Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ihor M., podejrzany o zabójstwo księdza w Jarosławiu, ma trafić na oddział medyczny o wzmocnionym zabezpieczeniu
W sobotę 26 września 2026 Sąd Rejonowy w Jarosławiu zdecydował, że 31-letni Ihor M., podejrzany o atak na terenie klasztoru sióstr Benedyktynek, trafi do aresztu na trzy miesiące.
Ze względu na stan zdrowia podejrzanego areszt ma być wykonywany w warunkach szpitalnych – poinformowała prokurator Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Biegli psychiatrzy stwierdzili u podejrzanego „ostre wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne”.
Podejrzany ma trafić do placówki medycznej dysponującej oddziałem o wzmocnionym zabezpieczeniu. Prokuratura nie podaje, gdzie będzie przebywał.
W piątek 25 września 2026 prokuratura postawiła Ihorowi M. zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Nieznane są na razie motywy działania Ihora M.
W czwartek przed południem Ihor M. wszedł na teren klasztoru sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Znajduje się tam kawiarenka, z której można wejść do kuchni. Ihor M. z klasztornej kuchni zabrał nóż, a następnie zaatakował pięć osób: czterech mężczyzn i kobietę. Ksiądz, który próbował go powstrzymać, zmarł.
„Obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni. Jesteśmy wstrząśnięci tym złem. (...) Sprawca tego zła musi ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem” – napisał wkrótce po tych wydarzeniach prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar przekazał w rozmowie z TVN24, że Konsul kontaktował się z matką Ihora M. Jednocześnie ambasador zaprzeczył doniesieniom, jakoby Ihor M. służył w ukraińskim wojsku.
„Jest mi bardzo przykro i żal. Chciałbym także przeprosić wszystkich poszkodowanych i opinię publiczną za takie zdarzenie, które niestety oczywiście wpływa także na ogólny stosunek do Ukraińców w Polsce” – powiedział ukraiński ambasador.
Tymczasem ekspertka NASK Małgorzata Szumna z Zespołu Analizy Trendów Narracyjnych i Fact-checkingu przekazała mediom, że „atak w Jarosławiu przyczynił się do nasilenia antyukraińskich narracji dezinformacyjnych, które od dłuższego czasu funkcjonują w polskiej infosferze”.
„W tym kontekście formułowane są zarzuty o łagodniejsze traktowanie obywateli Ukrainy przez służby i wymiar sprawiedliwości oraz o celowe przemilczanie przez media informacji o przestępstwach z ich udziałem. W rezultacie niechęć wobec Ukraińców zostaje powiązana z podważaniem zaufania do państwa i przekonaniem, że nie zapewnia ono Polakom odpowiedniej ochrony”.
Jako przykład podała zmanipulowane zdjęcia, na których Ihor M. ma zabandażowane ręce i nie widać kajdanek, zestawiane ze zdjęciami Polaków, którym policja nakłada kajdanki.
Według ustaleń prokuratury mężczyzna wjechał do Polski z Niemiec w nocy 23 września przez przejście w Świecku. Zamierzał przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej. Jego samochód nie miał obowiązkowego ubezpieczenia OC. Ihor M. zostawił go więc w Korczowej, a do Jarosławia został podwieziony prywatnym samochodem przez przypadkowe osoby. Auto poddano oględzinom i zabezpieczono na potrzeby śledztwa. Prokuratura nie ma informacji, by osoby, które przewiozły podejrzanego, zostały już przesłuchane.
Przeczytaj także: