Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W niedzielę tysiące Czechów protestowały przeciwko zmianom w finansowaniu mediów publicznych, przepchniętych w niespodziewanym, nocnym głosowaniu. Według protestujących, populistyczny rząd miliardera Andreja Babiša, wspierany przez skrajnie prawicową SPD, chce uderzyć w niezależność mediów
Czeski rząd chce zmienić sposób finansowania mediów publicznych. Zamiast miesięcznego abonamentu radiowo-telewizyjnego w wysokości 205 koron (ok. 9,45 dol.), czeskie radio i telewizja miałyby być finansowane bezpośrednio z budżetu państwa.
Rząd argumentuje, że ta zmiana ma na celu odciążenie gospodarstw domowych. Jednak wielu Czechów nie daje temu wiary. Po pierwsze dlatego, że rząd premiera Andreja Babiša często wchodzi w konflikt zarówno z mediami publicznymi i prywatnymi. Zmiana finansowania i uzależnienie mediów publicznych od pieniędzy z budżetu, zdaniem wielu może doprowadzić do nacisków politycznych na nadawców.
Po drugie, niepokój wywołuje również tryb, w jakim zmiany są przeprowadzane. Rząd bowiem zgłosił wniosek o zmianę modelu finansowania mediów publicznych poza ustalonym porządkiem obrad w niższej izbie parlamentu. Stało się to w piątek 24 października. Tomio Okamura ze skrajnie prawicowej partii SPD, który prowadził obrady, ograniczył debatę na ten temat i wyznaczył głosowanie na godzinę 4.36 rano w sobotę.
Koalicja rządzącą posiadająca większość w sobotę nad ranem skierowała projekt do dalszych prac w komisjach parlamentarnych. Dodajmy, że poza źródłem finansowania projekt zmienia też jego poziom – zgodnie z nim media publiczne w Czechach już od przyszłego roku mogłyby otrzymywać na działalność o 15 proc. mniej środków.
To wywołało wściekłość i wyprowadziło Czechów na ulice. Mniejsze protesty wybuchły już w piątek po nieoczekiwanym wprowadzeniu ustawy do porządku obrad. W niedzielę 25 października przeciwko zmianom w finansowaniu mediów protestowały na Rynku Starego Miasta w Pradze już tysiące ludzi.
„Panie Babis... Panie Okamura, nikt w tym kraju nie wierzy, że pańskie intencje były czyste”
– powiedział w niedzielę cytowany przez agencję Reuters Mikulas Minar, lider protestu, krytykując nocne głosowanie.
Do zgromadzonych na rynku Czechów mówił: „(Ten protest) jest jasnym sygnałem dla tego rządu: tym razem naprawdę posunęliście się za daleko”. Protestujący wykrzykiwali hasła: „Rezygnacja” i „Mamy już dość”.
„Nie ma żadnej wojny o niezależne media” – napisał na Facebooku jeszcze w piątek późnym wieczorem premier Andrej Babiš.
„Nie toczy się żadna walka o demokrację, nie przygotowuje się też żadnej nacjonalizacji mediów” – zapewniał.
Jednak jego rząd wspierany przez SPD wielokrotnie zarzucał niektórym redakcjom brak obiektywizmu w relacjonowaniu polityki. Czeskie partie opozycyjne porównują zmiany forsowane przez rząd do kroków Orbána na Węgrzech, które ostatecznie doprowadziły do rozbudowania sektora mediów sprzyjających władzy.
Jak podaje Reuters, jeszcze w piątek Europejska Unia Nadawców, wraz z 15 innymi grupami, w tym innymi nadawcami publicznymi oraz Reporterami bez Granic, zaapelowała o więcej debaty i zniesienie wszelkich środków zagrażających stabilności finansowej nadawców.
Natomiast prezydent Czech Petr Pavel zaapelował o większą kontrolę ze strony ekspertów.
„Czechy należą do nielicznych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w których system administracji publicznej i mediów prywatnych funkcjonuje bardzo dobrze” – powiedział w sobotę w programie X.
Reuters podkreśla, że publiczna Czeska Telewizja jest najchętniej oglądanym nadawcą w kraju we wszystkich głównych grupach wiekowych. Według badania Reuters Institute z 2025 roku, media publiczne należą do najbardziej wiarygodnych źródeł informacji w tym kraju.
Pracownicy Czeskiego Radia i Czeskiej Telewizji zapowiedzieli na 3 listopada strajk generalny.
Przeczytaj także: