0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

29 minut temu

Prawa autorskie: Reform UK leader Nigel Farage reacts during a visit to St Helens, north west England on May 8, 2026, as votes continue to be counted following local elections. Nigel Farage, leader of the Britain's hard-right nationalist Reform UK party, vowed Friday it was "here to stay" after winning hundreds of seats in local polls. (Photo by PETER POWELL / AFP)Reform UK leader Nig...

Nigel Farage wygrał z Hrabią Kubłogłowym

Na Farage'a zagłosowało ponad dwa razy więcej osób niż w 2024 roku. Jednak jego Partia Reform spada w sondażach

Co się wydarzyło

Lider brytyjskiej Partii Reform wygrał 14 sierpnia 2026 wybory uzupełniające w Clacton, 53-tysięcznym mieście w Essex, na południowo-wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Jego główny rywal, Count Binface — komik przebrany za kosz na śmieci — zdobył ponad jedną czwartą głosów. Główne partie polityczne zbojkotowały wybory.

Na Farage'a głos oddało 22 239 osób, czyli 62,8 proc. Count Binface, którego program obejmował m.in. ograniczenie ceny rożków lodowych oraz pobór do wojska osób korzystających z głośnika telefonu w transporcie publicznym, uzyskał 9 455 głosów, 26,7 proc.. Frekwencja wyniosła 44 proc..

Farage nie pojawił się podczas oficjalnego ogłoszenia wyników. Oświadczył, że policja w Essex poinformowała go o „zorganizowanej kampanii mającej zakłócić przebieg i zdyskredytować ogłoszenie wyników”. Jednak lokalna policja zaprzecza. Rzecznik policji poinformował, że nie było żadnych incydentów, które by zakłóciły przebieg wyborów, a decyzja o tym, czy brać udział w ogłoszeniu wyników, czy nie, należy do kandydatów.

Jaki jest kontekst

Lider Reform UK zrzekł się mandatu w Izbie Gmin, w związku z czym w lipcu zostały rozpisane wyborów uzupełniające w okręgu, z którego startował. Próbował w ten sposób odciąć się od skandalu wokół 5-milionowej darowizny, którą otrzymał od miliardera z branży kryptowalut Christophera Harborne’a.

Farage chciał jedynie potwierdzić swój mandat, zjednać sobie wyborców. Formalnie nie jest bowiem w stanie zatrzymać postępowania. Już w piątek 14 sierpnia 2026 dochodzenie prowadzone przez parlamentarny organ nadzorujący standardy etyczne ma zostać wznowione.

Zwycięstwa Farage'owi pogratulował lider francuskiego Zjednoczenia Narodowego. Na platformie X napisał: „Jego triumfalny ponowny wybór, mimo intryg partii establishmentu, dowodzi, że nic nie jest w stanie powstrzymać zdrowego rozsądku: Brytyjczycy wiedzą, że Nigel Farage jest gorącym patriotą, który zrobi wszystko, aby postawić swój kraj na właściwe tory.”

Kampania Farage'a w Clacton miała dwa główne wątki. Lider Reform UK przedstawiany był jako obrońca lokalnych mieszkańców, a także jako lidera-rebelianta nękanego przez machinę „establishmentu”. Jego sztab wydał co najmniej 10 tys. funtów na reklamy na platformach Meta (Facebook i Instagram).

Przez ostatnie 16 miesięcy partia Reform UK prowadziła w sondażach, a Farage, współautor Brexitu, zwolennik masowej deportacji migrantów z UK, mógł zakładać, że zostanie kolejnym premierem Wielkiej Brytanii.

Ostatnio jednak poparcie dla partii Farage'a spada. Komentatorzy wiążą to właśnie ze skandalem wokół 5 milionów darowizny. Ale też ze wzrostem poparcia dla Parii Pracy, która odbija się sondażowo po zmianie premiera z Keira Starmera na Andy'ego Burnhama.

Przeczytaj także:

19:15 13-08-2026

Prawa autorskie: "Wiesti", 12 sierpnia 2026"Wiesti", 12 sierpni...

Moskwa grozi europejskim statkom

Odpowiedzią na ataki na rosyjskie tankowce floty cieni będą ataki Rosji na statki państw popierających Rosję – grozi Moskwa. A Ukraina proponuje rozejm na Morzu Czarnym.

Co się stało?

Szef dyplomacji Kremla powtórzył dziś groźby Putina z poprzedniego dnia: „Unia Europejska obrała bardzo niebezpieczną ścieżkę, uznając za rosyjska »flotę cienia«, wszystkie statki – pod dowolną banderą – które umożliwiają Rosji zarabianie pieniędzy” – powiedział minister Siergiej Ławrow.

„Wobec tego Rosja sama wybierze sobie cele odwetowe. Będą to statki działające w interesie krajów, które uznały rozboje i piractwo za swoją oficjalną politykę. A my zdecydujemy, jak postępować z tymi statkami”

Dzień wcześniej Władimir Putin oświadczył, że Moskwa dostrzega próby władz niektórych krajów, mające na celu ograniczenie ruchu statków rosyjskich firm. Uważa to za naruszenie międzynarodowego prawa morskiego. Odniósł się również do planów Unii Europejskiej dotyczących ich zatrzymania i sprzedaży zajętego mienia, nazywając to piractwem i rozbojem.

Putin nazwał możliwość przejmowania jednostek i sprzedawania zajętego majątku „piractwem” oraz zapowiedział odpowiedź tym samym. Zaznaczył przy tym, że Rosja nie zamierza ograniczać się do akwenu, na którym zatrzymano jej statek. Odwet miałby nastąpić wszędzie tam, gdzie Moskwa uzna to za potrzebne.

Groźba Putina nie została dostrzeżona – być może dlatego, że się słabo nagrała. Putin groził światu z pokładu krążownika rakietowego Wariag na Sachalinie. Przebrał się przy tym w polowy mundur. Ale – swoim zwyczajem – nie zgodził się na wpięcie weń mikrofonu, boi się bowiem bliskiego kontaktu z obcymi ludźmi. W efekcie na nagraniu słychać było głównie szum, a telewizja musiała opatrzyć relację napisami (na zdjęciu).

13 sierpnia rosyjska telewizja wyemitowała wywiad z szefem dyplomacji Ławrowem, na którym wszystko słychać wyraźnie.

Jaki jest kontekst?

Europa przestała ograniczać się do sankcyjnych list i zaczęła zatrzymywać podejrzane tankowce. Brytyjscy komandosi weszli na pokład tankowca na kanale La Manche, Francuzi zatrzymują kolejne jednostki, a UE daje państwom coraz więcej narzędzi do uderzania w rosyjskie ładunki.

Zachód coraz mocniej dociska „flotę cieni”, bo stała się ona jednym z fundamentów rosyjskiego eksportu ropy po wprowadzeniu sankcji. Brytyjski rząd szacuje jej liczebność na ponad 700 jednostek i twierdzi, że odpowiadają one za około 75 proc. transportu rosyjskiej ropy objętej sankcjami.

Tymczasem Moskwa rzutem na taśmę chce rozstrzygnąć konflikt w Ukrainie na swoją korzyść. Na froncie prowadzi ofensywę, a całą Ukrainę dzień w dzień atakuje pociskami balistycznymi – gdyż przed nimi Ukraina nie ma jak się bronić.

Najwyraźniej chce też postraszyć Europejczyków wspierających Ukrainę.

Tymczasem Ukraińcy podają, że rosną ich ataki dronowe na Rosję. „Łącznie w lipcu jednostki bezzałogowe wykonały 449 tysięcy misji, co stanowi wzrost o 3% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Trafiono 226 tysięcy celów wroga, czyli o 13% więcej niż w czerwcu” – informuje portal Militarnyj.

Po tym, jak Ukraina powróciła do ataków na rosyjskie rafinerie, w okolicach Moskwy znowu zaczyna brakować paliwa – pisze „The Moscow Times”. Portal dodaje, że Putin ze strachu przed ukraińskimi dronami wymyśla różne sposobu, by się przed nimi ukryć. W czasie kampanii przed jesiennymi „wyborami” do Dumy musi podróżować po kraju. Ale jeździ po nim pancernym pociągiem, wysyłając po drogach dla zmyłki pancerne kolumny samochodów. Zaś telewizja sprawozdaje jego wizyty z nagrań archiwalnych, by nie ujawnić, gdzie akurat władca Rosji jest.

Nie wiemy więc, czy 12 sierpnia Putin naprawdę był na Sachalinie.

Przeczytaj także:

Jednocześnie Ukraińcy kolejny raz demonstrują, że chcą pokoju. Mieli według Reutersa zaproponować rozejm na Morzu Czarnym. Tam w wyniku ataków dronowych i rakietowych faktycznie ustał ruch statków, a Rosja, choć chwali się atakami na statki płynące do Ukrainy, sama straciła potężną flotę i nic na to nie może poradzić.

Oczywiście nie jest możliwe, by Putin oferte przyjął. Od dawna odrzuca rozwiązania, które uznaje za „cząstkowe”. Chce całej Ukrainy

18:10 13-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

PiS wyrzuca rozłamowców Morawieckiego

Koleżeński Sąd Dyscyplinarny PiS wykluczył z partii 38 posłów i dwóch senatorów, wchodzących w skład klubu Rozwój Plus, w tym byłego premiera Mateusza Morawieckiego – przekazał rzecznik dyscyplinarny PiS Karol Karski.

Co się zdarzyło?

PiS postanowił w końcu wyrzucić buntowników od Mateusza Morawieckiego.

"W stosunku do wszystkich sąd dyscyplinarny uznał, że ciężko naruszyli oni statut Prawa i Sprawiedliwości poprzez to, że opuścili klub parlamentarny PiS i wstąpili do nowego klubu parlamentarnego. W stosunku do Morawieckiego dodatkowo uznał, że 3 sierpnia publicznie ogłosił tworzenie konkurencyjnej w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości nowej partii politycznej – powiedział PAP Karol Karski.

Teraz – jak zaznaczył – 40 parlamentarzystów ma siedem dni na odwołanie się od decyzji. W przypadku braku odwołania, po tym czasie oficjalnie przestaną być członkami PiS.

Jaki jest kontekst?

Trzy tygodnie temu czterdziestu członków PiS nie podporządkowało się ultimatum prezesa Kaczyńskiego i nie złożyło deklaracji o rezygnacji w stowarzyszeniach działających w ramach o obok partii. Oznaczało to, że zostaną z PiS usunięci.

Jednak po kilku dniach kierownictwo partii zmieniło zdanie i postanowiło przeprowadzić indywidualne procesy przed rzecznikiem dyscypliny partyjnej. W ten sposób to nie PiS wyrzucałby buntowników — to oni sami odchodziliby z partii z piętnem rozłamowców.

Morawiecki zareagował na to po prostu założeniem swojego klubu w Sejmie. Jego członkowie nadal należeli dp partii PiS, ale nie byli już w klubie partii w parlamencie. Jednocześnie Morawiecki rozpoczął ofensywę programową, opowiadając, co mu się nie podoba w rządach PiS w czasach, kiedy był premierem.

Przeczytaj także:

Teraz PiS odstępuje od „indywidualnej ścieżki” i po prostu wyrzuca ludzi Morawieckiego, kończąc proces rozłamu.

Jego dzieje szczegółowo opisywaliśmy i analizowaliśmy w OKO.press. Zmienia on bowiem polityczny krajobraz.

Przeczytaj także:

15:45 13-08-2026

Prawa autorskie: TATYANA MAKEYEVA / AFPTATYANA MAKEYEVA / A...

Wielomiliardowe straty Wildberries po ukraińskich atakach

Rosjanie liczą straty wynikające z ukraińskich ataków na magazyny firmy Wildberries, określanego mianem „rosyjskiego Amazona”. Obiekty handlowego potentata są celem dronów od kilku tygodni.

Co się wydarzyło?

By odbudować całą swoją infrastrukturę, przedsiębiorstwo musiałoby wydać od 147 do 223 mld rubli – czyli od 6,5 mld do niemal 10 mld złotych. Wydatki mogą wzrosnąć, jeśli konieczna okaże się całkowita rozbiórka magazynów i prace terenowe. Wtedy firma musi liczyć się z wydatkami na poziomie niemal 279 mld rubli, czyli ok. 12,4 mld złotych – szacuje Siergiej Semko, główny analityk agencji Data Insight, w rozmowie z Forbesem. Straty dostawców współpracujących z Wildberries mogą z kolei wynosić w przeliczeniu nawet ponad 22 mld złotych. O sprawie informuje również między innymi Meduza, niezależny rosyjski portal z siedzibą na Łotwie.

Margarita Jewstigniejewa, prezes Stowarzyszenia Dostawców Towarów na Platformy Elektroniczne (APTEP), poinformowała z kolei, że ataki dotknęły ponad 400 tysięcy sprzedawców. Jej szacunki mówią o łącznych stratach na poziomie 600-700 mld rubli (26,7-31,2 mld złotych). Według jej danych niektórzy sprzedawcy korzystający z pośrednictwa Wildberries stracili aż 95 proc. swoich zapasów.

W odpowiedzi na kryzys w branży handlowej narodowy Bank Rosji wezwał instytucje finansowe do wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych atakami. Wicepremier Aleksandr Nowak zlecił Ministerstwu Rozwoju Gospodarczego, Ministerstwu Finansów oraz Federalnej Służbie Podatkowej – we współpracy z Bankiem Centralnym i organizacjami biznesowymi – opracowanie pakietu pomocowego dla przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku ataków na Wildberries.

Jaki jest kontekst?

Informacje na temat handlowego potentata Wildberries wskazują na powiązania z państwowymi władzami (jednego z udziałowców kontroluje wpływowy senator). Za pośrednictwem serwisu do żołnierzy rosyjskiej armii ma też trafiać wyposażenie i zaopatrzenie, którego używają na polu walki. Ukraińskie Siły Zbrojne w związku z tym traktują magazyny firmy jako cel militarny, chcąc nie tylko zdestabilizować rosyjską gospodarkę, ale i zakłócić dostawy na front. Od 18 sierpnia drony uderzyły w przynajmniej 20 obiektów rosyjskiej firmy.

Przeczytaj także:

14:32 13-08-2026

Prawa autorskie: 08.10.2025 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 . Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk (l) i minister do spraw nadzoru nad wdrazaniem polityki rzadu Maciej Berek (2p) podczas posiedzenia rzadu . Fot . Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl08.10.2025 Warszawa ...

Tusk potwierdza: Maciej Berek z rządu do TK. „Nie będę jak ciotuleńka”

„Jak widzę bandyckie metody z tamtej strony, to nie będę jak ciotuleńka. Dosyć! Muszę być coraz twardszy” – mówił Donald Tusk, tłumacząc, dlaczego minister Maciej Berek będzie kandydował na sędziego TK

Co się wydarzyło

Premier Donald Tusk potwierdził w czwartek 13 sierpnia 2026 doniesienia mediów (m.in. Polityki Insight i OKO.press), że Maciej Berek będzie kandydował na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Nazywany „prawą ręką Tuska” Berek był od 2025 „minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”.

„Jest państwowcem z krwi i kości. Ja to wiem, obserwuję go od wielu, wielu lat. Potrafił się ze mną spierać o kwestie na przykład konstytucyjne” – mówił premier. „To jest najbardziej hardy urzędnik, z jakim miałem okazję współpracować. Hardy w najlepszym tego słowa znaczeniu”.

„Biorę na siebie odpowiedzialność za to, że niektórzy mogą czuć się i czują się rozczarowani, bo przecież byłych ministrów miało nie być. Ja rozumiem tę zasadę, sam jestem do niej przekonany” – stwierdził Tusk, dodając jednak: „Miejcie do mnie pretensje, ale pomóżcie nam uzdrowić sytuację w Trybunale. I to jest kwestia najbliższych tygodni. Musimy to zrobić. I ja się nie cofnę”.

„My mamy masakrę, bo te instytucje [sądownicze] zostały zmasakrowane przez PiS. Jak widzę bandyckie metody z tamtej strony, to nie będę jak ciotuleńka” – powiedział Tusk.

Jest doktorem nauk prawnych. Wcześniej był m.in. dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu i dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka. W poprzednim rządzie Donalda Tuska oraz w rządzie Ewy Kopacz był prezesem Rządowego Centrum Legislacji.

W obecnym rządzie rozliczał ministrów z realizacji priorytetów rządu. Prowadził też projekt deregulacji.

Jaki jest kontekst

Przejście z rządu do TK skrytykował m.in. znany prawnik prof. Marcin Matczak:

„Tusk sam przyznaje, że łamie swoje własne zasady, bo jego koalicja przegłosowała ustawę, zgodnie z którą ministrowie rządu nie mogą wchodzić do TK od razu.

Robi to jednak, pokazując hipokryzję, bo „trzeba naprawić TK”. Ale jak naprawić? Jednym człowiekiem? Jest już siedmiu powołanych nowych sędziów i jakoś nie naprawili. Czy min. Berek będzie jakimś Rambo konstytucyjnym, który wejdzie do TK siłą i uprowadzi Święczkowskiego?”

Negatywnie o kandydaturze Berka wypowiedziała się też przewodnicząca klubu parlamentarnego Lewicy Anna Maria Żukowska. Nazwała takie działanie „robieniem z gęby cholewy” i zapowiedziała, że Lewica nie poprze kandydatury Berka w sejmowym głosowaniu. Sędziów TK wybiera większość sejmowa.

„Obiecaliśmy naszym wyborcom, że politycy nie trafią do TK” – stwierdziła Żukowska.

Tusk odniósł się do tej krytyki: „Zgadzam się z panią Żukowską, chcemy, żeby trybunały wyglądały inaczej. Sytuacja jest nadzwyczajna i dlatego wymaga nadzwyczajnych działań. Ale ja oczywiście będę szanował każdy głos, a na końcu to głosowanie o tym rozstrzygnie”.

Czy prezydent przyjąłby ślubowanie od Macieja Berka? „Prezydent Karol Nawrocki ma jeden wektor decyzji, jeżeli chodzi o przyjęcie ślubowań sędziów Trybunału Konstytucyjnego” – powiedział w Radiu Zet pytany o kandydaturę Berka szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.

Nawrocki nie przyjął ślubowania od czterech nowych sędziów wybranych przez obecną większość sejmową: Krystiana Markiewicza, Marcina Dziurdy, Anny Korwin-Piotrowskiej i Macieja Taborowskiego. Prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza ich do orzekania.

Przeczytaj także: