0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

24 minuty temu

Prawa autorskie: Fot. Mikhail KLIMENTYEV / POOL / AFPFot. Mikhail KLIMENT...

Wybory w Rosji: Putin nabił frekwencję do 57 proc. Miało być 53 proc.

Propaganda Kremla podkreśla, że to największa frekwencja od czasu upadku ZSRR. Wyższa, niż szacowały rządowe sondażownie. Ale sondaże władza opublikowała, zanim Putin w orędziu wezwał wszystkich do poparcia „zwycięstwa” poprzez głosowanie.

Co się stało

„Wybory w Rosji zakończyły się sukcesem” – ogłosił przewodniczący partii Jedyna Rosja, były prezydent Dmitrij Miedwiediew (na zdjęciu). – „Według wstępnych danych frekwencja wyniosła prawie 57%” – poinformował. „Nie ma jeszcze wyników, ale są sondaże exit poll... Pokazują one, że partia Jedna Rosja wypadła dobrze” – dodał.

Według tych sondaży partia Putina „Jedyna Rosja” dostała 49,4-52,8 proc. Czyli tyle, ile miało być i ile Putinowi wystarcza do przegłosowania tego, co chce. Drugie miejsce zajmuje Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej z 14 proc., a trzecie Liberalno-Demokratyczna Partia z 10 proc. Jedyna partia, która w programie miała zakończenie wojny, Jabłoko, została wykluczona z wyborów. „Duma Państwowa powinna być suwerenna i składać się z przedstawicieli partii, które rozumieją interesy Rosji” – powiedział z kolei minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.

Ważniejsza do oceny sukcesu putinowskiego aparatu jest frekwencja.

Ta oficjalnie jest dużo większa niż przed wojną (kiedy było ledwie 50 proc.), mimo że trwa wojna, benzyny brakuje, a Rosja jest pod ostrzałem. W Moskwie Ukraińcy trafili dziś rafinerię, magazyny i fabrykę. Zestrzelone drony spadły na bloki mieszkalne. Zginęły trzy osoby. Co na to Moskwa? Propaganda ogłosiła po prostu, że atak na Moskwę się nie udał. Telewizja pokazała komunikat MON i żadnych obrazów z płonącego miasta.

Moskwa przyznała, że jej system wyborczy poddawany był atakom hakerskim. Rzeczywiście, jak podał niezależny „The Moscow Times” w pewnym momencie przestał działać elektroniczny spis wyborców. Komisje nie były w stanie wydawać kart do głosowania, więc przed punktami wyborczymi w Moskwie tworzyły się kolejki. Propaganda natychmiast przedstawiła to jako dowód wielkiej aktywności obywatelskiej mieszkańców stolicy i poparcia dla polityki Putina. A poza tym powiedziała, że ataki hakerskie się nie udały.

Telewizja pokazała też głosowania do „mobilnych urn” noszonych od mieszkania do mieszkania i głosowanie przez internet. Sam Putin, mimo widocznego braku wprawy w używaniu myszki, zagłosował właśnie tak i to jeszcze w piątek (wybory były trzydniowe).

Głosowanie przez internet ułatwia manipulacje jeszcze bardziej niż wędrujące pod ostrzałem „mobilne urny”. Moskwa od razu przyznała, że wrogi Zachód nie zamierza tak uzyskanych wyników uznać (nie mówiąc już o braku realnej politycznej konkurencji), ale nie obchodzi ją to. Już na tydzień przed wyborami rzecznik Putina Pieskow powiedział, że Rosja ma własne zasady i tyle.

Jaki jest kontekst?

Władzy udało się pokazać, że umie zmusić poddanych do posłuszeństwa.

Jak podaje niezależna rosyjska „Meduza”, wyborcze protesty się nie udały. Rosyjska opozycja wezwała wyborców do punktualnego oddania głosu o godzinie 12:00 czasu lokalnego. Taka akcja udała się w lokalach wyborczych za granica, ale i tak słabiej niż w wyborach prezydenckich w 2024 r. W rosyjskich miastach, według relacji naocznych świadków, zaledwie kilka osób faktycznie pojawiło się, aby zagłosować w południe.

Kremlowskie telewizje pokazywały wyborców, którzy mówili, że muszą głosować, bo są „za pokojem i żeby lepiej się żyło”. Albo „żeby była lepsza opieka lekarska”. Najwyraźniej władza nie obawia się, że ktoś t deklaracje odczyta jako wyraz sprzeciwu wobec przepalania zasobów Rosji na wojnie.