Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
13 marca Sejm wybrał szóstkę sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwójki z nich. Rząd rozważa zaprzysiężenie ich w inny sposób, z pominięciem prezydenta
Koalicja rządząca rozważa alternatywny scenariusz ślubowania czwórki spośród szóstki wybranych w marcu przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
W programie „Tłit” w Wirtualnej Polsce przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości Paweł Śliz został zapytany o scenariusz, w którym sędziowie złożyliby przysięgę w obecności notariusza w gabinecie marszałka Sejmu. Podpisane w takiej procedurze dokumenty zostałyby następnie wtsłane do prezydenta Nawrockiego.
„To jest bardzo poważny akt, który ma naprawić delikt konstytucyjny, którego dopuszcza się pan prezydent, bo pan prezydent, nie odbierając ślubowania od tych sędziów, tego się dopuszcza i nie ma innej możliwości, jak dokonanie tego ślubowania w inny, alternatywny sposób. Ten, który przedstawił pan redaktor, tak, jest rozpatrywany. On jest jednym z tych scenariuszy, które mogłyby się dokonać” – odparł Śliz. W ten sposób potwierdził, że tego rodzaju rozwiązanie jest poważnie rozważane.
W środę 1 kwietnia 2026 w Pałacu Prezydenckim prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwójki sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których na stanowiska wybrał Sejm 13 marca 2026 roku. Sejm wybrał jednak wówczas szóstkę sędziów. Wobec czwórki z nich prezydent postanowił nie odbierać ślubowania.
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki powiedział, że prezydent wypełnił te wakaty, które powstały podczas jego kadencji.
"Prezydent uznał, że to jest jego podstawowa odpowiedzialność jako głowy państwa, ale także w ramach mandatu sprawowanego od 6 sierpnia, żeby te dwa wakaty obsadzić” – mówił Bogucki. I dodał, że chodzi o wakaty, które powstały 5 i 20 grudnia 2025 roku, gdy w stan spoczynku przeszli sędziowie TK Krystyna Pawłowicz oraz Michał Warciński.
Problem w tym, że w TK mamy jeszcze cztery wakaty, które pojawiły się w czasie kadencji Andrzeja Dudy. O szczegółach argumentacji w tej sprawie z obu stron szczegółowo pisała w OKO.press Dominika Sitnicka.
TK to nie jedyny obszar, w którym prezydent odmawia powołania na stanowiska osób wybranych przez inny organ władzy. Od objęcia urzędu w sierpniu 2025 roku Karol Nawrocki oficjalnie odmówił powołania kilkudziesięciu sędziów sądów powszechnych, podpisania ponad 40 nominacji ambasadorskich, a do niedawna odmawiał nawet przyznania ponad 130 nominacji oficerskich dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Przeczytaj także:
Pete Hegseth i generał Randy George wielokrotnie ścierali się w ostatnich miesiącach w temacie nominacji generalskich. Zwolnienie szefa sztabu amerykańskiej armii w trakcie kadencji jest bardzo rzadkim zdarzeniem
Wieczorem czasu amerykańskiego, w czwartek 2 kwietnia, amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth poprosił szefa sztabu amerykańskiej armii, generała Randy'ego George'a, by ustąpił ze stanowiska. Rezygnacja weszła w życie ze skutkiem natychmiastowym. Obowiązki George'a przejął jego dotychczasowy zastępca Christopher C. LaNeve.
Powód roszady nie został publicznie podany. Amerykańska telewizja CBS na podstawie rozmów ze swoimi źródłami w amerykańskiej administracji podaje, że Hegseth i Trump chcą na tym stanowisku kogoś, kto będzie wprowadzał w życie ich wizje w sprawie armii.
Razem z szefem sztabu, ze swoich stanowisk zostali również usunięci generał David Hodne, dotychczasowy szef Dowództwa Transformacji i Szkolenia Armii USA i generał William Green Jr., szefa Korpusu Kapelanów.
Zwolnienie ze stanowiska szefa sztabu w trakcie czteroletniej kadencji jest w amerykańskiej armii niezwykle rzadkim wydarzeniem. W 2011 roku generał Martin Dempsey pełnił rolę tylko 149 dni, ale powód zmiany na stanowisku był zupełnie inny – Dempsey otrzymał od prezydenta Obamy awans na przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – czyli najwyższe stanowisko w amerykańskiej armii. Wcześniej kadencji nie dopełnili w latach 70. generał Bernard W. Rogers (otrzymał awans na stanowisko w NATO) i generał Creighton W. Abrams Jr. (zmarł w trakcie pełnienia stanowiska).
„New York Times” pisze, że Hegseth i George od dłuższego czasu byli skonfliktowani. Hegseth blokował awans czwórki wojskowych na generała brygady. Z 29-osobowej listy do awansu, Hegseth naciskał na usunięcie czterech osób – dwóch czarnoskórych mężczyzn i dwójkę kobiet. Niemal wszystkie pozostałe osoby na liście to biali mężczyźni. Na początku kadencji Trump odwołał też przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Charlesa Q Browna Jr. W opublikowanym 7 listopada 2024 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich) wywiadzie, Hegseth mówił:
„Każdy generał, który był zaangażowany w to całe DEI [Diversity, Equality, Inclusion – różnorodność, równość, inkluzywność; polityka wyrównywania szans wobec dyskryminacji] woke gówno, musi odejść – czy to generał, admirał, czy ktokolwiek inny” – jasno sugerując, że Brown otrzymał stanowisko ze względu na swój kolor skóry.
Moment zwolnienia generała George'a sugeruje, że ruch mógł mieć coś wspólnego z wojną w Iranie. Na razie nie mamy jednak informacji potwierdzających taką spekulację.
Przeczytaj także:
Głównym powodem dymisji jest fatalnie przeprowadzony proces ujawniania akt śledztwa w sprawie pedofila i seksualnego przestępcy Jeffreya Epsteina. Zamiast oczyścić Trumpa, to go jeszcze bardziej pogrążyło.
W czwartek 2 kwietnia wieczorem Donald Trump w rozmowie z Fox News oznajmił, że zwolnił Prokurator Generalną USA Pam Bondi. Urzędem pokieruje na razie jej zastępca Todd Blanche, w przeszłości osobisty prawnik Trumpa.
Trump oświadczył, że Bondi przechodzi z rządu do sektora prywatnego. Według nieoficjalnych źródeł Trump był także niezadowolony z tego, że Bondi nie wystarczająco szybko starała się postawić przed sądem krytyków i przeciwników, wobec których chciał wnieść oskarżenia karne.
Podczas sprawowania funkcji najwyższego urzędnika organów ścigania w USA Pam Bondi była zagorzałą orędowniczką programu Trumpa i zburzyła długoletnią tradycję niezależności Departamentu Sprawiedliwości od Białego Domu.
Jednak to powtarzająca się krytyka dotycząca sposobu ujawniania akt sprawy Epsteina, w tym ze strony sojuszników Trumpa i niektórych republikańskich ustawodawców, zdominowała jej kadencję. Bondi zarzucano tuszowanie i fatalne zarządzanie ujawnianiem dokumentów ze śledztw Departamentu Sprawiedliwości prowadzonych wobec Epsteina.
Według New York Times, jej dymisja może oznaczać kolejne zmiany Departamencie Sprawiedliwości i wykorzystywanie amerykańskiego systemu prawnego przeciwko osobom wskazanym przez Trumpa.
Już za rządów Bondi, z Departamentu Sprawiedliwości usunięto kilkudziesięciu prokuratorów, którzy pracowali nad śledztwami związanymi z działalnością Trumpa. W przeszłości była Bondi prokuratorką generalną stanu Floryda.
Bondi jest drugą wysoką urzędniczką Trumpa, która została ostatnio odwołana. Niedawno Trump odwołał sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem.
Przeczytaj także:
O grożącej jej dymisji pisaliśmy w OKO.press:
Przeczytaj także:
Jej sylwetkę opisaliśmy w OKO.press, gdy Trump zamierzał ją powołać na Prokurator Generalną USA:
Przeczytaj także:
Prowadzona przez USA i Izrael wojna na Bliskim Wschodzie odwraca uwagę mediów i opinii publicznej od losu antyrządowych demonstrantów, aresztowanych w Iranie po masowych protestach w styczniu 2026. Tymczasem w Iranie trwają bezprawne egzekucje.
Jak informuje brytyjski dziennik „The Guardian”, powołując się na dane organizacji broniących praw człowieka, w tym Iran Human Rights, co najmniej 145 osób aresztowanych podczas antyrządowych demonstracji w styczniu 2026 zostało już straconych w więzieniach. Organizacja Iran Human Rights ma też informacje o kolejnych 400 egzekucjach, które nie zostały jeszcze zweryfikowane. O powstrzymanie egzekucji 30 osób w lutym apelowała Amnesty International. Część z tych osób została już stracona.
W momencie gdy świat najbardziej przejmuje się rosnącymi cenami ropy, w Iranie trwają egzekucje demonstrantów.
„The Guardian” opisuje m.in. przypadek 30-letniego Peyvanda Naimiego, który został aresztowany w trakcie styczniowych protestów. Naimi był co najmniej przez miesiąc przetrzymywany w izolatce. W więzieniu był brutalnie przesłuchiwany, torturowany oraz głodzony. Poddano go też dwóm symulowanym egzekucjom przez powieszenie. Jest posądzany o udział w śmierci funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa podczas protestów oraz o świętowanie śmierci byłego najwyższego przywódcy Iranu, Alego Chameneiego (na zdjęciu powyżej). Rodzina Naimiego twierdzi, że poza udziałem w demonstracjach nie zrobił nic złego i że nie postawiono mu żadnych formalnych zarzutów. Nie ma z nim żadnego kontaktu. Odmówiono mu dostępu do adwokata. Jego krewni obawiają się, że grozi mu teraz egzekucja.
Dziennik opisuje przypadki egzekucji kilku osób, które brały udział w antyrządowych demonstracjach, a którym odmówiono prawa obrony i pozbawiono jakiegokolwiek kontaktu z rodziną. O losach swoich bliskich rodziny aresztowanych dowiadywały się z telewizji. Irańska telewizja państwowa pokazuje nagrania z wymuszonych przyznań do winy, a państwowe media publikują zdjęcia z egzekucji.
Na początku tego miesiąca publicznie powieszonych zostało trzech mężczyzn – Saleh Mohammadi, Mehdi Ghasemi i Saeed Davoudi. Młodzi mężczyźni zostali skazany za moharebeh, czyli „prowadzenie wojny przeciwko Bogu”. Dzień wcześniej stracony został Kourosh Keyvani, posiadający podwójne obywatelstwo szwedzko-irańskie. Chłopak został zabity za rzekome szpiegostwo na rzecz Izraela.
„Odcięcie dostępu do internetu uniemożliwia dokładne ustalenie, ile egzekucji przeprowadzono w tym roku. Wiele wyroków śmierci, a nawet zarzutów, które mogą prowadzić do kary śmierci, nie zostało oficjalnie ogłoszonych. Zamiast tego są one przekazywane wyłącznie samym więźniom i ich rodzinom ' – informuje ”The Guardian".
W styczniu 2026 w Iranie doszło do masowych antyrządowych protestów, które zostały brutalnie stłumione przez reżim. Aresztowano dziesiątki tysięcy osób. Prezydent USA Donald Trump kilkukrotnie wzywał władze Iranu do zaprzestania przemocy wobec protestujących. Bez skutku.
28 lutego USA i Izrael rozpoczęły wojnę przeciwko Iranowi. W ramach operacji „Epicka Furia” armia izraelska i siły USA zbombardowały cele w Iranie, zabijając najwyższego przywódcę Iranu ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odpowiedzi zaatakował Izrael i kilka państw Zatoki Perskiej – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Katar, Bahrajn, Kuwejt oraz Irak, uderzając zarówno w amerykańskie bazy wojskowe, jak i obiekty cywilne.
Wojna w Iranie trwa już półtora miesiąca i jak wynika z zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, może potrwać jeszcze około 2-3 tygodni. Donald Trump utrzymuje, że celem operacji w Iranie są:
Wojna w Iranie jest jednak z wielu powodów ogromną porażką Stanów Zjednoczonych.
Przeczytaj także:
Polska sprzeciwia się decyzji Izraela o wprowadzeniu kary śmierci wobec Palestyńczyków. MSZ podkreślił w oświadczeniu, że stosowanie kary śmierci wobec osób określonej narodowości jest „całkowicie niedopuszczalne”.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, w którym wzywa rząd Izraela do utrzymania moratorium na wykonywanie egzekucji, jak i orzekanie kary śmierci.
W oświadczeniu podkreślono, że Polska sprzeciwia się karze śmierci „we wszystkich przypadkach i okolicznościach”, a stosowanie kary śmierci, które można by uznać za dyskryminujące wobec osób określonej narodowości, uznaje za „całkowicie niedopuszczalne”.
„Polska popiera stanowisko wyrażone przez Wysoką Przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaję Kallas w dniu 31 marca 2026 r. Sprzeciwiamy się karze śmierci we wszystkich przypadkach i okolicznościach. Całkowicie niedopuszczalne jest natomiast w państwie prawa stosowanie kary śmierci, które można by uznać za dyskryminujące wobec osób określonej narodowości. Ze względu na szczególną wrażliwość historyczną wzywamy więc Izrael do utrzymania moratorium zarówno na wykonywanie egzekucji, jak i orzekanie kary śmierci” – czytamy w oświadczeniu.
W oświadczeniu podkreślono także, że „Polska konsekwentnie stoi na stanowisku, że konfliktu izraelsko-palestyńskiego leżącego u podstaw większości zagrożeń dla bezpieczeństwa w regionie nie można rozwiązać inaczej, niż w drodze negocjacji prowadzonych w dobrej wierze i z poszanowaniem prawa międzynarodowego”.
30 marca izraelski Kneset przyjął dyskryminującą ustawę rozszerzającą zakres stosowania kary śmierci w przypadku przestępstw związanych z terroryzmem. Jak zwracała uwagę organizacja Human Rights Watch, z treści projektu ustawy jasno wynika, że miałaby ona zastosowanie przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, do Palestyńczyków.
„W ramach izraelskiego systemu sądów cywilnych projekt ustawy przewiduje karę śmierci za umyślne zabójstwo osoby z zamiarem »zaprzeczenia istnieniu Państwa Izrael«. Nakazuje on wykonywanie kary śmierci przez powieszenie, ogranicza dostęp do pomocy prawnej i odwiedziny członków rodziny, ogranicza nadzór zewnętrzny oraz przyznaje immunitet osobom zaangażowanym w wykonywanie egzekucji.
W ramach systemu sądów wojskowych na okupowanych terytoriach palestyńskich projekt ustawy przewiduje karę śmierci za zabójstwa zakwalifikowane jako akty terroryzmu zgodnie z definicją zawartą w prawie izraelskim, nawet bez wniosku prokuratury. Projekt ustawy zezwala sądom na orzeczenie dożywotniego więzienia jedynie w nieokreślonych wyjątkowych przypadkach, w których stwierdzono „szczególne powody«, ograniczając tym samym swobodę decyzyjną sądów. Zakazuje on również złagodzenia wyroków i nakazuje wykonanie kary w przyspieszonym terminie 90 dni.
Obywatele i mieszkańcy Izraela są wyraźnie wyłączeni z tego przepisu: jurysdykcja wojskowa dotyczy wyłącznie Palestyńczyków, podczas gdy izraelscy osadnicy są sądzeni przez sądy cywilne” – tłumaczy Human Rights Warch.
31 marca oświadczenie w sprawie ustawy wydała Kaja Kallas, Wysoka Przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Kallas podkreśliła, że UE jest przeciwna karze śmierci we wszystkich przypadkach i w każdych okolicznościach, a Izrael jeszcze do niedawna przestrzegał moratorium na wykonywanie egzekucji, jak i na orzekanie kary śmierci.
„Przyjęcie przez izraelski parlament ustawy o karze śmierci stanowi poważny krok wstecz w stosunku do tej praktyki i do własnych zobowiązań Izraela. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni de facto dyskryminującym charakterem tej ustawy (…).
Kara śmierci stanowi naruszenie prawa do życia i nie może być wykonywana bez naruszenia absolutnego prawa do wolności od tortur i innego złego traktowania. Kara śmierci nie ma również udowodnionego skutku odstraszającego i sprawia, że wszelkie błędy sądowe stają się nieodwracalne” – napisała Kallas.
Jeszcze przed głosowaniem w Knesecie projekt ustawy przygotowany przez skrajnie prawicową partię Ocma Jehudit (Żydowska Siła) kierowaną przez Itamara Ben-Gewira, spotkał się z krytyką ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii, którzy ocenili, że ma on „de facto dyskryminujący” charakter wobec Palestyńczyków.
Przeczytaj także: