Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kolejny dzień minął Ukrainie z rosyjskimi atakami. Tym razem armia Putina ostrzelała Charków: zginęło sześć osób, 53 zostały ranne. Na granicy ukraińsko-mołdawskieh rosyjski pocisk uderzył rykoszetem w autobus i salę odpraw
Moskwa cały czas atakuje cywilną infrastrukturę Ukrainy, w tym punkty graniczne, przez które idzie pomoc dla broniącego się kraju. Putin i jego przedstawiciele opowiadają przy tym, że to „wina” Ukrainy, bo się nie poddała i sama zaczęła ostrzeliwać rafinerie i zakłady zbrojeniowe w Rosji (Kreml nazywa to terrorystycznymi atakami na infrastrukturę cywilną).
Poza Charkowem i przejściem granicznym Rosjanie ostrzelali też zakłady farmaceutyczne w Sumach. W sześciu regionach Ukrainy ataki doprowadziły do wyłączeń prądu. Wieczorem ponownie atakowany był Kijów.
Rosyjski MON ogłosił, że ataki na Ukrainę, w tym na mosty w Kijowie, zatrzymać może „tylko zwycięstwo”. Jest ono obecnie definiowane jako: zajęcie czterech obwodów Ukrainy, łącznie z całym dolnym biegiem Dniepru oraz zmiana władz w Kijowie na prorosyjskie. Do tego Putin lubi dodawać, że NATO musi się wycofać z „historycznych terenów Rosji”.
Do tego czasu krwawe ataki na Ukrainę się nie skończą — ostrzega Moskwa. Wzywa zachodnich dyplomatów do opuszczenia Kijowa. Ci jednak odmawiają. Na miejscu, jak powiedział 5 października sekretarz stanu Marco Rubio, zostaje też ambasada USA. W weekend do Kijowa przyjechał kanclerz Niemiec Friedrich Merz. W poniedziałek Kijów i Berlin porozumiały się w sprawie wspólnej produkcji uzbrojenia, podpisując 15 kontraktów o wartości ponad 8,5 mld euro. Chodzi głównie o rakiety obrony powietrznej i zaawansowane drony.
Tymczasem prezydent Ukrainy zapowiedział dziś, że w odpowiedzi na rosyjskie ataki Ukraina podwoi swoje uderzenia w rosyjskie rafinerie. Nie będzie jednak atakować ludności cywilne
W Europie toczą się tymczasem inne rozmowy o tym, jak wesprzeć Ukrainę — bo coraz bardziej jasne staje się, że tu nie tylko o nią chodzi. Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski powiedział 5 października ukraińskim mediom, że należy rozmawiać o tym, czy nie pomóc Ukrainie w zestrzeliwaniu rosyjskich pocisków:
„Osobiście rozumiem prośbę Ukrainy o zestrzelenie dronów nad jej terytorium. Uważam, że drony lub pociski, które stanowią bezpośrednie zagrożenie dla naszej granicy, są działaniem wrogim, a zatem dają podstawy do samoobrony. Jednak, jak Państwo wiedzą, NATO wprowadziło zintegrowany system obrony dla całej wschodniej flanki. W szczególności oznacza to, że decyzja nie zależy tylko od samej Polski. Dyskusja trwa, ale nie osiągnęliśmy jeszcze satysfakcjonujących Państwa decyzji”.
NATO, jak poinformował Bloomberg, przygotowuje tymczasem plan obrony przed atakiem Rosji na swoją wschodnią flankę, integrując przy tym drony i sztuczną inteligencję. Naczelny dowódca Sił Sojuszniczych w Europie, generał USA Alexus Grynkewich, ma przedstawić strategię zwaną Teorią Zwycięstwa w Polsce 12 października.
Tymczasem Litwa przekazała Ukrainie 253 tony sprzętu energetycznego. Trwają też rozmowy o wparciu dla ukraińskiej kolei: Rosjanie walą po lokomotywach i Ukraina nie ma już prawie żadnych rezerw.
Mimo że doniesienia w Ukrainy wyglądają każdego dnia podobnie, mamy do czynienia z nowym etapem wojny. Rosja otwarcie głosi, że zamierza niszczyć infrastrukturę cywilną sąsiedniego kraju do skutku. Bo frontu nie udało się jej przełamać.
Przeczytaj także:
„Rosyjskie ataki dronów na mosty w Kijowie pokazały nową rzeczywistość: wróg próbuje doprowadzić miasto do katastrofy logistycznej i humanitarnej. W stolicy wszystko stało się niebezpieczne: nocowanie w domu, zakupy, dojazdy do pracy, szkoły i miliony innych codziennych czynności. Ale Kijów żyje dalej i potrzebuje planu” – napisał dziś ukraiński portal texty.
Moskwa prowadzi niszczące ostrzały już nie po to, by osiągnąć polityczny cel — gdyż nie jest w stanie tego zrobić — ale by utrzymać reżim Putina przy życiu. Nowym hasłem, które pojawiło się w rosyjskiej propagandzie, jest „jeśli to nie może być nasze, niech nie będzie ich”. Opowiadając o atakach na kijowskie mosty propaganda Kremla dodaje, że zbudowano je za czasów ZSRR. Czyli – w domyśle – należą do Putina i ten ma prawo je zniszczyć.
Nie mogąc pokonać Ukrainy, Moskwa zaczyna opowiadać, że nie o nią jej chodzi — ale o powrót do realiów geopolitycznych sprzed upadku ZSRR. "Rosja woli osiągać pokój środkami pokojowymi, ale dopóki to nie będzie niemożliwe, będzie walczyć z całych sił” – powtórzył kolejny raz rzecznik Putina Pieskow.
Jak widać, Rosja jest tak zdesperowana, że przestała już ukrywać swoje krwawe imperialne plany. Teraz mówi otwartym tekstem, że po Ukrainie przyjdzie pora na Naddniestrze i kraje bałtyckie, a następnie — na rozbicie Unii Europejskiej.
To jest plan, który ma mobilizować poddanych Putina do wytrwania.
Przeczytaj także: