Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent Ukrainy prosi sojuszników o nowe dostawy broni przeciwlotniczej. Tymczasem Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe opóźnianie naprawy rurociągu zniszczonego przez Rosjan
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że w atakach przeprowadzonych w nocy z soboty na niedzielę 22 lutego Rosja użyła 297 dronów i około 50 pocisków rakietowych. Zełenski podkreślił, że „znaczna część” dronów i rakiet została zestrzelona, zarazem jednak powtórzył apel do sojuszników z Zachodu o nowe dostawy broni przeciwlotniczej – w tym przede wszystkim pocisków do wyrzutni Patriot.
"Moskwa nadal inwestuje w ataki więcej niż w dyplomację. Tym razem rosyjskie cele obejmowały nie tylko obiekty energetyczne, ale także logistykę, w szczególności infrastrukturę kolejową i miejską infrastrukturę wodociągową” – mówił Zełenski.
Rosjanie prowadzili przez całą zimę znaną już z poprzednich lat wojny kampanię ataków wymierzonych w infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Była ona wyjątkowo dotkliwa nie tylko ze względu na nienotowane od lat mrozy, lecz także z powodu swej skuteczności. W najgorszych momentach kampanii w samym tylko Kijowie pozostawało bez ogrzewania około pół miliona osób.
W poniedziałek 23 lutego ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej mają rozmawiać w Brukseli o kolejnym pakiecie sankcji wobec Rosji. Tymczasem blokadą nowych sankcji grożą Węgry i Słowacja. Oba kraje żądają od Ukrainy wznowienia dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń”, który został poważnie uszkodzony na skutek rosyjskich nalotów. Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe opóźnianie napraw. "„Dopóki Ukraińcy nie wznowią dostaw ropy na Węgry, nie pozwolimy na zatwierdzenie ważnych dla nich decyzji” – ogłosił minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó. Z kolei premier Słowacji Robert Fico grozi, że jego kraj wstrzyma awaryjne dostawy prądu na Ukrainę, które mają bardzo istotne znaczenie po rosyjskich atakach na infrastrukturę energetyczną broniącego się kraju.
Agenci Secret Service zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej posiadłości Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie
Amerykańska Secret Service – czyli służba zajmująca się ochroną najwyższych urzędników USA – poinformowała, że jej agencji zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej rezydencji Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie. Nazwisko zastrzelonego nie zostało ujawnione, wiadomo jednak, że miał około 20 lat i pochodził z Karoliny Północnej. Mężczyzna miał zostać zaobserwowany w pobliżu północnej bramy posiadłości Trumpa. Miał trzymać „coś w rodzaju strzelby i kanistra na benzynę”, a następnie próbować wjechać samochodem na teren rezydencji, korzystając z momentu, w którym inny samochód z niej wyjeżdżał. To wtedy agenci Secret Service otworzyli do niego ogień. Miało to miejsce około 1 w nocy lokalnego czasu.
Donalda Trumpa nie było w trakcie tych zdarzeń na Florydzie. Przebywał w Białym Domu.
Śledczy pracują obecnie nad sporządzeniem profilu psychologicznego zastrzelonego i ustaleniem motywów, dla których próbował się dostać do rezydencji Donalda Trumpa.
W lipcu 2024 roku Donald Trump został niegroźnie ranny w ucho w wyniku próby zamachu na niego dokonanej w trakcie kampanijnego wiecu w Butler w stanie Pensylwania. Z rąk zamachowca zginęlo dwoje postronnych uczestników spotkania z kandydatem na prezydenta USA. Zamachowiec zginął zastrzelony przez snajpera Secret Service.
We wrześniu tego samego roku Secret Service zatrzymało uzbrojonego w karabin mężczyznę, który czekał w pobliżu pola golfowego Trumpa w West Palm Beach, podczas gdy prezydent grał w golfa. Z obserwacji wynikało, że celował z broni w kierunku pola golfowego. Z kolei w jego samochodzie znaleziono notatkę, w której napisał, że zamierza zabić byłego prezydenta oraz odręcznie napisaną listę dat i miejsc, w których miał się pojawić Trump. Mężczyzna został przed miesiącem skazany na dożywocie.
Donald Trump szuka nowych podstaw prawnych do prowadzenia wojen celnych. Na razie ogłosił, że podnosi ogólnoświatowe cła na import do Stanów Zjednoczonych do 15 proc. na podstawie ustawy sprzed 52 lat
Po decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego, który orzekł 2o lutego, że Donald Trump nie ma prawa ustalać nowych taryf celnych bez zgody Kongresu, prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił szukać nowych podstaw prawnych do wprowadzania ceł. Trump postanowił posłużyć się przepisami ustawy o handlu z 1974 roku – które nigdy dotąd nie zostały zastosowane. Pozwalają one prezydentowi nałożyć podatek w wysokości do 15 procent na nie więcej niż 150 dni. Jeszcze w piątek 20 lutego Trump ogłosił, że właśnie na tej podstawie wprowadza cła w wysokości 10 proc. na wszystkie towary sprowadzane do USA.
Następnego dnia (w Polsce była to już noc z 21 na 22 lutego) Trump podbił stawkę. „Ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, natychmiast podniosę ogólnoświatowe cła w wysokości 10 proc. dla krajów, z których wiele od dziesięcioleci «oszukiwało» Stany Zjednoczone bez żadnych kar (do czasu mojego pojawienia się!), do w pełni dozwolonego i prawnie sprawdzonego poziomu 15 proc" – napisał na swej platformie internetowej Truth Social.
Z komunikatów Białego Domu można pośrednio wywnioskować, że nowe cła mają zacząć obowiązywać od wtorku 24 lutego.
Nowe posunięcia Trumpa to reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który w piątek 21 lutego orzekł, że prezydent USA nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych na podstawie International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku.
Chodziło o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku. Za wczorajszym wyrokiem zagłosowało sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. To cios dla Trumpa, bowiem w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość w stosunku 6-3 mają konserwatywni sędziowie powołani przez republikańskich prezydentów. Trójka z nich została powołana przez obecnego prezydenta. Mimo tego, większość członków Sądu Najwyższego uznała, że prowadząc swoją politykę celną Trump poważnie naruszył prawo.
Wyrok Sądu Najwyższego oznacza, że firmy, które musiały płacić cła, mogą teraz domagać się zwrotu środków. A w skali całej amerykańskiej gospodarki to ogromne środki – szacunki mówią, że dotychczas cła wygenerowały około 130 mld dolarów.
14 państw arabskich i islamskich wraz z Organizacją Współpracy Islamskiej, Ligą Arabską i Radą Współpracy Zatoki Perskiej potępiło sugestię ambasadora USA w Izraelu, jakoby ten ostatni kraj miał „biblijne prawo” do większości terytoriów Bliskiego Wschodu
Świat islamski i arabski bardzo ostro zareagował na wypowiedzi ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu Mike'a Huckabeego sugerujące, jakoby Izrael miał „biblijne prawo” do terytoriów należących m.in. do Egiptu, Jordanii, Libanu, Syrii i Iraku.
Oświadczenie przygotowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostało podpisane przez ZEA, Egipt, Jordanię, Indonezję, Pakistan, Turcję, Arabię Saudyjską, Katar, Kuwejt, Oman, Bahrajn, Liban, Syrię i Państwo Palestyna, a także Organizację Współpracy Islamskiej, Ligę Arabską i Radę Współpracy Zatoki Perskiej.
Sygnatariusze oświadczenia podkreślają, że komentarze ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu są są sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i wysiłkami na rzecz deeskalacji wojny w Strefie Gazy oraz przybliżenia perspektywy politycznej na rzecz kompleksowego rozwiązania.
Ambasador USA w Tel Awiwie Mike Huckabee wystąpił w ostatni piątek (20 lutego) w podcaście skrajnie prawicowego amerykańskiego publicysty Tuckera Carlsona. Carlson oczekiwał od Huckabeego m.in. egzegezy biblijnego wersetu, z którego izrelscy radykałowie wywodzą czasem rzekome prawo swojego kraju do wszystkich terenów rozciągających się między Nilem w Egipcie a Eufratem w Syrii i Iraku – a zatem do obszaru stanowiącego znaczną część całego Bliskiego Wschodu. Chodzi o werset, w którym Bóg obiecał Abrahamowi, że lud Izraela otrzyma od niego tereny "od wadi w Egipcie aż do wielkiej rzeki, Eufratu – ziemię Kenitów, Kenizytów, Kadmonitów, Hetytów, Peryzzytów, Refaitów, Amorytów, Kananejczyków, Girgaszytów i Jebusytów”.
„Byłoby dobrze, gdyby zabrali wszystko” – wypalił w odpowiedzi Huckabee. W dalszej części podcastu amerykański ambasador w Izraelu usiłował nieco złagodzić wymowę swojej wypowiedzi, podkreślając, że Izrael wcale „nie prosił o zabranie wszystkiego” i zaznaczając, ze „było to w pewnym sensie przesadzone twierdzenie”.
Huckabee jest byłym pastorem radykalnego odłamu kościoła babtystycznego znanym z publicznego pochwalania polityki Izraela prowadzonej przez rząd Benjamina Netanjahu.
We Lwowie w wyniku eksplozji dwóch ładunków wybuchowych zginęła 1 osoba a 15 zostało rannych. Kijów i kilka innych miast Ukrainy były natomiast celami rosyjskich ataków dronowo-rakietowych
Mer Lwowa Andrij Sadowy poinformował, że w nocy z soboty na niedzielę 22 lutego w mieście doszło do ataku terrorystycznego. W jego wyniku zginęła młoda policjantka, 15 innych osób trafiło do szpitali.
"Według informacji operacyjnej na numer 102 wpłynęło zgłoszenie o włamaniu do sklepu przy ul. Daniliszyna 20 we Lwowie. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policyjnego patrolu doszło do wybuchu. Po przybyciu drugiej załogi nastąpiła kolejna eksplozja. Wstępnie ustalono, że zginęła 23-letnia policjantka. Uszkodzony jest samochód patrolowy, a także pojazd cywilny. Liczba poszkodowanych jest ustalana. Na miejsce zdarzenia skierowano karetki pogotowia ratunkowego, pracuje grupa śledcza. Prokuratorzy na miejscu zabezpieczają dowody popełnienia przestępstwa” – tak opisuje przebieg zdarzeń lwowska Prokuratura Regionalna.
Około południa władze poinformowały, że zatrzymano domniemaną sprawczynię zamachu. Nie są jeszcze publicznie znane jej motywy ani tożsamość.
Tej samej nocy Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak dronowo-rakietowy na stolicę i inne duże miasta Ukrainy. W Kijowie w wyniku nalotu doszło do pożaru mieszkalnego wieżowca, z kolei na przedmieściach stolicy ranni zostali kobieta i dziecko. Eksplozje słychać było również w Mikołajowie, Kropywnyckim i Połtawie – brak doniesień o ofiarach. W trakcie rosyjskiego nalotu na Ukrainę poderwane zostały polskie myśliwce. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że nie doszło do naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej.