Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia wobec europosła PiS, byłego szefa KPRM Michała Dworczyka. Zarzuca mu niedopełnienie obowiązków służbowych i utrudnianie śledztwa w tzw. aferze mailowej
Zarzuty obejmują okres od 1 marca 2017 roku do 18 grudnia 2017 roku. Michał Dworczyk pełnił w tym czasie funkcje wiceministra obrony narodowej, a potem szefa kancelarii prezesa rady ministrów. Według prokuratury polityk PiS posługiwał się wówczas „niecertyfikowaną i niezabezpieczoną prywatną skrzynką mailową do prowadzenia korespondencji w zakresie realizacji zadań służbowych”, co stanowiło rażące niedopełnienie obowiązków. Śledczy podkreślili, że korespondencja miała „znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego i prawidłowego funkcjonowania organów państwa”.
Informacje, które Dworczyk agregował i rozsyłał niezabezpieczonym kanałem dotyczyły:
Prokuratura zarzuciła mu też utrudnianie postępowania karnego. Europosłowi PiS grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
W odpowiedzi Michał Dworczyk stwierdził, że padł ofiarą ataku hakerskiego, a służby zamiast tropić sprawców, oskarżają jednego z poszkodowanych.
Afera mailowa wybuchła w 2021 roku, gdy na serwisie Telegram nieznane osoby zaczęły publikować korespondencję z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka. Informacje dotyczyły spraw państwowych.
Jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska ślady cyfrowe, zbadane m.in. przez amerykańską firmę Mandiant, ale także naszą redakcję, prowadziły na Białoruś, a pośrednio do Rosji.
W pierwszym śledztwie, prowadzonym w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości, Michał Dworczyk miał status pokrzywdzonego, ale śledczy sprawę zakopali pod dywan.
W 2024 roku, w nowej odsłonie śledztwa sprawy, ujawniono, że w pierwszych dniach po wybuchu afery Dworczyk polecił likwidację kopii zapasowej swojej skrzynki. Zniknęło wówczas ponad 800 tys. maili, do których dostępu nie miała prokuratura.
Przeczytaj także:
Czarnek jako kandydat na PiS-owskiego premiera nie budzi entuzjazmu nawet w elektoracie PiS (tylko 60 proc. dobrych ocen), a wśród konfederatów jest odrzucany przez 83 proc. Nie da rady ich łowić
Przeprowadzony w poniedziałek 9 marca 2026 sondaż United Surveys¹ wskazuje, że Jarosław Kaczyński, wyznaczając w sobotę Przemysława Czarnka na kandydata na premiera, postawił na złego maszynistę pociągu, którym chce dowieźć partię do wyborów 2027. Rząd PiS to w tej chwili fantazja prezesa, ale ruch z Czarnkiem nie czyni jej bardziej realną, wręcz przeciwnie. Takie są przynajmniej pierwsze reakcje.
Zacznijmy odwrotnie niż zwykle, od kontekstu tej wiadomości.
Nominacja Czarnka to wyraz otwarcie deklarowanego planu: Kaczyński chce odzyskać wyborców, jakich stracił na rzecz obu Konfederacji po ostatnich wyborach 15 października 2023, w których – przypomnijmy – PiS zdobył największe poparcie. I choćby zmniejszyć dystans w sondażach do Koalicji Obywatelskiej, a potem wrócić na tron.
Policzmy te straty PiS używając wyliczonej przez portal ewybory.eu tzw. regresji poparcia wyborczego (aktualnych partyjnych notowań z uwzględnieniem trendów). Przeliczamy je na prognozę wyniku wyborczego, oczywiście gdyby wybory odbywały się teraz.
Obok prognozy wyborczej dla każdej z ośmiu partii informujemy, ile partia od wyborów 15 października 2023 zyskała lub straciła:
Jeszcze raz: Kaczyński stracił 10,8 pkt proc., a Mentzen, Bosak i Braun w porównaniu ze wspólnym startem w 2023 roku zyskali w sumie aż 14,3 pkt.
Oznacza to, że konfederaci poza kradzieżą elektoratu PiS ściągnęli do siebie jeszcze kogoś. Z innych sondaży wiemy, że chodzi tu o pewien odsetek wyborców TD, zwłaszcza tych, którzy w 2023 roku uwierzyli Szymonowi Hołowni i Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, że chcą wyjść poza duopol PiS – KO.
Przeczytaj także:
Kalkulacja była taka, że Czarnek jako radykalny, głośny i duży mężczyzna, podrasowany w agresji skierowanej na wszystko, co „lewackie”, unijne, „zielone” i oczywiście na Donalda Tuska, spodoba się wyborcom o konfederackich upodobaniach. Sondaż United Survey dla wp pokazuje, że kalkulacja była błędna.
Wśród wszystkich osób badanych oceny nominacji Czarnka wypadły gorzej niż źle. Dobrze oceniło jego kandydaturą łącznie 24 proc. osób badanych, źle 58 proc., a w ocenach zdecydowanych przewaga złych nad dobrymi była czterokrotna (41 do 11 proc.)
Warto zauważyć, że badacze używali kategorii ocen neutralnych, ale trafiły tam także osoby, które po prostu nie potrafiły ocenić Czarnka (nie było osobnej odpowiedzi „trudno powiedzieć”).
Na sobotnim zjeździe w hali Sokół panował entuzjazm, a twarz prezesa wyrażała jak najszczerszy zachwyt. Inne są reakcje wyborców i wyborczyń PiS, znanych do tej pory z jednomyślności z prezesem.
Ocen dobrych było 60 proc., a złych aż 30 proc. To może także być odbiciem sporów i podziałów w partii i sygnałem, że wyrazisty Czarnek, jako przedstawiciel „maślarzy” jadący po bandzie w wystąpieniach publicznych, nie jest najlepszą osobą do godzenia zwaśnionych stron. A może nawet nasilić utajoną walkę frakcji. W sobotę Mateusz Morawiecki uśmiechał się jak wszyscy, ale w środę mówił w mediach, że do ewentualnego rządu Czarnka się nie wybiera.
Trzeba wyjaśnić, że poparcie w elektoracie PiS może być nieco zaniżone, bo pracownia badawcza, a za nią wp, zrobiła rzecz zdumiewającą – połączyła w jedną kategorię „opozycji” odpowiedzi wyborczyń i wyborców PiS i Partii Razem, choć te dwie grupy nie tylko nic nie łączy, ale prawie wszystko dzieli. W ostatnim sondażu United Surveys 20-21 lutego PiS miał 21,5 proc. a PR – 2,5 proc. poparcia, więc to zniekształcenie nie jest pewnie duże².
Odpowiedzi wyborców koalicji rządzącej (KO, NL, Polski 2050 i PSL) były łatwe do przewidzenia i tutaj Kaczyński nie przeżył rozczarowania:
Gorzej poszło z odbiorem wyboru Czarnka przez wyborców obu konfederackich partii. Czarnek nie zyskał ich poparcia, wręcz przeciwnie, profil jest niemal taki sam jak elektoratów prorządowych:
Z pewnością na postawy ludu konfederackiego wpływ miały reakcje liderów, którzy toczą z PiS ostrą walkę polityczną, stawiając znak równości między PO/KO i PiS . Sławomir Mentzen już w sobotę zadał Czarnkowi dziewięć morderczych politycznie pytań dotyczących oceny polityk rządu Morawieckiego. Inni poszli tym śladem, co w OKO.press opisała Agata Szczęśniak.:
Przeczytaj także:
Czarnek dobrze wpisuje się w to, co jest antyestablishmentowym paliwem Konfederacji. W wielkiej polityce jest od co najmniej 2015 roku, kiedy został wojewodą lubelskim. Jako minister edukacji forsował szkolną dyscyplinę ze wsparciem wychowania chrześcijańskiego. Jest antylewacki, fakt, ale zarazem establishmentowy, obecny w elitach PiS, a wcześniej w kręgach uczelnianych na „dostojnym” KUL.
Od nastu lat jest też Czarnek w ogniu wojny PiS z PO/KO, nie ma w nim ani śladu człowieka nowego. Jest „umoczony” we wszystkie polityki, jakie prowadził PiS. Jego żarliwą antyunijność podważa fakt, że jako minister edukacji używał środków UE. A wyzwanie jakie rzucił OZE-SROZE ośmieszyła wiadomość, że sam ma baterie słoneczne na dachu.
Przeczytaj także:
Kaczyński zapowiadał, że kandydat będzie młody, co było politycznie niezłym pomysłem. Z perspektywy prezesa PiS Czarnek może i jest młody, ale dla wyborców Mentzena i Bosaka 48 lat to dużo.
Ponadto jest Czarnek z wychowania (w tym przez wuja – księdza profesora) i ugruntowanych poglądów „chrześcijańskim talibem”, który głosi konieczność prymatu wiary nad rozumem, a także używa dosłownie rozumianego Katechizmu do gloszenia homofobii czy postaw antykobiecych.
Jego katolicka ortodoksja, daleko na prawo od obu ostatnich papieży, nie podoba się zapewne elektoratowi Konfederacji Wolność i Niepodległość, który jest religijnie indyferentny. Także w nieco starszym elektoracie Konfederacji Korony Polskiej religijność wyborców nie dorównuje manifestowanemu przywiązaniu do wiary naszych przodków Grzegorza Brauna.
Przeczytaj także:
Oczywiście, to dopiero pierwszy (i jedyny) sondaż. Czarnek może rozbudowywać czy modyfikować swoją personę polityczną, ale z pewnością nie będzie się dystansował od kierownika pociągu PiS, jakim jest Kaczyński. I to kolejny problem, który utrudni mu łowienie wyborców Konfederacji, bo Kaczyńskiego na szczytach władzy pamiętają już ze szkolnych czasów.
Będzie zapewne Czarnek nakręcał narrację, sięgał po coraz mocniejsze chwyty i okrzyki, co przy okazji zamknie Kaczyńskiemu drogę do pozyskania resztek umiarkowanych wyborców prawicowych czy katolickich, o ile pozostają jeszcze bez przydziału politycznego.
¹ Sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski metodą mieszaną CATI&CAWI na grupie 1000 dorosłych Polaków, 9 marca 2026 r.
² Badacze tłumaczyli się, że wyborców i wyborczyń Partii Razem było za mało, żeby wiarygodnie opisywać ich poglądy, ale to raczej kiepskie wyjaśnienie. Lepiej było ich pominąć, niż łączyć Zandberga z Kaczyńskim
Rząd Węgier wysłał „misję rozpoznawczą” na Ukrainę w celu zbadania przyczyny awarii rurociągu „Przyjaźń” – poinformował w środę węgierski wiceminister energii Gabor Czepek. Ukraińcy na to: nie jest to misja oficjalna. Wjechali jako turyści
„Rząd powołał delegację, która ma przeprowadzić misję rozpoznawczą dotyczącą rurociągu „Przyjaźń”. Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia” – przekazał Czepek w opublikowanym na Facebooku oświadczeniu. Dodał, że Słowacja również weźmie udział w misji rozpoznawczej.
„To nie jest delegacja ale grupa turystów. Każdy obywatel z krajów Schengen może wjechać do Ukrainy w celach turystycznych” – odpowiedziała Ukraina.
Od 27 stycznia, kiedy rurociąg „Przyjaźń” został przez Moskwę uszkodzony w Ukrainie, na Węgry i Słowację nie płynie tędy rosyjska ropa. A jest to jedyna droga. Na razie Węgrom ani Słowakom nie udało się skłonić Chorwacji, by przyjmowała dla nich rosyjską ropę drogą morską.
Na miesiąc przed wyborami, których wynik jest niepewny, Węgry Viktora Orbána nie mają dostępu do rosyjskiej ropy, a jej zapasy się w kraju kończą.
Węgrzy nie wierzą, że „Przyjaźń” jest uszkodzona w stopniu uniemożliwiającym przesył ropy. Od kilkunastu dni chcą sprawdzić stan rurociągu, Ukraina odpowiada: nie ma takiej możliwości. My też nie sprawdzamy stanu zagranicznych magazynów, kiedy zachodni przywódcy mówią nam, że nie ma dla nas broni obronnej przed Rosją. Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział dziś, że na naprawę gazociągu potrzeba jeszcze dwóch miesięcy.
Orbán robi teraz wszystko, by dostęp do taniej ropy odzyskać. A przynajmniej by było widać, jak się stara.
Po rozmowie telefonicznej z Putinem i wysłaniem na Kreml ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó Rosja zagwarantowała Węgrom jako „przyjaznemu krajowi” ropę po przystępnych cenach, ale nie ma jej jak przesłać po uszkodzeniu rurociągu „Przyjaźń”. Nie pomoże też Węgrom drugi kluczowy sojusznik – Donald Trump, bo zajęty jest wojną w Zatoce Perskiej i blokada dostaw ropy w Cieśninie Ormuz.
Przeczytaj także:
9 marca na nadzwyczajnym posiedzeniu rząd Orbána zamroził ceny paliw w kraju dla pojazdów z węgierskimi tablicami rejestracyjnymi i dowodami rejestracyjnymi” .
Przeczytaj także:
Aby zmusić Ukrainę do ustępstw, Budapeszt zapowiedział już wcześniej blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy oraz zablokował przyjęcie 20. pakietu sankcji na Rosję. Zakaz też eksportu ropy naftowej i niektórych paliw.
Gra jednak na wszystkie strony, bo 10 marca w parlamencie oświadczył, że oświadczył „jest zainteresowany przetrwaniem Ukrainy jako państwa, aby mogła ona ostatecznie stać się buforem między Węgrami a Rosją”. „Nie zależy nam na osłabianiu Ukrainy , lecz na jej wzmacnianiu, aby zawsze było coś – można by nawet to nazwać Ukrainą – między Rosją a Węgrami”.
Także 9 marca Orbán zaapelował do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, by zdjęła sankcje energetyczne nałożone na Rosję po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r., w związku z rosnącymi cenami energii po ataku USA i Izraela na Iran.
Przeczytaj także:
Po ukraińskim ataku na fabrykę półprzewodników i elektroniki do pocisków w Briańsku Moskwa oskarżyła Ukrainę o „krwawą zbrodnię” i zapowiedziała odwet.
10 marca Ukraińcy zniszczyli w Briańsku fabrykę Kremnij EL produkującą komponenty do pocisków manewrujących, którymi Rosja ostrzeliwuje Ukrainę. Do ataku użyli m.in. rakiet Storm Shadow. Nie był to pierwszy atak – od 2022 r. przedsiębiorstwo było atakowane sześć razy. Tym razem zginęło sześć osób a 42 zostały ranne. Nie jest to też jedyny udany atak ukraiński na terytorium Rosji w ostatnich dniach.
Od niedzieli Rosjanie przyznali się do zestrzelenia aż 1350 dronów nad swoim terytorium. Ukraińcy atakowali Moskwę, zakłady w Niżnym Nowogrodzie, Toljatti i Gubaszy, kilka składów ropy. Przez 24 godziny pod ostrzałem znajdowała się Anapa nad Morzem Czarnym, Ukraińcy atakowali też Sewastopol na Krymie. Kreml oskarża też Ukrainę o ataki na rosyjską część gazociągów Blue i Turkish Stream (charakterystycznie, że Putin zapowiedział ataki na te gazociągi tydzień temu w wywiadzie telewizyjnym).
Zazwyczaj propaganda Kremla tych ataków nie komentuje. Nawet ich nie zauważa, a liczby ofiar nie podaje. Tym razem jest inaczej. I to właśnie Briańsk wzięła na sztandary. A Brańsk jest tylko maleńką – choć ważną – kropeczką na mapie ukraińskich trafień.
Na zdjęciu u góry: briański gubernator Bogomaz ogląda straty – to zdjęcie jest oficjalnie dystrubuowane w Rosji
11 marca atakiem tym zajął się MSZ Rosji i rzecznik Putina Pieskow. Nie wymieniają celu ataku – twierdzą, że wymierzony był po prostu w Briańsk i że była to „niewytłumaczalna krwawa zbrodnia” i „atak terrorystyczny na ruchliwą dzielnicę biznesową położoną w pobliżu Briańskiego Państwowego Uniwersytetu Inżynieryjno-Technicznego” , za którą odpowiada „kierownictwo polityczne reżimu kijowskiego” a współodpowiedzialny są Brytyjczycy (bo odpowiadają za użycie rakiet Storm Shadow) .
MSZ Rosji twierdzi też, że celem ataku było sabotowanie amerykańskich starań o pokój w Ukrainie
Rzecznik Putina Pieskow zapowiedział, że armia przygotuje odpowiedź na atak. Potem agencja TASS poinformowała, że Storm Shadows „mogły być” wystrzelone z Odessy. A Pieskow dodał, że po ataku na Briańsk teraz „demilitaryzacja Ukrainy jest jednym z celów Wspólnych Operacji Wojskowych”. Rzecz w tym, że ”demilitaryzacja” jest jednym z czterech eufemizmów na podbicie Ukrainy –(oprócz „denazyfikacji”, „denuklearyzacji” i „neutralnego statusu”). Kreml używa ich od początku pełnoskalowego najazdu w 2022 r. Więc to żadna nowość.
Po wplątaniu się USA w izraelską wojnę z Iranem Moskwa po raz kolejny powtórzyła, że zamierza zrealizować wszystkie swoje cele w Ukrainie. Temu mają służyć negocjacje z Ukrainą i USA, chwilowo przełożone – ale obecnie planowane na przyszły tydzień.
9 marca Putin rozmawiał z Trumpem przez telefon (to Trump do niego zadzwonił) i podał mu warunki, na jakich może ewentualnie pomóc w zakończeniu wojny z Iranem i ustabilizowania sytuacji na rynku ropy. Warunki nie zostały oczywiście podane, ale w oficjalnym komunikacie Rosjanie podali, że tematem rozmowy była też Ukraina i „mediacja Trumpa na rzecz pokoju”.
W rozmowach z Amerykanami Rosja raczej nie przedstawiała się jako ofiara ukraińskiego ostrzału. Putin zrobił to raz, skarżąc się na rzekomy ukraiński atak na swój pałac nad jeziorem Wałdaj. Tyle że była to fałszywka, którą ujawniło CIA, a Donald Trump uwierzył swoi służbom.
Kampania w sprawie ataku na zakłady Kremnij EL może być niestety przygotowaniem do kolejnego krwawego ataku na Ukrainę.
Może być jednak także sposobem Moskwy na wycofanie się z rozmów lub kolejne ich rozmycie i przedłużenie – jako że Moskwa wojny nie chce zakończyć, a Trump nie ma teraz jak jej do tego zmusić.
Ale możliwe jest też inne wyjaśnienie: w Rosji narasta napięcie. W samej stolicy, Moskwie, władze wyłączyły mobilny internet. Jedyne oficjalne wyjaśnienie, które kolejny dzień daje Pieskow, brzmi: „Ograniczenia w korzystaniu z telefonów komórkowych w centrum Moskwy będą obowiązywać tak długo, jak będzie to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom Rosji. Są one w pełni zgodne z prawem”.
Opowieści o atakach ukraińskich mogą odwracać od tego uwagę.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Rosyjskie drony atakują Ukrainę, ukraińskie – Rosję. „Wszystko, czego Ukraińcy nauczyli się w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa, może stać się globalną podstawą bezpieczeństwa” – mówi Zełenski.
Rosyjskie ataki na Ukrainę
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy 11 marca rosyjska armia zaatakowała ukraińskie miasta 99 uderzeniowymi bezzałogowymi statkami powietrznymi (z czego około 70 to Shahedy). Ukraińskim Obrońcom udało się zestrzelić/zneutralizować 90 dronów. Odnotowano trafienia 9 pozostałych bezzałogowców w 6 lokalizacjach.
W Charkowie rosyjski dron cywilne przedsiębiorstwo – zakład mięsny. W wyniku ataku zginęły dwie osoby. Siedem innych odniosło obrażenia różnego stopnia ciężkości. Wszystkie ofiary to pracownicy tego przedsiębiorstwa.
Dwie osoby zginęły, dwie zostały ranne w wyniku rosyjskich nalotów bombami kierowanymi na Hłuchów w obwodzie sumskim wieczorem 10 marca. Tam również pod atakiem było przedsiębiorstwo cywilne. Według danych ukraińskiej policji, w mieście uszkodzono budynek administracyjny i infrastrukturę przedsiębiorstw, magazyny, samochody, gazociąg i transformator.
Z kolei rosyjskie władze również poinformowały o masowym ataku dronów na kilka regionów Rosji w nocy 11 marca. Rankiem mieszkańcy miasta Toljatti w obwodzie samarskim zgłaszali liczne wybuchy i pożar w zakładzie chemicznym. Jaki pisze „Ukraińska Prawda”, prawdopodobnie płonie „Kujbyszew Azot”. To jedna z największych rosyjskich firm chemicznych, lider w produkcji kaprolaktamu i produktów jego przetwórstwa, a także jeden z największych producentów nawozów azotowych w Federacji Rosyjskiej.
Obok „Kujbyszew Azotu” znajduje się jeszcze jedno przedsiębiorstwo – „Togliatti-Kauczuk”.
Było słychać wybuchy m.in. w Soczi. Mer miasta informował o pracy obrony przeciwlotniczej.
Ministerstwo Obrony Rosji ogłosiło, że w ciągu nocy ich środki obrony przeciwlotniczej rzekomo przechwyciły i zniszczyły 185 ukraińskich dronów.
Wczoraj, 10 marca ukraińscy żołnierze przeprowadzili atak na rosyjską fabrykę wojskową w Briańsku. Zakład ten produkował systemy sterowania wszystkich rodzajów rosyjskich rakiet. Prezydent Zełenski pogratulował ukraińskim obrońcom tej operacji.
Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, wcześniej, 9 marca rosyjski MON przyznał się do zneutralizowania rekordowej liczby ukraińskich dronów nad Rosją – 754.
Przeczytaj także:
W poniedziałek 9 marca Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina otrzymała 11 zgłoszeń od krajów sąsiadujących z Iranem, państw europejskich i amerykańskich, które są zainteresowane ukraińskim doświadczeniem w zestrzeliwaniu dronów.
„Ukraina jest gotowa pozytywnie reagować na wnioski tych, którzy pomagają nam chronić życie Ukraińców i niezależność Ukrainy. Na część wniosków odpowiedzieliśmy już konkretnymi decyzjami, konkretnym wsparciem” – powiedział Zełenski.
Później, odpowiadając na pytania dziennikarzy, Zełenski doprecyzował, że Ukraina wysłała trzy profesjonalne zespoły na Bliski Wschód, które będą pracować w Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Tam ukraińscy eksperci będą pomagać w kwestiach bezpieczeństwa i przeciwdziałania dronom.
W zamian za pomoc na Bliskim Wschodzie Ukraina liczy na otrzymanie rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej, w szczególności chodzi o deficytowe rakiety PAC-2 i nowocześniejsze PAC-3 (ostatnie są produkowane tylko w USA), które są wykorzystywane w systemach Patriot. Jak pisaliśmy w OKO.press, w związku z rozpoczęciem wojny w Iranie Ukraina obawia się o brak rakiet do obrony przeciwlotniczej.
Przeczytaj także:
Wcześniej ukraiński prezydent mówił, że Ukraina pomoże krajom Bliskiego Wschodu w zamian za dyplomatyczną pomoc w skłonieniu Rosji do zawieszenia broni.
Zełenski podkreślił, że ukraińskie doświadczenie w walce z dronami Shahed jest „uznawane przez wszystkich amerykańskich ekspertów”.
Ukraiński prezydent potwierdził również informację, że Ukraina jeszcze w zeszłym roku zaproponowała Stanom Zjednoczonym umowę dotyczącą przechwytywania dronów. Tzw. umowa Drone Deal przewidywała przekazanie stronie amerykańskiej ukraińskich rozwiązań i technologii w dziedzinie dronów.
Jak pisał portal Axios, w sierpniu 2025 r. Stany Zjednoczone odmówiły współpracy z Ukrainą w tym zakresie. Wówczas Ukraina proponowała porozumienie w celu wzmocnienia więzi i „wyrażenia wdzięczności”.
Teraz Zełenski wyjaśnił, że umowa „nie została odrzucona, a jedynie odroczona”, a Ukraina pozostaje otwarta na jej podpisanie.
W zeszłym tygodniu CNN pisało, że podczas zamkniętej konferencji prasowej minister obrony USA Pete Hegseth i przewodniczący Połączonych Sztabów Sił Zbrojnych generał Dan Caine przyznali, że irańskie drony stanowią większy problem, niż przewidywano, a amerykańska obrona przeciwlotnicza nie jest w stanie przechwycić ich wszystkich.
Wieczorem, 10 marca Zełenski poinformował, że Rustem Umerow, Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy oraz szef delegacji negocjacyjnej wraz z wojskowymi pojechał na Bliski Wschód, aby negocjować wzajemną pomoc dla Ukrainy.
Ukraina chce pomóc w obronie życia mieszkańców regionu oraz w ustabilizowaniu sytuacji.
„Stabilność jest potrzebna również nam. Potrzebujemy, aby ci, którzy obecnie zwracają się do Ukrainy o wsparcie, nadal pomagali nam w zakresie obrony, przede wszystkim naszej obrony przeciwlotniczej” – dodał Zełenski.
„W zeszłym roku zaproponowaliśmy Stanom Zjednoczonym umowę dotyczącą dronów. To właściwa perspektywa – współpracować z nami w zakresie produkcji i wykorzystania dronów. Wszyscy widzą teraz, że nie ma alternatywy dla tej perspektywy. Ukraina ma największe na świecie doświadczenie w zwalczaniu dronów uderzeniowych i bez naszego doświadczenia regionowi Zatoki Perskiej, całemu Bliskiemu Wschodowi, partnerom w Europie i Ameryce będzie bardzo trudno zbudować silną ochronę”.
W wywiadzie dla irlandzkiego blogera Caolana Robertsona opublikowanym w nocy 11 marca Zełenski powiedział, że Ukraina ma teraz „karty” dzięki ukraińskim siłom zbrojnym i produkcji uruchomionej po pełnej inwazji Rosji. Pytanie nawiązywało do kłótni w Białym Domu rok temu, kiedy prezydent Ukrainy usłyszał od Donalda Trumpa, że nie ma żadnych kart w sytuacji wojny z Rosją.
„Jestem dumny, że możemy pomóc naszym amerykańskim partnerom” – mówi teraz Zełenski, cytuje UP.
„Myślę, że rok temu też je [karty] miałem, ale nie pokazywaliśmy ich. Teraz jednak wszyscy zrozumieli, że je mamy” – kontynuował Zełenski. Dodał, że Ukraina cieszy się z doświadczenia w prowadzeniu współczesnej wojny, ale podkreślił, że zdobyła je kosztem wielu ludzkich strat.
10 marca Zełenski odpowiadając na pytania dziennikarzy, poinformował, że nowa runda trójstronnych rozmów w formacie Ukraina, USA i Rosja odbędzie się w przyszłym tygodniu w Szwajcarii lub Turcji.
Rozmowy miały odbyć się 5-6 marca, ale w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie zostały przeniesione. Pisaliśmy o tym tu:
Przeczytaj także:
Później były planowane na 10-11 marca. Jednak strona amerykańska zaproponowała przełożenie spotkania na następny tydzień. Dokładna data będzie zależała od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Według Zełenskiego, wśród kluczowych tematów rozmów będzie kontynuacja wymiany jeńców (w zeszłym tygodniu Ukraina i Rosja przeprowadzili dużą wymianę jeńców – 500 na 500), a także przygotowanie ewentualnego spotkania przywódców. Kluczowa kwestia – terytorialna raczej nie będzie mogła zostać rozwiązana bez negocjacji na najwyższym szczeblu politycznym.
Przeczytaj także:
Prezydent Zełenski zaznaczył również, że Kijów starał się zapewnić udział europejskich przywódców w różnych formatach negocjacji, „nawet wtedy, gdy niektórzy partnerzy nie popierali takiej konfiguracji”.
„Europa również musi być bardziej aktywna w tym kierunku. Europa nie może liczyć na to, że Rosja zechce zobaczyć ją przy stole negocjacyjnym. Ona [Rosja] tego nie chce” – dodał.