0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

21 minut temu

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Olimpijczycy dostaną pieniądze, których zabrakło po plajcie Zondacrypto. Piesiewicz pomija Tomasiaka

Medaliści tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich otrzymają środki, które zostały im wypłacone w tokenach Zondacrypto. Przez upadek sponsora Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie mogli spieniężyć swoich nagród.

Co się wydarzyło?

Pieniądze, które miały zostać wypłacone przez Zondacrypto w formie tokenów – a których nie mogli zrealizować trzej sportowcy i dwaj trenerzy – zostały przelane na ich konta dzięki wsparciu prywatnych sponsorów, bez udziału państwowych spółek. O pozyskaniu funduszy poinformował Radosław Piesiewicz, szef PKOl.

Ich wypłata stała się niemożliwa po plajcie giełdy kryptowalut. Łącznie Zondacrypto miała im przekazać 1,1 miliona złotych w tokenach. Środki od Zondy mieli otrzymać medaliści olimpijscy, ale i zawodnicy, którzy podczas Zimowsych Igrzysk w Mediolanie i Cortinie zajęli miejsca od czwartego do ośmego. Środki na wypłaty dla nich – łącznie 280 tysięcy złotych – udało się zabezpieczyć już wcześniej dzięki jednemu ze sponsorów Polskiego Komitetu Olimpijskiego

Piesiewicz podziękował za wsparcie i cierpliwość sportowcom i trenerom – ale nie wszystkim.

„Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystko, od A do Z. I nasze nagrody, do których się zobowiązaliśmy, i te za naszych sponsorów. Chciałem serdecznie podziękować Władkowi (Siemirunnemu – medaliście w łyżwiarstwie szybkim – przyp. aut.), Pawłowi Wąskowi (skoczowi, medaliście w konkursie duetów) i dwóm trenerom. Rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite. Dziękuję im za to, że wytrzymali to” – mówił Piesiewicz. Piesiewicz nie wymienił w tym gronie kolejnego z utytułowanych olimpijczyków z Mediolanu i Cortiny – skoczka Kacpra Tomasiaka.

Matka trzykrotnego medalisty olimpijskiego mówiła w mediach o burzliwym przebiegu rozmów z PKOl. Według niej prezes Komitetu zaproponował Tomasiakowi wypłatę ratalną należnych środków, która zajęłaby około siedmiu lat. Jak przekazała, Piesiewicz miał zasugerować w czasie spotkania z zawodnikami i trenerami, by ci podziękowali mu za załatwienie sprawy. Tomasiak za swój sukces otrzymał również mieszkanie. Pomysł ten został przypisany szefostwu PKOl, jednak w rzeczywistości była to własna inicjatywa dewelopera – stwierdziła w jednym z wywiadów Kinga Tomasiak.

Jaki jest kontekst?

Zondacrypto, znana wcześniej jako BitBay, została sponsorem generalnym PKOl w październiku 2025 roku. W związku z tym PKOl zapowiedział, że po raz pierwszy w historii nagrody otrzymają również olimpijczycy, którzy zajęli miejsca 4–8 podczas zimowych igrzysk we Włoszech. Nagrody miały zostać przekazane w tokenach. Wypłatę środków z tokenów uniemożliwiła jednak niewypłacalność i upadek spółki.

17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut. Postępowanie dotyczy podejrzenia oszustw o znacznej wartości oraz prania brudnych pieniędzy. Do tej pory wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwach, a przesłuchano kilkuset pokrzywdzonych oraz świadków. Początkowo szacowano straty na co najmniej 350 milionów złotych. Wśród poszkodowanych znaleźli się także polscy sportowcy, którzy nie zdążyli wymienić tokenów na gotówkę.

W OKO.press opisywaliśmy bezradność polskich organów wobec działalności giełdy kryptowalut, a także polityczne tło sprawy oraz powiązania Zondacrypto z obcymi służbami.

Przeczytaj także:

12:20 15-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.plFot. Wojciech Habdas...

Dobrych ludzi jest więcej! Pół miliona na autobusy dla Winnicy

Weekend wystarczył, by Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie zebrał przeszło pół miliona złotych na wykup starych kieleckich autobusów, które posłużyć mogą mieszkańcom ukraińskiej Winnicy. Nieodpłatne podarowanie zużytych pojazdów zablokowali kieleccy radni i ich ksenofobia.

Co się wydarzyło?

„Dzięki zdobytemu przez pięć lat doświadczeniu, na wschodzie wygrywamy coraz więcej bitew. Czas zacząć wygrywać je w Polsce, w prowadzonej przez Rosję wojnie kognitywnej. (...) Razem silni! A wy kremlowskie marionetki – idźcie na c*uj” – napisał Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie.

To ta organizacja jako pierwsza zareagowała na nienawistną postawę radnych z Kielc. Sikora na popularnym portalu zrzutka.pl zaproponował, by stare i niesłużące już kielczanom autobusy z miasta wykupić. Zbiórce nadał wymowny tytuł „Politycy blokują – my jedziemy dalej”.

Sikora zaledwie w weekend zebrał przeszło pół miliona złotych, co było celem akcji. W momencie publikacji tej notki na koncie jest już niemal 530 tysięcy złotych.

Sikora już zapowiedział, że jeśli burmistrzyni Kielc Agata Wojda, a dokładniej: radni, w tym Ci z PiS, nie zgodzą się na wykup starych pojazdów. Fundacja kupi je gdzieś indziej. A jeśli zbierze więcej pieniędzy – kupi więcej autobusów, niezbędnych w kraju, w którym infrastruktura energetyczna jest przez Rosję systematycznie niszczona.

Akcję Tomasza Sikory można wesprzeć TUTAJ.

Jaki jest kontekst?

Kielce w maju wymieniły część floty autobusowej. 15 siedemnastoletnich solarisów wycofano z jazdy po ulicach miasta. Mer Winnicy, miasta partnerskiego Kielc, zapytał, czy polski samorząd nie mógłby im tych starych, zużytych pojazdów, oddać.

Delegacja z Winnicy, razem z merem Sergiejem Morgunowem miała przyjechać do Kielc 11 czerwca, na uroczystą sesję rady miasta, odebrać pojazdy i podziękować Polakom za pomoc. Przyjazd odwołano, a mer wycofał prośbę pisząc, że nie chce budzić negatywnych emocji w Polsce. Współpraca między miastami sięga 1958 roku.

Wszystko z powodu miejskich radnych, którzy zażądali, by nie udzielać pomocy Ukraińcom twierdząc, że ci są „niewdzięczni”. Radni PiS, z przewodniczącym Maciejem Jakubczykiem na czele (niezrzeszonym w partii) podnieśli też, że wolą, by autobusy poszły na złom niż ułatwiły funkcjonowanie Ukraińcom w Winnicy, bowiem jedna z ulic w mieście nosi imię Stephana Bandery. W Ukrainie jest symbolem walki o ukraińską niepodległość. W Polsce jednoznacznie kojarzy się ze zbrodnią wołyńską.

„Tymi autobusami chcieliśmy wygrać jedną bitwę. Pokazać, że głos niektórych polityków nie jest głosem narodu. Że Polacy w swoim codziennym życiu chcą, żeby Winnica dostała te autobusy. Stąd się wzięła inicjatywa” – tłumaczył Marcelowi Wandasowi na łamach OKO.press Tomasz Sikora. I dodaje, że walka o stare autobusy z Kielc jest również elementem wojny informacyjnej, którą z Rosją przegrywamy.

„W Sejmie są ludzie, którzy powielają kremlowską narrację i postawy. I oni będą uchwalać ustawy, będą tworzyć budżet, będą wybierać sędziów Trybunału Konstytucyjnego i Stanu, prezesa NBP, Rzecznika Praw Obywatelskich, a w rządzie będą odpowiedzialni za budżet państwa, będą realizowali politykę bezpieczeństwa, będą nadzorowali służby wywiadowcze, kontrwywiadowcze, będą realizowali zadania z zakresu obronności państwa. I dla mnie to jest jasne, że tę wojnę w Polsce przegrywamy” – wskazuje Sikora.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:40 15-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Toby Melville / POOL / AFPFot. Toby Melville /...

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer: zakaz mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży od 2027

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zapowiedział zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia. Rząd chce uchwalić przepisy do końca roku, a zakaz miałby wejść w życie wiosną.

Co się wydarzyło?

Dzieci poniżej 16. roku życia nie będą mogły korzystać z mediów społecznościowych w Wielkiej Brytanii — zapowiedział premier Keir Starmer w dzisiejszym (15 czerwca) wystąpieniu na Downing Street, informuje „The Guardian”.

Zakaz ma objąć główne platformy społecznościowe. Rząd planuje też osobne ograniczenia dla innych produktów internetowych, m.in. aplikacji gamingowych. Chodzi m.in. o usunięcie możliwości czatowania z nieznajomymi.

— Media społecznościowe sprawiają, że dzieci są nieszczęśliwe, ułatwiają dręczycielom nękanie i krzywdzenie ich, a nawet mogą szkodzić ich zdrowiu psychicznemu — powiedział Starmer.

Premier przekonywał, że decyzja nie jest łatwa i nie oznacza negowania korzyści, jakie internet może dawać młodym ludziom. — Ale rządzenie zawsze polega na wyborach i dla mnie jest jasne, że całkowity zakaz jest właściwym wyborem — powiedział premier.

Starmer przyznał, że przepisy będą trudne do uchwalenia, regulowania i egzekwowania. Odrzucił jednak argument, że nastolatki i tak będą omijać zakaz. — Nie mówimy: „O, nastolatek jakoś zdobył alkohol, więc nie zawracajmy sobie głowy zakazem sprzedaży alkoholu dzieciom” — powiedział Starmer.

Brytyjski rząd twierdzi, że dziewięcioro na dziesięcioro rodziców poparło minimalny wiek 16 lat dla dostępu do aplikacji w konsultacjach przeprowadzonych pod hasłem „Growing up in the online world” („Dorastając w świecie online”).

Meta, YouTube i Snapchat zareagowały już na ogłoszenie premiera, twierdząc, że zakaz, który uniemożliwiłby dzieciom korzystanie z ich platform, wypchnie je do „mniej bezpiecznych serwisów”, informuje „The Guardian”.

Jaki jest kontekst?

Europa od kilku lat szuka sposobu na ograniczenie wpływu smartfonów i platform cyfrowych na dzieci. Całkowity zakaz używania telefonów w szkołach wprowadziły Francja, Belgia i Holandia. W Finlandii smartfon może służyć tylko do nauki, a Portugalia ograniczyła liczbę dni, w których można korzystać z urządzeń.

Polska planuje wprowadzenie całkowitego zakazu używania smartfonów w szkołach podstawowych od 1 września tego roku.

Przeczytaj także:

Badania nie dają jednak prostych odpowiedzi. Z diagnozy PISA 2022 wynikało, że co trzeci polski 15-latek rozprasza się telefonem podczas lekcji. Ograniczenia mogą więc pomagać w dyscyplinie i koncentracji.

Według badania „Nastolatki 3.0” co dziesiąty młody internauta jest w sieci nocą w dni powszednie, a w dni wolne — 20 proc. uczniów i uczennic. Z badań Narodowego Programu Zdrowia wynika, że codziennie ze smartfona korzysta 86 proc. uczniów szkół podstawowych. Diagnoza zlecona przez ministerstwo edukacji pokazała, że 60 proc. nastolatków odczuwa chroniczne zmęczenie związane z używaniem telefonów.

W 2025 roku SOS dla edukacji sprawdziło, jak wygląda tzw. smartfonoza oczami rodziców, nauczycieli i uczniów. Z ankiety wynikało, że telefon posiada niemal każdy uczeń w Polsce, za wyjątkiem klas 1-3 – tam ze smartfona korzysta co drugie dziecko

Jednocześnie badanie opublikowane w „The Lancet Regional Health”, obejmujące 30 szkół w Anglii, nie wykazało, że restrykcyjne zakazy poprawiają dobrostan uczniów lub ich wyniki w nauce. Uczniowie używali telefonów mniej w szkole, ale nadrabiali ten czas poza lekcjami.

10:59 15-06-2026

Prawa autorskie: FOT. DOMINIK GAJDA / Agencja Wyborcza.plFOT. DOMINIK GAJDA /...

Biskup ze Śląska molestował ministranta? Kuria: czekamy na poszkodowanych

1985 rok. Ksiądz kończy chodzić po kolędzie, wraca na plebanię i tam zaczyna dotykać ministranta. Katowicka kuria od lutego bada zawiadomienie dotyczące biskupa Gerarda Bernackiego. Teraz prosi innych skrzywdzonych: o zgłoszenie i rozmowę

Co się wydarzyło?

„Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którzy mogli doświadczyć krzywdy ze strony zmarłego bp. Gerarda Bernackiego, a także do osób posiadających wiedzę o ewentualnych krzywdach, przestępstwach lub okolicznościach mogących mieć znaczenie dla wyjaśnienia sprawy, o kontakt” – to fragment komunikatu, jaki w poniedziałek, 15 czerwca, pojawił się na stronie Archidiecezji Katowickiej.

Metropolita powołał specjalny zespół, którego celem jest zbadanie, czy biskup Bernacki, który współkierował śląską diecezją przez 24 lata (między 1988 a 2012 rokiem), molestował lub wykorzystywał seksualnie dzieci.

Decyzja o powołaniu zespołu jest następstwem wyznania mężczyzny, który twierdzi, że jako ministrant, jeszcze w latach 80, był wykorzystywany przez Bernackiego.

Szymon Piegza oraz Magdalena Rigamonti na łamach Onetu opisali, że mężczyzna ten zgłosił się kurii już w lutym. „Na początku 1985 r. razem z ks. Bernackim chodził po kolędzie. Po skończonej wizycie duszpasterskiej wracali na plebanię i właśnie tam duchowny miał obmacywać chłopca. Skrzywdzony zapewnia, że do takich sytuacji doszło co najmniej kilka razy” – piszą dziennikarze Onetu.

Mężczyzna zgłosił oficjalne zawiadomienie, a ponieważ Gerard Biernacki nie żyje (zmarł w 2018 roku), nie można przeprowadzić wewnątrzkościelnego procesu. Kuria zdecydowała się jednak zbadać sprawę.

Jak potwierdza ksiądz Rafał Sitek, rzecznik katowickiej archidiecezji, zespół pracuje od 1 kwietnia. Przeanalizował dokumentację, wysłuchał skrzywdzonych – i czeka na zgłoszenie innych. „Mamy świadomość, że podjęcie takiego kontaktu może wiązać się z trudnymi emocjami i powrotem do bolesnych doświadczeń. Każda osoba zgłaszająca się do zespołu zostanie wysłuchana z szacunkiem, życzliwością, z poszanowaniem jej godności oraz troską o jej bezpieczeństwo i prywatność” – czytamy w komunikacie archidiecezji.

Jaki jest kontekst?

Biskup Gerard Bernacki zakończył pracę duchownego w 2012 roku, w atmosferze skandalu. Ówczesny papież Benedykt XVI nałożył na niego nie tylko obowiązek opuszczenia kurii, ale i zakazał sprawowania posług religijnych na terenie Katowic. Duchowny przez sześć lat, aż do śmierci, mieszkał w zakonach braci bonifratrów.

Formalnie rezygnację złożył sam biskup Bernacki. Rezygnację złożono jednak zgodnie z zapisem 401 par. 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi, że „usilnie prosi się biskupa [...], który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy sprawować swojego urzędu, by złożył rezygnację z urzędu”.

Powodem decyzji papieża były problemy alkoholowe księdza Bernackiego. Nie wiadomo, czy do tej pory Watykan lub śląska kuria miały wiedzę na temat czynów pedofilskich biskupa.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

09:32 15-06-2026

Prawa autorskie: fot. Policja/Xfot. Policja/X

Policja zatrzymała mężczyznę, który pobił taksówkarza

Mężczyźnie, który zaatakował taksówkarza, obywatela Azerbejdżanu, grozi nawet 5 lat pozbawienia wolności. Policja szybko ustaliła dane napastnika – to 36-letni mieszkaniec Warszawy

Co się wydarzyło?

„Mężczyzna został zatrzymany w związku ze spowodowaniem średniego uszczerbku na zdrowiu oraz znieważeniem na tle narodowościowym obywatela Azerbejdżanu” – poinformowała policja na portalu X. Chodzi o zdarzenie z piątku, 12 czerwca, kiedy napastnik zaatakował pałką teleskopową taksówkarza z Azerbejdżanu przy Dworcu Gdańskim w Warszawie.

„Policjanci ze śródmiejskiej komendy jeszcze tego samego dnia ustalili dane mężczyzny” – czytamy w policyjnym oświadczeniu. W niedzielę, w południe zgłosił się ze swoim adwokatem do Komendy Rejonowej Policji Warszawa I przy ul. Wilczej. To 36-letni obywatel Polski, mieszkaniec Warszawy.

„Z zatrzymanym trwają czynności procesowe. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz w Warszawie. Mężczyźnie grozi do 5 lat pozbawienia wolności” – podaje policja.

Jaki jest kontekst?

O ataku na taksówkarza poinformowała pasażerka samochodu. Opisała w mediach społecznościowych.

„Zdążyłam zatrzasnąć drzwi i potwierdzić, że mam na imię Marta, gdy podbiegł obcy mężczyzna i kopnął samochód w nadkole. Zdumieni wyskoczyliśmy z taksówki. Mężczyzna krzyczał »WYP***DALAJ STĄD! WYP***DALAJ STĄD!«” – relacjonuje pani Marta. „Przeczuwając, co nastąpi, zaczęłam robić zdjęcia: agresywnemu mężczyźnie, tablicy rejestracyjnej samochodu, z którego do nas wybiegł. Po chwili otworzył bagażnik i wyciągnął z niego pałkę teleskopową” – opisuje na Facebooku.

Napastnik bił taksówkarza po ramieniu i po głowie. Mężczyzna próbował się bronić, pasażerka zadzwoniła na policję i po karetkę. „Naib [to imię taksówkarza – od aut.] mieszka i pracuje w »naszym kraju« od czterech lat. Jest tu legalnie. Ma pesel. Mówi, że nigdy wcześniej nic mu się takiego nie przydarzyło” – pisze pasażerka.

Na szczęście prześwietlenie głowy nie wykazało uszkodzeń. Pani Marta pisze: „Zdążyłam przeprosić go już za nasz kraj… ”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także: