Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Przeszło 2,6 tysiąca kolejnych wielopiętrowych budynków w Kijowie jest bez ogrzewania – przekazał mer Witalij Kliczko. Nocne ataki Rosji odcięły od bieżącej wody nawet 300 tysięcy mieszkańców Odessy.
Minionej nocy, z 11 na 12 lutego, Rosja zaatakowała Ukrainę 25 rakietami i 219 dronami. Jak przekazuje Polska Agencja Prasowa, Rosjanie znowu zaatakowali infrastrukturę krytyczną. W Kijowie ogrzewania pozbawiono kolejnych 2600 budynków. „To budynki wielopiętrowe, zarówno na lewym, jak i na prawym brzegu Dniepru” – przekazał za pośrednictwem Telegrama Witalij Kliczko, mer Kijowa.
Służby w stolicy Ukrainy pracują nad przywróceniem ciepła. Obecnie w Kijowie termometry wskazują kilka stopni powyżej zera.
Za cel ostatnich ataków Rosja obrała również południe kraju. Wicepremier ds. odbudowy Ołeksij Kułeba przekazał, że w Odessie z powodu zmasowanego ataku ogrzewania nie ma prawie 200 budynków. Od wody odcięto około 300 tysięcy ludzi.
"Zniszczenia są poważne. Naprawa, w celu przywrócenia urządzenia do stanu używalności, będzie wymagała dużo czasu. Obecnie pracujemy na miejscu, usuwamy gruz. Zrobimy wszystko, co możliwe, aby jak najszybciej zlikwidować skutki ataku” – czytamy w oświadczeniu ukraińskiej spółki eneregetycznej w Odessie DTEK. To, jak przypomina spółka, jedenasty zmasowany atak na elektrownie w ciągu ostatniego kwartału. A od 24 lutego 2022 roku – przeszło 220 razy.
Jak przekazuje prezydent Ukrainy, w nocnych atakach Rosji rannych zostało dziesięć osób. Dwie nie żyją.
„Ekipy remontowe i służby ratownicze pracują od wczorajszej nocy w miejscach rosyjskich ataków. W nocy wystrzelono 219 dronów szturmowych, w tym znaczną liczbę Szahedów, oraz 25 pocisków, w tym 24 balistyczne. Większość z nich została pomyślnie przechwycona, ale niestety nie wszystkie. Do tej pory w ataku zginęły dwie osoby. Składam kondolencje ich rodzinom i bliskim. Ponad dziesięć osób zostało rannych” – informuje prezydent Zełeński.
Pełnoskalowa wojna w Ukrainie trwa niemal cztery lata. Jak podała agencja Bloomberga, w styczniu liczba rosyjskich żołnierzy, którzy polegli na wojnie, była nawet o dziewięć tysięcy większa, niż była w stanie zrekrutować.
To realizacja strategii Ukrainy, która chce do lata zwiększyć rosyjskie straty nawet do 50 tysięcy żołnierzy miesięcznie.
Podczas czwartkowego spotkania ministrów obrony państw NATO w Brukseli jej szef Mark Rutte zapowiedział, że Sojusz będzie z Ukrainą tak długo, jak będzie trzeba; tak w zakresie szkoleń, jak i dostaw uzbrojenia. W Brukseli pojawił się Mychajło Fedorow, ukraiński minister obrony.
„W miarę jak zbliża się piąta rocznica pełnoskalowej inwazji Putina, Wielka Brytania i nasi sojusznicy są bardziej niż kiedykolwiek zaangażowani we wspieranie Ukrainy” – napisał w wydanym oświadczeniu minister obrony John Healey. Wielka Brytania poinformowała, że przeznacza 150 mln funtów na zakup broni dla Ukrainy w ramach inicjatywy PURL oraz przekaże bezpośrednio dodatkowo 1000 lekkich pocisków wielozadaniowych LMM. To oznacza, że łączna wartość pakietu przekroczy pół miliarda funtów.
Przeczytaj także:
To sprawa bez precedensu; biskup tarnowski Andrzej J. jako pierwszy kościelny hierarcha odpowie przed sądem za to, że wiedział o wykorzystaniu seksualnym dzieci przez księży z diecezji – i dopiero po latach poinformował o tym prokuraturę. Za księdzem murem staje tarnowska diecezja.
Proces biskupa tarnowskiego rozpocznie się w miejscowym Sądzie Rejonowym w najbliższą środę, 18 lutego. Ksiądz jest oskarżony o tuszowanie pedofilii, której dopuszczali się dwaj księża z jego diecezji, Stanisław P. i Tomasz K. Choć prokuratura potwierdziła, że molestowali seksualnie dzieci, żadnemu z nich nie postawiła zarzutów.
Te usłyszał jednak biskup Andrzej J. Prokuratura przedstawiła mu je dwa lata temu, w 2024 roku. Biskup – jako pierwszy tak wysoko postawiony hierarcha w Polsce – odpowie przed sądem za przestępstwo z art. 240 kodeksu karnego. Ukrywanie pedofilii podlega każe więzenia nawet do trzech lat.
Prokuratura ustaliła bowiem, że wewnątrzkościelne dochodzenie w sprawie pierwszego księdza, Stanisława P., wszczęto jeszcze w latach dwutysięcznych, a w 2013 zdecydowano o usunięciu go ze stanu duchowego. Biskup Andrzej J. prokuraturę zawiadomił jednak dopiero w 2020 roku.
W sprawie Tomasza K., który wykorzystywał seksualnie dzieci przynajmniej w 2018 roku, biskup Andrzej J. prokuraturę poinformował w 2021.
Za tę opieszałość w informowaniu organów ścigania, ksiądz odpowie przed sądem. Dlaczego? Tarnowska prokuratura powołuje się na nowelizację kodeksu karnego z 2017 roku, która nałożyła bezwzględny obowiązek powiadamiania policji i prokuratury o przestępstwach seksualnych na dzieciach poniżej 15 lat na wszystkich, którzy o takich przypadkach wiedzą.
Tarnowski sąd początkowo próbował wyłączyć się z orzekania i przekazać sprawę innej jednostce. Prośba ta obiła się o Sąd Najwyższy – który nie dostrzegł przeszkód w procedowaniu sprawy w Tarnowie i nie uznał, by mogło dojść tutaj do stronniczości ze stronu miejscowego sądu.
Jak ustaliła tarnowska prokuratura, ofiarą Stanisława P. padło 95 dzieci. Aż 77 z nich zostało skrzywdzonych przez księdza na tle seksualnym. Ksiądz latami, w każdej z 11 parafii, w której był, molestował dzieci. Dotykał ich krocza i genitaliów, imitował stosunek płciowy. Bił kijem czy kluczami. Mężczyzna nigdy nie odpowiedział za wieloletnie molestowanie; został jedynie usunięty ze stanu duchownego. Prokuratura przyznała, że przeszło do przedawnienia karalności czynów.
Drugiemu księdzu, Tomaszowi K., również nie postawiono zarzutów, choć te były przygotowane. Prokuratura odstąpiła od ścigania sprawcy z powodu jego stanu zdrowia.
W obronie biskupa staje tarnowska kuria. „Na tym etapie mogę jedynie podkreślić z całą stanowczością, że biskup Andrzej J. dochował wszelkiej należytej staranności w zakresie swoich działań i kompetencji co do obowiązku zgłoszenia odpowiednim organom państwowym wszystkich przypadków przestępstw przeciwko nieletnim, co do których miał wiedzę” — przekazał Szymonowi Piegzie z Onetu ks. Ryszard St. Nowak, rzecznik tarnowskiego biskupa. Jak informuje Jarosław Sidorowicz z „Gazety Wyborczej”, „sąd zdecydował już, że proces bp. J. będzie jawny. Wiadomo też, że przesłuchanych zostanie 10 świadków, a rozprawy wyznaczono do kwietnia. Na pierwszej, 18 lutego, ma być przesłuchiwany oskarżony ordynariusz tarnowski”.
Przeczytaj także:
Marek Bogacewicz z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku: „Na przełomie lutego i marca zostaną wykonane czynności procesowe z podejrzanymi, w tym ośmioma byłymi i obecnymi funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa oraz jedną osobą cywilną”. Chodzi o wypadek kolumny rządowej, którą podróżowała premier PiS Beata Szydło.
Wraca sprawa wypadku byłej premier Beaty Szydło. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wydała przełomową decyzję: chce ponownie wysłuchać funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, który brali udział w wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu w 2017 roku.
Śledczy wezwą na przesłuchanie ośmiu funkcjonariuszy SOP oraz jedną osobę cywilną. Postępowanie prowadzone jest w sprawie „nieprawidłowości w postępowaniach związanych z wypadkiem drogowym z udziałem byłej Prezes Rady Ministrów”.
Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku. Rządowa kolumna, którą jechała premier Beata Szydło, na jednym ze skrzyżowań w Oświęcimiu, zderzyła się z fiatem seicento, prowadzonym przez 20-letniego wówczas Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna skręcał w lewo, w drogę podporządkowaną. Minął go pierwszy samochód z kolumny, Kościelnik rozpoczął manewr – i wtedy pojawił się drugie auto, to, którym jechała premier. Kierowca limuzyny, aby uniknąć zderzenia, odbił kierownicą i uderzył w drzewo.
Zarówno szefowa rządu, jak i funkcjonariusze BOR odnieśli obrażenia.
Prokuratura oskarżyła Kościelniaka o spowodowanie wypadku. Kluczową sprawą było bowiem ustalenie, czy samochody z rządowej kolumny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że kolumny słychać nie było. Ale funkcjonariusze SOP (wówczas Biura Ochrony Rządu) zgodnie przed sądem zeznali, że jechali kolumną uprzywilejowaną, mieli pierwszeństwo i włączone sygnały dźwiękowe i świetlne. Kościelnik miał więc obowiązek ją przepuścić, czego nie zrobił.
W lipcu 2020 Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, został uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.
Tyle że rok później Piotr Piątek, jeden z funkcjonariuszy i uczestnik tamtej kolumny wyznał „Wyborczej”, że BOR-owcy zgodnie skłamali przed sądem. Kolumna jechała bez włączonych sygnałów dźwiękowych – a więc i bez pierwszeństwa. „Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji. Żeby ludzie nie widzieli, że władza się wozi i panoszy” – mówił wówczas były BOR-owiec.
Słowa te potwierdził przed sądem. Sąd drugiej instancji w teorii wziął to wyznanie pod uwagę. W 2023 roku, w prawomocnym wyroku uznał oficera Biura Ochrony Rządu (dziś SOP) kierującego limuzyną Szydło za współwinnego wypadku – ale nie wyeliminował winy Kościelnika.
Mimo wiedzy i świadomości o fałszywych zeznaniach funkcjonariuszy, prokuratura nie wszczęła przeciwko nim sprawy. Prokuratura Krajowa, która na wniosek byłego Ministra Sprawiedliwości audytowała tamto postępowanie wykazała, że mogło być ono prowadzone z zamiarem potwierdzenia z góry przyjętej tezy. Chodziło o opieszałość w zabezpieczeniu nagrań, uszkodzenie płyty i niepełnych notatek policji.
Przeczytaj także:
Polska wystąpi do amerykańskiego rządu o wydanie tajnych akt w sprawie Afery Epsteina – ogłosił Waldemar Żurek. „Musimy sprawdzić, czy Polska rzeczywiście uczestniczyła w procederze handlu ludźmi, czy dochodziło tu do przestępstw pedofiliskich i czy są tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.
Ogłoszony przez premiera Donalda Tuska zespół badający polskie wątki w Aferze Epsteina jest już po pierwszym spotkaniu. Jak ogłosił Waldemar Żurek, zespół, złożony z przedstawicieli resortów: sprawiedliwości, cyfryzacji, spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra koordynatora Służb Specjalnych w czwartek (12 lutego) miał „burzę mózgów”.
Efekt tej „burzy”? Potrzeba powołania drugiego zespołu, który pod kątem śledczym zbada doniesienia o udziale Polaków w międzynarodowej aferze. Gremium ministerialne i eksperckie będzie działać „analitycznie”.
Żurek potwierdził też, że Polska wystąpi do rządu USA o wydanie utajnionych akt. „Chcemy sprawdzić, czy dochodziło do przestępstw związanych z pedofilią i handlem ludźmi z udziałem Polaków. I czy żyją tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.
I dodał: „Wiemy, że jakiś rodzaj werbunku trwał w Polsce”. Ujawnione w styczniu akta, a dokładniej ich połowa, wskazują, że niemal na samym szczycie hierarchii współpracowników biznesmena było dwoje Polaków: modelka Adrianna Mucińska Ross i Janusz Banasiak, zarządca nieruchomości Epsteina na Florydzie. Obydwoje zawarli ugodę z amerykańskim ministerstwem sprawiedliwości.
Przeczytaj także:
W środę rozpoczęto wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa – potwierdził Waldemar Żurek. Procedurę 11 lutego wszczął marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty; mimo braku formalnej decyzji prezydenta o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy o KRS.
Wybory rozpisano, bowiem kadencja obecnych sędziów – członków KRS kończy się 12 maja. Obecne przepisy mówią o wyborze człnków przez Sejm. Przegłosowania przez Parlament i Senat nowelizacja Waldemara Żurka wskazuje, że członków będą wybierać spośród siebie sami sędziowie, w głosowaniu, które nadzorować ma Państwowa Komisja Wyborcza. Ogłoszone w Monitorze Polskim obwieszczenie marszałka reguluje wybór nowych członków KRS zgodnie ze starymi zasadami, wielokrotnie krytykowanymi m.in. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz Sąd Najwyższy.
Waldemar Żurek: „Nie wiem, czy pan prezydent ustawę zawetuje, choć oczywiście znam te zapowiedzi o możliwym wecie. Ale Kancelaria zapowiedziała, że zgłosi swoje zmiany i propozycje poprawek, ale tego nie zrobiła. Ja sam nie zostałem też zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na ewentualną rozmowę, jeszcze podczas procedowania projektu” – mówi minister sprawiedliwości. „Uważam, że zaproponowaliśmy rozwiązanie kompromisowe. Ale jeśli nie spotka się z przychylnością pana prezydenta, to my musimy mieć plan B” – mówi o wszczętej procedurze szef resortu sprawiedliwości.
Przeczytaj także:
Pierwszych dziesięć organizacji otrzymało potwierdzenie o przyznaniu funduszy z Funduszu Sprawiedliwości. Zdezawuowany przez Zbigniewa Ziobrę program wspierający organizacje udzielające pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwami był jednym z wyzwań resortu sprawiedliwości. Wyzwań, któremu nie podołano – bowiem jak pisał na łamach OKO.press Anton Ambroziak, poprzednie umowy wygasały 31 grudnia.
Większość ośrodków dotowanych przez państwo z początkiem 2026 roku zwinęła swoją działalność – zwalniano specjalistów, wypowiedziano umowy najmu, zmniejszano liczebność zespołów. Powód: brak pieniędzy.
Początkowo konkurs na dotację resort miał rozwiązać w połowie grudnia. Potem – z końcem stycznia. Jak teraz przekazuje Waldemar Żurek, pierwszą umową z organizacją społeczną podpisano dopiero 6 lutego.
Skrytykował przy okazji NGO'sy napominając, by te próbowały uniezależnić się od Funduszu i zdywersyfikowały źródła pochodzenia funduszy – by w przyszłości zapobiec sytuacjom jak z początku roku.
„Wszystko z powodu organizacji-krzaków, powstałych jeszcze za rządów PiS tylko po to, by pozyskać ministerialne środki. Musieliśmy odsiać te uczciwe działające organizacje, od tych, które po prostu chciały wyłudzić pieniądze” – przyznał podczas konferencji prasowej Waldemar Żurek. Dodał, że do konkursu przystąpiły 54 organizacje. 28 z nich zostało już pozytywnie ocenionych. Minister przedstawił pierwsze organizacje, do których popłynie 14,7 miliona złotych. Wśród nich są i organizacje kobiece, i Caritas.
Przeczytaj także:
W ciągu ostatnich 20 lat liczba przestępstw motywowanych nienawiścią wzrosła o ponad pięć tysięcy procent (!) – i to w czasach, gdy przestępczość w kraju spada. „A jednak sąd podejmuje tylko średnio trzy sprawy rocznie więcej w tym zakresie” – mówi minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jest więc wina, nie ma kary. Ma się to zmienić.
Specjalny podręcznik dla prokuratorów i policji z zakresu mowy nienawiści wydany pod auspicjami Ministerstwa Sprawiedliwości jeszcze w tym roku; regularne i kompleksowe szkolenia specjalistyczne prokuratorów wyznaczonych do pracy ze sprawami dotyczącymi przemocy motywowanej uprzedzeniami i nienawiścią; specjalne zajęcia w Krajowej Radzie Sądownictwa i Prokuratury oraz odgórnie wyznaczona prokuratura (po jednej w każdym okręgu) przejmująca te sprawy – tak wygląda pomysł Waldemara Żurka na walkę z mową nienawiści.
Ministerstwo Sprawiedliwości podało szczegóły dotyczące ścigania przez prokuratury sprawców mowy nienawiści. O projekcie rozporządzenia – wydanego 4 lutego, a zapowiedzianego publicznie dzisiaj, 12 lutego – pisał na łamach OKO.press Mariusz Jałoszewski.
Przeczytaj także:
„49 prokuratur rejonowych i 1 okręgowa. To one będą specjalizować się w ściganiu mowy nienawiści. Dla Żurka walka z narastającym hejtem, w tym wobec Ukraińców, jest jednym z priorytetów” – pisał nasz dziennikarz. Wiadomo, że sprawy z zakresu mowy nienawiści będą, najpewniej od marca, rozpatrywane i analizowane przez wyznaczonych prokuratorów-specjalistów. Resort wyznaczył po jednej prokuraturze w każdym okregu, a w okręgu warszawskim – aż cztery.
Dodatkowo minister Żurek wskazał Prokuraturę Okręgową w Warszawie jako tę, która ma przejąć najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane sprawy.
„Dokumenty wykonawcze są już podpisane” – ogłosił Żurek.
W Polsce łącznie ma zostać wyznaczonych stu prokuratorów, którzy po regularnych szkoleniach, będą wyspecjalizowani w zakresie rozstrzygania o przestępstwach motywowanych uprzedzeniami i nienawiścią. Szkolenia te będą oparte na analizie konkretnych aktów i spraw. „Moim celem jest doprowadzenie do zmian systemowych” – zapowiedział minister.
W 2005 roku licza postępowań dotyczących przestępstw motywowanych uprzedzeniami wynosiła 41. W 2025 roku – aż 2158.
„To gigantyczny wzrost, zaskakujący tym bardziej, iż w Polsce realnie przestępczość jako taka spada” – ogłosił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Ogłosił, że z uwagi na spadającą przestępczość zakłady karne w Polsce są zamykane.
A jednocześnie, jak wskazał Żurek, w Polsce realnie spada liczna przestępstw kierowanych do sądu. W 2025 roku było to zaledwie 18 takich spraw. Dwadziesiącia lat wcześniej do sądu trafiało ich 15.
Walka z hejtem nie jest fenomenem; jak pisał u nas Mariusz Jałoszewski, podobne wyspecjalizowane jednostki są powołane w innych krajach: w Wielkiej Brytanii, Niderlandach, Belgii, Danii, Irlandii, Szwecji, Finlandii, Słowacji, Grecji, na Węgrzech i na Cyprze, w Hiszpanii, Francji i Gruzji.
Nieoficjalni mówi się, że jednym z trzech stołecznych prokuratorów, którzy ma zająć się ściganiem hejtu może być prokurator Maciej Młynarczyk. Obecnie pracuje on na delegacji w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. To jeden z najlepszych w Polsce prokuratorów specjalizujących się śledztwach dotyczących mowy nienawiści, który, jeszcze za kadencji Adama Bodnara, został ekspertem zespołu doradców Prokuratora Generalnego ds. przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami.
Gdy pisaliśmy w styczniu w OKO.press o pomyśle wyznaczenia prokuratur do spraw o mowę nienawiści, prokuratur Młynarczyk mówił nam: „Specjalizacje w prokuraturze istniejące już np. w dziedzinie zwalczania przestępczości gospodarczej, czy cyberprzestępczości są po to, żeby sprawca, czy jego obrońca miał w prokuratorze godnego przeciwnika, a sąd kompetentnego partnera”. „Brak skutecznej reakcji państwa na agresję, nawet tylko werbalną, motywowaną czyjąś narodowością, religią, kolorem skóry czy orientacją seksualną szkodzi całemu społeczeństwu. Zwiększa tolerancję dla przemocy, obniża szacunek dla prawa, burzy stabilność społeczną, godzi w bezpieczeństwo państwa. To nie publicystyka. To wnioski z badań naukowych, prowadzonych od kilkudziesięciu lat. Państwo i społeczeństwo nie może sobie pozwolić na bezbronność w tym obszarze” – mówił nam.
Przeczytaj także: