Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wołodymyr Żurawlow został zatrzymany w chorwackiej Puli, choć w 2025 roku polski sąd odmówił wydania go Niemcom. Niemieccy śledczy zarzucają mu udział w podłożeniu ładunków, które zniszczyły gazociągi Nord Stream.
Chorwacka policja zatrzymała dziś (19 sierpnia) w Puli Wołodymyra Żurawlowa, ukraińskiego instruktora nurkowania poszukiwanego przez Niemcy w sprawie wysadzenia gazociągów Nord Stream 1 i 2.
Funkcjonariusze wykonali Europejski Nakaz Aresztowania wydany przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości – poinformowała niemiecka prokuratura federalna, przekazał Reuters.
Żurawlow jest podejrzany o spowodowanie eksplozji, sabotaż i zniszczenie infrastruktury. Miał należeć do grupy kierowanej przez Sierhija K. i jako wyszkolony nurek uczestniczyć w podkładaniu ładunków na trasie przebiegu gazociągów Nord Stream 1 i 2 w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm – uważają niemieccy śledczy.
Grupa miała dopłynąć tam jachtem „Andromeda”, wynajętym w Niemczech przy użyciu fałszywych dokumentów (który to jacht miał później cumować w Kołobrzegu).
O przekazaniu podejrzanego Niemcom zdecyduje sąd w Puli. Po ewentualnej ekstradycji Żurawlow ma stanąć przed sędzią śledczym Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Karlsruhe.
Żurawlow wiedział, że decyzja polskiego sądu o odmowie wydania go Niemcom obowiązuje wyłącznie na terytorium Polski – powiedział agencji AP jego polski obrońca Tymoteusz Paprocki.
Eksplozje z 26 września 2022 roku uszkodziły trzy z czterech nitek Nord Stream 1 i 2 na głębokości około 80 metrów. Nord Stream 1 wcześniej przesyłał rosyjski gaz do Niemiec, jednak przed atakiem na Ukrainę Rosja wstrzymała dostawy. Nord Stream 2 nigdy nie rozpoczął przesyłu.
Operacja miała trwale uniemożliwić przesył gazu i ograniczyć dochody, z których Rosja finansowała wojnę – uważa niemiecka prokuratura. Z punktu widzenia Warszawy sabotaż gazociągów był korzystny jako uderzający w interesy Rosji.
Żurawlow został zatrzymany w Polsce pod koniec września 2025 roku na podstawie niemieckiego ENA. Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił 17 października wydania go Niemcom, uchylił tymczasowy areszt i nakazał jego natychmiastowe zwolnienie.
Sąd uznał wówczas między innymi, że zniszczenie rosyjskiej infrastruktury podczas wojny obronnej Ukrainy mogło być działaniem wojskowym objętym tzw. immunitetem funkcjonalnym. Chodzi o to, że nawet jeśli Żurawlow brał udział w sabotażu, to działał on w imieniu państwa ukraińskiego i tylko to państwo może ewentualnie ponosić odpowiedzialność.
Polski sąd uznał także, że Niemcy nie mają jurysdykcji w ściganiu ewentualnych sprawców wysadzenia gazociągu. Znajduje się on bowiem na wodach międzynarodowych. Niemiecki kodeks karny co do zasady pozwala na ściganie sprawców czynów popełnionych na terenie Niemiec lub na statkach morskich i powietrznych. Gazociąg nie jest takim statkiem i znajduje się na wodach międzynarodowych.
Sąd nie rozstrzygał, czy Żurawlow uczestniczył w operacji. Sam Ukrainiec temu zaprzecza i utrzymuje, że przebywał wtedy w ojczyźnie.
Przeczytaj także:
Izrael uderza w syryjską bazę wojskową, by zapobiec zwiększaniu tureckich wpływów w Syrii. Stosunki Izraela i Turcji z roku na rok sukcesywnie się pogarszają
Izraelska armia uderzyła we wtorek 19 sierpnia z powietrza w bazę lotniczą w miejscowości Abu ad-Duhur w północno-wschodniej Syrii. W bazę trafiło osiem pocisków, które spowodowały zniszczenia w bazie, ale nikt nie ucierpiał. W oświadczeniu biura premiera Benjamina Netanjahu Izraelczycy przekazali, że atak miał na celu powstrzymać rozmieszczenie sił tureckich na terenie bazy.
„Izrael wielokrotnie ostrzegał Syrię, że takie rozmieszczenie będzie oznaczało zagrożenie dla izraelskiego bezpieczeństwa. Syria zdecydowała się te ostrzeżenia zignorować” – czytamy w oświadczeniu.
Syryjski minister spraw zagranicznych Asad asz-Szibani potępił izraelski atak i nazwał go „nieusprawiedliwioną prowokacją, naruszeniem syryjskiej suwerenności i bezpośrednim zagrożeniem dla regionalnego i globalnego bezpieczeństwa”.
Amerykański ambasador w Turcji i prezydencki wysłannik do Syrii i Iraku, Tom Barrack, nazwał ataki „niepotrzebną eskalacją, która nie pomaga we wprowadzaniu stabilności w regionie”. Barrack podkreślił też, że Syria wielokrotnie dążyła do deeskalacji z Izraelem. Ataki potępiły również m.in. Egipt, Katar i Arabia Saudyjska.
To nie pierwszy atak Izraela na Syrię od zmiany rządów w Damaszku w grudniu 2024 roku. Wówczas Izrael, korzystając z chaosu, zajął większą niż dotychczas część Wzgórz Golan.
Podczas lipcowej wizyty w Damaszku sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres przypomniał, że Wzgórza Golan to terytorium Syrii i uznał, że to, co się wokół nich dzieje jest nieakceptowalne. W dniach zmiany władzy w Syrii Izrael ostrzeliwał też magazyny broni na terenie Syrii, by broń nie wpadła w ręce nowego rządu, budowanego przez dotychczasowych rebeliantów i dżihadystów. Od tego czasu Izrael regularnie ostrzeliwuje pojedyncze cele wewnątrz Syrii.
Syria na te ataki nie odpowiada. Armia syryjska jest zbyt słaba, a odpowiedź wiązałaby się z dalszą eskalacją i być może otwartą wojną. Jak jednak wskazują Syryjczycy, ataki te to naruszenie syryjskiej suwerenności. I utrudnienie w ewentualnej normalizacji stosunków między post-assadowskim rządem w Damaszku a Izraelem.
W przypadku wtorkowego ataku Izrael jasno określił swój cel: ograniczanie wpływów tureckich w Syrii. Turcja to kluczowy regionalny sojusznik rządu Ahmada asz-Szar'y. W latach 2017-2024 islamistyczna grupa asz-Szar'y, Hajat Tahrir asz-Szam kontrolowała sąsiadującą z Turcją prowincję Idlib. Turcja i HTS często ze sobą współpracowały.
Dzisiejsze próby ograniczania tej współpracy to prowadzenie Izraela w stronę konfliktu nie tylko z Syrią, ale i z Turcją. W ostatnich miesiącach wypowiedzi obu stron na swój temat sugerują wysoki poziom wrogości. Turcja jest bardzo krytyczna wobec działań Izraela w Strefie Gazy. W czerwcu Benjamin Netanjahu powiedział m.in., że prezydent Erdoğan jest „antysemickim dyktatorem”, wspiera Hamas i dokonuje ludobójstwa na Kurdach.
Przeczytaj także:
Ukraiński parlament mianował byłego pełniącego obowiązki szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Jewhenija Chmarę nowym ministrem obrony Ukrainy.
Za kandydaturą Jewhenija Chmary (na zdjęciu powyżej) zagłosowało 312 posłów i posłanek.
Podczas wystąpienia w Radzie Najwyższej Ukrainy Chmara oświadczył, że w swojej pracy ma trzy priorytety: front i wzmocnienie sił zbrojnych, ludzie oraz rozwój przemysłu obronnego.
„Wiemy, jakie kolejne kroki zamierza podjąć Rosja – plany mobilizacyjne, strategię na jesień i zimę. Dlatego zrobimy wszystko, aby chronić Ukrainę i zmusić wroga do zawarcia sprawiedliwego pokoju. Jest to zadanie, które postawił przed nami wszystkimi głównodowodzący, dlatego tak ważna jest synergia na wszystkich szczeblach. Zmusić wroga do pokoju można jedynie siłą naszych sił zbrojnych – dzięki naszym rozwiązaniom technologicznym i symetrycznym. Przede wszystkim poprzez ciągłe unowocześnianie i skuteczne wykorzystanie technologii” – oświadczył Chmara.
Według Chmary największą wartością jest życie żołnierzy.
„Technologie są potrzebne, aby ukraiński obrońca miał przewagę, a ryzyko dla człowieka było ograniczone do minimum. Moim zadaniem jest bezpośredni kontakt z obrońcami. Słuchać dowódców, żołnierzy i rannych. Z własnego doświadczenia wiem również, że żołnierz jest zmotywowany, gdy czuje, że jest szanowany, otrzymuje odpowiednie szkolenie i ma sprawiedliwe zasady służby” – mówił.
Chmara też obiecał, że „będzie więcej ukraińskiej broni, a jej uderzenia będą celniejsze”.
Żeby objąć stanowisko ministra obrony, Chmara musiał zrezygnować z kariery wojskowej, ponieważ to stanowisko może zajmować tylko osoba cywilna.
Dziś (19 sierpnia) podkreślił, że jest już osobą cywilną, został zwolniony zgodnie z ukraińską ustawą o obowiązku wojskowym i służbie wojskowej, art. 26, „zwolnienie ze służby wojskowej w związku z realizacją działań organizacyjnych dotyczących wyższych rangą oficerów”.
Chmara jest piątym ministrem obrony Ukrainy od początku pełnoskalowej inwazji Federacji Rosyjskiej w 2022 roku na Ukrainę. Na tym stanowisku zastąpił Mychajła Fedorowa, który pełnił tę funkcję od 14 stycznia do 16 lipca 2026 roku i był najmłodszym i najskuteczniejszym ministrem obrony w historii Ukrainy.
Jak pisze „Ukraińska Prawda”, kandydaturę Chmary przedstawiła przedstawicielka prezydenta w Radzie Najwyższej Hałyna Mychajluk. Zaznaczyła, że głowa państwa uważa obecnie Chmarę za optymalnego kandydata na stanowisko szefa Ministerstwa Obrony Narodowej. Natomiast przedstawiciele partii opozycyjnych wyrazili swoje oburzenie, ponieważ chcieliby wysłuchać Wołodymyra Zełenskiego i jego argumentów.
Oprócz Chmary Rada przegłosowała na stanowisko ministra spraw zagranicznych Ukrainy kandydaturę Andrija Sybihi, który pełnił tę funkcję przed restrukturyzacją ukraińskiego rządu w połowie lipca.
Po głosowaniu w Radzie prezydent Wołodymyr Zełenski podziękował parlamentarzystom za poparcie jego kandydatur.
„Zadania dla obu ministrów zostały określone absolutnie jasno: Ukraina potrzebuje większej siły. I tak się stanie. Chwała Ukrainie!” – napisał w mediach społecznościowych Zełenski.
Po restrukturyzacji rządu w Ukrainie w połowie lipca przez około miesiąc Ukraina nie miała szefów najważniejszych podczas wojny ministerstw – ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. 16 lipca Rada Najwyższa mianowała na wniosek premiera Serhija Koryckiego wszystkich ministrów, oprócz tych dwóch, których zgodnie z Konstytucją Ukrainy proponuje Radzie prezydent, i udała się na „wakacje”. Miała przerwę w obradach do 18 sierpnia. Do tej pory Chmara i Sybiha pełnili obowiązki szefów MO i MSZ odpowiednio.
Wieczorem 18 sierpnia prezydent Ukrainy złożył w Radzie Najwyższej oficjalny wniosek o mianowanie Jewhenija Chmary ministrem obrony, a Andrija Sybihi ministrem spraw zagranicznych.
Zełenski mówił o tym, że zaproponuje parlamentowi kandydaturę Jewhenija Chmary jeszcze 16 lipca.
Przeczytaj także:
Gen. mjr Jewhenij Chmara od stycznia 2026 roku pełnił obowiązki szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Chmara to profesjonalny wojskowy sił specjalnych, był uczestnikiem operacji wyzwolenia obwodu kijowskiego oraz wyspy Węży. Od 2023 roku szef elitarnej jednostki – Centrum Operacji Specjalnych A (Alfa) SBU.
Pod dowództwem Chmary Alfa przeprowadziła szereg zakrojonych na szeroką skalę operacji bojowych i dalekosiężnych. Oddziały specjalne przeprowadzały ataki na rosyjskie lotniska (m.in. słynna „Pajęczyna”), magazyny amunicji, rafinerie ropy naftowej oraz zakłady produkujące bomby kierowane i drony. Chmara ma autorytet wśród wojskowych, z żołnierzami „Alfy” bierze bezpośredni udział w operacjach, jest przywódcą, dla którego liczy się człowiek.
Jewhenij Chmara został uhonorowany szeregiem odznaczeń państwowych: jest kawalerem Orderu Bogdana Chmielnickiego (I–III stopień), odznaczony Orderem „Za Odwagę” III stopnia, odznaczony odznaczeniem Prezydenta Ukrainy „Krzyż za Zasługi Bojowe”.
Wcześniej Zełenski rozważał na stanowisko ministra obrony byłego ministra spraw wewnętrznych Ihora Kłymenkę, ale w związku z protestami, które wybuchły w ukraińskich miastach po zmianach w rządzie, zwłaszcza po dymisji ministra obrony Mychajła Fedorowa, zmienił decyzję.
Bogate doświadczenie Chmary w prowadzeniu operacji uderzeniowych z wykorzystaniem technologii oraz organizowaniu dalekosiężnych ataków na terytorium Rosji miało wedle Zełenskiego przekonać rozsierdzony tłum. Według ukraińskich ekspertów nie wiadomo, czy doświadczenia Chmary wystarczy, żeby objąć kierownictwo w najważniejszym dla Ukrainy resorcie.
18 sierpnia posłowie przez ponad pięć godzin rozmawiali z kandydatami na stanowiska ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. Rankiem 19 sierpnia spotkania były kontynuowane. Wkrótce komisja parlamentarna ds. obrony jednogłośnie, 15 głosami, poparła kandydaturę Chmary na stanowisko ministra obrony.
Tymczasem od rana przed budynkiem Rady Najwyższej, jak relacjonował portal hromadske, około pół setki osób wyszło na ulicę i wzywali posłów, by nie głosowali za mianowaniem Chmary na ministra obrony. Ludzie trzymali w rękach plakaty i kartoniki z napisami: „Przywróćcie Fedorowa”, „Rada Najwyższa – to wasze wyjście”, „Korupcja zabija” i inne. Uczestnicy protestu skandowali: „Nie chowajcie się za Chmarą”.
Jak informuje korespondent magazynu NV, uczestnicy akcji śledzili przebieg głosowania w Radzie Najwyższej. Wynik głosowania przyjęli okrzykami „Hańba!”.
Według korespondenta Ukrinform demonstranci zaznaczyli również, że z przykrością to mówią, ale to stanowisko „powinno należeć do kogoś innego”. „Bardzo szanujemy Chmarę, ale prosimy, nie chowajcie się za Chmarą” – mówili aktywiści.
Skandowali takie hasła: „Domagamy się dialogu”, „Nie niszczcie nam przyszłości”, „Dialog, a nie ignorowanie”, „Fedorow zamiast Chmary”, „Władza to naród”, „Nie prowadźcie nas do porażki”, „Władza to odpowiedzialność” i twierdzili, że brakuje dialogu z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.
Protestujący zapowiedzieli, że o godz. 19:00 będą kontynuować swoją akcję na placu Iwana Franki w Kijowie. Planują organizować te akcje codziennie o tej porze.
Przeczytaj także:
12 proc., 24 proc. i 32 proc. – to propozycja nowych progów podatków od dochodów PIT. Jeśli przepisy weszłyby w życie w tej formie, oznacza to obniżkę podatku dla pracowników zarabiających rocznie między 120 a 150 tys. zł.
Podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk zaprezentował propozycje zmian w systemie podatkowym. Najważniejsza zmiana to wprowadzenie dodatkowej stawki podatku PIT oraz zmiana progów podatkowych. Po zmianach, system podatku PIT wyglądałby następująco:
Uzasadnienie dla zmian?
„Postanowiliśmy wspólnie z ministrem Domańskim, aby w dwóch wymiarach ulżyć i pomóc tej rosnącej, narodziła się już dawno temu, klasie średniej. A więc ludziom, którzy zarabiają w Polsce średnio i średnio plus i których liczba rośnie. Zmiany podatkowe, o których za chwilę wspólnie z panem ministrem powiemy w szczegółach, oznaczają, że około 3,5 mln podatników w przyszłym roku, a ta grupa będzie rosła, mniej więcej o 0,5 mln w kolejnym roku, bo wynika to z rosnących płac i wzrostu gospodarczego” – mówił premier.
Poza tym rząd planuje:
„Chcemy, aby największe, najbogatsze, osiągające najwyższe przychody firmy i koncerny oraz płatnicy ryczałtowi, którzy są milionerami, w sensie rocznym, zarabiają ponad milion złotych, żeby to oni przejęli na siebie przynajmniej część sfinansowania tego projektu” – mówił premier na konferencji.
Proponowane zmiany w PIT to zwiększenie dochodów netto, a więc obniżka podatków, dla osób zarabiających pomiędzy 120 tys. a 150 tys. zł rocznie. Dla reszty podatników PIT zmiany będą neutralne. Projekt to lekka korekta przepisów w stronę większej progresji podatkowej. Otrzymujemy dodatkowy próg podatkowy między dotychczasowymi stawkami 12 i 32 proc., co amortyzuje zmiany dobrze zarabiających pracowników przy podnoszeniu ich dochodów. Jednocześnie rząd proponuje nieznaczne zwiększenie podatków dla bardzo dobrze zarabiających osób i firm.
Ostatni raz w Polsce trzy stawki podatkowe w PIT obowiązywały przed 2009 rokiem. Wówczas pracownicy, w zależności od dochodów, płacili 19, 30 lub 40 proc. podatku dochodowego. Zmieniona w 2006 roku ustawa zlikwidowała najwyższą, czterdziestoprocentową stawkę i wprowadzała dwa nowe progi – 18 i 32 proc.
Przeczytaj także:
Główny ekonomista rosyjskiego państwowego banku VEB Andriej Klepacz powiedział, że Rosja przegrywa gospodarczą „wojnę na wyniszczenie” z Zachodem, krajowi grozi „kryzys społeczny”, a koszty inwazji na Ukrainę stale rosną.
Andriej Klepacz stracił stanowisko głównego ekonomisty rosyjskiego państwowego banku VEB po krytycznej ocenie skutków wojny przeciwko Ukrainie, podała 18 sierpnia Al Jazeera. O zwolnieniu jako pierwszy poinformował Reuters dzień wcześniej.
Klepacz pracował na tym stanowisku od 2014 roku. VEB potwierdził jego odejście bez podania przyczyn.
Klepacz wypowiedział się w maju na forum Klubu Nikitskiego – to forum eksperckie skupiające ekonomistów, naukowców i urzędników. Rosyjskie media nagłośniły słowa Klepacza dopiero w sierpniu.
— Zostajemy w tyle. Przegrywamy zarówno technologiczną, jak i gospodarczą rywalizację na świecie. I przegrywamy nie tylko z Chinami i Stanami Zjednoczonymi, pod pewnymi względami także z Ukrainą — miał powiedzieć Klepacz.
— Nie wygramy tej rywalizacji w wojnie na wyniszczenie. Mamy złudzenie, że wszystko tam, w Ukrainie, się załamie. Nie załamało się i nie załamie. Nasze koszty rosną — dodał ekonomista.
Według Klepacza Rosja co prawda uniknie załamania gospodarki, ale będzie coraz bardziej odstawać od konkurentów. — Gospodarczo nie upadniemy, ale dystans dzielący nas od innych będzie nadal rósł, ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Kryzys społeczny może wybuchnąć dokładnie wtedy, gdy nikt szczególnie nie spodziewa się go — powiedział.
Klepacz skrytykował również sposób rządzenia Rosją.
— Jakość zarządzania niemal stale się pogarsza — powiedział. — Cały czas podejmowane są decyzje, które są skrajnie słabo uzasadnione, lecz mają długofalowe skutki strategiczne.
Wojna z Ukraina, w planach krótka i zakończona efektownym zwycięstwem, trwa już cztery i pół roku. Z jednej strony ogromne wydatki wojenne podtrzymują rosyjską gospodarkę, ale z drugiej – uderzają w sektor cywilny. Sytuację pogarszają dalekosiężne uderzenie dronowe i rakietowe Ukrainy w newralgiczną infrastrukturę Rosji: rafinerie, porty, czy centra logistyczne. W efekcie w kraju powszechne są braki benzyny.
Jak pisaliśmy w OKO.press, oficjalne tempo wzrostu gospodarczego spadło na początku roku do około 0,5 proc, a rosyjski bank centralny – utrzymujący stopy procentowe na poziomie 14 proc. przy inflacji 6% – dopuścił w lipcu scenariusz zerowego wzrostu w całym 2026 roku. Deficyt budżetu już po czterech miesiącach sięgnął 5,87 bln rubli (prawie 60 mld euro), przekraczając plan na cały rok.
Niemniej pogłębiający się kryzys rosyjskiej gospodarki raczej nie wywoła masowych protestów ulicznych. W rosyjskiej autokracji brakuje niezależnych organizacji, mediów i partii, które mogłyby przekształcić niezadowolenie w działanie, mówiła w czerwcu OKO.press politolożka Jekatierina Szulman.
— Czara społecznej cierpliwości nigdy nie przelewa się jako pierwsza. Najpierw słabnie władza. Dopiero potem pojawia się ruch protestu. Nie odwrotnie — mówiła Szulman.