Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nocy z poniedziałku na wtorek 4 sierpnia Ukraińcy przeprowadzili kolejne skuteczne uderzenia dronowe na kilka regionów Rosji. Wśród celów były magazyny firmy Wildberries
Ukraińskie drony zaatakowały dwa wielkie magazyny platformy sprzedażowej Wildberries. Ataków na centra logistyczne tego koncernu było w ostatnich tygodniach już ponad 20. Na skutek ukraińskich uderzeń dronowych ostatniej nocy zapłonęły magazyny w Krasnym Borze w obwodzie leningradzkim i w strefie ekonomicznej Nowosiłka będącej częścią miasta Czechow w obwodzie moskiewskim.
„W Nowosiłce wybuchło kilka pożarów w strefie przemysłowej w wyniku uderzenia bezzałogowego statku powietrznego. Największy pożar miał miejsce w magazynie, gdzie pożar na otwartym powietrzu został już wyeliminowany. Uszkodzona została również podstacja elektryczna i budynek administracyjny” – mówił po atakach gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow.
Atak w Krasnym Borze potwierdził z kolei gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko.
Wildberries to platforma sprzedażowa, którą Rosjanie uważają za rodzimy odpowiednik Amazona, choć model działania firmy znacznie bardziej przypomina chiński AliExpress. Koncern ma dominującą pozycję na rosyjskim rynku – nie to jest jednak powodem, dla którego Ukraińcy atakowali magazyny Wildberries już ponad 20 razy. To, że centra logistyczne Wildberries stały się stałym celem ukraińskich ataków dronowych ma inne przyczyny. Firma stworzyła bardzo rozbudowaną i jednocześnie bardzo efektywną jak na rosyjskie standardy sieć dostaw i dystrybucji towarów. Ta sieć jest obecnie wykorzystywana przez rosyjską armię i służby mundurowe do zaopatrywania jednostek walczących na froncie w Ukrainie. Równolegle sami żołnierze rosyjskiej armii zamawiaja za pośrednictwem Wildberries różne artykuły (elementy wyposażenia, żywność, używki), których nie dostarcza im wojskowa logistyka.
Jednocześnie od kilku lat firma Wildberries jest ekonomicznie powiązana z oligarchicznymi nieformalnymi strukturami funkcjonującymi wokół Kremla.
Morawiecki oskarżył dawnych kolegów, że chcą wypchnąć Jarosława Kaczyńskiego z PiS-u. „Na koniec przyjdą po jego głowę”
„Teraz, kiedy nasze członkostwo jest martwe, czyli zostaliśmy usunięci całkowicie z Prawa i Sprawiedliwości, to mogę powiedzieć, że rzeczywiście taką partię założymy” – ogłosił Mateusz Morawiecki w rozmowie na kanale Romana Rymanowskiego na YouTubie. Partia ma powstać „najpóźniej 15 października”. To wtedy ma się odbyć pierwsza konwencja nowego ugrupowania.
W pierwszym od tygodnia wywiadzie były premier i do niedawna jeden z wiceprzewodniczących PiS postawił kropkę nad „i”. Już nie tylko stowarzyszenie, ale też partia. Wcześniej Morawiecki wielokrotnie powtarzał, że założył stowarzyszenie Rozwój Plus, żeby przyciągnąć w orbitę PiS-u te osoby, które chcą się angażować w dzialaność publiczną, ale nie partyją, a odstrasza je zwłaszcza szyld PiS-u.
„Zabieramy się za budowę struktur” – zapowiedziała u Rymanowskiego Morawiecki, zaznaczając, że on i jego współpracownicy w tym roku nie wybierają się na wakacje. To właśnie budowa struktur terenowych była jedną z osi sporu między Morawieckim a Kaczyńskim. Od kilku miesięcy, jeżdżąc po Polsce, Morawiecki budował własną sieć wpływu i nowy układ lokalny. Już dziś zebrani przez niego posłowie reprezentują 28 z 41 okręgów wyborczych.
Rymanowski dopytywał o szczegóły rozstania z Jarosławem Kaczyńskim i kulisy sporu z „maślarzami” (to m.in. Przemysław Czarnek, Jacek Sasin, Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki). Ostatniej rozmowy z Kaczyńskim Morawiecki omawiać nie chciał, ale od rozmowy o dawnych kolegach, a dziś przeciwnikach się nie uchylał.
Przedstawił trącącą spiskowością teorię wyjaśniającą rozpad PiS-u. Wedle byłego premiera Kaczyński wielokrotnie zapowiadał, że w razie przegranych wyborów ustąpi. „Maślarze” chcą doprowadzić do tego, by PiS faktycznie przegrał wybory, a potem zajać miejsce prezesa. Chcą „przejąć partię, przejąć pieniądze partii” – mówił Morawiecki. „Będą chcieli wypchnąć prezesa, powołując się na jego własne słowa”.
„Czyli to jest zamach na prezesa?” – pytał Rymanowski. – „W jakimś sensie tak” – odpowiedział Morawiecki. „Zamach maślarzy?” – dopytywał Rymanowski. „To jest ukartowna strategia wypchnięcia prezesa, ponieważ na koniec przyjdą po jego głowę. Teraz wypchnęli mnie”.
Morawiecki przyznał, że będzie szukał wyborców wśród tych, którzy głosowali w 2023 roku na Trzecią Drogę. Dziś to elektorat trzech partii: PSL-u, Polski 2050 i Centrum. Według byłego premiera Trzecia Droga zgarnęła głosy osób rozczarowanych PiS-em po wprowadzeniu tzw. piątki dla zwierząt i zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 2020 roku.
W najbliższy piątek Morawiecki jedzie do Jagodna – to miejsce symboliczne dla wyborów w 2023 roku. Mieszkańcy tego podwrocławskiego osiedla niemal do trzeciej w nocy stali w kolejce do lokalu wyborczego. PiS zdobył tam zaledwie 5,95 proc. głosów, a Trzecia Droga prawie 20 proc.
Nie chciał odpowiedzieć na pytanie, co mu się nie podoba w Koronie Grzegorza Brauna.
Spora część rozmowy dotyczyła Ukrainy.
„Ukraina w każdej chwili może paść. Rosja wcale nie przegrywa tej wojny. Rosja ma kłopoty gospodarcze, ale ma też ogromną siłę przetrwania” – mówił Morawiecki.
O prezydencie Ukrainy powiedział: „Prezydent Zełenski doprowadził do ogromnej defraudacji pomocy amerykańskiej i europejskiej, doprowadził do korupcji elit, które są na Ukrainie i w związku z tym do okradania swojego własnego narodu.
Natomiast jeśli mamy do czynienia z wielkim złem, któremu przeciwstawia się skurumpowana Ukraina, to ja powiem: niech tam umierają żołnierze ukraińcy, niech ta skorumpowana Ukraina będzie jakimkolwiek elementem blokady przed agresją rosyjską”.
Rymanowski zacytował Morawieckiemu fragment wywiadu z prof. Andrzejem Lederem, który w Wirtualnej Polsce mówi, że w Polsce jest atmosfera pogromowa. Morawiecki albo nie zrozumiał, że chodzi o zachowania Polaków wobec Ukraińców, albo nie chciał zrozumieć. Powiedział bowiem:
„Zachowania Ukraińców bardzo często są absolutnie skandaliczne. Słyszałem o przypadku, że piją sobie alkohol na placu zabaw, kobiety z dziećmi proszą by tak nie czynili. A oni dalej chleją wódę i policja wezwana nic nie robi, a jak awanturującego się Ukraińca zatrzyma, to wypuszcza go zaraz”.
I dalej: „Dlaczego prokuratura i policja jest używana, żeby ścigać opozycję? Ja jestem co chwilę wzywany na przesłuchania. To na to mają czas, a żeby ścigać awanturujących się Ukraińców nie mają czasu?!”
Dopiero po komentarzu Rymanowskiego, że Ukraińcy padają ofiarą agresji Polaków, Morawiecki powiedział, że „jeśli niewinny człowiek jest bity, to należy absolutnie interweniować”.
Przeczytaj także:
Jednym z ułaskawionych przez prezydenta jest Piotr Staruchowicz ps. „Staruch”. Kilka miesięcy temu pytał Karola Nawrockiego w Kanale Zero, czy święty Mikołaj przyniesie mu ułaskawienie w tym roku. Marzenia się spełniają.
W poniedziałek Kancelaria Prezydenta poinformowała o decyzji Karola Nawrockiego o zastosowaniu prawa łaski wobec trzech osób.
Pierwsza z decyzji została wszczęta na żądania samego prezydenta i podjęta na podstawie art. 567 § 2 Kodeksu postępowania karnego. Prawo łaski zostało zastosowane poprzez darowanie kary pozbawienia wolności oraz środków związanych z okresem próby i zatarciem skazania.
Osoba, wobec której Prezydent zastosował prawo łaski, była skazana za przestępstwo z art. 212 § 2 Kodeksu karnego – zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania. Chodzi o Adama Borowskiego, który został skazany za swoje słowa z 2020 o Romanie Giertychu w kontekście śledztwa dotyczącego wyprowadzenia i przywłaszczenia 92 milionów złotych ze spółki Polnord. Giertych był jednym z zatrzymanych w tej sprawie w 2020 roku, w 2025 prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko politykowi KO. W 2020 Adam Borowski stwierdził na antenie Telewizji Republika, że Giertych jest adwokatem, który „współpracuje z przestępcami i zapewniał nie tylko tarczę prawną, ale dawał swoich znajomych, żeby byli słupami".
Jak opisuje Mariusz Jałoszewski, w listopadzie 2023 zapadł wyrok warunkowo umarzający postępowanie na rok próby. Ponieważ Borowski w czasie procesu przyznał się do winu i między dwiema stronami doszło do mediacji, mężczyzna miał zamieścić na swoim Facebooku krótkie przeprosiny. Ponieważ przez rok przeprosiny się nie pojawiły, sąd ponownie zajął się sprawą i 24 kwietnia 2025 roku wydał drugi wyrok, w którym skazał już Borowskiego na pół roku więzienia, ale wykonanie kary zawiesił jednak na roczny okres próby.
Nawrocki argumentował, że „decyzja [o ułaskawieniu] motywowana była względami humanitarnymi: podeszły wiek skazanego oraz pogarszający się w związku z nim stan zdrowia, ustabilizowany tryb życia, zasady sprawiedliwości oraz racjonalności represji karnej, incydentalny charakter czynu połączony z dotychczasowym sposobem życia, a zwłaszcza ponadprzeciętnymi zasługami m.in. na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”.
W przypadku drugiej decyzji prezydent zastosował prawo łaski na podstawie art. 139 Konstytucji. „Osoba, wobec której Prezydent zastosował prawo łaski, była skazana za wykroczenie z art. 54 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 20 marca 2009 roku o bezpieczeństwie imprez masowych – przebywanie w sektorze innym niż wskazany na bilecie wstępu" – podała Kancelaria Prezydenta. Decyzja Karola Nawrockiego oznacza w tym przypadku darowanie środka karnego w postaci zakazu wstępu na imprezę masową i zarządzenie zatarcia skazania. Prezydent motywował swoją decyzję m.in. „pozytywną opinią środowiskową, incydentalnym charakterem czynu, ustabilizowanym trybem życia”.
Chodzi o Piotr Staruchowicza, znanego jako „Staruch”, kibica, wieloletniego „gniazdowego” Legii Warszawa. Wobec „Starucha” sąd orzekł dwuletni zakaz stadionowy po tym, jak mężczyzna prowadził doping podczas meczu Legii i Motoru Lublin, stojąc na ogrodzeniu. „Staruch” z wyrokiem się nie zgadza, bo, jak twierdzi, miał identyfikator pozwalający mu poruszać się po stadionie.
W grudniu 2025 roku Karol Nawrocki był gościem Kanału Zero w programie Krzysztofa Stanowskiego. W części telefonów od widzów na wizji dodzwonił się Piotr Staruchowicz i przedstawił swoją sprawę.
„Chciałem zapytać pana prezydenta, czy święty Mikołaj przyniesie mi ułaskawienie w tym roku?” – zapytał mężczyzna, wzbudzając wesołość prowadzącego oraz gościa.
„Znam oczywiście tę sprawę z mediów, w ogóle ten atak na kibiców za wprowadzenie ładnego, patriotycznego baneru, słowa kibiców, którzy byli w sposób szczególny sprawdzani tylko dlatego, że nie są zwolennikami rządu. Czy to kibice, czy osoby od kryptoaktywów, PiS, czy Konfederacja... jeśli ktoś się nie zgodzi z rządem, to naprawdę trzeba zrobić wszystko, żeby dokręcić śrubę do samego końca. Naprawdę, chillout, panie premierze (...) Jeśli chodzi o ten konkretny wniosek, to oczywiście nie powiem na wizji, jaka będzie decyzja. Ale przekonuję, że od dwóch miesięcy trwa analiza wszystkich wniosków o ułaskawienie. Ich jest bardzo dużo” – odpowiedział wtedy Karol Nawrocki.
W przypadku trzeciej decyzji postępowanie ułaskawieniowe obejmowało łącznie rozpoznanie dwóch wniosków Prokuratora Generalnego, dotyczących postępowań wszczętych w trybie zwykłym na podstawie art. 561 Kodeksu postępowania karnego oraz drugiego – na podstawie art. 567 § 1 Kpk. W sprawie pozytywne opinie wydały zarówno sąd I, jak i II instancji.
„Prezydent zastosował prawo łaski poprzez warunkowe przedterminowe zwolnienie z odbycia reszty kary dożywotniego pozbawienia wolności na okres próby 5 lat z ustanowieniem dozoru kuratora sądowego” – przekazała Kancelaria.
Osoba, wobec której prezydent zastosował prawo łaski, została skazana za zabójstwo z rozbojem oraz rozbój. Jak podaje Onet, chodzi o 57-letni Piotra Pytla, który spędził w więzieniu prawie 22 lata. Mężczyzna został skazany w 2006 r. przez sąd w Monachium na dożywocie za Ecateriny I., do którego doszło 26 marca 2004 r. „Piotr miał wówczas 35 lat. Od początku zapewniał, że jest niewinny. Późniejsze ustalenia polskiej prokuratury wykazały, że to nie on popełnił tę zbrodnię, tylko Tomasz W., który przyznał się do morderstwa i zeznał, że Pytel nie brał w nim udziału. Mimo że Tomasz W. został skazany za tę zbrodnię [na dziewięć lat i trzy miesiące, bo w chwili zabójstwa miał 17 lat], a nawet zdążył odsiedzieć wyrok, Pytel przez długie lata wciąż przebywał za kratami. Niemiecki sąd nie zgodził się na wznowienie postępowania, a prezydent Andrzej Duda trzy razy odrzucał jego wniosek o ułaskawienie, choć polskie sądy wydawały pozytywną opinię" – wyjaśnia Onet.
Mężczyzna wyszedł na wolność w czerwcu 2026 roku po tym, jak prokurator generalny Waldemar Żurek zarządził przerwę w odbywaniu kary do czasu zakończenia procedury ułaskawienia, o które wnioskował.
Przeczytaj także:
3 sierpnia we wsi Archipo-Osipowka niedaleko Gelendżyku na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego ukraiński dron rozbił się na plaży, na której przebywali wczasowicze. Są ofiary śmiertelne. Wczasowiczów to jednak nie zniechęciło.
Według grupy zadaniowej Kraju Krasnodarskiego zginęło siedem osób, w tym troje dzieci. Rannych zostało 40 osób, z czego 21 trafiło do szpitala.
Szczególny tor lotu i dźwięk strzelaniny, które zostały uchwycone na nagraniach, świadczy o tym, że dron mógł zostać zestrzelony przez rosyjską obronę. Katastrofa mogła być też spowodowana awarią — uważają analitycy cytowani przez rosyjską niezależną Meduzę. „Ukraińcy raczej nie celowaliby w plażę z ludźmi i to nie dlatego, że to niemoralne, ale po prostu niepraktyczne. Liczą się inne cele”.
„The Insider” informuje, że plaża, na której rozbił się dron, znajduje się przed ośrodkiem rekreacyjnym Rasswiet, który jest oddziałem NPO Maszynostrojenija, naukowo-produkcyjnego stowarzyszenia budowy maszyn. To jedno z najważniejszych krajowych przedsiębiorstw rakietowo-kosmicznych.
Władze ukraińskie nie informują o tym zdarzeniu. Z ukraińskich komunikatów można się dowiedzieć tylko o udanych trafieniach. Jednocześnie Rosjanie informują, że codziennie zestrzeliwują nad Rosją (nie nad frontem) od 600 do tysiąca ukraińskich dronów.
Okolice Genendżyku są nieustannie zagrożone atakami ukraińskich dronów.
Rosyjska propaganda zaczęła przyznawać się do tych ataków, ale chwali się skutecznością w obronie przed dronami. Równocześnie opowiada, że Ukraińcy specjalnie celują w obiekty cywilne. Mimo to ludzie przyjeżdżają w okolice Gelendżyku na wakacje. Po ataku rosyjska telewizja pokazała plażę znowu pełną ludzi (na zdjęciu).
Jakby nie brali oni oficjalnych komunikatów na poważnie i nie wyciągali z nich wniosków dla siebie.
Podobnie wyglądało to dwa lata temu, gdy Ukraińcy zaczęli ostrzeliwać Krym. Wtedy jedna z rakiet spadał na plażę w Sewastopolu. Plażowiczów to kompletnie zaskoczyło, jakby nie wiedzieli, że przyjechali na wakacje w strefę wojny.
Przeczytaj także:
Propaganda nie zrobiła z dzisiejszej tragedii wielkiej sprawy (na razie) — choć do tej pory każdy atak ukraiński, w którym ucierpieli cywile (wystarczyło, że byli ranni, np. w ostrzale autobusu w strefie przyfrontowej), był podstawą do zapowiedzi krwawego odwetu na Ukrainie.
Jest tak może dlatego, że „krwawy odwet” na Ukrainie trwa od kilku dni. Putin zapowiedział przed tygodniem, że rozważa „troszkę większy” atak. Ukraina jest atakowana rakietami, których nie ma czym zestrzeliwać.
W sprawie ataku na plażę interesujące jest to, że sporo uwagi telewizja poświęcił nazwie miejscowości. Pochodzi ona od carskiego żołnierza, Archipa Osipowa, który w 1840 r., w czasie podboju tych ziem przez Rosję, wysadził się w powietrze, by zatrzymać przeciwnika.
Zdaniem propagandy atak na miejscowość o takim rodowodzie przy pomocy drona z ładunkiem wybuchowym jest wyjątkowym ukraińskim bezeceństwem.
Opowieść ta dobrze pokazuje, w jakim stanie jest rosyjska propaganda w piątym roku wojny z Ukrainą. Naprawdę bowiem okolice te słyną z tego, że znajduje się tu jedna z ogromnych posiadłości Putina. Istnienie tego pałacu ujawnił w 2021 r. Aleksiej Nawalny.
Przeczytaj także:
Ukraina prowadzi rozmowy z 10 państwami i 12 firmami zbrojeniowymi o rozwoju europejskiego systemu antyrakietowego Freja – poinformował prezydent Wołodymyr Zełenski. Dodał, że jest to jeden z najbardziej ambitnych projektów Kijowa.
„Ukraina mogłaby sama produkować zarówno rakiety, jak i wyrzutnie do nich” — powiedział prezydent Zełenski 3 sierpnia. „Potrzebna jest jednak ścisła współpraca z tymi europejskimi krajami i firmami, które dysponują radarami, sensorami oraz innymi elementami niezbędnymi do stworzenia skutecznego systemu antybalistycznego”.
Strona ukraińska oczekuje wsparcia sojuszników w ramach prac nad tym projektem.
Celem inicjatywy jest stworzenie alternatywy dla kosztownych amerykańskich pocisków typu Patriot,
których zapasy w USA znacznie się wyczerpały w wyniku konfliktu w Iranie.
Zełenski zaznaczył, że zaletą produkcji tego sprzętu na terenie Ukrainy byłaby możliwość poddania go natychmiastowym testom bojowym. Wezwał przedstawicieli państw uczestniczących w inicjatywie, aby potraktowali ją jako priorytet dyplomatyczny.
Powstanie tzw. koalicji antybalistycznej ogłoszono podczas spotkania przywódców państw koalicji chętnych 13 lipca w Paryżu. Oprócz Ukrainy udział w tym projekcie zadeklarowali liderzy Danii, Francji, Niemiec, Włoch, Norwegii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Holandii. Do inicjatywy dołączyło również dwunastu europejskich producentów uzbrojenia. Lista uczestników może się jeszcze wydłużyć, ponieważ wciąż można się przyłączyć do projektu Freja.
„Dotyczy to na przykład krajów, które nie dysponują odpowiednim potencjałem produkcyjnym, ale posiadają pociski typu Patriot i są gotowe przekazać je na rzecz wzmocnienia naszej zdolności do obrony przestrzeni powietrznej” — przekazał Zełenski.
Na liście nie ma obecnie Polski.
Rosja zwiększyła ataki rakietami balistycznymi na Ukrainę, bo wie, że wobec nich — w przeciwieństwie do dronów — Ukraińcy są bezradni. Tylko w zeszłym tygodniu Rosjanie wystrzelili na Ukrainę 144 rakiety. Zestrzelić udało się jedną. Większość ataków rakietowych powoduje ofiary śmiertelne.
Przeczytaj także:
Tymczasem Donald Trump znowu zmienił zdanie w sprawie pomocy Ukrainie i wycofał się z ustaleń ze szczytu NATO w Ankarze o przekazaniu Ukrainie technologii budowy pocisków do systemu Patriot. Sojusznicy Ukrainy — np. Polska — pogrążyli się w awanturach wewnętrznych, czy można Ukrainie przekazać część własnych pocisków.
Przeczytaj także:
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk powiedział 2 sierpnia „Gazecie Wyborczej”, że Polska zabiega, by to u nas, a nie w Ukrainie produkowano pociski do Patriotów.
Przeczytaj także:
Rosja używa ataków rakietowych jako narzędzia propagandowego. Atakowana codziennie przez Ukraińców – głównie dronami – nie jest sobie z tym w stanie poradzić. Pokazuje jednak światu, że nadal ma przewagę na polu boju, gdyż nadal dysponuje bronią, jakiej przeciwnik nie jest w stanie się przeciwstawić. Putin najwyraźniej liczy, że to skłoni Amerykanów do powrotu do negocjacji w sprawie Ukrainy.
Przed tygodniem Putin powiedział, że rozważa atakowanie Ukrainy „nieco bardziej”.