Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Podkomisja nadzwyczajna ds ustawy o asystencji osobistej spotkała się na trzecim roboczym spotkaniu i zanalizowała siedem artykułów projektu. Ma jeszcze omówić 102 artykuły. Wydaje się, że projekt został przemyślany merytorycznie, ale napisany został nieprecyzyjnie i niezgodnie z zasadami legislacji.
Podkomisja ma przygotować jeden projekt z trzech: rządowego, poselskiego i prezydenckiego (Andrzeja Dudy). Spotyka się zaś tylko w dni posiedzeń Sejmu, czyli dwa-trzy razy w miesiącu, a projekt jest obszerny.
Głównym problemem jest obecnie to, że projekt rządowy, stanowiący podstawę prac,
jest napisany nieprecyzyjnym, nieoprawnym legislacyjnie językiem.
Na posiedzeniu podkomisji 25 lutego niemal każde zdanie projektu trzeba było doprecyzowywać albo całkiem przerabiać. Gdyby pozostało w niezmienionej wersji, mogłoby być interpretowane inaczej, niż chciał projektodawca.
Posłom z pomocą prawniczek z Biura Legislacyjnego Sejmu udało się dojść do artykułu 23. Projekt ma ich 125. Podkomisja praktycznie nie zajęła się jeszcze dyskusją o rozwiązaniach merytorycznych – redaguje tekst, by był poprawny prawniczo, ale nie decyduje jeszcze praktycznie, czy i jakie elementy z dwóch pozostałych projektów wprowadzić do projektu wiodącego.
Końca prac zatem nie widać – choć początkowo podkomisja planowała zakończyć je jeszcze w styczniu.
Przeczytaj także:
Ustawa o asystencji osobistej jest ogromną reformą społeczną. To państwo ma wziąć na siebie obowiązek wspierania osób z niepełnosprawnościami – uwalniając zobowiązanych dziś do tego członków rodzin. Państwo zrobi to wprowadzając ustawowe prawo do wsparcia ze strony opłacanego z budżetu asystenta. Jego pomoc miałaby być przydzielana na podstawie indywidualnej oceny sytuacji i potrzeb danej osoby z niepełnosprawnością, ale na podstawie tych samych kryteriów i zasad w całym kraju. Ustawa musi więc uwzględnić nie tylko różne rodzaje niepełnosprawności, ale też najróżniejsze sytuacje życiowe, rodzinne, zawodowe oraz problemy wynikające np. z miejsca zamieszkania.
Do wprowadzenia asystencji osobistej Polska zobowiązała się ratyfikując w 2012 r. Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami. Konwencja gwarantuje każdemu prawo do niezależnego życia. A to w przypadku niepełnosprawności takie życie możliwe jest często tylko dzięki wsparciu asystenta oraz dzięki świadczeniu finansowemu pokrywającemu dodatkowe koszty, jakie trzeba ponieść (tzw. świadczenie wspierające).
Asystencji ustawowej nie mamy. Polsce udało się do tej pory wprowadzić tylko asystencję „projektową”: ministerstwo przeznacza co roku pewną pulę pieniędzy na asystencję i ogłasza konkurs. Organizacje pozarządowe oraz samorządy, których projekty w takim konkursie zwyciężą, dostają pieniądze na rok. Przy czym sama usługa asystencji osobistej jest świadczona tylko przez kilka miesięcy. Po uzyskaniu rządowych funduszy trzeba usługę najpierw zorganizować, a pod koniec roku – rozliczyć. W międzyczasie osoba z niepełnosprawnością zostaje bez wsparcia.
Do przygotowania ustawy tworzącej całościowy i trwały system zobowiązał się jeszcze prezydent Andrzej Duda. Bardzo krytykowany projekt przedłożył pod koniec 10-letniego urzędowania, w 2024 r. PiS-owi projektu ustawy przygotować się nie udało (wprowadził jednak tworzące z asystencją parę świadczenie wspierające).
Koalicja Obywatelska zobowiązała się do wprowadzenia ustawy w 100 konkretach, a cała koalicja rządowa wpisała to do swojego programu. Bardzo też na nim zależało Polsce 2050.
Projekt, po konsultacjach, był gotowy wiosną zeszłego roku. Przygotowało go Biuro Pełnomocnika ds. Osób z Niepełnosprawnościami w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Projekt do jesieni 2025 r. utknął jednak w Stałym Komitecie Rady Ministrów. Premier Tusk zasugerował latem, że na tak kosztowną reformę inwestująca w armię Polska nie ma pieniędzy. Ówczesny pełnomocnik rządu ds. osób z niepełnosprawnościami Łukasz Krasoń z Polski 2050 w tym czasie angażował się w życie swojej partii oraz pisał książkę o zmaganiu z ciężką i nieuleczalną chorobą. Szef Stałego Komitetu Maciej Berek powtarzał tymczasem, że projekt jest źle napisany. Nie wyjaśnił jednak, na czym polega problem.
Ponieważ rząd ciągle projektu nie przesyłał do Sejmu, Lewica i Polska 2050 przedłożyły w paramencie swój projekt. W dużej mierze oparty był on na wersji ministerialnej, tyle że zawierał korzystniejsze rozwiązania dla osób z niepełnosprawnościami.
Teraz jesteśmy po pierwszym czytaniu ustawy w Sejmie. Komisja sejmowa wybrała podkomisję, Łukasza Krasonia na stanowisku pełnomocnika zastąpiła posłanka Polski 2050 Maja Nowak, a Biuro Legislacyjne Sejmu zanalizowało trzy projekty. Ma propozycje zmian językowych do projektu wiodącego (rządowego), tak by tekst był precyzyjny. Podkomisja zmiany te szczegółowo omawia i przyjmuje. Potem dopiero zaczną się prace w Komisji Polityki Społecznej. A następnie ustawę będzie mógł uchwalić Sejm.
Dziś nie sposób powiedzieć, kiedy to będzie. A dopiero po przyjęciu ustawy i podpisaniu jej przez prezydenta można zacząć przygotowywać system informatyczny pomagający przyznawać wsparcie asystentów i rozliczać ich pracę.
Tymczasem zastępca ministry Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, wiceminister polityki funduszy i polityki regionalnej Jan Krzysztof Szyszko, zasugerował niedawno w mediach społecznościowych, że negocjując zmiany w KPO Polska mogłaby zaproponować Komisji Europejskiej właśnie dopisanie do Planu zobowiązania wprowadzenia asystencji osobistej. Na razie jednak nie ma czego wpisywać.
W przemówieniu o stanie Unii Trump poświęcił potencjalnej wojnie z Iranem najwyżej trzy minuty z niemal dwóch godzin. Miejscami jego słowa przypominały retorykę George'a Busha na temat Iraku
W wygłoszonym 24 lutego wieczorem czasu waszygntońskiego Donald Trump wygłosił doroczne przemówienie o stanie Unii. Większą część prawie dwugodzinnej przemowy poświęcił na sprawy krajowe. Przypomniał też jednak słuchaczom o swoim ulubionym temacie międzynarodowym – o jego wyjątkowych zasługach dla pokoju na świecie.
Prezydent USA kolejny raz mówił, że w ciągu roku zakończył osiem wojen. Dodał też jednak coś nowego: według Trumpa premier Pakistanu Szechbaz Szarif przekazał mu, że dzięki zaangażowaniu amerykańskiego prezydenta w negocjacje między Pakistanem i Indiami udało się uratować życia 35 milionów osób.
Liczba ta ulega błyskawicznej inflacji. W zeszłym roku Trump mówił bowiem, że z tego samego źródła usłyszał, że uratował w ten sposób 10 mln osób. Istnieje więc szansa, że do końca roku okaże się, że amerykański prezydent uratował już całą populację Pakistanu (dziś to około 250 mln).
Wiele osób oczekiwało, że jednym z głównych tematów będzie Iran i groźba wojny, jaką Amerykanie mogą wypowiedzieć krajowi rządzonemu przez Alego Chameneiego. Słowo Iran padło jednak zaledwie cztery razy. Bliżej końca przemówienia Trump przypomniał, że trwają rozmowy dyplomatyczne z Iranem. I że on preferuje pokojowe rozwiązanie, ale Iran nie może posiadać bomby atomowej. Dodał, że od rewolucji w 1979 roku Iran rozsiewa na świecie jedynie „terroryzm, śmierć i nienawiść”.
Powiedział też:
„Już teraz stworzyli rakiety, które mogą grozić Europie i naszym bazom w regionie. Pracują nad rakietami, które niedługo będą mogły sięgnać Stanów Zjednoczonych Ameryki”.
Słowa te przypominają podejście George'a W. Busha z 2002 i 2003 roku, gdy przez inwazją na Irak przekonywał o zagrożeniu, jakie dla całego świata stanowi reżim Saddama Husajna.
Jutro, w czwartek 26 lutego delegacje USA i Iranu mają spotkać się w Genewie po raz trzeci w tym roku. Nadzieje na osiągnięcie porozumienia, które pozwoli obu stronom ogłosić zwycięstwo, jest jednak nikła. Od polityków obu stron słyszymy wypowiedzi, które zaogniają sytuację. Trump chciałby, żeby Irańczycy zaakceptowali wszystkie amerykańskie żądania – m.in. porzucenie swoich rakiet balistycznych dalekiego zasięgu, porzucenie programu atomowego. A do nacisku wykorzystuje największą amerykańską obecność wojskową w regionie od inwazji na Irak w 2003 roku.
Dla Chameneiego ugięcie się pod taką presją nie wchodzi w grę. Według zachodnich mediów Trump rozważał w ostatnim czasie krótkie uderzenie ostrzegawcze, a dłuższą wojnę dopiero, gdyby po takim uderzeniu Iran się nie ugiął. Takie podejście do sprawy może jednak wynikać z głębokiego niezrozumienia procesów politycznych i Iranie i sposobu działania i myślenia tamtejszych polityków. Jest mało możliwe, by Chamenei w ten sposób ustąpił. Irański przywódca widzi w takiej polityce fundamentalną słabość, która podważa rewolucyjne podstawy Republiki Islamskiej.
Jeśli więc mamy uniknąć kosztownej i krwawej wojny w Iranie, przynajmniej jedna ze stron musi fundamentalnie zmienić swoje podejście do negocjacji. Na razie od dwóch tygodni krok po kroku zbliżamy się do konfrontacji.
Przeczytaj także:
To pierwszy taki przypadek po wprowadzeniu nowych przepisów. 39-latka została skazana na rok pozbawienia wolności za złamanie dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów.
O zdarzeniu informuje Komenda Powiatowa Policji z Jarosławia, która zatrzymała kobietę do kontroli o poranku w Wiebrznej. Okazało się, że jechała volkswagenem mimo dożytowniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wydał go w 2025 roku Sąd Rejonowy w Jarosławiu.
Funkcjonariusze zatrzymali 39-latkę, a sprawa została ekspresowo załatwiona przez sąd, który zastosował wobec niej przyspieszony tryb orzekania. Stosuje się go wobec osób, które policjanci ujęli na gorącym uczynku. W mniej niż dobę sąd orzekł o roku bezwzględnego pozbawienia wolności i ponownym dożywotnim zakazie prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Dodatkowo musi wpłacić 12 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej i 15 tys. zł nawiązki na rzecz Skarbu Państwa. Nie przysługuje jej prawo do odwołania się – wyrok jest prawomocny.
Nowelizacja kodeksu ruchu drogowego, której zapisy obowiązują od końcówki stycznia 2026 r., znacznie zaostrzają regulacje stosowane wobec osób dopuszczających się przewin na drodze. Wcześniej kobiecie z Podkarpacia nie groziłoby więzienie.
Karę pozbawienia wolności można zastosować również wobec osób skrajnie przekraczających prędkość czy uczestniczących w nielegalnych wyścigach. Zatrzymana przez jarosławską policję mogłaby zostać ukarana również konfiskatą pojazdu, z czego jednak sąd zrezygnował.
Nowością jest też kara za drift – czyli popisowe ślizgi w poprzek jezdni, czy obowiązkowa konfiskata pojazdu za więcej niż półtora promila w wydychanym powietrzu.
O tym, że nowe przepisy mogą zadziałać na korzyść kierowców i pieszych, mówił w OKO.press dr. Piotr Kładoczny, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:
„Przepisy nie będą działały na wszystkich. W każdym przypadku będą osoby, które je zignorują, stwierdzając, że może jakoś im się uda. I być może rzeczywiście się uda – raz, drugi, dziesiąty. Mam jednak wrażenie, że kierowcy po wejściu przepisu o zatrzymaniu prawa jazdy po przekroczeniu prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym, zaczęli uważać. Rozmawiałem wtedy z wieloma osobami, które obawiały się tej sankcji, stwierdzały, że OK, 30-40 km/h ponad ograniczenie to mandat, trudno, ale nie chcę przecież stracić prawa jazdy.”
Przeczytaj także:
Ministerstwo Energii poinformowało o podpisaniu umowy na opracowanie “generycznego projektu” reaktora SMR. Według resortu takie reaktory mogą być ważnym elementem polskiego programu jądrowego.
Umowę dotyczącą opracowania tzw. “generycznego projektu” reaktora modułowego BWRX-300 podpisali przedstawiciele Orlen Synthos Green Energy (OSGE) oraz GE Vernova Hitachi Nuclear Energy w siedzibie amerykańskiego Departamentu Energii. Według Ministerstwa Energii dokument ma przyspieszyć przygotowanie inwestycji, obniżyć koszty i włączyć polskie firmy do łańcucha dostaw.
Na zdjęciu: minister Miłosz Motyka po podpisaniu umowy
Rząd liczy, że reaktory modułowe, które są stosunkowo małe, szybkie w budowie i tanie (w skrócie SMR), staną się “drugą nogą” polskiego programu rozwoju energetyki jądrowej, obok wielkoskalowych inwestycji, z których pierwsza powstaje w nadmorskim Choczewie.
Porozumienie obejmuje opracowanie projektu technicznego reaktora dostosowanego do polskich przepisów, norm bezpieczeństwa oraz warunków środowiskowych. Projekt określany jest mianem “generycznego”, ponieważ ma pełnić rolę wzorcowej dokumentacji dla wszystkich przyszłych elektrowni tego typu w kraju, co ma wyeliminować konieczność tworzenia pełnej dokumentacji od podstaw przy kolejnych inwestycjach.
Dzięki standaryzacji inwestycji strony oczekują skrócenia czasu przygotowania budowy, redukcji ryzyka projektowego, obniżenia kosztów jednostkowych przez efekt skali oraz większej przewidywalności harmonogramów.
Według urzędników ma to umożliwić niemal taśmową realizację elektrowni SMR zamiast pojedynczych, długotrwałych projektów. Podczas uroczystości przedstawiciele rządu podkreślali, że umowa ma przynieść także wsparcie dla krajowych dostawców usług i technologii oraz impuls rozwojowy dla przemysłu.
OSGE to wspólny interes Orlenu i Michała Sołowowa, jednego z najbogatszych Polaków, właściciela zakładów chemicznych w Oświęcimiu. OSGE ma przeszczepić do Polski technologię reaktorów SMR, osiągających moc do 300 megawatów – a więc stosunkowo niewielkich, szybkich w budowie i tanich. Pierwszy taki obiekt na świecie właśnie powstaje w kanadyjskim Darlington nad jeziorem Ontario, kolejne rozważane są w Kanadzie, USA i Europie, w tym na dużą skalę w Polsce.
SMR-y mają pełnić rolę drugiego filaru polskiego programu jądrowego, uzupełniając wielkoskalowe elektrownie, które mają zapewnić główny wolumen mocy. Według entuzjastów technologii SMR-y umożliwią dekarbonizacje źródeł energii dla odbiorców przemysłowych i dużych miejskich systemów ciepłowniczych.
Preferowaną lokalizacją pierwszego projektu ma być Włocławek (gdzie Orlen produkuje nawozy azotowe i tworzywa sztuczne pod marką Anwil) z planowanym uruchomieniem komercyjnym na początku lat 30.
Na razie wciąż tylko teoretyczny, masowy rozwój SMR-ów budzi jednak kontrowersje. W październiku 2025 roku opisywaliśmy w OKO.press plany prezydenta Stalowej Woli, Lucjusza Nadbereżnego (PiS), który chce zbudować SMR na cennych przyrodniczo terenach, czemu sprzeciwiają się Lasy Państwowe i Państwowa Rada Obrony Przyrody.
Przeczytaj także:
Manul bez oka, samica o imieniu Bożena, zniknął z wybiegu w poznańskim zoo. Miała zostać wypuszczona przez „nieznanego sprawcę”.
W środę rano poznańskie zoo zamieściło informację o zaginięciu manula. „W trakcie porannego obchodu zauważono, że zostały otwarte pomieszczenia, w których zwierzę przebywało. Z naszych ustaleń wynika, że mogła zostać wypuszczona celowo przez nieznanego sprawcę” – czytamy. Nie wyjaśniono, jak postronna osoba znalazła się na terenie zoo i miała dostęp do pomieszczeń, gdzie mieszkają zwierzęta.
„Znakiem charakterystycznym Bożenki jest brak lewego oka, które straciła w młodym wieku. Prosimy o czujność i uważne rozglądanie się w okolicy ogrodu zoologicznego i terenów przyległych” – dodaje zoo i apeluje o pomoc w poszukiwaniach.
Każdy, kto zauważy Bożenę, proszony jest o niezbliżanie się do niej i kontakt z zoo pod numerem telefonu +48 663 110 436 lub ze Strażą Miejską – 986.
Zoo wyjaśnia, że manul to niewielki, szary, dziki kot o gęstym futrze, który nie jest oswojony, przez co unika kontaktu z ludźmi i w sytuacji stresowej może się bronić.
Bożena jest siostrą Magellana, manula z Poznania, który w 2023 został uznany za najpiękniejszego przedstawiciela tego gatunku na świecie. Głosowanie w tej sprawie prowadził profil DailyMantle na platformie X, a Magellan w zaciętej walce pokonał manula z Japonii.
W październiku 2020 roku Magellan uciekł z zoo, a poszukiwania trwały sześć dni. Jak wyjaśniała poznańska „Wyborcza”, wybieg, na którym mieszkają manule, składa się z dwóch pomieszczeń połączonych furtką ze śluzą. W tym miejscu brakowało fragmentu siatki, ale był założony pastuch. „Nie ma możliwości, musiał przejść po tym pastuchu” – mówiła wtedy rzeczniczka zoo.
Magellan znalazł się na terenie ogródków działkowych, kiedy pracownicy zoo trafili już nadzieję. Był wychłodzony i wyczerpany.
Przeczytaj także: