Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Systemy ostrzegania ludności (...), procedury (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – twierdzi minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. W ten sposób odpowiada na pytanie, dlaczego mieszkańcy województw zagrożonych rosyjskimi rakietami, nie otrzymali odpowiednio wcześniej alertów RCB.
Mieszkańcy części województw lubelskiego i podkarpackiego, którzy w nocy ze środy 29 lipca na czwartek 30 lipca byli zagrożeni przez nadlatujące w stronę polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskie rakiety, nie otrzymali alertów RCB. Jako sygnału ostrzegawczego użyto syren alarmowych, które zawyły jednak dopiero kilka minut po upadku jednej z rakiet na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Czy system ostrzegania zadziałał prawidłowo?
Podczas czwartkowej konferencji prasowej na miejscu zdarzenia premier Donald Tusk, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że tak.
„Systemy ostrzegania ludności (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – mówił szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Wyjaśnił, że od chwili otrzymania informacji o zagrożeniu służby miały około 13 minut na reakcję. W tym czasie uruchomiono – zgodnie z procedurą SPO-13 – najszybszy sposób ostrzegania, czyli syreny alarmowe. Po ustaniu zagrożenia syreny poinformowały także o odwołaniu alarmu – zapewnił Kierwiński. Dodał, że procedura była już dwukrotnie aktualizowana, a po tym incydencie rząd ponownie przeanalizuje jej działanie i w razie potrzeby wprowadzi kolejne zmiany.
Na pytanie o to, dlaczego do mieszkańców nie zostały wysłane alerty RCB, minister tłumaczył, że w nocy syreny są skuteczniejsze niż SMS-y, a przy tak krótkim czasie zagrożenia nie ma możliwości przekazywania szczegółowych instrukcji. Stwierdził, że mieszkańcy powinni znać zasady postępowania opisane w rządowym „Poradniku Bezpieczeństwa".
„Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie” – podkreślał szef MSWiA, apelując o traktowanie takich sygnałów z pełną powagą.
Dziennikarze zwracali jednak uwagę, że mieszkańcy przez blisko dwie godziny po alarmie nie otrzymali żadnych oficjalnych informacji wyjaśniających sytuację ani przez SMS, ani w innych kanałach. Premier Donald Tusk przyznał, że „procedury wymagają uzupełnienia” i zapowiedział wprowadzenie zasady wysyłania po odwołaniu alarmu wiadomości SMS uspokajających mieszkańców i potwierdzających, że zagrożenie minęło.
„Jako społeczeństwo ciągle uczymy się sytuacji, w której musimy reagować na ostrzeżenia sygnały, syreny alarmowe” – mówił Tusk. Zapewnił, że rząd przeanalizuje „wszystkie elementy reakcji państwa” po to, by „każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. Stwierdził jednak, że „na razie z meldunków, szczególnie wojskowych, wynika, że wszystko zadziałało tak, jak powinno”.
Premier porównał obecną sytuację z incydentem pod Bydgoszczą z 2022 r., podkreślając, że dziś wymiana informacji między służbami przebiega znacznie sprawniej.
„Natychmiast po tym, jak podniosły się nasze myśliwce, otrzymałem informacje od pana premiera Kosiniaka-Kamysza, który powiadomił też oczywiście prezydenta” – zapewniał Tusk.
Pojawiły się również pytania, dlaczego rakieta nie została zestrzelona. Tusk i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że wojsko było gotowe do użycia siły, jednak decyzja o zestrzeleniu zawsze wymaga oceny ryzyka.
„Decyzja o zestrzeleniu jest zawsze trudną decyzją, nie ze względu na to, że ktoś się czegoś obawia, tylko zestrzelenie może spowodować czasami większe straty niż upadek swobodny rakiety, czy pocisku, czy drona i to muszą żołnierze, którzy są w akcji oceniać. Dla mnie jest ważne, że wojsko było gotowe w każdej chwili do zestrzelenia i na szczęście nie była taka masywna akcja potrzebna” – mówił premier.
Szef MSWiA zaapelował do mieszkańców Polski o zaangażowanie w przygotowanie się do działania w razie poważnych zagrożeń bezpieczeństwa. Przypomniał, że rząd od miesięcy prowadzi działania mające przygotować mieszkańców do reagowania w sytuacjach kryzysowych. Wskazał m.in. na Akademię Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej oraz pikniki organizowane przez Państwową Straż Pożarną.
„Bardzo konsekwentnie od wielu miesięcy przeprowadzamy szkolenia (...), gdzie mówi się o tych kwestiach. Podchodźmy do tych informacji bardzo, bardzo poważnie (...). Musimy liczyć na to, że zbudujemy tę odporność populacyjną i umiejętność zachowania się na głos syreny ostrzegający o tym, że niebezpieczeństwo jest realne, że potencjalnie należy się przygotować na masywne uderzenie i że należy postępować zgodnie z tym” – apelował Kierwiński.
W nocy z 29 na 30 lipca na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta balistyczna, najprawdopodobniej – jak wynika z informacji przekazanych przez premiera Donalda Tuska – CH-101. Rakieta spadła na pole uprawne, około 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nikt nie został ranny, nie odnotowano też żadnych zniszczeń poza tym, że wybuch rakiety pozostawił w ziemi lej o szerokości 10 i głębokości 5 metrów.
Śledztwo w sprawie prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Czynności koordynuje Prokurator Okręgowy z Lublina.
„Mamy poważne zdarzenie” – powiedział premier Donald Tusk w odniesieniu do rakiety, która spadła w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia. Poinformował, że nie ma informacji o ofiarach ani o stratach.
Premier Donald Tusk poinformował, że z oględzin miejsca zdarzenia w powiecie biłgorajskim, gdzie koło godziny 3:46 nad ranem w czwartek 30 lipca na pole niedaleko miejscowości Tarnawa Kolonia spadł niezidentyfikowany obiekt, wynika, że był to rosyjski pocisk balistyczny.
„Na razie wszystko to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym Ch-101, rosyjskim” – powiedział premier podczas zebrania specjalnego zespołu powołanego w sprawie wydarzeń na Lubelszczyźnie. Premier podkreślił jednak, że nie można wyprzedzać „efektów szczegółowego badania”.
Tusk określił zdarzenie jako „poważne” i podkreślił, że polskie wojsko i siły sojusznicze były gotowe do zestrzelenia rakiety.
„Pierwsze informacje wskazują jednoznacznie, że odpowiednie służby, przede wszystkim wojsko, nasi piloci, nasze samoloty zadziałały bardzo szybko i sprawnie. Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym” – podkreślił premier. „Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot” – zapewnił.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że systemy obrony powietrznej państwa były postawione „w stan najwyższej gotowości” już od późnego wieczora w środę 29 lipca. Blisko polskiej przestrzeni powietrznej obserwowano ponad 20 obiektów, które mogły stanowić zagrożenie.
„Polskie pary dyżurne F-16 już od godziny około 2 w nocy operowały w okolicy granicy polsko-ukraińskiej, czekając na dalsze rozkazy. Do tego uruchomiono samoloty rozpoznawcze, które operowały nad polską przestrzenią powietrzną i samoloty sojusznicze do tankowania w powietrzu, które z Republiki Federalnej Niemiec wystartowały na terytorium Polski. Działały systemy naziemne (...) Dowódca operacyjny był w pełnej gotowości, miał wszystkie uprawnienia do wydania decyzji o zestrzeleniu” – mówił szef MON.
Do zestrzelenia rakiety ostatecznie nie doszło, ponieważ rakieta spadła na teren niezabudowany. Rakieta była prawdopodobnie uzbrojona w pocisk, który wybuchł, o czym świadczy wielkość leja.
Premier Donald Tusk, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef MSWiA Marcin Kierwiński udali się obecnie na miejsce zdarzenia.
W czwartek o godzinie 3:40 nad ranem wojskowe systemy radiolokacyjne wykryły w polskiej przestrzeni powietrznej niezidentyfikowany obiekt lecący w kierunku zachodnim. Do jego przechwycenia wysłano dyżurny myśliwiec F-16, jednak sześć minut później obiekt zniknął z radarów, zanim udało się go jednoznacznie zidentyfikować. Następnie śmigłowiec Mi-24 wskazał prawdopodobne miejsce jego upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii.
Mniej więcej w tym samym czasie lubelska policja otrzymała zgłoszenie o „potężnym huku”, który słychać było pomiędzy miejscowościami Tarnawa Kolonia a Biskupice w powiecie biłgorajskim, 92 kilometry od granicy z Ukrainy i 42 kilometry na południe od Lublina. Po godz. 5.00 policjanci pomiędzy miejscowością Tarnawa Kolonia a Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań ujawnili lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu. Teren został zabezpieczony.
O zdarzeniu powiadomiono służby, w tym Żandarmerię Wojskową, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Na miejsce skierowano też policyjnych kontrterrorystów. Śledztwo prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Na miejsce zdarzenia udał się też Prokurator Okręgowy z Lublina, który ma koordynować czynności.
Lej ma 10 metrów szerokości i 5 metrów szerokości. Szczątki rakiety są rozrzucone nawet 200 metrów od krateru.
Wątpliwości ekspertów budzi sposób użycia systemu alarmowego w związku ze zdarzeniem. Syreny alarmowe zawyły w Lublinie oraz w kilku miejscowościach dopiero 5 minut po upadku rakiety. Mieszkańcy nie otrzymali też alertu RCB.
W nocy 30 lipca Rosja przeprowadziła zmasowany atak na ukraińskie miasta. Na przedmieściach Krzywego Rogu zginęło sześć osób, w tym troje dzieci, 6-letnia dziewczynka oraz chłopcy w wieku 11 i 17 lat. Są ofiary i ranni też w innych regionach Ukrainy.
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że do ataku rosyjskie wojsko wykorzystało 358 środków ataku powietrznego, w tym 74 pociski i 284 bezzałogowe statki powietrzne różnych typów.
Głównym kierunkiem ataku były obwody kijowski i lwowski. Zaatakowano również obwody dniepropetrowski, sumski, winnicki, połtawski, mikołajowski i iwano-frankowski.
„Cechą charakterystyczną tego zmasowanego ataku jest jednoczesne użycie różnych rodzajów środków powietrznych z różnych kierunków oraz zastosowanie dużej liczby pocisków balistycznych i rakiet skrzydłowych” – czytamy w komunikacie Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy.
Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić 55 rakiet i 265 dronów różnych typów.
Według ukraińskich Sił Powietrznych odnotowano trafienia trzech pocisków przeciwokrętowych, sześciu pocisków balistycznych i dwóch pocisków manewrujących, a także 17 bojowych bezzałogowych statków powietrznych w 20 lokalizacjach oraz upadki zestrzelonych obiektów (odłamki) w 13 lokalizacjach. Informacje dotyczące ośmiu pocisków są obecnie weryfikowane.
Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w wyniku rosyjskiego ataku na Kijów zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. W stolicy Ukrainy wybuchły pożary w dwóch dzielnicach. W dzielnicy Obolońskiej doszło do pożaru pawilonów handlowych na terenie targowiska. W dzielnicy Swiatoszyńskiej wybuchł pożar na terenie spółdzielni garażowej. Podczas akcji gaśniczej znaleziono ciało ofiary śmiertelnej.
W obwodzie kijowskim rannych zostało 5 osób, w tym jedno dziecko. Trzech poszkodowanych trafiło do lokalnego szpitala, a dwóm pozostałym udzielono pomocy na miejscu.
W obwodzie połtawskim w wyniku rosyjskiego ataku wybuchły pożary w magazynach. Zginęła jedna osoba.
W miejscowości Raduszne, na przedmieściach Krzywego Rogu w obwodzie dnipropetrowskim w wyniku bezpośredniego trafienia rakietą balistyczną w prywatny dom zginęło sześć osób, w tym troje dzieci, 6-letnia dziewczynka oraz chłopcy w wieku 11 i 17 lat. Według prezydenta Ukrainy w Radusznem zginęli m.in. rodzice i trójka dzieci.
Jeszcze osiem osób odniosło obrażenia. „84-letnia kobieta została hospitalizowana w stanie krytycznym. 49-letnia kobieta oraz chłopcy w wieku 6 i 15 lat zostali przewiezieni do szpitala w stanie średnio ciężkim. Pozostali będą leczeni ambulatoryjnie” – poinformował Ołeksandr Hanża, szef dniepropietrowskiej administracji wojskowej.
W miejscowości całkowicie zniszczono dwa parterowe prywatne domy mieszkalne, a pięć kolejnych prywatnych domów uległo uszkodzeniom. Wybuchło kilka ognisk pożaru, które strażacy szybko ugasili. Podczas akcji ratownicy uratowali spod gruzów dwoje dzieci. Obecnie trwają działania poszukiwawczo-ratownicze.
„Dysponujemy wstępnymi informacjami o kilku zaginionych osobach – wszystkie niezbędne jednostki dokładają wszelkich starań, aby je odnaleźć. Trwa również identyfikacja znalezionych fragmentów ciał” – poinformował Iwan Wyhiwski, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy.
Aktualizacja.
Jak podaje lokalny kanał „Pierwszy miejski. Krywyj Riż”, w swoim domu zginęli rodzice wielodzietnej rodziny – 47-letni Artem i 41-letnia Ołena. Wraz z nimi rosyjski atak odebrał życie ich dzieciom oraz półtorarocznemu wnukowi.
„Wśród osób, których ciała już odnaleziono oraz tych, których wciąż szukają, są: Mark, który za miesiąc miałby skończyć 18 lat, Dominika (16 lat), Viorika (14 lat), Zachariasz (13 lat), Azariasz-Ilai (11 lat), Federika (9 lat), Emilia (7 lat) oraz wnuk Artem, który miał zaledwie 1 rok i 6 miesięcy” – piszą dziennikarze. „Jedna rakieta. Jedna rodzina. Jeden dom, który stał się zbiorową mogiłą dla najdroższych osób.
To nie był atak na cel wojskowy. To był cyniczny atak na pokojową ukraińską rodzinę. Na dzieci, które miały żyć, marzyć, dorastać. Na rodziców, którzy budowali swój dom, wychowywali dzieci i wierzyli w przyszłość”.
31 lipca w Krywym Rogu ogłoszono dniem żałoby.
We Lwowie odnotowano kilka trafień, uszkodzono dwa wieżowce przy ulicach Patona i Wyhowskiego, gdzie doszło do pożaru oraz budynki niemieszkalne. W miejscach uderzeń wybuchły pożary.
„Pod gruzami budynku przy ulicy Patona nadal znajdują się ludzie. Trwa akcja ratunkowa. Mieszkańcy pomagają ratownikom w usuwaniu gruzów” – zaznaczył burmistrz miasta Andrij Sadowy.
W mieście wskutek ataku 34 osoby odniosło obrażenia, w tym troje dzieci. Według wcześniejszych danych 15 rannych, w tym dziecko trafiło do szpitala. Ratownikom udało się uratować siedem osób.
Według Sadowego tylko na Lwów w nocy leciało 22 rakiety. Większość z nich udało się zestrzelić, ale były też bezpośrednie trafienia. We Lwowie oprócz wspomnianych trafień w sumie uszkodzonych zostało ponad 20 budynków mieszkalnych, a także szkoła i dwa przedszkola.
Ukraina mierzy się z brakiem rakiet do zestrzeliwania pocisków balistycznych. Jak poinformował niedawno prezydent Ukrainy, Rosja wykorzystuje od 30 do 40 pocisków balistycznych podczas każdego zmasowanego ataku na Ukrainę. A co miesiąc przeprowadza od trzech do pięciu takich ataków.
„W sytuacji, gdy krytycznie brakuje rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej od naszych partnerów, nasi żołnierze dokonują po prostu niesamowitych rzeczy, wykazując się bardzo wysokim poziomem profesjonalizmu. To niezwykła fachowość, która ratuje życie, gdy dostawy rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej nie docierają lub są opóźnione” – napisał po dzisiejszym ataku Wołodymyr Zełenski.
„Ten rosyjski terror po raz kolejny dowodzi: ochrona przed rosyjskim zagrożeniem rakietowym jest najważniejszym zadaniem dla ratowania życia naszych obywateli. I jest to zadanie, które nie może być wyłącznie ukraińskie, wyłącznie jednego kraju. Wszyscy partnerzy wiedzą, jak i czym mogą pomóc. Brak pomocy w odpowiednim czasie, opóźnienia w dostawach rakiet antybalistycznych – skutkuje właśnie takimi zniszczeniami, właśnie takimi ofiariami, z którymi niestety mamy dziś do czynienia”.
Przeczytaj także:
Zmasowanymi atakami i zabijaniem cywili Rosja odpowiada na ukraińskie ataki, które są co raz bardziej dotkliwe dla Kremla. W nocy 30 lipca ukraińskie drony uderzyły w centra logistyczne rosyjskiej platformy handlowej Wildberries w pobliżu Penzy oraz miasta Sarapuł w Udmurcji. Jak pisaliśmy, od 18 lipca Siły Obronne Ukrainy przeprowadziły ataki na szereg magazynów tej rosyjskiej platformy handlowej Wildberries, w szczególności w regionach moskiewskim i tambowskim, w obwodach krasnodarskim i stawropolskim, w Sankt Petersburgu i obwodzie leningradzkim, a także w Jekaterynburgu. Wczoraj, 29 lipca rano ukraińskie drony uderzyły w centrum logistyczne Wildberries w Riazaniu.
Oprócz tego codziennie są ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, drogi dostaw oraz obiekty wojenne. Ukraina chce poprzez asymetryczne działania osłabić potencjał militarno-gospodarczy Rosji i przymusić ją do zakończenia wojny.
Przeczytaj także:
Po zmasowanym ataku na Ukrainę w nocy z 29 na 30 lipca w polskich miastach zawyły syreny alarmowe. W polskiej przestrzeni powietrznej znalazł się niezidentyfikowany obiekt, który spadł w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim, pozostawiając 10-metrowy krater
Na polu pomiędzy miejscowościami Tarnawa-Kolonia i Tokary w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie znaleziono krater o średnicy około 10 metrów oraz rozrzucone elementy niezidentyfikowanego obiektu, który wcześniej wykryto w polskiej przestrzeni powietrznej. Do zdarzenia doszło podczas nocnego, zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę.
Według Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych o godz. 3.40 wojskowe systemy radiolokacyjne wykryły w polskiej przestrzeni powietrznej niezidentyfikowany obiekt lecący w kierunku zachodnim. Do jego przechwycenia wysłano dyżurny myśliwiec F-16, jednak sześć minut później obiekt zniknął z radarów, zanim udało się go jednoznacznie zidentyfikować. Następnie śmigłowiec Mi-24 wskazał prawdopodobne miejsce jego upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii.
Dowództwo podało również, że kilka minut wcześniej jeden z rosyjskich środków napadu powietrznego zbliżył się do polskiej granicy na około pięć kilometrów, po czym zawrócił nad Ukrainę. Wcześniej siły sojusznicze obserwowały aktywność co najmniej kilkunastu pocisków operujących nad zachodnią Ukrainą, które ze względu na kierunek lotu mogły stanowić potencjalne zagrożenie dla polskiej przestrzeni powietrznej.
W podobnym czasie zgłoszenie o tym, że w powiecie biłgorajskim pomiędzy miejscowościami Tarnawa Kolonia a Biskupice słychać było „potężny huk” otrzymała lubelska policja. Po godz. 5.00 policjanci pomiędzy miejscowością Tarnawa Kolonia a Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań ujawnili lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu. Teren został zabezpieczony.
O zdarzeniu powiadomiono służby, w tym Żandarmerię Wojskową, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Na miejsce skierowano też policyjnych kontrterrorystów.
Policja poinformowała, że nikt nie odniósł obrażeń oraz że na tym etapie nie ma zagrożenia dla życia ani mienia mieszkańców. Miejsce zostało sprawdzone przez służby pod kątem zagrożeń pirotechnicznych i radiacyjnych, teren uznano za bezpieczny i przystąpiono do oględzin.
Śledztwo prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Na miejsce zdarzenia udał się też Prokurator Okręgowy z Lublina, który ma koordynować czynności śledcze. Służby ustalają obecnie, jaki obiekt spadł na pole między Tarnawą-Kolonią a Tokarami.
Do incydentu doszło podczas kolejnego zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę. W związku z aktywnością rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu Dowództwo Operacyjne RSZ podwyższyło gotowość polskiej i sojuszniczej obrony powietrznej oraz poderwało dyżurne myśliwce. W Lublinie i kilku innych miejscowościach uruchomiono syreny alarmowe, które po ustaniu zagrożenia zostały wyłączone.
Dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy podaje, że Rosja użyła podczas nocnego ataku 74 rakiet i 284 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów. Ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła lub unieszkodliwiła 320 celów – 55 rakiet i 265 dronów
Najtragiczniejsze są skutki ataku w obwodzie dniepietrowskim.
„W Krzywym Rogu wróg przeprowadził atak rakietowy na gminę nowopilską. Zniszczone zostały domy prywatne. Zginęło sześć osób, w tym troje dzieci – 6-letnia dziewczynka oraz chłopcy w wieku 11 i 17 lat” – poinformował szef administracji obwodu Oleksandr Hanża.
Rosjanie zaatakowali też m.in. Lwów. W wyniku ataku rakietowego zostało rannych 31 osób, w tym ratownik. Wśród poszkodowanych jest troje dzieci.
Przeczytaj także:
W środę, 29 lipca po południu, premier Tusk spotkał się z prezydentem Zełenskim. Rozmawiali o wynikach wizyty prezydenta Ukrainy w Waszyngtonie, ale także o bezpieczeństwie Ukraińców w Polsce.
W środę przed godz. 17 premier Tusk przed Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim przywitał Wołodymyra Zełenskiego. Jak informowała wcześniej Kancelaria Premiera, tematem rozmów miały być wyniki wizyty prezydenta Zełenskiego w Stanach Zjednoczonych oraz spotkania z prezydentem Donaldem Trumpem. Rozmowy toczyły się za zamkniętymi drzwiami.
Donald Tusk poinformował po spotkaniu, że z prezydentem Zełenskim rozmawiali m.in. o przebiegu rozmów w Waszyngtonie.
„Omówiliśmy także kwestie polskich inwestycji w Ukrainie, współpracy antybalistycznej i wsparcia Ukrainy w jej walce z rosyjskim agresorem” – napisał premier.
Po godz. 19 prezydent Zełenski w mediach społecznościowych napisał, że z Donaldem Tuskiem omówili „wiele kwestii dwustronnych, w tym dialog historyczny między naszymi państwami”.
„Rozmawialiśmy również o współpracy w dziedzinie obronności oraz o kwestiach priorytetowych dla ochrony naszych miast i gmin przed brutalnymi atakami rosyjskimi. Obrona przeciwrakietowa to kluczowy priorytet. Bezpieczeństwo i ochrona Ukrainy to również bezpieczeństwo i ochrona Polski. Nasza współpraca wzmacnia zarówno nasz region, jak i całą Europę”– podkreślił prezydent Zełenski.
Dodał, że omówił z premierem też „wyzwania związane z bezpieczeństwem” obywateli Ukrainy. W ciągu ostatnich tygodni na polskich ulicach coraz częściej dochodzi do aktów agresji i przemocy fizycznej wobec Ukraińców i Ukrainek.
„Ważne jest, aby Ukraińcy, którzy z powodu wojny opuścili swoje domy i znaleźli schronienie w Polsce, czuli się bezpiecznie”– zaznaczył Zełenski.
Ukraiński prezydent wraca z Waszyngtonu, który odwiedzał w związku z pogrzebem senatora Lindseya Grahama, wspieranego Ukrainę w wojnie z Rosją. Graham ponad dwa lata przed śmiercią pracował nad nową ustawą, która przewiduje wprowadzenie ostrych sankcji wobec Rosji oraz Iranu. 28 lipca w amerykańskim Senacie odbyło się pierwsze głosowanie proceduralne w sprawie tej ustawy. Projekt poparło 86 senatorów.
Jak podaje Suspilne, projekt ustawy „Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act of 2026” rozszerza sankcje na rosyjskich wysokich urzędników, oligarchów i członków ich rodzin, banki, instytucje finansowe, osoby zagraniczne i przedsiębiorstwa wspierające rosyjską agresję przeciwko Ukrainie, a także statki tzw. „floty cieni”.
Dokument ten przyznaje również prezydentowi Stanów Zjednoczonych prawo do nakładania ukierunkowanych ceł importowych na państwa, które kupują znaczne ilości rosyjskiej ropy i gazu lub pomagają w obchodzeniu sankcji energetycznych.
Osobno projekt ustawy przewiduje przedłużenie uprawnień sankcyjnych Stanów Zjednoczonych mających na celu ograniczenie finansowania irańskiego sektora energetycznego i obronnego.
Wczoraj, 28 lipca, Zełenski spotkał się też z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Według Zełenskiego podczas spotkania w Białym Domu omawiano kwestie licencji na produkcję pocisków przechwytujących do systemów Patriot, a także inne inicjatywy mogące wzmocnić potencjał obronny Ukrainy. Spotkanie Zełenskiego i Trumpa trwało około godziny. Później sam Trump oświadczył, że rozmowy z prezydentem Ukrainy przebiegły „bardzo dobrze”.
W wywiadzie dla Axios, Zełenski powiedział, że Trump zgodził się przyspieszyć wydawanie licencji na produkcję systemu Patriot. Mimo to, nawet jeśli Ukraina otrzyma licencje, produkcja dużej liczby rakiet przechwytujących zajmie od jednego do pięciu lat.
Zełenski powiedział, że takie terminy są nie do przyjęcia i zaznaczył, że zamierza pozyskać 300 takich rakiet przed kolejną wojenną zima, która według ukraińskich władz ma być jeszcze trudniejsza niż poprzednie właśnie przez braki rakiet do systemów Patriot, które są niezbędne do zestrzeliwania rosyjskich rakiet balistycznych. Trump – wedle Zełenskiego – obiecał, że spróbuje pomóc, ale dał również jasno do zrozumienia, że jest to trudne ze względu na zapotrzebowanie na pociski przechwytujące w wojnie z Iranem.
Według ukraińskiego prezydenta Rosja wykorzystuje od 30 do 40 pocisków balistycznych podczas każdego zmasowanego ataku na Ukrainę. A co miesiąc przeprowadza od trzech do pięciu takich ataków.
Zełenski podkreślił, że aby uzyskać pociski przechwytujące do systemu Patriot, Ukraina jest gotowa podzielić się wszelkimi technologiami wojskowymi lub wiedzą specjalistyczną, których potrzebują Stany Zjednoczone.
Jak pisaliśmy, Trump w związku z udanymi ukraińskimi atakami w głąb Rosji zmienił swój stosunek do Ukrainy i Zełenskiego. Odnotował to też sam Zełenski.
„Nasze stosunki stały się znacznie lepsze i bardziej konstruktywne. Nie są już tak emocjonalne jak wcześniej. Uważam, że to dobrze, że uległy poprawie” – powiedział w wywiadzie dla Axios prezydent Ukrainy.
W Stanach Zjednoczonych Zełenski też spotkał się z zespołem firmy zbrojeniowej Lockheed Martin, która produkuje m.in. systemy ATACMS, HIMARS, samoloty F-16 oraz pociski do systemów Patriot.
„Omówiliśmy dalszy rozwój naszej współpracy – wspólną produkcję i wymianę technologii. Ukraina ma czym się podzielić z tymi, którzy pomagają nam chronić życie. Rozmawialiśmy o naszych wspólnych możliwościach dotyczących systemów Patriot i innych rozwiązań. Nasze zespoły już pracują nad konkretnymi rozwiązaniami, aby jak najszybciej przejść do wspólnej produkcji i zwiększyć nasze możliwości w zakresie ochrony życia” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych.
Polska jest zainteresowana w tym, żeby produkcja pocisków do systemów Patriot odbywała się w Polsce. Mówiła o tym w ubiegły piątek m.in. wiceministra obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka po wizycie w USA. Według wiceministry Polska zaproponowała współpracę w trójkącie, czyli Stany Zjednoczone, Ukraina, ale też Polska, ponieważ „chodzi o zabezpieczenie tej produkcji, żeby odbywała się po prostu w miejscu bezpiecznym”.