze środków pochodzących ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2.

Co się wydarzyło?

Polska będzie zabiegać o zmiany, ale jednostronne wyjście z systemu ETS nie wchodzi w grę – dała do zrozumienia ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. W ten sposób przedstawicielka rządu Donalda Tuska zareagowała na hasła Prawa i Sprawiedliwości. Według przedstawicieli partii system handlu uprawnieniami do emisji CO2 nie powinien obowiązywać w Polsce. Wyjście z niego w razie wygranej w wyborach parlamentarnych obiecał Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera. Postulat ten powtórzył też były minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

ETS, czyli Europejski System Handlu Emisjami, działa na zasadzie „emitujący płaci”. Wielki przemysł czy węglowe elektrownie muszą pozyskiwać certyfikaty uprawniające do wypuszczania dwutlenku węgla do atmosfery. Są one dostępne na zasadach rynkowych – jeśli więc potrzeba ich więcej, są droższe. Istnieje również pula darmowych certyfikatów, które trafiają między innymi do ciepłownictwa. Środki z handlu uprawnieniami trafiają do państw członkowskich.

Utrzymanie lub poszerzenie puli darmowych uprawnień jest jednym z postulatów Hennig-Kloski, przedstawionych przed unijnym szczytem dotyczącym rynku energetycznego. Według ministry powinny one wspomóc przede wszystkim ciepłownictwo. co ma zapobiec wzrostowi cen za ogrzewanie.

„Chodzi o utrzymanie większej liczby tego typu bezpłatnych certyfikatów na rynku w najbliższych latach, wydłużenie okresu ich obowiązywania oraz zapewnienie, by były one dostępne dla przemysłu na dotychczasowych zasadach lub w większej ilości” – mówiła Hennig-Kloska. Według niej dodatkowe uprawnienia powinny trafić też do sektorów gospodarki, które objęte są mechanizmem CBAM. To „podatek graniczny”, który płacą importerzy przemysłowi z krajów pozaunijnych. Obejmuje on cement, żelazo i stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną oraz wodór, i przeciwdziała napływowi tańszej konkurencji przede wszystkim z krajów, gdzie nie obowiązują systemy podobne do ETS.

„Na dziś nie wiemy, jak skuteczny okaże się CBAM, dlatego chcemy, aby także te sektory zostały objęte bezpłatnymi certyfikatami. Ciepłownictwo ma być traktowane w sposób szczególny. Jak państwo wiecie, udało nam się wynegocjować 30% bezpłatnych certyfikatów dla ciepłownictwa, które przechodzi proces transformacji i rozpoczyna projekty inwestycyjne ukierunkowane na dekarbonizację, aby uzyskać dodatkowe środki na inwestycje” –

Polski rząd postuluje też zmiany w planach wprowadzenia systemu ETS 2. Szefowa resortu klimatu uważa, że rozszerzenie handlu uprawnieniami do emisji na sektor paliwowy, budownictwo czy węgiel spalany w gospodarstwach domowych powinno być opcjonalne do 2030 roku.

Polska otrzymała też zielone światło na nowe projektu w ramach unijnego Funduszu Modernizacyjnego, finansowanego z systemu ETS. To mechanizm, z którego finansowany jest między innymi program „Czyste Powietrze”.

„Fundusz Modernizacyjny to element finansowania ważnych projektów w naszym kraju. Łączny budżet dotychczas zatwierdzonych programów dla Polski to 53,5 mld zł, z czego ponad 30 mld pozyskano w ciągu ostatnich dwóch lat. To programy bardzo dobrze dopasowane, cieszące się ogromną popularnością, które realnie zmieniają Polskę – zmniejszają zanieczyszczenia, podnoszą efektywność energetyczną i przyśpieszają proces dekarbonizacji polskiej gospodarki oraz budynków” – mówiła Hennig-Kloska. Pieniądze z kolejnych transz Funduszu mają wesprzeć termomodernizację szpitali i placówek oświatowych, a także zakup przydomowych magazynów energii.

Jaki jest kontekst?

System ETS jest jednym z głównych tematów debaty politycznej ostatnich dni. Propozycja jednostronnego wyjścia z mechanizmu nie jest jednak możliwa do realizacji. Byłoby to niezgodne między innymi z zasadami równej konkurencji w UE i naraziłoby Polskę na kary za nieprzestrzeganie zasad obowiązujących wszystkie kraje. 10 państw – w tym Polska, Węgry, Słowacja, Austria, Włochy czy Słowenia – chce jednak zmian w ETS-ie. Ma on jednak też zwolenników, wśród których są między innymi władze państw Skandynawskich.

„W dyskusji o EU ETS często mówi się tylko o kosztach. Zapomina się natomiast o tym, że system jest także znaczącym źródłem wpływów do wykorzystania przez rząd. Tylko w 2024 roku do polskiego budżetu wpłynęło z tego tytułu 3,81 mld euro. Były to drugie pod względem wielkości wpływy w UE, co wynika z wysokiej emisyjności naszej energetyki” – zauważa w komentarzu dla OKO.press Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.

W środę w Gdańsku premier Donald Tusk podkreślił, że Polska w ciągu dekady wyda około biliona złotych na energetykę. Chodzi między innymi o już zapowiedziane środki, które mają wesprzeć między innymi budowę elektrowni jądrowych czy modernizację sieci przesyłowych.

Przeczytaj także: