0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15:59 23-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Lebanese Presidency Press Office / AFPPhoto by Lebanese Pr...

Prezydent Libanu domaga się zakończenia izraelskiej okupacji południa kraju

W Waszyngtonie rozpoczęła się kolejna rozmów Liban-Izrael. Nie biorą w nich jednak przedstawiciele Hezbollahu, z którym walczy Izrael

Co się wydarzyło

„Rozwój wydarzeń z ostatnich kilku dni pokazał słuszność naszego wyboru, by podjąć negocjacje, ponieważ jest to jedyna droga by osiągnąć nasze narodowe cele i przywrócić nasze prawa” – cytuje słowa prezydenta Libanu Josepha Aouna jego biuro. Aoun podkreślał też w obliczu negocjacji z Izraelem: "nie zgodzimy się na nic innego, jak tylko zniknięcie izraelskiej okupacji z południowego Libanu.

Kolejna runda rozmów pomiędzy Izraelem a Libanem rozpoczyna się dziś w Waszyngtonie. Spotkania mają potrwać do czwartku.

To kolejne tego rodzaju rozmowy w ostatnich trzech miesiącach. Są jednak obarczone podstawową słabością: ich cześcią nie jest walczący z Izraelem Hezbollah. Działająca na południu kraju szyicka grupa polityczno-zbrojna odmawia udziału w pertraktacjach z Izraelem, jeśli Izraelczycy nie opuszczą południa Libanu.

A tam, pomimo kilkukrotnego ogłaszania zawieszenia broni zarówno pomiędzy Izraelem i Hezbollahem, jak i pomiędzy Izraelem i Libanem, dalej ma miejsce wymiana ognia.

Według dzisiejszego oświadczenia libańskiego Ministerstwa Zdrowia, w ostatnich 24 godzinach w izraelskich atakach zginęło 17 osób.

Jaki jest kontekst

Powstrzymanie walk między Hezbollahem i Izraelem jest jednym z kluczowych elementów wstępnego porozumienia między USA i Iranem. Problem polega na tym, że walczące strony nie są podmiotem porozumienia. Dlatego implementacja umowy zależy od tego, jak USA będzie wymuszać to rozwiązanie na Izraelu, a Iran na Hezbollahu (grupa jest blisko związana z Iranem). A nastrój w Izraelu po porozumieniu jakie podpisali Amerykanie jest fatalny. Izraelscy politycy czują się zdradzeni, a premier Netanjahu musi prezentować dobrą minę do złej gry.

Obecnie Izrael okupuje około jednej piątej całej powierzchni Libanu na południu kraju. Już po osiagnięciu porozumienia USA-Iran armia izraelska oznajmiła, że nie wycofa się z okupowanych terenów. Liban nie jest w stanie powściągnąć prowadzącego własną politykę zagraniczną Hezbollahu. A Izrael prowadzi wojnę z grupą w sposób znany ze Strefy Gazy – równając z ziemią część wiosek libańskich, gdzie Hezbollah faktycznie zachowywał spore wpływy.

Amerykanie dysponują bardzo silnym narzędziem nacisku na Izrael w postaci kluczowej dla tego kraju pomocy wojskowej. Czy będą jednak chętni by tej formy nacisku użyć – to zupełnie inna kwestia.

Przeczytaj także:

15:07 23-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Nicolas TUCAT / AFPPhoto by Nicolas TUC...

Talibowie w Brukseli. KE: spotykamy się, ale nie uznajemy ich rządu

Nie wiemy nawet, kto jest członkiem afgańskiej delegacji w Brukseli. Rozmowy mają dotyczyć migracji

Co się wydarzyło

Pięcioosobowa delegacja Islamskiego Emiratu Afganistanu przybyła dziś do Brukseli na rozmowy na temat migracji. Wizy przyznano im dzień wcześniej, w poniedziałek. Zezwalają na zaledwie jeden dzień pobytu w Belgii (a nie w strefie Schengen). Przedstawiciele UE nie przekazali, którzy członkowie rządu Talibów składają wizytę w Brukseli.

Komisja Europejska nie ukrywa jednak tego, że wizyta ma miejsce. Talibowie przylatują rozmawiać o nieregularnych migracjach z Afganistanu i deportacjach osób, którym nie przyznano azylu w UE.

„Kraje członkowskie szukają sposobów na to jak zorganizować powrót osób, które popełniły poważne przestępstwa i które są zagrożeniem dla bezpieczeństwa” – mówił w poniedziałek rzecznik Komisji Markus Lammert.

Komisja podkreśla jednocześnie, że spotkanie nie oznacza, że UE oficjalnie uznaje Taliban jako legalną władzę Afganistanu. Według Euractiv członkowie delegacji nie są ważnymi a raczej urzędnikami odpowiedzialnymi za konkretne obszary. Rozmowy mają mieć natomiast czysto techniczny charakter.

Amnesty International zorganizowało protest przeciwko spotkaniu przed siedzibą Komisji Europejskiej.

Jaki jest kontekst

Natychmiast po wycofaniu się wojsk amerykańskich z Afganistanu w sierpniu 2021 roku, Talibowie po 20 latach wojny domowej ponownie przejęli władzę. Zdemoralizowana armia i rząd prezydenta Aszrafa Ghaniego niemal nie stawili oporu zmotywowanym siłom fundamentalistycznych Talibów.

Od niemal pięciu lat islamistyczna grupa sprawuje władzę w Afganistanie, ale jest izolowana międzynarodowo. Tylko jeden członek ONZ uznał oficjalnie władze Talibów w Kabulu: w 2025 roku zrobiła to Rosja. Talibowie mają więc dziś ambasadę w Moskwie.

Talibowie udowodnili już jednak, że ich rząd nie jest tymczasowy – wygląda na to, że pozostaną przy władzy dłużej niż podczas swoich pierwszych rządów w latach 1996-2001. Spotkanie z przedstawicielami Talibów to de facto uznanie tej rzeczywistości. Jeśli UE chce załatwiać sprawy z przedstawicielami tego ponad 40-milionowego państwa, nie ma innej drogi. Jednocześnie oficjalne uznanie ich rządu dalej pozostaje kłopotliwe.

Przeczytaj także:

13:57 23-06-2026

Prawa autorskie: Screen transmisji RIA Nowosti, 23 czerwca 2026Screen transmisji RI...

Putin nadal sądzi, że wygrywa

Cztery dni po ataku na Moskwę i w chwili, gdy na Krymie nie ma paliwa, a prąd jest od czasu do czasu i zaczynają się kłopoty w sklepach, Putin w końcu zabrał głos. Jego zdaniem koleje wojny ważą się pod Konstantyniwką

Co się stało?

Władimir Putin po raz pierwszy od ogromnego ukraińskiego ataku dronowego na Moskwę 16 czerwca zabrał głos w sprawie wojny w Ukrainie. Do dziś wypowiadał się tylko na temat współpracy z grupą państw ASEAN albo wdrażania nowoczesnych technologii w medycynie.

We wtorek 23 czerwca Putin spotkał się z absolwentami uczelni wojskowych i objaśnił ich w kwestii dronów nad Rosją: „Więc te drony, te ataki na infrastrukturę cywilną [w Rosji]. Po co? Żeby zdestabilizować społeczeństwo. Oczywiście, biorąc pod uwagę tak ogromny wpływ, przy zaangażowaniu całego Zachodu, te drony latają w ogromnych ilościach, żeby wywołać niepewność co do działań rosyjskich sił zbrojnych, a to, co dzieje się na linii frontu, jest pomijane” – powiedział.

Zapewnił też, że jego armia cały czas posuwa się w Ukrainie do przodu, a realia frontowe wyglądają jego zdaniem tak: „Tam chłopaki codziennie ich walą, każdego dnia idą – dotrzemy tam, gdzie trzeba”.

„Teraz nasi ludzie naciskają na nich, naciskają na nich we wszystkich obszarach kontaktów wojskowych. We wszystkich obszarach. Nie ma ani jednego miejsca, gdzie byłoby odwrotnie”. Zdaniem Putina wojna rozstrzyga się pod Konstantynówką: „Nasi ludzie praktycznie przejmują teraz Kostantynówkę. Ale niektórzy wciąż siedzą w piwnicach, chowają się i odpowiadają ogniem. Mówią: »to szara strefa«. Świetnie, szara strefa”.

W przemówieniu były też te same groźby, co zawsze: „Jesteśmy gotowi szybko i adekwatnie reagować na wszelkie zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne”.

Jaki jest kontekst?

Putin nadal przebywa w świecie, w którym wojna nie zmieniła charakteru. Liczy się front i to, co na froncie, technologie wojskowe są takie, jakie były. Putin najwyraźniej odrzuca myśl, że dziś nie ma liniowego frontu, tylko szeroka strefa śmierci kontrolowana przez drony. Całkowicie też bagatelizuje doniesienia o atakach ukraińskich dronów na Rosję. Sądzi, że to akcja, która ma odwrócić uwagę świata od „rosyjskich sukcesów na froncie”.

Jest to całkowicie zgodne z tym, co od kilku dni opowiada rosyjska propaganda. O tym, że ataki dronowe na Moskwę są „tematem zastępczym”, a przecież Rosja ma „tak piękne efekty” w atakowaniu ukraińskich miast, mówił już 19 czerwca rzecznik Putina Pieskow.

Wedle oficjalnego kremlowskiego przekazu w mediach, ukraińskie drony nie są też owocem ukraińskiej myśli technicznej. Ukraina tylko je u siebie „składa” z zachodnich komponentów. Wierzy w to także Putin — w rosyjskim przekazie nie ma słowa o tym, że ukraińskie doświadczenie w produkcji i używaniu dronów jest teraz rozchwytywane na świecie. Putin zaś uważa, że jego przewaga na froncie wynika z tego, że rosyjski przemysł zbrojeniowy jest „suwerenny” i krajowy.

Także ataki na Rosję nie są straszne, bo tak jak w latach II wojny światowej Rosjanie wytrwają, a „zniszczenia się odbuduje” („Wiesti Niedieli”, 21 czerwca). Putin wierzy, że wojna rozstrzygnie się w Donbasie, który zamierza zdobyć. Przy czym, jak ogłosił doradca Putina Uszakow, nie liczy tu już na pomoc USA, które złamały słowo dane Putinowi na Alasce w sierpniu 2025 r. (że Donbas Rosji oddadzą)

Propaganda Kremla, wiernie notując coraz mniej składne zdania „naczelnego wodza”, ujawnia w różnych szczegółach jego anachroniczność. Nie może np. zrozumieć wojny dronowej ani tego, czym są wyłączenia prądu w Rosji, bo nie używa np. internetu. Dlatego też np. opublikowany w sieci list prezydenta Ukrainy z wezwaniem do rozmów nazywa „kartką papieru” („Przysłał ten kawałek papieru”).

Głównym punktem odniesienia Putina w narracji o tej wojnie nadal jest II wojna światowa. I nadzieja, że siły w Europie, które popierają Ukrainę, stracą władzę w najbliższym czasie.

Innego pomysłu ani Putin, ani jego propaganda nie mają.

Tymczasem rzeczywistą sytuację na wojnie opisuje w cotygodniowej analizie dla OKO.press płk Piotr Lewandowski:

Przeczytaj także:

13:09 23-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Andrew Harnik / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPPhoto by Andrew Harn...

Negocjacje Iran-USA. Spór o inspekcje nuklearne i zdjęcie sankcji na 60 dni

Amerykanie potwierdzają, że zgodzili się na sprzedaż ropy przez Iran w dolarach. Trump twierdzi, że robi to z pobudek humanitarnych

Co się wydarzyło

Donald Trump uważa, że rozmowy z Iranem przebiegają świetnie. Choć, jak pisze w Truth Social, „Fake News” robią wszystko, by jego zwycięstwo z Iranem zbagatelizować. Prezydent się jednak tym nie przejmuje, bo osiągnął zwycięstwo.

Według wpisu Trumpa z poranka 23 czerwca czasu waszyngtońskiego, Irańczycy zgodzili się na inspekcje nuklearne „najwyższego stopnia”. I mieli zobowiązać się do tego na długi czas (z wpisu nie dowiadujemy się jak długi).

O zgodzie na inspekcje po raz pierwszy mówił wczoraj wiceprezydent J.D. Vance. Wciąż jednak nie potwierdziła tego Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA). Dyrektor Agencji przebywa z wizytą w Tokio i nie wydał żadnego oświadczenia na ten temat.

Irańczycy natomiast zaprzeczają. Irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało, że Iran nie podjął żadnych nowych zobowiązań podczas weekendowych rozmów z USA. Dotychczasowe wstępne porozumienie nie zobowiązuje Iranu do inspekcji IAEA. Trump twierdzi natomiast, że gdyby tego zobowiązania nie było, nie byłoby też żadnych dalszych negocjacji.

Ktoś więc tutaj blefuje.

Sytuacja w cieśninie i sankcje

Ruch w cieśninie Ormuz wrócił na razie do mniej więcej 1/3 przedwojennego poziomu. I to pomimo weekendowej deklaracji Iranu, że cieśninę zamyka. Następnie jednak Irańczycy nie wykonali ruchu, by faktycznie blokadę wyegzekwować. To pierwszy tego rodzaju wypadek. Dotychczas to raczej Trump wystosowywał groźby, których następnie nie spełniał. Może to pokazywać ograniczenia nowej irańskiej pozycji w cieśninie Ormuz.

Wczoraj strony zgodnie przekazały, że Amerykanie zgodzili się znieść część sankcji handlowych na Iran na 60 dni, do 21 sierpnia. Oznacza to, że Iran w najbliższych dwóch miesiącach będzie mógł sprzedawać ropę i produkty pochodne w dolarach. To potencjalnie może dać Iranowi poważny zastrzyk amerykańskiej waluty, liczący kilka miliardów dolarów.

Trump we wpisie tłumaczył decyzję o czasowym zniesieniu sankcji tym, że Iran wykorzysta te środki, by kupować kukurydzę, pszenicę i soję od „wspaniałych amerykańskich farmerów”.

„Tego właśnie desperacko potrzebuje Iran. To kryzys humanitarny i uważam, że powinniśmy pomóc TERAZ, nim będzie za późno”

Sytuacja gospodarcza Iranu faktycznie jest trudna, ale takie ujęcie problemu przez Trumpa jest zastanawiające. Obecny amerykański prezydent nie kieruje się w polityce humanitaryzmem i niemal na pewno także teraz nie jest to jego motywacja. Szczególnie że nie wiadomo nic o jakiejkolwiek umowie, która zobowiązywałaby Iran do zakupu amerykańskich produktów spożywczych za pieniądze uzyskane ze sprzedaży ropy. Zdjęcie sankcji ułatwi Iranowi sprzedaż ropy do Chin i pozwoli na przynajmniej częściową odbudowę po wojnie.

Czasowe zdjęcie sankcji może być zachętą do podjęcia kroków ku pełnemu porozumieniu bez przeciągania negocjacji. Amerykanie mogą w ten sposób pokazać Iranowi, jak będzie wyglądała ich gospodarka, jeśli zdecydują się doprowadzić sprawę umowy do końca. Jeśli jednak celem USA dalej jest, jak deklarowano 28 lutego w dniu ataku, osłabienie Iranu, to tak daleko idące zdjęcie sankcji działa w przeciwną stronę.

Przeczytaj także:

11:36 23-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Tetiana DZHAFAROVA / AFPPhoto by Tetiana DZH...

Nie Zełenski, a pani premier Swyrydenko. Szefowa delegacji ukraińskiej na konferencję w Gdańsku ogłoszona

Wcześniej mówiło się, że do Gdańska na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy przyjedzie prezydent Wołodymyr Zełenski. Wszystko zmienił kryzys dyplomatyczny z Ukrainą i odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

Co się wydarzyło

„Będę przewodniczyła ukraińskiej delegacji oraz ogólnie kierowała naszymi działaniami podczas URC-2026 w Gdańsku. W skład ukraińskiej delegacji na konferencję wejdą przedstawiciele ukraińskiego biznesu, szefowie przedsiębiorstw państwowych, przedstawiciele naszych społeczności z całego kraju oraz, oczywiście, urzędnicy rządowi i parlamentarzyści” — napisała premierka Ukrainy Julija Swyrydenko na Facebooku.

URC-2026 to piąta edycja Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, pierwsza organizowana w Polsce. Poprzednie odbywały się w Lugano, Londynie, Berlinie i Rzymie. W Polsce nie pojawi się jednak Wołodymyr Zełenski. Po kryzysie dyplomatycznym, w wyniku którego prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego, Zełenski zdecydował, że do Polski nie pojedzie. Konferencja odbędzie się 25 i 26 czerwca. To prestiżowe wydarzenie, otwierać je będzie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

„Przed naszym zespołem stoi jasne zadanie — osiągnięcie konkretnych porozumień, które przyczynią się do wzmocnienia zdolności obronnych i odporności Ukrainy oraz rozszerzą współpracę gospodarczą z partnerami. Spodziewamy się podpisania szeregu ważnych umów z partnerami międzynarodowymi, w szczególności dotyczących wzmocnienia naszego sektora energetycznego” — przekazała ukraińska premierka.

„Ukraina szanuje swoich partnerów i właśnie na zasadzie wzajemnego szacunku buduje współpracę” — podkreśliła Swyrydenko.

Jaki jest kontekst

27 maja prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imię „bohaterów UPA”. Prezydent Ukrainy twierdził, że zrobił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

Ukraińska Powstańcza Armia to dla Ukraińców symbol walki z sowiecką Rosją. Dla Polaków jednak UPA nieodwracalnie wiąże się ze zbrodnią wołyńską. Z tego powodu prezydent Nawrocki uznał, że prezydentowi Ukrainy należy odebrać przyznany w 2023 roku order.

Choć jeszcze w 2023 roku, jeszcze za rządów PiS, jako prezes IPN, Karol Nawrocki mówił:

„UPA była organizacją zbrodniczą, nacjonalistyczną i prowadziła do wielkiego zła, szczególnie mordując niewinną ludność polską”.

Ówczesny prezes IPN uzupełniał jednak: „Uważam, że swoich bohaterów Ukraińcy mają prawo wybierać sobie sami, nawet jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz. Polacy nie będą wybierać patronów ukraińskich ulic”

Przeczytaj także: