Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ukraińcy trafili 10 czerwca po raz kolejny rafinerię kujbyszewską i strefę przemysłową w obwodzie samarskim. Zakłady elektroniki do pocisków w Czeboksarach trafione zostały tez po raz drugi – ale tym razem nie dronem, a rakietą Flamingo. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazywa to „stosuje sankcje dalekiego zasięgu”.
Zakłady WNIIR-PROGRESS w Czeboksarach, 1000 km od ukraińskiej granicy, produkowały moduły nawigacyjne do dronów, a także pociski manewrujące i balistyczne.
W ciągu 24 godzin rosyjskie siły obrony powietrznej zestrzeliły nad Rosją 766 dronów i cztery pociski manewrujące Flamingo. Na te oficjalne rosyjskie liczby warto zwrócić uwagę. Z rosyjskich komunikatów wynika, że Ukraińcy mają coraz więcej rakiet dalekiego zasięgu. Gwałtownie rośnie też liczba dronów. Z oficjalnych rosyjskich danych wynika, że o ile od początku roku do połowy kwietnia Rosjanie zestrzeliwali średnio nad Rosją po 270 dronów na dobę, to średnia z ostatnich dwóch miesięcy wynosi 480 dronów na dobę.
Ukraińcy informują też o atakach średniego zasięgu, na pas do 200 km na zapleczu frontu – w Donbasie, Zaporożu i Chersońszczyźnie. One najprawdopodobniej nie są wliczane do rosyjskich statystyk zestrzeleń „nad Rosją”. Celem są punkty dowodzenia, obrona przeciwlotnicza, magazyny paliw i sprzętu oraz dronów. Rosjanie nie znaleźli na razie na to odpowiedzi.
Po nocnych atakach port w okupowanym Mariupolu nie nadaje się do użytku. Ukraińcy trafili też 10 czerwca dwie przepompownie ropy w obwodzie riazańskim na ropociągu do Moskwy. Sama Moskwa kolejny dzień z rzędu odpiera ataki dronowe.
Na Krymie Ukraińcy odcięli kolejną drogę lądową prowadzącą na z półwyspu na kontynent. Po moście czonharskim trafionym w sobotę i wtorek, 10 czerwca uszkodzili trasę na Mierzeję Kinburską. Na Krym zaopatrzenie drogą lądową może teraz docierać tylko przez dwa połączenia na zachodzie półwyspu (most krymski nadaje się tylko do transportu osobowego — Rosjanom właśnie udało się rozładować gigantyczny korek samochodów wyjeżdżających z półwyspu).
Okupanci zdecydowali się zablokować ruch kolejowy na półwyspie nocą – pociągi dojeżdżają tam za dnia, do Symferopola, a dalej pasażerowie rozwożeni są autobusami. Ze wschodu, przez most krymski pociągi dojeżdżają tylko do Kerczu – dalej także podróż odbywa się autobusami.
Na całym półwyspie brakuje paliwa – można je kupić wyłącznie na talony niedostępne dla cywili. Pojawiają się pierwsze informacje o brakach w sklepach.
10 czerwca Pocisk uszkodził też Muzeum Wojny Krymskiej w Sewastopolu, niegdysiejszej siedzibie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej Na Krymie. Spłonął obraz panoramiczny przedstawiający obronę miasta w wojnie 1853-56. Nie jest to oryginał, bo jego resztki uratowane z II wojny światowej były w innym budynku. Zniszczeniu uległo dzieło malarzy sowieckich, którzy odtwarzali po wojnie oryginał.
Nie wiemy i być może się nie dowiemy, czy atak na sewastopolskie muzeum był zamierzony. Wywołał jednak furię w rosyjskiej propagandzie i zwrócił uwagę na ten rzadko wspominany epizod w rosyjskiej historii: pewna swej siły Rosja zaatakowała Turcję, by przegrać z kretesem wojnę z jej zachodnimi sojusznikami. Armia cara Mikołaja I okazała się przestarzała i źle zorganizowana. Poniosła więc straszliwe straty, a zachodnie społeczeństwa, dzięki zmianom w komunikacji i rozwojowi prasy, popierały wojnę z Rosją. Sewastopol w końcu padł. Klęska doprowadziła cara do śmierci – z żalu lub samobójczej.
10 czerwca ma też w tej wojnie inny symboliczny wymiar. Od teraz pełnoskalowa wojna Rosji w Ukrainie trwa tyle co I wojna światowa. Ona też skończyła się dla Rosji straszliwą klęską i utratą całej zachodniej części imperium.
W zamachu bombowym w mieście Bałaszycha pod Moskwą miał zginąć pułkownik Damir Dawydow, odpowiedzialny za dostawy amunicji rakietowej i artyleryjskiej.
Rosyjski pułkownik Damir Dawydow, odpowiedzialny za zaopatrzenie frontu w amunicję rakietową i artyleryjską, miał zginąć 9 czerwca w zamachu bombowym pod Moskwą, podał niezależny rosyjski portal śledczy „The Insider”, powołując się na źródła i relacje z miejsca zdarzenia.
Do wybuchu doszło około 5.30 rano w mieście Bałaszycha, około 10 km na wschód od Moskwy.
Rosyjskie władze potwierdziły dziś (10 czerwca) śmierć mężczyzny, ale nie podały oficjalnie jego nazwiska. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odmówił identyfikacji ofiary, tłumacząc to trwającym śledztwem. Pieskow powiedział też, że prezydent Władimir Putin został poinformowany o sprawie.
Portal „Astra” podał, że świadek słyszał, jak ratownicy wypowiadali imię „Damir”. Dziennikarze „Astry" ustalili też, że osoba odpowiadająca profilowi Dawydowa mieszkała wcześniej przy tej samej ulicy.
Według „The Insider” Dawydow kierował w Głównym Zarządzie Rakietowo-Artyleryjskim (GRAU) Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej działem odpowiadającym za dostawy amunicji rakietowej i artyleryjskiej na front wojny z Ukrainą. Kanał „Telegram 112” podał, że ładunek wybuchowy umieszczono pod siedzeniem kierowcy, a jego siła odpowiadała 300–400 gramom trotylu.
Niezależny rosyjski portal „Agenstwo” zwrócił uwagę, że może to być pierwszy przypadek, gdy władze nie ujawniły nazwiska wysokiego rangą urzędnika zabitego w zamachu.
Ukraińskie władze nie skomentowały sprawy. W tej chwili nie ma bezpośrednich dowodów na to, że Kijów miał związek z zamachem w Bałaszysze.
Wybuch nastąpił niespełna kilometr od miejsca, gdzie w kwietniu 2025 roku w zamachu samochodowym zginął gen. Jarosław Moskalik, zastępca szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Rosji.
Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę doszło do serii zamachów na rosyjskich wojskowych i osoby związane z machiną wojenną Kremla. W grudniu 2024 roku w Moskwie zginął gen. Igor Kiriłłow, dowódca wojsk ochrony radiologicznej, chemicznej i biologicznej. Źródło w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy przekazało wówczas Reutersowi, że była to operacja sił specjalnych Ukrainy SBU.
W listopadzie 2024 roku w okupowanym Sewastopolu na Krymie zginął kpt. Walerij Trankowski, oficer Floty Czarnomorskiej. Źródła ukraińskich służb powiedziały wtedy Reutersowi i AFP, że za zamachem stała Ukraina. W grudniu 2025 roku w Moskwie zginął gen. Fanil Sarwarow. Rosyjscy śledczy zakładali udział ukraińskich służb w tym zamachu, ale Kijów nie skomentował sprawy.
Przeczytaj także:
Na terenie dawnej wsi Huta Pieniacka w obwodzie lwowskim rozpoczęły się wspólne ukraińsko-polskie prace poszukiwawcze szczątków ofiar rzezi wołyńskiej
Prace poszukiwawcze rozpoczęły się 8 czerwca. Prowadzi je polski Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z ukraińskim partnerem, którego reprezentuje przedsiębiorstwo komunalne „Dola”, przedsiębiorstwem „Wołyńskie Starożytności”, oraz z udziałem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Stowarzyszenia Huta Pieniacka.
„Poszukujemy tutaj przynajmniej dwóch masowych dołów śmierci. Mamy je wstępnie zlokalizowane na podstawie relacji świadków oraz według zdjęć i topografii tego miejsca” – powiedział ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Na miejscu pracuje koparka, która zdejmuje wierzchnią warstwę ziemi. Po lokalizacji mogił za zgodą ukraińskiej strony odbędzie się drugi etap prac – ekshumacje.
Huta Pieniacka jest jednym z kluczowych miejsc zbrodni wołyńskiej ze względu na liczbę ofiar. W latach 40. XX wieku była duża polska miejscowość (licząca ponad 170 gospodarstw) w dawnym województwie tarnopolskim. Funkcjonował tam silny ośrodek samoobrony współpracujący z Armią Krajową. We wsi schronienie znajdowali również mieszkańcy sąsiednich miejscowości uciekający przed prześladowaniami.
28 lutego 1944 roku wieś została spacyfikowana. Zgodnie z ustaleniami Instytutu Pamięci Narodowej zbrodnię popełnili „ukraińscy żołnierze 4. pułku policyjnego SS 14. Dywizji SS „Galicja”, pod dowództwem niemieckiego kapitana, wspólnie z lokalnym oddziałem UPA oraz oddziałem paramilitarnym złożonym z ukraińskich nacjonalistów pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego”. Zginęło tam ponad 800 osób, w tym kobiety i dzieci. Wieś została spalona. Niewielu jej mieszkańców ocalało.
Do tej pory dzięki analizie dokumentów archiwalnych i przesłuchaniu świadków ustalono personalia 634 ofiar. Śledztwo w sprawie tej zbrodni prowadzi Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie.
Prace poszukiwawcze są zaplanowane do 18 czerwca.
Jest to ważny krok dla rodzin ofiar tej zbrodni, które od lat czekają na odnalezienie szczątków bliskich oraz ich godne upamiętnienie.
„Wszyscy żyjemy w takim oczekiwaniu tego, że znajdziemy miejsca, po które tutaj przyjechaliśmy, żeby zobaczyć, gdzie są te doły, gdzie pogrzebane są szczątki naszych najbliższych. To są ogromne emocje” – powiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola. Z jej rodziny zginęło w 1944 r. kilkanaście osób.
Według polskiej strony zgodę na prace poszukiwawcze ukraińskie władze wydały w lutym 2026 roku. Ukraiński IPN pisze, że Ministerstwo Kultury Ukrainy wydało zezwolenie dla przedsiębiorstwa „Wołyńskie Starożytności” w 2025 roku. W każdym razie wydarzyło się to po przełomie w relacjach polsko-ukraińskich jesienią 2024 roku, kiedy Ukraina zniosła moratorium na prace poszukiwawcze, które wydała w 2017 roku jako odpowiedź na niszczenie miejsc ukraińskich pochówków w Polsce. Ta decyzja została ogłoszona pod koniec listopada 2024 r. podczas wspólnej konferencji prasowej szefów dyplomacji Polski i Ukrainy, Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy.
Przeczytaj także:
„Prace poszukiwawcze będą prowadzone zgodnie z ustaleniami wynikającymi z działań ukraińsko-polskiej grupy roboczej ds. pamięci narodowej oraz porozumień zawartych przez prezydentów obu krajów” – pisze ukraiński IPN.
„Tragiczne karty wspólnej historii obu narodów w XX wieku pozostają dla Polaków i Ukraińców tematem wrażliwym. Jednocześnie konsekwentny i odpowiedzialny dialog w tych kwestiach stanowi gwarancję godnego upamiętnienia ofiar”.
Prace w Hucie Pieniackiej to kolejne miejsce, gdzie są prowadzone prace poszukiwawcze.
Wiosną 2025 r. zostały przeprowadzone prace w dawnej wsi Puźniki w obecnym obwodzie tarnopolskim, gdzie odnaleziono szczątki co najmniej 42 osób. Zostały one pochowane 6 września.
W marcu 2026 roku w miejscowości Ugli prowadzono kolejne poszukiwania polskich ofiar, ale na razie nie udało się zlokalizować miejsca masowego pochówku.
W kwietniu tego roku badania poszukiwawczo-archeologiczne przeprowadzono też w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, gdzie odnaleziono kolejne miejsca pochówku polskich ofiar zbrodni z 1943 r.
„Łącznie w tym etapie prac odkryto dwie mogiły zbiorowe oraz jeden grób indywidualny” – informowała w maju ministra kultury Marta Cienkowska.
Na początku stycznia w rozmowie z OKO.press Cienkowska wspominała o pracach poszukiwawczych zaplanowanych na 2026 rok, m.in. w Hucie Pieniackiej (obw. lwowski), wsi Ostrówki (obw. wołyński), Puźnikach (obw. tarnopolski – w jeszcze jednym miejscu pochówku).
„Ten proces [prac poszukiwawczych i ekshumacji] idzie do przodu, dlatego trudno zrozumieć głosy, jakoby Ukraińcy blokowali procesy ekshumacyjne. Moim zdaniem są one podżegane przez stronę rosyjską, której celem jest wpływ na nastroje społeczne w Polsce” – mówiła ministra Cienkowska.
Przeczytaj także:
Ważne jest, że zaplanowane prace odbywają się mimo kolejnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, który wywołało to, że pod koniec maja prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych imię „Bohaterów UPA”, a prezydent Karol Nawrocki wystąpił do kapituły Orderu Orła Białego o odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu tej najwyższej polskiej nagrody.
Przeczytaj także:
Na zdjęciu: pochówek ekshumowanych ofiar z Puźnik, wrzesień 2025. Fot. Patryk Ogorzałek/Agencja Wyborcza.pl
Obie strony utrzymują, że zawieszenie broni się utrzymuje. Najnowsza wymiana ognia pokazuje, że napięcie w cieśninie Ormuz pozostaje bardzo wysokie
W poniedziałek 8 czerwca w cieśninie Ormuz, blisko wybrzeża Omanu, zestrzelony został amerykański helikopter Apache. Dwuosobowa załoga zdołała się uratować. To pierwszy taki przypadek od początku wojny USA z Iranem.
Amerykanie oskarżyli kolejnego dnia Iran o atak na śmigłowiec i zapowiedzieli odpowiedź. Irański wiceminister spraw zagranicznych przekazał telewizji Al Dżazira, że Irańczycy nie uderzyli celowo w śmigłowiec, ale dodał, że w napiętej atmosferze, przy obecności obcych wojsk w cieśninie tego rodzaju incydenty mogą się zdarzać.
Donald Trump zapowiedział amerykańską odpowiedź. Ta przyszła około północy lokalnego czasu. Amerykanie uderzyli w porty w miastach Sirik, Dżask i Bandar Abbas. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Arakczi zapowiedział, że Iran na te ataki odpowie. Wcześnie rano Irańczycy zaatakowali amerykańskie bazy wojskowe w Jordanii, Bahrajnie i Kuwejcie.
Najnowsza wymiana ognia to potwierdzenie tego, jak silne są napięcia w cieśninie Ormuz pomiędzy Iranem i USA dwa miesiące po zawieszeniu broni. W rzeczywistości mamy do czynienia z wojną na stosunkowo niskim poziomie intensywności. A jednak dopiero co mieliśmy do czynienia z najpoważniejszą wymianą ognia pomiędzy Iranem a Izraelem od dwóch miesięcy.
To wszystko nie znaczy, że jesteśmy na prostej drodze do powrotu sytuacji z marca. Ale to kolejny sygnał, że rozmowy pomiędzy USA i Iranem stoją w miejscu lub posuwają się do przodu bardzo powoli.
„Mamy duże szanse na podpisanie umowy w ciągu dwóch lub trzech dni” – powiedział Donald Trump w poniedziałek 8 czerwca wieczorem. Trudno jednak brać tę deklarację na poważnie. Trump mówił to bowiem od kwietnia wielokrotnie. Potwierdzają to pakistańscy pośrednicy w negocjacjach. W reakcji na słowa Trumpa anonimowi negocjatorzy z Pakistanu powiedzieli tureckiej agencji Andalou, że taki przełom w ciągu 2-3 dni jest mało prawdopodobny.
Można mieć nadzieję, że podczas najnowszej wymiany ognia obie strony sprawdziły swoją gotowość do dalszej walki i podejmą teraz kroki ku kolejnej deeskalacji. Wszystko wskazuje na to, że skutki ataków z obu stron nie były poważne. Pat w cieśninie jak trwał, tak trwa.
Przeczytaj także:
Antoni Macierewicz odpowie za publiczne znieważenie kierownictwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Polityk PiS oskarżył ich o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Macierewicz nie przyznaje się do winy, odmówił składania wyjaśnień, a na portalu X orzekł, że zarzut jest fałszywy, a rząd Tuska go „atakuje”
Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła Antoniemu Macierewiczowi zarzut publicznego znieważenia kierownictwa Służby Kontrwywiady Wojskowego.
„Zgromadzony materiał dowodowy, w tym zeznania świadków oraz zabezpieczony stenogram z posiedzenia plenarnego Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 11 września 2025 r., pozwolił na przedstawienie Antoniemu Macierewiczowi zarzutów” – potwierdza prokurator Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy PR w Warszawie.
Chodzi o wystąpienie Macierewicza w Sejmie z 11 września ubiegłego roku. Poseł PiS i były szef MON, jak twierdzi prokuratura, w trakcie publicznego wystąpienia, nazwał szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz jego zastępców agentami rosyjskimi i pomówił o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Prokuratura uznała, że Macierewicz mógł narazić wojskowych na poniżenie ich w oczach opinii publicznej i zadziałać na szkodę mężczyzn, narażając ich na utratę zaufania społecznego.
Prokuratura Regionalna postawiła zarzuty Macierewiczowi we wtorek, 9 czerwca. Poseł, za czyny z art. 226 par. 1 Kodeksu Karnego oraz art. 212 par. 2 Kodeksu Karnego może zostać ukarany grzywną, karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności, do jednego roku.
Sprawę prokuraturze zgłosiła sama SKW.
Jak potwierdza prok. Martyniuk, Macierewicz nie przyznaje się do winy. „Odmówił też składania wyjaśnień” – przekazuje Prokuratura Regionalna.
Były szef MON do sprawy odniósł się jednak na portalu X. Napisał, że „zarzut jest fałszywy i działa wobec Rosji”. Macierewicz przyznaje i nadal utrzymuje, że jego zdaniem w SKW są osoby współpracujące z Rosją – ale jak twierdzi – nie podał nazwisk, więc nie może tym samym odpowiadać za pomówienie konkretnych osób. „Żądałem usunięcia zdrajców. Rząd Tuska ich broni, a mnie atakuje” – napisał Macierewicz, dodając, że postawa prokuratury również jest „działaniem na rzecz Rosji”.
„Antoni Macierewicz to polityk, który z oskarżeń politycznych konkurentów i przeciwników o agenturalność zrobił swój znak firmowy jeszcze w latach 90. XX wieku” – pisał na łamach OKO.press Witold Głowacki.
„Ogłoszona przez niego jako ministra spraw wewnętrznych w 1992 roku tzw. lista Macierewicza zawierała nazwiska polityków, których Macierewicz uważał za agentów Służby Bezpieczeństwa lub PRL-owskiego wywiadu. W rzeczywistości Macierewicz pomieszał rzeczywistych tajnych współpracowników komunistycznych służb z osobami, które z różnych przyczyn były obiektem ich zainteresowania. W okresie pierwszych rządów PiS Macierewicz stał na czele komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych. W tamtym okresie również pomawiał osoby publiczne o współpracę ze służbami – tyle że zewnętrznymi, przede wszystkim rosyjskimi” – wskazywał.
Tylko w tej kadencji Sejm uchylił Macierewiczowi immunitet w związku z innym śledztwem prokuratury. Chodziło o jego działalność jako szefa tzw. Podkomisji Smoleńskiej. Pod koniec roku do sądu trafił akt oskarżenia dotyczący ujawniania przez polityka PiS tajemnic państwowych.
Przeczytaj także: