Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Cele “specjalnej wojskowej operacji” w Ukrainie są jedynymi słusznymi. Dlatego należy je wspierać – ogłosił marszałek Dumy Wiaczesław Wołodin 13 stycznia na rozpoczęcie wiosennej sesji. Sam Putin tradycyjnie w czasach zamieszania nie zabiera głosu.
„Naszym nadrzędnym i bezwarunkowym priorytetem jest wsparcie specjalnej operacji wojskowej. Czas po raz kolejny pokazał, jak bardzo było to konieczne. Cele SWO są jedynymi słusznymi. Mają one na celu ochronę bezpieczeństwa naszego kraju, a także praw milionów obywateli Ukrainy , którym reżim nazistowski zabronił posługiwania się ojczystym językiem rosyjskim i praktykowania wiary ojców i dziadków. Historia została przepisana na nowo, pamięć zdradzona, kultura zniszczona, a państwo upadło. Cele SWO muszą zostać osiągnięte. Naszym zadaniem jest zrobić wszystko, aby to zapewnić” – powiedział Wołodin.
„Przywódcy Ukrainy są obecnie nielegalni . Powinni byli zaapelować do społeczeństwa o poparcie, organizując wybory już dawno temu. Ale tego nie robią” – dodał.
W ten sposób Rosja Putina odrzuca jakiekolwiek próby zakończenia wojny i zawarcia porozumienia z Ukrainą. A dzieje się to, gdy Ukraińcy, Amerykanie i Europejczycy dopinają propozycje porozumienia, w którym Ukraina idzie na ustępstwa wobec Rosji, ale zyskuje gwarancje niezależności od niej i suwerenności.
Jedną z tych gwarancji ma być stacjonowanie korpusu stabilizującego składającego się m.in. z kilkunastu tysięcy żołnierzy brytyjskich i francuskich. “Zachodni kontyngent jest dla Rosji niedopuszczalny i stałby się w Ukrainie celem ataków rosyjskich sił zbrojnych, jest dla Rosji nie do przyjęcia – powiedział 13 stycznia Dmitrij Polanski, stały przedstawiciel Rosji przy OBWE.
Kiedy sytuacja staje się trudna, Putin tradycyjnie nie zabiera głosu – robią to za niego współpracownicy. Komentarze Wołodina, Polianskiego, a także Miedwiediewa (patrz niżej) są dowodem, że Rosja jest w kryzysie. Wojna w Ukrainie – jak już pisaliśmy – trwa dłużej niż wojna Stalina z Hitlerem, sukcesy na froncie są umiarkowane, a Rosję codziennie atakują ukraińskie drony i rakiety. Do tego państwo Putina właśnie zamarzło – bo nastała cięższa niż zwykle zima. Przerwy w dostawie prądu i ciepła następują nie tylko z powodu ataku dronów, ale dlatego, że spadło dużo śniegu.
Rosja Putina nie może zakończyć wojny bez zwycięstwa, więc o końcu wojny nie ma mowy. Ale ostatnie usztywnienie stanowiska jest też skutkiem ruchów Donalda Trumpa. Jego sukces w Wenezueli z błyskawicznym pochwyceniem prezydenta Maduro, zagarnięcie dwóch tankowców pod ochroną Rosji (jeden próbował się bronić przechodząc pod rosyjską banderę – nic mu nie pomogło), publiczne rozważania o przejęciu Grenlandii, straszenie władz Iranu interwencją – to wszystko powoduje, że Moskwa musi też pokazać nieustępliwość.
Łamanie zasad i stawianie na swoim jest esencją tego, czym wedle Putina jest suwerenność. Z przerażeniem może zauważać teraz, że to nie ona łamie zasady w sposób najbardziej spektakularny. A to podważa fundamenty jego władzy. „Widzimy, jak zasady prawa międzynarodowego, ustanowione i skodyfikowane po II wojnie światowej, są podważane. Świat bez reguł stał się nową regułą. Prowadzi to do ogromnych problemów i napięć”. “Niektóre państwa spokojnie naruszają suwerenność innych, nawet nie próbując tego ukryć pod figowym listkiem rozmów o demokracji” – skarży się Wołodin w przemówieniu otwierającym sesję parlamentu.
Co brzmi jak przyznanie się, że Rosja atakując inne państwa, stosuje fałszywe preteksty.
Były prezydent Rosji Miedwiediew dowcipkuje 13 stycznia po putinowsku: „Trump musi się pospieszyć. Według niepotwierdzonych informacji, za kilka dni może się odbyć niespodziewane referendum, w którym mieszkańcy wszystkich 55 tysięcy Grenlandii będą mogli zagłosować za przyłączeniem do Rosji . I to wszystko! Koniec z gwiazdami na fladze. A Rosja będzie miała nowego – 90. – podmiot federalny”.
Z tego z kolei wynika, że Rosja przyznaje, iż jej referenda w okupowanej Ukrainie były fikcyjne.
Tak oto przedstawiciele Putina przyznają, że Rosja – z jej fikcyjnymi referendami i fałszywymi pretekstami do najazdu – została pobita przez Trumpa, który pretekstów nie potrzebuje. Rosyjska propaganda tłumaczy więc teraz poddanym Putina, że Putin mógłby poczynać sobie nawet ostrzej niż Trump, tylko nie chce. Mógłby np. zamordować prezydenta Zełenskiego (co byłoby przecież łagodniejszym rozwiązaniem niż amerykańskie więzienie dla Maduro – tłumaczą propagandyści) albo zetrzeć z powierzchni ziemi Kijów – ale świadomie zdecydował się tego nie robić. “Bo Kijów w końcu będzie nasz. Jak nie teraz, to za parę lat” (propagandystka Margarita Simonjan w programie tv propagandysty Władimira Sołowiowa).
Propaganda Kremla powtarza teraz, że atak balistyczną, prototypową i bardzo kosztowną rakietą Oriesznik na okolice Lwowa to tylko początek. Moskwa się nie cofnie. Zaś każdy kolejny atak na Kijów jest w rosyjskiej telewizji powodem do narodowej dumy i radości.
Przeczytaj także:
Partia Hołowni twierdzi, że to nie błąd ludzki po stronie organizatorów, lecz zewnętrzna ingerencja przeszkodziła w wyborze nowej przewodniczącej
Partia Szymona Hołowni Polska 2050 poinformowała we wtorek 13 stycznia 2026, że kieruje do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodzi o wybory przewodniczącej partii, które odbywały się w sobotę 10 stycznia i w poniedziałek 12 stycznia. Druga tura została unieważniona przez partyjną Komisję Wyborczą, gdy okazało się, że osoby, które chciały oddać głos na jedną z dwóch kandydatek, otrzymywały komunikat, że nie jest to możliwe.
Według władz partii „z dużym prawdopodobieństwem, miejsce miała zewnętrzna próba ingerencji w wewnętrzny proces wyborczy partii. Jesteśmy ugrupowaniem współodpowiedzialnym za sprawowanie władzy w Polsce i nie możemy bagatelizować żadnych przesłanek wskazujących na możliwość naruszenia bezpieczeństwa tego procesu.
W związku z tym Zarząd Krajowy Polski 2050 Szymona Hołowni podjął decyzję o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury, a sprawę powinna zbadać Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Istnieje duże prawdopodobieństwo wpływania z zewnątrz na proces wyborczy, co musi zostać jednoznacznie zweryfikowane przez właściwe instytucje”.
W komunikacie partia twierdzi, że „w procesie głosowania odnotowano znacznie większą liczbę oddanych głosów niż liczba członków partii uprawnionych do głosowania, co dodatkowo uzasadnia konieczność dokładnego wyjaśnienia sprawy”.
Jednocześnie partia kieruje podejrzenia na zawnątrz, zaznacza bowiem, że nie zgłasza żadnych zastrzeżeń co do działania Krajowej Komisji Wyborczej: „zadziałała w sposób modelowy: szybko, odpowiedzialnie i zgodnie z procedurami, podejmując niezwłocznie decyzję o przerwaniu głosowania i unieważnieniu drugiej tury wyborów bez odczytu wyników”.
Wcześniej we wtorek Szymon Hołownia zwołał Radę Krajową na piątek 16 stycznia 2026. Ma ona podjąć decyzję, czy ponownie przeprowadzić całe wybory, czy tylko głosowanie w drugiej turze. Gdyby wybory odbyły się ponownie, Hołownia, który wcześniej nie zgłosił udziału, mógłby w nich wziąć udział. W rozmowie z dziennikarzami tego nie wykluczył.
W drugiej turze wyborów na przewodniczącą partii działacze i działaczki Polski 2050 głosowali na Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz lub Paulinę Hennig Kloskę.
W OKO.press opisywaliśmy atmosferę w Polsce 2050:
Przeczytaj także:
„Naprawdę nie mam zielonego pojęcia, jak to się dalej rozstrzygnie. Ludzie się bardzo podzielili” – usłyszeliśmy od osoby z kierownictwa partii.
Portal Bussines Insider opisał narzędzie, z którego korzystała Polska 2050 do przeprowadzenia wyborów. To Interankiety – narzędzie dostępne zarówno za darmo, jak i w wersji płatnej (od 129 do 299 zł).
Według dziennikarza Bussines Insidera „Potencjalne problemy [z systemem] obejmowały możliwość wielokrotnego głosowania, błędne ustawienia opcji ankiety i limity odpowiedzi w zależności od użytego pakietu. Organizatorzy mogli nie skonfigurować odpowiednich zabezpieczeń, co mogło pozwolić nieuprawnionym osobom na oddanie głosów”.
Jak twierdzi autor, „samo narzędzie w gruncie rzeczy nie różni się mocno od przyjętego na rynku standardu, a dostępne opcje zdają się — przynajmniej na podstawowym poziomie — wyczerpywać potrzeby związane z koniecznością przeprowadzenia bezpiecznego, prywatnego głosowania. Wiele opcji nie jest jednak włączonych domyślnie i wymaga odpowiednich ustawień po stronie organizatora.
Prezydent Donald Trump ma się spotkać ze swoim zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego, aby omówić możliwości działania w Iranie. Trump nie wyklucza operacji militarnej.
Prezydent Donald Trump zwrócił się w mediach społecznościowych do protestujących w Iranie.
„Irańscy patrioci, KONTYNUUJCIE PROTESTY – PRZEJMIJCIE KONTROLĘ NAD SWOIMI INSTYTUCJAMI! Zachowajcie nazwiska zabójców i sprawców przemocy. Zapłacą za to wysoką cenę” – napisał amerykański prezydent (formatowanie tekstu oryginalne).
W tym samym wpisie Trump poinformował też, że odwołał wszystkie spotkania z irańskimi władzami dopóki te nie zaprzestaną krwawego tłumienia protestów, oraz, że „pomoc jest w drodze”. „MIGA!” – dodał Trump.
„MIGA” to zapewne irańska wersja hasła obozu Trumpa – Make Iran Great Again (od „Make America Great Again”, pol. uczyń Amerykę znowu wielką – red.).
Amerykańskie organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka szacują, że w trwających już ponad dwa tygodnie antyrządowych protestach w Iranie zginęło ponad 1850 protestujących – informuje CNN. Irańskie władze coraz brutalniej rozprawiają się z protestującymi. W piątek prokurator Ali Salehi z Teheranu powiedział, że niektórzy protestujący mogą zostać skazani na karę śmierci za swoje działania – podała półoficjalna agencja informacyjna Tasnim.
Władze dokonują masowych aresztowań, w tym dzieci. Odcięto sieci komórkowe i dostęp do internetu. CNN informuje, że we wtorek 13 stycznia, część osób w Iranie pierwszy raz od czterech dni była w stanie wykonać zagraniczne telefony.
Prezydent Donald Trump ma się spotkać dziś (we wtorek 13 stycznia) ze swoim zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego, aby omówić możliwości działania w Iranie. Trump nie wyklucza operacji militarnej.
W niedzielę 11 stycznia amerykański dziennik „The New York Times” poinformował, że prezydent został już poinformowany o możliwościach przeprowadzenia ataków w Iranie, w tym na cele niewojskowe. W niedzielę gazeta informowała, że prezydent nie podjął jeszcze decyzji w sprawie możliwej interwencji.
W poniedziałek 12 stycznia prezydent USA ogłosił jedynie, że „kraje prowadzące interesy z Iranem” zostaną obciążone 25-proc. cłami. Największym partnerem handlowym Iranu są Chiny – informuje CNN. Poza tym Iran eksportuje towary do ponad 120 krajów na całym świecie, przy czym aż 91 proc. irańskiego eksportu trafia do Azji. Na rynki europejskie trafia 8 proc. eksportu z Iranu, do pozostałej części świata 1 proc.
Słowa prezydenta Donalda Trumpa to znaczne zaostrzenie retoryki wobec Iranu, które jest skutkiem zwiększenia liczby ofiar śmiertelnych protestów w ciągu ostatniej doby. Jeszcze w niedzielę 11 stycznia Trump mówił, że jest gotów spotkać się z władzami Iranu, by negocjować pokojowe zakończenie protestów. Dziś o spotkaniach nie ma już mowy. Możliwa jest za to interwencja militarna.
Jeśli USA znowu ostrzelają Iran, Teheran odpowie atakiem na amerykańskie bazy wojskowe w regionie – zapowiedziały władze Iranu.
Protesty w Iranie trwają od 28 grudnia. Wybuchły w odpowiedzi na wzrost cen, a następnie zwróciły się przeciwko duchownym, którzy sprawują w kraju władzę od rewolucji islamskiej w 1979 r. To nie są pierwsze antyrządowe protesty w Iranie, a poprzednie władze zdołały przetrwać. Teraz jednak Teheran jest osłabiony. Wciąż odczuwa skutki ubiegłorocznej wojny, a jego pozycja w regionie osłabła.
Protesty w Iranie relacjonujemy niemal codziennie. Więcej o sytuacji na miejscu:
Przeczytaj także:
Rusza proces odwoławczy Marine Le Pen, liderki skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego. Od decyzji trzech sędziów w paryskim Sądzie Apelacyjnym będzie zależało, czy liderka francuskiej skrajnej prawicy będzie mogła zawalczyć o prezydenturę w 2027 roku.
We wtorek 13 stycznia w Paryżu rozpoczął się proces odwoławczy Marine Le Pen, liderki Zjednoczenia Narodowego, francuskiej partii skrajnie prawicowej.
Le Pen podważa wyrok sądu karnego pierwszej instancji z 31 marca 2025 roku, który uznał ją winną defraudacji środków Parlamentu Europejskiego. Le Pen została skazana na cztery lata więzienia, w tym dwa lata aresztu domowego z dozorem elektronicznym oraz grzywnę finansową w wysokości 100 tysięcy euro. Sąd orzekł wobec niej także pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych, a na partię nałożył obowiązek zwrotu zdefraudowanych środków.
Proces, który ma potrwać do 11 lutego, zaważy na politycznej przyszłości Le Pen. Liderka Zjednoczenia Narodowego od 2011 roku walczy o prezydenturą we Francji i z wyborów na wybory jest coraz bliżej sukcesu.
Francuski dziennik „Le Monde” donosi, że liderka Zjednoczenia Narodowego zmienia strategię na ten proces. Nie walczy o całkowite oczyszczenie z winy, zwłaszcza, że dowody w sprawie są mocne, a sąd pierwszej instancji uznał, że defraudacja miała charakter systemowy i dochodziło do niej przez okres 20 lat. Le Pen ma walczyć o złagodzenie wyroku i zapewnienie sędziów, że ryzyka defraudacji już nie ma. Wszystko po to, by znieść orzeczony wobec niej pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznej.
Ale szanse na start Le Pen w wyborach w 2027 roku są nikłe. Sąd musiałby nie tylko zdjąć z niej zakaz pełnienia funkcji publicznych, ale znacząco skrócić też orzeczony wobec niej wyrok więzienia. Ze względu na proces apelacji Le Pen nie zaczęła jeszcze odbywać kary. Biorąc pod uwagę, że wyrok w procesie apelacyjnym ma zapaść latem, a kampania przed wyborami prezydenckimi we Francji rozpocznie się prawdopodobnie w okolicach marca (wybory mają się odbyć w kwietniu), wyrok Le Pen musiałby zostać skrócony do mniej niż roku. Ciężko stwierdzić, czy są na to szanse.
Ale francuskie media zwracają też uwagę na wagę polityczną procesu i jego znaczenie dla postrzegania praworządności i demokracji. Francuska skrajna prawica już podnosi, że trzech sędziów sądu apelacyjnego zadecyduje, na kogo Francuzi będą mogli zagłosować w wyborach. Politycy Zjednoczenia Narodowego porównują proces Le Pen do sytuacji w Rumunii, gdzie sąd konstytucyjny podjął decyzję o anulowaniu tury wyborów prezydenckich ze względu na rażącą ingerencję aktora zewnętrznego (prawdopodobnie Rosji), co skrajna prawica i narodowi konserwatyści – w tym środowisko prezydenta Donalda Trumpa – uważa za przykład bezczelnego łamania demokracji.
Wyrok skazujący zaważył jednak na reputacji Le Pen. Jak wynika z najnowszego sondażu Verian dla „Le Monde” tylko 36 proc. ankietowanych uważa, że proces Le Pen jest niesprawiedliwie traktowana przez wymiar sprawiedliwości z powodów politycznych. Także tylko 20 proc. wyborców partii uważa, że Le Pen ma większe szanse na wygraną w wyborach prezydenckich niż typowany na jej zastępstwo Jordan Bardella, który w listopadzie 2022 formalnie objął stery w partii.
Była szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen w marcu 2025 roku została skazana na cztery lata więzienia, w tym dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności, w związku z defraudacją środków Parlamentu Europejskiego oraz współudziałem w defraudacji środków.
Oprócz Le Pen wyroki skazujące w sprawie o fikcyjne zatrudnianie asystentów w Parlamencie Europejskim usłyszały w sumie 23 osoby, w tym ośmiu europosłów partii oraz 12 asystentów parlamentarnych. Najniższy zasądzony wyrok to sześć miesięcy w zawieszeniu, najwyższy to ten dla Le Pen – cztery lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu.
Ponadto partia musi zapłacić 1 milion euro grzywny oraz zwrócić 1 milion euro nielegalnie pozyskanych środków, które zostały zamrożone w toku postępowania. Tylko jedna osoba z 25, które znalazły się na ławie oskarżonych, została uznana za niewinną.
Sąd Karny w Paryżu orzekł, że przestępstwo defraudacji środków Parlamentu Europejskiego przez europosłów Zjednoczenia Narodowego miało charakter systemowy i zorganizowany, i służyło jako „sposób finansowania partii”. Sąd uznał, że była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen pełniła w tym systemie „centralną funkcję”, choć system został wymyślony jeszcze za czasów prezydentury w partii jej ojca Jeana-Marie Le Pena. Do wyłudzeń dochodziło w latach 2004-2017, Marine Le Pen przejęła stery w partii w 2011 roku.
Dwunastu oskarżonych, a także partia, złożyło apelację od wyroku, podczas gdy kolejnych 12 osób – w tym jedna z sióstr Le Pen – zdecydowało się zaakceptować wyroki skazujące bez wnoszenia apelacji.
Przeczytaj także:
W ciągu ostatnich dni 2025 roku doszło do najsilniejszego, nieudanego ataku na polskie sieci elektroenergetyczne – informuje portal Energetyka24.com. Atak był skoordynowany i miał zupełnie inny charakter niż zwykle. Ministerstwo Energii podkreśla, że takie ataki mogą się powtarzać.
W ostatnim tygodniu grudnia miało dojść do dużego ataku cybernetycznego na polskie sieci elektroenergetyczne – informuje portal Energetyka24.com.
Atak był skoordynowany i wymierzony w pojedyncze farmy fotowoltaiczne i wiatraki, a także jedną elektrociepłownię. Polegał na próbie zakłócenia komunikacji między operatorami systemów dystrybucyjnych a rozproszonymi źródłami energii. O sprawie poinformował minister energii Miłosz Motyka na konferencji prasowej we wtorek 13 stycznia 2026 r.
Minister podkreślił, że atak miał zupełnie inny charakter niż zwykle, bo dotyczył pojedynczych wiatraków i farm wiatrowych, a nie dużych jednostek. Po konsultacji z zagranicznymi partnerami okazało się, że inne państwa jeszcze nie doświadczyły podobnej sytuacji – pisze portal Energetyka24.com.
Minister poinformował, że źródło ataku jest znane, ale rząd na razie o nim nie informuje. Podkreślił, że niezbędne są kolejne rozwiązania prawne w zakresie ochrony cybernetycznej, bo takie ataki mogą się powtarzać.
Ministerstwo Cyfryzacji regularnie informuje o atakach cybernetycznych na Polskę, w tym o atakach na infrastrukturę krytyczną i instytucje. Resort apeluje o ostrożność i wzmacnia systemy ochrony cybernetycznej. Duża część ataków jest inicjowana przez podmioty powiązane z Rosją, która prowadzi przeciwko Europie wojnę hybrydową oraz testuje nasze systemy.
Źródła odnawialne mają coraz większy udział w krajowym miksie energetycznym, a więc ataki na tą infrastrukturę mają potencjalnie dużą szkodliwość. Jak wynika z raportu Forum Energii w 2025 roku rekordowo wysoki w krajowym miksie elektroenergetycznym był udział OZE. W sumie w ciągu roku odnawialne źródła energii zapewniły nam aż 31,6 proc. energii elektrycznej.
Dominującym źródłem odnawialnym były farmy wiatrowe, które odpowiadały za 14,7 proc. generacji. W czerwcu 2025 r. źródła odnawialne po raz pierwszy wyprodukowały w ciągu miesiąca więcej energii elektrycznej niż źródła węglowe – pisze Forum Energii. Forum Energii zwraca uwagę, że rozwój OZE wyraźnie przyspieszył od 2021 r.
Jednocześnie od lat spada udział węgla w produkcji energii elektrycznej. Jeszcze w 2015 roku węgiel odpowiadał za ponad 80 proc. generacji. W 2025 roku było to już tylko 52,6 proc. W 2025 roku udział węgla w krajowym miksie elektroenergetycznym był rekordowo niski. W ciągu aż sześciu miesięcy w roku łączny udział węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii elektrycznej wynosił poniżej 50 procent – pierwszy raz w historii.
W 2025 roku największy wzrost udziału w miksie zanotowano za to dla gazu ziemnego. Jest to związane m.in. z oddaniem do użytku nowych bloków na to paliwo oraz spadkami cen gazu na rynkach.
Przeczytaj także: