0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:13 16-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Degradacja. Waldemar Żurek przenosi żonę szefa kancelarii Nawrockiego

Julita Dziedzic-Bogucka, żona Zbigniewa Boguckiego, który kieruje kancelarią prezydenta, została odwołana z pracy w szczecińskiej Prokuraturze Krajowej i zdegradowana do pracy w okręgu. Decyzję osobiście podjął prokurator generalny Waldemar Żurek.

Co się wydarzyło?

„Pan minister jest osobliwą postacią” – tak Zbigniew Bogucki na łamach „Faktu” skomentował informację o odwołaniu żony z posady w Prokuraturze Krajowej.

Julita Dziedzic-Bogucka pracuje w Prokuraturze Krajowej w Szczecinie od 2017 roku. Zajmuje się przestępczością zorganizowaną i korupcyjną. Do pracy w PK została delegowana bezpośrednio z Prokuratury Rejonowej, z pominięciem szczebla okręgowego.

Decyzję o odwołaniu prokuratorki Waldemar Żurek podpisał 11 czerwca. Jak wynika z informacji podanych przez RMF FM, dekret zawiera ledwie jedno zdanie. „Podobne decyzje kadrowe nigdy nie zawierają uzasadnienia, a odwołanie następuje z odpowiednim, trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia” – przekonuje rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak. Odwołanie wchodzi w życie 30 września.

I to wtedy, Julita Dziedzic-Bogucka rozpocznie pracę w Prokuraturze Okręgowej.

Jaki jest kontekst?

Julita Dziedzic-Bogucka jest żoną Zbigniewa Boguckiego, wieloletniego działacza PiS, a obecnie szefa kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego.

PiS w czasach swoich rządów od 2015 roku tak zreformował sądownictwo i prokuraturę, że pozwolił politykom prawicy na przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Zaczęła się od prokuratury.

28 stycznia 2016 roku, a więc niecałe dwa miesiące po pierwszym posiedzeniu Sejmu z większością PiS-owską, posłowie uchwalili nową ustawę o prokuraturze, która połączyła funkcję prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nadając pełnię władzy Zbigniewowi Ziobrze. w Prokuraturze Krajowej powołano też Wydział Spraw Wewnętrznych, oddelegowany do przestępstw popełnianych przez sędziów czy prokuratorów.

Ziobro otrzymał możliwość powoływania i odwoływania szefów prokurator, nowe przepisy zniosły też kadencyjność i umożliwiły natychmiastowe odwołania. Co ważne w przypadku Boguckiej, reforma zniosła też konkursy na wyższe stanowiska i umożliwiła prokuratorowi generalnemu powołania na stanowiska kogo chce i kiedy chce. A to umożliwiło PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy obsadzenie prokuratur zaufanymi sobie ludźmi.

Za kadencji Zbigniewa Ziobry wymieniono niemal wszystkich prokuratorów na kierowniczych stanowiskach w Prokuraturze Krajowej, w prokuraturach okręgowych i rejonowych. Awanse dostawali głównie osoby związane z politykami PiS-u i Zjednoczonej Prawicy.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

15:46 16-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Michal Borowczyk / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Borowczy...

Rząd będzie zbierał dane o pensjach medyków. Dlaczego teraz?

„To ustawa, która pozwoli na zebranie danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL” – powiedział Adam Szłapka tuż po posiedzeniu rządu. Projekt ustawy został przyjęty tuż po tym, jak na jaw wyszło, że lekarz-rezydent z partyjną legitymacją KO w zeszłym roku zarobił 1,5 miliona złotych i był m.in. koordynatorem SOR.

Co się wydarzyło?

Rząd przyjął we wtorek projekt ustawy, która pozwoli na weryfikację wysokości zarobków medyków po sprawdzeniu ich numeru PESEL. Donadl Tusk nie ukrywał, że to ustawa powiązana z Dawidem Kacprzykiem, lekarzem-rezydentem i działaczem KO, który tylko w ubiegłym toku mial zarobić horrendalne sumy, i to pracując bez specjalizacji.

Jak wskazał rzecznik KPRM Adam Szłapka, nowy system ma pomóc „zarządzić i wprowadzić dokładniejsze zmiany w systemie„. Ale żeby to się stało, ”najpierw trzeba posiąść te wszystkie informacje”.

Dziś Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymuje ze szpitali i przychodni informacje o wygagrodzeniach pracowników, ale zanonimizowane. Dlatego nie sposób przypisać kontraktów do jednej osoby i ustalić łącznej wysokości wynagrodzenia przypadającego na konkretnego medyka.

„W interesie lekarzy jest, żeby rząd miał dostęp do ”rzetelnej informacji, jak wyglądają zarobki w poszczególnych jednostkach„ – mówił we wtorek premier. I dodał, że chodzi o możliwość rzetelnej wyceny procedur i udział zarobków lekarzy w danej procedurze. ”Ta informacja jest niezbędna, aby skutecznie i adekwatnie wyceniać samą procedurę, udział zarobków we wszystkich kosztach szpitala i tak dalej. I dlatego bardzo króciutki projekt ustawy, który umożliwi agencji rządowej orientację, kto w jakich miejscach ile zarabia, tak żeby to zracjonalizować i żeby nie dochodziło do, mam nadzieję, pojedynczych, skandalicznych sytuacji" – powiedział premier.

Naczelna Izba Lekarska krytycznie komentuje ten pomysł twierdząc, że to kolejna odsłona walki z medykami i próba odrówcenia uwagi od bieżących problemów.

„W grudniu 2025 roku próbowano zwrócić opinię publiczną przeciwko nam, epatując zarobkami promilowej grupy lekarzy. Teraz system się wali, limituje się świadczenia, pacjenci się buntują. W związku z tym znów próbuje się znaleźć kozła ofiarnego. A wiadomo, że jeżeli stworzy się jakiś dodatkowy rejestr z naszymi danymi, to bezpieczeństwo tych danych stoi pod znakiem zapytania. Martwimy się również tym, że takie dane mogą być użyte do prób dyskredytacji naszego środowiska” – podnosił w rozmowie ze Sławomirem Zagórskim dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

„Nie chcemy być jedyną grupą zawodową, której zarobki są ujawniane w taki sposób. Jeżeli politycy proponują rejestr zarobków po PESEL-u, chcielibyśmy też poznać ich zarobki po PESEL-u ze wszystkimi dodatkami. Myślę, że nie byliby bardzo chętni do tego, żeby dokładnie wszystko powpisywać, pomimo że mają oświadczenia majątkowe” – podnosi prezes NIL.

Jaki jest kontekst?

Rozmowy o wysokich zarobkach lekarzy wybuchła po tym, gdy Patryk Słowik na portalu X, a potem Tomasz Mikulicz na łamach TVN ujawnili, że radny dzielnicowy KO Dawid Kacprzyk, w 2025 roku zarobił niemal 1,6 miliona złotych. Kacprzyk ma 29 lat, jest młodym lekarzem z niespełna dwuletnim stażem, w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii.

Jak ustalił Patryk Słowik na łamach portalu Zero.pl Kacprzyk pracuje w czterech warszawskich publicznych placówkach. Najmocniej związany jest z Warszawskim Szpitalem Południowym (placówka jest własnością miasta), w którym jest koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego.

„Tak wysoka stawka we wczesnym etapie kształcenia bardzo odbiega od standardowej procedury. Młodzi lekarze tyle nie zarabiają” – mówi TVN-owi Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Dodał, że nie słyszał, aby ktoś w tak młodym wieku i w trakcie specjalizacji pełnił tak ważną funkcję, jaką jest koordynowanie SOR-u i miał w związku z tą funkcją aż takie zarobki.

Znaki zapytania mnożą się nie tylko w kwestii wysokości zarobków, ale i czasu pracy lekarza. Jak odkrył Słowik, lekarz w lutym 2025 spędzał na dyżurach średnio 13,5 godziny dziennie, w czerwcu zbliżył się już do 14 godzin na dobę, a w listopadzie – 15 godzin dziennie. Słowik odkrył przynajmniej kilkanaście błędów w dokumentacji wskazując, że mężczyzna był wpisany w szpitalny grafik i w teorii pełnił dyżur. A publicznie chwalił się spotkaniami m.in. z marszałek Sejmu Małgorzatą Kidawą-Błońską, komentował debaty wyborczej na portalach społecznościowych czy przebywał na spotkaniach rady dzielnicy.

Przykład: 11 kwietnia 2025 r. Dawid Kacprzyk oglądał debatę przed zbliżającymi się wówczas wyborami prezydenckimi. Poinformował o tym internautów, wskazując, że wygrał Rafał Trzaskowski. Tego dnia przez całą dobę dyżurował na SOR-ze (a przynajmniej tak wynika z papierów). Był to zresztą dyżurowy maraton, gdyż Kacprzyk – według grafiku – pracował od 11 kwietnia od godz. 8 rano do 15 kwietnia do godz. 8 rano. Oznacza to, że – jeśli tylko dokumentacja szpitalna nie zawiera błędów – dyżurował bez przerwy przez 96 godzin – ustalił Patryk Słowik.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, Dawid Kacprzyk złożył mandat członka partii KO. Donald Tusk poinformował też, że w szpitalu zlecona została kontrola. „Prokuratura będzie interesowała się tą sytuacją i będzie wyjaśniać, na ile działania mężczyzny były zgodne z prawem, a na ile były przekroczeniem takiego prawa” – zapowiedział premier.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:07 16-06-2026

Prawa autorskie: Foto Andrew Harnik / Getty Images via AFPFoto Andrew Harnik /...

Krok w stronę pokoju na linii Iran-USA? „Bez broni jądrowej”

W piątek memmorandum między USA a Iranem za zostać osobiście podpisane przez obydwie strony konfliktu – potwierdził MSZ Iranu oraz prezydent Stanów Zjednoczonych. Donald Trump twierdzi, że już uzgodnił, iż Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej. „Reszta jest dla nas nieistotna” – powiedział na szczycie G7 we Francji.

Co się wydarzyło?

Pierwsza runda negocjacji między USA i Iranem doprowadziła do zawarcia (na razie sygnowanego elektronicznie) wstępnego porozumienia o zakończeniu wojny. Dokument ma liczyć 1,5 strony i nie został ujawiony publicznie. Według „New York Timesa”, mają tam pojawić się zapewnienia dotyczące otwarcia cieśniny Ormuz oraz zawieszenia broni na ok. 60 dni.

MSZ Iranu potwierdził, że kolejna runda negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi ma odbyć się w piątek, tuż po rzeczywistym podpisaniu umowy. Agencja AFP podaje, że rozmowy mają odbyć się o godzinie 19 w szwajcarskim kurorcie Burgenstock.

Ich kluczowym elementem będzie wizja rozwoju nuklearnego Iranu. Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami w Francji na szczycie G7 ogłosił jednak, że Iran już zapewnił i potwierdził, iż nie będzie rozwijał broni jądrowej – i że jest to już ustalone oraz wpisane w umowę.

„Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej. Tak jest tam napisane. Nie będą mieli prawa kupić, rozwijać, nie będą mieli broni jądrowej” – przekazał Trump. I dodał: „Reszta jest dla nas nieistotna” – mówił we wtorek, 16 czerwca, prezydent USA.

Przeczytaj także:

„Mamy wszystkie porozumienia, jakich oczekiwaliśmy. Osiągnęliśmy 99,9 procent tego, co chciałem” – mówił we Francji Trump.

Jaki jest kontekst?

Jak wyjaśniał na łamach OKO.press Jakub Szymczak, uzgodnione memorandum nie jest umową pokojową, a zapisem zasad i warunków dalszychrozmów na poważniejsze tematy, jak np. irański program atomowy i zniesienie sankcji czy sfinansowania obudowy Teheranu.

„Prawdziwe wyzwania dopiero przed negocjatorami” – pisze Szymczak. Pod znakiem zapytania jest też postawa Izraela, którego władze otwarcie przyznają, że porozumienie ich nie dotyczy i zamierzają dalej bombardować Liban oraz stacjonować w Gazie i Syrii.

Otwarta wojna między USA i Izraelem a Iranem wybuchła 28 lutego 2026 roku. Jej celem było osłabienie potencjału militarnego Iranu, który zdecydował się zablokować cieśninę Ormuz doprowadzając do destabilizacji rynków energetycznych na całym świecie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:03 16-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Mandel NGAN / AFPPhoto by Mandel NGAN...

Trump: Netanjahu musi być bardziej odpowiedzialny w Libanie

Amerykański prezydent pozwala sobie na śmiałe uwagi krytyczne wobec premiera Izraela. Ich spór może być jednym z głównych przeszkód ku dalszemu porozumieniu z Iranem

Co się wydarzyło

Podczas wypowiedzi dla mediów we francuskim Évian-les-Bains, gdzie Donald Trump bierze udział w szczycie G7, amerykański prezydent zapewniał, że jego relacja z Benjaminem Netanjahu jest bardzo dobra. A następnie niemal wszystko, co powiedział, świadczyło o czymś zupełnie przeciwnym. Ze słów Trumpa wynika np., że jest on zirytowany działaniem Izraela w Libanie. Zarówno w ostatnich dniach, jak i w szerszej perspektywie.

„Za dużo ludzi ginie, nie trzeba niszczyć całych budynków za każdym razem, gdy chce się trafić jakiś cel, bo w tych budynkach jest dużo ludzi, którzy nie są z Hezbollahu. Sugerowałem Izraelowi, by to Syria zajęła się Hezbollahem, bo, szczerze mówiąc, myślę, że zrobiliby to lepiej” – przekonywał Trump w stylu, który z całą pewnością nie został dobrze przyjęty w Izraelu. Amerykański prezydent mówił, że premier Netanjahu „musi być bardziej odpowiedzialny” w odniesieniu do Libanu.

Trump powiedział też wprost, że nie podobały mu się ataki Izraela na cele Hezbollahu w Libanie na chwilę przed uzgodnieniem wstępnego porozumienia z Iranem. Ataki te są powszechnie interpretowane jako próba sabotowania tego porozumienia przez Izrael.

Jaki jest kontekst

To kolejna odsłona konfliktu na linii Trump-Netanjahu, którego katalizatorem jest wojna w Iranie i jej rozczarowujący dla obu przywódców wynik. Liban i wojna Izraela z Hezbollahem to jednocześnie jeden z kluczowych czynników dla powodzenia dalszych rozmów USA z Iranem. Możemy się więc spodziewać, że napięcia między Trumpem a Netanjahu będą w najbliższych miesiącach nieustannie silne.

Izrael konsekwentnie realizuje w regionie agresywną politykę zagraniczną. Prowadzi działania wojenne na terenie sąsiednich krajów bez konsultacji z tymi krajami, jeśli uzna, że tego wymaga jego polityka bezpieczeństwa. Konsekwencją jest bardzo duża liczba ofiar cywilnych, co zauważa sam Trump. Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia liczba ofiar śmiertelnych izraelskich ataków od 2 marca wynosi obecnie 3826 osób. Wśród ofiar są setki cywili, dzieci, ratowników.

Izrael jesienią czekają wybory parlamentarne. Wątpliwe więc, by Netanjahu chciał się wycofać, by nie pokazywać się jako słaby przywódca. Izraelskie wojsko zapowiedziało już z resztą, że z zajętych na południu Libanu terenów nie zamierza się wycofywać w związku z amerykańskim porozumieniem z Iranem.

Irańczycy z kolei zdążyli już zapewnić Hezbollah (który jest bliskim sojusznikiem Islamskiej Republiki Iranu), że w kolejnej rundzie rozmów z USA będą domagali się pełnego wycofania sił izraelskich z południa Libanu. Iran w swojej retoryce i praktyce politycznej traktuje Izrael jako byt w pełni zależny od USA, który nie prowadzi własnej polityki, a jedynie realizuje zadania nakreślone w Waszyngtonie. To, że nie jest to do końca prawda, pokazują np. ostatnie spięcia między Netanjahu i Trumpem (jednocześnie Izrael w sprawach wojskowych w dużej mierze polega na Amerykanach). Ale takie podejście ma konkretne konsekwencje dla dalszych rozmów. Będzie to powodowało nieustanne napięcie, które może spowodować zerwanie rozmów.

Przeczytaj także:

13:42 16-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Handout / UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE / AFP) / XGTY / RESTRICTED TO EDITORIAL USE - MANDATORY CREDIT "AFP PHOTO / UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE"Photo by Handout / U...

Zełeński po rozmowie z Trumpem. Będą naciski na Rosję

Jak informuje Reuters, przywódcy państw obecnych na szczycie G7 we Francji zgodnie chcą zwiększenia presji na Rosję i nałożenia na Kreml większych sankcji. Donald Trump potwierdził, że USA lada moment wróci do zakazu importowania ropy z Rosji, a po rozmowie z Wołodymyrem Zełeńskim zaapelował do Putina o pokój w Europie.

Co się wydarzyło?

Do tego spotkania mogło nie dojść. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński chciał porozmawiać z prezydentem USA podczas francuskiego szczytu G7 w Evian. Donald Trump jednak rozmów tych unikał. Niewyłączone mikrofony zarejestrowały fragment rozmowy Zełeńskiego z Emmanucelem Macronem, który polecił mu, by opóźnił swój wyjazd z Francji, a on zrobi wszystko, by do spotkania z prezydentem USA doprowadzić.

I to się udało. Prezydent USA o 10:35 opublikował na portalach społecznościowych, który jednoznacznie potwierdza, że do rozmowy z Donaldem Trumpem doszło. Według Reutersa rozmowa była krótka, trwała ledwie kilkanaście minut. Ale i była dla Ukrainy owocna.

W kuluarach szczytu G7 prezydenci omówili m.in. kwestię uzyskania licencji na produkcję pocisków w samej Ukrainie, otrzymania od USA większej liczby pocisków oraz rozmów pokojowych z Rosją. Zełeński miał wskazać, że pokój w Ukrainie musi zostać zawarty przed zimą. I że potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa na okres powojenny.

Prezydent Ukrainy powiedział, że wśród przywódców uczestniczących w szczycie panuje jednomyślność co do tego, że Rosja nie wygrywa wojny i musi zawrzeć porozumienie o jej zakończeniu tak szybko, jak to możliwe. Jednocześnie wszyscy przywódcy obecni na szczycie mieli uznać, że Rosja „chce atakować cywilną infrastrukturę”.

O sukcesie rozmów świadczy późniejsze wystąpienie Donalda Trumpa. Podczas spotkania z emirem Kataru, szejkiem Tamimem bin Hamadem Al Thanim, dziennikarze pytali prezydenta USA o wojnę w Ukrainie. Trump powiedział wprost, że jego zdaniem Rosja powinna podpisać umowę pokojową – i że Władimir Putin zdaje się być tym pomysłem zainteresowany. „Oni walczą dalej, ale tracą wielu żolnierzy” – przekazał mediom.

Jaki jest kontekst?

„Los zaczyna się przechylać na stronę Ukrainy. Sytuacja w 2026 roku jest zupełnie inna niż w 2025. Ukraina dzielnie utrzymuje linię frontu. Rosyjskie zmęczenie widać coraz wyraźniej. To czas, by podwoić nasze wsparcie (dla Ukrainy)” – napisała na portalu X szefowa KE Ursula von der Leyen.

Sytuacja Ukrainy i Rosji była jednym z głównych tematów szczytu G7. Kraje Europy nie mają wątpliwości co do pomysłu nałożenia jeszcze większych sankcji na Rosję – by w ten sposób budować presję na Kreml i prowokować do zakończenia wojny.

Ukraina jest regularnie bombardowana przez Rosję. Tylko w ostatnich dniach wojska Putina napadły na Charków i Kijów, niszcząc m.in. prawosławny klasztor Ławrę Peczerską, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. We wtorek ukraińskie drony zaatakowały rafinerę ropy naftowej Kapotnia w Moskwie, ok. 10 mil od Kremla.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: