Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wybrany przez sędziów Dariusz Zawistowski pełnił już to stanowisko w latach 2015-2018
Sędzia Dariusz Zawistowski został wybrany na przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa.
Posiedzenie Rady zostało zwołane przez pierwszewgo prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego. W planach był właśnie wybór nowego przewodniczącego. Dariusza Zawistowskiego poparło 18 osób, przeciw były trzy, a wstrzymały się dwie. Głosowanie odbyło się na pierwszym posiedzeniu KRS w nowym składzie.
Prezydent Karol Nawrocki ma wątpliwości co do legalności wyboru składnu nowej KRS. Na konferencji po posiedzeniu, na którym został wybrany, Zawistowski odnosił się do stanowiska prezydenta:
„Jeżeli chodzi o argumentację czysto prawną, nie ma uzasadnionych powodów, by kwestionować sam sposób wyboru KRS. Wydaje mi się, że były też takie poglądy wyrażane przez przedstawicieli Kancelarii Prezydenta, że być może prezydent będzie się koncentrował na analizie postępowań nominacyjnych przeprowadzonych w radzie. KRS będzie starała się tak prowadzić te postępowania tak, by były w pełni transparentne” – mówił nowy przewodniczący KRS.
W maju Sejm wybrał 15 nowych członków KRS. 13 z nich zostało wskazanych przez partie koalicji rządzącej. Byli oni opiniowani przez zgromadzenia sędziów. Jednym z członków rady został też wystawiony przez PiS sędzia Łukasz Piebiak. To były zastępca Zbigniewa Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości i główny bohater afery hejterskiej. Drugi zaproponowany przez opozycję sędzia to rekomendowany przez Konfederację Łukasz Zawadzki.
Była przewodnicząca nielegalnej neo-KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka starała się zablokować zwołanie posiedzenia w nowym składzie.
Przeczytaj także:
Sędzia Małgorzata Adamczyk wyznaczyła termin mów końcowych w procesie biskupa Andrzeja Jeża oskarżonego o zwłokę w zawiadomieniu organów ścigania o czynach pedofilskich podległych mu księży. Gra na czas pozwoliła na przedawnienie się zarzutów i uniknięcie odpowiedzialności przez duchownych. Finał sprawy księdza oskarżonego o tuszowanie pedofilii w lipcu.
11 czerwca w tarnowskim sądzie rejonowym miała odbyć się ostatnia rozprawa, w której tamtejszy biskup Andrzej Jeż oskarżany jest o zwłokę w zawiadomieniu organów ścigania o czynach pedofilskich dwóch księży z diecezji, nad którą sprawuje opiekę.
To sprawa bez precedensu. Po raz pierwszy w historii polskiego prawa przed sądem staje nie ksiądz-pedofil, ale jego przełożony. I zostaje skarżony o granie na zwłokę, niezawiadomienie na czas organów ścigania o czynach pedofilskich duchownych z diecezji, na której czele stoi. OKO.press od początku obserwuje proces sądowy w Tarnowie i relacjonuje go na łamach portalu. Biskup, broniony m.in. przez Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości w pierwszym rządzie Donalda Tuska, nie pojawia się w sądzie. W sądzie próżno też szukać innych księży czy kościelnej delegacji.
Na czwartek 11 czerwca zaplanowano ostatnie przesłuchanie świadków – dwóch pracowników szkoły w Woli Radłowskiej, w której pracował ksiądz Stanisław. Rodzice już w 2002 roku zgłosili biskupowi (wówczas diecezją kierował Witold Skworc), że ten na lekcji religii molestuje ich dzieci.
„Byłem wstrząśnięty” – wyznał przed sądem Skwroc. Ale kara dla księdza był blaha. Stanisław sam poprosił o urlop, a po roku wysłano go na misję do Ukrainy, gdzie nadal molestował młodych chłopców. Ksiądz stanął przed sądem kościelnym przeszło dwie dekady później. Udowodniono mu skrzywdzenie niemal 100 dzieci i wydalono ze stanu duchownego. Ale formalnej, prawnej kary – więzienia – nie otrzymał do dziś, bowiem zarzuty, również dzięki opieszałości bpa Andrzeja Jeża, się przedawniły.
Świadkowie nie stawili się na rozprawie. Jeden z nauczycieli przebywa w sanatorium i zaapelował o wyznaczenie nowego terminu. Drugi poprosił o całkowite zwolnienie ze stawiennictwa w sądzie z uwagi na stan zdrowia. Ponieważ nauczyciele byli już przesłuchiwani przez policję, sędzia przychyliła się do prośby. Obrona złożyła więc nowy wniosek i poprosiła o przesłuchanie ówczesnej małopolskiej kurator oświaty. ich wysłuchanie ma odbyć się 14 lipca.
Dlaczego jest to istotne? Obrona bpa Jeża próbuje wykazać, że organy publiczne już dwie dekady temu miały informację o molestowaniu uczniów i nie zrobili z tym nic. „Z materiałów dowodowych wynika, że kuratorium było informane już dużo, dużo wcześniej. Była wiedza, było powzięcie informacji. Ale nie było żadnej reakcji” – mówiła dziś mec. Paulina Majtkowska, jedna z obrończyń oskarżonego biskupa.
Samo kuratorium z kolei twierdzi, że nie posiada żadnych pisemnych zgłoszeń ani korespondencji ws. katechety z Woli Radłowskiej.
Sędzia Małgorzata Adamczyk wyznaczyła termin ostatniej rozprawy. 31 lipca, jeśli w międzyczasie nie zostaną wniesione nowe wnioski dowodowe, odczytane zostaną mowy końcowy obrony i prokuratora. A po nich – wyrok ws. biskupa.
Proces biskupa Andrzeja Jeża rozpoczął się 18 lutego 2026 roku.
„Nie przyznaję się do postawionych mi zarzutów” – ogłosił biskup Andrzej Jeż pierwszego dnia swojego procesu. Jest pierwszym hierarchą w kraju oskarżonym przez prokuraturę o to, że wiedział o pedofilii wśród księży w swojej diecezji. Chodzi o przynajmniej sto skrzywdzonych dzieci przez dwóch duchownych. Biskup, zamiast niezwłocznie zgłosić sprawę organom ścigania, zrobił to dopiero po czasie, kiedy Watykan potwierdził zarzuty.
Zwłoka, która według prokuratury mogła trwać od kilku miesięcy, do kilku lat, może biskupa zaprowadzić do więzienia. Za niezawiadomienie o przestępstwie (art. 240 Kodeksu karnego) księdzu grozi bowiem do trzech lat pozbawienia wolności.
Sprawa bpa Jeża jest elementem szerszej dyskusji i odpowiedzią na pytanie, co dla kleru jest ważniejsze i bardziej wiążące: prawo kościelne czy prawo stanowione. Jak wskazuje prokurator Marcin Stępień, gdyby ksiądz równolegle, wtedy, gdy zawiadomił Watykan, powiadomił organy ścigania, na 23 ofiary księży mogłyby dociekać przed sądem sprawiedliwości, a przede wszystkim ścigania ich oprawców.
Przeczytaj także:
„Gdyby działał niezwłocznie, tych zarzutów by dziś nie było” – twierdzi prokurator Stępień. Biskup i jego obrona twierdzą z kolei, że najpierw musieli potwierdzić informacje i wyczerpać drogę kościelną, która jest długotrwała. Mec. Zbigniew Ćwiąkalski podnosi bowiem, że: "Według polskiego prawodawstwa przestępstwo należy zgłosić. Ale czy niezwłocznie również oznacza, że najpierw można wyczerpać drogę kościelną i potwierdzić, że doszło do popełnienia przestępstwa, zweryfikować doniesienie i dopiero potem powiadomić prokuraturę? W naszej opinii właśnie tak”.
Sprawa, w której oskarżony jest Andrzej Jeż, dotyczy dwóch duchownych:
Przeczytaj także:
Sfrustrowane przebiegiem rozmów strony wymieniają ciosy, by zmienić sytuację negocjacyjną. Ataki z ostatnich dwóch dni mają jednak nikłą szansę, by odwrócić sytuację na jedną lub drugą stronę
W cieśninie Ormuz trwa wojna, choć strony utrzymują, że trwa zawieszenie broni.
Wieczorem w środę amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth mówił, że USA w nocy silnie uderzą w Iran po to, by „ustalić warunki, które dadzą nam porozumienie, którego prezydent Trump oczekuje”.
W środę 10 czerwca po południu amerykańskie dowództwo ogłosiło, że uderzyło w „irańskie instalacje szpiegowskie, systemy komunikacyjne i systemy obrony przeciwlotniczej w różnych miejscach w Iranie”. W odpowiedzi irańskie dowództwo wojskowe ogłosiło w czwartek rano, że zamyka cieśninę Ormuz, a statki, które będą próbowały przez nią przepłynąć, będą atakowane. Cieśnina w ostatnich miesiącach ani przez chwilę nie była w pełni otwarta, ale w ostatnich tygodniach Irańczycy przepuszczali część statków.
Dodatkowo Irańczycy zaatakowali amerykańską flotę w bazie w Bahrajnie. Irańskie media podawały, że uderzony został amerykański statek – Amerykanie zaprzeczają. Irańczycy twierdzą, że uderzyli też w amerykańskie bazy w Kuwejcie i Jordanii. Dokładnie tak, jak dzień wcześniej.
Jednocześnie w Teheranie w środę gościli katarscy negocjatorzy, według Reutersa prowadzili rozmowy z Irańczykami do później nocy. Wynik tych rozmów jest jednak niejasny.
Ten tydzień to najintensywniejsza wymiana ognia od dwóch miesięcy, odkąd strony ustaliły warunki zawieszenia broni. Dotychczas nikt nie ogłosił, że rozejm został zerwany. De facto trwa jednak wojna. To wyraz napięcia i frustracji, jaka zebrała się po dwóch miesiącach rozmów między Iranem i USA. A te niemal nie posuwają się do przodu, choć Donald Trump próbuje zaklinać rzeczywistość i co kilka dni mówi, że już za kilka dni uda się osiągnąć porozumienie.
Ataki, jakie dziś i wczoraj przeprowadzili Amerykanie nie mają szansy zmienić stanu negocjacji. A w nich od dwóch miesięcy dominuje ten sam problem: obie strony twierdzą, że zwyciężyły i negocjują z pozycji zwycięzcy. A przez to są niechętne do faktycznego kompromisu. I dodatkowo panuje między nimi głęboka nieufność, która raczej się pogłębia. Pat trwa, a nikt nie ma pomysłu jak go przełamać. Ataki z ostatnich dwóch dni nie są środkiem, które coś zmienią. A w tle mamy największy sportowy spektakl świata – mistrzostwa świata w piłce nożnej – w Stanach Zjednoczonych, w których udział biorą Irańczycy. Czyli kolejny punkt, przez który napięcie będzie rosnąć.
Przeczytaj także:
Nawrocki jedzie uprawiać „dyplomację urodzinową”. Galę MMA na trawniku Białego Domu współorganizuje giełda kryptowalut.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz, potwierdził informacje mediów (m.in. TN24 i TVP), że Karol Nawrocki będzie gościł w Białym Domu 14 czerwca 2026 na urodzinach Donalda Trumpa. „Weźmie udział w organizowanej w Białym Domu gali UFC Freedom 250” – poinformował Przydacz.
„Wizyta będzie okazją do rozmów w zakresie bezpieczeństwa i relacji dwustronnych” – dodał prezydencki minister. PAP informował, że wizyta ma jednak nie mieć charakteru oficjalnego.
Z okazji 80. urodzin Trump organizuje na południowym trawniku Białego Domu Galę UFC Freedom 250. Ma to być też sposób na uczczenie 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. A prezydent USA jest fanem walk MMA.
Wydarzenie na trawniku Białego Domu ma się składać z siedmiu walk.
Zbudowana przed Białym Domem arena ma pomieścić 4,5 tys. weteranów i innych gości zaproszonych przez Biały Dom i UFC. Niektórzy goście będą musieli zapłacić za wstęp aż półtora miliona dolarów — informuje BBC. Polski prezydent z pewnością wejdzie za darmo.
W sąsiadującym z Białym Domem Eisenhower Executive Office Building budowane są już szatnie dla zawodników.
Po co Trumpowi takie wydarzenie? Kończący 80. lat Trump będzie najstarszą po Joe Bidenie głową Stanów Zjednoczonych. W trakcie kampanii wyborczej w 2024 roku wytykał swojemu poprzednikowi wiek i niesprawność. Sam Trump używa różnych narzędzi wizerunkowych, by pokazać własną witalność. Na przykład przez skojarzenie z osiłkami biorącymi udział w krwawych walkach.
„Chce on kojarzyć swoją prezydenturę i samego siebie z brutalną dominacją i upokarzaniem rywali” – pisze publicysta magazynu „The Atlantic”.
"Ameryka jest obecnie słabsza na arenie międzynarodowej niż w momencie, gdy Trump rozpoczynał którąkolwiek ze swoich kadencji prezydenckich. Jednak gdy w przyszły weekend jeden z zawodników MMA będzie okładał drugiego w oktagonie, Trump zyska na tym, jeśli Amerykanie pomyślą to samo, co Joe Rogan powiedział w odcinku podcastu poświęconym temu wydarzeniu: To jest »takie w stylu Trumpa«” – komentuje Conor Friedersdorf.
Przeciwko organizacji gali protestuje antykorupcyjna kancelaria prawna z siedzibą w Waszyngtonie Public Integrity Project. „Uważamy, że jest to rażące nadużycie naszych świętych zabytków narodowych dla prywatnych korzyści. Uważamy też, że należy to powstrzymać, ponieważ łamie to prawo” – powiedział BBC Brendan Ballou, główny prawnik Public Integrity Project.
Ballou twierdzi, że dochodzi tu do korupcji, a cała gala ma jedynie na celu wzbogacenie się przyjaciół Trumpa. Prezydent faktycznie od lat przyjaźni się z prezesem UFC Danem Whitem.
„Jeśli ta walka dojdzie do skutku, będzie to dopiero początek, a nasze narodowe zabytki staną się niczym więcej niż okazją do promocji dla bogatych i dobrze powiązanych osób. Zamierzamy temu zapobiec” – mówi Ballou. Na czele organizacji stoją osoby związane z Partią Demokratyczną. Pod pozwem podpisany jest m.in. weteran wojny w Wietnamie Paul Romano.
Pałac Prezydencki stara się budować wizerunek Nawrockiego nie tylko jako głowy państwa bliskiej politycznie Trumpowi, ale również pozostającego z nim w przyjacielskich relacjach prywatnych. Zapewne tak będzie przedstawiana niedzielna wizyta: jako kolejny dowód specjalnych relacji prezydentów Polski i USA.
Jednocześnie przypada ona wkrótce po tym, jak niepokój w Polsce budziły doniesienia o możliwym zmniejszeniu amerykańskiego kontyngentu w naszym kraju. Czy Karol Nawrocki wykorzysta okazję, by na ten temat porozmawiać z samym Trumpem lub jego otoczeniem? Wykluczyć tego nie można, choć trudno sobie wyobrazić taką rozmowę w warunkach gali MMA. Choć redaktor naczelny Telewizji Republika, Tomasz Sakiewicz, zdaje się wierzyć, że tak właśnie będzie:
„Jest dyplomacja ślubna, dyplomacja pogrzebowa i dyplomacja urodzinowa. Najwięcej rzeczy [wtedy] się załatwia” – powiedział po tym, jak wiadomość o wyjeździe Nawrockiego na urodziny Trumpa została podana.
Przeczytaj także:
Galę współorganizuje giełda kryptowalut Crypto.com. Za czasów administracji Joe Bidena giełda była objęta dochodzeniem SEC (U.S. Securities and Exchange Commission). Zostało ono wstrzymane w marcu 2025 roku. Według amerykańskich mediów miało to związek ze zmianą władzy w Białym Domu na przychylną kryptowalutom administrację Trumpa. Wkrótce po zamknięciu postępowania, w sierpniu 2025 Crypto.com ogłosiła wejście we współpracę biznesową z Trump Media and Technology Group, której większościowym właścicielem jest Donald Trump.
W grudniu 2024 Crypto.com przekazało mln dolarów na inaugurację Trumpa, a w lutym 10 mln dolarów na rzecz MAGA Inc. Wraz z należącym do Trumpa Truth Social giełda Crypto.com miała otworzyć platformę predykcyjną i wejść na rosnący w Stanach Zjednoczonych hazardowy rynek prognoz. Na razie Trump narzeka, że federalne organy regulacyjne rzucają mu kłody pod nogi.
Współzałożycielem i CEO firmy Crypto.com jest Polak – Kris Marszałek.
Co ciekawe, postępowanie w sprawie Crypto.com i firmy Foris DAX MT Limited będącej właścicielem giełdy prowadziła też od listopada 2024 polska Komisja Nadzoru Finansowego.
kraina apeluje do Polski o szukanie w historii powodów do jedności i współpracy wobec wspólnego wroga; zjednoczenie zawsze wzmacniało bezpieczeństwo i wolność obu narodów – oświadczył w środę rzecznik MSZ Ukrainy Heorhij Tychyj, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.
- Nasz wspólny apel do Polski, naszych sojuszników i przyjaciół, brzmi: starajmy się szukać w przeszłości powodów do jedności. Szukajmy podstaw do wspólnej walki przeciwko naszemu wspólnemu wrogowi, który dziś chce zniszczyć zarówno Ukrainę, jak i Polskę. Tak było zawsze: kiedy byliśmy zjednoczeni, nikt nie był w stanie odebrać nam wolności ani bezpieczeństwa – powiedział Tychyj na briefingu w Kijowie.
- Jeśli będziemy szukać powodów do podziałów, to z pewnością je znajdziemy. Jeśli będziemy szukać powodów do jedności i wspólnego przeciwstawiania się wspólnemu wrogowi, również je znajdziemy. Chcielibyśmy koncentrować się właśnie na tym drugim – dodał Tychyj cytowany przez PAP.
Podkreślił, że jego kraj postrzega Polskę jako „pierwszego strategicznego sojusznika i przyjaciela”. – To kraj, który pospieszył nam z pomocą od pierwszych minut pełnoskalowej inwazji (rosyjskiej). Kraj, który otworzył swoje domy dla Ukraińców. Kraj, który od 2022 roku odgrywał wiodącą rolę we wspieraniu Ukrainy, w tym w zapewnianiu logistyki, dostaw uzbrojenia, i w wielu innych kwestiach. Bardzo chcemy, aby tak pozostało również w przyszłości – powiedział rzecznik.
Tychyj przyznał, że „obecnie obserwowane jest zaostrzenie sporów dotyczących kwestii historycznych”. Jednocześnie zaznaczył, że w ciągu ostatniego półtora roku „wykonano ogromną pracę, aby osiągnąć porozumienie nawet w najtrudniejszych sprawach związanych ze wspólną przeszłością”, w tym „w szczególności pod koniec 2024 roku przeprowadzono szereg prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych”.
- I właśnie teraz, gdy rozmawiamy, trwają kolejne prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej w obwodzie lwowskim. Nawet na tle ostatnich, bardzo zaostrzonych, publicznych dyskusji proces ten jest kontynuowany. Co więcej, mogę powiedzieć, że po stronie ukraińskiej istnieje gotowość do dalszego wydawania zgód i współpracy – zadeklarował rzecznik MSZ w Kijowie.
Przeczytaj także:
Według Tichyja odzwierciedla to ogólne podejście Ukrainy do kwestii historycznych, zgodnie z którym takimi kwestiami powinni zajmować się historycy pracujący z archiwami i dokumentami. – Wymiar historyczny nie powinien być wykorzystywany do celów politycznych. Bardzo chcielibyśmy, aby pozostał on w sferze pracy historyków – powiedział.
Tychyj w imieniu MSZ Ukrainy wyraził ubolewanie nad „obserwowanym zaostrzeniem sytuacji” oraz podkreślił, że taka sytuacja cieszy jedynie Moskwę.
Przeczytaj także:
W ubiegłym tygodniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię „Bohaterów UPA” elitarnemu Samodzielnemu Centrum Sił Operacji Specjalnych „Północ”. Decyzja ta wywołała oburzenie władz Polski. Karol Nawrocki zaczął opowiadać, że odbierze prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego.
Przeczytaj także:
Politycy koalicji rządzącej domagali się od Zełenskiego zmiany decyzji w sprawie imienia dla wojskowego oddziału. Premier Donald Tusk zaapelował do prezydentów Polski i Ukrainy o „bezpośrednią i szczerą rozmowę”.
2 czerwca wiceszef MSZ Ukrainy spotkał się z chargé d’affaires RP w Kijowie. 5 i 6 czerwca Warszawę odwiedził szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow. Rozmawiał m.in. z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, prezydenckim ministrem Marcinem Przydaczem, szefem BBN Bartoszem Grodeckim oraz wiceszefem MSZ Marcinem Bosackim. Miał proponować zmianę umienia jednostki wojskowej na „Bohaterów UPA walczących z Rosją”. Polacy mieli uznać, że to za mało.
Tymczasem antyukraiński hejt w Polsce zaczął wymykać się spod kontroli, a rola Warszawy w rozmowach o zakończeniu wojny, odbudowie Ukrainy i planach Europy gwałtownie przestała się liczyć. W niedzielę 7 czerwca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski spotkał się w Londynie z liderami grupy E3. Na spotkaniu zabrakło przedstawiciela Polski. Premier Tusk protestwał: „żadne ustalenia, w których Polska nie uczestniczy, nie będą przez nas respektowane”, a Warszawa „jest absolutnie niezbędnym ogniwem” w rozmowach o przyszłości Ukrainy i regionu.
Następnie 10 czerwca w Sejmie premier potępił hejt i oszalałą nacjonalistyczną nagonkę:
Przeczytaj także: