Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„To jest historyczny moment w polskiej polityce. Obserwujemy upadek, kruszenie się, upadek jak domku z kart misternie budowanego imperium Kaczyńskiego” – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24 europoseł KO Bartosz Arłukowicz.
Europoseł KO, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz uważa, że Jarosław Kaczyński traci kontrolę nad obozem, który budował przez ostatnie dekady.
„To jest historyczny moment w polskiej polityce. Obserwujemy upadek, kruszenie się, upadek jak domku z kart misternie budowanego imperium Kaczyńskiego” – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24.
Według Arłukowicza symbolem tego kryzysu jest fakt, że PiS zajmuje się dziś wewnętrznymi sporami zamiast polityką. „Dzisiaj jesteśmy na etapie, w którym w bardzo poważnym programie, jednym z najważniejszych programów publicystycznych w polskich mediach, rozmawiamy o aferze grillowej. Kaczyński zajmuje się tym, kto pójdzie na grilla do Morawieckiego” – stwierdził.
Arłukowicz ostro skrytykował też antyukraińskie wypowiedzi Przemysława Czarnka. „Czarnek powiedział wprost językiem Putina. To Putin mówi, że Ukraińcy są faszystami i nacjonalistami. To Putin mówi, że toczy wojnę, żeby walczyć z nazizmem Ukraińców. I mówi dokładnie to samo Czarnek” – przekonywał.
„Wstyd mi jest za Kaczyńskiego. Ja się z Kaczyńskim nie zgadzam w niczym, ale go szanuję jako podmiot polityczny. Jest mi wstyd, że Kaczyński, w tym wieku i z takim dorobkiem politycznym, dopuszcza do tego, żeby w jego imieniu mówił Czarnek” – powiedział.
Jak dodał, „to, co się dzieje dzisiaj z Kaczyńskim, że jego ustami i językiem jest Czarnek, Mejza, Matecki, Bąkiewicz, to jest upadek historyczny Kaczyńskiego”. „Często mówię do swojego syna: patrz, synu, tak upadają imperia. I to jest upadek Kaczyńskiego” – mówił.
Wypowiedzi Arłukowicza padły dzień po decyzji władz PiS o zakazie udziału członków partii w stowarzyszeniach prowadzących działalność polityczną. Kierownictwo ugrupowania zobowiązało działaczy do wystąpienia m.in. ze stowarzyszenia „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego i „Po pierwsze Polska” Jacka Sasina. Na wykonanie uchwały mają siedem dni, w przeciwnym razie grozi im wykluczenie z PiS.
„Rozwój Plus” powstało wiosną tego roku jako polityczno-programowe zaplecze byłego premiera. Morawiecki przedstawiał je jako przestrzeń do budowy „nowoczesnego konserwatyzmu” i przygotowywania programu dla centroprawicy. Do stowarzyszenia przystąpiło początkowo blisko 40 polityków PiS. Wśród najbardziej rozpoznawalnych członków są m.in. Marcin Horała, Michał Dworczyk, Piotr Müller, Janusz Cieszyński, Paweł Jabłoński, Waldemar Buda i Szymon Szynkowski vel Sęk.
Na 31 lipca zaplanowane jest otwarte spotkanie organizowane przez stowarzyszenie „Rozwój Plus”, określane w mediach jako „grill Morawieckiego”. Były premier podtrzymał zaproszenie na wydarzenie mimo decyzji władz PiS. W programie wydarzenia zapowiedziano kilkadziesiąt debat i paneli z udziałem około 50 prelegentów. Spotkanie jest odbierane jako demonstracja siły politycznego zaplecza Morawieckiego i test lojalności jego zwolenników wobec Jarosława Kaczyńskiego.
Przeczytaj także:
Komisja Europejska opowiedziała się po stronie Anglii przed półfinałem mistrzostw świata z Argentyną. Deklaracja przypada na czas, gdy Londyn i Bruksela odbudowują relacje po Brexicie.
— Życzymy angielskiej drużynie i jej licznym zawodnikom irlandzkiego pochodzenia wszystkiego najlepszego w dzisiejszym półfinale przeciwko Argentynie — powiedział w środę, 15 lipca, zastępca głównego rzecznika Komisji Europejskiej Olof Gill. — I tak, oczywiście, liczymy na całkowicie europejski finał — dodał rzecznik.
O deklarację poparcia zapytał portal Euractiv. Dziennikarze Euractiv zaznaczają, że wypowiedź rzecznika Gilla nie była przypadkowa ze względu na trwające ocieplenie relacji między Londynem a Brukselą.
Ustępujący premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zabiegał o „reset” stosunków z UE od objęcia władzy w 2024 roku. W maju 2025 roku obie strony uzgodniły na pierwszym od Brexitu szczycie „reset” relacji, obejmujący współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, obronności i handlu.
W kwietniu 2026 roku Londyn i Bruksela sfinalizowały powrót Wielkiej Brytanii do programu Erasmus+ od 2027 roku. Z kolei w bieżącym tygodniu brytyjski rząd uzgodnił udział w unijnym programie pożyczkowym finansującym zakupy uzbrojenia dla Ukrainy.
Wczoraj (14 lipca) dokonał się inny akt zbliżenia Wielkiej Brytanii i UE. Brytyjscy i hiszpańscy urzędnicy oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej podpisali porozumienie znoszące kontrolę osób i towarów na granicy lądowej między Hiszpanią a Gibraltarem, brytyjskim terytorium, którego nie objęła umowa brexitowa między UE a Wielką Brytanią.
Brytyjczycy zagłosowali za opuszczeniem Unii w 2016 roku, a kraj formalnie wystąpił z niej w 2020 roku.
Anglia mierzy się dziś wieczorem z broniącą tytułu Argentyną w półfinale mundialu. Spotkanie ma ogromny historyczny i polityczny podtekst związany z wojną o Falklandy z 1982 roku i pamiętnym ćwierćfinałem mistrzostw świata w 1986 roku, w którym Diego Maradona zdobył gola ręką.
Zwycięska drużyna zmierzy się w finale mundialu z Hiszpanią, która pokonała wczoraj Francję. Anglia zdobyła mistrzostwo świata tylko raz, w 1966 roku, będąc gospodarzem turnieju.
Przeczytaj także:
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka poparła kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Za było 17 posłów, przeciw 9. Za kontrkandydatem z PiS, Adamem Borowskim było 10 posłów, 18 przeciw
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka po zadaniu pytań kandydatom na urząd RPO przegłosowała 15 lipca rekomendację dla Sejmu. Głosowanie w Sejmie odbędzie się w piątek 17 lipca. Za kandydatką KO i Lewicy Sylwią Gregorczyk-Abram opowiada się wyraźna większość.
Przesłuchanie przed komisją przypominało wysłuchanie publiczne z poprzedniego dnia, kiedy kandydaci na stanowisko RPO odpowiadali na pytania przedstawicieli organizacji pozarządowych. Opisaliśmy je ze szczegółami i cytatami w OKO.press.
Przeczytaj także:
Kandydaci powtarzali przed komisją swoje wcześniejsze stwierdzenia, Adam Borowski, który głównie skupiał się na anegdotach, powtórzył je także 15 lipca.
Przesłuchanie przed komisją było jednak o połowę krótsze, bo trwało tylko trzy godziny. Było też bardziej politycznym spektaklem niż próbą poznania poglądów kandydatów. Posłowie PiS atakowali Sylwię Gregorczyk-Abram i próbowali jej przypisać osobistą odpowiedzialność za przejęcie TVP w grudniu 2023 r. Sugerowali, że to ona stała za operacją prawną, bo pracowała w tej samej kancelarii prawnej, w której pomocy szukała wtedy prokuratora Ewa Wrzosek.
Grozili kandydatce odpowiedzialnością karną i komisją śledczą „po wyborach za rok”.
Gregorczyk-Abram odpowiadała precyzyjnie, odwołując się do prawa i panując nad każdym słowem.
Posłowie koalicji zarzucali Adamowi Borowskiemu brak wiedzy prawniczej i zaangażowanie polityczne.
Doprowadzili w końcu do tego, że kandydat wszedł w rolę działacza politycznego i szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”.
Zaczął wykrzykiwać do mikrofonu, że jego przeciwnicy polityczni i ludzie demonstrujący przeciw działaniom Roberta Bąkiewicza to swołocz. Tak jak 14 lipca na wysłuchaniu, tak i przed komisją Borowski właśnie z Bąkiewicza uczynił symbol prześladowań rządu Tuska. Opowiedział, że w czasie protestów kobiet – tak jak Robert Bąkiewicz — bronił w Warszawie przed kobietami kościoła (Bąkiewicz – kościoła Świętego Krzyża, Borowski – kościoła św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży). A pytany o represjonowanie demonstrujących, wyraził oburzenie, że kobiety używały wulgarnych haseł.
Jakby nawiązując do relacji OKO.press z wysłuchania publicznego, Borowski podkreślił, że on i Sylwia Gregorczyk-Abram pochodzą z dwóch światów.
Napisaliśmy bowiem w relacji: „kandydaci pokazali się jako osoby pochodzące z dwóch światów. Sylwia Gregorczyk-Abram – sprawna prawniczka, znająca doktrynę praw człowieka, umiejąca przechodzić od szczegółu do ogółu i odwrotnie. Adam Borowski – nieporadny, ale pełen pasji, snujący anegdotyczne opowieści powiązane komentarzem politycznym o złych elitach".
Figurę dwóch światów rozwijali też posłowie PiS. Wskazywali, że wykształcona adwokatka zna się na paragrafach i sygnaturach, ale nie zna prawdy o życiu i ludzkiej krzywdzie – tak jak Borowski, który walczył z komuną i bronił TVP Kurskiego.
Borowski też odwoływał się do swojej działalności opozycyjnej sprzed 40 lat. Ma ona dawać rękojmie, że i teraz będzie w stanie sprzeciwiać się władzy. „Ona – pierwszy raz zwrócił się wprost do Gregorczyk-Abram – nie będzie broniła sędziów”.
Był to skrót myślowy, który mógł się odnosić zarówno do niesprawiedliwych wyroków sądów, o których wcześniej opowiadał kandydat, jak i do sytuacji neo-sędziów, których status jest obecnie kwestionowany. Borowski uważa to za bezprawne, popiera wszystkie działania PiS i Karola Nawrockiego w sprawie sędziów i sądownictwa.
O ile Gregorczyk-Abram wskazywała na najróżniejsze problemy z prawami kobiet, osób z niepełnosprawnościami, uczniów (więcej o tym było na wysłuchaniu publicznym 14 lipca) i dowodziła, że o te prawa upominała się także wobec obecnej władzy, dla Borowskiego i posłów PiS sprawy te jakby nie były warte uwagi czy też miana spraw godnych RPO. Dla nich dowodem łamania praw człowieka w Polsce są kłopoty prawne działaczy PiS i próby rozliczania ich za działania z czasów rządów PiS.
Przeczytaj także:
Po głosowaniu w Sejmie wybrany kandydat musi zdobyć poparcie Senatu. Zgodnie z Konstytucją Sejm powołuje go bowiem za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję.
Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa nieodwołalnie 23 lipca. Tak zdecydował w 2021 r. Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej. Uznał, że kadencja Rzecznika mija, nawet jeśli parlament nie jest w stanie wyłonić jego następcy.
Przeczytaj także:
Było to rozstrzygnięcie związane z ówczesną sytuacją: na przełomie 2020 i 2021 r. PiS wybierał w Sejmie swojego kandydata na RPO, ale w Senacie większość miała opozycja i kandydatury nie akceptowała. Trwało to ponad pół roku i ostatecznie TK ogłosił, że w takim razie kadencja Bodnara i tak się kończy. Jeśli więc nie uda się wybrać następcy, to po prostu Rzecznika Praw Obywatelskich w Polsce nie będzie.
Do RPO może się zgłosić każdy, kto uważa, że instytucje państwa naruszyły jego prawa. W ten sposób dzięki RPO można sprawdzić, jak przyjęte prawo działa w praktyce — czy jest dobrze stosowane, rozumiane i czy nie zawiera błędów.
RPO ma prawo do
Przeczytaj także:
Czyje interesy reprezentował w rządzie Orbána Péter Szijjártó: Węgier czy Chin? – pytają politycy obecnie rządzącej Tiszy. Szijjártó wspierał chińskie firmy jako minister
Były minister spraw zagranicznych Węgier i jeden z najbliższych współpracowników Viktora Orbána, Péter Szijjártó, ogłosił w środę 15 lipca 2026, że zrezygnował z zasiadania w parlamencie. Obejmie stanowisko kierownicze w chińskim gigancie produkującym auta elektryczne, firmie BYD.
Szijjártó poinformował na Facebooku, że przyjął „niezwykle prestiżową ofertę” od firmy i zostanie „dyrektorem odpowiedzialnym za relacje zewnętrzne grupy i rozwój nowych linii biznesowych”. Według informacji portalu Telex w nowej pracy Szijjártó „będzie podróżował więcej niż jako minister spraw zagranicznych”.
„Dzięki temu wyborcy Fideszu z perspektywy czasu mogą zrozumieć, czyje interesy reprezentował były minister spraw zagranicznych upadłego rządu Orbána, gdy inwestował miliardy w akumulatory i motoryzację” – skomentował premier Péter Magyar. Dodał:„Całkowity rozpad byłej partii rządzącej, Fideszu, postępuje w coraz szybszym tempie”.
„Inwestycje BYD w Szegedzie, Budapeszcie, Komáromie i Fót również otrzymały miliardowe wsparcie od państwa za kadencji Pétera Szijjártó” – przypomina portal hvg.
Według węgierskich mediów Viktor Orbán wiedział o decyzji Szijjártó. „Omawiali ją osobiście dwukrotnie w ostatnich tygodniach”. Przejście Szijjártó do BYD Orbán nazwał „transferem lata”.
Péter Szijjártó zasiadał w węgierskim od 2002 roku. Był między innymi osobistym rzecznikiem premiera Viktora Orbána. A później przez 12 lat ministrem spraw zagranicznych i handlu zagranicznego.
W grudniu 2021 roku rząd rosyjski odznaczył go Orderem Przyjaźni za rozwój stosunków dwustronnych z Rosją, który odebrał w Moskwie z rąk ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa.
Szijjártó był gorącym orędownikiem chińskich samochodów elektrycznych. Kiedy Unia Europejska planowała nałożyć na nie cła, powiedział: „Węgry są dobrym przykładem tego, jak cywilizowana współpraca Wschód-Zachód może przynieść poważne korzyści gospodarcze. Uważam, że jeśli chcemy poprawić drastycznie pogarszającą się konkurencyjność Unii Europejskiej, nie możemy tego robić, traktując Chiny jako rywala i nie budując chińsko-europejskiej współpracy, lecz kreując swego rodzaju europejsko-chińską konfrontację”.
Ale wsparcie Szijjártó dla chińskich producentów aut to nie tylko słowa. Szijjártó otwierał chińskie fabryki w węgierskich miastach. A nawet wspierał chińskie firmy miliardami forintów. Jeszcze tydzień przed opuszczeniem stanowiska, po przegranych wyborach, przyznał dotacje 12 firmom, w tym chińskiemu producentowi części do samochodów i chińskiej firmie produkującej ciężkie maszyny.
Głośny był skandal wokół chińskiej fabryki akumulatorów w miejscowości Debreczyn, która była przez lata bastionem Fideszu. Budowę fabryki firmy CATL – największego na świecie producenta baterii litowo-jonowych do pojazdów elektrycznych – ogłosił właśnie Szijjártó. Nazwał ją największą inwestycją w historii Węgier.
„Mimo wielkich nadziei fabryka okazała się jednak źródłem kolejnych kłopotów dla ekipy Orbana. Według śledztwa portalu Direkt36 na tym widowiskowym projekcie najwięcej zarobił stary przyjaciel szefa węgierskiej dyplomacji – Szilárda Benkő” – pisałyśmy z Pauliną Pacułą w korespondencji z Debreczyna w czasie kampanii wyborczej w 2026 roku.
„Ale korupcja to nie wszystko. Okazało się, że zarządzający fabryką nie dbają o bezpieczeństwo pracowników. W marcu 2026 kandydat Partii Tisza do parlamentu okręgu Hajdú-Bihar, Zsolt Tárkányi, opublikował film, w którym kobieta pracująca w fabryce opowiada, że w połowie lutego uległa zatruciu w fabryce, po tym jak – jak twierdzi – zmuszono ją do wykonywania prac, do których nie miała kwalifikacji”. W kwietniowych wyborach Fidesz przegrał w dotychczasowym bastionie, większość głosów zdobyła Tisza.
W kwietniu 2026 roku organizacja China Labor Watch ujawniła, że część osób pracujących przy budowie fabryki BYD w węgierskiej Szegedzie była zmuszana do pracy w ekstremalnych warunkach. W czerwcu jeden z pracowników zginął. Sprawa trafiła do Komisji Europejskiej. Firma jest też podejrzewana o skażenie gleby.
Wspieranie chińskiego przemysłu było elementem strategii Fideszu. Orbán starał się równoważyć inwestycje niemieckie i chińskie na Węgrzech. Zwłaszcza w ostatnim roku rządów opierał się na współpracy z chińskim biznesem. Chińczycy dawali nadzieję na stworzenie nowych miejsc pracy i rozruszanie węgierskiej gospodarki, która pogrążała się w kryzysie.
Po przegranych wyborach środowisko Orbána rozpada się. Szijjártó jest kolejnym politykiem Fideszu, który porzucił karierę polityczną. Wcześniej
Natomiast była polityczka Fideszu i była pełnomocniczka rządu ds. kosmosu Orsolya Ferencz ogłosiła, że będzie tworzyć nową partię.
Przeczytaj także:
Unia Europejska nie będzie automatycznie przyznawać ochrony czasowej nowo przybyłym Ukraińcom podlegającym obowiązkom wojskowym, jeśli nie udowodnią, że legalnie opuścili kraj albo są z tych obowiązków zwolnieni. Państwa UE uzgodniły nowe zasady 15 lipca. Decyzję musi jeszcze formalnie zatwierdzić Rada UE.
Ograniczenie obejmie wyłącznie osoby, które wystąpią o ochronę po wejściu nowych przepisów w życie. Ukraińcy już objęci ochroną czasową w UE zachowają dotychczasowe prawa.
Zmiana dotyczy przede wszystkim mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. Aby otrzymać ochronę, będą musieli okazać dokument potwierdzający legalny wyjazd z Ukrainy. Może to być paszport ze stemplem ukraińskiej straży granicznej albo zaświadczenie o zwolnieniu z obowiązków wojskowych bądź o ich wypełnieniu.
Bez takiego dowodu nowo przybyła osoba nie zostanie automatycznie objęta prawem pobytu i pracy ani dostępem do mieszkania, opieki medycznej i pomocy społecznej wynikającymi z unijnego mechanizmu.
Zmianę wprowadzono na prośbę władz w Kijowie. Ukraina potrzebuje kolejnych żołnierzy do obrony przed rosyjską inwazją. Państwa UE zgodziły się jednocześnie przedłużyć ochronę czasową ukraińskich uchodźców i uchodźczyń spoza grupy mężczyzn objętych obowiązkiem wojskowym do 4 marca 2028 roku. Rada UE ma formalnie przyjąć decyzję w najbliższych tygodniach.
Ukraina wprowadziła stan wojenny 24 lutego 2022 roku, w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Mężczyźni w wieku od 25 do 60 lat, którzy mogą zostać powołani do wojska, z reguły nie mogą opuszczać kraju (przepisy przewidują jednak wyjątki).
Około 1,17 mln dorosłych ukraińskich mężczyzn korzysta obecnie z ochrony czasowej w UE, podaje portal Politico Europe. W 2023 roku ukraińskie media szacowały, że do państw Unii wyjechało około 650 tys. mężczyzn w wieku poborowym.
Unijny mechanizm ochrony uruchomiono w marcu 2022 roku. Zapewnia uchodźcom prawo do legalnego pobytu, pracy, edukacji, opieki medycznej i świadczeń. Na koniec maja 2026 roku korzystało z niego 4,38 mln osób. Dotychczasowe zasady miały wygasnąć 4 marca 2027 roku.
W Polsce zakres pomocy ograniczyła tzw. ustawa wygaszająca, obowiązująca od 5 marca 2026 roku. Uchodźcy zachowali prawo pobytu i pracy, ale dostęp do części opieki medycznej, pomocy mieszkaniowej i świadczenia 800+ uzależniono od aktywności zawodowej.
Wyjątki przewidziano m.in. dla dzieci, kobiet w ciąży i osób w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, aczkolwiek nie wszystkich. Pomocy pozbawi0na została część osób starszych, chorych i opiekujących się dziećmi ze szczególnymi potrzebami.
Przeczytaj także: