Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

21:39 03-03-2026

Prawa autorskie: AP Photo/Vahid Salemi, FileAP Photo/Vahid Salem...

Iran International: syn Alego Chameneiego, Modżtaba, wybrany nowym Najwyższym Przywódcą

Medium z siedzibą w Wielkiej Brytanii na razie jako jedyne podaje taką informację

Co się wydarzyło

„Irańskie Zgromadzenie Ekspertów wybrało syna Alego Chameneiego, Modżtabę, jako nowego Najwyższego Przywódcę Iranu pod presją ze strony Gwardii Rewolucyjnej – przekazały dobrze poinformowane źródła” – pisze Iran International. To założone w 2017 roku medium z siedzibą w Wielkiej Brytanii.

Na razie żadne inne źródło nie potwierdza tej informacji.

Na temat wyborów kolejnego irańskiego przywódcy otrzymywaliśmy dziś sprzeczne informacje. Wybór miał się dokonać niedługo, później irańska agencja prasowa Fars podawała, że ostatnie zebranie Zgromadzenia Ekspertów może zostać przesunięte na po pogrzebie Alego Chameneiego.

W związku z tym, że Iran International jest jedynym medium, które podaje tę informację, trzeba brać ją z dużą dozą dystansu. Wypuszczenie takiej informacji przez osoby bliskie procesowi wyboru przywódcy może być wyrazem walki frakcji wewnątrz Zgromadzenia Ekspertów.

Izrael próbował dziś zakłócić proces wyboru, uderzając w budynek Zgromadzenia w Kom. Proces wyboru lidera ma się jednak odbywać z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, zdalnie.

Jaki jest kontekst

56-letni Modżtaba Chamenei z całą pewnością jest jednym z faworytów do objęcia schedy po jego ojcu. Cieszy się dużym poparciem wśród członków Gwardii Rewolucyjnej. Jednocześnie może mieć problem z poparciem sporej części kluczowych duchownych. To, kim był jego ojciec jest jednocześnie jego atutem i obciążeniem w walce o władzę. Modżtaba przez lata był blisko władzy. Jednocześnie nigdy nie pełnił żadnej publicznej funkcji. Spora część elit władzy patrzy bardzo niechętnie na dynastyczność i dziedziczne przekazywanie władzy.

Gdyby informacja ta się jednak potwierdziła, oznaczałoby to, że 88 elektorów zdecydowało się na brak zmian w dotychczasowej polityki państwa i kontynuację filozofii oporu Alego Chameneiego.

Przeczytaj także:

20:07 03-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

CBOS o SAFE: Na troje Polaków, dwoje za, jeden przeciw

Oceny SAFE w badaniu CBOS, a także sondażowe oczekiwania, żeby prezydent podpisał ustawę dają jasny obraz: za przyjęciem unijnego programu jest ponad połowa, a przeciw maksymalnie jedna trzecia. Nawet w elektoratach prawicowych są zwolennicy

Co Polki i Polacy myślą o wejściu Polski do programu SAFE (Security Action for Europe), czyli unijnym instrumencie finansowym uruchomionym w 2025 roku ze względu na rosnące zagrożenie agresją Putinowskiej Rosją i mniej stabilne gwarancje bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych pod rządami nieobliczalnego Donalda Trumpa?

Karol Nawrocki nie podjął jeszcze decyzji, czy podpisze przyjętą przez Sejm 27 lutego 2026 ustawę, po poprawkach Senatu uwzględniających niektóre uwagi prezydenta. Nawrocki ma czas do 20 marca. Z jednej strony jest pod presją PiS i Konfederacji, które prowadzą intensywną kampanię przeciw SAFE, z drugiej może obawiać się zarzutu, że nie zadbał o bezpieczeństwo kraju i rozczarował przynajmniej część swoich wyborców.

Nazywając to kwieciście, wetując ustawę o SAFE Nawrocki mógłby zostać wyśmiany, jako ten, który

obiecywał „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”, a pokieruje się zasadą „Po pierwsze PiS, po drugie Konfederacja”.

Co zatem Polki i Polacy myślą o programie SAFE i decyzji prezydenta?

Trzy sondaże dają podobne odpowiedzi. Poparcie dla programu wyraża większość rzędu 55-60 proc., przy liczbie przeciwników ok. 30-35 proc.

W sondażu CBOS 23-26 lutego padło pytanie: „Czy popiera Pan/Pani udział Polski w unijnym programie SAFE, w ramach którego nasz kraj ma otrzymać niskoprocentową pożyczkę na zakup sprzętu wojskowego, w szczególności tego produkowanego w Europie”.

Odpowiedzi „tak” było 52 proc., równo półtora raza więcej niż „nie” (35 proc.). Ponadto 8 proc. nie znało programu, a 5 proc. nie wiedziało, co o nim myśleć. Niechętni byli znacznie częściej mężczyźni (40 proc.) niż kobiety (29 proc.). Za programem opowiedzieli się wyraźnie częściej ludzie młodzi, co może dawać politykom do myślenia.

Polaryzacja partyjna wg CBOS jest daleko posunięta.

Na „tak” jest prawie komplet wyborców Koalicji 15 Października:

  • 94 proc. elektoratu KO;
  • 91 proc. – NL;
  • 88 proc. – PSL, Polski 2050*
  • 76 proc. – Partii Razem (14 proc. na „nie”)*.

(*bardzo małe liczebności grup sprawiają, że na te liczby trzeba patrzeć ostrożnie).

Odpowiedzi „nie” dominowały na prawicy, ale z niewielkimi wyjątkami:

  • 79 proc. na „nie” w elektoracie KKP (ale 14 proc. na „tak”);
  • 76 proc. – PiS (ale 16 proc. na „tak”)
  • 63 proc. – Konfederacji (ale 28 proc. – na „tak”),

CBOS sprawdzał też poparcie dla krążących w przestrzeni publicznej ocen programu. Wyniki pokazują na podatność na narrację o zagrożonej suwerenności używaną przez całą prawicę, w tym Nawrockiego: aż 51 proc. uważa, że „program nadmiernie uzależnia Polskę od UE” (43 proc. tak nie uważa). To koronny argument sceptyków.

Jednocześnie program jest dobrze oceniany jako bodziec do rozwoju przemysłu zbrojeniowego oraz propozycja nisko oprocentowanej pożyczki.

CBOS Tabela z sondażu o SAFE

A gdzie Polska powinna przede wszystkim kupować broń? CBOS dał możliwość maksymalnie dwóch odpowiedzi:

  • w naszym kraju – tę odpowiedź wybrało 82 proc.
  • w innym kraju Europy – 31 proc.;
  • w USA – 29 proc.;
  • w innych krajach, np. Korei Południowej – 10 proc.

A co ma zrobić Nawrocki: podpisać czy zawetować?

Tutaj mamy dwa sondaże. W najnowszym na zlecenie Wirtualnej Polski pracownia SW Research zapytała, czy Karol Nawrocki powinien podpisać ustawę o SAFE. Tak – odpowiedziało 55 proc. ankietowanych, nie – 31 proc.

Nieco wyższe poparcie programu SAFE zmierzył Ibris dla Rzeczpospolitej, w sondażu przeprowadzonym 13-14 lutego, a więc zanim debata się rozkręciła na dobre, czy raczej na złe: 60 proc. chciało wtedy, by prezydent podpisał program, a 30 proc., żeby ustawę zawetował.

Jaki jest kontekst

Unia Europejska proponuje państwom członkowskim (a także Norwegii, Islandii, Liechtensteinowi oraz Ukrainie) długoterminowe pożyczki na zakupy i inwestycje w obronność, przede wszystkim projektowane pod wspólne zamówienia, w większości na rynku europejskim. Z ogólnej kwoty 150 mld euro ma skorzystać 16 państw (3 kolejne czekają na akceptację), ale to Polsce przypadnie najwięcej, bo prawie 44 mld euro. Pożyczkę będzie zaciągał Bank Gospodarstwa Krajowego, jako państwowy bank rozwoju, może być spłacana aż do 45 lat od wypłaty każdej transzy, z uwzględnieniem 10-letniego okresu karencji dla spłaty kapitału. Oprocentowanie jest niższe niż polskich obligacji z uwagi na lepsze ratingi Unii Europejskiej niż Polski.

27 stycznia Sejm przyjął ustawę o tym unijnym programie z poprawkami, które przygotował Senat. Poprawki uwzględniają uwagi prezydenta, ale Karol Nawrocki jest pod presją PiS i obu Konfederacji, które odsądzają SAFE od czci i wiary twierdząc, że stanowi uzależnienie na dziesięciolecia Polski od Unii, a dokładniej do Niemców, którzy jak się wyraził Jarosław Kaczyński „chcą wziąć Polskę pod but”.

Prezydent ma czas do 20 marca na podpis, weto lub skierowanie ustawy do TK.

OKO.press opisywało SAFE weryfikując eurosceptyczne argumenty prawicy:

Przeczytaj także:

Zastanawialiśmy się także, co zrobi Nawrocki.

Przeczytaj także:

19:38 03-03-2026

Prawa autorskie: AP Photo/Alex BrandonAP Photo/Alex Brando...

Trump ​​chce zerwać stosunki handlowe z Hiszpanią, ponieważ jest „strasznym” sojusznikiem

- Niektóre europejskie kraje są pomocne, inne nie – powiedział Trump po spotkaniu z kanclerzem Niemiec w Białym Domu, odnosząc się do amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi. Uznał, że Niemcy są pomocne, a Hiszpania i Wielka Brytania – nie.

Trump po spotkaniu z kanclerzem Merzem ostro skrytykował dwóch sojuszników USA. Oskarżył Wielką Brytanię i Hiszpanię o „bardzo brak współpracy” od czasu rozpoczęcia przez USA ataków na Iran. Hiszpanie nazwał „okropną”, a o premierze Wielkiej Brytanii Starmerze powiedział: „nie mamy tu do czynienia z Winstonem Churchillem".

„Niektóre kraje europejskie współpracowały, a inne nie, i to mnie zaskakuje. Niemcy i inne kraje były bardzo dobre, wspaniałe. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte jest fantastyczny. Ale inni Europejczycy, jak Hiszpania, byli okropni” – powiedział Trump.

Atak Trumpa nastąpił po tym, jak hiszpański rząd odmówił USA użycia swoich baz lotniczych Rota i Morón do ataku na Iran.

„Właściwie to powiedziałem Scottowi [Bessentowi, sekretarzowi skarbu], żeby zerwał wszelkie powiązania z Hiszpanią. Wszystko zaczęło się, gdy wszystkie kraje europejskie, na moją prośbę, zrobiły to, co do nich należało, czyli przekazały 5% [PKB na obronę]. I wszyscy byli tym entuzjastycznie nastawieni – Niemcy, wszyscy – a Hiszpania tego nie zrobiła”.

„A teraz – kontynuował – Hiszpania powiedziała, że ​​nie możemy korzystać z ich baz, i to jest trochę… Moglibyśmy korzystać z ich baz, gdybyśmy chcieli. Możemy tam polecieć i z nich korzystać. Nikt nam nie zabroni. Nie musimy. Ale byli wrogo nastawieni, więc powiedziałem im, że nie chcemy. Hiszpania nie ma absolutnie nic, co by nas interesowało, poza swoimi ludźmi, którzy są wspaniali. Mają wspaniałych ludzi”.

"Mógłbym jutro, a jeszcze lepiej już dziś, wstrzymać wszelkie (handel – przyp. red.) z Hiszpanią, wszelkie interesy związane z Hiszpanią i miałbym prawo to zrobić”.

Hiszpania: nie da się zerwać kontaktów handlowych z jednym krajem Unii

Godzinę później hiszpański rząd odpowiedział, przypominając Trumpowi, że politykę handlową ustala UE, a nie Hiszpania, a zatem zerwanie z jednym krajem nie jest możliwe. Hiszpański premier zaś zapowiedział konferencje prasową na rano 4 marca.

Brytyjczycy pomagają, ale pamiętają Irak

Złość Trumpa na Wielką Brytanię wynika z tego, że w sobotę nie udzielili oni USA pozwolenia na wykorzystanie Diego Garcia, wspólnej amerykańsko-brytyjskiej bazy na Wyspach Czagos, do nalotów bombowych na Iran. Potem jednak Brytyjczycy zdanie zmienili. Jak premier Keir Starmer powiedział parlamentarzystom, decyzja odmowna była podyktowana historią („wszyscy pamiętamy błędy Iraku”). Sytuacja jednak zmieniła się kolejnego dnia, gdy odpowiedź Iranu stała się „zagrożeniem dla naszego narodu, naszych interesów i naszych sojuszników”. To skłoniło Starmera do decyzji o zezwoleniu na ograniczone wykorzystanie baz do ataku na infrastrukturę rakietową Teheranu.

Brytyjczycy nie przyłączyli się natomiast do ataków na Iran, bo – jak powiedział Starmer – Wielka Brytania nie wierzy w „zmianę reżimu z powietrza”. Brytyjską decyzję Trump nazwał „skandaliczną”

„Hiszpania, podobnie jak Wielka Brytania, była bardzo niechętna współpracy” – mówił Trump. Pochwalił za to Niemcy kanclerza Merza za gotowość Niemiec do umożliwienia Amerykanom lądowania na niektórych obszarach w ramach operacji wojskowej przeciwko Iranowi .

„Oni po prostu zapewniają wygodę” – powiedział Trump. „Nie prosimy ich, żeby wysyłali żołnierzy na miejsce”.

Jaki jest kontekst?

Jak pisze Jakub Szymczak w OKO.press, wojna w Zatoce nie zwalnia i możliwa jest jej eskalacja.

Przeczytaj także:

Jak pisze BBC, Europa wyraźnie ma problemy polityczne ze znalezieniem wspólnego głosu w obliczu dynamicznych i zawrotnych wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Tymczasem Trump uważa, że należy mu się w tej sytuacji pełne wsparcie sojuszników – mimo że sam deklarował brak zainteresowania ich problemami i zagrożeniem, z którym się mierzą. Wsparcie europejskie jest jednak ostrożne. Trump zaś w kryzysie redukuje relacje międzynarodowe do dostępu USA do baz wojskowych sojuszników. Jego specjalny wysłannik ds. misji specjalnych Richard Grenell powtórzył 3 marca np., że Stany Zjednoczone „potrzebują Grenlandii, bo nie wszystkie państwa NATO popierają wojnę USA przeciwko Iranowi”.

Tymczasem z socjalistycznym rządem Hiszpanii Trump ma na pieńku od kilkunastu miesięcy. Premier Sanchez jako pierwszy z europejskich przywódców stanowczo zareagował na atak USA i Izraela na Iran. „Odrzucamy jednostronne działania militarne Stanów Zjednoczonych i Izraela, które oznaczają eskalację i przyczyniają się do powstania bardziej niepewnego i wrogiego porządku międzynarodowego” – ogłosił.

Wcześniej Hiszpania głośno oprotestowała styczniowy atak amerykański na Wenezuelę. Nie zgodziła się też na podniesienie wydatków na obronę do 5 proc. PKB i kwestionowała plany Trumpa w Strefie Gazy. Sprawa Rota i Moron przelała czarę. Widać to po tym, że atak Trumpa na Hiszpanię wywołało ogólne pytanie dziennikarza o europejską reakcję na konflikt z Teheranem.

Sprawa Diego Garcii przypomniała natomiast Trumpowi niedawne rozmowy o statusie tej brytyjsko-amerykańskiej bazy na Wyspach Czagos. Wielka Brytania kontroluje je od początku XIX wieku. Brytyjczycy chcieli przekazać wyspę Mauritiusowi, a wspólną brytyjsko-amerykańską bazę wojskową dzierżawić. Komentarz Trupa: ten kraj „był bardzo nieskory do współpracy z tą głupią wyspą, którą mają, którą oddali, co być może ma coś wspólnego z tym, że rdzenni mieszkańcy roszczą sobie prawa do wyspy, której nigdy wcześniej nie widzieli. O co w tym wszystkim chodzi? To rujnuje relacje. To wstyd, kocham Wielką Brytanię. Moja matka stamtąd pochodziła”.

„Ta wyspa, o której czytaliście, ta dzierżawa, z jakiegoś powodu wydzierżawił wyspę, a potem ktoś przyszedł i mu ją zabrał. Zajęło nam trzy, cztery dni, żeby ustalić, gdzie możemy wylądować. Byłoby to o wiele wygodniejsze niż spędzanie wielu dodatkowych godzin w samolocie".

16:32 03-03-2026

Prawa autorskie: Fot. GRIGORY SYSOYEV / POOL / AFPFot. GRIGORY SYSOYEV...

Orban znowu rozmawiał z Putinem „zaznaczając odrębne stanowisko w sprawie Ukrainy”

Węgierski premier Orbán rozmawiał dziś z Putinem. Rozmowa miała dotyczyć wojny z Iranem i wojny w Ukrainie. Orban próbował załatwić uwolnienie z rosyjskiej niewoli obywateli Ukrainy węgierskiego pochodzenia. Interesowały go też ceny energii. Węgry „potrzebują opłacalnego gazu i ropy z Rosji” – ogłosił po rozmowie.

„Omówiono gwałtownie eskalującą sytuację wokół Iranu i całego regionu Bliskiego Wschodu, w tym jej potencjalne konsekwencje dla światowego rynku energii”. Putin i Orbán „wymienili również poglądy na temat Ukrainy. Poruszyli kwestie związane z obywatelami węgierskimi zmobilizowanymi do Sił Zbrojnych Ukrainy i pojmanymi przez Rosję”. Putin „odnotował zaangażowanie Budapesztu w rozwiązanie konfliktu i jego chęć prowadzenia niezależnej polityki. Przywódcy zgodzili się na kontynuowanie dialogu” – podała Moskwa w komunikacie

Jaki jest kontekst?

Rosja Putina i Węgry Orbána próbują sobie nadać większą wagę dyplomatyczną niż jest w rzeczywistości. Rosja dlatego, że nie jest w stanie pomóc zaatakowanemu przez USA sojusznikowi, więc jej pozycja międzynarodowa maleje. Orbán – przed zbliżającymi się wyborami, które grożą mu utratą władzy – próbuje dowieść, że dogadywanie się z Rosją przynosi jednak Węgrom korzyści.

Przeczytaj także:

Moskwa stara się więc teraz podkreślić swoją rolę w rozwiązaniu konfliktu amerykańsko-izraelsko-irańskiego. Bowiem wedle rosyjskiego MSZ w przypadku Iranu nie ma alternatywy dla negocjacji pokojowych. Moskwa zaoferowała usługę mediacji – taką, jaką ekipa Trumpa pełni w prowadzonych bez efektów od roku negocjacjach ukraińsko-rosyjskich. Na razie nie ma efektów tych starań.

W przypadku Ukrainy jest inaczej: „negocjacje nie są najważniejsze”. Moskwa zamierza zrealizować swoje plany podboju albo pokojowo albo zbrojnie. Właśnie 3 marca szef MSZ Ławrow ogłosił, że Rosja godzi się na uznanie „realiów w terenie” przy wytyczaniu linii rozgraniczenia między Rosją a Ukrainą. Jets to postulat Donalda Trumpa. Ale w żadnym wypadku nie chodzi tu o linię frontu. Ta przestała się liczyć, odkąd Rosjanie przestali posuwać się do przodu. „Realiami w terenie” jest teraz dla Kremla wynik „referendów z 2022 r. Co oznacza, że ”rozwiązanie konfliktu" możliwe jest tylko po wycofaniu się Ukraińców z całego Donbasu, Chersońszczyzny i Zaporoża – a więc po oddaniu Rosji całego dolnego biegu Dniepru. Poza tym Ukraina ma się rozbroić.

Przeczytaj także:

Orbán pozwala powiedzieć o sobie, że się na takie „rozwiązanie konfliktu zgadza” – choć dziś z takiej zgody nic nie wynika, bo wycofanie się Ukrainy za Dniepr nie jest w tej chwili brane pod uwagę. Węgry nie mają za takie stanowisko nawet tańszej ropy z Rosji, bo ta ropa przez Ukrainę przestała płynąć 27 stycznia. Do tej pory regularne kontakty Orbána z Putinem były usprawiedliwiane taką właśnie korzyścią dla Węgier.

Przeczytaj także:

Ale jednocześnie tego samego dnia Orbán komunikuje Komisji Europejskiej, że może poprzeć jej decyzje o wsparciu Ukrainy, ale pod warunkiem, że Ukraina wznowi dostawy rosyjskiej ropy dla Węgier. Po rozmowie z Putinem premier Węgier Viktor Orbán zwołał nadzwyczajną radę ds. bezpieczeństwa energetycznego i oświadczył, że Węgry „potrzebują opłacalnego gazu i ropy z Rosji”.

Przeczytaj także:

Jeśli chodzi o ukraińskich jeńców węgierskiego pochodzenia wydobytych z rosyjskiej niewoli – to jest to krok także ryzykowny. Uwolnieni mogliby zacząć opowiadać, co ich spotkało u serdecznego sojusznika Węgier.

Przeczytaj także:

14:23 03-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Adrianna Bochenek/Agencja Wyborcza.plFot. Adrianna Bochen...

Lekarze pójdą do więzienia. Jest wyrok po śmieci Izabeli z Pszczyny

Wszyscy trzej lekarze oskarżeni po śmierci Izabeli z Pszczyny usłyszeli surowe wyroki i zostali skazani na bezwzględne pozbawienie wolności oraz zakaz wykonywania zawodu.

Co się wydarzyło?

W Sądzie Okręgowym w Katowicach zapadł prawomocny wyrok dla trzech lekarzy oskarżonych w sprawie śmierci Izabeli z Pszczyny. 30-letnia ciężarna pacjentka zmarła z powodu wstrząsu septycznego.

Wszyscy trzej lekarze – Krzysztof P., Andrzej P. i Michał M. – zostali skazani na karę bezwzględnego więzienia. Ciążyły nad nimi zarzuty niepodjęcia prawidłowego postępowania diagnostyczno-terapeutycznego oraz weryfikacji przyjętego trybu postępowania, czego skutkiem było obumarcie płodu oraz śmierć pacjentki.

W lipcu 2025 roku zapadł wyrok I instancji, od którego odwołała się zarówno prokuratura, jak i obrońcy. Po rozpatrzeniu apelacji, sąd utrzymał wyroki, jakie usłyszeli wtedy Andrzej P. i Michał M. Pierwszy z nich został skazany na półtora roku pozbawienia wolności i zakazu wykonywania zawodu na sześć lat. W przypadku Michała M. zasądzono rok i trzy miesiące więzienia i sześć lat poza zawodem.

Krzysztof P., zastępca ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala powiatowego w Pszczynie został uznany przez sąd I instancji za winnego narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciążył obowiązek opieki (art. 160 par. 2 Kodeksu karnego) oraz skazany na na karę roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, zakaz wykonywania zawodu na cztery lata oraz grzywnę.

Po apelacji jego wyrok jest surowszy – rok bezwzględnego pozbawienia wolności.

Proces toczył się z wyłączeniem jawności, a uzasadnienie wyroku sąd odczytał bez udziału dziennikarzy.

Jaki jest kontekst?

Sprawę śmierci Izabeli z Pszczyny ujawniono pod koniec października 2021 roku, rok po pseudowyroku TK Julii Przyłębskiej, który usunął z ustawy z 1993 roku jedną z przesłanek do aborcji – tę mówiącą o ciężkiej wadzie płodu.

“Konsekwencje wyroku TK z 22.10.2020 r., sygn. K 1/20 w praktyce. Pacjentka 22 tydz., bezwodzie. Lekarze czekali na obumarcie płodu. Płód obumarł, pacjenta zmarła. Wstrząs septyczny” – napisała 29 października 2021 r. na Twitterze Jolanta Budzowska, radczyni prawna zajmująca się sprawami błędów medycznych, która reprezentowała w tej sprawie bliskich Izabeli.

Niedługo później poznaliśmy całą historię Izabeli: zgłosiła się do Szpitala Powiatowego w Pszczynie z powodu odpłynięcia płynu owodniowego. Przy przyjęciu stwierdzono bezwodzie i potwierdzono zdiagnozowane wcześniej wady wrodzone płodu. W toku hospitalizacji płód obumarł. Stan Izabeli stale się pogarszał, ze szpitala wysyłała do bliskich smsy, relacjonując, co się dzieje.

21 września o godz. 22:56 pisała do swojej matki: „Tragedia. Moje życie zagrożone. A ja mam czekać”. O godz. 23:02: „Noo. Idę spać. Buźki mamuś”.

Zmarła o godz. 7:39.

Rodzina od początku podkreślała, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży, co przyczyniło się do wstrząsu septycznego i śmierci Izabeli.

Po ujawnieniu tej historii w całej Polsce odbyła się seria protestów pod hasłem „Ani jednej więcej”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także: