0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

18 minut temu

Prawa autorskie: RC Rossija 1, 9 maja 2026RC Rossija 1, 9 maja...

Rosja rozszerza prawo do użycia wojsk za granicami kraju

Rosyjska Duma przyjęła ustawę rozszerzającą uprawnienia Władimira Putina do użycia armii poza granicami kraju. Czy Putin szykuje grunt pod atak na któreś z państw NATO?

Co się wydarzyło?

Rosyjska Duma Państwowa przyjęła ustawę znacząco rozszerzającą możliwości użycia rosyjskich sił zbrojnych poza granicami kraju – donosi agencja Interfax. Nowe przepisy pozwalają Władimirowi Putinowi dokonać interwencji zbrojnej poza granicami kraju państw pod pretekstem ochrony obywateli Federacji Rosyjskiej przed „bezprawnym ściganiem” przez zagraniczne sądy i instytucje międzynarodowe.

Zgodnie z zapisami ustawy rosyjska armia może zostać użyta w sytuacji, gdy obywatele Rosji zostaną zatrzymani, aresztowani lub objęci postępowaniem karnym za granicą. Regulacja obejmuje również przypadki decyzji sądów międzynarodowych, których Rosja nie uznaje lub w których – według Moskwy – nie uczestniczyła w sposób właściwy. Rosja nie jest sygnatariuszem np. Statutu Rzymskiego, który jest podstawą działania Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Projekt przeszedł przez drugie i trzecie czytanie niemal jednogłośnie. Za ustawą zagłosowało 381 deputowanych, nie odnotowano głosów przeciw. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin przekonywał, że Zachód wykorzystuje wymiar sprawiedliwości jako „narzędzie represji” wobec Rosjan i państw niezgadzających się z polityką europejskich elit.

„Zachodni wymiar sprawiedliwości stał się w praktyce narzędziem represji wobec osób uznanych za niepożądane. Dla nich [państw Zachodu – red.] ignorowanie międzynarodowych norm i zasad, rażąca ingerencja w sprawy suwerennych państw oraz bezprawne prześladowanie osób są na porządku dziennym. W tych okolicznościach konieczne jest podjęcie wszelkich możliwych działań w celu ochrony naszych obywateli” – powiedział przewodniczący Dumy Państwowej, zgodnie z oświadczeniem opublikowanym na stronie internetowej Dumy Państwowej.

Nowe przepisy rozszerzają już istniejące kompetencje rosyjskiego prezydenta w zakresie użycia armii poza granicami kraju. Dotąd Kreml mógł podejmować takie działania w sytuacji zagrożenia rosyjskich interesów lub bezpieczeństwa państwa. Teraz formalnym uzasadnieniem może być również ochrona obywateli rosyjskich przed zagranicznymi postępowaniami sądowymi.

Rosyjski prezydent ma teraz 14 dni na podpisanie ustawy.

Według zachodnich komentatorów ustawa wpisuje się w rosyjską doktrynę wykorzystywania ochrony ludności rosyjskojęzycznej lub obywateli Rosji jako pretekstu dla działań militarnych. Kreml stosował podobną narrację do uzasadnienia interwencji zbrojnych w Gruzji i w Ukrainie.

Jaki jest kontekst?

Przyjęcie ustawy zbiega się w czasie z nasilającymi się obawami o możliwą eskalację działań Kremla wobec Europy. Choć według ekspertów Rosja nie ma zasobów militarnych do pełnej konfrontacji z NATO, to wiele zachodnich wywiadów ostrzega przed możliwą prowokacją, której celem może być wystawienie jedności NATO na próbę.

Niemiecki wywiad BND już latem 2025 ostrzegał przed możliwością prowokacji w państwach bałtyckich na wzór scenariusza krymskiego z 2014 roku. Z kolei duński wywiad oceniał, że Rosja mogłaby być zdolna do wywołania większego konfliktu w Europie w perspektywie kilku lat. O ryzyku rosyjskiego ataku na państwa bałtyckie mówi też Ukraina, choć strona estońska w kwietniu 2026 zaprzeczała tym doniesieniom.

Analitycy amerykańskiego think tanku Institute for the Study of War wskazują, że Rosja rozpoczęła już tzw. „fazę zero” przygotowań do potencjalnego konfliktu z Zachodem. Według tych analiz obejmuje ona reorganizację okręgów wojskowych, rozbudowę baz przy granicy z Finlandią oraz działania hybrydowe, takie jak zakłócanie sygnału GPS, sabotaż czy prowokacje w przestrzeni powietrznej Europy – zwraca uwagę „Ukraińska Prawda”.

Przeczytaj także:

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot, Oleksandr GIMANOV / AFPFot, Oleksandr GIMAN...

Sześciu zabitych w kolejnym rosyjskim ataku na Ukrainę

Rosja przypuściła w środę nowy zmasowany atak na Ukrainę. Celem była krytyczną infrastrukturę na zachodzie kraju. Zginęło co najmniej sześć osób. Polska zmuszona została do poderwania myśliwców

Co się wydarzyło?

Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował w środę (13 maja), że od północy Moskwa wysłała nad Ukrainę co najmniej 800 dronów. Atak trwał do wieczora i został wymierzony w regiony położone najbliżej granic państw NATO, w tym obwody: zakarpacki, lwowski, wołyński, iwanofrankowski i rówieński.

Według Zełenskiego rosyjskie ataki dotknęły także obwody: winnicki, czerniowiecki, chmielnicki, dniepropietrowski, kirowohradzki, zaporoski, żytomierski, kijowski, mikołajowski, odeski, sumski, czerkaski, charkowski i chersoński.

Zełenski poinformował, że w ataku zginęło sześć osób, a dziesiątki zostało rannych. Infrastruktura kolejowa Ukrainy została zaatakowana 23 razy. Uszkodzone zostały pociągi, trakcje kolejowe i mosty. Ukraina zdołała jednak utrzymać ruch.

Ukraiński wywiad ostrzegł, że w ślad za dronami Rosja może wieczorem posłać rakiety.

Jaki jest kontekst?

Rosja wznosiła ataki na Ukrainę po trzydniowym rozejmie, który ustaliła z Ukrainą za pośrednictwem prezydenta USA Donalda Trumpa. Putinowi chodziło o bezpieczeństwo defilady 9 maja na „Dzień Zwycięstwa”, czyli rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej w Europie. Trump oczekiwał jednak, że rozejm zostanie przedłużony, a już w weekend Rosja uwolni tysiąc ukraińskich jeńców. To był ukraiński warunek powstrzymania się od ataków na Moskwę.

Nic takiego się nie stało.

Irytację Trumpa widać było rano przed odlotem do Chin na szczyt z Xi Jinpingiem: pierwszy raz od spotkania z Putinem na Alasce w sierpniu 2025 r. Trump zdementował rosyjskie twierdzenia, jakoby w Anchorage zobowiązał się do oddania Rosji ukraińskiego Donbasu. Rosja powtarza to w kółko — Amerykanie nigdy tego nie zdementowali. Do teraz.

Tymczasem Putin prawdopodobnie nie jest w stanie powstrzymać się od ataków na Ukrainę. Jego reżim próbuje zatrzeć złe wrażenie z krótkiej i skromnej defilady 9 maja w Moskwie. Z propagandy Kremla wynika, że rozczarowanie w Rosji defiladą jest potężne. Ze strachu przed ukraińskim ostrzałem nie pokazano tam bowiem nowoczesnego rosyjskiego sprzętu, a Putin nikomu nie pogroził w tradycyjnym przemówieniu.

Rosja wycofała się też z gróźb zniszczenia centrum Kijowa, choć groźby te przez kilka dni były elementem przygotowań do „najświętszego dnia w Rosji” (cytat za Putinem). Rosja żądała przerwania ostrzału już 8 maja — Ukraina jednak nic z tego sobie nie robiła. Zgodziła się na rozejm dopiero na prośbę Trumpa.

Przeczytaj także:

Zerwanie trzydniowego rozejmu było więc konieczną manifestacją siły Rosji. Już 12 maja telewizja pokazała testy „rakiety balistycznej Sarmat, czterokrotnie potężniejszej od zachodnich odpowiedników”. Była to pewna nowość, bo już od pół roku Putin nie groził światu zagładą. Ponadto Putin obiecał, że do końca roku Sarmaty wejdą na wyposażenie rosyjskiej armii. Demonstracja superbroni nie zrobiła jednak wrażenia. Bowiem Putin co najmniej od 2022 r. obiecuje armii Sarmaty „do końca roku”.

Wreszcie – atak na Ukrainę 13 maja miał być kolejnym dowodem, że Putin ciągle sobie radzi na wojnie, którą wywołał ponad 4 lata temu.

Studio telewizyjne. Za prezenterem mapa Ukrainy z zaznaczonymi miejscami ataku w Ukrainie
"Wiesti", 13 maja 2026 pokazuj a atak na Ukrainę

Tymczasem Ukraina też wznowiła ostrzał Rosji. Od zerwania rozejmu przez Putina ukraińskie drony i rakiety trafiły w Orenburg, Orsk, Czelabińsk, Astrachań i Jarosław. Zniszczyły kolejny port naftowy na Morzu Czarnym. Ukraińskie drony leciały też 12 i 13 maja na Moskwę, co prawdopodobnie uniemożliwia Putinowi wycofanie spod stolicy dodatkowych zestawów przeciwlotniczych sprowadzonych tam przed defiladą 9 maja – kosztem osłabienia obrony innych terenów kraju.

Przeczytaj także:

14:47 13-05-2026

Prawa autorskie: Photo by CLEMENT MAHOUDEAU / AFPPhoto by CLEMENT MAH...

Reuters: Arabia Saudyjska zaatakowała Iran w trakcie wojny

To pierwszy potwierdzony atak Saudyjczyków na terytorium Iranu w niemal stuletniej historii królestwa. Obie strony zdołały doprowadzić do deeskalacji.

Co się wydarzyło?

Agencja Reuters podaje, że w trakcie wojny USA i Izraela z Iranem Arabia Saudyjska przeprowadziła kilka ataków na terenie Iranu, o których wcześniej nie mówiła żadna ze stron. Ataki przeprowadziły Królewskie Saudyjskie Siły Powietrzne pod koniec marca. Były one odpowiedzią na uderzenia Iranu w saudyjską infrastrukturę energetyczną. Iran przeprowadzał je, by podnieść koszt wojny dla całego świata i w ten sposób wywrzeć presję na zakończenie konfliktu.

Zachodni i irańscy urzędnicy, na których powołuje się Reuters, mówią też, że Saudyjczycy poinformowali Iran o atakach. Po nich nastąpiły rozmowy, w efekcie których strony zgodziły się na deeskalację.

Jaki jest kontekst?

Informacja o saudyjskich atakach to kolejny element skomplikowanego obrazu stosunków irańsko-saudyjskich. Oba kraje uważają się za rywali nie tylko politycznych, ale też ideologicznych. Kraje te uosabiają kluczowy podział świata islamskiego na sunnitów i szyitów. Arabia Saudyjska to sunnicka monarchia i strażnicy najświętszych miejsc islamu. Islamska Republika Iranu uważa się za światowego lidera dla wszystkich szyitów. To też dwa najsilniejsze kraje w Zatoce Perskiej.

Pomimo tak napiętych stosunków i wielu punktów spornych, ujawnione właśnie ataki były pierwszym w historii uderzeniem Saudyjczyków na Iran. Dalsze wydarzenia – dyplomatyczna deeskalacja oraz dążenie Saudyjczyków do zawieszenia broni i zatrzymania całej wojny – pokazują jednak, że obie strony rozumieją, że eskalacja i wojna im nie służą.

Przeczytaj także:

14:26 13-05-2026

Prawa autorskie: Źródło: portal elektrowoz.plŹródło: portal elekt...

4,5 mld na Izerę-bis. Jest umowa na środki z KPO

Miliardy spłyną na konta spółki Electromobility Poland. Pozwolą na budowę „hubu elektromobilności” i doprowadzenie do wypuszczenia trzech modeli samochodu elektrycznego.

Co się wydarzyło?

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podpisał umowę na przekazanie 4,5 mld złotych spółce ElectroMobility Poland (EMP). To ona odpowiadała za projekt polskiego samochodu elektrycznego – Izery. Jego powstanie było ambicją rządu Prawa i Sprawiedliwości, który zapewnił Polsce środki z KPO na uruchomienie produkcji aut elektrycznych do 2026 roku.

Rząd koalicyjny zastanawiał się do tej pory, w jaki sposób wykorzystać te środki. Ostatecznie polski samochód elektryczny otrzymał finansowanie zaraz po ogłoszeniu współpracy z nowym partnerem strategicznym – koncernem Foxconn z Tajwanu. Razem z technologicznym gigantem (z niewielkim do tej pory doświadczeniem w motoryzacji) EMP ma wypuścić na rynek trzy modele samochodu.

Przedstawiciele rządu twierdzą jednak, że najlepszym wyjściem będzie rezygnacja z marki Izera, a fabryka w Jaworznie ma nie być jedynie „montownią”, a nowoczesnym hubem pozwalającym na produkcję komponentów dla elektromobilności.

"To jest zupełnie nowy projekt. Tamten nie wyszedł spoza makiety. Jest symbolem nieudanych działań. To na pewno będzie nowa marka; chcielibyśmy, by nawiązywała w jakimś stopniu do polskiej tradycji” — powiedział cytowany w komunikacie NFOŚiGW minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.

„Nie zwalniamy tempa. W ubiegłym tygodniu ogłosiliśmy porozumienie z partnerem strategicznym – tajwańskim gigantem technologicznym Foxconn. Dziś spółka ElectroMobility Poland uzyskuje stabilne źródło finansowania inwestycji z KPO, co istotnie przybliża nas do rozpoczęcia budowy fabryki w Jaworznie. Środki te, w wysokości 4,5 mld zł, pokazują, że ambitne plany z prezentacji, ale bez zabezpieczenia finansowego, zamieniamy w konkretne działania” — dodał Balczun.

Jaki jest kontekst?

Według rynkowych ekspertów kontynuowanie projektu „Izera” byłoby nieopłacalne, a plany rządu PiS po kilku latach nie współgrają z rynkową rzeczywistością.

— Wypuszczenie na rynek pierwszego samochodu najpewniej zajmie co najmniej 3-4 lata. Nie mamy wciąż pewności, czy kontynuowana będzie marka Izera. Być może warto wypromować zupełnie nową nazwę. Niezależnie od tego, ważne, by wejście na rynek było dopasowane do jego potrzeb i wycelowane w niszę — mówił w OKO.press Jacek Mizak, ekspert rynku elektromobilności z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki.

— Taką niszą są teraz segmenty B oraz C, czyli mniejsze i bardziej przystępne cenowo samochody. Jeśli udałoby się wypuścić na rynek samochód w stylu mniejszych chińskich konstrukcji, ale bardziej trwały – bo w Chinach klienci nastawiają się często na 2-3 lata użytkowania auta, które potem idzie do utylizacji – to myślę, że możemy zawalczyć o sukces. Jeśli dojdzie do tego korzystna cena, na przykład nieco poniżej 100 tysięcy złotych, to pojawi się też szansa na zaistnienie poza Polską — powiedział Mizak.

Przeczytaj także:

12:13 13-05-2026

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Ebrahim NorooziFot. AP Photo/Ebrahi...

Atak na ukraińskich nastolatków w Warszawie. 16-letni Artem ma pękniętą czaszkę

Nastolatka oraz jego przyjaciół zaatakowało około dziesięciu Polaków. Jednego z chłopców próbowali zrzucić z Mostu Świętokrzyskiego. Sprawcom przeszkadzał język, w którym mówili. Sprawę opisuje „Gazeta Wyborcza”.

Co się wydarzyło?

Według „Wyborczej” do ataku na młodych Ukraińców doszło tydzień temu, 7 maja 2026 roku wieczorem. 16-letni Artem z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Rozmawiali głównie po ukraińsku i po rosyjsku – wśród nich była tylko jedna Polka. Nagle od tyłu podjechało dwóch chłopców na hulajnodze i zaczęli się czepiać – najpierw Artema, może – jak pisze „Wyborcza” – zauważyli go przez kręcone blond włosy do ramion, a potem też innych nastolatków.

„Jesteś cwelem?” – próbowali sprowokować Artma, on nie reagował. Odjechali. Po chwili wrócili w większej grupie – około dziesięciu osób.

Według Artema po tym, jak prowokacje się nie powiodły, napastnicy przeszli do bicia.

„Artem poczuł mocne uderzenie w ucho. Próbował odepchnąć napastnika, ale wtedy ktoś psiknął mu gazem pieprzowym w twarz. Artem ma astmę. Nie mógł złapać tchu. Wtedy agresorzy zaczęli go tłuc. Upadł i jedyne, o czym myślał, to by ochronić rękami głowę, bo kopali go właśnie w głowę” – opisuje „Wyborcza”.

Przyjaciela Artema również powalili na ziemię. Stłukli mu okulary i, według relacji poszkodowanych, próbowali zepchnąć go przez barierkę mostu do Wisły, ale chłopak mocno trzymał się metalowych prętów. Kolejnemu nastolatkowi złamali nos. Napastnicy krzyczeli: „Wypierdalać do Ukrainy!”.

Uciekli, jak zobaczyli radiowóz.

Artem trafił do szpitala. Jak pisze gazeta, w niedzielę był operowany. Ma pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy, które są nie do wytrzymania. Uważa, że gdyby nie policja, to oprawcy zakatowaliby ich na śmierć.

Rodzina Artema przeniosła się do Polski po wybuchu wojny na pełną skalę. Mieszkali w obwodzie zaporoskim, na terenie, który obecnie znajduje się pod okupacją rosyjską. Matka, babcia i starsza siostra nastolatka pracują w placówce opiekuńczej dla osób starszych. „W Polsce szukali bezpieczeństwa i spokoju” – mówi „Wyborczej” Marina Hulia, która działa na rzecz uchodźców i przyjaźni się z rodziną Artema.

Sprawą ataku na ukraińskich nastolatków zajmuje się policja.

„Policja prowadzi w tej sprawie intensywne czynności mające na celu ustalenie tożsamości i zatrzymanie sprawców pobicia trojga nastolatków, z których jeden, na skutek odniesionych obrażeń wymagał hospitalizacji” – czytamy w komunikacie Komendy Rejonowej Policji VI – Białołęka, Praga Północ, Targówek.

„Obecne ustalenia i zebrany dotychczas materiał dowodowy nie wskazują, aby to zdarzenie miało podłoże na tle narodowościowym” – dodaje nadkom. Paulina Onyszko. Chociaż Artem jest przekonany, że przyczyną agresji był właśnie język ukraiński.

Według „Wyborczej” rodzina Artema była jedyną spośród poszkodowanych Ukraińców, która zdecydowała się złożyć oficjalne zeznania na policji. Rodzice innego chłopca, którego próbowano zrzucić z mostu, obawiają się zemsty.

Jaki jest kontekst?

Od kilku miesięcy coraz częściej mają miejsce takie przypadki. Jak pisaliśmy w OKO.press, powołując się na Onet, nawet o 73 proc. wzrosła liczba niektórych (zgłaszanych) przestępstw przeciwko Ukraińcom mieszkającym w Polsce.

Tak wyglądają dane dotyczące fizycznych ataków (art. 157 par. 1 kk), których efektem jest naruszenie czynności narządu ciała i spowodowanie średniego i lekkiego uszczerbku na zdrowiu: w 2022 r. takich ataków doświadczyły „142 osoby narodowości ukraińskiej. W kolejnym roku liczba ta wzrosła do 175, a w następnym – do 204. To wzrost o ponad 43 proc. w ciągu dwóch lat” – pisze Onet. Przez pierwsze osiem miesięcy 2025 roku doszło do 118 takich ataków.

„W 2022 r. poszkodowanych w wyniku pobicia (w tym w wyniku udziału w bójce) zostało 128 Ukraińców. W kolejnym roku było 151 takich przypadków, a w następnym – 129”. Przez pierwsze osiem miesięcy 2025 roku doszło do 112 takich zdarzeń, ściganych z art. 158 par. 1.

Dane dotyczą przestępstw zgłoszonych. Nie wiemy, ile napaści, ataków czy gróźb nie trafiło do policyjnych statystyk.

Ukraińcy i Ukraińcy w Polsce co raz mniej czują się w Polsce bezpiecznie. Jedna z naszych bohaterek, ukraińska uchodźczyni mówiła, że obawia się o życie swoich dzieci. Rodzina wyjechała do innego kraju na skutek zmian w ustawie o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z wojną, ale też przez rosnącą falę hejtu, którą obserwowała w Polsce.

Przeczytaj także: