Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wenezuela wciąż liczy straty po trzęsieniu ziemi. Rządowe dane mówią na razie o 920 zgonach, ale 50 tysięcy osób wciąż uznanych jest za zaginionych. Ziemia jednak znów zadrżała. Nie ma dotąd informacji o ofiarach wśród ludności i zniszczeniach – poinformował Reuters
W piątek, 26 czerwca, doszło do kolejnego trzęsienia ziemi w Wenezueli. Według Europejsko-Śródziemnomorskiego Centrum Sejsmologicznego magnituda piątkowego wstrząsu wyniosła 4.9 w skali Richtera. To oznacza, że wstrząsy były mocno odczuwalne – ale nie na tyle silne, by dokonać ogromnych zniszczeń. Epicentrum trzęsienia ziemi znajdowało się około 80 kilometrów od Caracas.
Delcy Rodriguez, które pełni obowiązki prezydenta Wenezueli, poinformowała w piątek na X, że Donald Trump i sekretarz stanu USA Marco Rubio wyrazili gotowość do pomocy „w tym trudnym dla Wenezueli momencie”. Rodriguez rozmawiała z prezydentem USA przez telefon. I jak pisze, Stany Zjednoczone potwierdziły gotowość do pomocy w likwidacji skutków środowej katastrofy. USA wyśle do Wenezueali ratowników, specjalistyczny sprzęt. Zadeklarowała też pomoc humanitarną dla dziesiątków tysięcy poszkodowanych.
Trzęsienia ziemi w Wenezueli są największym wyzwaniem dla pełniącej obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez, która objęła urząd w styczniu po pojmaniu i odsunięciu od władzy ówczesnego prezydenta Nicolasa Maduro przez Stany Zjednoczone. Wenezuela od ponad dekady zmaga się z kryzysem gospodarczym, a wielu obywateli podważa legitymację polityczną Rodriguez.
W środę, 24 czerwca, wieczorem, w Wenezueli miały miejsce dwa silne trzęsienia ziemi. W odstępie około 40 sekund w północno-zachodniej części kraju zarejestrowano dwie serie wstrząsów o sile 7,2 i 7,5 w skali Richtera. Potem nastąpiło ponad 200 wstrząsów wtórnych. To najsilniejszy kataklizm, jakiego doświadczyła Wenezuela od ponad wieku.
„Są budynki, domy, które się zawaliły. Zajmujemy się tym, używając wszystkiego, co dostępne, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, pomoc obywatelską. Straż pożarna, policja, wszystko zostało uruchomione” – mówił minister spraw wewnętrznych Wenezueli Diosdado Cabello. Dodał, że wstrząsy podziemne były odczuwalne jednocześnie w kilku regionach kraju.
Wenezuela wciąż liczy straty. Jorge Rodriguez, przewodniczący parlamentu w Wenezueli poinformował w piątek, że:
„Będziemy ratować osoby, które utknęły pod gruzami. (...). Pracujemy nad tym bez wytchnienia” – zapowiedziała Rodriguez. Dodała, że najbardziej dotknięty klęską stan La Guaira, został zmilitaryzowany, aby ułatwić poszukiwania ocalałych oraz dystrybucję żywności i wody. Z powodu uszkodzeń zamknięto znajdujące się tam główne lotnisko kraju, co utrudnia prowadzenie akcji humanitarnej, w tym przyjmowanie pomocy z zagranicy – podaje Polska Agencja Prasowa.
Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) poinformowała, że skutki trzęsień ziemi mogą dotknąć nawet 6,76 mln mieszkańców Wenezueli. Dyrektorka regionalna Międzynarodowego Czerwonego Krzyża odpowiedzialna za region Ameryk Loyce Pace powiedziała, że „ludzie wciąż boją się wracać do swoich domów”.
Przeczytaj także:
Donald Trump zagroził, że państwa europejskie nakładające podatek od usług cyfrowych na amerykańskie koncerny technologiczne mogą zostać objęte 100-procentowymi cłami. Wcześniejsze umowy handlowe miałyby pozostać bez znaczenia
„Wiele krajów europejskich dyskutuje o rychłym wprowadzeniu podatku od usług cyfrowych dla amerykańskich firm. Niektóre z tych krajów są bliskie wprowadzenia tego podatku. Niniejszym oświadczeniem pragniemy poinformować, że każdy kraj, który nałoży taki podatek, zostanie natychmiast obciążony 100-procentowym cłem na wszystkie towary wysyłane do Stanów Zjednoczonych” — napisał Donald Trump we wpisie na Truth Social.
Dodał, że nowo nałożone cło zastąpi umowy handlowe zawarte z krajami Europy — niezależnie od tego, czy umowy te obowiązują i od jak dawna lub czy są na etapie wdrożenia czy deklaracji.
Polska Agencja Prasowa informuje, że amerykański urząd przedstawiciela ds. handlu (USTR) prowadzi obecnie postępowanie badające nieuczciwe praktyki handlowe dotyczące rzekomej dyskryminacji amerykańskich firm cyfrowych na rynku UE. Wyniki tego dochodzenia mogłyby posłużyć za podstawę do nałożenia nowych cel — mimo iż dotychczas Waszyngton zapewniał, że dochowa swojej części umowy handlowej z Europą. Dziś górny limit ceł na towary z UE wynosi 15 procent.
Rada Unii Europejskiej, zgodnie z tymi ustaleniami, w czwartek formalnie przyjęła przepisy wdrażające umowę handlową z USA.
Podatek cyfrowy (ang. digital service tax – DST) to europejski pomysł na opodatkowanie międzynarodowych firm, które zarabiają na reklamach wyświetlanych w sieci w krajach UE, sprzedaży danych, platformach cyfrowych, ale płacą podatek dochodowy w tych krajach zaledwie od ułamka swoich dochodów.
Unijny podatek cyfrowy wynosi on 2-3 procent od generowanych przed dany koncern technologiczny (tzw. big tech) przychodów. Przyjęcie go Komisja Europejska rekomendowała już w 2018 roku.
Podatek ten wprowadziły już m.in. Francja, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Austria czy Turcja. Nad spójnymi przepisami dla państw członkowskich pracowała Unia Europejska, ale pod silną presją Stanów Zjednoczonych prace te zostały zamrożone.
Sam Trump regularnie, od sierpnia zeszłego roku, straszy wysokimi cłami w odpowiedzi na wprowadzany w Europie podatek cyfrowy. Najostrzejsza wypowiedź dotyczyły Francji – kiedy to w połowie czerwca 2026 r., przed szczytem G7, Trump bezpośrednio zagroził Emmanuelowi Macronowi 100-procentowymi cłami na wino i szampana. Na straszeniu jednak się skończyło.
Polskie Ministerstwo Cyfryzacji również ogłosiło plany wprowadzenia 3-procentowego podatku. O podatku tym Krzysztof Gawkowski kierujący resortem mówił od 2024 roku. Jak pisał na łamach OKO.press Jakub Szymczak, choć resort zapewnia, że podatek nie uderzałby w firmy ze względu na narodowość, jasnym jest, że taki podatek uderza w dochody wielkich firm amerykańskich takich jak Meta, Microsoft czy X Elona Muska.
Dlatego Polsce już przed rokiem palcem groził ambasador USA w Polsce Thomas Rose, który podatek nazwał „autodestrukcyjnym” i obwieścił, że zaszkodzi on Polsce i relacjom ze Stanami Zjednoczonymi. „Prezydent Trump również odpowie odwetem, jak i powinien zrobić. Odwołajcie podatek, aby uniknąć konsekwencji!” – nawoływał wówczas.
W lutym 2026 rozpoczęto jednak konsultacje projektu, a projekt ustawy wpisano do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów.
„Firmy, które płacą podatek od swojej działalności w Polsce, są w sytuacji gorszej niż te, które świadczą na terytorium naszego kraju usługi cyfrowe z zagranicy. To zmniejsza konkurencyjność krajowych podmiotów, ogranicza naszą suwerenność cyfrową, a także uszczupla istotnie przychody do budżetu państwa, które mogłyby być reinwestowane w budowanie potencjału technologicznego naszego kraju. Gospodarka w coraz większym stopniu przenosi się do sfery cyfrowej i z czasem te nierówności tylko by się pogłębiały” – mówił wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Dziś bowiem w Polsce obowiązuje wyłącznie podatek od usług VOD. Platformy streamingowe płacą 1,5 procent podatku – ale inni giganci cyfrowi z tych składek są wyłączeni, płacą więc w Polsce grosze.
Przeczytaj także:
Dwa państwa na wschodniej flance NATO ostrzegły, że Rosja przygotowuje możliwą prowokację w państwach bałtyckich lub Polsce. Putin może próbować w ten sposób przetestować spójność zachodniego sojuszu wojskowego — napisał „The Guardian”
Według źródeł z dwóch krajów Kreml może próbować przetestować spójność NATO, ponieważ Rosja znajduje się pod rosnącą presją ze strony Ukrainy – podaje brytyjski dziennik.
Łotewski wywiad poinformował: „Widzimy przesłanki, że Rosja przygotowuje prowokacje wojskowe przeciwko krajom bałtyckim lub Polsce”. Nie będzie to jednak atak na pełną skalę.
Podobne oświadczenie w zeszłym tygodniu złożyło wysoko postawione źródło polityczne z drugiego państwa NATO. Stwierdziło, że „zbieramy informacje wywiadowcze”, że Władimir Putin „planuje coś przeciwko państwom bałtyckim”. Może być bowiem skłonny przetestować wsparcie USA dla niektórych z mniejszych państw członkowskich NATO – Estonii, Łotwy i Litwy – w desperackiej próbie zmiany sytuacji, gdy Rosja nie radzi sobie z atakami Ukrainy.
W czwartek wieczorem premier Polski publicznie wyraził swoje obawy.
„Podzielamy również, bez wyjątku, opinię, że sytuacja jest bardzo niestabilna i w nadchodzących tygodniach i miesiącach można spodziewać się różnego rodzaju eskalacji” – powiedział Donald Tusk na konferencji prasowej po szczycie Wschodniej Flanki w Gdańsku. „Będziemy chcieli przygotować się jako grupa państw bezpośrednio narażonych na to ryzyko”.
Zmiana sytuacji na wojnie postawiła Rosję w nowej sytuacji. Tradycyjne groźby użycia broni atomowej, cudownych pocisków o niszczycielskiej sile, przestały działać. Do tego jasne się stało, że Putin źle ocenił intencje i możliwości Donalda Trumpa. Sądził, że Trump na Alasce obiecał mu w sierpniu 2025 r., iż zmusi Ukrainę do ustępstw terytorialnych i politycznych. Amerykanie mówią teraz, że żadnej takiej umowy nie było. Kreml więc nie kryje irytacji i podkreśla, że w takim razie „Amerykanie nie są neutralną stroną w konflikcie”.
Ukraińskie ataki na Rosję — do 2 tys. kilometrów za linią frontu — destabilizują kraj. Brakuje benzyny, największe aglomeracje — Petersburg i Moskwa — żyją w stałym zagrożeniu atakiem dronów. Na Krymie obowiązuje stan wyjątkowy: nie ma nie tylko paliwa, ale i prądu. Z przerwani działa transport, a zaopatrzenie półwyspu szwankuje. 2500 samochodów stoi w kolejce przy wyjeździe z Krymu przez most kerczeński (wieczorem kolejka zmniejszyła się do tysiąca pojazdów).
Wszystko to na skutek ukraińskiego ostrzału.
Przeczytaj także:
Kremlowska oficjalna narracja za tym nie nadąża. Zatrzymała się obecnie na etapie, że Ukraina nie jest w stanie produkować tak zaawansowanej broni, zatem Rosję atakuje Zachód. I Zachód powinien za to zapłacić.
Jak mówił w niedawnej rozmowie z OKO.press Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich, w ten sposób Kreml z jednej strony próbuje wystraszyć Zachód i powstrzymać od pomocy Ukrainie, z drugiej – opowieścią o większej wojnie tonować pogarszające się nastroje w Rosji.
„Tworzy się więc na naszych oczach psychologiczny grunt dla potencjalnej eskalacji po stronie rosyjskiej. Zarówno eskalacji wertykalnej, czyli zwiększenia agresywności ataków na Ukrainę i zwiększenia sił rosyjskich poprzez mobilizację, jak i eskalacji horyzontalnej, czyli potencjalnie poszerzenia agresywnych działań rosyjskich również poza Ukrainę, czyli na państwa członkowskie NATO” – mówi Menkiszak. –
„Póki co to jest straszenie, wojna psychologiczna. Ale jeśli Kreml postrzegać będzie Zachód jako osłabiony, podzielony i niegotowy do czynnego oporu, to może zaryzykować spełnienie części gróźb”.
Przeczytaj także:
Waldemar Żurek poinformował, że prokurator generalna Serbii zadeklarowała współpracę w sprawie poszukiwanego Marcina Romanowskiego. Polityk PiS i były wiceminister sprawiedliwości miał być widziany w Serbii i Chorwacji po tym, jak pod koniec maja opuścił mieszkanie w Budapeszcie
„Miałem spotkanie online z panią prokuratorką generalną Serbii. Nie wiedziała jeszcze, czy pan Romanowski jest u nich. Zadeklarowała współpracę”
- powiedział w piątek 26 czerwca minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek w rozmowie z PAP.
Nie jest jasne, gdzie obecnie przebywa Marcin Romanowski, polityk PiS i były wiceminister sprawiedliwości. Wiadomo, że po koniec maja opuścił mieszkanie w Budapeszcie, wedle doniesień mediów potem miał być widziany w Serbii i Chorwacji.
Za Romanowskim wydany jest Europejski Nakaz Aresztowania. Jednak obrona posła próbuje wykorzystać spekulacje na temat tego, że może przebywać w Serbii.
W ubiegłym tygodniu obrońcy polityka wystąpili z wnioskiem o uchylenie ENA. Powód? W Serbii ENA nie obowiązuje, bo kraj ten nie jest członkiem Unii Europejskiej.
We wniosku prawnik Romanowskiego argumentuje, że przesłanką do wydania ENA powinno być uzasadnione podejrzenie, iż poszukiwany ukrywa się na terytorium jednego z państw Unii Europejskiej. A skoro podejrzewa się, że jest poza UE, to ENA nie ma podstaw.
Obrońca wskazywał również, że Romanowski nie został zatrzymany w żadnym kraju UE przez ponad dwa i pół roku.
Przeczytaj także:
Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS poszukiwany jest w związku z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura postawiła mu zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze Funduszu Sprawiedliwości.
Na początku grudnia 2024 roku sąd wydał zgodę na areszt posła PiS, a 19 grudnia wydano za nim również Europejski Nakaz Aresztowania. Jednak dokładnie tego samego dnia okazało się, że Romanowski uzyskał ochronę na Węgrzech rządzonych wówczas jeszcze przez Viktora Orbána.
W listopadzie 2025 roku do Romanowskiego dołączył Zbigniew Ziobro, który również schronił się pod skrzydłami Orbana. Jednak po przegranych wyborach parlamentarnych na Wegrzech, które pozbawiły władzy Orbana, nowy premier Péter Magyar zapowiedział, że jego rząd "nie będzie zapewniać schronienia, nie mówiąc już o azylu, zagranicznym przestępcom”.
Mówił to już właściwie w trakcie kampanii wyborczej, jeszcze jako lider opozycji. Ukrywający się na Węgrzech polscy politycy mieli więc czas, by przygotować plan ucieczki. Zbigniew Ziobro udał się do Stanów Zjednoczonych, tam też zresztą miał przenieś się sam Orban. Natomiast losy Marcin Romanowskiego nie są znane.
Kilka dni po zaprzysiężeniu Péter Magyara na Węgrzech Romanowski opublikował w serwisie YouTube nagranie, jednak ani nie podał w nim, gdzie przebywa, ani nie można było tego ustalić, ponieważ polityk wystąpił w nim po prostu na tle białej ściany.
Przeczytaj także:
W piątek rosyjskie władze okupacyjne podpisały dekrety wprowadzające stan wyjątkowy w Republice Krymu i Sewastopolu. Powodem są ataki ukraińskich dronów, które spowodowały "problemy gospodarcze”. Ludność próbuje się wydostać z półwyspu, na dojeździe do mostu kerczeńskiego utworzył się ogromny korek
Na Krymie i w Sewastopolu w piątek (26 czerwca) o godz. 13.00 czasu lokalnego (godz. 12.00 czasu polskiego) wprowadzono stan wyjątkowy. Ma on obowiązywać do czasu "poprawy sytuacji”.
„Wspólnie z gubernatorem Sewastopola Michaiłem Władimirowiczem Razwożajewem podjęto decyzję o podpisaniu dekretów o ogłoszeniu regionalnego stanu wyjątkowego w Republice Krymu i Sewastopolu" – przekazał w piątek szef Republiki Krymu, polityk partii Jedna Rosja Siergiej Aksionow.
„Status prawny stanu wyjątkowego pozwala na jak najszybsze rozwiązanie problemów związanych ze stabilnym funkcjonowaniem wszystkich sektorów mających wpływ na warunki życia ludności"
- zaznaczył Aksionow.
Komunikat o tej samej treści wydał również w piątek po godz.12.00 gubernator Sewastopola.
Decyzja ta ma związek z atakami ukraińskich dronów. Krym był ich celem w nocy z czwartku na piątek (25/26 czerwca), podczas jednego z największych w tej wojnie ataków dronowych Ukrainy. Duży nalot dronów miał miejsce również w nocy z soboty na niedzielę (20/21 czerwca).
Przeczytaj także:
Ataki spowodowały, że od niemal tygodnia Krym zmaga się z niedoborami paliwa oraz przerwani w dostawach prądu. Jak pisze „The Moscow Times”, mieszkańcy donoszą o braku prądu trwającym już od kilku dni, a w niektórych miastach półwyspu zaczęły występować przerwy w dostawach wody i w funkcjonowaniu transportu publicznego.
Władze ogłosiły też ograniczenie połączeń kolejowych z Rosją. Jak podaje portal, liczba pociągów „Tawria” została zmniejszona z 14 do 7 dziennie.
Wszystko to doprowadziło do niepokojów na Krymie i wybuchu paniki. Ludzie masowo próbują się wydostać z półwyspu. Jak donosi „The Moscow Times”, w czwartek wieczorem kolejka na wyjeździe z półwyspu rozciągała się na prawie 15 km. To dlatego, że z powodu zagrożenia ze strony ukraińskich dronów ruch na Moście Krymskim został wstrzymany na sześć godzin.
W piątek rano, po otwarciu mostu, wcale było jest lepiej. Około godziny 10.00 na kontrolę przed wyjazdem z Krymu czekało 1780 samochodów, a czas oczekiwania w kolejce przekraczał cztery godziny.
W internecie pojawiają się plotki, że urzędnicy wywożą swoje rodziny z Krymu do Rosji, władze jednak temu zaprzeczają.
Krym jest celem masowych ataków ukraińskich dronów niemal od tygodnia. W środę (24 czerwca) minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow oświadczył, że Ukraińcy chcą „odciąć od świata” Półwysep Krymski i zrobią to „w najbliższym czasie”.
Ukraina ogłaszając plan „izolacji Krymu” nasiliła uderzenia w infrastrukturę transportową, paliwową i energetyczną.
Jednocześnie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w czwartek (25 czerwca) ogłosił 40-dniową operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), której celem jest zmuszenie Moskwy do zakończenia wojny.
Poinformował jednocześnie, że SBU „otrzymała materiały świadczące o faktycznie codziennym pogłębianiu się kryzysu związanego z paliwem, logistyką wojskową i zarządzaniem na Krymie”.
Przeczytaj także: