Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Foto Ludovic MARIN / AFPFoto Ludovic MARIN /...

Wybory na Węgrzech. Nawrocki jedzie do Orbana, Rosja oferuje zamach

Prezydent Karol Nawrocki jedzie do Budapesztu, żeby pomóc Viktorowi Orbánowi w kampanii wyborczej. Tymczasem „The Washington Post” ujawnia, jak Rosja chciała upozorować zamach na węgierskiego premiera, żeby zwiększyć jego szanse na wygraną w wyborach.

Co się wydarzyło?

Jutro (23 marca) Karol Nawrocki spotka się z premierem Węgier Viktorem Orbánem – pojedzie w tym celu specjalnie do Budapesztu. Wcześniej ma zaplanowaną wizytę z węgierskim prezydentem Tamasem Sulyokiem podczas obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Przemyślu.

Jak podał portal śledczy VSquare Project, wizyta ta ma być oficjalna, a jej celem będzie wsparcie kampanii wyborczej Orbána oraz zacieśnienie więzi między politykami. Może być też sposobem na polepszenie relacji po tym, jak Nawrocki odwołał grudniową wizytę w Budapeszcie. Prezydent odmówił wtedy rozmów z Orbánem, bo węgierski premier wcześniej odwiedził Moskwę.

VSquare Project zauważa, że tego samego dnia, kiedy prezydent przyjedzie do Budapesztu, będzie się tam odbywać „Wielkie Zgromadzenie” skrajnie prawicowego sojuszu Patriots for Europe. Mają pojawią się tam prokremlowscy politycy, tacy jak Matteo Salvini i Marine Le Pen.

Do sprawy odniósł się szef Kancelarii Prezydenta minister Marcin Przydacz. Napisał na X: „Prezydent Nawrocki nie planuje udziału w żadnym tego typu spotkaniu. W poniedziałek odbywają się Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, w związku z czym w Przemyślu dojdzie do spotkania prezydentów Polski oraz Węgier. Następnie wieczorem do kontynuacji rozmów pomiędzy prezydentami Nawrockim i Sulyokiem w Budapeszcie oraz do spotkania z premierem Węgier”.

Obóz rządzący krytykuje pomysł spotkania z Orbánem, szczególnie na chwilę przed wyborami na Węgrzech (zaplanowanymi na 12 kwietnia). Szef MSZ Radosław Sikorski napisał na X, że Naworcki ma „wesprzeć w kampanii wyborczej Wiktora Orbána. Tego samego, który blokuje 20 pakiet sankcji wobec Rosji oraz zwrot 2 miliardów złotych za sprzęt, który Wojsko Polskie przekazało Ukrainie. W kampani, w której Orban straszy rzekomą inwazją Ukrainy, w czym wspiera go specjalna ekipa GRU. W towarzystwie takich klakierów Putina jak Matteo Salvini i Marine le Pen. Panie Prezydencie, proszę zainteresować się dlaczego nacjonalizm i złodziejstwo Orbana spowodowały, że Węgry stały się najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Czy tego życzy Pan Polsce?”.

Informacje o wyjeździe Karola Nawrockiego do Budapesztu zbiegły się w czasie z doniesieniami „The Washington Post”, który ujawnił plany Rosji na zwiększenie poparcia Viktora Orbána w wyborach. Rosyjska strategia „Gamechanger” zakładała upozorowanie zamachu na życie premiera. W założeniu miało to pomóc Orbánowi tak, jak zamach na Donalda Trumpa przed wyborami w 2024 roku.

„Taki incydent spowoduje, że postrzeganie kampanii przesunie się z racjonalnej sfery kwestii społeczno-gospodarczych do sfery emocjonalnej, gdzie głównymi tematami staną się bezpieczeństwo państwa oraz stabilność i obrona systemu politycznego” – napisali agenci Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SVR).

Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych nazwał doniesienia „Washington Post” „absurdalnymi”. Komentował, że zostały przygotowane we współpracy z politycznymi przeciwnikami Fideszu, partii Orbana i z ukraińskimi służbami. Amerykańska gazeta w swojej publikacji podkreślała, że Szijjártó regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy.

Jaki jest kontekst?

12 kwietnia odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech – sondaże wskazują, że rządząca partia Orbána Fidesz może je przegrać. Według sondażowni Minerva, która przeprowadziła badanie 10-11 marca, na opozycyjną partię TISZA chce głosować 51 proc. wyborców. Na Fidesz – 40 proc.

Z sondażu wynika, że prawie 58 proc. respondentów uważa kierunek, w którym zmierza kraj, za zły. Ponad 40 proc. dostrzega pogorszenie sytuacji materialnej gospodarstw domowych.

Kampania wyborcza jest zacięta, a o rosyjskich wpływach na jej przebieg pisała w OKO.press Anna Mierzyńska. Jak relacjonowała, rosyjska agencja reklamowa Social Design Agency, znana ze współpracy z Kremlem i objęta zachodnimi sankcjami, przygotowała plan niejawnej kampanii internetowej na Węgrzech. Jej celem jest zwiększenie poparcia dla Fideszu oraz zdyskredytowanie jego przeciwników.

Jednocześnie VSquare ujawnił, że do Budapesztu przyjechało trzech agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którzy specjalizują się w zachodniej wojnie informacyjnej. Mają na miejscu realizować „scenariusz mołdawski” ingerencji w kampanię.

Przeczytaj także:

Orbán ma również poparcie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. „Chciałbym złożyć najlepsze życzenia premierowi Viktorowi Orbánowi, którego, jak wiecie, popieram. Ma on moje pełne i całkowite poparcie” – powiedział w nagraniu, które wyświetlono wczoraj (21.03) podczas konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC) w Budapeszcie.

Na tej samej konferencji pojawił się były premier Mateusz Morawiecki. Podczas swojego wystąpienia mówił, że obecnie Europa jest „papierowym tygrysem”. Krytykował m.in. Zielony Ład czy pakt migracyjny. Po CPAC napisał w mediach społecznościowych: „Europa potrzebuje powrotu do korzeni. Zamiast duszącej biurokracji i narzucanych odgórnie paktów, wybieramy Europę Ojczyzn”. Zamieścił również zdjęcie z Viktorem Orbánem, komentując, że rozmawiał z nim „o przyszłości Europy, bezpieczeństwie i współpracy państw naszego regionu”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

11:20 22-03-2026

Prawa autorskie: Andrew Harnik, File/APAndrew Harnik, File/...

Były szef FBI nie żyje. Trump: „Cieszę się”

„To dobrze, cieszę się, że nie żyje” – napisał Donald Trump na platformie Truth Social po informacji o śmierci Roberta Muellera, byłego szefa FBI.

Co się wydarzyło?

Robert Mueller zmarł w piątek 20 marca w wieku 81 lat. Nie podano oficjalnie przyczyny śmierci, jednak media informują, że chorował na Parkinsona. Był republikaninem, mimo to Donald Trump wielokrotnie go atakował. Po śmierci Muellera napisał na platformie Truth Social: „Robert Mueller właśnie umarł. To dobrze, cieszę się, że nie żyje. Nie będzie już mógł krzywdzić niewinnych ludzi!”.

Mueller był dyrektorem FBI w latach 2001-2013. Służył w administracjach zarówno republikańskich, jak i demokratycznych prezydentów. Był drugim szefem tej organizacji po Johnie Edgarze Hooverze, który dostał zgodę od Kongresu na sprawowanie tej funkcji dłużej niż przewidziane prawem 10 lat.

„W 2001 roku, zaledwie tydzień po objęciu stanowiska szóstego dyrektora FBI, Bob przeniósł misję agencji na ochronę kraju po 11 września. Skutecznie nią kierował, pomagając zapobiec kolejnemu atakowi terrorystycznemu na terytorium USA” — napisał w oświadczeniu były prezydent USA George W.Bush.

Barack Obama opublikował swoje kondolencje na portalu X. Napisał: „Bob Mueller był jednym z najwybitniejszych dyrektorów w historii FBI, który zrewolucjonizował biuro po 11 września i uratował niezliczone życia. Jednak to jego nieustępliwe zaangażowanie w przestrzeganie praworządności i niezachwiana wiara w nasze fundamentalne wartości uczyniły go jednym z najbardziej szanowanych urzędników państwowych naszych czasów. Michelle i ja składamy kondolencje rodzinie Boba i wszystkim, którzy go znali i podziwiali”.

Jaki jest kontekst?

Konflikt Donalda Trumpa i Roberta Muellera dotyczył śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji w kampanię wyborczą w USA w 2016 r. Prowadził je właśnie Mueller, jako specjalny prokurator. Trwało 22 miesiące i toczyło się dwoma torami. Po pierwsze, badano kontakty ludzi z otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla. Po drugie, sprawdzano, czy prezydent USA nie próbuje blokować działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.

Finalnie wydano 37 aktów oskarżenia. Siedem osób przyznało się do winy, ale nigdy nie udowodniono, że Trump i jego otoczenie współpracowali z Kremlem. Prezydent USA nazwał śledztwo prowadzone przez Roberta Muellera „polowaniem na czarownice” i „zdradą stanu”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

10:15 22-03-2026

Prawa autorskie: Zain JAAFAR / AFPZain JAAFAR / AFP

Ataki izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu

Do aktów przemocy dochodzi niemal na całym terenie Zachodniego Brzegu. Izraelscy osadnicy podpalają domy i samochody, obrzucają palestyńskie pojazdy kamieniami.

Na zdjęciu: Palestyńskie flagi przy Pomniku Męczenników, na którym widnieją nazwiska ofiar zabitych przez izraelską armię lub osadników, w wiosce Abu Falah na Zachodnim Brzegu.

Co się wydarzyło?

Palestyńska agencja informacyjna Wafa poinformowała, że ​​w sobotę późnym wieczorem izraelscy osadnicy wkroczyli do wioski Al-Fandaqumiya i miasta Seilat al-Dahr, na południe od Dżaninu. W pierwszej miejscowości „podpalili domy i pojazdy oraz uszkodzili kolejne domy, wybijając okna”. W Seilat al-Dahr osadnicy próbowali podpalić kilka domów i zaatakowali fizycznie jednego z mieszkańców, raniąc go. Na nagraniach z miejsca widać, jak mieszkańcy w panice próbują gasić pożary.

Media informują również o ataku na Masafer Yatta, na południe od Hebronu, gdzie osadnicy ranili dwóch Palestyńczyków. W sieci pojawiły się także zdjęcia i filmy z ataków na wioski w pobliżu miasta Nablus.

Według agencji Wafa, w jednej z atakowanych miejscowości osadnicy zebrali się na głównej drodze i obrzucili kamieniami palestyńskie pojazdy.

Na razie nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.

Przemoc nasila się – jak podaje Al Jazeera – na całym okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod koniec lutego izraelscy osadnicy zdewastowali i podpalili meczet w pobliżu miasta Nablus podczas Ramadanu .

Jaki jest kontekst?

Według najnowszych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych od początku wojny w Strefie Gazy, która rozpoczęła się 7 października 2023 r, izraelskie wojska i osadnicy zabili na Zachodnim Brzegu ponad 1000 Palestyńczyków. Zachodni Brzeg to teren okupowany przez Izrael od lat 60. XX wieku.

„To, co wyróżnia okupację Zachodniego Brzegu od innych okupacji militarnych to obecność izraelskich cywilów na terenie okupowanym. Czyli tzw. osadników, którzy żyją pod izraelskim prawem cywilnym i nie różnią się niczym od Izraelczyków mieszkających w Tel Awiwie. To bardzo dziwna sytuacja – jak zareagowalibyśmy, gdyby Stany Zjednoczone sprowadziły do Afganistanu amerykańskich cywili, którzy nadal żyliby według amerykańskiego prawa? To nie ma żadnego sensu, a jednak dokładnie to robi Izrael” – mówiła w OKO.press izraelska aktywistka Becca Strober.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

09:03 22-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Brendan SMIALOWSKI / AFPFot. Brendan SMIALOW...

Ultimatum Trumpa w sprawie Ormuz. Iran odpowiada

Donald Trump ostrzega: Stany Zjednoczone zniszczą irańskie elektrownie, jeśli Cieśnina Ormuz nie zostanie otwarta w ciągu 48 godzin. W odpowiedzi Iran grozi atakami na wszelkie obiekty infrastruktury energetycznej USA i Izraela w regionie.

Co się wydarzyło?

„Jeśli Iran nie OTWORZY CAŁKOWICIE, BEZ ŻADNYCH GROŹB, Cieśniny Ormuz w ciągu 48 GODZIN od dokładnie tej chwili, Stany Zjednoczone Ameryki zniszczą jego różne ELEKTROWNIE, ZACZYNAJĄC OD NAJWIĘKSZEJ!” – napisał Trump na swoim portalu Truth Social w sobotę wieczorem czasu miejscowego. Czas ultimatum upłynie przed 1 w nocy czasu polskiego z poniedziałku na wtorek.

Trump nie sprecyzował jednak, o którą „największą” elektrownię chodzi – media spekulują, że może chodzić o elektrownię gazową w Demawendzie pod Teheranem, mająca moc ok. 2,8 tys. MW. Wcześniej prezydent USA wspominał kilkukrotnie, że Stany Zjednoczone mogłyby zaatakować irańskie elektrownie – w tym jądrową – ale tego nie robią, bo jest dla Iranu „miły”.

Irańska armia w odpowiedzi na wpis Donalda Trumpa oświadczyła, że ​​jeśli groźby USA zostaną spełnione, Iran zniszczy całą infrastrukturę energetyczną należącą do USA i Izraela w regionie.

Jaki jest kontekst?

Eskalacyjne komentarze Donalda Trumpa pojawiły się zaledwie dzień po tym, jak mówił o „wygaszeniu” wojny. Prezydent USA mówił w piątek również, że Stany Zjednoczone nie potrzebują Cieśniny Ormuz i odpowiedzialność za nią odda w ręce państw, które korzystają z ropy naftowej eksportowanej przez nią.

Ruch morski przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa 1/5 światowych zasobów ropy naftowej i gazu, praktycznie ustał od początku wojny 28 lutego. Irańskie siły wielokrotnie atakowały tankowce, doniesienia mediów wskazują również na rozmieszczanie min na trasie morskiej. Choć – jak deklaruje Iran – Cieśnina jest otwarta dla wszystkich z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Przepływały nią niektóre statki, m.in. powiązane z Chinami i Indiami, czy też irańskie tankowce. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi mówił w ostatnich dniach, że „zwróciło się do niego wiele krajów” poszukujących bezpiecznego przejścia dla swoich statków.

To, czy dostaną zgodę na przepłynięcie, „zależy od decyzji wojska” – mówił w rozmowie z amerykańską stacją CBS.

Jednocześnie szef Centralnego Dowództwa USA, admirał Brad Cooper, oświadczył w sobotę, że zdolność Iranu do atakowania statków została „osłabiona” po amerykańskim ataku na podziemny irański ośrodek przybrzeżny, w którym przechowywane są przeciwokrętowe pociski manewrujące i mobilne wyrzutnie.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

16:08 21-03-2026

Prawa autorskie: ADALBERTO ROQUE / POOL / AFPADALBERTO ROQUE / PO...

Pogrążona w kryzysie Kuba zapowiada opór wobec USA

Władze w Hawanie przygotowują się na możliwość zbrojnej interwencji USA na wyspie.

Co się wydarzyło?

Władze Kuby odrzucają wezwanie do negocjacji dotyczące swojego systemu politycznego ze Stanami Zjednoczonymi. W kierunku Hawany skierował je prezydent USA Donald Trump. Kubański rząd mimo to rozmawia od zeszłego tygodnia na temat zdjęcia blokady naftowej nałożonej przez USA. Prezydent Stanów Zjednoczonych mówił w tym tygodniu o warunku usunięcia ze stanowiska prezydenta Miguela Diaza-Canela, sugerował nawet zbrojną interwencję na wyspie.

„Wierzę, że będę miał zaszczyt przejąć Kubę – w jakiejś formie, czy to ją wyzwalając, czy przejmując – mogę zrobić wszystko, co chcę” – mówił Trump, zauważając, że kraj pogrąża się w coraz głębszym kryzysie gospodarczym.

„Mogę kategorycznie potwierdzić, że... system polityczny Kuby nie podlega negocjacjom i oczywiście ani prezydent, ani stanowisko żadnego urzędnika na Kubie nie są przedmiotem negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi” – mówił w reakcji na te doniesienia konferencji prasowej wiceminister spraw zagranicznych Kuby Carlos Fernandez de Cossio.

„Nie siedzimy z założonymi rękami. Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę, że może dojść do agresji wobec Kuby” – mówił z kolei Diaz-Canel.

Jaki jest kontekst?

W piątek media donosiły o długotrwałych przerwach w dostawach prądu, dotykających między innymi stołeczną Hawanę. Niedobory paliwa utrudniają też dostawy wody pitnej, która dostarczana jest do wielu miejsc w kraju cysternami.

„Sytuacja jest wręcz apokaliptyczna, zarówno ekonomiczna, jak i humanitarna. Są ciągłe przerwy w dostawach elektryczności, które obejmują swoim zasięgiem całą wyspę. To jest rzecz zupełnie niesłychana. W samej Hawanie przez 16 godzin potrafią zalegać ciemności, a w interiorze dochodzi to nawet do ponad dwóch dni. Wszyscy są skrajnie wyczerpani, nie ma żywności, a sytuacja sanitarna jest bardzo zła. W szpitalach nie mogą być przeprowadzane operacje, studenci nie mogą studiować. Nie działa nic, kraj jest niefunkcjonalny i znajduje się w stanie całkowitej zapaści. Nie ma ropy naftowej, nie ma lekarstw, nie ma niczego” – mówił w Polskim Radiu 24 były ambasador RP w Wenezueli i Brazylii Krzysztof Jacek Hinz.

Przeczytaj także: