Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kraje będą współpracować w ramach unijnego programu SAFE. We wtorek w Ottawie ministrowie obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz i Kanady David McGuinty podpisali odpowiedni list intencyjny. Kanada jest jedynym krajem spoza UE, który dołączył do SAFE.
„Polska i Kanada podpisały kolejne porozumienie, które umożliwi zwiększenie zdolności obronnych pomiędzy naszymi państwami. Będziemy sprzedawać najlepszy polski sprzęt do Kanady” – poinformował wicepremier Kosiniak-Kamysz. Dodał, że Kanada jest ważnym partnerem dla Polski, a współpraca między krajami ma być oparta na bezpieczeństwie, inwestycjach i nowoczesnych technologiach.
Według wicepremiera Kosiniaka-Kamysza do Kanady mają być sprzedawane przede wszystkim polskie drony, w tym FlyEye, Warmate czy systemy Gladius, czyli produkty Grupy WB.
„To jest sprzęt, który stanowi symbol rozwoju polskiej myśli technicznej i przemysłu zbrojeniowego. Mam nadzieję że będzie dobrze służył siłom zbrojnym Kanady” – mówił szef MON.
W ramach współpracy przewidziane też są wspólne ćwiczenia, planowane są polsko-kanadyjskie manewry w Arktyce.
„Polska i Kanada mają dziś wspólne sprawy. Na Łotwie polscy i kanadyjscy żołnierze służą w ramach dowództwa NATO, wzmacniając wschodnią flankę Sojuszu. W gospodarce rośnie wymiana handlowa. Polska eksportuje do Kanady coraz więcej produktów wysokiej jakości od przemysłu i maszyn po technologie i sektor IT, utrzymując wyraźną nadwyżkę handlową” – podsumował wicepremier Kosiniak-Kamysz.
Szef MON poinformował również, że w środę odwiedzi targi obronne CANSEC, gdzie Polska ma status państwa wiodącego w tegorocznej edycji. Podobną rolę Kanada ma pełnić podczas wrześniowych targów MSPO w Kielcach. Wtedy mają zostać podpisane kolejne dokumenty zacisniające współpracę – Memorandum of Understanding o współpracy wojsk obrony cyberprzestrzeni oraz „umowa o gwarancjach obronnych”.
Program SAFE to jeden z najważniejszych programów finansowania europejskich wydatków zbrojeniowych ogłoszonych w ostatnich miesiącach. Celem programu jest zwiększenie europejskich zdolności obronnych oraz rozwój bazy technologiczno-przemysłowej europejskiego sektora obronnego.
„SAFE to fundusz zasilony środkami z emisji europejskich obligacji, czyli europejskiego długu. Środki z funduszu mogą być przeznaczone tylko na realizację wspólnych projektów zbrojeniowych. To największy w historii UE program na rzecz obronności. Opiewa na 150 mld euro” – pisała w OKO.press Paulina Pacuła. Polska w ramach unijnego programu SAFE otrzyma 43,7 mld euro na obronność. To niemal 180 mld złotych.
Przeczytaj także:
W nocy 27 maja Siły Obronne Ukrainy przeprowadziły kilka ataków na terytorium Rosji oraz anektowanym Krymie. Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało, że w ciągu nocy zestrzelono 140 ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych.
O ataku na wojskowe lotnisko „Baltimore” poinformował kanał Astra na Telegramie. Rankiem 27 maja mieszkańcy Woroneża zgłaszali wybuchy i unoszący się nad miastem dym.
„Wczesnym rankiem służby dyżurne obrony przeciwlotniczej wykryły i zniszczyły w przestrzeni powietrznej nad Woroneżem dwa szybkie cele. Według wstępnych informacji nie ma ofiar. Spadające odłamki uszkodziły budynek warsztatu oponiarskiego oraz barak roboczy” – napisał gubernator obwodu woroneskiego Aleksandr Gusiew.
„Militarnyj”, powołując się na kanał na Telegramie AMK Mapping, który przeanalizował dostępne materiały i ustalił lokalizację uderzenia, pisze, że „istnieje przypuszczenie, że atak przeprowadzono przy użyciu lotniczych pocisków manewrujących Storm Shadow”.
„Baltimore” – to lotnisko wojskowe w dzielnicy Radzieckiej w Woroneżu. W bazie stacjonuje 47. pułk lotnictwa bombowego 105. mieszanej dywizji lotniczej. Od 24 lutego 2022 r. lotnisko to jest regularnie wykorzystywane przez Siły Powietrzne Federacji Rosyjskiej do przeprowadzania nalotów na terytorium Ukrainy. Baza ta stanowi główne miejsce stacjonowania rosyjskich myśliwców bombowych Su-34, które regularnie atakują Ukrainę.
Oprócz tego w mediach społecznościowych o wybuchach informowali mieszkańcy Taganrogu, w obwodzie rostowskim. Burmistrz Taganrogu Swietłana Kambulowa w mediach społecznościowych napisała, że podczas odpierania ataku zniszczono rakietę. Dodała, że w wyniku ataku zostało rannych dwóch Rosjan.
„Proszę, nie dajcie się ogarnąć panice i zachowajcie spokój!” – apelowała Kambułowa do mieszkańców.
Jak pisze „Militarnyj”, pod atakiem miał być 325. zakład remontu samolotów. W związku z pełną inwazją Rosji na Ukrainę zakład objęty jest sankcjami wszystkich krajów Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych oraz Ukrainy. Wcześniej zakład ten był pod atakiem w grudniu 2024 roku.
W pobliżu znajduje się również 352. zakład lotniczy. Nie wiadomo na razie, czy zakłady zostały uszkodzone.
Astra też informuje, że po raz piąty tej wiosny atakem została dotknięta rafineria w Tuapse w Kraju Krasnodarskim – jedna z eksplozji tej nocy miała miejsce w okolicy zakładu. Nie wiadomo, czy ucierpiała sama rafineria.
Pierwszy atak na park zbiorników w Tuapse miał miejsce 16 kwietnia, drugi – 20 kwietnia. Jak donosiły kanały na Telegramie, po ataku dronów na akwatorze Morza Czarnego pojawiła się plama ropy o powierzchni sięgającej 10 tysięcy metrów kwadratowych, a z nieba spadały „ropne deszcze”. Kolejne ukraińskie ataki na Tuapse miały miejsce w nocy z 28 kwietnia oraz na 1 maja.
Wiadomo również o wybuchach na okupowanym Krymie. Michaił Razwożajew, okupacyjny gubernator Krymu poinformował, że w Sewastopolu „rakieta uderzyła w budynek Południowego Oddziału Banku Centralnego”, w wyniku czego płonie dach, a także uszkodzony został budynek administracyjny w okolicy ulicy Gogola. Jednak „Ukraińska Prawda”, powołując się na kanał „Krymski Wiatr” podaje, że przy tej ulicy znajduje się sztab Sił Powietrznych Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej, który po zniszczeniu głównego sztabu Floty Czarnomorskiej Rosjanie wykorzystują jako siedzibę głównego organu dowodzenia.
Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało, że w ciągu nocy zestrzelono 140 ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych nad regionami Federacji Rosyjskiej, anektowanym Krymem oraz nad Morzem Azowskim i Morzem Czarnym.
Ukraina w coraz większym stopniu przenosi działania wojenne na terytorium Rosji. Atakuje infrastrukturę zasilającą wojnę: magazyny wojskowe, sieci transportowe, instalacje naftowe (bo one finansują wojnę), zakłady pracujące dla wojska.
„Ukraina nie tylko cierpi, ale potrafi zadawać bolesne ciosy w odpowiedzi” – mówił w wywiadzie OKO.press Wadym Kusznikow, ukraiński ekspert wojskowy, dyrektor wykonawczy Centrum Informacyjno-Analitycznego „Militarnyj”. Jak wyjaśniał ekspert Ukraina szczegółowo przygotowuje się do misji i jej ataki są coraz bardziej skuteczne. Według Kusznikowa to nie są po prostu wybuchy, które spowodują wybicie szyb w sąsiednich budynkach, a „ważny element ogólnych działań mających na celu osłabienie potencjału militarnego lub gospodarczego Rosji”.
Przeczytaj także:
W nocy były też rosyjskie ataki na Ukrainę. Od wieczora 26 maja Rosjanie zaatakowali Ukrainę 163 dronami bojowymi. Ukraińskie siły Obronne zneutralizowały 150 dronów, ale 8 z nich osiągnęło cel. Rosyjskie drony masowo atakowały m.in. Czernihów, obwód dnipropetrowski, gdzie wkutek ostrzału obrażenia odniosło sześć osób, w tym 17-letni chłopiec.
Przeczytaj także:
Policja zatrzymała podejrzanych w sprawie fałszywych alarmów w siedzibie TV Republika i na posesji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. To dwudziestolatkowie, którzy wcześniej wchodzili już w konflikt z prawem.
We wtorek wieczorem, 26 maja, prokuratura wystąpiła do warszawskiego sądu z wnioskami o tymczasowe aresztowanie dwóch osób. Jak ustalili reporterzy TVN24, Maciej Duda i Robert Zieliński, chodzi o fałszywe alarmy, które dotyczyły posesji Jarosława Kaczyńskiego oraz siedziby Telewizji Republika. Do środy rano sąd zgodził się już na zastosowanie aresztu wobec jednego z zatrzymanych. Drugi wniosek był w trakcie rozpatrywania.
Może to oznaczać, że policja ustaliła sprawców fałszywych alarmów. TVN24 poinformowało również, że policja prawdopodobnie wie już także, kim są osoby odpowiedzialne za fałszywe zgłoszenie dotyczące mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego.
Na tym etapie żadne informacje nie wskazują na to, by za alarmami miały stać rosyjskie służby.
AKTUALIZACJA: W środę rano, 27 maja, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński poinformował na antenie TVN24, że zatrzymano trzy osoby. Są to dwudziestolatkowie, którzy mieli już wcześniej kłopoty z prawem. Zapowiedział, że będą kolejne przesłuchania i zatrzymania w tej sprawie. Zapewnił również, że „namierzona zostanie osoba, która stoi za fałszywym alarmem, jeśli chodzi o matkę prezydenta.”
Jak podało 18 maja Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, między 10 a 15 maja doszło do dwunastu interwencji funkcjonariuszy policji, w związku z fałszywymi – jak się później okazało – zgłoszeniami. Zgłaszający informowali o podłożeniu ładunków wybuchowych albo o różnych sytuacjach, związanych z zagrożeniem życia lub zdrowia osób przebywających pod podawanym przez oszustów adresem.
Część tych zgłoszeń dotyczyła nieruchomości osób publicznych. Policja weszła między innymi do mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza. Oszuści zgłaszali, że pod tym adresem zagrożone jest życie dziecka. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
Policja interweniowała także przy posesji Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie, o czym poinformował rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Tym razem fałszywe zgłoszenie miało dotyczyć podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie obok domu prezesa PiS.
Z kolei 23 maja wieczorem doszło do interwencji w domu matki prezydenta Karola Nawrockiego. Jej mieszkanie nie było objęte ochroną SOP, dlatego straż pożarna, która otrzymała informację o pożarze pod wskazanym adresem, nie wiedziała, że chodzi o mieszkanie rodziny prezydenta Polski. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, stwierdzili, że nie widać zagrożenia pożarowego. Wtedy dostali drugie zgłoszenie – o zagrożeniu życia osoby, znajdującej się w mieszkaniu. Strażacy weszli więc do lokalu siłowo. Jednak mieszkanie okazało się puste.
Po fałszywym alarmie w mieszkaniu matki prezydenta w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. A w niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał odprawę. Po niej służby poinformowały, że ustalą sprawców w ciągu kilkudziesięciu godzin.
Mimo to jeszcze po południu we wtorek, 26 maja, policja nie przekazywała żadnych informacji o postępach w śledztwie. Informacje o zatrzymaniach pojawiły się dopiero wieczorem. Przez cały ten czas mnożyły się polityczne oskarżenia wobec służb i rządu. Tak się bowiem złożyło, że osoby publiczne, zaatakowane przez oszustów, były związane z PiS.
Pojawiały się też sugestie, że fałszywe alarmy mogą być elementem rosyjskiej wojny hybrydowej z Zachodem. Na razie nie ma jednak dowodów, potwierdzających taką hipotezę.
Przeczytaj także:
Rosja zapowiada, że zwróci się do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ, bo Estonia, Łotwa i Litwa „odmawiają zakończenia polityki ograniczania praw Rosjan”. To scenariusz znany z Ukrainy
25 maja rosyjski MSZ zapowiedział złożenie skargi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ przeciwko Łotwie, Litwie i Estonii, oskarżając je o „dyskryminację Rosjan”, ograniczanie użycia języka rosyjskiego i prześladowanie osób o prorosyjskich poglądach. Kreml od lat wykorzystuje narrację o rusofobii i ochronie rosyjskojęzycznej ludności jako narzędzie presji wobec sąsiadów. Tak samo było w przypadku Ukrainy.
Kraje bałtyckie odrzucają stanowisko Moskwy, wskazując, że ich polityka językowa jest zgodna z prawem europejskim i ma na celu ochronę języków narodowych. Zaostrzenie przepisów dotyczących używania języka rosyjskiego jest motywowana względami bezpieczeństwa. Chodzi o ograniczenie wpływów Kremla po rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie.
„Nie jest to nic nowego – jest to część stałego schematu zachowań Rosji, kontynuacja kampanii dezinformacyjnej przeciwko krajom bałtyckim” – przekazał Margus Tsahkna, szef estońskiej dyplomacji w rozmowie z The Kyiv Independent. „Te oszczerstwa są rozpowszechniane w celu odwrócenia uwagi od naruszeń popełnianych przez samą Rosję, takich jak obecne brutalne ataki na ukraińskie cele cywilne” – dodał Tsahkna.
Podobne stanowisko zajęły Łotwa i Litwa, podkreślając, że to prowokacja — Rosja rażąco lekceważy prawo międzynarodowe, żeby realizować agresywną, kolonialną politykę zagraniczną.
Ochrona rosyjskojęzycznej ludności była pretekstem do wywołania wojny w Ukrainie. Dziś to kraje bałtyckie znajdują się pod ogromną presją Moskwy. Choć według ekspertów Rosja nie ma zasobów militarnych do pełnej konfrontacji z NATO, to wiele zachodnich wywiadów ostrzega przed możliwą prowokacją, której celem może być wystawienie jedności NATO na próbę.
Kreml już dziś angażuje się w rozbudowę baz przy granicy z Finlandią, a także działania hybrydowe — zakłócanie sygnałów GPS, sabotaż, czy prowokacje w przestrzeni powietrznej (np. testowanie systemów bezpieczeństwa za pomocą przekierowywanie ukraińskich bezzałogowców w przestrzeń powietrzną Litwy, Łotwy i Estonii).
Co więcej, 13 maja rosyjska Duma przyjęła ustawę rozszerzającą uprawnienia Władimira Putina do użycia armii poza granicami kraju — pod pretekstem ochrony obywateli Federacji Rosyjskiej przed „bezprawnym ściganiem” przez zagraniczne sądy i instytucje międzynarodowe.
Przeczytaj także:
Rosja zwiększyła możliwości zaburzania sygnałów GPS z obwodu królewieckiego – twierdzi litewski regulator łączności
Według Dariusa Kuliesiusa, wiceprezesa litewskiego regulatora łączności, Rosja znacząco zwiększyła liczbę anten służących do zakłócania sygnałów GPS w obwodzie królewieckim. Problemem jest przede wszystkim nadawanie fałszywych danych geolokalizacyjnych (spoofing). Powoduje on błędne odczyty w systemach pozycjonowania, co może doprowadzić do katastrofy.
Według litewskiego regulatora na początku 2025 roku Rosja posiadała trzy takie urządzenia w obwodzie królewieckim. Dziś ma ich 36, a ich zasięg wynosi 450 km. Analizy zakłóceń w transmisjach wskazują, że w polu rażenia rosyjskich służb mogą znajdować się nie tylko Estonia, Łotwa i Litwa, ale także większość Polski oraz część Finlandii, Szwecji, Białorusi, a także Morze Bałtyckie.
„Sporadyczne zakłócenia zaczęły się podczas szczytu NATO w Wilnie w 2023 r. Teraz rozbudowali infrastrukturę, a ingerencja stała się systemową, permanentną, niekończącą się rosyjską prowokacją przeciwko bezpieczeństwu europejskiemu” – mówił Kuliesius, cytowany przez Reutersa.
Sygnały nawigacyjne są celem rosyjskiego ataku hybrydowego od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Część anten zamontowana jest np. w okolicach Murmańska, na północy Rosji, blisko granicy z Finlandią. Rosjanie stosują dwie podstawowe techniki zakłócania Globalnego Systemu Nawigacji Satelitarnej (GNSS):
Od początku wojny tysiące samolotów i statków doświadczyło problemów z systemami nawigacyjnymi, skutkującymi odwoływaniem lotów, zamykaniem lotnisk, czy zbaczaniem z kursu (to głównie dotyczy statków handlowych).
W sierpniu 2025 r. samolot, którym podróżowała do Bułgarii szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, doświadczył zagłuszania sygnału GPS. Miesiąc później podobny incydent wydarzył się, gdy hiszpański samolot wojskowy z ministrą obrony Margaritą Robles na pokładzie znalazł się w pobliżu obwodu królewieckiego.
Większość maszyn i lotnisk dysponuje jednak dodatkowymi systemami lokalizacji, co zabezpiecza loty pasażerskie. W 2024 roku linie lotnicze Finnair były zmuszone zawiesić loty do Tartu w Estonii z powodu braku alternatywnych systemów podejścia do lądowania.
Rosja w przeszłości zaprzeczała podobnym oskarżeniom.
Przeczytaj także: