Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał, że prezydent Donald Trump nielegalnie wprowadził tzw. cła wzajemne w handlu zagranicznym. Prawo do takich działań ma, zgodnie z amerykańską konstytucją, Kongres, nie prezydent.
„Twórcy Konstytucji nie powierzyli władzy wykonawczej, czyli prezydentowi, żadnej części uprawnień podatkowych, do których zalicza się cła ” – podkreślił John Roberts, przewodniczący Sądu Najwyższego.
W piątek, 20 lutego, Sąd Najwyższy USA orzekł, że Donald Trump nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych. Chodzi o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku.
Wyrok zapadł dzięki głosom sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. Ich zdaniem Konstytucja Stanów Zjednoczych bardzo jasno określa, że to Kongres, nie prezydent ma prawo do ustalania podatków i ewentualnego nakładania ceł.
Nie wiadomo jednak, co zrobić z już pobranym wpływamy z ceł, które sięgają ponad 100 miliardów dolarów. Ten brak jednoznacznej decyzji otwiera drogę do ubiegania się o ewentualny zwrot.
Bernd Lange, przewodniczący Parlamentu Europejskiego na portalu X skomentował, że to dobry sygnał dla praworządności. „Sędziowie udowodnili, że nawet prezydent USA nie działa w próźni prawnej” – napisał polityk. Dodał, że przed Unią Europejską ocena konsekwencji orzeczenia Sądu Najwyższego. Lange zwołał na poniedziałek nadzwyczajne posiedzenie zespołu ds. umowy handlowej między USA a UE.
CNN, powołując się na przedstawicieli administracji, twierdzi, że Donald Trump decyzją Sądu Najwyższego określił jako „haniebną”. Zapewnił jednak, że Biały Dom ma „plan B”.
„Cła Donalda Trumpa są nielegalne, szkodliwe dla światowego handlu, w tym przede wszystkim dla USA, i nie rozwiążą problemu deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych, który… problemem wcale nie jest” – pisał już w kwietniu 2025 ekonomista z Cardiff University dr Wojciech Paczos dla OKO.press.
2 kwietnia 2025 Donald Trump nałożył 10-procentowe cała na wszystkich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. To przeszło 180 państw. Na Chiny, Japonię i Europę nałożono nawet trzykrotnie wyższe opłaty.
„To będzie jeden z najważniejszych dni w historii naszego kraju” – oświadczył wówczas Donald Trump nazywając ten moment dniem „wyzwolenia Ameryki”. W istocie wypowiedział partnerom wojnę handlową.
W rozmowie z OKO.press dr Łukasz Rachel, adiunkt ekonomii w University College London, tamto podejście nazwał „ekonomicznym płaskoziemstwem”: „Ta kalkulacja zakłada, że dwustronny deficyt handlowy między USA i innym krajem jest zły i wynika z manipulacji ze strony tego innego kraju. A nie na przykład z tego, że dany kraj produkuje coś, co amerykańscy konsumenci chętnie kupują, czego nie USA produkują same” – tłumaczy ekonomista.
Przeczytaj także:
Senat przyjął w czwartek poprawki do ustawy wdrażającej unijny mechanizm dozbrajania SAFE. Ustawa wraca teraz do Sejmu, a potem po głosowaniu trafi na biurko prezydenta.
W czwartek 19 lutego senatorowie poparli poprawki do ustawy wdrażającej unijny mechanizm SAFE, mający na celu zwiększenie bezpieczeństwa i dozbrajanie państw członkowskich UE.
Za przyjęciem ustawy z poprawkami głosowało 61 senatorów, przeciw było 26, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Kluczowa zmiana dotyczy finansowania spłaty pożyczki zaciągniętej w ramach programu SAFE – środki na ten cel nie będą pochodzić z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej, lecz z rezerwy celowej ustanowionej w budżecie państwa. Ponadto, wydatki te nie będą wliczane do minimalnego limitu wydatków na obronność.
Kolejna zmiana zakłada wprowadzenie obowiązku kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej przez ABW, SKW i CBA wykorzystania środków finansowych z pożyczki SAFE oraz sprawozdawczości prowadzenia tej kontroli.
Jeszcze inna propozycja rozszerza obowiązek przedkładania sprawozdania z realizacji planu Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa komisjom senackim.
W przeddzień głosowania izba siedem godzin debatowała nad ustawą. Przedstawiciele rządu ponownie wyjaśniali, że dodatkowe źródło finansowania nie oznacza, że to UE będzie decydować, co ma kupić MON.
Mechanizm SAFE to unijny instrument finansowy umożliwiający państwom członkowskim korzystanie z preferencyjnych pożyczek na inwestycje w obronność. Zdaniem szefa MON to przełomowy moment w historii europejskiej polityki bezpieczeństwa. W ramach instrumentu Polska może skorzystać z około 43,7 mld euro w formie korzystnie oprocentowanych pożyczek. Zgodnie z deklaracjami rządu ponad 80 proc. środków ma trafić do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jego celem jest uniezależnienie się od amerykańskiego uzbrojenia i wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego. Decyzje dotyczące SAFE mogą mieć długofalowe skutki dla bezpieczeństwa i gospodarki Polski.
W swoim wniosku o pieniądze z SAFE, polskie MON zawarło łącznie 139 projektów, na których realizację mają one zostać przeznaczone. Choć lista ta nie jest jeszcze jawna, wiadomo, że obejmować ma najważniejsze produkty polskiej zbrojeniówki, jak przeciwlotnicze wyrzutnie Piorun, wozy bojowe piechoty Borsuk czy armatohaubice Krab; w planach ma być także m.in. zakup tankowców powietrznych produkowanych przez europejski koncern Airbus.
Wiadomo, że SAFE ma służyć nie tylko zwiększeniu zdolności rażenia, ale także bezpieczeństwu dowodzenia – dzięki inwestycjom kryptografię – i medycynie pola walki.
Część projektów ma być realizowana we współpracy z innymi partnerami europejskimi, a także z Ukrainą.
Senat odrzucił poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość. Senatorowie PiS proponowali m.in. wprowadzenie do ustawy preambuły, która zakładałaby, że wobec środków z pożyczki nie może być stosowany tzw. mechanizm warunkowości.
Według PiS, taki mechanizm mógłby w przyszłości stać się narzędziem politycznego nacisku na państwa niezgadzające się z polityką Unii Europejskiej.
PiS zwraca uwagę, że mechanizm warunkowości to możliwe ryzyko związane z programem. Zgodnie z jego założeniami wypłata środków może zostać wstrzymana lub ograniczona, jeśli ich wykorzystanie będzie sprzeczne z unijnymi zasadami fiskalnymi i prawnymi. Chodzi między innymi o brak przejrzystości, niewystarczającą kontrolę wydatkowania czy naruszenia zasad praworządności przy zarządzaniu funduszami.
Politycy PiS argumentują, że w praktyce Komisja Europejska mogłaby sięgnąć po ten instrument, by zablokować środki w sytuacji, gdy władzę w Polsce przejęłyby określone siły polityczne.
Środowisko PiS namawia prezydenta do zawetowania ustawy, ale przekaz w tej sprawie nie jest jednoznaczny. Jeden z europosłów, były wiceminister obrony i były szef kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego Michał Dworczyk nie dostosował się do partyjnych wytycznych i zdystansował się od słów kolegów i koleżanek z PiS.
Według Kaczyńskiego program SAFE służy interesom Niemiec, które – według prezesa PiS – chcą doprowadzić do realizacji planu polegającego na przejęcia przywództwa w Europie.
Minister finansów Andrzej Domański podkreśla, że SAFE to najtańsze źródło finansowania modernizacji armii. Pożyczki mają być niżej oprocentowane niż emisja obligacji przez państwo. Program ma też wspierać polski przemysł obronny.
„Mówienie zwierzchnikowi sił zbrojnych, że powinien zawetować tę ustawę, to jest najgłupsze, co można zrobić” – komentował w TVN24 szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że warunkowość w programie SAFE dotyczy rzetelności wydatkowanych środków. Dodał, że podobna zasada warunkowości jest w innych programach europejskich. Zwrócił też uwagę, że ta zasada nigdy nie została użyta wobec Polski i jego zdaniem, nie zostanie użyta.
Premier Donald Tusk wcześniej w czwartek apelował, by nikomu w Polsce nie przyszło do głowy, żeby zablokować program SAFE, bo — jak powiedział — „będzie to oznaczało uderzenie w samo serce naszych programów polskiego bezpieczeństwa”. Zapewnił, że jego apel płynie z „głębokiej potrzeby”.
Przeczytaj także:
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o schwytaniu szajki Mołdawian, którzy na zlecenie Kremla mieli dokonać serii zabójstw prominentnych osób w środowisku ukraińskiej władzy, mediów i polityki. Za każdą śmierć mieli otrzymać sto tysięcy dolarów.
34-latek z Mołdawii kierował grupą, która na zlecenie Rosji miała dokonać serii zabójstw w Ukrainie. Mężczyznę zwerbowano w rosyjskim więzieniu. Po odbyciu kary wysłano go do Mołdawii, by pod ścisłą kontrolą utworzył tajną grupę operacyjną eliminującą prominentnych działaczy ukraińskich i osoby publiczne.
Śledczy zatrzymali 10 osób zaangażowanych w działania przestępcze organizowane pod kryptonimem „Enigma 2.0”. Byli podzieleni na role. Jedna grupa śledziła miejsca pobytu osób będących celem Kremla i monitorowała ich codzienność, druga planowała morderstwa; od zastrzelenia po montaż ładunków wybuchowywch w samochodach. Przygotowywali narzędzia zbrodni, opracowywali plany ucieczki. Za każdą śmierć rosyjski wywiad oferował im nawet sto tysięcy dolarów.
Jak podaje Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, celem grupy byli ukraińscy dziennikarze, przedstawiciel ds. komunikacji strategicznej ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), zastępca szefa Sztabu Koordynacyjnego ds. Jeńców Wojennych Andrij Jusow, a także czynni wojskowi, żołnierze Legionu Cudzoziemskiego HUR,oraz działacz organizacji obywatelskiej, który zbiegł z Rosji i zajął proukraińskie stanowisko.
„Rosyjskie służby wywiadowcze liczyły na to, że głośne morderstwa zasieją panikę i wywołają destabilizację sytuacji społeczno-politycznej na Ukrainie” – czytamy na stronie SBU.
Grupę rozpracowano z pomocą śledczych w Mołdawii. Zatrzymań dokonano na terenie dwóch państw. Grupa jest podejrzana o przygotowanie się do umyślnego zabójstwa na zlecenie oraz nielegalne posługiwanie się bronią lub materiałami wybuchowymi. Grozi im kara nawet dożytwoniego pozbawienia wolności.
Przeczytaj także:
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował, że skierował do Komisji Weneckiej projekt Karola Nawrockiego ws. sądownictwa. Prezydencka propozycja ustawy pojawiła się tuż po zawetowaniu projektu rządu.
„Marszałek Sejmu: ponieważ według opinii prawników prezydencki projekt ws. sądownictwa narusza niezawisłość sędziowską i podział władzy zdecydowałem się przekazać do zaopiniowania Komisji Weneckiej” – przekazała na portalu X Polska Agencja Prasowa.
Chodzi o opisywany przez Mariusza Jałoszewskiego w OKO.press projekt ustawy Karola Nawrockiego dotyczący naprawy sądów. „To wypowiedzenie wojny rządowi Donalda Tuska, UE i przede wszystkim sędziom, którzy bronili praworządności oraz stosują prawo europejskie” – przestrzegał nasz dziennikarz.
Opublikowany w czwartek (19 lutego) prezydencki projekt ustawy zakłada m.in.:
Prezydencki projekt ustawy ws. sądownictwa jest odpowiedzią na zawetowany przez Karola Nawrockiego rządowy projekt o KRS. „Nie mogę podpisać ustawy, która pod hasłem „przywracania praworządności” w rzeczywistości wprowadza nowy etap chaosu i otwiera drogę do politycznego wpływu na sędziów. Ustawa wprowadza segregację sędziów i oddaje wymiar sprawiedliwości w ręce politycznej grupy interesów” – twierdzi Nawrocki.
Jak podnosi Anna Wójcik w OKO.press, prezydent zapowiedział, że jeśli jego ustawa nie zostanie uchwalona, zarządzi referendum.
Zawetowana ustawa zmieniała sposób wyboru 15 sędziów do KRS. Znowu mieli ich wybierać sędziowie, a nie Sejm, co w 2017 roku wprowadził rząd PiS, upolityczniając radę. Kadencja sędziów zasiadających w neo-KRS kończy się 12 maja.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka i polski Sąd Najwyższy orzekły, że udział Sejmu w procedurze wyboru sędziów do KRS powoduje upolitycznienie rady, co skutkuje wadliwością powołań sędziów.
"Polska jest zobowiązana wyrokiem pilotażowym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Wałęsa przeciwko Polsce z grudnia 2023 roku do naprawienia procedury wyboru sędziów do KRS. Obecny rząd chce wykonać te wyroki i wrócić do wyboru sędziów do KRS przez sędziów. W tym celu uchwaliła już dwie ustawy o KRS. Pierwszą, z 2024 roku, prezydent Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że jej przepisy są niekonstytucyjne.
Większość rządząca miała nadzieję (choć nikłą), że drugi, kompromisowy projekt przedstawiony przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, zyska aprobatę prezydenta Nawrockiego" – przypomina Wójcik.
Sprawą zajmie się teraz Komisja Wenecka. To organ doradczy Rady Europy w sprawach konstytucyjnych. Jej rolą jest dostarczanie porad prawnych państwom członkowskim, w szczególności zaś pomoc państwom, które chcą reformować swoje instytucje prawne w zgodzie ze standardami europejskimi i międzynarodowym doświadczeniem w obszarach demokracji, praw człowieka i rządów prawa.
Komisja Wenecka już raz analizowała zapisy dot. Krajowej Rady Sądownictwa. „Komisja Wenecka uważa, że Polska musi możliwie szybko uregulować status neosędziów powołanych w wadliwej procedurze. Jednocześnie zastrzega, że nie można ich masowo cofnąć z zajmowanych stanowisk ustawą, musi ich pojedynczo ocenić organ niezależny od rządu” – opisywała Wójcik.
Przeczytaj także:
Minister kultury Marta Cienkowska zrywa umowę z mazowieckim samorządem o współprowadzeniu Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. To ostra reakcja na powołanie bez zgody ministerstwa polityczki KO Beaty Michalec na dyrektorkę instytucji
MKiDN zastosowało opcję atomową w sprawie Muzeum Literatury: wypowiedzenie umowy o współprowadzeniu oznacza, że od 1 stycznia 2027 roku Muzeum pozostanie samorządową instytucją kultury prowadzoną wyłącznie przez Województwo Mazowieckie. I straci ponad 6 mln zł ministerialnej dotacji. To ponad jedna trzecia całego budżetu instytucji, który wynosi 16 mln zł.
„Mimo jednoznacznych opinii ekspertów i środowiska literackiego samorząd mazowiecki woli kierować się interesem partyjnym. To postawa głęboko szkodliwa i niszcząca dla wspólnej kultury. […] Wobec otwartego łamania zasad i wobec wyczerpania możliwości porozumienia Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wypowiedziało umowę współprowadzenia Muzeum Literatury” – powiedziała ministra Marta Cienkowska.
„Pełna decyzyjność to pełna odpowiedzialność – również finansowa. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie będzie finansowało eksperymentów samorządowców na żywych organizmach instytucji kultury” – napisał w oświadczeniu Piotr Jędrzejowski z Centrum Informacyjnego MKiDN.
Wcześniej ministerstwo zwróciło się do wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego o ocenę, czy powołanie Michalec na dyrektorkę Muzeum Literatury bez zgody MKiDN jest zgodne z prawem i czy zachodzi potrzeba podjęcia działań nadzorczych wobec Województwa Mazowieckiego. Termin, w którym wojewoda może unieważnić uchwałę zarządu Mazowsza w sprawie powołania Michalec, mija 4 marca.
W OKO.press opisujemy konflikt o Muzeum Literatury od jego początku. Władze Mazowsza od 2024 roku starają się przepchnąć kandydaturę warszawskiej radnej KO Beaty Michalec na szefową największego w Polsce muzeum literackiego, mimo że nie posiada ona kompetencji w dziedzinie historii literatury. W 2024 roku Michalec przegrała pierwszy konkurs na dyrektora Muzeum, ale władze Mazowsza zignorowały werdykt komisji konkursowej i powołały ją na pełniącą obowiązki dyrektora.
W drugim konkursie, w którym większość w komisji stanowili urzędnicy i politycy związani z Urzędem Marszałkowskim i koalicją KO-PSL, Michalec wygrała i została powołana na dyrektorkę mimo sprzeciwu MKiDN. Zgoda ministerstwa, które współprowadzi Muzeum, jest wymagana do powołania dyrektora.
To nie pierwszy raz, kiedy MKiDN wycofuje się ze współprowadzenia instytucji kultury w atmosferze konfliktu politycznego. W 2025 roku resort wycofał się ze współprowadzenia Teatru im. Osterwy w Lublinie po konflikcie z władzami województwa lubelskiego z PiS wokół rozpisania konkursu na dyrektora. Lubelski teatr stracił w ten sposób 2 mln zł dotacji ministerialnej.
Podobna sytuacja jest w województwie świętokrzyskim: wiceminister kultury Marek Krawczyk zasugerował pod koniec stycznia 2026 roku, że ministerstwo może wypowiedzieć umowy o współprowadzeniu Muzeum Narodowego w Kielcach i Muzeum Zamkowego w Sandomierzu. W ten sposób chce wymóc na rządzącym w świętokrzyskim PiS respektowanie wyników konkursu na dyrektora Teatru im. Żeromskiego w Kielcach. Wygrał go w kwietniu 2025 roku reżyser Jacek Jabrzyk, wicedyrektor Teatru Zagłębia w Sosnowcu, ale świętokrzyski PiS wyniki konkursu zignorował i nie powołał go na dyrektora.
Czy wycofanie się ministerstwa ze współprowadzenia największego polskiego muzeum literackiego zapowiada podobną strategię wobec Teatru im. Żeromskiego w Kielcach? Ostatni wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego może na to wskazywać. NSA oddalił skargę kasacyjną MKiDN, która dotyczyła bezczynności zarządu województwa świętokrzyskiego w sprawie przedstawienia kandydatowi na dyrektora kieleckiego teatru warunków organizacyjno-finansowych (co jest pierwszym krokiem do powołania). NSA orzekł, że sądy administracyjne nie są właściwe do badania tego rodzaju czynności.
Tym samym ścieżka prawna została wyczerpana, a spór między ministerstwem a samorządem wszedł w fazę politycznych decyzji.
Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie to instytucja o ogromnym znaczeniu dla polskiej kultury, literatury i historii. W jej kolekcji znajdują się m.in. bezcenne rękopisy Adama Mickiewicza, w tym szkice do „Pana Tadeusza”, a także bogate zbiory dotyczące innych wybitnych postaci literatury polskiej: Słowackiego, Norwida, Żeromskiego, Dąbrowskiej, Nałkowskiej, Gombrowicza czy Szymborskiej.
Muzeum zajmuje kilka połączonych kamienic na Starym Mieście w Warszawie. Prowadzi też oddziały: dom Władysława Broniewskiego na warszawskim Mokotowie, Muzeum Marii Dąbrowskiej i Muzeum Andrzeja Struga w mieszkaniach tych twórców, a w podradomskiej Wsoli – Muzeum Gombrowicza.
Odebranie współfinansowania Muzeum przez państwo oznacza obniżenie jego rangi i możliwości rozwoju.
Przeczytaj także: