Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15:51 28-03-2026

Prawa autorskie: Kampinoski Park Narodowy, Uroczysko Debły. Fot. Wikimedia CommonsKampinoski Park Naro...

Zmiana czasu. Z soboty na niedzielę śpimy krócej

Zmiana czasu z zimowego na letni w tym roku wypada w nocy z 28 na 29 marca. Zegarki przestawiamy z 2 na 3. Przystosowanie się do czasu letniego większości ludzi zajmuje mniej więcej tydzień.

Co się wydarzyło?

W nocy z soboty na niedzielę (28 na 29 marca) przestawiamy zegarki z godziny 2 na 3, bo przechodzimy na czas letni. Wiosenna zmiana czasu nie należy do najprzyjemniejszych. Skoro zegarki w środku nocy przestawimy z wybiciem 01:59 na 03:00, zniknie nam godzina snu. To niekorzystne nie tylko dla naszego samopoczucia, ale i dla zdrowia.

W poniedziałki po zmianie czasu na letni rośnie liczba zawałów i wypadków samochodowych.

Naukowcy sądzą, że ten efekt wywołany jest właśnie brakiem godziny snu. Szczęśliwie po kilku dniach liczba przespanych godzin wraca do statystycznej normy. Choć wstawać będziemy wcześniej przez całe pół roku, przystosowanie się do czasu letniego większości ludzi zajmuje mniej więcej tydzień. Za to przez kolejne pół roku będziemy mieć więcej dziennego światła, co może mieć korzystny wpływ na nasz nastrój.

Jaki jest kontekst?

Jest jedna oczywista zaleta przesuwania zegarków – wiosną i latem jest dłużej jasno. W Warszawie w sobotę przed zmianą czasu słońce zajdzie tuż przed 18:00. W niedzielę zachód słońca przypadnie około 19:00 czasu letniego. Założeniem wprowadzenia czasu letniego jest to, że pozwala włączać oświetlenie wieczorem o godzinę później.

Od lat trwają jednak dyskusje o rezygnacji ze zmiany czasu. Zwolennicy stałego czasu podkreślają korzyści dla zdrowia i bezpieczeństwa, przeciwnicy wskazują na koszty gospodarcze i logistyczne.

W Unii Europejskiej zmiana czasu obowiązuje we wszystkich państwach członkowskich, ale jej przyszłość jest wciąż dyskutowana. Formalnie UE przyjęła w 2019 roku dyrektywę, która pozwala państwom zrezygnować ze zmiany czasu – wtedy każde państwo miałoby wybrać czas letni lub zimowy na stałe. W praktyce jednak jeszcze żadne państwo nie zrezygnowało z przestawiania zegarków.

Przeczytaj także:

15:22 28-03-2026

Prawa autorskie: Fot. David Dee Delgado / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPFot. David Dee Delga...

Rosyjscy parlamentarzyści z wizytą w amerykańskim Kongresie

W Stanach Zjednoczonych doszło do pierwszej od niemal 25 lat oficjalnej wizyty rosyjskich parlamentarzystów w Kongresie. Członkowie Dumy odwiedzili Waszyngton na zaproszenie republikańskiej kongresmenki Anny Pauliny Luny. Aby było to możliwe zawieszono wobec nich sankcje.

Co się wydarzyło?

Jak donosi portal The Insider, w środę 26 marca doszło do oficjalnej wizyty delegacji rosyjskich parlamentarzystów w Waszyngtonie. Rosjanie przyjechali na zaproszenie republikańskiej kongresmenki Anny Pauliny Luny (na zdjęciu). Przygotowania do wizyty trwały od miesięcy i były prowadzone niejawnie, by „uniknąć politycznych napięć” – jak tłumaczyła Luna.

Spotkanie – jak podkreślała Luna – miało służyć rozmowom o pokoju i relacjach dwustronnych między Rosją i USA.

„Jako przedstawiciele dwóch największych mocarstw nuklearnych na świecie jesteśmy winni naszym obywatelom dialog, nowe pomysły i utrzymywanie otwartych kanałów komunikacji. Będziemy nadal rozwijać ten dialog i dążyć do pokoju, wspierając wysiłki obecnej administracji na rzecz pokoju oraz nowych możliwości gospodarczych” – napisała republikańska kongresmenka na X.

Jak wynika z relacji portalu The Insider, w rozmowach poruszono tematy wojny w Ukrainie i sytuacji wokół Iranu, kwestie utrudnień podróżniczych między krajami, współpracę gospodarczą, inwestycje i wymianę akademicką.

W delegacji rosyjskiej znaleźli się wiceprzewodniczący Dumy Boris Czernyszow, były ambasador Rosji w USA Anatolij Antonow, pierwszy wiceprzewodniczący komisji ds. międzynarodowych Wiaczesław Nikonow, była łyżwiarka, posłanka partii „Jedna Rosja” Swietłana Żurowa, która zasiada w komisji ds. międzynarodowych oraz poseł partii „Sprawiedliwa Rosja – Za Prawdę”, ekonomista Michaił Deliagin.

Po stronie amerykańskiej w spotkaniu uczestniczyli kongresmeni obu partii, w tym kongresman Andy Ogles z Tennessee, republikanin Derrick Van Orden z Wisconsin, republikanin Eli Crane z Arizony oraz demokrata Vicente Gonzalez Jr. z Teksasu. Spotkania odbyły się m.in. Amerykańskim Instytucie Pokoju oraz w rezydencji rosyjskiego ambasadora w Waszyngtonie. Delegacja odwiedziła także Kapitol.

W trakcie wizyty delegacje wymieniły się też symbolicznymi prezentami. Rosyjscy parlamentarzyści otrzymali pamiątkowe monety z Kongresu oraz skarpetki z wizerunkiem Donalda Trumpa z kampanii wyborczej 2024 roku. Strona amerykańska dostała pocztówkę podpisaną przez uczestników historycznej misji Apollo-Sojuz – pierwszej międzynarodowej załogowej misji kosmicznej, przeprowadzonej przez Stany Zjednoczone oraz ZSRR w lipcu 1975 roku.

Jaki jest kontekst?

Wizyta rosyjskich parlamentarzystów w amerykańskim Kongresie budzi poważne kontrowersje w kontekście obowiązującego po 2022 roku reżimu sankcyjnego wobec Rosji. Po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji na Ukrainę wielu członków Dumy Państwowej zostało objętych sankcjami przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską oraz inne państwa sojusznicze. Równolegle znacząco ograniczono współpracę gospodarczą z Rosją, a bezpośrednie połączenia lotnicze zostały w dużej mierze zawieszone.

Sankcje stanowią odpowiedź na naruszenie prawa międzynarodowego i atak na Ukrainę. Choć same restrykcje nie wykluczają całkowicie kontaktów politycznych, tego rodzaju spotkania – zwłaszcza jeśli wymagają czasowego uchylenia sankcji wobec ich uczestników – stanowią ich obchodzenie oraz świadczą o próbach normalizacji relacji z państwem-agresorem.

Przeczytaj także:

13:21 28-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Wspólne rządy Konfederacji z KO? Większość jest „za”

Najnowsze badanie SW Research dla Rzeczpospolitej pokazuje, że aż jednej trzeciej badanych obojętnie, czy po wyborach parlamentarnych powstałaby koalicja KO z Konfederacją, czy PiS. Nieduża większość wolałaby jednak koalicję utworzoną przez KO.

Co się wydarzyło?

Według najnowszego sondażu poparcia dla partii politycznych SW Research dla Rzeczpospolitej, gdyby wybory parlamentarne odbyły się w dniach 24-25 marca 2026 r., to:

  • Koalicja Obywatelska uzyskałaby 30,1 proc. głosów,
  • PiS mógłby liczyć na poparcie 22,1 proc. badanych,
  • Konfederacja uzyskałaby 13,8 proc. głosów,
  • Konfederacja Korony Polskiej – 9,2 proc.,
  • a Nowa Lewica 6,8 proc.

Żadna inna partia nie przekroczyłaby progu wyborczego (5 proc.).

Zgodnie z wyliczeniami prof. Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przy takim wyniku wyborów, Koalicja Obywatelska mogłaby liczyć na 186 mandatów, PiS – 131, Konfederacja – 74, Konfederacja Korony Polskiej – 43, a Nowa Lewica – 26.

To oznaczałoby, że żadna partia nie byłaby w stanie stworzyć samodzielnej większości oraz niemożliwe byłoby odtworzenie koalicji z 15 października.

Dwa z ugrupowań współtworzących obecnie rządzącą koalicję – Polska 2050 (obecnie podzielona na Polskę 2050 RP i klub parlamentarny Centrum) oraz Polskie Stronnictwo Ludowe nie weszłoby w ogóle do Sejmu. KO wraz z Nową Lewicą miałaby tylko 212 mandatów, a więc do większości brakowałoby im 19 miejsc w parlamencie.

Głównym rozgrywającym po wyborach byłaby skrajnie prawicowa, antyeuropejska Konfederacja.

Większość mogłyby więc utworzyć albo PiS wraz z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej, albo KO z Konfederacją. Koalicja z PiS-em dysponowałaby 248 mandatami, a koalicja z KO 260 mandatami.

W ramach sondażu zapytano też badanych o to, którą koalicję wybraliby, gdyby mieli do wyboru wyłącznie te dwie – koalicję KO z Konfederacją lub koalicję PiS z obiema Konfederacjami.

Najwięcej badanych – 35,3 proc. – wskazało koalicję KO-Konfederacja. Koalicję PiS-Konfederacja-Konfederacja Korony Polskiej wybrałoby 32 proc. respondentów. Aż 32,6 ankietowanych byłoby obojętne, która z tych koalicji objęłaby władzę.

Porozumienie Koalicji Obywatelskiej i Konfederacji częściej wskazywali mężczyźni (38 proc.) niż kobiety (33 proc.).

Jaki jest kontekst?

O ile dla PiS-u rządy z Konfederacją mogą nie być politycznym problemem – partiom tym światopoglądowo dość do siebie blisko, to już dla wielu wyborców KO rządy Tuska z Mentzenem będą przekroczeniem Rubikonu. Zwłaszcza, że cała europejska grupa polityczna, do której należy KO, czyli Europejska Partia Ludowa zarzeka się, że skrajna prawica powinna być otoczona kordonem sanitarnym i niedopuszczana do sprawowania władzy. Choć niestety jak pokazuje praktyka chociażby z Parlamentu Europejskiego, jest to zobowiązanie, którego EPL nie dotrzymuje.

Od czasu wyborów parlamentarnych w 2023 r. PiS straciło około 9 punktów procentowych poparcia, podczas gdy połączone siły Konfederacji zyskały blisko 16 punktów procentowych poparcia. Aby powstrzymać odpływ elektoratu, Prawo i Sprawiedliwość wskazało byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka na kandydata na premiera w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Jak wynika z analizy Piotra Pacewicza pięciu sondaży przeprowadzonych tuż po nominacji Czarnka na kandydata na premiera (7 marca 2026 r.), aż cztery z pięciu pracowni badawczych odnotowały wyraźny „efekt Czarnka”, polegający na odrabianiu strat przez PiS względem radykalnej prawicy. Autor przestrzega jednak przed wyciąganiem z tego jednoznacznych wniosków.

Czytaj więcej:

Przeczytaj także:

11:52 28-03-2026

Prawa autorskie: Fot. MOHAMMED HUWAIS / AFPFot. MOHAMMED HUWAIS...

Reuters: Jemeńscy Huti atakują Izrael

Finansowana przez Iran grupa zbrojna Hutich z Jemenu zaatakowała Izrael. Wystrzelone przez nich rakiety zostały skutecznie przechwycone przez izraelską obronę powietrzną. To pierwszy atak Hutich na Izrael od początku tej fazy wojny na Bliskim Wschodzie.

Co się wydarzyło?

Do tej pory Jemen nie angażował się w wojnę między Izraelem, USA i Iranem. Jak donosi agencja Reutera Huti poinformowali, że będą prowadzić ostrzał Izraela dopóki ten nie zakończy agresji wobec Iranu. Grupa jest w stanie atakować cele daleko poza Iranem oraz zagrozić żegludze przez Morze Czerwone poprzez zablokowanie dostępu lub ostrzał Cieśniny Bab al-Mandal, czyli Bramy Łez. Cieśnina łączy Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim.

Ataki Hutich na Izrael mogą oznaczać otwarcie nowego frontu wojny.

Podczas piątkowej (27 marca) rozmowy z mediami sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że operacja USA na Bliskim Wschodzie „przebiega zgodnie z planem” i może zakończyć się w ciągu kilku tygodni. Ponownie wezwał sojuszników z NATO oraz grupy G7 do zaangażowania w wysiłki mające na celu odblokowanie żeglugi przez Cieśninę Ormuz.

Rubio powiedział też, ze USA są w stanie osiągnąć swoje cele w Iranie bez ofensywy lądowej, ale mimo wszystko zdecydowały się wysłać dwa kontyngenty żołnierzy do regionu. W ciągu najbliższych dni na Bliski Wschód mają dotrzeć żołnierze piechoty morskiej USA oraz wojsk powietrznodesantowych.

Jaki jest kontekst?

Amerykański prezydent Donald Trump nie przestaje mówić o rozmowach z Iranem, ale żadne rozmowy na razie się nie toczą – strony wymieniają komunikaty za pośrednictwem m.in. Pakistanu. Ich stanowiska – tak samo jak w lutym – są na razie niemożliwe do pogodzenia.

Amerykanie początkowo wyrażali nadzieję, że uda się spotkać z Irańczykami w Islamabadzie, stolicy Pakistanu, nawet w czwartek 26 marca. Do tego nie doszło.

W niedzielę 22 marca Donald Trump zagroził, że USA doszczętnie zniszczą irańskie elektrownie, jeśli Iran nie odblokuje Cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin. Amerykański prezydent zdaje się nie przejmować tym, że intencjonalne niszczenie kluczowej infrastruktury cywilnej jest zbrodnią wojenną.

Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, a Trump przedłuża swoje ultimatum, bo twierdzi, że trwają „konstruktywne rozmowy” z Iranem. W czwartek 26 marca Trump w mediach społecznościowych napisał, że zawiesza „okres zniszczenia elektrowni” na 10 dni, do 6 kwietnia. Wcześniej zawiesił go na 5 dni.

Przeczytaj także:

09:47 28-03-2026

Prawa autorskie: AFP PHOTO / PAŃSTWOWA SŁUŻBA RATOWNICZA UKRAINYAFP PHOTO / PAŃSTWOW...

Rosja uderzyła w szpital położniczy w Odesie

Jedna osoba nie żyje i co najmniej 10 osób, w tym jedno dziecko, zostało rannych w rosyjskich atakach dronowych na Odessę w nocy z piątku na sobotę (27/28 marca). Stan dwóch poszkodowanych jest poważny.

Co się wydarzyło?

W nocy z piątku na sobotę (27 na 28 marca) Rosja przepuściła atak dronowy na Odesę. Jak wynika z informacji przekazanych przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego miasto zaatakowało ponad 60 dronów. Drony uderzyły m.in. w szpital położniczy, budynki mieszkalne, trzy placówki edukacyjne, a także port i infrastrukturę krytyczną.

“Ataki nie miały celu militarnego, to był zwykły terror wymierzony w cywilów (…) Niestety zniszczenia są poważne” – prezydent Ukrainy napisał na portalu X.

Eksplozje spowodowane przez uderzenia rosyjskich dronów odnotowano też w Połtawie i Dnieprze.

„Każdy taki atak dowodzi tego, że Rosja nie ma zamiaru kończyć tej wojny. Dlatego jakiekolwiek zmniejszenie presji na Rosję jest tak niebezpieczne” – napisał Zełenski, nawiązując do niedawnej decyzji Stanów Zjednoczonych, by ze względu na blokadę Cieśniny Ormuz tymczasowo zawiesić sankcje na rosyjską ropę i dzięki temu zwiększyć podaż surowca i ograniczyć wzrost cen.

Ukraina atakuje rosyjskie rafinerie

Jak donosi dziennik Kyiv Independent, w nocy z piątku na sobotę (27 na 28 marca) Ukraina przeprowadziła skuteczny atak dronowy na rafinerię ropy naftowej w miejscowości Jarosław w Centralnym Okręgu Federalnym, 700 kilometrów od ukraińskiej granicy i 230 kilometrów na północny wschód od Moskwy.

Zaatakowana rafineria Slawnieft-JANOS to jedna z pięciu największych rafinerii ropy naftowej w Rosji. Przetwarza 15 milionów ton surowca rocznie. Zakład był już wielokrotnie atakowany przez Ukrainę, co powodowało czasowe wstrzymania produkcji.

Dzień wcześniej, w nocy 27 marca, ukraińskie drony zaatakowały też terminale naftowe w portach Ust-Ługa i Primorsk w obwodzie leningradzkim. Był to trzeci z rzędu nocny atak na infrastrukturę naftową w tym regionie. Dzień wcześniej, 26 marca, ukraińskie siły uderzyły także w rafinerię Kinef w miejscowości Kirisza w obwodzie leningradzkim.

Ukraina regularnie atakuje cele militarne na terytorium Rosji i terenach okupowanych, aby osłabić jej zdolności bojowe. Infrastrukturę naftową uważa za uzasadniony cel, ponieważ to sprzedaż ropy finansuje prowadzenie wojny przez Rosję.

Jaki jest kontekst?

W związku z wojną na Bliskim Wschodzie i blokadą Cieśniny Ormuz 8 marca ceny ropy na światowych rynkach po raz pierwszy od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie przekroczyły 100 dolarów za baryłkę.

Rosyjska ropa jest od dawna objęta jest sankcjami, m.in. limitami cenowymi narzuconymi przez sojuszników Ukrainy. Mimo to Stany Zjednoczone zdecydowały się czasowo dopuścić sprzedaż rosyjskiej ropy zalegającej na morzu, aby ograniczyć wzrost cen energii na świecie.

Wojna w Ukrainie toczy się nieprzerwanie pomimo że od ponad roku prowadzone są rozmowy pokojowe. Rosja stawia niemożliwe dla zaakceptowania dla Ukrainy żądania oddania jej całego terytorium okupowanego przez Rosję, łącznie z tymi częściami okupowanych obwodów, które nie zostały jeszcze w pełni zajęte przez rosyjską armię.

Ostatnia runda rozmów odbyła się w lutym w Genewie, rozmowy zaplanowane na marzec nie odbyły się ze względu na zaangażowanie USA na Bliskim Wschodzie.

W rozmowie z agencją Reutera w środę 25 marca prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że Stany Zjednoczone uzależniają udzielnie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa od jej zgody na wycofanie wojsk z tych części Donbasu, których Rosja jeszcze nie okupuje.

Zełenski powiedział też, że prezydent Donald Trump wywiera coraz większą presję na Ukrainę, ponieważ chce doprowadzić do jak najszybszego zakończenia wojny z Rosją. Twierdzeniom Zełenskiego zaprzeczył w piątek 27 marca sekretarz stanu USA Marco Rubio, który uznał słowa Zełenskiego za kłamstwa.

„To kłamstwo. Widziałem, jak to powiedział, i to przykre, że tak mówi, ponieważ wie, że to nie jest prawda i że nie to mu przekazano” — powiedział Rubio dziennikarzom.

Amerykański sekretarz stanu stwierdził, że USA uzależniają udzielenie gwarancji od zakończenia wojny, bo w przeciwnym razie angażowałyby się w otwarty konflikt. Rubio podkreślił też, że w rozmowach pokojowych USA bynajmniej nie opowiadają się po stronie Rosji.

Rozmowy pokojowe prowadzone z udziałem USA utknęły w martwym punkcie. Rosja wysuwa daleko idące żądania — m.in. domaga się wycofania się Ukrainy z kontrolowanych przez nią części Donbasu. Z kolei Kijów stoi na stanowisko, że ewentualne zawieszenie broni powinno opierać się na obecnej linii frontu.

Przeczytaj także: