0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:27 30-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Andrew Harnik / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPPhoto by Andrew Harn...

Sąd Najwyższy USA odrzucił dekret Trumpa ws. obywatelstwa

Dekret Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia jest niezgodny z konstytucją – uznał Sąd Najwyższy USA. To jedna z najpoważniejszych porażek prezydenta przed 250. rocznicą niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Co się wydarzyło?

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stosunkiem głosów 6 do 3 odrzucił we wtorek dekret prezydenta Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia – informuje agencja Reutera. Orzeczenie utrzymuje w mocy wcześniejszą decyzję sądu niższej instancji, który zablokował wejście przepisów w życie.

Dekret, podpisany przez Trumpa pierwszego dnia jego drugiej kadencji, przewidywał, że dzieci urodzone na terytorium USA nie otrzymywałyby automatycznie obywatelstwa, jeśli żaden z rodziców nie jest obywatelem Stanów Zjednoczonych ani nie posiada prawa stałego pobytu.

W uzasadnieniu wyroku prezes Sądu Najwyższego John Roberts wskazał, że obowiązująca od ponad wieku wykładnia 14. poprawki do Konstytucji USA gwarantuje obywatelstwo wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych i „nie ma powodów, by dziś od niej odchodzić”. Odwołał się przy tym do precedensowego wyroku United States v. Wong Kim Ark z 1898 r.

Do większości dołączyło pięciu sędziów, w tym konserwatywna sędzia Amy Coney Barrett. Odrębne zdanie zgłosił konserwatywny sędzia Brett Kavanaugh, który uznał, że dekret jest sprzeczny z prawem federalnym, ale niekoniecznie z konstytucją. Zdania odrębne złożyli również Clarence Thomas, Samuel Alito i Neil Gorsuch.

Jaki jest kontekst?

Prawo do obywatelstwa z urodzenia wynika z 14. poprawki do Konstytucji USA, uchwalonej po wojnie secesyjnej. Miała ona zagwarantować obywatelstwo byłym niewolnikom i ich potomkom. Od przełomowego wyroku Sądu Najwyższego w sprawie United States v. Wong Kim Ark z 1898 r. przepis jest interpretowany jako przyznający obywatelstwo niemal wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych, niezależnie od statusu imigracyjnego ich rodziców.

Zniesienie lub ograniczenie tzw. birthright citizenship było jedną z głównych zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa. Prezydent podpisał odpowiedni dekret pierwszego dnia po powrocie do Białego Domu, przedstawiając go jako element działań na rzecz ograniczenia legalnej i nielegalnej imigracji.

Wtorkowe orzeczenie było jednocześnie jednym z trzech ważnych wyroków wydanych tego dnia przez Sąd Najwyższy USA. W dwóch pozostałych sprawach konserwatywna większość opowiedziała się po myśli administracji Trumpa – utrzymała w mocy przepisy zakazujące transpłciowym uczennicom i studentkom udziału w kobiecych rozgrywkach sportowych w Idaho i Wirginii Zachodniej, otwierając drogę kolejnym stanom do wprowadzania podobnych ograniczeń.

Sąd uchylił także federalne limity dotyczące wspólnych wydatków partii politycznych i ich kandydatów na kampanię wyborczą. Uznał, że ograniczenia te naruszają konstytucyjną ochronę wolności słowa, ponieważ w amerykańskim orzecznictwie wydatki na prowadzenie kampanii są traktowane jako forma wypowiedzi politycznej. Wyrok umożliwi partiom przeznaczanie większych środków na wspólne prowadzenie kampanii z kandydatami.

Przeczytaj także:

15:14 30-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

KAS ujawnia nieprawidłowości na 120 mld zł

Audyty Krajowej Administracji Skarbowej dotyczące okresu rządów PiS wykazały nieprawidłowości przy wydatkowaniu 120 mld zł środków publicznych – poinformował w TVN24+ wiceminister finansów Zbigniew Stawicki. Do prokuratury trafiło już 245 zawiadomień.

Co się wydarzyło?

Przelewy środków publicznych na prywatne konta, zakupy w biurach podróży i wypłaty 205 tys. zł gotówki z bankomatów – m.in. takie przypadki wykazały audyty Krajowej Administracji Skarbowej dotyczące wydatkowania pieniędzy publicznych w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jak poinformował TVN24+ wiceminister finansów i zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki (na zdjęciu powyżej), 166 audytów ujawniło dotąd nieprawidłowości o łącznej wartości 120 mld zł.

– Spodziewałem się dużych problemów, ale rozmiar i sposób traktowania pieniędzy publicznych przerósł moje oczekiwania – powiedział Stawicki w programie „News Michalskiego”. Podkreślił, że mają one bardzo różny charakter: od naruszeń prawa zamówień publicznych po przeznaczanie dotacji na spłatę prywatnych kredytów i przelewanie środków na prywatne rachunki.

126 audytów już zakończono, a kolejnych 50 jest w toku. Na ich podstawie skierowano 245 zawiadomień do prokuratury dotyczących nieprawidłowości o wartości 105 mld zł. Poza tym 126 zawiadomień o nieprawidłowościach obejmujących blisko 7 mld zł trafiło do rzecznika dyscypliny finansów publicznych.

Jednym z najbardziej rażących przykładów nieprawidłowości była – według KAS – działalność Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii. Jak relacjonował wiceminister, pieniądze z dotacji trafiały na prywatne rachunki członków zarządu, a następnie były wydawane m.in. w biurach podróży lub wypłacane w gotówce. Same wypłaty z bankomatów miały wynieść 205 tys. zł.

Nieprawidłowości wykryto także w Ministerstwie Sportu. Według Stawickiego urzędnicy mieli przygotowywać wnioski o dotacje za organizacje ubiegające się o wsparcie, a osoby rekomendowane do otrzymania środków były oznaczane symbolem dolara przez przedstawicieli kierownictwa resortu. Audytorzy natrafili również na przypadki zawyżania kosztów usług – m.in. rozliczania szkoleń po 8 tys. zł za godzinę przy rynkowej stawce około 500 zł – oraz na opracowanie sfinansowane z dotacji, którego 87 proc. treści stanowiły materiały skopiowane z ogólnodostępnych źródeł.

Jaki jest kontekst?

Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczęła szeroko zakrojone audyty wydatkowania środków publicznych po zmianie władzy pod koniec 2023 r. Kontrole obejmują przede wszystkim okres rządów Prawa i Sprawiedliwości i dotyczą ministerstw, fundacji oraz innych podmiotów korzystających z publicznych dotacji.

Według Stawickiego kontrola gospodarowania środkami publicznymi należy do ustawowych zadań KAS od 2016 r., jednak – jak ocenił – w poprzednich latach uprawnienia te nie były wykorzystywane w skali odpowiadającej zagrożeniom. Dodał, że informacje o kolejnych zakończonych audytach są sukcesywnie publikowane przez KAS.

Obecny rząd zapowiada rozliczenie nieprawidłowości przy wydatkowaniu środków publicznych z okresu rządów PiS. Efektem prowadzonych kontroli są zawiadomienia kierowane do prokuratury oraz postępowania dotyczące naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

14:38 30-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Agnieszka RodowiczFot. Agnieszka Rodow...

GUS: Niemal 2 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie

Aż 5,3 proc. mieszkańców Polski żyło w 2025 r. w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej minimum egzystencji – wynika z nowych danych GUS. Najbardziej zagrożone są dzieci, mieszkańcy wsi oraz gospodarstwa utrzymujące się z rolnictwa.

Co się wydarzyło?

Niemal 2 mln mieszkańców Polski żyło w 2025 r. w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej granicy minimum egzystencji – wynika z opublikowanych we wtorek danych Głównego Urzędu Statystycznego. Oznacza to, że dochody lub wydatki tych osób nie wystarczały na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb życiowych, takich jak żywność, mieszkanie czy niezbędne leczenie. Wskaźnik skrajnego ubóstwa wyniósł 5,3 proc., wobec 5,2 proc. rok wcześniej. W przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego granica skrajnego ubóstwa wynosiła pod koniec 2025 r. 1037 zł miesięcznie.

GUS odnotował także niewielki wzrost tzw. ubóstwa relatywnego – z 13,3 do 13,5 proc. Obejmuje ono osoby żyjące na poziomie wyraźnie niższym od przeciętnego standardu życia w Polsce. Granica ubóstwa relatywnego jest wyznaczana jako 50 proc. przeciętnych miesięcznych wydatków gospodarstw domowych. Dla gospodarstwa jednoosobowego odpowiadało to pod koniec 2025 r. kwocie 1332 zł miesięcznie.

Największy wzrost dotyczył natomiast ubóstwa ustawowego, czyli odsetka osób spełniających kryteria dochodowe uprawniające do korzystania z pomocy społecznej. Wskaźnik wzrósł z 2,6 proc. do 8,1 proc. po podniesieniu od stycznia 2025 r. progów dochodowych. Do końca 2024 r. prawo do świadczeń z pomocy społecznej przysługiwało osobom samotnym z dochodem nieprzekraczającym 776 zł miesięcznie, a w gospodarstwach wieloosobowych – 600 zł na osobę. Obecnie limity wynoszą odpowiednio 1010 zł oraz 823 zł na osobę.

Najbardziej narażeni na skrajne ubóstwo pozostają mieszkańcy gospodarstw utrzymujących się z rolnictwa (17,5 proc.) oraz renciści (12,1 proc.). Wyższe ryzyko dotyczy również dzieci, mieszkańców wsi oraz rodzin wychowujących troje i więcej dzieci.

Jaki jest kontekst?

Podwyższenie od 2025 r. progów dochodowych uprawniających do korzystania z pomocy społecznej sprawiło, że więcej osób spełnia ustawowe kryteria otrzymania świadczeń. Eksperci zwracają jednak uwagę, że zmiana nie rozwiązuje problemu systemowo.

Kryteria dochodowe są waloryzowane tylko raz na trzy lata, podczas gdy koszty życia i granica minimum egzystencji rosną co roku.

W efekcie z czasem ponownie przybywa osób żyjących poniżej minimum egzystencji, które formalnie nie kwalifikują się do pomocy społecznej. Według raportu Poverty Watch w 2025 r. takich osób było w Polsce ok. 975 tysięcy.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej od ponad roku proponuje wprowadzenie corocznej waloryzacji progów dochodowych, jednak projekt nie trafił jeszcze do wykazu prac rządu. Resort finansów zgłasza zastrzeżenia dotyczące kosztów reformy, które MRPiPS szacuje na około 700 mln zł rocznie. Zdaniem autorów raportu i ekspertów zajmujących się ubóstwem obecny mechanizm sprawia, że nawet po jednorazowym podniesieniu progów luka między rzeczywistym poziomem ubóstwa a dostępem do pomocy społecznej będzie ponownie narastać.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

13:18 30-06-2026

Prawa autorskie: Foto Tiziana FABI / AFPFoto Tiziana FABI / ...

Archidiecezja San Francisco zapłaci 395 mln dol. ofiarom księży

Archidiecezja San Francisco zgodziła się zapłacić 395 mln dol. ponad 500 osobom, które oskarżały duchownych o molestowanie w dzieciństwie. „Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się stało” – oświadczył abp Salvatore Cordileone.

Co się wydarzyło?

Archidiecezja katolicka w San Francisco zawarła ugodę na 395 mln dolarów z osobami, które zarzucały duchownym i pracownikom Kościoła molestowanie seksualne w dzieciństwie – donosi amerykańska telewizja ABC. Porozumienie obejmuje ok. 530 osób i jest jednym z największych rozliczeń tego typu w USA.

Ugoda kończy jeden z najważniejszych etapów postępowania upadłościowego archidiecezji, która złożyła wniosek o bankructwo trzy lata temu, po fali pozwów dotyczących dawnych przestępstw seksualnych. Porozumienie musi jeszcze zatwierdzić sąd upadłościowy.

Wypłata odszkodowań dla ofiar przemocy seksualnej to niejedyny element porozumienia. Arcybiskup San Francisco Salvatore Cordileone ma wysłać osobiste listy z przeprosinami do każdej z osób pokrzywdzonych. Archidiecezja zobowiązała się też do reform dotyczących ochrony dzieci i przejrzystości, w tym opublikowania aktualnej listy duchownych-sprawców przemocy seksualnej oraz rezygnację z umów poufności, które uciszałyby osoby skrzywdzone.

– Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, i szczerze przepraszam wszystkich, którzy zostali skrzywdzeni – oświadczył Cordileone. Według niego ugoda ma stworzyć „ścieżkę do sprawiedliwego zadośćuczynienia” dla osób, które przez całe życie niosły ciężar doznanej przemocy.

Jaki jest kontekst?

Pozwy były możliwe dzięki kalifornijskiej ustawie AB 218, podpisanej przez gubernatora Gavina Newsoma w 2019 r. Przepisy otworzyły trzyletnie „okno”, w którym osoby wykorzystywane seksualnie w dzieciństwie mogły wnosić pozwy cywilne przeciwko sprawcom i instytucjom tuszującym nadużycia, nawet jeśli roszczenia były wcześniej przedawnione. Ustawa jednocześnie wydłużyła termin dochodzenia roszczeń cywilnych do ukończenia przez ofiarę 40. roku życia oraz rozszerzyła definicję czynów objętych przepisami z wykorzystywania seksualnego dzieci na szerszą kategorię napaści seksualnych na dzieci.

Podobne „okna prawne” wprowadzano także w innych stanach USA, co doprowadziło do kolejnych fal pozwów przeciwko diecezjom i zakonom. Według zestawień organizacji monitorujących sprawy nadużyć co najmniej 28 katolickich diecezji w USA ogłosiło bankructwo w związku z roszczeniami ofiar wykorzystywania seksualnego; część z nich zawarła już ugody z poszkodowanymi.

Największą ugodę w USA zawarła w 2024 roku Archidiecezja Los Angeles, która zgodziła się wypłacić 880 mln dolarów osobom pokrzywdzonym. Ugoda w San Francisco jest jednak największą ugodą zawartą w ramach postępowania upadłościowego diecezji katolickiej.

Przeczytaj także:

11:46 30-06-2026

Prawa autorskie: il.: OKO.press, fot.: Agencja Gazeta; wizualizacja projektu budynku przy ul. Srebrnej 16il.: OKO.press, fot....

Prokuratura: Śledztwo ws. dwóch wież spółki Srebrna umorzone

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie tzw. dwóch wież spółki Srebrna. Zdaniem śledczych zgromadzony materiał nie daje podstaw do postawienia zarzutów. Pełnomocnik austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, mec. Roman Giertych, zapowiedział złożenie zażalenia.

Co się wydarzyło?

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo dotyczące planowanej budowy dwóch wieżowców na należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna działce przy ul. Srebrnej w Warszawie – poinformował we wtorek rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba. Postanowienie o umorzeniu wydano 25 czerwca.

Śledztwo obejmowało trzy główne wątki. Najważniejszy dotyczył podejrzenia, że austriacki biznesmen Gerald Birgfellner został doprowadzony do poniesienia szkody majątkowej przekraczającej 1,3 mln euro. Prokuratura sprawdzała, czy osoby działające w imieniu spółki Srebrna zapewniały go o realizacji inwestycji i zapłacie za wykonane prace przygotowawcze, mimo że – jak twierdził biznesmen – nie zamierzały wywiązać się z tych deklaracji.

Śledczy analizowali także zarzuty dotyczące możliwej korupcji w Fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz nakłaniania Birgfellnera do przekazania korzyści majątkowej jednemu z członków władz fundacji. We wszystkich trzech wątkach uznano, że zgromadzony materiał nie daje podstaw do przyjęcia, iż doszło do popełnienia przestępstwa.

Prok. Skiba poinformował, że szczegółowe uzasadnienie decyzji zostanie przedstawione po przetłumaczeniu postanowienia na język niemiecki dla pokrzywdzonego. Do tego czasu prokuratura nie będzie ujawniać motywów umorzenia.

Pełnomocnik Birgfellnera, mec. Roman Giertych, zapowiedział złożenie zażalenia.

Jaki jest kontekst?

Afera „dwóch wież” wybuchła w 2019 r. po publikacji przez „Gazetę Wyborczą” nagrań rozmów Geralda Birgfellnera z Jarosławem Kaczyńskim. Austriacki biznesmen, prywatnie spowinowacony z prezesem PiS, twierdził, że na zlecenie spółki Srebrna przez ponad rok przygotowywał wartą ok. 300 mln euro inwestycję polegającą na budowie dwóch wieżowców w centrum Warszawy. Odpowiadał m.in. za przygotowanie dokumentacji, utworzenie spółki celowej, negocjacje z bankiem dotyczące finansowania, współpracę z architektami i kancelarią prawną przygotowującą umowy z wykonawcami. Gdy w połowie 2018 r. inwestycja została wstrzymana – jak wynikało z nagrań, z powodów politycznych – Birgfellner nie otrzymał uzgodnionego wynagrodzenia w wysokości 1,3 mln euro. Biznesmen utrzymywał, że został wprowadzony w błąd co do uprawnień Jarosława Kaczyńskiego do podejmowania decyzji w imieniu spółki Srebrna oraz zamiaru rozliczenia wykonanych prac.

Po złożeniu zawiadomienia przez Birgfellnera w 2019 r. ówczesna Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła jednak wszczęcia śledztwa. Po zmianie władzy sprawa została objęta audytem Prokuratury Krajowej, która uznała wcześniejsze postępowanie za budzące poważne wątpliwości. W lutym 2025 r. prokuratura podjęła sprawę na nowo i wszczęła śledztwo, które zakończyło się obecnym umorzeniem.

Po ogłoszeniu decyzji Roman Giertych zapowiedział złożenie zażalenia. Zarzucił prowadzącej śledztwo prok. Małgorzacie Szeroczyńskiej błędną ocenę materiału dowodowego i przypomniał, że wcześniej bezskutecznie domagał się jej wyłączenia od sprawy. Skrytykował również odsunięcie od prowadzenia postępowania prok. Ewy Wrzosek. Wrzosek została odsunięta od sprawy po politycznych kontrowersjach, które wzbudziła śmierć Barbary Skrzypek – wieloletniej współpracowniczki Jarosława Kaczyńskiego kilka dni po przesłuchaniu. Politycy PiS zaczęli publicznie obarczać odpowiedzialnością za jej śmierć prok. Wrzosek, choć późniejsze śledztwo wykazało, że kobieta zmarła na zawał serca i nie stwierdzono udziału osób trzecich, a działania Wrzosek podczas przesłuchania – w tym odmowa udziału w przesłuchaniu pełnomocnika świadka – były zgodne z prawem.

Na początku czerwca, po raz pierwszy od wybuchu afery w 2019 r., w charakterze świadka przesłuchany został prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przez poprzednie sześć lat do jego przesłuchania nie doszło, ponieważ postępowanie zakończyło się odmową wszczęcia śledztwa. Dopiero po ponownym otwarciu sprawy w lutym 2025 r. prokuratura zdecydowała o wezwaniu prezesa PiS. Przesłuchanie trwało kilka godzin. Według prokuratury Kaczyński odpowiedział na wszystkie pytania i ani razu nie skorzystał z prawa odmowy odpowiedzi.

Przeczytaj także: