Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Założyli zielone ubrania przypominające żołnierskie mundury, naszyli flagą biało-czerwoną i chodzą po korytarzach warszawskiego Dworca Centralnego legitymując osoby, które mogą być obcokrajowcami. Członkowie grupy Bronimy Polskiej Granicy najpierw paradowali wzdłuż wschodniej granicy. Potem na wiecach Grzegorza Brauna. Teraz „tropią” ludzi w centrum Warszawy
Od niedzieli do sieci trafiają krótkie filmy promujące nocną działalność grupy Bronimy Polskiej Granicy – samozwańczych „obrońców” znanych między innymi z tropienia migrantów na granicy polsko-białoruskiej, których ... nie mogli znaleźć. Ich działalność, skoncentrowana głównie na nakręcaniu spirali nienawiści i autopromocji, dokładnei opisała w OKO.press Anna Mierzyńska.
Przeczytaj także:
Na filmach opublikowanych w niedzielę i poniedziałek widać, jak grupa mężczyzn, ubrana w charakterystyczne uniformy do złudzenia przypominające oficjalne stroje strażników, przechadza się w nocy po Dworcu Centralnym i legitymuje, wypytuje, nachodzi osoby, które wyglądają na obcokrajowców.
„Będziemy wypytywali, skąd są ci przybysze, po co tu przyjechali” – odgraża się jeden z mężczyzn na filmie. „Takich patroli będzie coraz więcej, nie tylko w Warszawie, ale i całej Polsce” – słychać w nagraniu. Materiały opublikował Paweł Jaworski, założyciel wspólnoty „Żołnierze Chrystusa”, jeden z liderów Marszu Niepodległości, opisany m.in. przez „Newsweeka”. Niegdyś chronił kraj przed społecznością LGBT. Potem atakował uczestniczki Strajku Kobiet. Dziś uderza w migrantów.
Kamil Syller, prawnik i aktywista, już zaapelował do PKP o zwrócenie uwagi na mężczyzn i wyciągnięcie konsekwencji z ich działań.
Jak podał Paweł Marcinkiewicz z „Gazety Wyborczej”, który opisał działalność nocnych ultraprawicowych bojówek w rejonie Dworca Centralnego, sprawę bada również Stołencza Policja.
Weryfikujemy te informacje – mówi mł. asp. Jakub Pacyniak, rzecznik Komendy Rejonowej Policji nr 1. Zapowiada, że reakcja policji, jeśli doniesienia na temat patroli się potwierdzą, będzie stanowcza. – Nie ma naszej zgody, by ktoś podawał się za funkcjonariuszy – zapewnia.
„To wyzwanie rzucone państwu. Wiadomo, że celem tych patroli jest wytworzenie atmosfery strachu” – mówi „Wyborczej” prof. Rafał Pankowski, współzałożyciel Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”.
Działanie grupy wpisuje się bowiem w coraz poważniejszą spiralę nienawiści wobec obcokrajowców. Nie chodzi tylko o hejterskie wiadomości i nagonkę w sieci, ale i bezpośrednie akty przemocy.
W piątek taksówkarz z Azerbejdżanu został pobity przy Dworcu Gdańskim w Warszawie. 8 czerwca w Sulechowie osiemnastolatek zaatakował siedzącego na przystanku obcokrajowca, zabrał mu plecak z dokumentami, a następnie spalił go wraz z zawartością. Kieleccy radni pod koniec tygodnia woleli oddać piętnaście starych, zużytych i nienadających się do jazdy po polskich drogach autobusów ukraińskiej Winnicy, bo ci „nie są dość wdzięczni”. Prezydent Karol Nawrocki rozważa odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. A pod koniec maja w Lublinie wybuchła afera dotycząca studiujących tam (od lat) obcokrajowców z Afryki.
„Jeśli naprawdę chcecie Polski, gdzie jest tylko jeden wzór etniczny i polityczny, to w tej Polsce będzie jedno miejsce, tylko dla jednego człowieka. Janusz Kowalski. Tak, to brzmi arcypolsko. Miejsca dla innych już nie będzie” – mówił 10 czerwca w Sejmie premier Donald Tusk, przestrzegając przed „marszem w stronę brunatnego krajobrazu”, którą to drogą prowadzi Polskę prawica w swej coraz bardziej i bardziej radykalnej kampanii nienawiści.
Jak jednak wskazał Witold Głowacki, Tusk i polityka prowadzona przez niego i jego rząd wobec Ukraińców i Ukrainy w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy doskonale wpisuje się w ten brunatny marsz. „Tusk mówi więc zupełnie co innego, niż rzeczywiście robi. A część odpowiedzialności za postępujące brunatnienie Polski ponosi on sam wraz ze swoją formacją” – pisał nasz dziennikarz.
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony, atakujące Moskwę od tygodnia, przebiły się w końcu przez obronę. Płonie moskiewska rafineria Kapotnia
Mer Moskwy Siergiej Sobianin ogłosił, że 16 czerwca po godzinie 5:00 rano obrona miasta zestrzeliła 60 dronów podczas zbliżania się do stolicy. Wszystkie cztery moskiewskie lotniska – Szeremietiewo, Domodiedowo, Wnukowo i Żukowski – zostały zamknięte. Dopiero rano ograniczenia zostały zniesione — podaje portal Meduza.
Ukraiński kanał telegramowy Exilenova+ donosi, że w moskiewskiej rafinerii Kapotnia wybuchł pożar po ataku drona. Władze Moskwy wkrótce potwierdziły atak na rafinerię. Sobianin poinformował, że jeden z dronów uszkodził rafinerię. Nie było ofiar śmiertelnych.
„Tym razem obwód moskiewski odczuł w pełni potencjał Ukrainy w zakresie broni dalekiego zasięgu. Trafiona została rafineria ropy naftowej odległa o 500 kilometrów” – napisał Zełenski w Telegramie, który w przeciwieństwie do X, którym zazwyczaj komunikuje się prezydent Ukrainy, dostępny jest ciągle w Rosji. Podziękował też wojsku i służbom „za skuteczną pracę”.
Ukraińcy trafili też skład ropy na południu Rosji, w Kraju Krasnodarskim.
Ponieważ Rosja coraz gorzej daje sobie radę z atakami Ukrainy, szczególnie na zapleczu frontu i na Krymie, Putin zapowiedział, że wobec tego Rosja zintensyfikuje ataki na ukraińskie miasta. Taki krwawy atak, m.in. na Kijów, miał miejsce wczoraj. Ucierpiała Ławra Peczerska — zabytek z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Wzbudziło to na świecie oburzenie — Ławra porównywana jest w komentarzach do Notre Dame w Paryżu czy krakowskiego kościoła mariackiego. UNESCO informuje, że zniszczenia zabytkowego kompleksu są poważne.
Ukraińcy w komunikatach o atakach na Rosję podają koordynaty celów, a potem pokazują zdjęcia potwierdzające trafienia. Rosjanie zrezygnowali natomiast z określenia „precyzyjne” na określenie swoich ataków. Wydaje się, że teraz strategia rosyjska polega na zmasowanym ostrzale,
Problem Ławry jest jednak dla Rosji duży — dotychczasowa narracja podkreślała, że jest to kolebka rosyjskiej państwowości. Rosyjska propaganda opowiada więc teraz, że Ławrę zniszczyła niechcący ukraińska obrona albo że w ogóle jest to „mistyfikacja spreparowana przez Macrona” (rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa).
Tymczasem w Evian we Francji spotykają się przywódcy G7. Będzie tam prezydent Trump, ale także prezydent Ukrainy. Atak na Ławrę i kolejne trafienia ukraińskie w rosyjski przemysł naftowy będą tłem toczonych tam rozmów
Przeczytaj także:
Nawrocki był jedynym prezydentem innego państwa na kolacji Trumpa – przekazał Marcin Przydacz, szef Biura Spraw Międzynarodowych. „Jest gotowość, żeby zwiększać obecność amerykańskich żołnierzy”
W niedzielę 14 czerwca 2026 prezydent Donald Trump zorganizował urodziny w formie walki MMA na trawniku przed Białym Domem. Wśród gości był Karol Nawrocki. Polski prezydent rozmawiał z Trumpem dwukrotnie. Raz w czasie gali, co uwieczniły kamery.
Wcześniej jednak miał też okazję do rozmowy podczas dwugodzinnego urodzinowego bankietu. Czy to była „rozmowa w cztery oczy”, którą wcześniej zapowiadał Pałac Prezydencki? Tego nie wiemy. W kolacji wzięli udział też amerykańscy politycy i biznesmeni reprezentujący największe amerykańskie firmy, m.in. Sam Altman (Open AI) i Mark Zuckerberg (Meta/Facebook).
Nawrocki miał być jedyną głową państwa na kolacji Trumpa – poinformował dziennikarzy prezydencki minister Marcin Przydacz. Nie towarzyszył mu tam żaden z urzędników czy dyplomatów, lecz Jan Błachowicz – były mistrz UFC. Jak stwierdził Przydacz, Nawrocki dostał zaproszenie dla siebie i jednej osoby towarzyszącej, wybrał Błachowicza, by promować polski sport. Według ministra Przydacza „Obecność Błachowicza wzbudziła gigantyczne zainteresowanie polityków, biznesmenów i członków rodzin”.
Co uzyskał Nawrocki? – pytali Przydacza dziennikarze w poniedziałek 15 czerwca 2026.
„Zobowiązanie sojusznicze” – odpowiedział minister. „Polska jest great ally, jest modelowym sojusznikiem” – cytował Trumpa. Sojusz polsko-amerykański jest silny, a „zawierucha wynikająca ze zmian obecności amerykańskiej w Europie nie dotknie Polski”.
Dopytywany o szczegóły Przydacz odpowiedział, że „ze strony Białego Domu jest pełna gotowość do tego, żeby zwiększać obecność [w Polsce]”. „Drzwi w kontekście stałej obecności amerykańskiej w Polsce są otwarte. Ale te deklaracje trzeba wypełnić konkretami, a za te konkrety odpowiada minister obrony” – mówił Przydacz. „Decyzje podejmuje Biały Dom, a dokumenty przygotowuje Pentagon, teraz jest czas, żeby wysiłki polityczne zintensyfikować”.
Po powrocie Nawrocki ma zaprosić wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza do rozmowy o tych szczegółach.
„Finalną decyzję podejmie osobiście Donald Trump” – zaznaczył Przydacz. „Dlatego warto inwestować w dobre personalne relacje. A to wczorajsze wydarzenie przekonuje nas wszystkich, że te relacje osobiste między prezydentami są jak najlepsze”.
Nawrocki rozmawiał też z wiceprezydentem JD Vancem, zięciem Trumpa i nieformalnym negocjatorem porozumień pokojowych Jaredem Kushnerem oraz sekretarzem energii o współpracy gazowej Polski z USA.
Jeszcze kilka dni temu wokół obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce trwała polityczna burza. Zza oceanu płynęły sprzeczne komunikaty: Pentagon twierdził, że rotacja żołnierzy zostanie wstrzymana, a Donald Trump – że wysyła kolejnych.
Przeczytaj także:
Kosztująca 60 milionów dolarów impreza była de facto reklamą firmy UFC, której szef od lat wspiera Trumpa. „Żadna kampania promocyjna na świecie nie byłaby w stanie kupić takiej skali rozgłosu” – podsumował sportowy portal The Athletic.
Również główny sponsor gali, giełda kryptowalut Crypto.com, jest powiązana biznesowo z Trumpem. Korzyści biznesowe odniesie też transmitujący galę Paramount: „Dla Paramount+ transmisja tego wydarzenia stanowi znakomitą okazję do zaprezentowania, jakie będą efekty wartej 7,7 mld dolarów umowy, i to w czasie, gdy amerykańskie władze dokładnie analizują planowaną megafuzję Paramount i Warner Bros. Discovery”.
Zorganizowana przez Trumpa gala mieszanych sztuk walki wzbudziła ogromne emocje. Według sondażu Ipsosa dla Reutersa tylko 16 procent Amerykanów uważało tę imprezę za stosowną, a 46 procent było jej przeciwne. Co ciekawe – nawet wśród republikanów zaledwie jedna trzecia ją popiera.
Jednak ci, którzy brali w niej udział, bawili się świetnie. Jak relacjonuje „The Athletic”, na obrzeżach parku przed Białym Domem, gdzie dziesiątki tysięcy osób oglądało walki na telebimach, ustawiono dziesiątki namiotów z jedzeniem i innymi atrakcjami. „Całość przypominała po części festiwal muzyczny, a po części tradycyjny jarmark, i w jakiś sposób tworzyła niezwykle atrakcyjne doświadczenie dla oglądających”.
Przeczytaj także:
Itamar Ben Gwir ma już zakaz przekraczania polskiej granicy.
Na unijnym forum widać „optyczna większość”, która mogłaby przesądzić o restrykcjach wobec Itamara Ben Gwira, ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela. Poinformował o tym szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Chodziłoby o zakaz wjazdu izraelskiego polityka do Strefy Schengen. Polska już wcześniej podjęła taką decyzję w związku z reakcją Ben Gwira po operacji zatrzymania na wodach międzynarodowych statków flotylli Global Sumud. Aktywiści grupy próbowali przełamać blokadę dostaw pomocy humanitarnej dla Strefy Gazy, płynąc łodziami w kierunku jej wybrzeży.
Itamar Ben Gwir zamieścił w mediach społecznościowych materiał filmowy, na którym słychać, jak szydzi z zatrzymanych działaczy. Po zatrzymaniu i deportacji obywateli Unii Europejskiej z Izraela Polska, Francja, Wielka Brytania i Portugalia zażądały wyjaśnień od izraelskich służb dyplomatycznych. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Maciej Wiewiór przekazał, że izraelski chargé d’affaires „usłyszał bardzo wyraźną opinię strony polskiej na temat tego, co można było zobaczyć na nagraniach w internecie”. W związku z tym Ben Gwir został objęty 5-letnim zakazem wjazdu na polskie terytorium.
Na unijnym forum trwa dyskusja nie tylko o zakazie wjazdu, ale i zamrożeniu aktywów należących do Ben Gwira. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas dała jednak do zrozumienia, że tak daleko idące sankcje wymagałyby nieosiągalnej do tej pory jednomyślności.
Itamar Ben Gwir jest jedną z najbardziej wyrazistych i kontrowersyjnych postaci rządu w Tel Awiwie. Na nagraniu, w związku z którym może teraz doczekać się unijnych sankcji, widać go w porcie Aszod, gdzie przetrzymywano zatrzymanych aktywistów. „Witajcie w Izraelu. To my jesteśmy panami domu” – rzucił w kierunku działaczy izraelski minister.
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i prominentnych polityków w Izraelu w ostatnich dniach wypowiada się też między innymi na temat szans na zakończenie wojny USA i Izraela przeciwko Iranowi. Po zapowiedzi porozumienia pokojowego przez Donalda Trumpa stwierdził, że umowa ta nie będzie wiążąca dla Izraela, który chce wciąż być militarnie obecny w Libanie.
Przeczytaj także:
Medaliści tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich otrzymają środki, które zostały im wypłacone w tokenach Zondacrypto. Przez upadek sponsora Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie mogli spieniężyć swoich nagród.
Pieniądze, które miały zostać wypłacone przez Zondacrypto w formie tokenów – a których nie mogli zrealizować trzej sportowcy i dwaj trenerzy – zostały przelane na ich konta dzięki wsparciu prywatnych sponsorów, bez udziału państwowych spółek. O pozyskaniu funduszy poinformował Radosław Piesiewicz, szef PKOl.
Ich wypłata stała się niemożliwa po plajcie giełdy kryptowalut. Łącznie Zondacrypto miała im przekazać 1,1 miliona złotych w tokenach. Środki od Zondy mieli otrzymać medaliści olimpijscy, ale i zawodnicy, którzy podczas Zimowsych Igrzysk w Mediolanie i Cortinie zajęli miejsca od czwartego do ośmego. Środki na wypłaty dla nich – łącznie 280 tysięcy złotych – udało się zabezpieczyć już wcześniej dzięki jednemu ze sponsorów Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Piesiewicz podziękował za wsparcie i cierpliwość sportowcom i trenerom – ale nie wszystkim.
„Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystko, od A do Z. I nasze nagrody, do których się zobowiązaliśmy, i te za naszych sponsorów. Chciałem serdecznie podziękować Władkowi (Siemirunnemu – medaliście w łyżwiarstwie szybkim – przyp. aut.), Pawłowi Wąskowi (skoczowi, medaliście w konkursie duetów) i dwóm trenerom. Rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite. Dziękuję im za to, że wytrzymali to” – mówił Piesiewicz. Piesiewicz nie wymienił w tym gronie kolejnego z utytułowanych olimpijczyków z Mediolanu i Cortiny – skoczka Kacpra Tomasiaka.
Matka trzykrotnego medalisty olimpijskiego mówiła w mediach o burzliwym przebiegu rozmów z PKOl. Według niej prezes Komitetu zaproponował Tomasiakowi wypłatę ratalną należnych środków, która zajęłaby około siedmiu lat. Jak przekazała, Piesiewicz miał zasugerować w czasie spotkania z zawodnikami i trenerami, by ci podziękowali mu za załatwienie sprawy. Tomasiak za swój sukces otrzymał również mieszkanie. Pomysł ten został przypisany szefostwu PKOl, jednak w rzeczywistości była to własna inicjatywa dewelopera – stwierdziła w jednym z wywiadów Kinga Tomasiak.
Zondacrypto, znana wcześniej jako BitBay, została sponsorem generalnym PKOl w październiku 2025 roku. W związku z tym PKOl zapowiedział, że po raz pierwszy w historii nagrody otrzymają również olimpijczycy, którzy zajęli miejsca 4–8 podczas zimowych igrzysk we Włoszech. Nagrody miały zostać przekazane w tokenach. Wypłatę środków z tokenów uniemożliwiła jednak niewypłacalność i upadek spółki.
17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut. Postępowanie dotyczy podejrzenia oszustw o znacznej wartości oraz prania brudnych pieniędzy. Do tej pory wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwach, a przesłuchano kilkuset pokrzywdzonych oraz świadków. Początkowo szacowano straty na co najmniej 350 milionów złotych. Wśród poszkodowanych znaleźli się także polscy sportowcy, którzy nie zdążyli wymienić tokenów na gotówkę.
W OKO.press opisywaliśmy bezradność polskich organów wobec działalności giełdy kryptowalut, a także polityczne tło sprawy oraz powiązania Zondacrypto z obcymi służbami.
Przeczytaj także: