Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska podpisała rozporządzenie, które kończy erę polowań na ptaki w otulinie parku narodowego – powołanego przecież po to, by je chronić.
“Obiecałem półtora roku temu przyrodnikom z zachodniej Polski, że zrobię wszystko, abyśmy wreszcie skończyli z rzezią ptaków w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty” – mówi w nagraniu opublikowanym na Facebooku wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Rozporządzenie w tej sprawie zostało przygotowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ), a, jak podaje Dorożała, przed majówką zaakceptowano ostateczną treść dokumentu.
“To wszystko bardzo długo trwa. Tak wygląda proces legislacyjny. Trwało to półtora roku łącznie. Zaakceptowałem ten projekt, który otrzymaliśmy. Przekazałem do podpisu na biurko pani minister” – powiedział Dorożała. Ministra Paulina Hennig-Kloska miała się zająć tą sprawą “najpóźniej po majówce”.
Okazało się jednak, że złożyła podpis pod rozporządzeniem już 30 kwietnia.
“Tworzymy strefę ochronną bez polowań na ptaki w otulinie Parku Narodowego Ujście Warty. Po pierwsze dlatego, że to jest czyste barbarzyństwo, żeby tam zabijać te ptaki. A po drugie jest to łamanie prawa, dlatego że strzelanie do tych ptaków w bardzo bliskim sąsiedztwie Parku Narodowego bezpośrednio wpływa na gatunki chronione, rani ptaki, które tam przebywają, nawet te, które żyją poza otuliną na terenie właściwym parku” – skomentował Dorożała.
O pracach nad podpisanym właśnie rozporządzeniem informowaliśmy na początku kwietnia 2026. „Bufor [czyli teren bez polowań – od aut.] obejmie tereny, na których ryzyko szkód rolniczych jest minimalne. Szerokość strefy zależeć będzie od rozmieszczenia ptasich siedlisk. Wyznaczy ona taki dystans, który pozwoli ograniczyć negatywny wpływ człowieka na najbardziej cenne i wrażliwe przyrodniczo obszary. W praktyce oznacza to około półtorakilometrowy pas ochronny” – informowało wtedy MKiŚ.
Strefa ochronna obejmie 6,1 tys. hektarów.
Podmokłe tereny i pola wokół PN Ujście Warty są bardzo popularne wśród myśliwych polujących na ptaki. Według przepisów polować nie można na terenie Parku, ale strzelanie do ptaków tuż przy jego granicach, w otulinie – jest legalne.
"Polowanie zaczyna się bardzo wcześnie rano, kiedy jest jeszcze szaro. W takich warunkach nie da się ocenić, do jakiego ptaka się strzela. Myśliwi celują w cokolwiek, na oślep. Czy gdyby widzieli, do czego strzelają, to byliby w stanie rozróżnić gatunki chronione od łownych? Raczej nie” – mówili OKO.press rok temu pracownicy Parku.
Ministerstwo, informując o rozporządzeniu, pisało o “turystyce myśliwskiej” w regionie i problemach wynikających z obecności myśliwych tuż przy granicy chronionego terenu.
“Huk wystrzałów płoszy ptaki, a dla ich spokoju powołano Park. Wypłaszanie gatunków chronionych nie jest zgodne z przepisami o ochronie gatunkowej zwierząt” – czytamy.
Przeczytaj także:
Operacja militarna przeciwko Iranowi formalnie została zakończona – poinformował Donald Trump w liście do Kongresu. Unika w ten sposób obowiązku otrzymania zgody na kontynuację działań, które mogą w każdym momencie zostać wznowione.
Potwierdziły się wcześniejsze przecieki medialne. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w piątek Kongres, że działania wojenne w Iranie formalnie zostały zakończone.
W ten sposób Waszyngton chce uniknąć konieczności uzyskania zgody federalnego parlamentu na kontynuowanie ataków. Według amerykańskiego prawa prezydent może zainicjować atak bez zgody Kongresu w odpowiedzi na “bezpośrednie zagrożenie”, jednak musi uzyskać jego aprobatę, jeśli operacja trwa dłużej niż 60 dni. Termin ten wypadałby na 1 maja. Uznając działania za zakończone przez trwający od 8 kwietnia rozejm
Trump chce uniknąć tej konieczności.
“Od 7 kwietnia 2026. nie doszło do wymiany ognia między siłami amerykańskimi a Iranem. Działania wojenne, które rozpoczęły się 28 lutego 2026., zostały zakończone” – stwierdził Trump w liście do republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona oraz republikańskiego senatora Chucka Grassleya, pełniącego obowiązki przewodniczącego Senatu.
Trump stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że ustawa o uprawnieniach wojennych, z której wynika konieczność uzyskania zgody Kongresu na kontynuowanie działań, jest “całkowicie niezgodna z konstytucją”.
Mimo formalnego zapewnienia, że wojna dobiegła końca, w praktyce w każdej chwili możliwe jest wznowienie działań. Według amerykańskich mediów na taką możliwość przygotowuje się Teheran, który wzmacnia możliwości obronne i zastanawia się nad formą odwetu za ewentualne izraelsko-amerykańskie ataki. Negocjacje pokojowe nie idą w dobrą stronę – pisał na naszych łamach Jakub Szymczak.
“Dalej obie strony uważają, że negocjują z pozycji siły. Amerykanie – bo są najsilniejszą armią świata i mimo że wojna nie przebiegła tak, jak wyobrażał to sobie Trump, to dalej mają możliwość zadania Iranowi poważnych ciosów. Iran – bo wytrzymał amerykańsko-izraelski atak, bo pomimo wielu trudności gospodarczych i politycznych system władzy Republiki Islamskiej na razie ustał.
Przeczytaj także:
Europoseł Grzegorz Braun, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie pojawił się 1 maja na otwartym spotkaniu w centrum Wilna. Zaś następnego dnia co prawda wziął udział w Paradzie Polskości, ale na żadne wystąpienie podczas marszu nie mógł liczyć. Razem z dwoma innymi posłami swojej partii przeszedł więc przez Wilno podobnie jak setki innych uczestników parady.
Skrajnie prawicowy europoseł Grzegorz Braun i jego partia Konfederacja Korony Polskiej od tygodni zapowiadali „patriotyczną majówkę” w Wilnie. Miało być otwarte spotkanie z Braunem, potem przemarsz w corocznej Paradzie Polskości. Zapowiedzi te wywołały szereg protestów, także wśród litewskich Polaków. Wizycie europosła sprzeciwiły się nawet władze Wilna.
Ostatecznie Grzegorz Braun, mimo sprzeciwów, pojechał na Litwę. Wybrał się tam razem z dwoma posłami: Włodzimierzem Skalikiem i Sławomirem Zawiślakiem oraz grupą około 50 członków Konfederacji Korony Polskiej. Towarzyszył im także Marcin Rola ze skrajnie prawicowego kanału wRealu24. Tyle że politycznie na tej wycieczce Braun nic nie zyskał.
Jeszcze 1 maja po południu Konfederacja Korony Polskiej i sam Braun zapraszali na otwarte spotkanie z europosłem, które miało odbyć się o godz. 19 na placu Vincasa Kudirki w Wilnie. Było to już trzecie zapowiadane miejsce spotkania. Pierwszym miał być klasztor franciszkanów na Starym Mieście. Jednak po nagłośnieniu wizyty europosła i pierwszych protestach franciszkanie wycofali się z wynajmu sali na wydarzenie polityczne.
Wtedy Konfederacja Korony Polskiej wystąpiła do władz Wilna o zgodę na wiec pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Ale i to miejsca trzeba było zmienić. Ostatecznie na kilka godzin przed wydarzeniem poinformowano, że odbędzie się ono na placu Kudirki.
I rzeczywiście, o wskazanej porze pojawiło się tam kilkanaście osób, które przyznały, że są związane ze środowiskiem Konfederacji Korony Polskiej. Było też kilkoro protestujących przeciwko wizycie Brauna, w tym wileński radny Dawid Ilnicki. Miał kartkę z napisem „Go home”. Inna protestująca przyniosła transparent z hasłem: „Precz z Wilna”.
Nie było natomiast… samego Grzegorza Brauna.
Ani nikogo z jego bliskich współpracowników. Z tego powodu zgromadzeni po pewnym czasie rozeszli się do domów.
Jednak europoseł dojechał 1 maja do Wilna. Ostatecznie odbyło się też jakieś wieczorne spotkanie, tyle że prawdopodobnie było zamknięte i ograniczone do członków Konfederacji Korony Polskiej, którzy przyjechali na Litwę z Polski.
Natomiast 2 maja cała grupa Korony wzięła udział w corocznej Paradzie Polskości, organizowanej przez Związek Polaków na Litwie. Przemarsz odbywa się regularnie w okolicach Święta Konstytucji 3 Maja. Polacy z Litwy w przyjazny sposób demonstrują tam swoją tożsamość narodową.
Uczestnicy „majówki” Konfederacji Korony Polskiej, razem z Grzegorzem Braunem, przeszli razem z innymi uczestnikami parady przez centrum Wilna, ale na tym ich aktywność się zakończyła. Braun nie miał wystąpienia, nie był też traktowany przez organizatorów jako gość honorowy.
Europoseł robił więc dobrą minę do złej gry.
„Jest pięknie, jest godnie, jest porządek. (…) Bardzo się cieszymy, że udało nam się tu spędzić te kilkadziesiąt godzin z rodakami” – komentował na żywo w relacji live, publikowanej na kontach Korony i Brauna na Facebooku. Zachwycał się też przemarszem: „Tu jest stężenie polskości niewątpliwie na wyższym poziomie niż w niejednym mieście w aktualnych granicach Rzeczypospolitej Polskiej. Warszawa potrzebuje Wilna, cały naród polski potrzebuje Polaków, którzy mieszkają tutaj, na Wileńszczyźnie, na Litwie, na Białorusi.”
Z innych wypowiedzi, publikowanych z wileńskiej majówki Korony, można się było dowiedzieć, że w „Wilnie jest duże ubóstwo, a ceny są bardzo wysokie”, zaś polskie władze „nic nie robią w temacie polskiej mniejszości narodowej na Litwie”. Poseł Sławomir Zawiślak stwierdził również, że „w Wilnie trudno znaleźć ślady polskości”.
Wyjaśnijmy od razu: poziom skrajnego ubóstwa w Litwie to 7,2 proc. (i znacznie więcej ubogich żyje na wsiach, a nie w Wilnie), przy tym samym wskaźniku w Polsce wynoszącym 5,2 proc.
Co do śladów polskości w Wilnie – jest ich tam tak dużo, że naprawdę trzeba się wysilić, by ich nie zauważyć. Poczynając od tablic pamiątkowych na Uniwersytecie Wileńskim, przez mieszkania Adama Mickiewicza i celę, w której go więziono, czy tablice pamiątkowe polskich poetów i pisarzy w Zaułku Literatów, aż po Cmentarz na Rossie.
Zapowiedzi wizyty Grzegorza Brauna na Litwie wzbudzały silne sprzeciwy głównie dlatego, że wcześniej polityk ten wielokrotnie wypowiadał się negatywnie o Litwie. W październiku 2024 r. pisał o tym państwie na platformie X: „Mała, wyludniona, wredna, antypolska, bismarkowska, anglosaska i żydowska kreatura, jaką jest współczesna Litwa”. Używał również hashtagu #StopLituanizacjiWilna. A w 2024 roku podczas debaty w Sejmie opisał Litwę jako „mały szowinistyczny niemiecki projekt”.
Nic dziwnego, że przeciwko jego „majówce” oficjalnie zaprotestował między innymi mer Wilna, Valdas Benkunskas. Zamieścił on wpis na Facebooku, w którym zwrócił się wprost do Grzegorza Brauna: „Mam proste pytanie – jeśli nie podoba ci się nasza Europa i nasz system wartości, dlaczego tak bardzo chcesz z niego korzystać, swobodnie podróżować do innego kraju i mieć tutaj platformę do szerzenia swojej trucizny? Co zgubiłeś w Wilnie?"
Podczas Parady Polskości o uderzające w Litwę wypowiedzi zapytali Brauna dziennikarze litewskiego medium LRT. Braun tak tłumaczył im swoje słowa: „Ja się wypowiadam, starając się nie owijać w bawełnę. Mówię, jak jest – obecny kształt obu naszych państw, i Polski, i Litwy, jest znacznie poniżej potrzeb i oczekiwań naszych narodów. Te formy polityczne są skarlałe, zredukowane, nie realizują ani polskich, ani litewskich interesów i nie stoją na straży naszej cywilizacji.”
Europoseł stwierdził też, że: „I Wilno, i Warszawa podżegają do wojny, co z całą pewnością nie jest w interesie poczciwych Polaków i Litwinów. Ja tymczasem podżegam do pokoju”. Natomiast kiedy dziennikarka zapytała go o rolę Rosji i Białorusi w wojnie w Ukrainie, Braun w odpowiedzi zaatakował dziennikarkę:
„Dlaczego ja panią widzę tutaj, w Wilnie, a nie na froncie donieckim? Proszę się spieszyć, proszę z własnej kieszeni sypać jeszcze więcej do ukraińskiej studni bez dna. Jeśli jest pani taka dzielna i taka wyrywna, to proszę walczyć o te – moim zdaniem – fałszywe cele. Ale proszę nie wpychać ani Polaków, ani Litwinów pod ciężarówkę z gruzem”.
Przeczytaj także:
Na wniosek szefa MON prezydent Karol Nawrocki wręczył 12 nominacji na stopnie generalskie i na stopień admiralski.
Uroczystość odbywa się na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego. Udział biorą w niej m.in. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła.
„We fladze Rzeczypospolitej Polskiej, w barwach białej i czerwonej, zamknięci jesteśmy jako narodowa wspólnota, na tym samym fundamencie tożsamości i wartości, które dzisiaj nas tutaj spotkały” – mówił prezydent podczas uroczystości.Podkreślał, że na uroczystości obecni są z jednej strony nowo nominowani generałowie WP, „którym naród za sprawą prezydenta Polski oddaje odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo”. Z drugiej strony są uczniowie klas wojskowych i mundurowych. "Są gotowi brać odpowiedzialność za Polskę, a być może także za nasze bezpieczeństwo w przyszłości” – powiedział.
„To bardzo poruszający i symboliczny moment, że spotykają się ci, którzy o nasze bezpieczeństwo dbają i ci, którzy gotowi są o nasze bezpieczeństwo dbać, wpatrzeni w generałów i w pana admirała jako w swoje wzory do naśladowania” – mówił Nawrocki.
Na stopień generała dywizji mianowani zostali:
gen. bryg. Dariusz Lewandowski – Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej
gen. bryg. Michał Strzelecki – Dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych
Na stopień generała brygady mianowani zostali:
płk Dariusz Dróżdż – Dowódca 20 Brygady Zmechanizowanej
płk Krzysztof Duda – Dowódca 12 Brygady Zmechanizowanej
płk Marcin Dusza – Dowódca 21 Brygady Strzelców Podhalańskich
płk Piotr Gołos – Dowódca 25 Brygady Kawalerii Powietrznej
płk Jarosław Kowalski – I Zastępca Dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej
płk Andrzej Kupis – Szef Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii, Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych
płk Andrzej Lis – Zastępca Dowódcy Transformacji i Szkolenia Sił Zbrojnych
płk Piotr Męczyński – Dowódca 18 Brygady Artylerii
płk Robert Polak – Zastępca Szefa Zarządu Szkolenia P7, Sztab Generalny Wojska Polskiego
Na stopień kontradmirała mianowany został:
kmdr Przemysław Karaś – Zastępca Dowódcy Centrum Operacji Morskich – Zastępca Dowódcy Komponentu Morskiego
Prezydent podczas wręczania nominacji mówił: „Należy umacniać nasze międzynarodowe sojusze, dzięki którym czujemy się silniejsi i stabilniejsi, w tym Sojusz Północnoatlantycki. Od tego są polscy generałowie, ale przede wszystkim od tego są polscy politycy, żeby szanować sojusze, a nie je bezmyślnie podważać”.
Dalej podkreślał: „Wojsko w XXI wieku potrzebuje mieć kadrę dowódczą, która rozumie zmieniające się na świecie okoliczności i konieczność bycia przez Polskę i Polaków gotowymi do obrony i ataku z lądu, powietrza i wody”.
Ministra klimatu poinformowała, że Tatrzański Park Narodowy dostanie fundusze na zakup busów. Elektryczne pojazdy mają zastąpić konie na trasie do Morskiego Oka.
„Planujemy kupić 16 pojazdów elektrycznych, budowę 6 podwójnych stacji szybkiego ładowania i 2 stacji transformatorowych. Skutecznie, krok po kroku, dokonujemy zmian w Polsce. Zmian, na których zyska środowisko, ludzie, a nawet zwierzęta” – napisała ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska w mediach społecznościowych, potwierdzając, że Tatrzański Park Narodowy (TPN) dostanie dofinansowanie na zakup elektrycznych busów, które zastąpią konie na trasie do Morskiego Oka.
Zakup będzie finansować Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. TPN wskazał, że dopiero po uzyskaniu formalnej decyzji Funduszu możliwe będzie ogłoszenie przetargu oraz określenie harmonogramu dostaw. Jak poinformował PAP, w TPN „trwają analizy dotyczące przyszłej organizacji transportu w rejonie Morskiego Oka”.
Według porozumienia resortu klimatu z fiakrami (czyli osobami prowadzącymi wozy konne), na trafie do Morskiego Oka miał obowiązywać model hybrydowy. Ustalono wtedy, że konie będą jeździć od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. „Pełną trasę, od Palenicy Białczańskiej do Włosienicy, turyści będą mogli pokonać, korzystając z bezemisyjnego transportu elektrycznego” – podawało ministerstwo.
W przesłanym PAP oświadczeniu fiakrzy wyrażają obawę, czy te warunki zostaną dotrzymane. Podkreślili, że kluczowym elementem uzgodnień z resortem miał być wspólny bilet i powierzenie im roli operatorów elektrycznych busów. Ich zdaniem obecne działania budzą „głęboki niepokój” – chodzi m.in. o warunki przetargu na obsługę pierwszych czterech pojazdów, który – poprzez wymóg trzyletniego doświadczenia w przewozach samochodowych – miał wykluczyć lokalnych przewoźników.
„Obawiamy się, że działania te – wbrew wcześniejszym umowom – zmierzają do całkowitego wyrugowania górali z trasy do Morskiego Oka” – zaznaczono.
O likwidację transportu konnego do Morskiego Oka od lat zabiegają organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Opisywaliśmy to w OKO.press:
Przeczytaj także:
Społecznicy w 2024 roku brali udział w rozmowach z ministerstwem i góralami. Zwołano okrągły stół dla ratowania koni. Udało się wypracować pierwszy krok do polepszenia sytuacji koni z Morskiego Oka. Porozumienie miało 12 punktów.
Zapisano w nim m.in., że na wozy będzie mogło wsiadać mniej osób, a postój koni między kursami zostanie zwiększony z 20 minut do godziny. Do komisji weterynaryjnej, oceniającej stan koni, została przyjęta lekarka weterynarii zarekomendowana przez ministerstwo, a TPN zgodził się na testy elektrycznego busa na trasie z Włosienicy do Morskiego Oka. Ministerstwo kupiło cztery 19-osobowe elektryczne pojazdy za 3 mln 198 tys. zł w ramach pilotażu.
Deklarowało później, że będzie dążyć do likwidacji transportu konnego, ale w 2025 roku podpisało wspomniane porozumienie z fiakrami. Konie miały zostać tylko na części trasy, a zmiany miały wejść w życie od początku 2026.
To się nie udało: pod koniec grudnia 2025 TPN informował, że ma za mało busów, żeby obsłużyć ruch turystyczny. Okazało się, że dopiero musi złożyć wniosek o dofinansowanie kolejnych pojazdów. „Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) ogłosił nabór wniosków na dofinansowanie zakupu przez parki narodowe elektrycznych autobusów. Ze środków będzie mógł skorzystać Tatrzański Park Narodowy, by poszerzyć flotę wożącą turystów do Morskiego Oka" – informował resort klimatu.
Dopiero teraz – wpisem ministry Hennig-Kloski – potwierdzono, że środki zostały przyznane, a Park będzie mógł kupić 16 busów.
Przeczytaj także: