Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nocy na 30 kwietnia izraelska marynarka wojenna przechwyciła statki Globalnej Flotylli Sumud na wodach międzynarodowych w pobliżu Krety. Ponad 1100 km od wybrzeży Strefy Gazy. Na pokładzie znajdowała się obywatelka Polski.
Organizatorzy misji przekazują, że izraelska marynarka wojenna przechwyciła w ciągu nocy 15 z 58 ich statków. Według Times of Israel, w nocy zatrzymano około 175 aktywistów.
Jak informuje Global Sumud Polska, w misji wzięło udział ponad tysiąc wolontariuszy i wolontariuszek z całego świata. Flotylla zamierza przełamać izraelską blokadę Gazy i dostarczyć tam pomoc humanitarną.
Według informacji Global Sumud Polska izraelskie siły wojskowe na motorówkach zbliżyły się do łodzi flotylli, zagłuszyły kanały radiowe, w tym kanał alarmowy dla jednostek cywilnych, nękały uczestników dronami, celowały laserami i karabinami automatycznymi w stronę nieuzbrojonej misji cywilnej. Dalej nakazały zmianę kursu w kierunku izraelskiego portu Aszdod pod groźbą zatrzymania, konsekwencji prawnych i konfiskaty jednostek.
Wśród zatrzymanych jest Magdalena Górska – polska badaczka, adiunktka na Uniwersytecie Utrechckim, zaangażowana w działania na rzecz zakończenia współpracy uczelni z izraelskimi instytucjami bezpośrednio powiązanymi z kompleksem militarnym.
W wyprawie też wzięli udział inni polscy delegaci – Łukasz Kozak, Agata Wisłocka, Michał Grosz, Bartosz Baxi Ostrowski, Filip Ziarkiewicz i Kareem Mohammed Fatouh Awad.
Według ostatnich informacji Global Sumud Polska są bezpieczni i kontynuują rejs w kierunku Gazy na pozostałych statkach.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało komunikat, w którym zaznacza, że „z zaniepokojeniem monitoruje doniesienia o działaniach podjętych przez siły zbrojne Izraela wobec aktywistów uczestniczących w rejsie tzw. Global Sumud Flotilla”.
„Siłowe działania na wodach międzynarodowych to poważne naruszenie prawa międzynarodowego, w tym prawa morza. Wzywamy wszystkie strony do przestrzegania obowiązującego prawa międzynarodowego” – czytamy w komunikacie. MSZ dodaje, że polska służba konsularna podjęła działania w celu zapewnienia pomocy konsularnej obywatelom RP i jest w kontakcie z ich bliskimi.
„W MSZ pracuje Zespół Zarządzania Kryzysowego, który zebrał się niezwłocznie po otrzymaniu informacji o możliwym zagrożeniu bezpieczeństwa polskich obywateli. Oczekujemy pilnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności przeprowadzenia akcji sił zbrojnych Izraela oraz żądamy zagwarantowania bezpieczeństwa uczestnikom Flotylli” – podkreśla resort spraw zagranicznych.
W związku z przechwyceniem statków Flotylli Global Sumud Polska zapowiada protesty solidarnościowe od razu w kilku miastach.
Zatrzymana Flotylla wypłynęła z Barcelony 12 kwietnia. Jest jedną z dwóch, które w tym miesiącu zmierzały w kierunku Strefy Gazy. W niedzielę z Sycylii wyruszył konwój 65 jednostek należących do Globalnej Flotylli Sumud.
Pierwsza flotylla, w której wzięło udział prawie 500 osób z 40 krajów świata, w tym z Polski, wyruszyła do Strefy Gazy we wrześniu 2025 roku. W październiku izraelska marynarka wojenna ją zatrzymała, wśród zatrzymanych była m.in. działaczka na rzecz klimatu Greta Thunberg. Wkrótce aktywistów deportowano do ich krajów.
Przeczytaj także:
„Rolą państwa nie jest ułatwiać rozpad tego, co najważniejsze. Rolą państwa jest to, by rodziny chronić” – uzasadnił swoje weto prezydent. Chodzi o nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która daje możliwość pozasądowego rozwiązania małżeństwa.
Prezydent Nawrocki poinformował, że 30 kwietnia zawetował nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która wprowadza możliwość rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego bez rozprawy rozwodowej przed sądem.
To rozwiązanie byłoby przewidziane dla par, które chcą się rozstać i spełniają następujące warunki:
Kierownik USC weryfikowałby spełnienie tych przesłanek oraz miałby poinformować parę o skutkach rozwodu, dostępnych formach wsparcia w kryzysie małżeńskim. Natomiast rozwód nie następowałby od razu.
Jak wyjaśniała w OKO.press Angelika Pitoń, jeśli obie strony nadal chcą rozwodu, muszą znów przyjść do USC i przed kierownikiem urzędu, w dowolnej miejscowości w Polsce, złożyć oświadczenie woli o rozwiązaniu małżeństwa. Mogą to zrobić najwcześniej miesiąc po pierwszej wizycie.
Dopiero po kolejnej wizycie i przekonaniu się, że decyzja nie jest pochopna urzędnik, po sprawdzeniu formalności, dokonuje wpisu w rejestrze stanu cywilnego.
Według prawników ta ustawa dawała szansę na odblokowania sądów. Natomiast według prawicowych ugrupowań politycznych – jest to atak na rodzinę.
I tak swoje weto uzasadniał też Karol Nawrocki. „Małżeństwo nie jest zwykłym wpisem w rejestrze. Małżeństwo jest jednym z fundamentów życia społecznego. Jest fundamentem rodziny, fundamentem wychowania dzieci, fundamentem trwania wspólnoty narodowej”.
Jego zdaniem ustawa obniża rangę instytucji – małżeństwa. „Ochrona nie polega na ułatwianiu rozstania. Ochrona polega na wspieraniu trwałości pomimo różnych trudności” – uważa prezydent.
Według Nawrockiego rozwiązania małżeństwa przez sąd jest „gwarancją, że decyzja o rozwodzie jest przemyślana, rzeczywista i niekrzywdząca dla żadnej ze stron”. Dodał, że podejmując decyzję, brał pod uwagę rekomendacje ekspertów Rady Rodziny i Demografii przy Prezydencie oraz Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”.
Na weto prezydenta zareagował premier Donald Tusk we wpisie na platformie X. „Czuję, że najbardziej niezadowoleni z tego będą posłowie PiS”.
Według prawników ta ustawa dawała szansę na odblokowanie sądów.
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2024 roku sąd orzekł o rozwodzie niemal 57,5 tysiąca razy. W 24,5 tys. przypadków były to małżeństwa nieposiadające dzieci, które w teorii mogłyby zostać objęte nowymi przepisami. To aż 42 procent wszystkich rozwodów.
„Takie zmiany powinny zostać wprowadzone w Polsce już dawno. Mówimy o sytuacjach, gdy dwoje dorosłych ludzi chce się dobrowolnie rozstać, zakończyć małżeństwo w sposób kulturalny i zgodny, bez orzekania o winie. Nie widzę powodu, dla którego takie pary, nieposiadające dzieci, miałyby czekać rok czy dwa lata na sądowy finał sprawy, co do której są zgodni. Blokują tylko miejsce na naprawdę poważne sprawy z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości, chociażby te, gdzie ważą się losy małoletnich dzieci” – mówiła w rozmowie z naszą dziennikarką adwokat Katarzyna Topczewska. Więcej w tym tekście:
Przeczytaj także:
Sejm debatował nad wnioskiem PiS o wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Przed głosowaniem ministry bronił premier Tusk: „Dobrze sprawuje swoje obowiązki”.
W czwartek, 30 kwietnia posłowie i posłanki debatowali nad odwołaniem ministry zdrowia Sobierańskiej-Grendy. Sejm odrzucił wniosek o odwołanie ministry. Przeciw byli wszyscy posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Centrum i Polski 2050 – 238 posłów i posłanek.
Za głosowało 212 posłów, w tym wszyscy obecni na sali przedstawiciele PiS i Konfederacji.
Nikt nie wstrzymał się od głosu.
Premier Donald Tusk bronił ministry przed głosowaniem. Zaznaczył, że wcześniej potrafiła naprawić system zdrowia na poziomie województwa pomorskiego.
„Po bardzo ciężkiej pracy doprowadziła do świetnej kondycji system szpitali, za który odpowiada województwo pomorskie, okazała się świetnym fachowcem i odpornym na ataki i zupełnie niewrażliwą osobą na polityczne pokusy” – mówił Tusk. Dodał, że to jest wielki atut ministry, która wzięła na siebie odpowiedzialność za odpolitycznianie debaty w zakresie ochrony zdrowia.
Premier zaznaczył, że Sobierańska-Grenda podjęła się trudnego zadania, jakim jest naprawa systemu ochrony zdrowia. Dodał, że zadania w tym resorcie to dla każdego ministra z dowolnej partii są „zawsze droga przez mękę z oczywistych względów”.
Tusk zaznaczył, że wydatki na ochronę zdrowia w ciągu ostatnich lat zwiększono w dwa razy. W 2019 roku na ochronę zdrowia poprzednia władza wydała 102 miliardy złotych, a obecny rząd w 2025 roku wydał ponad 100% więcej, 236 miliardów złotych. I to wydarzyło pomimo tego, że Polska powinna przeznaczać 5 proc. PKB na obronność ze względu na sytuację geograficzną i zagrożenie ze strony Rosji.
„Musimy działać w realiach, jakie daje nam dzisiejsze prawo daje. I te realia mówią, że musimy mądrzej wydawać te pieniądze, które są dzisiaj do naszej dyspozycji. Powtarzam, to nie są małe pieniądze, to są dwa razy większe pieniądze, jakie przeznaczali na ochronę zdrowia niż nasi poprzednicy”.
Premier podkreślił, że nikt nie zamierza prywatyzować szpitali, a pani minister szuka metod, aby szpitale funkcjonowały o wiele sprawniej.
„Szpital nie jest po to, żeby jakiś oddział, mając bardzo mało procedur do wykonania, utrzymywać za gigantyczne pieniądze, to jest bez sensu. Ja wiem, że to jest bardzo trudne. Ja wiem, że to zawsze budzi opór. Opór władz samorządowych, mieszkańców. Każdy chciałby mieć maksimum u siebie.
Wiem o tym, ale odwagą pani minister jest zaproponować, żeby to było nie to wymarzone maksimum, bo wtedy potrzebne byłyby biliony, a nie miliardy, biliony. Nie ma tych bilionów. Tylko żeby te relatywnie duże pieniądze, jakie mamy do dyspozycji wydać najmądrzej, najmądrzej z punktu widzenia pacjenta. Bardzo was proszę o to, żebyście w tej sprawie pomagali, a nie przeszkadzali” – kontynuował premier.
Tusk zaznaczył, że Sobierańska-Grenda jest atakowana niepotrzebnie, tak samo, jak wcześniej Izabela Leszczyna.
„Przecież wy nie myślicie o zdrowiu ludzi, tylko wy myślicie o tym, jak wrócić do władzy. Wiecie, kto chce wrócić do władzy? [...]
„Naprawdę warto wesprzeć panią minister, najbardziej kompetentną osobę, która potrafiła naprawić system ochrony zdrowia na poziomie województwa. System, który wówczas był rzeczywiście w sytuacji bardzo trudnej” – mówił Tusk. I podsumował:
„Dobrze sprawuje swoje obowiązki i będzie dalej kierowała resortem zdrowia”.
Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o wotum nieufności wobec minister zdrowia 15 kwietnia. Pod wnioskiem podpisało się ponad 160 posłów PiS. Opozycja zarzuca Sobierańskiej-Grendzie, że nie przedstawiła żadnej spójnej strategii naprawy ochrony zdrowia wobec pogarszającej się sytuacji.
PiS domagał się dymisji Sobierańskiej- Grendy w związku z „pogłębieniem kryzysu finansowego w ochronie zdrowia, chaotycznie wprowadzanymi zmianami w szpitalnictwie oraz niezrealizowaniem żadnego z niezbyt ambitnych celów postawionych przez politycznego mocodawcę”.
„Pani Sobierańska-Grenda jest przykładem na to, jak można demolować jedną z najważniejszych płaszczyzn działania tego państwa, ochronę zdrowia. To jest ta pani, której marzeniem jest likwidacja 30 proc. szpitali. To jest ta pani, której marzeniem byłoby, żeby każdy płacił fakturę u lekarza, a później refundował ją sobie w NFZ, jeśli by się udało. Czyli to jest ta pani, która chciałaby prywatyzacji służby zdrowia” – mówił na początku kwietnia Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS, którego cytuje PAP.
Według wniosku PiS „jedynym namacalnym osiągnięciem jej kadencji pozostaje nieudolnie ukrywana lista drastycznych cięć w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia”.
Sobierańska- Grenda objęła stanowisko po Izabele Leszczynie w lipcu 2025 roku. Wkrótce była krytykowana m.in. za propozycje wprowadzenia oszczędności w budżecie NFZ w 2026 roku.
NFZ mierzy się z ogromną luką finansową – według ostatnich szacunków Ministerstwa Zdrowia sięga ona 18 mld zł. Budżet NFZ na 2026 wynosi 221 mld zł. Od 1 kwietnia NFZ ograniczył finansowanie niektórych badań diagnostycznych, co do końca roku ma przynieść 625 mln zł oszczędności.
Przeczytaj także:
O wotum nieufności dla ministry klimatu pisze Katarzyna Kojzar:
Przeczytaj także:
W rzekach mało wody, w lasach sucho – to wynik miesięcy bez normalnych opadów.
Zima przyniosła śnieg, ale pierwsze miesiące 2026 roku były niepokojąco suche – zauważają hydrolodzy, którzy mówią o rozwijającej się suszy. W marcu średnia suma opadów wyniosła 10,8 mm na metr kwadratowy – to zaledwie 29 proc. normy z lat 1990-2020. Wiosna przyniosła też epizody nawalnego deszczu, który jednak nie nawadnia środowiska we właściwy sposób, nie wsiąkając w suchą glebę i od razu odpływając w kierunku rzek. W związku z tym mapa wysokości wody w rzekach przygotowana przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej na większości powierzchni kraju pokazuje czarny kolor, symbolizujący ich niski stan.
W czwartek (30.04) stan wody niskiej zanotowano w 68 proc. polskich rzek. IMGW ostrzega przed suszą hydrologiczną, czyli niskim stanem wód powierzchniowych, w województwach: zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, małopolskim, śląskim i mazowieckim.
W poprawie sytuacji nie pomogła utrzymująca się przez styczeń i luty pokrywa śnieżna. Hydrolodzy wyjaśniają, że nie było go na tyle dużo, by zrobiło to wystarczającą różnicę dla środowiska. Suma opadów w styczniu wyniosła poniżej 50 proc. wieloletniej normy. „Nawet jeżeli w lutym i na początku marca obserwowano lokalnie wyższe stany wody w rzekach, a także widać było wodę stojącą na polach, to sytuacja ta bardzo szybko się zmieniła” – oceniał na łamach portalu Smoglab prof. Tomasz Kałuża z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. „Śnieg pada i zalega, nie akumuluje się i nie zwiększa zawartości wody w pokrywie”- zauważał w Radiu Wrocław hydrolog, dr Marcin Widowiski. Jak zaznaczają specjaliści, ostatnim „mokrym” miesiącem był styczeń.
Fatalnie wygląda sytuacja w lasach, gdzie rośnie ryzyko pożarowe, na co warto zwrócić uwagę podczas majówkowych wypadów. Według danych Lasów Państwowych na większości powierzchni Polski obowiązuje średni i duży stopień zagrożenia pożarowego.
Najgorzej jest w centralnej i południowo-zachodniej części kraju. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzegło w tej sprawie mieszkańców trzech regionów. Alert obowiązuje w woj. lubuskim (powiat strzelecko-drezdenecki), zachodniopomorskiego (powiat choszczeński), wielkopolskim (powiaty obornicki i poznański) oraz dolnośląskim (powiaty: milicki, oleśnicki, oławski, średzki, trzebnicki, wołowski i wrocławski).
Meteorolodzy zapowiadają majówkę bez deszczu i z wysokimi temperaturami. Opady mogą pojawić się dopiero pod koniec pierwszego majowego tygodnia.
Prezydent Ukrainy zlecił ustalenie szczegółów propozycji w administracji Trumpa. Ze swojej strony zaproponował długotrwałe zawieszenie ognia. Rosja odpowiedziała na to, że jej rozejm będzie... jednostronny i jeszcze nie wiadomo, od kiedy do kiedy.
Wołodymyr Zełenski w mediach społecznościowych poinformował, że zlecił ukraińskim przedstawicielom skontaktowanie się z zespołem prezydenta Stanów Zjednoczonych i ustalenie szczegółów rosyjskiej propozycji dotyczącej krótkotrwałego zawieszenia broni.
„Ukraina dąży do pokoju i podejmuje niezbędne działania dyplomatyczne, aby doprowadzić do rzeczywistego zakończenia tej wojny.
Sprawdzimy, o co konkretnie chodzi: czy o kilka godzin bezpieczeństwa na potrzeby parady w Moskwie, czy o coś więcej.
Nasza propozycja to długotrwałe zawieszenie broni, zagwarantowanie niezawodnego bezpieczeństwa ludziom i trwałego pokoju. Ukraina jest gotowa pracować nad tym w każdym godnym i skutecznym formacie” – napisał ukraiński prezydent.
Wczoraj, 29 kwietnia Władimir Putin podczas rozmowy telefonicznej z prezydentem USA Donaldem Trumpem wyraził gotowość do ogłoszenia „rozejmu” 9 maja. W tym dniu w Rosji obchodzone jest najważniejsze święto – Dzień Pobiedy w „Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”.
Po rozmowie Trump podzielił się szczegółami swojej rozmowy z Putinem. Według amerykańskiego prezydenta rozmowa była „bardzo dobra”. Wyraził też przekonanie, że rozwiązanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego nastąpi „stosunkowo szybko”. Powiedział również, że zaproponował przywódcy Kremla „krótkie zawieszenie broni”, „bo to okropne, że tylu ludzi ginie”.
Wygląda na to, że Putin stara się załatwić zawieszenie broni u Trumpa, ponieważ obawia się ukraińskich ataków na Moskwę. Są one coraz bardziej dotkliwe dla Rosjan. Z powodów bezpieczeństwa Putin ograniczył już defiladę wojskową na Placu Czerwonym, która będzie odbywać się bez sprzętu wojennego.
„Apel do Trumpa o poparcie idei rozejmu 9 maja jest aktem rozpaczliwym. Łatwiej Putinowi ogłaszać rozejmy z okazji świąt prawosławnych, bo te obchodzone są też w Ukrainie. 9 maja jednak nie jest ukraińskim świętem, a Putin nie może o rozejm poprosić prezydenta Zełenskiego, bo byłaby to dla niego wizerunkowa katastrofa. Szuka więc pośrednika” – pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk:
Przeczytaj także:
AKTUALIZACJA: Po komentarzu Wołodymyra Zełenskiego Kreml ogłosił, że w sprawie rozejmu nie będzie się porozumiewać z Ukrainą, a jej stanowisko go nie interesuje. Po prostu Putin ogłosi rozejm jednostronnie, dla swoich wojsk. A od kiedy do kiedy, to dopiero ustali.
30 kwietnia Ukraina kolejny dzień trafia w zakłady chemiczne w Permie. Ostrzelała też obronę mostu krymskiego.