Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Dolina Rzeki Małej” w podwarszawskich gminach Piaseczno i Góra Kalwaria została 200. rezerwatem przyrody utworzonym od 2024 roku. Eksperci zwracają jednak uwagę, że rezerwaty wciąż stanowią nikły procent Polski, coraz ciężej doświadczanej skutkami zmian klimatycznych.
Na Mazowszu powołano dziś (26 sierpnia) 200. nowy rezerwat przyrody od początku obecnej kadencji rządu – ogłosiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. „Dolina Rzeki Małej” obejmuje 133,49 ha, a otaczająca ją otulina – 285,89 ha w podwarszawskich gminach Piaseczno i Góra Kalwaria.
Rezerwat ma zachować dolinę rzeki (16-kilometrowego dopływu Jeziorki) wraz z ekosystemami bagiennymi powstałymi na torfowiskach niskich oraz związane z nimi rzadkie rośliny, grzyby i zwierzęta, informuje ministerstwo. Występują tam m.in. bocian czarny, wydra, bóbr, kumak nizinny i rzekotka drzewna. Tereny podmokłe magazynują wodę, dzięki czemu łagodzą skutki zarówno suszy, jak i ulewnych deszczy. Tyle że w ostatnich latach Mała płynie tylko okresowo i wysycha coraz wcześniej – to skutek znaczącego obniżenia poziomu wód gruntowych na skutek suszy i działań człowieka utrudniających retencję, za to zwiększających odpływ wody.
W marcu 2025 roku opisaliśmy, że na ustanowionym tam wcześniej użytku ekologicznym pracownicy Nadleśnictwa Chojnów pocięli martwe drzewa leżące w korycie Małej, uzasadniając to potrzebą „utrzymania drożności” rzeki (w tym miejscu płynącej z dala od zabudować w warunkach sprzyjających naturalnemu magazynowaniu wody). Sprawa została wówczas zgłoszona policji, prokuraturze i organom ochrony środowiska.
W latach 2024–2026 powstało 200 z 1718 istniejących obecnie rezerwatów, a ponad 100 kolejnych powiększono. Prawie połowa nowych obszarów chroni lasy i bory, a 13 proc. – torfowiska. Najwięcej, 23 rezerwaty, utworzono w województwie pomorskim, a 20 – w województwie podlaskim. Największą łączną powierzchnię, ponad 4 tys. ha, zyskało województwo świętokrzyskie, głównie dzięki liczącemu prawie 3 000 ha rezerwatowi Bliżyńskie Lasy Naturalne. Rezerwaty ustanawiają Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska (RDOŚ).
To wyraźne przyspieszenie po wieloletnim zastoju – w latach 2013–2022 powstawało nie więcej niż 10 rezerwatów rocznie. Jednak mimo obecnego boomu nadal zajmują one zaledwie 0,6 proc. powierzchni Polski.
Państwowa Rada Ochrony Przyrody w opublikowanej we wrześniu 2025 roku opinii o dobrych praktykach tworzenia rezerwatów podkreśliła, że ich „reprezentatywna sieć” jest konieczna dla skutecznej ochrony przyrody.
PROP wskazywała również, że wraz z parkami narodowymi są one jedynymi formami realizującymi w Polsce unijny standard ochrony ścisłej. Rezerwaty powinny mieć odpowiednią wielkość i tworzyć spójny system, a nie zbiór małych, odizolowanych wysp, poddanych znaczącej antropopresji (oddziaływaniu człowieka) oraz skutkom ocieplenia klimatu.
— Niewątpliwie największym zagrożeniem dla podlaskich rezerwatów są zmiany klimatu, skutkujące spadkiem poziomu wody, przesuszeniem, zmianą charakteru siedlisk, większą podatnością na pożary — mówi cytowany w komunikacie RDOŚ w Białymstoku Adam Bohdan, regionalny konserwator przyrody. Podobne problemy występują na obszarach chronionych w całej Polsce.
Rozwój sieci rezerwatów przyrody stał się niedawno przedmiotem sporu wewnątrz koalicji, która do wyborów w 2023 roku szła pod hasłami ochrony przyrody. W kwietniu posłowie Polski 2050 i PSL przedstawili projekt nazwany „lex Romowicz” – od nazwiska posła-sprawozdawcy Bartosza Romowicza.
Projekt przewidywał, że utworzenie lub powiększenie rezerwatu wymagałoby zgody rady gminy (miałoby to wzmocnić głos lokalnych społeczności). Jednak – zdaniem krytyków, w tym licznych naukowców – doprowadziłoby to de facto do zastopowania tworzenia nowych rezerwatów.
Przez przepisy uzależniające powstanie nowych parków narodowych od zgód władz samorządowych w Polsce od 2000 roku nie powstał żaden park narodowy. Gdy udało się uzyskać zgody lokalnych władz na utworzenie Parku Narodowego Dolina Dolnej Odry – ustawę powołującą park zawetował prezydent Karol Nawrocki.
Przeczytaj także:
Co najmniej 98 osób nie żyje, a kilkaset osób jest zaginionych. To skutki błyskawicznej powodzi na rzece Bhote Koshi w Nepalu, tuż przy granicy z Tybetem.
"To brzmiało jak trzęsienie ziemi” – mówi w rozmowie z BBC Sonam Dorjee, przewodnik turystyczny, który mieszka w wiosce Rasuwa Syafru Besi w nepalskim dystrykcie Rasuwa. Dziś rano (przed godz. 5 polskiego czasu) wyjechał z domu na zaplanowaną wycieczkę, co uratowało mu życie. W drodze słyszał dźwięk nagłej, błyskawicznej powodzi. Żywioł zniszczył drogi, domy, hydroelektrownie i mosty.
Siostra Sonama Dorjee i jej mąż są zaginieni.
„Gdziekolwiek spojrzymy, widać zniszczenia” – powiedziała agencji Reuters Tula Bahadur BK, pracownica służby zdrowia w Rasuwa. „Osady nad rzeką zostały całkowicie zmiecione z powierzchni ziemi. Pięcioro moich krewnych zaginęło” – dodała. Mieszkańcy relacjonują, jak powódź porywała ich bliskich. Niektórym udało się uratować – wchodzili na dachy czy na wysokie drzewa.
Obecnie (stan na godz. 18:00) służby z Nepalu podają, że podczas powodzi w górzystym dystrykcie Rasuwa zginęło 98 osób. 579 turystów jest zaginionych – wśród nich jest ponad 100 osób z Indii, 54 ze Stanów Zjednoczonych i 33 z Wielkiej Brytanii. Rasuwa znajduje się przy granicy z Tybetem, gdzie zginęły co najmniej trzy osoby, a 265 jest zaginionych. „Obecnie polska służba konsularna nie posiada informacji o obywatelach polskich, którzy mieliby ucierpieć w wyniku powodzi w Nepalu. Konsul RP w New Delhi i Konsul Honorowy RP w Katmandu na bieżąco monitorują sytuację i natychmiast podejmą działania, gdyby pojawiły się informacje o poszkodowanych obywatelach polskich” – podaje Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Region jest popularny wśród pielgrzymów, alpinistów i turystów nastawionych na trekking, rafting oraz wyprawy kajakowe.
Minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal powiedział, że według wstępnych doniesień do katastrofy doszło w wyniku trzęsienia ziemi, które spowodowało lawinę, a ta doprowadziła do powodzi.
Jednak BBC wskazuje, że trudno na tym etapie jednoznacznie stwierdzić, jaka była sekwencja wydarzeń.
„Większość ludzi uważa, że gwałtowne powodzie powstają w wyniku ulewnych opadów deszczu, ale w Nepalu i Tybecie, podobnie jak w wielu innych regionach wysokogórskich, mogą one być również wynikiem złożonego łańcucha zagrożeń” – mówi brytyjskiej stacji prof. Liz Stephens z Uniwersytetu w Reading. W tym wypadku częściami tego łańcucha faktycznie mogły być trzęsienie ziemi i lawina lodowa.
Duże ilości lodu i kamieni dostały się do koryta rzeki Bhote Koshi, co spowodowało nagły wzrost poziomu wody. Lawina mogła zablokować rzekę na wąskim odcinku, tworząc tamę i umożliwiając gromadzenie się wody za nią. Kiedy zapora pękła, woda błyskawicznie spłynęła w dół rzeki, niosąc ze sobą kamienie i osady oraz zmiatając górskie osady z powierzchni ziemi.
BBC podkreśla, że nie jest jasne, co było pierwsze: lawina czy trzęsienie ziemi. Są więc dwa scenariusze:
„Niszczycielskie powodzie dotknęły społeczności w Nepalu i Chinach. Moje myśli są ze wszystkimi poszkodowanymi, zwłaszcza z rodzinami, które straciły bliskich lub wciąż czekają na wieści… Program Copernicus (unijny program obserwacji Ziemi – od aut.) został uruchomiony, aby pomóc w mapowaniu dotkniętych powodzią obszarów w Nepalu i wesprzeć działania pomocowe na miejscu. Jesteśmy gotowi do mobilizacji dalszej pomocy europejskiej” – napisała w mediach społecznościowych przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Korespondentka BBC Phanindra Dahal z Katmandu podaje, jest to najbardziej niszczycielska katastrofa w Nepalu od czasu trzęsienia ziemi w 2015 r., w którym zginęło 9 tys. osób.
Rzeka Bhote Koshi ma swoje źródła w kontrolowanym przez Chiny Tybecie i płynie przez Nepal i Indie. W 2025 r. wskutek wezbrania wód tej rzeki zginęło dziewięć osób, a 24 zaginęły. Przyczyną tej katastrofy miało być osuszenie jeziora polodowcowego w Tybecie.
Przeczytaj także:
Prezydent Ukrainy podziękował prezydentowi Karolowi Nawrockiemu za życzenia przekazane Ukrainie z okazji 35. rocznicy niepodległości. W tle napięte relacje Warszawy z Kijowem i nieobecność polskich władz na obchodach w Kijowie.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podziękował prezydentowi Karolowi Nawrockiemu za życzenia przekazane Ukrainie z okazji 35. rocznicy niepodległości.
„Zawsze będziemy pamiętać o wsparciu od Polski, sercach i domach otwartych od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych w odpowiedzi na list od Karola Nawrockiego przesłany z okazji 35. rocznicy uzyskania przez Ukrainę niepodległości.
Zełenski dodał, że Ukraina jest oddana rozwijaniu wzajemnych stosunków z Polską „w poszanowaniu i prawdzie o przeszłości” oraz „ze świadomością obecnych zagrożeń”.
Do wpisu prezydent Zełenski dołączył skan listu, który otrzymał od polskiego prezydenta. Nawrocki przekazuje w nim “życzenia pomyślności oraz pokoju” dla Zełenskiego oraz całego narodu ukraińskiego. Dzień ogłoszenia przez Ukrainę niepodległości uznaje za „jeden z końcowych rozdziałów istnienia Związku Sowieckiego – tego więzienia narodów” oraz „początek istnienia niepodległej Ukrainy”.
Prezydent podkreślił też, że Polska „jako pierwsze państwo na świecie uznała niepodległość Ukrainy”, co było „wyrazem docenienia wolnościowych aspiracji narodu ukraińskiego”.
„Decyzja ta stanowiła również zaproszenie do budowy dobrosąsiedzkich i opartych na wzajemnym szacunku relacji w regionie. I choć przez ten okres wiele kwestii dwustronnych udało się rozwiązać, a inne wymagają więcej czasu oraz dobrej woli, to niezmienny pozostaje fakt, że jesteśmy i pozostaniemy sąsiadami” – napisał Nawrocki.
Nawrocki podkreślił też, że „w Polsce wciąż żywa jest świadomość, że Ukraina toczy dziś egzystencjalny bój o niepodległość oraz możliwość decydowania o swojej przyszłości”. Dlatego przekazał Ukrainie życzenia, by ta „odzyskała integralność terytorialną w ramach międzynarodowo uznanych granic”.
Ukraina świętowała 35. rocznicę uzyskania niepodległości 24 sierpnia 2026. Z tej okazji do Kijowa na uroczyste obchody przybyli europejscy przywódcy, w tym nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa oraz liderzy Mołdawii, Estonii i Luksemburga. Burnham zapowiedział, że proukraińska polityka jego poprzednika Keira Starmera będzie kontynuowana, a Ukraina może liczyć na wsparcie „większe niż kiedykolwiek”. Pisemne gratulacje dla Kijowa przekazał też sekretarz stanu USA Marco Rubio.
Co zaskakujące, w Kijowie nie pojawił się ani premier Donald Tusk, ani szef MSZ Radosław Sikorski. Donald Tusk odniósł się do święta Ukrainy w mediach społecznościowych, a Sikorski wziął zdalnie udział w poniedziałkowym spotkaniu Koalicji Chętnych.
„My, Polacy, wiemy, co znaczy płacić najwyższą cenę za niepodległość. Wiemy, co znaczą słowa „Za wolność waszą i naszą”. I dlatego Naród Polski jest dziś, w Dniu Niepodległości Ukrainy, całym sercem z walczącym Narodem Ukraińskim” – napisał premier.
„Cała demokratyczna Europa konsekwentnie stoi przy niepodległej Ukrainie” – napisał o spotkaniu Koalicji Chętnych na X Sikorski.
Jednak brak fizycznej obecności przedstawicieli rządu RP w Kijowie można uznać za wyraz pewnego dystansowania się wobec Ukrainy, czego przyczyną mogą być narastające w Polsce i napędzane przez skrajną prawicę antyukraińskie nastroje. Jak na łamach OKO.press skomentował Piotr Pacewicz:
„Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” – ta dewiza tępego nacjonalizmu pod maską udziału w tzw. normalnej grze interesów – zawisła nad polską polityką, ulega jej także koalicja rządząca, w jej cieniu żyje społeczeństwo. I kręci się to błędne koło: rządzący odwołują się do antyukraińskich nastrojów, a kiedy te narastają, tłumaczą nimi kolejne decyzje, gesty i wypowiedzi" – zauważa autor.
W ostatnich miesiącach zarówno rządzący, jak i środowisko prezydenta Karola Nawrockiego przyjęli wobec Ukrainy wyraźnie konfrontacyjną postawę, zwłaszcza w kwestii polityki historycznej. Prezydent zdecydował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego po tym, jak prezydent Ukrainy podjął decyzję o nadaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii imienia „Bohaterów UPA”. Decyzja Zełenskiego przyczyniła się w Polsce do nasilenia antyukraińskich nastrojów.
Przeczytaj także:
15 niemowląt zginęło w pożarze szpitala w Islamabadzie – podaje lokalna Geo.TV, na którą powołuje się agencja Reutera.
To najnowszy bilans tragedii, do której doszło w środę o poranku miejscowego czasu na trzecim piętrze oddziału ginekologicznego szpitala Pakistańskiego Instytutu Nauk Medycznych.
Według informacji międzynarodowych mediów znajdowała się tam szesnastka dzieci – oznacza to, że do tej pory życie straciły niemal wszystkie. Geo.TV podaje, że najbardziej prawdopodobną przyczyną pojawienia się ognia w placówce była awaria klimatyzacji.
Pakistańskie kanały telewizyjne pokazują nagrania z sali, którą objął pożar, a w materiałach widać całkowicie zniszczone pomieszczenie szpitalną z rozrzuconym sprzętem i osmolonymi ścianami. Źródła Reutera przekazują, że w szpitalu w momencie pożaru brakowało podstawowego personelu. „Nie było tam żadnej pielęgniarki, żadnego lekarza” – miała powiedzieć osoba, która znajdowała się wtedy w szpitalu.
Kierownictwo placówki odrzuca te zarzuty. Agencja cytuje również mężczyznę, który w pożarze stracił dziecko. Według jego relacji szpital „nie miał zabezpieczeń przeciwpożarowych, właściwie ulokowanych wejść ewakuacyjnych. Wszystkie drzwi były pozamykane, zaledwie jedne z nich otwierały się jedynie po to, by umożliwić wizyty” – przekazał świadek.
Agencja Reutera wskazuje na trudności w zarządzaniu placówkami medycznymi w Pakistanie, gdzie szpitale borykają się z brakiem środków i przeciążeniem personelu. Organy nadzorujące często wskazują na niegospodarność w działaniu ich kierownictwa.
Premier Pakistanu Shehbaz Sharif polecił służbom niezwłoczne przeprowadzenie śledztwa w sprawie tragedii. „Należy zidentyfikować osoby odpowiedzialne i podjąć wobec nich surowe kroki” – przekazało biuro szefa rządu, który jednocześnie wyraził „głęboki smutek i ubolewanie” w związku ze środową tragedią.
Jeszcze w zeszłym tygodniu w tym samym szpitalu na krótkie leczenie przyjęty został były premier Pakistanu Imran Khan, od sierpnia 2023 roku przebywający w więzieniu w związku z zarzutami dotyczącymi łapówkarstwa. Zdaniem jego otoczenia lider PTI jest więźniem politycznym.
Przeczytaj także:
Sfałszowane pismo dyplomatyczne, z którego wynika, że Polska chce odzyskać czeskie Zaolzie, wygenerowane newsy straszące, że Czesi masowo wyprzedają domy z obawy przed ich utratą, planowana manifestacja w Trzyńcu w obronie czeskich granic – to Rosjanie najprawdopodobniej stoją za akcją dezinformującą, której celem jest rozbicie sojuszu z Czechami.
Redakcja CyberDefence24.pl wykryła kampanię dezinformacyjną, której celem było zohydzenie Polaków Czechom i skłócenie sąsiadów.
Najpierw na łamach radia PiK pojawiła się nieprawdziwa informacja o tym, że Polska rzekomo planuje zajęcie kawałka teryroium Czech. News o podobnej treści pojawił się też na lokalnym portalu z Tczewa tcz.pl. Informacje te, nieopublikowane przez dziennikarzy tych portali, powoływały się na sfabrykowane pismo polskiego MSZ, w którym polska strona rzekomo żąda od Czech rewizji granic i oddania przeszło 600 hektarów ziem.
Podobny news pojawił się na sztucznie wygenerowanej domenie czeskiej, do złudzenia przypominającą stronę czeskiej rozgłośni iROZHLAS. Nieprawdziwy portal pisał również o rzekomym wzroście sprzedaży reklam nieruchomości na ziemiach, do których rozszczenia miała mieć polska strona. Informację opatrzono zwrotami uderzającymi w niepokój i strach czytelników wskazując, że do sprzedaży dochodzi, bo „ludzie się boją”. Wygenerowana strona do złudzenia przypominała istniejący portal, w wielu miejscach linkowała do prawdziwego portalu.
Dziennikarze portalu CyberDefence24 przeanalizowali te wpisy wskazując, że rzekome pismo od polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych sporządzono po czesku. Jedynie dwa ostatnie wyrazy w długim piśmie były napisane w języku polskim, co pozwoliło wysnuć związek, że dokument wygenerowała sztuczna inteligencja. Newsy linkowały do prywatnego konta Ambasadora Czech na Facebooku oraz odpowiedzi, które miał udzielać MSZ. Tyle że konta są nieprawdziwe, mają po kilkudziesięciu znajomych, a ich zdjęcia profilowe ustawiono dopiero pod koniec maja.
Czeski portal Seznam Zprávy poszedł dalej. Odkrył, że na Facebooku niejaki Adam Sikora promuje manifestację na rynku w Trzyńcu nawołującą do ochrony czeskich granic. W sieci zaczęły pojawiać się hasła takie, jak „Ziemia Cieszyńska jest czeska” czy „Śląsk Cieszyński jest czeski”. Jak potwierdzili dziennikarze, manifestacja nigdy nie była zgłoszona do urzędu, w materiałach wykorzystywano logo związku zawodowego KOVO, które odcięło się od akcji, a zdjęcie profilowe organizatora i inne fotografie, które miały uprawodpodobnić jego istnienie wygenerowało AI. Sztuczna inteligencja przygotowała nawet rzekomą ofertę sprzedaży domu przez Sikorę, powołującego się na groźby ze strony Polski. Dom też wygenerowało AI.
Wpisy bota podającego się za Sikorę komentują inne – podsycając wrogą atmoferę i w imieniu Polaków kłamliwie piszą, że Czechy powinny trafić do Warszawy.
Jak informuje w środę „Rzeczpospolita”, sprawą zajmują się obecnie odpowiednie organy w obu krajach. W Polsce działania podjął NASK, a oddzielne śledztwo prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. W Czechach zawiadomienie do prokuratury złożyły osoby związane z opozycją, wskazując na możliwość popełnienia przestępstwa podżegania do nienawiści oraz działania na rzecz obcego mocarstwa. Seznam Zprávy nie ma wątpliwości, że akcja dezinformacyjna to robota Kremla, który chce rozbić koalicję polsko-czeską.
Eva Klusová, analityczka z Czeskiej Akademii Nauk cytowana przez portal Seznam Zprávy podnosi, że kampania wykorzystuje istniejące w regionie wrażliwe wątki społeczne.
„Seznam Zpravy” twierdzi, że twórcy kampanii wykorzystują „ziarenko prawdy”, jakim jest tzw. dług graniczny, który powstał przy korekcie granicy w latach 50. Chodzi o około 368 hektarów, które są przedmiotem rozmów dyplomatycznych, ale nie oznaczają polskich planów jednostronnego zajęcia czeskich ziem – podkreślił portal.
Przeczytaj także: