Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Obajtek chce przyłączyć się do protesujących górników. SIłą próbował wedrzeć się do siedziby kopalni. Doszło do ostrej przepychanki.
Były szef Orlenu zapowiedział, że przystępuje do strajku głodowego górników, którzy sprzeciwiają się sprzedaży aktywów firmy chemicznej Qemetica (dawniej Ciech). Trafić mają one do niemieckiego koncernu K+S. Górnicy żądają od państwa przejęcia udziałów przedsiębiorstwa, które jest głównym odbiorcą solanki z inowrocławskich kopalni IKS Solino.
„Będę protestował do piątku wieczorem razem z moimi pracownikami. To będzie strajk głodowy. Mam prawo wejść na teren tej firmy, jestem europarlamentarzystą, nie wchodzę w część produkcyjną, tylko biurową, bo chcę zwrócić uwagę opinii publicznej, że takie skandale gospodarcze nie powinny mieć miejsca” – mówił Obajtek.
Po zakończeniu konferencji prasowej Daniel Obajtek udał się do siedziby IKS Solino, próbując przecisnąć się przez bramki wejściowe bez pozwolenia „Ja wchodzę na zakład na siłę!” – krzyczał Obajtek.
„Nie wejdzie pan! Proszę się opamiętać! Kim pan jest?! Proszę natychmiast wyjść!” — odpowiadał prezes spółki Wojciech Kotlarek. Polecił współpracownikom zadzwonić na policję, po czym między mężczyznami doszło do szarpaniny. „Pan bije ludzi! Pan narusza nietykalność cielesną!” – odpierał podniesionym głosem Obajtek. Gdy policjanci pojawili się na miejscu, poinformowali Obajtka, że może złożyć zawiadomienie o naruszeniu nietykalności cielesnej na najbliższym komisariacie.
Były prezes Orlenu i europoseł przez ostatnie miesiące był nieco mniej aktywny, jednak od usunięcia ze stanowiska często krytycznie odnosi się między innymi do polityki surowcowej państwa czy działalności koncernu, którym wcześniej kierował. Za Obajtkiem ciągną się również prokuratorskie zarzuty. Dotyczą między innymi zawarcia umowy z firmą detektywistyczną bez wcześniejszego przetargu i nierozliczenia należnego podatku.
W maju do Parlamentu Europejskiego wpłynął wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie europosła Daniela Obajtka do odpowiedzialności karnej. „Według ustaleń śledztwa Daniel Obajtek miał zaniżyć w deklaracjach podatkowych za 2020 rok wartość osiągniętych przychodów i dochodów o ponad 3 mln zł. Miało to skutkować zaniżeniem należnego podatku dochodowego od osób fizycznych oraz należnej daniny solidarnościowej łącznie o 1 089 395 zł” – informuje prokuratura. To nie pierwszy taki wniosek. Europarlament uchylał Obajtkowi immunitet już w dwóch innych sprawach.
Przeczytaj także:
Policja zatrzymała dwóch mężczyzn w związku z incydentem o charakterze antyukraińskim w Poznaniu. Zatrzymani próbowali wtargnąć do biura ukraińskiej firmy, aby sprawdzić, czy pracownicy „nie popierają Stepana Bandery”. Usłyszeli zarzuty
O zatrzymaniu sprawców w środę 8 lipca poinformował minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
„W związku z incydentem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu policjanci zatrzymali dwie osoby. Nie ma zgody na nienawiść i agresję. W tego typu przypadkach policja będzie reagować zdecydowanie” – napisał minister w mediach społecznościowych.
Według Wielkopolskiej Policji chodzi o incydent, który miał miejsce 3 lipca w budynku, w którym obywatelka Ukrainy wynajmuje biuro na potrzeby działalności gospodarczej.
W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak kilku mężczyzn próbuje dostać się do biura ukraińskiej firmy ProLegalization, która zajmuje się m.in. pomocą obywatelom Ukrainy w kwestiach związanych z pobytem w Polsce, wyrabianiu dokumentów czy pozwoleń na pracę, twierdząc, że chcą sprawdzić, czy jej pracownicy „nie popierają Stepana Bandery”. Pytają o to Ukrainkę prowadzącą biuro, która otworzyła im drzwi.
Mężczyźni przedstawili się jako „obywatele Rzeczpospolitej Polskiej”. Według informacji, które pojawiają się w mediach społecznościowych byli to aktywiści związani z partią KORWiN.
Mężczyźni stwierdzili, że „Ukraina jest wrogo nastawiona do Polski”, dlatego chcieli obejrzeć biuro firmy. Oprócz pytań o Banderę pytali Ukrainkę dlaczego nie prowadzi działalności w swoim kraju. Pracownica odmówiła wpuszczenia mężczyzn do biura i zapewniła ich, że jej firma działa legalnie.
Po incydencie obywatelka Ukrainy złożyła zawiadomienie na policji, że kilka osób ją zniesławiło.
Policjanci zabezpieczyli nagranie krążące w sieci oraz zidentyfikowali osoby biorące udział w tym wydarzeniu.
„Sprawa jest prowadzona w zakresie pomówienia oraz opublikowania nagrania, które mogło poniżyć pokrzywdzoną w oczach opinii publicznej, a także narazić na utratę zaufania potrzebnego dla rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej (art. 212 kk).” – czytamy w komunikacie. Według policji obu podejrzanym grożą kary grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Według Radia Poznań dziś dwaj mężczyźni usłyszeli zarzuty za zniesławienie Ukrainki.
Sprawcami są mieszkańcy Poznania w wieku 47 i 41 lat. Mężczyźni nie przyznali się do winy.
„Prokuratura zdecydowała o zastosowaniu wobec podejrzanych dozoru policyjnego i zakazu zbliżania do pokrzywdzonej” – podaje Radio Poznań. Zarzuty może usłyszeć też trzecia osoba – kobieta, która nagrywała zdarzenie.
Dochodzenie dotyczy również nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, które pojawiło się w komentarzach pod nagraniem udostępnionym w internecie.
W Polsce ma miejsce coraz więcej antyukraińskich i antymigranckich incydentów. Jak pisaliśmy w połowie czerwca w Warszawie narodowe bojówki patrolowały Dworzec Centralny, legitymując osoby, które mogą być obcokrajowcami.
Przeczytaj także:
A pod koniec maja w Lublinie wybuchła afera dotycząca studiujących tam od lat obcokrajowców z Afryki.
Przeczytaj także:
Antyimigrancka nagonka przekłada się na bezpośrednie akty przemocy.
W połowie czerwca przy Dworcu Gdańskim w Warszawie został pobity taksówkarz z Azerbejdżanu:
Przeczytaj także:
Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup. Wcześniej podobne pobicia na tle narodowościowym miały miejsce w Warszawie. Cudzoziemcy czują się w Polsce coraz mniej bezpiecznie.
Przeczytaj także:
Władymira zaatakowało kilkunastu rówieśników. Złamali mu nos, uszkodzili kręgosłup. Jak relacjonuje chłopak, po zdarzeniu napastnicy śmiali się, że „pobili Ukraińca”
Do zdarzenia doszło wieczorem 4 lipca na Wyspie Słodowej we Wrocławiu. Jak podaje Radio Wrocław, Władymir został zaatakowany chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Jeden z napastników podszedł do niego i wulgarnie zażądał, by chłopak oddał e-papierosa. Gdy ten odmówił, zaatakowało go kilkunastu rówieśników. „Zaczęli mnie wtedy bić po głowie. Nie mogłem się obronić, miałem do połowy ściągniętą koszulę i zasłonili mi tak twarz, żebym nic nie widział. Kopali mnie, został mi złamany nos, dwie kości nosowe, tylna część chrząstki mi została też wykrzywiona” – relacjonował 19-latek.
Po zdarzeniu agresorzy śmiali się i głośno komentowali, że „pobili Ukraińca”.
Chłopak ma złamany nos i uszkodzony kręgosłup. Zdarzenie zostało najpierw zakwalifikowane jako „bójka”, dopiero po obdukcji, która wykazała średni uszczerbek na zdrowiu, Władymir zgłosił pobicie na Komisariacie Policji Wrocław-Ołbin.
Rodzice chłopaka apelują do świadków zdarzenia o pomoc w namierzeniu sprawców. „Mówi w języku ukraińskim i rosyjskim? I to spowodowało taką agresję, ale dlaczego taka agresja? Ludzie, broń Boże, żeby ktoś taką sytuację spotkał na swojej drodze. Po prostu jak zwierzęta pobili jednego człowieka. Ta agresja nie musi płynąć po całym mieście Wrocław, nie musi płynąć. Musimy ją zastopować” – apelował Ihor, ojciec 19-latka.
Ksenofobiczne nastroje coraz mocniej rozlewają się po polskim społeczeństwie. I na ma się co dziwić, skoro antyukraiński resentyment jest podgrzewany przez polityków wszystkich opcji politycznych.
Pobicie Władymira to kolejny głośny przypadek napaści wobec Ukraińca na tle narodowościowym z ostatnich miesięcy.
Na początku maja w Warszawie został pobity 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Sprawę opisywała „Gazeta Wyborcza”. Nastolatka oraz jego przyjaciół zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy. Uważa, że gdyby nie policja, to oprawcy zakatowaliby ich na śmierć. Przyjaciela Artema próbowali zepchnąć przez barierkę mostu do Wisły, ale chłopak mocno trzymał się metalowych prętów. Kolejnemu nastolatkowi złamali nos. Napastnicy krzyczeli: „Wypierdalać do Ukrainy!”.
26 czerwca 14-letni Dawid został zaatakowany na przystanku autobusowym, gdy wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. Rówieśnik poprosił Dawida, żeby ten pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”. Dalej – jak relacjonowało TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz. Chłopak miał podbite oko, siniaki na rękach i twarzy.
Przeczytaj także:
Donald Trump po szczycie NATO w Ankarze nie szczędzi sojusznikom dobrych słów: „To dobrzy ludzie, którzy robią dużo dobrego dla swoich krajów”. Ale nie rozwiewa wątpliwości: w sprawie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie czy planów ws. Grenlandii.
Konferencja prasowa prezydenta USA po szczycie NATO w Ankarze trwała – nietypowo dla Trumpa – zaledwie 45 minut. Tymczasem reporterzy czekali na jego pojawienie się niemal trzy godziny. Z takim poślizgiem prezydent USA wyszedł do setek dziennikarzy.
„Właśnie zakończyliśmy bardzo udany szczyt NATO” – powiedział Trump.
W dusznej, bo wypchanej po brzegi sali, Trump pojawił się w otoczeniu swoich najważniejszych współpracowników: sekretarza stanu Marco Rubio, sekretarza wojny Pete'a Hegsetha i sekretarza skarbu Scotta Bessenta.
Stwierdził, że miał w Ankarze „świetny czas”, a szczyt był „wielkim sukcesem”. Kilkukrotnie podkreślił, że spotkanie Rady Północnoatlantyckiej przebiegało w bardzo serdecznej atmosferze („w pokoju było czuć mnóstwo miłości”), a sojusznicy deklarowali nawet, że go… kochają. „Mówili że mnie kochają, to miłe. To chyba miłe?” – relacjonował.
Dodawał, że w sali, gdzie odbywało się spotkanie, panowała „ogromna jedność".
„Jeśli z dzisiejszego dnia miałoby wyjść jedno słowo, byłoby to: zjednoczenie. Nigdy nie widziałem czegoś takiego” – mówił w typowy dla siebie, enigmatyczny sposób.
Jedność, o której mówił Trump, to nie tyle jedność w postaci żelaznego zobowiązania do kolektywnej obrony, bo w tej kwestii prezydent Stanów Zjednoczonych nie złożył żadnych zapewnień. To jedność w sprawie zeszłorocznego porozumienia o zwiększeniu wydatków obronnych z 2 proc. do 5 proc., która, zdaniem Trumpa, doprowadziła do „historycznej zmiany w NATO”.
„Podnieśliśmy cel z 2 proc. do 5 proc. PKB, choć wszyscy mówili, że to niemożliwe. A teraz wszyscy mi dziękują” – mówił.
Trump podkreślił przede wszystkim, że szybkie zwiększenie wydatków na obronność przez europejskich sojuszników będzie korzystne dla amerykańskiego przemysłu obronnego, bo ci kupują przede wszystkim sprzęt produkowany w USA.
„Wszyscy chcą amerykańskiego sprzętu. Produkujemy najlepszy sprzęt na świecie” – chwalił.
Zapowiedział też zwiększenie produkcji amerykańskiego uzbrojenia, celem skrócenia czasu oczekiwania na dostawy z kilku lat do kilku tygodni.
Reakcja Trumpa po szczycie pokazuje, że
strategia udowodnienia, że Europa dowozi, poprzez ogłoszenie dziesiątek gigantycznych kontraktów obronnych, zadziałała.
Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu, we wtorek 7 lipca podczas forum przemysłowego, ogłoszono umowy i inicjatywy warte dziesiątki miliardów dolarów. Od rozwoju europejskich zdolności dronowych i obrony powietrznej, po produkcję amunicji i pocisków dalekiego zasięgu.
Wiele z nich to projekty realizowane z amerykańskimi firmami. Lockheed Martin i niemiecki Rheinmetall podpisały porozumienie o pierwszej poza USA produkcji pocisków ATACMS. Polska Grupa Zbrojeniowa i amerykański Anduril ogłosiły współpracę przy produkcji pocisków Barracuda 500M. Polska, USA, Niemcy, Szwecja i Holandia porozumiały się w sprawie budowy europejskich zdolności serwisowania rakiet PAC-3 do systemów Patriot.
Sojusz ma też pozyskać do pięciu amerykańskich bezzałogowych samolotów rozpoznawczych Triton, które pozwalają prowadzić długotrwałą obserwację dużych obszarów morskich, m.in. w Arktyce. To tylko kilka z wielu przykładów kontraktów z pompą podpisanych podczas szczytu.
Ta strategia miała na celu swego rodzaju „udobruchanie” Trumpa poprzez przemówienie do niego jedynym językiem, jaki ten rozumie: językiem korzyści. Zapewnienia o jedności NATO i o tym, że szczyt był sukcesem sugerują, że okazała się choć na chwilę owocna.
Ze względu na to, że Trump przyjął pytania tylko od kilku dziennikarzy, nie poruszono tematów jego najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi sprzed rozpoczęcia szczytu: m.in. ponownych deklaracji o tym, że Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę nad Grenlandią, ani o planowane zmiany w amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.
W tym kontekście Trump podkreślał jedynie, że europejscy sojusznicy robią postępy w zwiększaniu własnych zdolności obronnych i w ten sposób „odpowiadają na wezwanie” USA.
„Wiele z tych krajów jest bardzo bogatych. Nie musimy im współczuć. Ale to nie oznacza, że są odpowiednio chronione. To duża różnica” – mówił w nie do końca zrozumiały sposób.
Podkreślał, że część państw już znacząco zwiększyła wydatki obronne, a pozostałe deklarują zmiany.
„Niektóre naprawdę odpowiedziały na wezwanie, inne dokonują dużych zmian i odpowiedzą na wezwanie. Myślę, że mogę powiedzieć, że wszystkie odpowiedzą” – stwierdził.
Największa część konferencji była poświęcona jednak wojnie z Iranem. Trump był pytany m.in. o to, czy konflikt stał się dla niego „ślepą uliczką” oraz o zmianę tonu wobec irańskich przywódców, których najpierw określał mianem „racjonalnych ludzi”, a podczas konferencji prasowej po spotkaniu z sekretarzem generalnym Sojuszu Markiem Rutte w środę 8 lipca powiedział, że to ”kłamcy, oszuści i chorzy ludzie".
W wymijającej odpowiedzi na te pytania Trump przekonywał, że amerykańska operacja w Iranie była „ogromnym sukcesem”, bo jej celem było zatrzymanie irańskiego programu nuklearnego. Zmianę opinii na temat przywódców Iranu wytłumaczył tym, że „poznał ich lepiej”.
W wielu momentach Trump mówił jednak zupełnie nie na temat. Pytany o Iran przeszedł do krytyki polityki migracyjnej administracji Joe Bidena. Odpowiadając na pytanie o „zagrożenie komunizmem”, przeszedł do chwalenia się swoimi wynikami na TikToku i amerykańskich wyborach.
Nie zrezygnował też choć z częściowej krytyki części sojuszników NATO. Pytany o wcześniejsze słowa, że część państw NATO nie wsparła USA w konflikcie z Iranem, stwierdził, że „Hiszpania była bardzo zła”, ale poza tym „prawie wszystkie kraje”, w tym Włochy, "były dobre”.
„Mieli po prostu zły moment. Nie pomogli nam. Nie potrzebowaliśmy tej pomocy, ale gdybym jej chciał, wolałbym, żeby nie stali z boku” – powiedział.
Z jego poszczytowego wystąpienia wynika, że podejście do NATO ma – jak do wszystkiego – czysto transakcyjne. Aby był zainteresowany pozostaniem w Sojuszu, musi mieć poczucie, że się mu to opłaca.
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki przekonuje, że szczyt NATO w Ankarze potwierdził jedność Sojuszu i zaangażowanie USA. Za kulisami pozostają jednak pytania o obecność amerykańskich wojsk w Europie oraz napięcia w relacjach Polski z Ukrainą.
„Wyjeżdżamy z Ankary przekonani, że Sojusz Północnoatlantycki jest zjednoczony. Sojusz jest silny i zdeterminowany do tego, aby bronić wartości, w imię których powstał” – powiedział na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu NATO prezydent Karol Nawrocki.
Zdaniem Nawrockiego spotkanie „potwierdziło trwałość więzi transatlantyckiej oraz współpracy Europy ze Stanami Zjednoczonymi”.
„Ta siła Sojuszu Północnoatlantyckiego oparta o współpracę Europy ze Stanami Zjednoczonymi wybrzmiewa po dzisiejszym szczycie w Ankarze” – mówił.
Jego zdaniem z perspektywy Polski kluczowe było m.in. jasne wskazanie w poszczytowej deklaracji Rosji jako największego zagrożenia dla bezpieczeństwa NATO.
„Tutaj również nie pozostały żadne wątpliwości. Rosja jest dzisiaj największym zagrożeniem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego” – powiedział Nawrocki.
Prezydent ocenił również, że presja Donalda Trumpa na zwiększenie europejskich wydatków obronnych przynosi efekty.
„Polityka prezydenta Donalda Trumpa w formowaniu Sojuszu 3.0, a więc większej odpowiedzialności Europy za NATO, funkcjonuje i przynosi efekt” – powiedział Nawrocki.
Jak podkreślał, wiele państw w ostatnim roku znacząco zwiększyło swoje nakłady na obronność, a część zapowiedziała podwojenie lub nawet potrojenie wydatków.
„Z wielką satysfakcją odebrałem taką mobilizację sojuszników” – podkreślił Nawrocki.
Pytany o przyszłość obecności wojsk USA w Polsce Nawrocki zapewnił, że nie spodziewa się ograniczenia amerykańskiego zaangażowania.
„Mam głębokie przekonanie, które jest potwierdzane podczas kolejnych spotkań i rozmów telefonicznych, że liczba żołnierzy amerykańskich w Polsce się nie zmniejszy” – powiedział.
Według prezydenta obecnym celem jest stała obecność wojsk USA w Polsce.
„Autostrada Polski do stałej obecności, do zwiększonej obecności wojsk amerykańskich, na poziomie politycznym pomiędzy dwoma prezydentami jest potwierdzona. Teraz wszystko w rękach polskiego i amerykańskiego ministerstwa obrony” – dodał.
Podczas rozmów z Amerykanami w Ankarze nie udało się jednak niczego nowego w tym temacie ustalić.
Zapadły natomiast decyzje dotyczące wzmocnienia wojskowego łańcucha dostaw paliw NATO na wschodnią flankę. Sojusz ma przeznaczyć 27 mld euro na rozbudowę infrastruktury paliwowej, w tym przedłużenie rurociągów NATO w kierunku Europy Środkowej i Polski.
„Jak wiemy, infrastruktura krytyczna i rurociągi paliwowe są poprowadzone włącznie do byłej granicy pomiędzy NRD i RFN. Od wielu lat trwają zabiegi, aby ta infrastruktura została poprowadzona także do Europy Środkowej i do Polski. Z takim zadaniem pracowała nasza dyplomacja. Ja o to upomniałem się także na szczycie” – powiedział Nawrocki.
Prezydent podkreślił, że decyzje w tej sprawie wpisują się w przesuwanie uwagi NATO na bezpieczeństwo wschodniej flanki.
„Bardzo mnie cieszy, że sekretarz generalny NATO Mark Rutte powiedział, że staje się to priorytetem finansowym i infrastrukturalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mam nadzieję, że niebawem zacznie się to materializować” – dodał.
Prezydent odniósł się również do spotkania z Wołodymyrem Zełenskim, które mimo braku wcześniejszych planów odbyło się podczas szczytu i trwało około godziny.
Nawrocki stwierdził, że w relacjach polsko-ukraińskich „istnieją napięcia” dotyczące przede wszystkim historii, ale ocenił rozmowę jako konstruktywną. Podkreślił, że Polskę i Ukrainę łączy wspólne zagrożenie ze strony Rosji, ale dzieli głęboki spór historyczny, którego „nie udało się rozwiązać”.
„Kwestie Ukraińskiej Powstańczej Armii, symboli UPA są dla mnie nienegocjowalne. Emocje Polek i Polaków w odniesieniu do zbrodni, do ludobójstwa wołyńskiego są kwestią nienegocjowalną” – powiedział.
Jak dodał, symbole UPA „niosą ze sobą śmierć i cierpienie” i pozostają problemem także w kontekście europejskich aspiracji Ukrainy.
„Moim zdaniem stanowi to konkretny problem, pewną blokadę przed wejściem Ukrainy do Unii Europejskiej” – ocenił.
Pytany o przekazanie Ukrainie rakiet do systemów Patriot z polskich zapasów Nawrocki powtórzył, że była to decyzja rządu i nie była z nim konsultowana. „Każdy z polityków piastujących najwyższe stanowiska państwowe musi brać odpowiedzialność za podjęte decyzje” – stwierdził.
Dość prześmiewczo sprawę skomentował na X biorący udział w szczycie szef MSZ, Radosław Sikorski.
Wysłanie jednoznacznego sygnału jedności Sojuszu i potwierdzenie obowiązywania artykułu 5 było jednym z najważniejszych zadań szczytu NATO w Ankarze. Zwłaszcza, że w ostatnich miesiącach europejscy sojusznicy z niepokojem obserwowali wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące przyszłości amerykańskiego zaangażowania w Europie.
Po przyjeździe do Ankary Trump ponownie krytykował europejskie państwa za zbyt niskie wydatki na obronność. Sugerował też, że USA mogłyby ograniczyć obecność wojskową na kontynencie oraz wrócił do tematu Grenlandii, nad którą USA chciałyby przejąć kontrolę.
Z perspektywy Warszawy jednym z najważniejszych tematów w relacjach z USA pozostaje przyszłość obecności wojsk USA w Polsce.
Stany Zjednoczone złożyły w ostatnim czasie szereg sprzecznych deklaracji w tej sprawie. Raz o zamiarze wycofania części wojsk z Europy, w tym Polski, innym razem o zamiarze zwiększenia liczebności amerykańskiego kontyngentu w Polsce.
Przed szczytem sekretarz obrony USA Pete Hegseth w liście do szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza zapewnił, że administracja Trumpa nie planuje ograniczenia obecności wojskowej w Polsce.
Polskiej obecności na szczycie, poza ogłoszonymi przez MON kontraktami, towarzyszyła także polityczna przepychanka o to, kto i dlaczego przekazał walczącej z Rosją Ukrainie rakiety do systemów Patriot.
Oprócz politycznej awantury o Patrioty wciąż istotny był też temat sporu o kwestie historyczne, który wybuchł po tym, jak prezydent Zełenski nazwał jedną z ukraińskich jednostek wojskowych mianem „Bohaterów UPA”.
Przeczytaj także: