Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W poniedziałek na briefingu inicjator referendum w sprawie odwołania władz stolicy Maciej Wilk poinformował, że pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Warszawy zebrano 111 tys. podpisów. Prawie 20 tys. za mało, by zwołać referendum.
„Nie będzie w Warszawie referendum, co nie zmienia faktu, że w mojej ocenie zdarzyło się na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy coś wyjątkowego” – powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej Maciej Wilk, inicjator Stołecznej Operacji Referendalnej (na zdjęciu u góry). Skrót operacji celowo układał się w słowo SOR celem skojarzeń z nieprawidlowościami w stołecznej służbie zdrowia.
„Jestem przekonany, że ten zryw nie pójdzie na marne” – kontynuował. Według Wilka „było to prawdziwie oddolne pospolite ruszenie”. Podziękował wolontariuszom, którzy zbierali podpisy. Zaznaczył jednak, że w akcję nie zaangażowały się żadne ruchy polityczne.
„Jestem zdziwiony, że Prawo i Sprawiedliwość, jako partia opozycyjna, nie zaangażowało się w zbiórkę podpisów. Nawet w ramach własnych struktur” – mówił Wilk.
„Wyniki” skomentował Rafał Trzaskowski. „Dziękuję wszystkim, którzy okazywali mi w tym czasie zaufanie oraz wspierali realizowaną przeze mnie wizję rozwoju Warszawy. Przede mną ponad dwa lata na stanowisku prezydenta Warszawy, dwa kolejne lata pracy nad realizacją planów rozwoju miasta. Planów popieranych przez zdecydowaną większość mieszkańców” – napisał w mediach społecznościowych prezydent Warszawy.
Zwrócił się również do mieszkańców, którzy podpisali się pod inicjatywą: „Będę robił wszystko, żebyście także Państwo mieli w nadchodzących latach dużo powodów do dumy i satysfakcji z tego, jak rozwija się Warszawa”.
Organizatorzy akcji rozpoczęli zbieranie podpisów dwa miesiące temu, po wybuchu afery w Szpitalu Południowym, w którą zamieszani mieli być m.in. bliscy współpracownicy Rafała Trzaskowskiego.
Jak pisze PAP, aby zwołać referendum, potrzebne są głosy 10 proc. wyborców w Warszawie, czyli około 132 tys. osób. Próg ważności referendum, gdyby do niego doszło, wynosi trzy piąte liczby głosujących w ostatnich wyborach samorządowych – około 450 tys. osób.
Przykładem dla Warszawy mógł być Kraków. 24 maja krakowianie odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego po zaledwie dwóch latach prezydentury.
Jednak, jak pisał w OKO.press Marcin Duma, badacz opinii publicznej i procesów politycznych, założyciel Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS, „krakowskie doświadczenie pokazuje, że powodzenie takich przedsięwzięć nie zależy wyłącznie od politycznej woli. Potrzebna jest wieloletnia praca organizacyjna, konsekwentnie budowane zaplecze społeczne oraz precyzyjnie zaplanowana strategia oparta na badaniach i analizach.”
"Wszystkimi tymi elementami dysponował Łukasz Gibała, który swoją pozycję w Krakowie budował od 2010 roku. Oprócz doświadczenia potrzebne są jeszcze dwa zasoby: wyrazisty lider oraz odpowiednie finansowanie. W Krakowie oba zapewniała jedna osoba” – napisał Duma, wskazując, że inicjatywa Wilka nie miała żadnego z tych atutów.
„W Warszawie sytuacja wygląda inaczej. Nie widać dziś naturalnego lidera, który byłby politycznym beneficjentem sukcesu referendum. Nie widać również oczywistego źródła finansowania przedsięwzięcia. Jeżeli środki się pojawią, zapewne będą musiały pochodzić od partii politycznych, bo w tak krótkim czasie trudno zbudować szerokie finansowanie społeczne. Bez lidera, bez pieniędzy, bez struktur, w wakacje zebranie ponad 130 tysięcy podpisów będzie niezwykle trudnym przedsięwzięciem” – analizował ekspert.
Przeczytaj także: