Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:05 24-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Andrij Sadowy/FacebookFot. Andrij Sadowy/F...

Rosyjskie drony zaatakowały Lwów. Trafiły w zabytkowy budynek koło Bernardynów

24 marca Rosja zaatakowała dronami historyczną dzielnicę w centrum Lwowa. Płonie budynek mieszkalny, 13 osób zostało rannych. Pod ostrzałem były też inne miasta. Dziś Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków na Ukrainę: w ciągu doby wykorzystała prawie tysiąc dronów.

Co się wydarzyło?

O ataku na Lwów po południu poinformował mer miasta Andrij Sadowy.

„We Lwowie słychać wybuchy. Działa obrona przeciwlotnicza. Nie nagrywajcie tego na wideo. Zostańcie w bezpiecznym miejscu!” – napisał w mediach społecznościowych. Wkrótce dodał, że w wyniku rosyjskiego ataku uszkodzony został budynek mieszkalny w centrum Lwowa.

Maksym Kozycki, szef lwowskiej administracji wojskowej poinformował, że według wstępnych informacji ucierpiało dziedzictwo UNESCO.

„Uszkodzeniu uległ zabytek architektury o znaczeniu krajowym – zespół klasztoru bernardynów. Znajduje się on na terenie historycznego obszaru Lwowa, obiektu wpisanego na międzynarodową listę dóbr kultury objętych wzmożoną ochroną!” – doprecyzował Kozycki. „Pożar ogarnął budynki przylegające do murów kompleksu. Stopień uszkodzenia określą specjaliści”.

Jak pisze „Ukraińska Prawda”, klasztor bernardynów, który znalazł się w centrum ataku – to jeden z najważniejszych zabytków Lwowa, wzniesiony w XVII wieku jako część systemu obronnego miasta. Kompleks łączy w sobie cechy architektury renesansowej i barokowej i stanowi istotny element historycznego środowiska wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

„Obecnie nie jest to tylko budowla sakralna, ale obiekt o znaczeniu historyczno-architektonicznym, który kształtował się przez kilka stuleci i łączy w sobie cechy infrastruktury obronnej, religijnej i kulturalnej miasta” – podkreśla Suspilne.

Według konserwatorów zabytków kościół Bernardynów ma bezcenne wyposażenie. Obok stoi świeżo wyremontowana (już w czasie pełnoskalowej wojny) renesansowa kaplica Jana z Dukli (na zdjęciu, ze świeżo wyzłoconą figurą na kopule). Prace zostały wykonane przez polsko-ukraiński zespół konserwatorów zabytków.

Przeczytaj także:

Konsul generalny RP we Lwowie Marek Radziwon poinformował, że rosyjski dron spadł w pobliżu klasztoru bernardynów oraz Archiwum Historycznego miasta Lwowa, które było w posiadaniu najcenniejszych dla Polski dokumentów – zbiorów rękopiśmiennych i książkowych.

„Jest to we Lwowie jedno z trzech najważniejszych miejsc, w których przechowywana jest archiwalna spuścizna polska” – zaznaczył.

„Rosja brutalnie zbombardowała centrum Lwowa, miasta o wyjątkowych walorach kulturowych, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO” – zareagował na X atak Andrij Sybiha, minister spraw zagranicznych Ukrainy. Wezwał dyrektora generalnego UNESCO do natychmiastowej i zdecydowanej reakcji na tę zbrodnię.

„Ukraina wykorzysta wszystkie dostępne środki, aby chronić nasze dziedzictwo kulturowe i doprowadzić sprawców do odpowiedzialności. Brutalne naruszenia prawa międzynarodowego przez Rosję muszą spotkać się z pociągnięciem do odpowiedzialności” – mówił Sybiha. Dodał, że Rosja dziś zaatakowała też inne ukraińskie miasta. Są ofiary i ranni.

„Rosja robi dokładnie to samo, co reżim irański na Bliskim Wschodzie, ale w samym środku Europy. Rosja potwierdza swój status państwa terrorystycznego. I tak właśnie należy z nią postępować – poprzez siłę, a nie słabość, oraz zwiększoną presję na wszystkich frontach” – mówi szef ukraińskiego MSZ.

Zaatakowane zostały także inne części Lwowa. Jak informuje Kozycki, w wyniku ataku dronów doszło do pożarów budynków mieszkalnych przy placu Sobornym oraz przy ulicy Czerwonej Kaliny. Ponadto w wyniku upadku drona zapalił się prywatny dom we wsi pod Lwowem. Na miejscach ataków pracują ratownicy. Odnotowano również trafienia w obiekty infrastruktury krytycznej w obwodzie lwowskim.

Według wstępnych informacji we Lwowie zostało rannych 13 osób. Jedna osoba znajduje się w stanie ciężkim. Informacja może ulec zmianie.

Według stanu na 19:10 do lwowskich szpitali trafiły 22 osoby.

Ataki w innych miastach

Jak informuje Suspilne, w Iwano-Frankiwsku rosyjskie wojska próbowały uderzyć w jeden z budynków administracyjnych. Fala uderzeniowa wybiła okna w wielu budynkach, w tym w szpitalu położniczym. Według mera miasta Rusłana Marcinkiwa w czasie alarmu w piwnicy placówki medycznej odbywały się porody u dwóch kobiet. W wyniku ataku na centrum Iwano-Frankiwska zginęły dwie osoby. Jednym z poległych jest żołnierz Gwardii Narodowej, którego żona kilka dni temu urodziła dziecko. Cztery osoby odniosły obrażenia, w tym 6-letnie dziecko.

Siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zaatakowały też obwód chmielnicki – ranny został mężczyzna. Wskutek ataku w obwodzie są przerwy w dostawach energii elektrycznej. Energetycy już pracują nad przywróceniem zasilania.

Pod atakiem było centrum Żytomierza. Ranna została 12-letnia dziewczynka. Uszkodzony został dwupiętrowy budynek mieszkalny. W sąsiednich budynkach wybite zostały okna. Strażacy szybko opanowali pożar.

W obwodzie winnickim wskutek rosyjskich ataków zginęła jedna osoba, a 11 zostało rannych.

Jak informuje dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy, we wtorek 24 marca Rosja przeprowadza jeden z największych ataków na Ukrainę przy użyciu dronów bojowych. Tylko w ciągu dnia Rosjanie wypuścili na Ukrainę ponad 550 dronów bojowych.

Biorąc pod uwagę atak nocny – jak podsumowują ukraińskie Siły Powietrzne –

Rosja w ciągu doby użyła prawie tysiąca dronów bojowych typu Shahed, Gerber oraz innych typów.

„W ciągu dnia obszar dotknięty atakiem był większy niż w nocy: obwody poltawski, kijowski, mykolaivski, winnycki oraz zachodnie regiony kraju, od Chmielnego do Lwowa ” – czytamy w komunikacie. Ukraińscy obrońcy zestrzelili większość bezzałogowców, jednak odnotowano 15 trafień.

Jakie jest kontekst?

W nocy 24 marca Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak na ukraińskie miasta. Do ataku wykorzystali 426 środków ataku powietrznego, w tym 34 rakiety różnych typów. SZU udało się zestrzelić 390 celów, w tym 25 rakiet. 6 rakiet – w większości balistycznych – i 27 dronów trafiło celów. Zginęło co najmniej pięć osób w różnych częściach kraju. Ponad 30 osób zostało rannych.

Przeczytaj także:

Jak pisze w cotygodniowym cyklu „Sytuacja na froncie” płk Piotr Lewandowski, rosyjska armia ogłasza fałszywe sukcesy na froncie – prawdziwych nie ma.

Przeczytaj także:

14:58 24-03-2026

Prawa autorskie: Photo by Kawnat HAJU / AFPPhoto by Kawnat HAJU...

Izraelski minister obrony: zamierzamy przejąć kontrolę nad południowym Libanem

Izrael zapowiada przejęcie kontroli nad całym terytorium Libanu na południe od rzeki Litani. Na razie nie ma jednak mowy o aneksji

Co się wydarzyło

Izraelski minister obrony Israel Kac powiedział dziś rano, że Izrael zamierza przejąć kontrolę nad całym terytorium południowego Libanyu, aż do rzeki Litani. Izraelska armia zamierza stworzyć „strefę bezpieczeństwa” na tym obszarze, który sięga do około 30 km wgłąb Libanu. Kac przekazał też, że Izrael zniszczył pięć mostów na Litani, ponieważ „korzystał z nich Hezbollah”. W rzeczywistości mosty te były też ważną częścią infrastruktury cywilnej południowego Libanu.

Prezydent Libanu Joseph Aoun nazwał działania Izraela na południu Libanu polityką zbiorowej odpowiedzialności wobec cywili.

Dalej od Kaca poszedł dzień wcześniej minister finansów Becalel Smotricz. W skrajnie prawicowej stacji radiowej Srugim powiedział:

„Obecna kampania w Libanie musi zakończyć się fundamentalną zmianą sytuacji: Litani musi być naszą nową granicą z Libanem, tak jak Żółta Linia w Gazie, tak jak strefa buforowa na południu Syrii”.

Część mediów komentując tę wypowiedź błędnie przypisało Smotriczowi słowa o aneksji południowego Libanu. Smotricz tego nie powiedział. Warto jednocześnie pamiętać, że Izrael nie potrzebuje anektować terenów, by sprawować nad nimi pełną kontrolę w kwestii bezpieczeństwa. Okupacja Zachodniego Brzegu trwa już niemal sześć dekad. Aneksja wiązałaby się z większym sprzeciwem międzynarodowym – najpewniej również ze strony USA. A dotychczasowa polityka w Gazie czy na Zachodnim Brzegu właściwie nie spotkała się z dotkliwymi konsekwencjami dla Izraela.

Jaki jest kontekst

Obecna odsłona wojny Izraela z Hezbollahem rozpoczęła się 2 marca tego roku. Po ataku Izraela na głównego międzynarodowego patrona Hezbollahu – Iran – libańska grupa wystrzeliła kilka rakiet na teren Izraela. Izrael odpowiedział bardzo intensywną kampanią militarną, której celem jest de facto zniszczenie południowego Libanu. Łącznie Izraelczycy zmusili około milion osób (mniej więcej piąta część populacji kraju) do wyniesienia się na północ, a w atakach na cele związane z Hezbollahem niszczone są całe wioski. Czy niezbędna infrastruktura – jak wspomniane mosty.

Hezbollah zawsze cieszył się sporym poparciem szyickiej ludności Libanu, a ta jest skoncentrowana przede wszystkim na południu kraju. Msaed, Libańczyk, mówił Jagodzie Grondeckiej w tekście dla OKO.press, że nawet społeczności tradycyjnie popierające Hezbollah tracą cierpliwość do jego polityki:

„Kiedy po śmierci Chameneiego wojna rozgorzała na nowo, najgłośniejsze głosy były przeciwko tej wojnie. Ludzie zostali nagle przesiedleni, ich życie zawieszone, musieli szukać schronienia w czasie, gdy oszuści wykorzystują sytuację i zaczynają podnosić ceny wszystkiego, w trakcie Ramadanu… więc tak, wiele osób było niezadowolonych, nawet ze społeczności popierających Hezbollah”.

Kampania w Libanie jest połączona z wojną w Iranie, ale bardzo możliwe, że będzie trwała znacznie dłużej.

Przeczytaj także:

14:39 24-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Grigory SYSOYEV / POOL / AFPFot. Grigory SYSOYEV...

Kreml wypowiedział się o wyborach w Ukrainie: Kwestia pozostaje aktualna

Według Moskwy przeprowadzenie wyborów prezydenckich w Ukrainie jest potrzebne, żeby zawrzeć z Rosją długoterminowe porozumienie pokojowe. Natomiast ukraińskie prawo zabrania głosowanie podczas stanu wojennego.

Co się wydarzyło?

Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy Władimira Putina 24 marca powiedział, że kwestia wyborów na Ukrainie jest aktualna, aby zawrzeć z Rosją długoterminowe porozumienie.

„Kwestia ta jest nadal aktualna i oczywiście ukraiński, kijowski reżim musi podjąć decyzję w sprawie legitymizacji przedłużenia kadencji głowy państwa” – zaznaczył Pieskow, którego cytują rosyjskie media.

Dodał, że Kreml nie słyszał żadnych oficjalnych oświadczeń, zgodnie z którymi wybory prezydenckie w Ukrainie w 2026 roku na pewno się nie odbędą.

„O ile się nie mylę, nie ogłoszono żadnego oficjalnego odwołania wyborów. To raczej kwestia spekulacji” – powiedział Pieskow.

Prawdopodobnie Pieskow był pytany o to przez rosyjskich dziennikarzy w związku z informacjami w artykule The Times sprzed kilku dni. Jak pisze The Times, ukraińska Centralna Komisja Wyborcza doszła do wniosku, że w tym roku nie należy organizować wyborów.

Ukraina ma zupełnie inne podejście do organizowania wyborów

W grudniu 2025 roku przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk zatwierdził utworzenie grupy roboczej ds. możliwości przeprowadzenia wyborów.

Jak podaje gazeta, członkowie tej grupy roboczej mieli przedstawić projekt odpowiedniej ustawy ukraińskiemu parlamentowi pod koniec lutego, ale poinformowali, że muszą jeszcze rozstrzygnąć kluczowe kwestie – jak zapewnić uczciwe wybory bez rosyjskich ataków lub ingerencji. Według zapowiedzi dyskusje potrwają co najmniej do końca maja.

„Grupa zgodziła się jednak, że Ukraina powinna rozpocząć kampanię wyborczą co najmniej sześć miesięcy po omówieniu i przyjęciu niezbędnych przepisów oraz ustanowieniu zawieszenia broni, co w praktyce uniemożliwia przeprowadzenie wyborów prezydenckich w tym roku” – czytamy w artykule.

Zdaniem Serhija Dubowyka, wiceprzewodniczącego ukraińskiej CKW wszyscy członkowie, w tym posłowie do parlamentu, zgadzają się co do tego, że najpierw należy zakończyć aktywną fazę działań wojennych, ustanowić wyraźną linię demarkacyjną i dopiero potem można rozpocząć przygotowania do wyborów, które potrwają pół roku.

W podobnym tonie wypowiada się Ołeksandr Kornijenko, przewodniczący grupy roboczej, pierwszy wiceprzewodniczący ukraińskiego parlamentu. „Nasza praca jest całkowicie jawna. Omawiamy te złożone kwestie nie fragmentarycznie i nie w zamkniętych gabinetach.

Osiągnęliśmy konsensus co do niemożliwości przeprowadzenia wyborów w czasie stanu wojennego.

Jednocześnie przed nami wiele pracy w zakresie udziału Ukraińców za granicą w wyborach, a także poszukiwania najlepszych mechanizmów zapewnienia pełnoprawnego głosowania dla naszych obrońców i obrończyń” – mówił Kornijenko podczas okrągłego stołu pt. „Przygotowania do pierwszych powojennych wyborów krajowych na Ukrainie: wyzwania organizacyjne i rozwiązania legislacyjne”, który odbył się 20 marca.

Podczas wydarzenia zaprezentowano wyniki prac legislacyjnych grupy roboczej, opracowane na podstawie wyników prac podgrup tematycznych, a mianowicie ds.:

  • administrowania wyborami i infrastruktury wyborczej;
  • udziału w wyborach obywateli Ukrainy przebywających za granicą;
  • zapewnienia realizacji praw wyborczych żołnierzy;
  • osób wewnętrznie przesiedlonych, terytoriów tymczasowo okupowanych i przyfrontowych;
  • opracowania kryteriów bezpieczeństwa dotyczących możliwości organizacji i przeprowadzenia wyborów.

Ponadto, jak twierdzi Kornijenko, odrębnym zagadnieniem wymagającym dalszej analizy pozostają wybory do Rady Najwyższej oraz kwestia finansowania powojennych wyborów.

Jaki jest kontekst?

Według The Times odroczenie wyborów w Ukrainie może wywołać spór ze Stanami Zjednoczonymi. Donald Trump nalegał, aby prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił plan przeprowadzenia wyborów w ramach ewentualnego porozumienia pokojowego z Rosją. Wcześniejsze wypowiedzi Trumpa – np. o „dyktatorze bez wyborów” – przypominają narracje Kremla. Moskwa wielokrotnie oświadczała, że Zełenski sprawuje władzę w sposób nielegalny, ponieważ jego kadencja dobiegła końca. Natomiast Kijów powołuje się na ukraińskie przepisy, które nie zezwalają na przeprowadzanie wyborów w czasie stanu wojennego.

Wspomniana już grupa robocza ds. możliwości przeprowadzenia wyborów wyklucza możliwość przeprowadzenia wyborów w trakcie działań wojennych ze względu na ryzyko rosyjskich ataków na lokale wyborcze i masowych ofiar. Ograniczenia wolności słowa i przemieszczania się w warunkach stanu wojennego mogą utrudnić kampanię wyborczą. Nie wchodzi w grę też głosowanie elektroniczne, które może zostać sfałszowane.

Grupa robocza analizuje różne możliwości zorganizowania głosowania dla około 6 milionów uchodźców przebywających za granicą (w niektórych krajach, w których przebywają ukraińscy uchodźcy, przeprowadzenie takiego głosowania wymagałoby zmiany przepisów. Na przykład w Czechach głosowanie w wyborach odbywających się w innym kraju może mieć miejsce wyłącznie w konsulacie tego kraju, a nie na terytorium całego państwa), około 3 milionów Ukraińców znajdujących się na terytoriach okupowanych przez Rosję oraz prawie miliona żołnierzy, z których wielu stacjonuje na froncie.

Ukraina chce przeprowadzić wybory bezpieczne i demokratyczne, dostępne dla wszystkich obywateli.

7 stycznia 2026 roku Zełenski oświadczył, że w lutym mogą rozpocząć się prace nad zmianami w przepisach dotyczących wyborów, ale zależy to od przebiegu rozmów pokojowych.

Przeczytaj także:

12:49 24-03-2026

Prawa autorskie: Photo by Jack GUEZ / AFPPhoto by Jack GUEZ /...

USA mówi o rozmowach i postępie. Ataki z obu stron nie ustają

Irańskie rakiety dziś rano uderzyły w kilka miejsc w Izraelu, w tym w budynek mieszkalny w Tel Awiwie. Trump szuka wyjścia, ale wojna nie zwalnia

Co się wydarzyło

Amerykanie od wczoraj sporo mówią o rozmowach i drodze do zakończenia wojny. Pomimo tego konkretnej ścieżki do faktycznego końca nie widać. A obie strony kontynuują ataki.

Dziś rano w Izraelu spadło kilka irańskich rakiet, co najmniej jedna z nich w Tel Awiwie. Według izraelskiej armii niosła głowicę bojową o wadze 100 kg. Pułkownik Miki Dawid przekazał, że „było to coś, czego jeszcze w tej wojnie nie spotkaliśmy”. Skutek uderzenia można zobaczyć na poniższym filmie:

Według władz izraelskich nikt nie zginął a mieszkańcy budynku zdażyli przenieść się do schronu.

Irańczycy uderzyli też dziś w kurdyjskie ziemie w Iraku. Kurdyjski Rząd Regionalny poinformował, że w ataku zginęło sześciu bojowników Kurdyjskich a 30 zostało rannych. Iran uważa kurdyjski separatyzm za jedno z największych zagrożeń dla swojej jedności terytorialnej.

Jednocześnie połączone siły izraelsko-amerykańskie kontynuują ataki na irańskie cele wojskowe na terenie dużej części kraju. Wieczorem w poniedziałek 23 marca, już po słowach Trumpa o rozmowach, izraelska armia podała, że zrzuciła na Iran około stu pocisków.

Jaki jest kontekst

Wojna w Iranie trwa już czwaty tydzień. W poniedziałek 23 marca Donald Trump ogłosił, że przeprowadził w weekend konstruktywne rozmowy z Irańczykami na temat potencjalnego porozumienia. Irańczycy bardzo szybko zaprzeczyli, by jakiekolwiek rozmowy miały miejsce. Niemal na pewno Amerykanie wysłali Irańczykom wiadomości za pośrednictwem krajów trzecich. Perspektywa faktycznych rozmów i zatrzymania wojny jest wciąż bardzo odległa.

Trump wstrzymał swoje ultimatum z piątku: wówczas mówił, że jeśli Iran w ciągu 48 godzin nie otworzy cieśniny Hormuz, Amerykanie uderzą w irańskie elektrownie. Teraz amerykański prezydent twierdzi, że daje Iranowi czas na rozmowy do piątku. Trump nauczył nas jednak, by jego zapowiedzi na temat czasu nie traktować zbyt poważnie. Na razie, po dobie od przesunięcia ultimatum przez Trumpa, nie widać znaczących postępów w ewentualnych rozmowach.

Przeczytaj także:

12:18 24-03-2026

Prawa autorskie: 17.03.2025 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 . Kancelaria Prezesa Rady Ministrow , premier Donald Tusk podczas posiedzenia rzadu . Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl17.03.2025 Warszawa ...

Tusk uderza w Nawrockiego: Ma pan obowiązki polskie, nie rosyjskie

„Wizyta prezydenta w Budapeszcie odbyła się wbrew rekomendacjom i opiniom rządu oraz wbrew interesom Polski” – w ten sposób komentował premier Donald Tusk spotkanie Karola Nawrockiego z premierem Węgier Viktorem Orbánem.

Co się wydarzyło

„Wspieranie premiera Orbána, szczególnie przed wyborami na Węgrzech, jest działaniem wbrew polskim interesom” – mówił premier Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu.

Premier przypomniał, że Węgry blokują w Unii Europejskiej pieniądze dla Polski za pomoc Ukrainie oraz kolejne pakiety wsparcia dla samej Ukrainy.

„Unia Europejska uznała, i słusznie, że państwa, które w kluczowym momencie poniosły największe koszty, powinny otrzymać rekompensatę. W przypadku Polski chodzi o około dwa miliardy złotych z mechanizmu European Peace Facility, które od dawna powinny już trafić do budżetu. Wypłatę tych środków blokuje premier Viktor Orbán” – dodał Tusk.

Tusk zwrócił też uwagę, że to premier Orbán zablokował 90 mld euro pożyczki dla Ukrainy. „Ze względu na skomplikowaną politykę USA wobec Ukrainy, ta pożyczka może przeważyć o losie tej wojny i bezpieczeństwie naszego regionu, szczególnie Polski” – wspomniał.

Przypomnijmy, że jak pisała Paulina Pacuła dla OKO.press Orbán mówił, że Budapeszt nie podejmie żadnych korzystnych decyzji dla Ukrainy, dopóki przez rurociąg Przyjaźń nie będzie płynąć na Węgry ropa.

Przesył rosyjskiej ropy naftowej rurociągiem Przyjaźń został wstrzymany pod koniec stycznia po uszkodzeniu go w rosyjskim ataku na Ukrainę. Ukraina przekazała, że ropociąg jest obecnie remontowany. Węgry i Słowacja, kolejny odbiorca surowca, oskarżają jednak Kijów o celowe wstrzymywanie tranzytu. Więcej na naszych łamach pisał o tym Marcel Wandas.

Premier przypomniał również, że węgierscy dyplomaci, bliscy współpracownicy premiera Orbána, współpracują z władzami rosyjskimi. Według części doniesień przekazują informacje, w tym te niejawne, z posiedzeń instytucji europejskich.

Chodzi o artykuł amerykańskiego „Washington Post”, który ujawnił, że szef MSZ Węgier Peter Szijjarto zdawał Rosjanom relacje na bieżąco ze spotkań UE. Takie obawy pojawiały się już 2019 roku. Litwa miała wówczas wnioskować o wykluczenie węgierskiej delegacji z jednego ze spotkań NATO, wskazując na ryzyko przekazywania poufnych informacji stronie rosyjskiej.

„W interesie polski nie jest wspieranie premiera Viktora Orbána w jego prorosyjskich i antyeuropejskich działaniach” – podkreślił Tusk. Zwrócił się też do prezydenta Karola Nawrockiego: „jest pan prezydentem Polski i ma pan obowiązki polskie, a nie rosyjskie”.

Przed posiedzeniem Rady Ministrów Tusk ocenił m.in., że premier Węgier Viktor Orbán "zbudował model, który teoretycznie przynajmniej powinien budzić oburzenie prezydenta (Karola) Nawrockiego i jego zaplecza politycznego, model państwa skorumpowanego”.

„To są mocne słowa, ale wiem, o czym mówię. Działania ostatnich dni i tygodni to są działania wymierzone wprost w fundamentalne interesy Polski i jej bezpieczeństwo” – dodał.

Tusk wspomniał też, że Węgry są krajem, w którym ukrywają się osoby poszukiwane przez polski wymiar sprawiedliwości – chodzi o Marcina Romanowskiego i Zigniewa Ziobro.

„Jest to działanie jednoznacznie wymierzone w polskie interesy, a także krok wyraźnie nieprzyjazny wobec państwa polskiego, bez precedensu w historii Unii Europejskiej. Tego typu sytuacje wcześniej się nie zdarzały” – podkreślił Tusk.

Dodał też, że Orbán od początku wojny w Ukrainie konsekwentnie sprzeciwia się nowej polityce energetycznej Unii Europejskiej, która w dużej mierze została wypracowana dzięki polskim staraniom i rekomendacjom.

Jaki jest kontekst

W poniedziałek prezydent Karol Nawrocki udał się z wizytą na Węgry, gdzie spotkał się z premierem Viktorem Orbánem. Wizyta nie była zapowiadana przez Kancelarię Prezydenta i dopóki premier Węgier nie opublikował zdjęć z prezydentem Polski, mało o niej wiadomo.

Jak pisał Witold Głowacki w OKO.press Nawrocki spotkał się z Orbánem, ale prezydent Polski i premier Węgier nie wystąpili razem na konferencji prasowej. Nawrocki nie uczestniczył też w zaplanowanym na poniedziałkowe popołudnie wiecu wyborczym, na którym premiera Węgier wsparli inni liderzy europejskiej skrajnej prawicy – jak Marine Le Pen i Matteo Salvini.

Było to „Wielkie Zgromadzenie” eurosceptycznej grupy Patrioci dla Europy. Ze sceny w jednym z parków w stolicy Węgier poparcia premierowi Viktorowi Orbanowi przed kwietniowymi wyborami udzielił też wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

Kampania na Węgrzech oparta jest przede wszystkim na figurze Wołodymyra Zełenskiego i Ukrainy jako nieprzejednanych wrogów Węgier. Orbán od miesięcy regularnie oskarża Ukrainę o blokowanie transportu rosyjskiej ropy i gazu dla Węgier uszkodzonym przez Rosjan – a przebiegającym przez Ukrainę – rurociągiem „Przyjaźń”. Stanowi to pretekst do blokowania przez Węgry wielomiliardowej pożyczki, którą na wojenne potrzeby próbuje udzielić Ukrainie Unia Europejska.

Fidesz w kampanii chce pokazać, że zagrożeniem dla gospodarki i suwerenności Węgier jest Ukraina oraz Unia Europejska. Orbán przekonuje, że kampania wynika z realnych obaw o to, na co Unia wydaje pieniądze.

Premier Węgier atakuje swojego rywala, przekonując swoich wyborców, że Péter Magyar, reprezentuje interesy zagraniczne. „Tisza jest tworem Brukseli. Wszyscy o tym wiedzą” – mówił Orbán w lutym. Twierdził także, że za powstaniem partii stoją niemieccy politycy oraz struktury unijne.

Przypomnijmy, że jeszcze jesienią prezydent nie chciał się spotkać z premierem Węgier. Karol Nawrocki miał wziąć udział w szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu na Węgrzech, co miało być okazją do spotkania. Tyle że wcześniej Orbán udał się z wizytą do Moskwy, gdzie gościł go Władimir Putin.

„W związku ze zrealizowaną przez premiera Viktora Orbana wizytą w Moskwie i jej kontekstem, prezydent Karol Nawrocki zdecydował się ograniczyć program swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu” – informował wówczas w serwisie X szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz.

Czytaj więcej OKO.press

Przeczytaj także: