Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Tworzenie barier dla przemysłu amerykańskiego spowolni wysiłki Europy na rzecz ponownego zbrojenia" – piszą ambasadorzy USA przy NATO i UE.
Andrew Puzder, czyli ambasador Stanów Zjednoczonych przy Unii Europejskiej oraz Matthew Whitaker, ambasador Stanów Zjednoczonych przy NATO opublikowali w prasie tekst na temat programu SAFE. Piszą w nim, że NATO „od dziesięcioleci stanowi fundament bezpieczeństwa Europy i Ameryki", a „Stany Zjednoczone i Europa muszą współpracować, aby utrzymać i wzmocnić to partnerstwo”. Ale
„ograniczenie udziału amerykańskiego przemysłu obronnego w europejskich programach zamówień publicznych zagraża temu partnerstwu i osłabia nasze wspólne bezpieczeństwo”.
Ambasadorzy zaznaczają, że administracja Donalda Trumpa jest zadowolona z europejskiej chęci do zwiększania inwestycji w obronność, choć zaznaczają, że większość krajów nie podniosła swoich wydatków w tym obszarze aż do obiecanych 5 proc. PKB. co oznacza, że Stany Zjednoczone nadal ponoszą nieproporcjonalnie dużą część kosztów bezpieczeństwa Europy i zapewniają możliwości techniczne i produkcyjne w zakresie obronności, których brakuje sojusznikom NATO.
Podkreślono także, że w związku z trwającą w Ukrainie wojną „linie produkcyjne w Stanach Zjednoczonych muszą działać na pełnych obrotach, aby dostarczać amunicję, której inne kraje nie są w stanie zapewnić, taką jak amerykańskie systemy obrony powietrznej i ich pociski przechwytujące oraz amunicja i części zamienne do samolotów F-16.” „Aby Stany Zjednoczone mogły nadal dostarczać uzbrojenie potrzebne Ukrainie i krajom członkowskim NATO, konieczne są zamówienia wystarczające do uzasadnienia ich produkcji oraz środki na ich opłacenie” – podkreślono.
W tym kontekście ambasadorzy wskazują, że programy SAFE (Security Action for Europę) oraz EDIP (European Defense Industry Program) ograniczają dostęp amerykańskich firm do rynku ze względu na zawarte w nich limity udziału firm spoza UE oraz utrzymanie przez UE kontroli nad projektowaniem, konfiguracją i przyszłymi modyfikacjami systemów obronnych.
„Takie środki wykluczające osłabiają naszą wspólną obronę, ograniczając konkurencję, hamując innowacje i pozbawiając te firmy zamówień niezbędnych do utrzymania produkcji na poziomie wymaganym do zaspokojenia potrzeb naszych sojuszników” – czytamy w tekście. Dodano również, że USA jest zaniepokojone planem Komisji dotyczącym włączenia „preferencji europejskiej” do dyrektywy w sprawie zamówień publicznych w dziedzinie obronności w 2026 r.
„Powiedzmy to jasno: z zadowoleniem przyjmujemy wysiłki państw członkowskich na rzecz zwiększenia budżetów obronnych oraz wykorzystanie przez UE dźwigni finansowych w celu zachęcenia do większych wydatków na obronność. Nie może to jednak odbywać się kosztem dziesięcioleci współpracy poprzez fragmentację rynku obronnego i zmniejszenie skuteczności wspólnych wysiłków (...)
Tworzenie barier dla przemysłu amerykańskiego spowolni wysiłki Europy na rzecz ponownego zbrojenia i osłabi zarówno gotowość bojową NATO, jak i interoperacyjność, odcinając dostęp do zintegrowanych transatlantyckich łańcuchów dostaw. Decydenci polityczni UE rozważający przyszłość współpracy w dziedzinie obronności stoją przed jasnym wyborem — realizować politykę ograniczającą dostęp do rynku i fragmentującą sektor obronny lub wspierać środowisko otwartości, konkurencji i innowacji" – piszą ambasadorzy.
Przeczytaj także:
„Umowa to umowa. Jako największy partner handlowy Stanów Zjednoczonych, UE oczekuje, że USA będą respektować swoje zobowiązania określone we wspólnym oświadczeniu" – pisze Komisja Europejska
Komisja Europejska wydała oficjalne stanowisko w reakcji na ogłoszenie przez Donalda Trumpa ustanowienie nowych ceł na wszystkie kraje po tym, jak Sąd Najwyższy USA zakwestionował cła ustanawiane przez niego w 2025 roku na podstawie ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA). Bruksela domaga się „pełnej jasności" co do dalszych działań prezydenta USA i podkreśla, że obecna sytuacja „nie sprzyja realizacji sprawiedliwych, zrównoważonych i wzajemnie korzystnych relacji handlowych i inwestycyjnych w wymiarze transatlantyckim”, do których obie strony zobowiązały się w ramach wspólnego oświadczenia UE–USA z sierpnia 2025 roku.
Komisja zaznacza, że „zawsze będzie zapewniać pełną ochronę interesów Unii Europejskiej”, a przedsiębiorstwa i eksporterzy z UE muszą mieć zagwarantowane „uczciwe traktowanie, przewidywalność oraz pewność prawa”. W komunikacie wyraźnie wybrzmiewa oczekiwanie dotrzymania ustaleń: „Umowa to umowa. Jako największy partner handlowy Stanów Zjednoczonych, UE oczekuje, że USA będą respektować swoje zobowiązania określone we wspólnym oświadczeniu — tak jak UE wywiązuje się ze swoich”.
Bruksela podkreśla również, że produkty unijne powinny nadal korzystać „z najbardziej konkurencyjnych warunków, bez podwyżek ceł ponad jasno określony i kompleksowy pułap wcześniej uzgodniony”. W ocenie Komisji cła stanowią obciążenie dla gospodarki: „Cła są podatkami, które zwiększają koszty zarówno dla konsumentów, jak i przedsiębiorstw, co jednoznacznie potwierdzają najnowsze badania”. Dodano też, że stosowane w sposób nieprzewidywalny są „z natury destabilizujące”, podważając zaufanie na rynkach globalnych i potęgując niepewność w międzynarodowych łańcuchach dostaw.
Komisja informuje, że pozostaje w stałym kontakcie z administracją USA. W sobotę, 21 lutego, unijny komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič przeprowadził rozmowy z przedstawicielem USA ds. handlu Jamiesonem Greerem oraz sekretarzem handlu Howardem Lutnickiem. UE deklaruje dalsze działania na rzecz obniżania ceł zgodnie z zapisami wspólnego oświadczenia.
Sąd Najwyższy USA orzekł w ubiegłym tygodniu, że cła wprowadzane w 2025 roku przez Donalda Trumpa były nielegalne. Trump nakładał na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych na podstawie International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku. Według Sądu to Kongres zajmuje się nakładaniem nowych podatków, a ustawa nie daje prezydentowi uprawnień do zbierania środków publicznych.
„Członkowie Sądu Najwyższego, którzy głosowali przeciwko naszej bardzo rozsądnej i właściwej metodzie nakładania CEŁ, powinni się wstydzić. Ich decyzja była idiotyczna, ale teraz zaczyna się proces dostosowawczy i zrobimy wszystko, co możliwe, żeby ściągać jeszcze więcej pieniędzy, niż ściągaliśmy dotychczas!” – napisał 20 lutego na swojej platformie społecznościowej Truth Social Donald Trump.
Prezydent USA ogłosił także wprowadzenie nowych 10 proc. ceł na wszystkie kraje. By uniknąć podobnego wyroku Sądu Najwyższego, administracja Trumpa znalazła inną podstawę prawną. Nowe rozporządzenie powołuje się na sekcję 122 Ustawy Handlowej z 1974 roku. Nowe cła mają obowiązywać od 24 lutego. Rozwiązanie jest jednak czasowe – według ustawy może obowiązywać 150 dni, później inicjatywę musi przejąć Kongres.
Przeczytaj także:
Prezydent Ukrainy prosi sojuszników o nowe dostawy broni przeciwlotniczej. Tymczasem Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe opóźnianie naprawy rurociągu zniszczonego przez Rosjan
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że w atakach przeprowadzonych w nocy z soboty na niedzielę 22 lutego Rosja użyła 297 dronów i około 50 pocisków rakietowych. Zełenski podkreślił, że „znaczna część” dronów i rakiet została zestrzelona, zarazem jednak powtórzył apel do sojuszników z Zachodu o nowe dostawy broni przeciwlotniczej – w tym przede wszystkim pocisków do wyrzutni Patriot.
"Moskwa nadal inwestuje w ataki więcej niż w dyplomację. Tym razem rosyjskie cele obejmowały nie tylko obiekty energetyczne, ale także logistykę, w szczególności infrastrukturę kolejową i miejską infrastrukturę wodociągową” – mówił Zełenski.
Rosjanie prowadzili przez całą zimę znaną już z poprzednich lat wojny kampanię ataków wymierzonych w infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Była ona wyjątkowo dotkliwa nie tylko ze względu na nienotowane od lat mrozy, lecz także z powodu swej skuteczności. W najgorszych momentach kampanii w samym tylko Kijowie pozostawało bez ogrzewania około pół miliona osób.
W poniedziałek 23 lutego ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej mają rozmawiać w Brukseli o kolejnym pakiecie sankcji wobec Rosji. Tymczasem blokadą nowych sankcji grożą Węgry i Słowacja. Oba kraje żądają od Ukrainy wznowienia dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń”, który został poważnie uszkodzony na skutek rosyjskich nalotów. Węgry i Słowacja oskarżają Ukrainę o celowe opóźnianie napraw. "„Dopóki Ukraińcy nie wznowią dostaw ropy na Węgry, nie pozwolimy na zatwierdzenie ważnych dla nich decyzji” – ogłosił minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó. Z kolei premier Słowacji Robert Fico grozi, że jego kraj wstrzyma awaryjne dostawy prądu na Ukrainę, które mają bardzo istotne znaczenie po rosyjskich atakach na infrastrukturę energetyczną broniącego się kraju.
Agenci Secret Service zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej posiadłości Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie
Amerykańska Secret Service – czyli służba zajmująca się ochroną najwyższych urzędników USA – poinformowała, że jej agencji zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej rezydencji Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie. Nazwisko zastrzelonego nie zostało ujawnione, wiadomo jednak, że miał około 20 lat i pochodził z Karoliny Północnej. Mężczyzna miał zostać zaobserwowany w pobliżu północnej bramy posiadłości Trumpa. Miał trzymać „coś w rodzaju strzelby i kanistra na benzynę”, a następnie próbować wjechać samochodem na teren rezydencji, korzystając z momentu, w którym inny samochód z niej wyjeżdżał. To wtedy agenci Secret Service otworzyli do niego ogień. Miało to miejsce około 1 w nocy lokalnego czasu.
Donalda Trumpa nie było w trakcie tych zdarzeń na Florydzie. Przebywał w Białym Domu.
Śledczy pracują obecnie nad sporządzeniem profilu psychologicznego zastrzelonego i ustaleniem motywów, dla których próbował się dostać do rezydencji Donalda Trumpa.
W lipcu 2024 roku Donald Trump został niegroźnie ranny w ucho w wyniku próby zamachu na niego dokonanej w trakcie kampanijnego wiecu w Butler w stanie Pensylwania. Z rąk zamachowca zginęlo dwoje postronnych uczestników spotkania z kandydatem na prezydenta USA. Zamachowiec zginął zastrzelony przez snajpera Secret Service.
We wrześniu tego samego roku Secret Service zatrzymało uzbrojonego w karabin mężczyznę, który czekał w pobliżu pola golfowego Trumpa w West Palm Beach, podczas gdy prezydent grał w golfa. Z obserwacji wynikało, że celował z broni w kierunku pola golfowego. Z kolei w jego samochodzie znaleziono notatkę, w której napisał, że zamierza zabić byłego prezydenta oraz odręcznie napisaną listę dat i miejsc, w których miał się pojawić Trump. Mężczyzna został przed miesiącem skazany na dożywocie.
Donald Trump szuka nowych podstaw prawnych do prowadzenia wojen celnych. Na razie ogłosił, że podnosi ogólnoświatowe cła na import do Stanów Zjednoczonych do 15 proc. na podstawie ustawy sprzed 52 lat
Po decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego, który orzekł 2o lutego, że Donald Trump nie ma prawa ustalać nowych taryf celnych bez zgody Kongresu, prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił szukać nowych podstaw prawnych do wprowadzania ceł. Trump postanowił posłużyć się przepisami ustawy o handlu z 1974 roku – które nigdy dotąd nie zostały zastosowane. Pozwalają one prezydentowi nałożyć podatek w wysokości do 15 procent na nie więcej niż 150 dni. Jeszcze w piątek 20 lutego Trump ogłosił, że właśnie na tej podstawie wprowadza cła w wysokości 10 proc. na wszystkie towary sprowadzane do USA.
Następnego dnia (w Polsce była to już noc z 21 na 22 lutego) Trump podbił stawkę. „Ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, natychmiast podniosę ogólnoświatowe cła w wysokości 10 proc. dla krajów, z których wiele od dziesięcioleci «oszukiwało» Stany Zjednoczone bez żadnych kar (do czasu mojego pojawienia się!), do w pełni dozwolonego i prawnie sprawdzonego poziomu 15 proc" – napisał na swej platformie internetowej Truth Social.
Z komunikatów Białego Domu można pośrednio wywnioskować, że nowe cła mają zacząć obowiązywać od wtorku 24 lutego.
Nowe posunięcia Trumpa to reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który w piątek 21 lutego orzekł, że prezydent USA nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych na podstawie International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku.
Chodziło o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku. Za wczorajszym wyrokiem zagłosowało sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. To cios dla Trumpa, bowiem w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość w stosunku 6-3 mają konserwatywni sędziowie powołani przez republikańskich prezydentów. Trójka z nich została powołana przez obecnego prezydenta. Mimo tego, większość członków Sądu Najwyższego uznała, że prowadząc swoją politykę celną Trump poważnie naruszył prawo.
Wyrok Sądu Najwyższego oznacza, że firmy, które musiały płacić cła, mogą teraz domagać się zwrotu środków. A w skali całej amerykańskiej gospodarki to ogromne środki – szacunki mówią, że dotychczas cła wygenerowały około 130 mld dolarów.