0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

44 minuty temu

Prawa autorskie: SPENCER PLATT / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP)SPENCER PLATT / GETT...

Uniwersytet Cornella zakazuje imprez w bractwach studenckich

„Nie ulega wątpliwości, że kobiety na naszym kampusie nadal zadają sobie pytanie, czy są bezpieczne. Musimy na to odpowiedzieć przyznając, gdzie zawiedliśmy, i podejmując konkretne działania” – oświadczył rektor uczelni Michael I. Kotlikoff w związku z oskarżeniami o zbiorowy gwałt podczas imprezy jednego z bractw.

Co się wydarzyło?

Uniwersytet Cornella w stanie Nowy Jork podejmuje działania w związku z oskarżeniami byłej studentki. Kobieta, która ze względu na ochronę prywatności występuje jako Jane Doe, twierdzi, że w październiku 2024 r. podczas imprezy zorganizowanej przez uczelniane bractwo Chi Phi została odurzona narkotykami i zbiorowo zgwałcona. W ubiegłym miesiącu wniosła pozew cywilny przeciwko kilku podmiotom i osobom, w tym uniwersytetowi, bractwu Chi Phi, żeńskiemu stowarzyszeniu studenckiemu Tri Delta, do którego należała, oraz siedmiu byłym członkom Chi Phi – donosi stacja NBC News.

13 października 2026 r. rektor uczelni Michael I. Kotlikoff ogłosił, że w związku z toczącym się śledztwem uczelnia zakazuje organizacji jakichkolwiek imprez i wydarzeń w bractwach przez cały rok akademicki. Według Kotlikoffa, to „pierwsze kroki w kierunku systemowych zmian na uczelni”.

„Podejmiemy wszelkie niezbędne działania, aby wyeliminować okoliczności, które doprowadziły do doświadczeń Jane Doe, a także innych osób, które doświadczyły przemocy seksualnej” – oświadczył Kotlikoff w komunikacie opublikowanym na stronie uniwersytetu. „Nie ulega wątpliwości, że kobiety na naszym kampusie nadal zadają sobie pytanie, czy są bezpieczne. Musimy na to odpowiedzieć przyznając, gdzie zawiedliśmy, i podejmując konkretne działania” – napisał rektor.

Uczelnia poinformowała również, że zatrudni „doświadczonych śledczych specjalizujących się w sprawach karnych, przeszkolonych w zakresie pracy z osobami po traumatycznych doświadczeniach”, którzy przeanalizują zgłoszenia dotyczące przemocy seksualnej na kampusie – informuje NBC News.

Jaki jest kontekst?

Jak na łamach OKO.press pisała Agata Czarnacka, sprawa dotyczy wydarzeń z nocy z 19 na 20 października 2024 roku. Studentka Uniwersytetu Cornella, występująca pod pseudonimem Jane Doe, twierdzi, że została zbiorowo zgwałcona przez siedmiu członków bractwa studenckiego Chi Phi.

Według jej relacji podczas imprezy podano jej alkohol, ketaminę i marihuanę. Kobieta utrzymuje, że była w stanie uniemożliwiającym świadome wyrażenie zgody na kontakty seksualne. Jeden z członków bractwa miał napisać na grupie na Snapchacie, że na piętrze znajduje się kobieta dostępna do seksu. Wiadomości te znalazły się w materiałach dołączonych do pozwu.

Studentka zgłosiła sprawę policji uniwersyteckiej w listopadzie 2024 roku. Jednak jej liczące 120 stron zeznania zostały streszczone na sześciu stronach. W streszczeniu pominięto m.in. jednoznaczne stwierdzenia kobiety, że doszło do gwałtu. Na podstawie przekazanych materiałów lokalny prokurator zdecydował o niewnoszeniu zarzutów karnych.

Uczelnia przeprowadziła własne postępowanie. Dwóch studentów wydalono, a jednemu, który zdążył ukończyć studia, zakazano wstępu na kampus przez trzy lata. Pozostali otrzymali łagodniejsze sankcje. Przy ich wymierzaniu uwzględniono jako okoliczność łagodzącą napisanie przez studentów esejów dotyczących molestowania seksualnego.

Po tym jak sprawa została nagłośniona po złożeniu przez kobietę pozwów na uniwersytecie rozpoczęły się protesty. 6 października kilkuset studentów demonstrowało na kampusie Cornella, zarzucając władzom uczelni niewłaściwe reagowanie na przemoc seksualną. Protesty odbyły się również w innych amerykańskich miastach. Uczestnicy domagali się nie tylko rozliczenia sprawy Jane Doe, ale także zmian w funkcjonowaniu bractw studenckich.

W związku z doniesieniami o nieprawidłowościach gubernatorka stanu Nowy Jork Kathy Hochul powierzyła dalsze prowadzenie sprawy stanowej prokurator generalnej Letitii James. Uniwersytet zlecił natomiast niezależną ocenę swoich procedur reagowania na przemoc seksualną.

Przeczytaj także: