Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rzecznik wojskowy jemeńskich Huti, którzy są sojusznikami irańskiego reżimu, ogłosił wprowadzenie blokady morskiej Arabii Saudyjskiej. Oznacza to otwarcie nowego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym w ich wojnie z Iranem.
W poniedziałek, 20 lipca Yahya Saree, rzecznik wojskowy jemeńskich Huti, poinformował, że blokada wejdzie w życie natychmiast po opublikowaniu jego oświadczenia i że jest ona wprowadzana w odpowiedzi na działania Arabii Saudyjskiej. Huti twierdzą, że Arabia Saudyjska od „prawie 12 lat” utrzymuje ich w „niesprawiedliwej blokadzie”. Według Saree spowodowało to znaczne pogorszenie sytuacji humanitarnej w kraju.
W przypadku dalszej eskalacji ze strony Arabii Saudyjskiej Huti są gotowi odpowiedzieć „wszechstronną i zdecydowaną eskalacją”.
Huti wezwali również swoich zwolenników do kontynuowania powszechnej mobilizacji i przygotowania się na różne scenariusze rozwoju wydarzeń.
Huti są sojusznikami Iranu i otrzymują od niego wsparcie. Do tej eskalacji doszło w kontekście wznowienia działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Przeczytaj także:
W zeszłym tygodniu jemeńscy Huti zaatakowali rakietami lotnisko w Abha w południowo-zachodniej Arabii Saudyjskiej, oskarżając ją o zbombardowanie lotniska w stolicy Jemenu, Sanie. Jak pisała BBC, w ten sposób złamano czteroletnie zawieszenie broni w konflikcie między Arabią Saudyjską a ugrupowaniem Huti, które w istocie jest siłą działającą w imieniu Iranu.
Wcześniej Teheran wezwał Huti do przygotowania się na ewentualne zamknięcie cieśniny Bab el-Mandeb na Morzu Czerwonym, na wypadek gdyby Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki na irańską infrastrukturę energetyczną.
Cieśnina Bab el-Mandeb jest jednym z najważniejszych światowych szlaków transportu ropy naftowej i innych ładunków. Jeśli do blokady Cieśniny Ormuz dołączy zamknięcie Cieśniny Bab el-Mandeb, eksport surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu zostanie poważnie zakłócony, co spowoduje powstanie nowego frontu w konflikcie między Iranem a Stanami Zjednoczonymi.
Jak pisze agencja Reuters, całkowite zamknięcie cieśniny zmniejszyłoby globalne dostawy ropy o 7%, ponieważ większość saudyjskiego eksportu ropy nie mogłaby opuścić regionu. To zakłócenie pogłębiłoby drastyczne ograniczenie globalnego przepływu ropy naftowej spowodowane wojną w Zatoce Perskiej, która już zmniejszyła dostawy o 10% globalnych dostaw.
Przeczytaj także:
W OKO.press pisaliśmy po katastrofie ekologicznej w jeziorze Pilchowickim, że inwestor remontujący tamtejszą zaporę, spółka Tauron Ekoenergia, nie odpowiada na nasze pytania. A to właśnie działania wokół remontu doprowadziły do śmierci tysięcy ryb. Po ponad 2 tygodniach dostaliśmy odpowiedzi.
1 i 14 lipca opublikowaliśmy w OKO.press materiały dotyczące śmierci ryb i innych organizmów w opróżnianym zbiorniku Pilchowickim na rzece Bóbr. Spółka Tauron Ekoenergia przygotowuje się do remontu tamtejszej zapory – żeby rozpocząć prace, musiała pozbyć się wody z jeziora Pilchowickiego. Ostatni etap osuszania przeprowadzono pod koniec czerwca, podczas fali upałów. W jeziorze zginęły tysiące ryb i innych organizmów, a mieszkańcy i eksperci mówią o zaskakującej i niepokojącej skali katastrofy ekologicznej. 30 czerwca wysłaliśmy pytania do Tauron Ekoenergii, próbowaliśmy się też dodzwonić na podany na ich stronie numer. Bezskutecznie. Maila z pytaniami ponowiliśmy 9,13 i 14 lipca.
Odpowiedzi nie dostaliśmy, więc opublikowaliśmy nasze pytania w artykule. Dzień po publikacji – 15 lipca – Tauron odpowiedział na większość z nich.
Czego dowiadujemy się od inwestora?
Tauron podaje, że z jeziora wyłowiono w sumie 23,5 tony ciał ryb. Na pytanie o środki, jakie podjęto, żeby zminimalizować ryzyko śmierci ryb, Tauron odpowiada: „Były prowadzone odłowy, przez dedykowaną do tego firmę, zatrudnioną przez wykonawcę remontu. Firma ta otrzymała pozwolenie na dokonanie odłowów z Urzędu Marszałkowskiego. Prace prowadzono w porozumieniu z PZW, którego przedstawiciele byli obecni na miejscu. Odłowy prowadzone przez wykonawcę podlegały także kontroli przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego”.
Dodajmy: kiedy w jeziorze pojawiły się martwe ryby, wędkarze spontanicznie zebrali się, żeby prowadzić odłowy. „Przyjechaliśmy zdeterminowani, by zrobić cokolwiek dla zmniejszenia strat, choć wszyscy wiemy, że to o wiele za późno” – pisali wędkarze z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra.
Na pytanie, czy dało się oszacować możliwą skalę katastrofy, Tauron odpowiada:
„Działania prowadzono w celu odłowu jak największej ilości ryb w zbiorniku. Dokładna ilość ryb nie była możliwa do oszacowania, ponieważ PZW nie inwentaryzował zbiornika pod tym względem. Nie było i nie ma żadnych potwierdzonych informacji co do ilości ryb w tym zbiorniku”. Podkreśla, że o planach prac informowane były Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Wody Polskie i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. „Szczegółowy harmonogram spuszczania zbiornika został przekazany do tych instytucji w lutym tego roku oraz w dniach 2 i 3 czerwca, kiedy prace na zbiorniku wkraczały w decydującą fazę. Inwestycja jest nietypowa i wcześniej niespotykana zarówno pod względem operacyjnym jak i regulacyjnym” – informuje Tauron.
W mailu do OKO.press czytamy również, że prace na zaporze potrwają do 2028 roku, a spółka planuje zarybienie zbiornika.
Jaka jest obecnie sytuacja na jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr?
„Obecnie ze zbiornika odprowadzany jest odpływ w wysokości przepływu biologicznego, co przy niskich stanach wód na Bobrze powoduje, że zbiornik się nie piętrzy. Zawartość zawiesiny waha się w granicach wartości dopuszczalnej. Prowadzony jest stały monitoring parametrów wody przez WIOŚ i Tauron w kilku lokalizacjach – od zapory do miejscowości Włodzice. Parametry wody w tym zawartość tlenu są prawidłowe, w piątek wyłączone zostały aeratory. Tauron przygotowuje w uzgodnieniu ze specjalistami z Instytutu Rybactwa Śródlądowego zabudowę bariery filtrującej, umożliwiającej wychwytywanie niesionych ze zbiornika osadów” – odpowiada Tauron.
Jak pisaliśmy w OKO.press, Tauron Ekoenergia od kilku miesięcy przygotowuje teren do remontu zapory w Pilchowicach na Dolnym Śląsku. Zapora poważnie ucierpiała podczas powodzi 2024.
Wodę ze zbiornika Pilchowickiego wypompowywano stopniowo od lutego 2026, odsłaniając powoli to, co od lat zalegało na dnie 240-hektarowego zbiornika – stare samochody, amunicję, broń. Podczas ostatniego etapu osuszania, w ostatni weekend czerwca, w jeziorze pojawiły się setki martwych ryb. W sumie zginęły tysiące organizmów – nie znamy ich dokładnej liczby, bo w przypadku takich katastrof podaje się jedynie łączną wagę odłowionych ciał.
„Nie chodzi tylko o ryby, ale też o bezkręgowce, płazy, gady, ptactwo wodne, które zniknęło momentalnie z tego odcinka rzeki. Znajdujemy się w obszarze Natura 2000, w Parku Krajobrazowym Doliny Bobru, gdzie żyje wiele zwierząt, które korzystają z tej rzeki, piją tę wodę. Rzeka przepływa przez tereny rolne. Wszystkie okoliczne wsie mają połączenia wód gruntowych z Bobrem. Nie wiemy, jakie będą konsekwencje” – mówił nam Igor Glinda, właściciel agroturystyki w dolinie rzeki Bóbr. Mieszkańcy relacjonowali, że woda w Bobrze stała się brązowa i śmierdząca.
Jacek Engel z Fundacji Greenmind i Koalicji Ratujmy Rzeki, komentował: „Błędem był moment spuszczenia tej wody. Zaczęto cały proces w lutym, potem przerwano ze względu na tarło ryb. Pozwolono więc się rybom wytrzeć – co spowodowało, że w jeziorze było ich więcej i więcej zginęło. Zamiast opróżnić ten zbiornik jesienią czy wczesną wiosną, kiedy stan wody jest wyższy, a temperatury niższe (a im zimniejsza woda, tym więcej tlenu może absorbować), Tauron zrobił to w najgorszym momencie”.
Na miejsce pojechali przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska, RDOŚ domaga się od inwestora wyjaśnień, a Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim prowadzi postępowanie w tej sprawie. Milczy Ministerstwo Infrastruktury, odpowiedzialne za zrządzanie wodami w Polsce.
Wciąż obowiązuje zakaz korzystania z wód rzeki Bóbr na odcinku od korony zapory Pilchowickiej do zbiornika Rakowice.
Przeczytaj także:
Nowy lider brytyjskiej Partii Pracy zastąpił Keira Starmera na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii. Burnham został 59. premierem Zjednoczonego Królestwa.
W poniedziałek, 20 lipca 2026 roku po tym, jak król Karol oficjalnie przyjął rezygnację Keira Starmera, do Pałacu Buckingham przybył Andy Burnham, lider brytyjskiej Partii Pracy i otrzymał od monarchy zlecenie utworzenia nowego rządu.
Burnham wygłosił swoje pierwsze przemówienie jako premier na ulicy przed drzwiami do 10 Downing Street, nie zza podium, jak jego poprzednicy.
Podkreślił, że zdaje sobie sprawę, że od (brexitowego) 2016 roku jest już siódmym premierem. Wyzwaniem dla jego administracji – jak mówił – będzie odzyskanie stabilności.
Burnam oświadczył, że przedstawi 10-letni plan dla Wielkiej Brytanii, „w którym zdefiniuje drogę z miejsca, w którym jesteśmy teraz do miejsca, w którym chcemy być”. Obiecuje zbudować nową gospodarkę, przeprowadzić reindustrializację oraz wesprzeć brytyjski przemysł. Zapowiedział, że jego rządy przyniosą „największe zmiany od czterdziestu lat”, zarówno w sferze polityki, jak i gospodarki.
Jak pisze „The Guardian”, Burnham opowiedział o niektórych swoich ambicjach.
„Pomożemy większej liczbie młodych ludzi znaleźć pracę, zmieniając system edukacji i zapewniając im więcej wsparcia, w tym większe wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego, a także wybudujemy więcej mieszkań komunalnych.
To jest sprawiedliwy i zrównoważony sposób na obniżenie wydatków na opiekę społeczną, tak aby spełnić nasze zasady fiskalne i wywiązać się ze zobowiązań wobec międzynarodowych partnerów w dziedzinie obronności” – mówił Burnham.
„Pomożemy ludziom żyć dobrze, budując państwo bardziej zapobiegawcze, inwestując w sukcesy ludzi, zamiast płacić za porażki”.
Burnham zapowiedział, że jego pierwszym poleceniem jako premiera będzie położenie kresu bezdomności w Wielkiej Brytanii.
„Chodzi o to, aby w rządzeniu stawiać na właściwe wartości i właściwe standardy” – mówił.
Nowy premier też poinformował, że w poniedziałek jego pierwszymi rozmówcami będą prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Dodał, że zapewni Zełenskiego, że wsparcie Londynu dla Ukrainy jest „niezachwiane i zdecydowane”.
„Będę w 100% po jego stronie, podobnie jak Keir Starmer” – powiedział Burnham.
Keir Starmer, poprzedni szef brytyjskiego rządu, wygłosił wcześniej pożegnalne przemówienie na Downing Street.
„Odchodzę z uśmiechem i dumą z tego, co osiągnęliśmy” – mówił. Życzył Andy'emu Burnhamowi wielkich sukcesów, dodał, że nowy premier ma jego pełne wsparcie.
Starmer został premierem Wielkiej Brytanii 5 lipca 2024 r. jako pierwszy polityk lewicy od 2010 r. 22 czerwca w wyniku słabych wyników sondażowych i niezadowolenia swojej partii zapowiedział odejście ze stanowiska.
17 lipca Andy Burnham oficjalnie stanął na czele Partii Pracy Wielkiej Brytanii. Wcześniej, 22 czerwca Keir Starmer potwierdził, że ustępuje ze stanowiska przewodniczącego partii, oświadczając, że zrezygnuje z funkcji premiera po wyborze nowego lidera Partii Pracy. Tego samego dnia nowo wybrany poseł do parlamentu, Burnham, potwierdził, że zgłosi swoją kandydaturę na stanowisko premiera.
56-letni Burnham pełnił funkcję burmistrza Wielkiego Manchesteru w latach 2017–2026. Wcześniej, w latach 2001–2017 był posłem do brytyjskiego parlamentu. Dwukrotnie ubiegał się o stanowisko lidera Partii Pracy – w 2010 i 2015 roku, pełnił kilka funkcji w rządzie, ostatnio jako sekretarz stanu ds. zdrowia w rządzie Gordona Browna w latach 2009–2010. Po przegranych przez lewicę wyborach w 2010 roku odpowiadał za zdrowie i edukację w gabinecie cieni Eda Milibanda. Burnam należy do umiarkowanego lewego skrzydła Partii Pracy.
Przeczytaj także:
Nie będzie nowego projektu dotyczącego związków partnerskich czy ustawy o statusie osoby najbliższej. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że do tematu Lewica wróci po wyborach parlamentarnych. Katarzyna Kotula dla OKO.press: „Dla mnie temat jest zamknięty. Koncentrujemy się na równości małżeńskiej”
Lider Nowej Lewicy i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ogłosił w poniedziałek (20 lipca), że nie widzi sensu, aby w tej kadencji składać kolejny projekt ustawy o związkach partnerskich.
„Uważam, że my powinniśmy podejść do tego w następnej kadencji Sejmu” – ogłosił Czarzasty cytowany przez Polską Agencję Prasową. „I mówię jasno, jeżeli Lewica będzie miała np. 60 posłów, to to przeprowadzimy. Nawet jeszcze w wersji takiej pewnie pełniejszej, bo w tej chwili poszliśmy na kilka kompromisów” – ogłosił marszałek dodając, że powrót do tematu ustawy w obecnej kadencji nie ma racji bytu.
Rządowy projekt wprowadzający status osoby najbliższej zyskał bowiem poparcie Sejmu i Senatu, ale został zawetowany (17 lipca, w piątek) przez prezydenta. Zdaniem Włodzimierza Czarzastego, przy obecnym układzie sił politycznych składanie bliźniaczego projektu byłoby wyłącznie biciem politycznej piany i robieniem awantury.
Katarzyna Kotula, ministra ds. równości w rozmowie z OKO.press idzie dalej i mówi: powrotu do związków partnerskich nie będzie.
– Czas na pełną równość małżeńską. Jeśli pan prezydent i prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości nie chciała bardzo kompromisowej i technicznej ustawy dotyczącej osoby najbliższej, to będzie musiała przełknąć małżeństwa par jednopłciowych, które już są zawierane za granicą, a od 23 sierpnia będą transkrybowane i rejestrowane w polskich Urzędach Stanu Cywilnego. Może to jest właśnie polska droga do pełnej równości małżeńskiej? – mówi nam Kotula.
W piątek Karol Nawrocki zawetował rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. To był scenariusz oczywisty, od dawna zapowiadany przez Kancelarię Prezydenta. Prezydent zamknął tym samym ustawową ścieżkę zmiany regulującej w podstawowy sposób związki jednopłciowe w Polsce.
„Uważam, że pan prezydent skrzywdził tą decyzją olbrzymią rzeszę ludzi. (…) Jesteśmy w XXI w. Każdy ma prawo żyć, jak chce. Tworzyć rodzinę tak, jak chce, spać, z kim chce, wierzyć, w co chce. Musi pan to przyjąć. Jeżeli pan tego nie rozumie, to jest pan po prostu w błędzie. To jest jakaś zaćma ideologiczna, która pana opanowała” – zwrócił się Czarzasty do Nawrockiego.
Decyzja prezydenta została mocno skrytykowana przez obóz koalicji rządzącej. Urszula Pasławska (współautorka projektu ustawy, wiceszefowa PSL) oraz Urszula Nowogórska, również z PSL, zrezygnowały z zasiadania w prezydenckiej Radzie Parlamentarnej. „Weto zamiast normalności” – napisała na portalu X Pasławska potwierdzając, że jest to gest sprzeciwu wobec polityki Karola Nawrockiego.
23 sierpnia w życie wchodzi jednak projekt rozporządzenia przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji. Za nieco ponad miesiąc do urzędów stanu cywilnego w całej Polsce trafią nowe wzory formularzy pozwalające wskazać płeć osób, które zawarły małżeństwo – i tym samym umożliwić wydanie aktu nie tylko dla kobiety i mężczyzny, ale także kobiety i kobiety lub mężczyzny i mężczyzny. Ta techniczna zmiana umożliwi transkrypcję aktów małżeństw dokonywanych za granicą.
Pary w praktyce będą sprawdzać, co wydarzy się dalej. Sama transkrypcja to bowiem najprostszy krok – kluczowym będzie jednak, czy uznanie przez Polskę małżeństwa jednopłciowego pociągnie za sobą szereg przywilejów, które dziś przysługują małżonkom w parach heterseksualnych.
Mimo iż stosowne zmiany można wprowadzić z pominięciem prezydenta i prawicy, rząd nie kwapi się do tych regulacji i milczy w sprawie przyszłości małżeństw LGBT+.
ZUS i NFZ same ogłosiły, że transkrypcja ma być w kwestii ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych traktowana tak samo jak małżeństwa osób różnej płci zawarte w Polsce. Ale po pierwsze: nie daje to gwarancji, że w urzędniczym okienku pary jednopłciowe rzeczywiście zostaną obsłużone bez żadnych problemów. Po drugie: takich wytycznych nie wydało np. Ministerstwo Finansów, skazując małżeństwa jednopłciowe na prawną lukę w zakresie wspólnego rozliczania się czy prawa do dziedziczenia bez konieczności płacenia 20-procentowego podatku.
Z informacji OKO.press wynika, że rozmowy na szczeblach ministerialnych trwają – ale najpewniej nie przyniosą żadnych konkretów przez końcem wakacji.
Rząd (a przynajmniej jego liberalna część) będzie chciał uregulować kwestię małżeństw przed końcem kadencji i wyborami parlamentarnymi w 2026 roku, również z powodów politycznych. To bowiem jedyny możliwy konkret w zakresie ochrony praw osób LGBT, który dostarczył parlament i koalicja rządząca.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Według gazety Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi z powodu trudności z finansowaniem miał wstrzymać przyjęcia nowych pacjentów do programów lekowych, w tym osób chorych na raka.
„Rzeczpospolita” ustaliła, że nowi pacjenci, w tym pacjenci onkologiczni Centralnego Szpitala Klinicznego w Łodzi (CSK UMED), są kierowani do Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia (OW NFZ) w poszukiwaniu informacji, gdzie mogą otrzymać leczenie.
Gazeta, powołując się na pismo poradni onkologicznej CSK UMED, które otrzymała od jednej z pacjentek, która może kwalifikować się do leczenia w ramach programu lekowego dla chorych na raka piersi, pisze, że kobieta została poinformowana, że „z uwagi na brak możliwości sfinansowania kolejnych świadczeń w ramach programu lekowego rozpoczęcie leczenia nie jest obecnie możliwe”. Leczenie mogłoby – o ile nic się nie zmieni – rozpocząć się dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku.
Według ustaleń „Rzeczpospolitej” Łódzki Oddział NFZ otrzymywał prośby pacjentów o wskazanie miejsc, w których możliwe jest leczenie w ramach programu lekowego, ale nie dotyczyły one wstrzymania przyjęć w CSK UMED.
Jak informuje Łódzki NFZ, w regionie działa kilkanaście placówek, które realizują programy onkologiczne. Często placówki są przepełnione i nie mogą przyjmować dodatkowych pacjentów. Natomiast ograniczenia dotyczą największego szpitala klinicznego w mieście i województwie. To do niego powinni być kierowani pacjenci, a dzieje się na odwrót.
Powodem nie jest brak lekarzy ani sprzętu, lecz obawy, że szpital nie otrzyma pełnego zwrotu kosztów leczenia od NFZ.
Według danych uzyskanych przez gazetę od początku roku OW NFZ zapłacił szpitalowi 45 mln zł za leczenie w programach lekowych i chemioterapię.
„Problem w tym, że programy lekowe, w ramach których pacjenci mogą liczyć na dostęp do nowoczesnych terapii, są świadczeniami limitowanymi. Oznacza to, że NFZ musi rozliczyć ich realizację do wysokości kontraktu, ale zapłata za wszystko, co lecznica zrealizuje ponad jego wartość, stoi pod znakiem zapytania. Chodzi o tzw. nadwykonania, a tych łódzki NFZ za programy lekowe w onkologii za I i II kwartał roku szpitalowi wciąż nie zapłacił. A to 3 mln zł” — pisze „Rzeczpospolita”.
NFZ w pierwszej kolejności opłaca świadczenia nielimitowane. Natomiast za wiele innych świadczeń wykonanych ponad limit szpitale mogą otrzymać jedynie część należnej kwoty albo będą musiały negocjować ich rozliczenie. To powoduje, że część placówek obawia się dalszego pogłębiania strat finansowych.
„Oczekiwanie na zapłatę za nadwykonania za leki w onkologii dla szpitali oznacza jednak problemy z płynnością, a to, że szpital wydaje na terapie więcej niż przewidziano w umowie z NFZ, staje się normą, bo kontrakty bywają zaniżone względem potrzeb, a chorych przybywa” — wyjaśnia gazeta.
Sytuacja ta wzbudza niepokój. W przypadku chorób nowotworowych nawet niewielkie opóźnienia w diagnostyce lub rozpoczęciu terapii mogą pogorszyć rokowania.
Według gazety CSK w Łodzi miał wstrzymać na ten rok przyjęcia nowych pacjentów również w programach lekowych m.in. w zakresie gastroenterologii. Jest to też związane z przekroczeniem przyznanego przez NFZ limitu tych świadczeń medycznych.
Sprawa nie dotyczy wyłącznie jednego szpitala w Łodzi, a też szpitali w innych częściach Polski, m.in. w Krakowie.
W ostatnim czasie placówki medyczne sygnalizowały problemy z rozliczaniem nadwykonań i ostrzegały, że ograniczenie finansowania może skutkować zmniejszeniem liczby wykonywanych świadczeń.
Z kolei NFZ przekazał „Rz”, że w tym tygodniu uruchomi środki, które pozwolą na zapłatę nadwykonań w zakresie leków w programach lekowych, czyli leków dla większej liczby pacjentów.
Przeczytaj także: