Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Putin pierwszy raz skomentował wyłączenia internetu w Rosji. Powodem są „względy bezpieczeństwa”. Dał jednak do zrozumienia, że podległe mu służby nie za dobrze zapewniają to bezpieczeństwo. Taka wypowiedź to wyraźny dowód narastającego kryzysu i napięć społecznych w Rosji.
Wyłączenia internetu trwają w Rosji wiele tygodni. Na prowincji i terenach przyfrontowych — od zeszłego roku. W Moskwie i Petersburgu zaczęły się w marcu. Władze starają się ograniczyć dostęp do niezależnych źródeł informacji i aplikacji. Rodzi to takie niezadowolenie, jakiego nie wywołała nawet trwająca piąty rok wojna w Ukrainie. Oficjalne sondażownie podają, że wyraźnie spada poparcie i zaufanie do Putina.
Przeczytaj także:
Do tej pory władza jednak problem bagatelizowała i komentowali go niżsi kremlowscy funkcjonariusze. 23 kwietnia głos zabrał sam Władimir Putin. I to na nagle, na spotkaniu z rządem poświęconym „strefie arktycznej”. W ten sposób temat internetu trafił pierwszy raz do telewizyjnych dzienników.
Putin przemówił do ministrów tak, jakby o problemach z internetem dopiero się dowiedział.
„Nie mogę nie zauważyć, że ludzie napotykają problemy również w dużych miastach. To rzadkie, ale niestety się zdarza. Mam na myśli problemy z internetem i przerwy w dostawie prądu w dużych aglomeracjach” – powiedział.
Jednocześnie przyznał, że internet jest odcinany ze względów „bezpieczeństwa” i „zagrożenia terrorystycznego”. I że stoją za tym podległe mu służby. Internet będzie nadal wyłączany, gdyż „życie ludzi jest ważniejsze”.
Putin podkreślił jednak „potrzebę informowania obywateli o możliwych ograniczeniach”, pouczając ministrów przy tym, że trzeba to robić właściwie. Gdyż „uprzedzanie o tym może również zaszkodzić działaniom mającym na celu zapobieganie atakom terrorystycznym i aktom przestępczym”.
Następnie „zarządził opracowanie mechanizmu, który zapewni nieprzerwane działanie podstawowych usług internetowych w czasie ograniczeń w dostępie do mobilnego internetu”.
Tu Putin, który sam internetu nie używa (co potwierdza jego rzecznik Pieskow: „Putin nie musi, gdyż i tak jego przesłanie dociera”), objaśnił swoim ministrom: „Dziś, jak wiemy, nawet telefony komórkowe bez środków na koncie nadal umożliwiają wykonywanie połączeń alarmowych. Mobilne usługi internetowe muszą być zorganizowane w podobny sposób. Portal Służb Państwowych, systemy płatności i usługi umawiania wizyt lekarskich muszą działać nawet w okresach ogólnych ograniczeń, zwłaszcza że istnieją takie możliwości technologiczne” – powiedział.
A następnie poinstruował: „Musimy zapewnić ścisłą współpracę między organami ścigania a czysto cywilnymi strukturami rządowymi, aby znaleźć optymalne rozwiązania w kwestii wprowadzenia ograniczeń w internecie”.
W Rosji narasta kryzys gospodarczy wywołany wojną najeźdźczą na Ukrainę. Władze najwyraźniej zaczynają się bać niezadowolenia społecznego, stąd coraz bardziej powszechne blokowanie internetu. Putin chce przejść na chiński model, w którym z sieci można korzystać pod kontrolą państwa, a niezależna komunikacja i usługi nie są dostępne.
Próby blokowania internetu i wprowadzanie tzw. białych list odcięły jednak ludzi od mnóstwa usług, do których się przyzwyczaili. Putin to lekceważył. Jeszcze na grudniowej „konferencji prasowej i pytaniach od narodu”, gdy pytany był o wyłączenia internetu, które uniemożliwiają korzystanie z aplikacji monitorujących poziom cukru u dzieci chorujących na cukrzycę, odpowiadał bez cienia współczucia: „Trzeba było korzystać z rosyjskich aplikacji”.
Teraz odkrywa potrzebę takich usług, bo prewencyjne blokowanie internetu najwyraźniej budzi wściekłość. Putin zauważa nawet potrzebę komunikacji mobilnej w sytuacjach kryzysowych – wspomina pustoszące Rosję powodzie („Ale biorąc pod uwagę obecne wydarzenia, mam na myśli powodzie i tak dalej, jest to niezwykle ważne. Zwłaszcza gdy ludzie są odcięci od — że tak powiem — kontynentu”).
Nie mówi jednak o ukraińskim ostrzale (chyba że do tego odnosi się stwierdzenie: „i tak dalej”). Ostrzał ten jest coraz bardziej dotkliwy. Lokalne władze próbowały tworzyć aplikacje z informacjami, gdzie jest najbliższe bezpieczne miejsce na wypadek alarmu. Ale to nie działa, kiedy nie ma internetu.
Wystąpienie Putina wyglądało na akcję ratunkową. Putin odgrywał rolę dobrego cara, przed którym urzędnicy ukrywają problemy. Objaśniał im przed kamerami, jak ważny jest dla ludzi internet oraz że „trzeba zapewnić działanie podstawowych usług” – jakby sami ministrowie na to nie mogli wpaść.
W końcu nawet wystąpił w tradycyjnej roli cara-ojca narodu:. „Jeśli chodzi o dostęp do internetu w miejscowościach liczących od 100 do 1000 mieszkańców, pracujemy nad tym osobno i chciałbym wiedzieć, jak obecnie wygląda sytuacja” – zapytał (choć, przypomnijmy, tematem spotkania miała być Arktyka).
Swoje uwagi Putin odczytywał z zapisanych ręcznie kartki, co propaganda wyraźnie pokazała (patrz zdjęcie główne). Jego opowieści o internecie dowodziły też cyfrowego analfabetyzmu. Opowiadał bowiem o sieci jak o czymś, o czym słyszał, ale czego nie zna.
Tak więc zarówno treść, jak i forma wystąpienia świadczy o tym, że operacja usprawiedliwienia Putina z problemu z internetem musiała być przygotowywana pospiesznie.
Przeczytaj także:
36-letni poseł Lewicy z Sosnowca zginął podczas jazdy na rowerze. Wjechał w niego jadący z naprzeciwka kierowca
Łukasz Litewka zginął w wypadku drogowym. Z informacji podanych przez Śląską Policję wynika, że poseł Lewicy jechał na rowerze, gdy wjechał w niego kierowca pojazdu Mitsubishi Colt. Mężyczyzna miał nagle zjechać na przeciwległy pas, doprowadzając do czołowego zderzenia z rowerzystą.
Niektóre relacje mówią o tym, że kierowca zasłabł, inne – że zasnął. Śląska policja w rozmowie z portalem Onet poinformowała, że na miejscu wypadku wciąż trwają czynności, ale kierowca auta był trzeźwy.
Do zdarzenia doszło w czwartek 23 kwietnia ok. godz. 13:20 na ul. Kazimierzowskiej w Sosnowcu. Pomimo reanimacji Łukasza Litewki nie udało się uratować. Zgon stwierdzono o godz. 14:25.
„Nie jestem w stanie w to uwierzyć. Jak informują oficjalne profile odszedł od nas Łukasz Litewka, poseł, były sosnowiecki radny, a dla wielu przede wszystkim społecznik, który niósł pomoc potrzebującym. Serdeczne kondolencje dla bliskich i rodziny. Łączę się w bólu” – napisał na Facebooku prezydent Sosnowca, Arkadiusz Chęciński.
Posła żegnają też koledzy i koleżanki z klubu Lewicy.
"Dziś Polska straciła człowieka o wielkim, otwartym sercu i polityka oddanego walce o prawa najsłabszych. Łukasz był uosobieniem dobra. Nigdy nie przechodził obojętnie obok czyjejś krzywdy, zawsze był pierwszy w niesieniu pomocy, zawsze uważny na potrzeby innych, zawsze autentyczny.
Odszedł w sposób, z którym nie potrafimy się pogodzić. Zginął w tragicznym wypadku, jadąc na rowerze, został potrącony przez samochód. Łukaszu, dziękujemy Ci za Twoją pracę, energię, za Twoją ogromną wrażliwość i za to, że pokazywałeś nam, jak być lepszymi ludźmi. Twoja nieobecność pozostawi pustkę, której nic nie wypełni. Będziemy walczyć o Twoje dziedzictwo. Łączymy się w ogromnym bólu z Twoją rodziną oraz wszystkimi Bliskimi. Jesteśmy z Wami w tym niewyobrażalnie trudnym czasie" – napisali w oficjalnym komunikacie w mediach społecznościowych.
W 2023 roku Łukasz Litewka dostał się do Sejmu hitem, bo z ostatniego miejsca na liście Lewicy. Wówczas 34-radny Sosnowca dostał 40 579 głosów, dwa razy więcej niż otwierający listy w okręgu Włodzimierz Czarzasty.
Głośno było wówczas o nietypowej kampanii Litewki – na plakatach wyborczych zamieszczał zdjęcia psów do adopcji z lokalnych schronisk. A jego hasłem było: „Ostatni na liście. Pierwszy w działaniu”. Litewka nie wydrukował w kampanii żadnej ulotki, nie organizował też spotkań. Pytany o swój program, upominał się o los koni pracujących przy szlaku na Morskie Oko.
Litewka, rocznik 1989, wychował się na Zagórzu, największym blokowisku w Sosnowcu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, jego ojciec był górnikiem, mama sprzedawała warzywa na targowisku. Litewka wszedł do polityki – najpierw lokalnej – nagle, ku zaskoczeniu własnego otoczenia, które nigdy nie było rozpolitykowane.
Swoją karierę zaczynał od samorządu. Był radnym Lewicy w Sosnowcu od 2014 roku. Mieszkańcy znali go głównie z akcji społecznych.
W czwartek Komisja Europejska poinformowała, że pozytywnie oceniła wniosek polski o kolejną transzę pieniędzy z KPO. Tym razem chodzi o 7,2 mld euro
Polski rząd złożył wniosek o uruchomienie czwartej transzy pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy już w grudniu 2025. Jednak wypłata 7,2 mld euro, ponad 30 mld złotych, była uzależnione od realizacji jednego z tzw. kamieni milowych. Chodziło o reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Pierwszy warunek dotyczył nadania PIP uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. Drugi zakładał strukturalne wsparcie insytucji – zwiększenie zatrudnienia i budżetu PIP. Prace nad reformą w rządzie były burzliwe, ale w obawie przed utratą unijnych środków zakończyły się sukcesem. Ustawę podpisał nawet prezydent Karol Nawrocki (choć skierował ją do TK w trybie następczym).
Dziś Bruksela potwierdziła, że daje zielone światło na wypłatę pieniędzy Polsce. Potrzebne jest jeszcze formalne zatwierdzenie decyzji przez przedstawicieli państw członkowskich UE.
Środki z tej transzy mają iść na sfinansowanie inwestycji infrastrukturalnych, cyfryzację, modernizację sieci energetycznych oraz rozbudowę systemów wodno‑kanalizacyjnych.
Był moment, gdy wydawało się, że wypłata kolejnych środków z KPO dla Polski jest zagrożona. Premier Donald Tusk uciął prace nad pierwszą wersją projektu reformy PIP przygotowanej przez resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Szef rządu tłumaczył, że przesadna władza dla urzędników wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi.
Projekt nowelizacji ustawy o PIP nadaje jej kompetencje do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Zakłada, że odwołanie od decyzji inspektora będzie mogło być kierowane do okręgowego inspektora pracy, a następnie do powszechnego sądu pracy. Do czasu prawomocnego orzeczenia decyzja inspektora będzie wstrzymana. Projekt nie wprowadza więc rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora, jak zakładała pierwsza propozycja zmian w ustawie o PIP.
Przeczytaj także:
90 mld euro dla Kijowa odblokowane. „Zapewnimy Ukrainie wszystko, czego potrzebuje, by utrzymać swoją pozycję, dopóki Putin nie zrozumie, że jego wojna prowadzi donikąd” – mówiła szefowa unijnej dyplomacji
Już oficjalnie: państwa członkowskie jednogłośnie zaakceptowały procedurę przyznania pożyczki dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro.
„Podczas gdy Rosja nasila swoją agresję, my podwajamy nasze wsparcie dla dzielnego narodu ukraińskiego, umożliwiając Ukrainie obronę i wywierając presję na rosyjską gospodarkę wojenną” – komentowała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w drodze na spotkanie przywódców UE na Cyprze.
Pieniądze na obronność będą płynąć do Ukrainy co najmniej przez dwa lata. Prezydent Wołodymyr Zełenski wyraził nadzieję, że pierwsza transza europejskiego wsparcia trafi do Kijowa nawet w maju.
"Pożyczka wzmocni naszą armię, zwiększy odporność Ukrainy i pozwoli nam wywiązać się z naszych zobowiązań społecznych wobec Ukraińców” – napisał Zełenski na portalu X.
„Środki z pakietu europejskiego zostaną przeznaczone, między innymi, na produkcję broni, zakup niezbędnego uzbrojenia od partnerów, którego nie produkujemy jeszcze na Ukrainie, oraz przygotowanie naszego sektora energetycznego i infrastruktury krytycznej na nadchodzącą zimę” – zapowiedział.
90 mld euro popłynie do Kijowa dwoma strumieniami: 30 mld wesprze budżet państwa, 60 mld zostanie przeznaczone na wzmocnienie zdolności obronnych Ukrainy.
"Rosyjska gospodarka wojenna znajduje się pod coraz większą presją, podczas gdy Ukraina otrzymuje potężne wsparcie. Zapewnimy Ukrainie wszystko, czego potrzebuje, by utrzymać swoją pozycję, dopóki Putin nie zrozumie, że jego wojna prowadzi donikąd” – komentowała szefowa polityki zagrancznej UE Kaja Kallas.
Wraz z pożyczką europejscy przywódcy zaakceptowali też 20. pakiet sankcji wobec Rosji. Chodzi głównie o ograniczenie aktywności floty cieni i przygotowanie gruntu pod całkowity zakaz transportu rosyjskiej ropy drogą morską.
Przez ostatniue cztery miesiące pakiet pomocy dla Ukrainy blokowały Węgry i Słowacja. Oba kraje oskarżały Ukrainę, że celowo opóźnia naprawę rurociągu „Przyjaźń”, którym do obu krajów płynie rosyjska ropa. Ustępujący premier Węgier Victor Orban wokół rzekomego szantażu Ukrainy zbudował dużą część kampanii wyborczej. Kampanii przegranej, co zmieniło też relacje między Budapesztem a Kijowem. Słowacja wycofała swój sprzeciw wobec uruchomienia pożyczki na cele wojenne natychmiast po potwierdzeniu przez operatorów rurociągu „Przyjaźń”, że z powrotem płynie nim rosyjska ropa transportowana przez terytorium Ukrainy. Węgry potrzebowały do tego decyzji politycznej.
Komisja Europejska zaciągnie pożyczkę dla Ukrainy na rynkach kapitałowych – będzie ona gwarantowana unijnym budżetem. Ukraina nie będzie zobowiązana do spłacania pożyczki aż do momentu otrzymania od Rosji reparacji wojennych. W wypadku, gdyby Ukraina reparacji nigdy nie otrzymała, pożyczka zostanie spłacona przez państwa UE z wyłączeniem Słowacji i Węgier. To również państwa członkowskie UE (także bez Węgier i Słowacji) będą spłacać na bieżąco raty odsetkowe.
Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za uchyleniem immunitetu czterem polskim europosłom – Danielowi Obajtkowi, Patrykowi Jakiemu, Grzegorzowi Braunowi i Tomaszowi Buczkowi
Każda ze spraw jest inna, ale w każdym przypadku europosłowie z komisji prawnej JURI opowiedzieli się za uchyleniem immunitetów polskim politykom. Teraz wnioski trafią na posiedzenie plenarne.
Głosowanie w tej sprawie odbędzie się najprawodpodobniej w przyszłym tygodniu w Strasburgu.
Jak wyjaśniał Krzysztof Śmiszek z Nowej Lewicy, „w przypadku pana Grzegorza Brauna nie tworzy żadnych wątpliwości, że blokowanie drogi podczas uroczystości w Jedwabnem, upamiętniającej masakrę polskich Żydów jest to coś, co nie mieści się w żadnych kategoriach debaty parlamentarnej czy rozmowy politycznej”.
Decyzja Komisji Prawnej w sprawie Daniela Obajtka dotyczy dwóch kwestii:
Patryk Jaki jest oskarżony w sprawie cywilnej. Sprawę o zniesławienie wniósł przeciwko europosłowi PiS sędzia Igor Tuleya. Chodziło o zarzuty o powiązania sędziego z Platformą Obywatelską i świadome wydawanie zgody na inwigilację Pegasusem.
„Jeśli ktoś, polityk szczególnie, używa mocnych słów, oskarża sędziego o działania niezgodne z prawem albo zarzuca mu brak profesjonalizmu, to musi się liczyć z konsekwencjami” – tłumaczył Śmiszek, członek komisji JURI.
Za to sprawa Tomasza Buczka z Konfederacji dotyczy prywatnego aktu oskarżenia i naruszenia nietykalności cielesnej jednej z dziennikarek podczas demonstracji.
Uchylenie immunitetu pozwala krajowym służbom na prowadzenie dochodzenia lub procesu sądowego. Rekordzistą jest niewątpliwie europoseł Grzegorz Braun. Uchylenie immunitetu jest bowiem realizowane odrębnie w każdym postępowaniu, a polityk skrajnej prawicy ma na swoim koncie wiele naruszeń prawa. Oczekiwanie na decyzję PE trwa jednak co najmniej kilka miesięcy, co sprawia, że śledztwa prowadzone wobec polityków – w tym Grzegorza Brauna – przedłużają się.
Przeczytaj także: