0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

Co wleciało w polską przestrzeń powietrzną? Tym razem to tylko duże stado ptaków

Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych sprawdzało dziś incydent na Lubelszczyźnie. Systemy radiolokacyjne zareagowały na duże stado ptaków. Jak przekonywali wojskowi, to nic nadzwyczajnego, czasem także anomalia pogodowe dają błędne odczyty.

Co się wydarzyło

W niedzielę 6 września po południu Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych (DORSZ) poinformowało o potencjalnym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej. Niezidentyfikowany obiekt nadleciał z Białorusi. Do analizy sytuacji wysłano wojskowy śmigłowiec.

Jak poinformował rzecznik prasowy DORSZ, zgłoszenie dotyczyło województwa lubelskiego. „Prowadzone działania mają na celu potwierdzenie charakteru zarejestrowanego obiektu oraz wykluczenie m.in. możliwości, że zarejestrowany sygnał był efektem zjawisk lub anomalii meteorologicznych. Informujemy jednocześnie, że w ostatnich godzinach nie obserwowano aktywności lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej związanej z uderzeniami na cele znajdujące się na terytorium Ukrainy” – czytaliśmy w niedzielę po godzinie 13:00.

W kolejnym komunikacie DORSZ poinformowało o zakończeniu działań rozpoznawczych, które ze względu na złe warunki pogodowe, trwały w sumie ponad dwie godziny. Okazało się, że do naruszenia bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej nie doszło i tym razem systemy radiolokacyjne zaalarmowały zwierzęta. „Ich przyczyną było duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej” – przekazało wojsko.

Jaki jest kontekst

Od czterech lat naruszenie polskiej przestrzeni publicznej nie jest sytuacją abstrakcyjną. Incydenty nie zawsze są prowokacjami, ale odpryskiem toczącej się za wschodnią granicą wojny z Ukrainą. Do pierwszego poważniejszego incydentu doszło 15 listopada 2022 w Przewodowie. Podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na ukraińską energetykę w miejscowości położonej ok. 6 km od granicy eksplodował pocisk. Zginęło dwóch obywateli Polski. Do zdarzenia doszło najprawdopodobniej w wyniku usterki technicznej pocisku przeciwlotnicznego 5W55 systemu S-300, który wystrzeliło ukraińskie wojsko, broniące się przed rosyjskim atakiem.

Skalę zagrożenia zmieniła popularyzacja dronów. Od 2025 roku znacznie wzrosła też liczba prowokacji. W nocy z 19 na 20 sierpnia 2025 w Osinach na Lubelszczyźnie spadł rosyjski dron z niewielkim ładunkiem samolikwidującym. Eksplozja wybiła szyby w budynkach, ale nikt nie został ranny. Najbardziej spektakularnym przykładem prowokacji jest jednak sytuacja z września 2025 roku, gdy polską przestrzeń powietrzną naruszyło aż 19 rosyjskich dronów. Wówczas w bojowej akcji zwalczania zagrożenia udział wzięły polskie myśliwce F-16, włoski samolot wczesnego ostrzegania, natowski tankowiec i niemieckie baterie Patriot.

Od miesięcy mówi się o tym, że Rosja przygotowuje prowokację, która ma przetestować sposób działania sił NATO w wyniku zagrożenia. Mowa o ataku na kraje bałtyckie – Litwę, Łotwę, Estonię – lub Polskę.

„Póki co to jest straszenie, wojna psychologiczna — mówił w niedawnej rozmowie z OKO.press ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Marek Menkiszak. – Ale jeśli będzie nieskuteczna, a Kreml postrzegać będzie Zachód jako osłabiony, podzielony i niegotowy do czynnego oporu, to może zaryzykować spełnienie części gróźb”.

To, że Rosja może spróbować zniszczyć Sojusz przy pomocy hybrydowego ataku, analizują wojskowi od wielu miesięcy. Więcej o potencjalnych scenariuszach można przeczytać w tekście Pauliny Pacuły:

Przeczytaj także: