0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:13 17-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Kryptowaluty – Sejm przegrał, Kaczyński uciekł

Sejm nie odrzucił weta prezydenta dot. kryptowalut. Posłowie głosowali niemal tak, jak przy poprzedniej próbie. Klucz partyjny okazał się ważniejszy niż zapewnienie bezpieczeństwa Polakom. Jarosław Kaczyński jednak umył ręce i uciekł tuż przed głosowaniem.

Co się wydarzyło?

Wyniki głosowania nad prezydenckiem wetem wyglądają tak: za odrzuceniem weta było 243 posłów, przeciw było 191 posłów, a 3 osoby wstrzymały się od głosu.

Za odrzuceniem weta opowiedziała się Koalicja Obywatelska, Polska 2050, Lewica, Centrum i PSL. Przeciwko byli posłowie PiS, Konfederacji i koła Demokracja Bezpośrednia.

Nie udało się zatem odrzucić weta, do tego bowiem potrzeba 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Podczas poprzedniej próby odrzucenia weta prezydenta, jeszcze w grudniu 2025 r. „za” było dokładnie tyle samo posłów – 243, „przeciw” głosowało 192.

To pokazuje, że mimo, iż właśnie w dokładnie tym samym czasie na naszych oczach wybucha finansowa afera na rynku kryptowalut, który przez brak regulacji prawnych nie jest nadzorowany przez polskie organy, posłowie trzymają się linii politycznej i zagłosowali ponownie za albo przeciw Karolowi Nawrockiemu, a nie w sprawie nadzoru nad nieuregulowanym, a bardzo ryzykownym rynkiem.

Różnicę, jaką można zauważyć pomiędzy obiema próbami odrzucenia weta prezydenta – dzisiejszą i tą z grudnia 2025 r. – to minimalne wahanie, które przejawia się w liczbie posłów, którzy zdecydowali się wstrzymać od głosu.

W grudniu, kiedy nie były jeszcze znane problemy z Zondacrytpo – największą działająca w Polsce giełdą kryptowalut – nikt podczas sejmowego głosowania nie wstrzymał się od głosu. Dziś wstrzymały się jednak trzy osoby – byli to posłowie Konfederacji Korony Polskiej.

Ciekawe, że udziału w głosowaniu nie wzięło aż 17 posłów PiS, w tym sam Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak, którzy jeszcze byli na sali, kiedy Donald Tusk przemawiał. Jarosław Kaczyński próbował nawet zabrać głos zaraz po Donaldzie Tusku, jednak marszałek Czarzasty nie dopuścił go do głosu. Potem najwyraźniej uciekł, ewidentnie nie chcąc publicznie zajmować stanowiska w tej sprawie, która ma już charakter aferalny, a dodatkowo, obciąża wizerunkowo polityków prawicy.

Po głosowaniu Donald Tusk napisał na platformie X:

Jarosław Kaczyński odniósł się do tego wpisu podczas konferencji prasowej, mówiąc:

„Niczego się nie wystraszyliśmy. Po prostu obydwoje jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami nie tylko tej firmy (zondacrypto), ale w ogóle kryptowalut.”

Jaki jest kontekst?

Dzisiejsze głosowanie odbywa się w zupełnie innych okolicznościach niż to 5 grudnia 2025 r. z uwagi na problemy Zondacrypto. A problemy te są wielowymiarowe.

Od kilku tygodni media donoszą, że klienci nie mogą odzyskać swoich pieniędzy, premier Tusk ujawnił zgłoszone mu przez ABW informacje, według których miesiąc przed pierwszym głosowaniem nad wetem prezydenta w sprawie regulacji rynku kryptowalut, Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji powiązanych z politykami – Zbigniewem Ziobro i Przemysławem Wiplerem.

Przeczytaj także:

W ciągu ostatnich dni dziennikarze informowali również o dziwnych przelewach, które niedawno przewijały się przez portfel Zondacrypto. Na konto tej firmy trafiło 4,2 mln zł, ale zamiast do klientów, którzy czekają na swoje pieniądze i nie mogą ich odzyskać, większość pieniędzy trafiła do innej giełdy. Nie wiadomo, na czyje konto.

Analizy raportów finansowych Zondacrypto za ostatnie lata pokazują wiele niepokojących sygnałów.

A w czasie, gdy w czwartkowe popołudnie, dzień przed głosowaniem nad odrzuceniem weta prezydenta, posłowie debatowali właśnie nad tą sprawą, prezes Zondacrytpo Przemysław Kral opublikował oświadczenie wideo na platformie X, w którym podał adres tzw. zimnego portfela, by każdy mógł sprawdzić, że naprawdę jest na nim 4500 BTC, czyli ponad miliard złotych, czyli firma nie wyprowadziła żadnych pieniędzy klientów.

Ten ruch był szokujący, bo rynek od dawna oczekiwał od prezesa ujawnienia dowodów na to, że firma rzeczywiście posiada odpowiednie aktywa zgodnie z deklaracjami. Problem w tym, że tzw. klucz prywatny, który umożliwia dostanie się do tych pieniędzy, ma Sebastian Suszek. To twórca BitBay, czyli poprzednika Zondacrypto, który zaginął 10 marca 2022 roku.

Prezes Kral przyznał więc przed całym światem, że od ponad czerech lat jego firma działa bez dostępu do swoich głównych aktywów. I bez wielkich nadzieli, że kiedykolwiek go uzyska, bo istnieje uzasadnione podejrzenie, że Sebastian Suszek został porwany i nie żyje. Mimo to Przemysław Kral w nagraniu wideo publicznie zaapelował do Suszka, by oddał klucze do tego zablokowanego majątku.

Przeczytaj także:

Jest jeszcze drugi problem. Specjalistyczne media natychmiast przeanalizowały podany przez prezesa Zondy adres zimnego portfela, który miał świadczyć o jego uczciwości i przejrzystości. Doszły jednak do wniosku, że jest to prawdopodobnie manipulacja ze strony prezesa, bo to stary uśpiony portfel, więc raczej nie mógł pełnić roli portfela operacyjnego dużej giełdy kryptowalut.

Wyjaśnijmy, że sprawnie operując w świecie krypotwalut, można sobie znaleźć właśnie taki adres w internecie z odpowiednią zawartością portfela, która pasuje do stawianej tezy i twierdzić, że jest się jego właścicielem.

08:26 17-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Reuters: USA opóźnią dostawy broni do Europy

Na skutek wojny na Bliskim Wschodzie amerykańskie firmy zbrojeniowe opóźnią zamówione i opłacone dostawy broni dla państw Europy – w tym krajów skandynawskich i bałtyckich – informuje Reuters

Co się wydarzyło?

Amerykańscy urzędnicy poinformowali swoich europejskich partnerów, że niektóre wcześniej zakontraktowane dostawy broni prawdopodobnie zostaną opóźnione, ponieważ wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem powoduje wyczerpanie zapasów niektórych typów uzbrojenia i amunicji – poinformował Reuters. Agencja powołuje się na pięć źródeł zaznajomionych ze sprawą. Kraje, które nie dostaną uzbrojenia na czas, nie zostały wymienione z nazwy – wiadomo jednak, że chodzi przede wszystkim o państwa skandynawskie i bałtyckie. A zatem położone na wschodniej i północnej flance NATO i bezpośrednio zagrażane przez Rosję.

Część broni, o której mowa, została zakupiona przez kraje europejskie w ramach programu sprzedaży broni zagranicznym odbiorcom (Foreign Military Sales, FMS), ale nie została jeszcze dostarczona – podaje Reuters.

Jaki jest kontekst?

Wojna z Iranem okazała się bardzo kosztowna dla Stanów Zjednoczonym, a w jej trakcie w błyskawicznym tempie zużywane są amerykańskie zapasy niektórych typów uzbrojenia i amunicji. W ekspresowym tempie maleją przede wszystkim zasoby pocisków przeciwlotniczych – co dotyczy zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i ich bliskowschodnich sojuszników z Zatoki Perskiej – atakowanych przez Iran w odwecie za amerykańsko-izraelskie bombardowania. W ciągu trwania konfliktu, czyli od 28 lutego, same państwa Zatoki Perskiej zużyły aż 2400 pocisków do wyrzutni Patriot. Dla porównania – Ukraina od początku trwania pełnoskalowej wojny z Rosją otrzymała od państw Zachodu łącznie od 600 do 1000 pocisków do Patriotów, a ich maksymalne miesięczne zużycie sięgało dotąd 60 sztuk.

Błyskawiczne zużywanie pocisków przeciwlotniczych w wojnie z Iranem stawia USA i ich bliskowschodnich sojuszników w krytycznym położeniu, jeśli chodzi o zapasy środków do zwalczania ataków irańskich i dronowych. To właśnie jest powodem, dla którego Stany Zjednoczone postanowiły opóźnić dostawy dla swych sojuszników z Europy.

17:48 16-04-2026

Prawa autorskie: ScreenshotScreenshot

Asystencja osobista na 11/18: podkomisja sejmowa posuwa się do przodu

Pod dwóch dniach pracy (14 i 16 kwietnia) sejmowa podkomisja zajmująca się asystencją osobistą omówiła już 11 z 18 rozdziałów projektu ustawy o asystencji osobistej.

Jeszcze kilka posiedzeń i projekt ustawy będzie gotowy do tego, by rozpocząć nad nim prace w komisji polityki społecznej.

Na ostatnim posiedzeniu podkomisji udało się m.in. rozwikłać problem rozliczenia wsparcia asystenta osobistego w momencie, gdy osoba z niepełnosprawnością trafi do szpitala albo do więzienia. Posłowie i eksperci próbowali też zharmonizować nowe przepisy z ustawą o pomocy społecznej, którą rząd teraz bardzo poważnie zmienia.

Przeczytaj także:

Nie została jeszcze zanalizowana cała kwestia sposobu podpisywania kontraktu i rozliczania go między asystentem osobistym i osobą z niepełnosprawnością.

Jaki jest kontekst?

Ustawa o asystencji osobistej to gigantyczna reforma, która ma zmienić życie osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Ustawa ma zapewnić każdemu potrzebującemu pomoc asystenta osobistego. Jej zakres byłby ustalany po indywidualnej ocenie sytuacji, ale sama usługa świadczona byłaby tak samo w całym kraju. Asystent miałby wspierać osobę z niepełnosprawnością w niezależnym życiu. Prawo do takiego życia odzyskaliby też członkowie rodzin.

Ze względu na znaczenie tej zmiany Komisja Europejska zgodziła się przy rewizji KPO, by wdrożenie asystencji zostało uznane za osiągnięcie kolejnego kamienia milowego pozwalającego na kolejne wypłaty dla Polski. Ustawa ma być gotowa w sierpniu.

Nie jest ciągle pewne, czy to się uda, choć podkomisja wyraźnie przyspieszyła pracę.

Chodzi o to, że rządowy projekt przesłany do Sejmu okazał się nieprecyzyjny, jeśli chodzi o sposób opisywania asystencji, zawierania kontraktów asystenta ze świadczeniobiorcą (osobą z niepełnosprawnością), rozliczania pracy asystenta i uwzględniania jego praw do wynagrodzenia i odpoczynku. Rząd dopilnował tylko, by projekt ustawowej asystencji spinał się finansowo.

Podkomisja zbiera się w tygodniach pracy Sejmu, czyli co dwa tygodnie i przepracowuje projekt zdanie po zdaniu. Analizując, czy proponowana treść oddaje intencje projektodawcy, czy można ją zrozumiana inaczej i jakie rzeczywiste skutki wywoła.

W pracach uczestniczą poza posłami i przedstawicielami rządu oraz sejmowymi legislatorkami także organizacje społeczne i ZUS. Bo to on ma na koniec przygotować system informatyczny, który pozwoli na wybieranie asystentów, oceniania ich pracy i zapewnianie im stabilnego zatrudnienia.

Usługi asystencji osobistej w Polsce nie są całkowitą nowością. Świadczone są jednak różnie i nie wszędzie — przez samorządy i organizacje społeczne, którym w danym roku uda się zdobyć rządową dotację. Wsparcie można dostać tylko przez kilka miesięcy (pieniądze budżetowe trzeba najpierw pozyskać, a potem rozliczyć). Potem trzeba szukać pomocy prywatnie — o kogoś na to stać. Albo liczyć na pomoc rodziny. Asystenci też nie mają pewności pracy.

Wprowadzenie ustawowej asystencji jest wypełnieniem wymogu Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, którą Polska ratyfikowała w 2012 r. Do tej pory żadnej ekipie nie udało się jednak przygotować projektu, który uruchomiłby szalenie skomplikowaną machinę powszechnej asystencji dostosowanej do najróżniejszych życiowych sytuacji.

Przeczytaj także:

Więcej w OKO.press o asystencji osobistej można przeczytać TU

16:49 16-04-2026

Prawa autorskie: Fot. ANNABELLE GORDON / AFPFot. ANNABELLE GORDO...

Trump ogłasza rozejm w Libanie. Na 10 dni

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że rozmawiał z prezydentem Libanu Josephem Aounem i premierem Izraela Benjaminem Netanjahu i że obaj przywódcy zgodzili się na 10-dniowe zawieszenie broni. Walki mają być przerwane o godz. 17 czasu waszyngtońskiego (północ czasu libańskiego, godz. 23 w Polsce).

Izrael od półtora miesiąca walczy z libańskim Hezbollahem. Ta wspierana przez Iran szyicka grupa pozostaje poza kontrolą libańskiego rządu, który dąży do jej rozbrojenia, na co nalega również Izrael.

Wygląda na to, że Trump ogłosił rozejm, zanim zgodził się na to rząd izraelski. Wysocy urzędnicy zdążyli jednak zapowiedzieć, że rozejm nie oznacza wycofania się z zajętych ziem Libanu. Przedstawiciel Hezbollahu, jak pisze Reuters, powiedział, że zastosuje się do rozejmu, o ile zrobi to Izrael.

Na Truth Social Trump napisał, że jego urzędnicy, w tym wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio, będą pracować nad osiągnięciem trwałego pokoju między Izraelem a Libanem. W kolejnym wpisie Trump stwierdził, że zaprosi premiera Izraela Benjamina Netanjahu i prezydenta Libanu Josepha Aouna do Białego Domu na, jak to określił, „pierwsze znaczące rozmowy pokojowe” między ich krajami od 1983 roku.

Jaki jest kontekst

Ekipa Trumpa próbuje zakończyć konflikt z Iranem, który razem z Izraelem zaczęła 28 lutego. Atak miał doprowadzić do zniszczenia wojskowego potencjału Iranu i obalenia reżimu. Reżim trwa, a choć Iran był wielokrotnie ostrzeliwany, skutecznie broni się dronami. Atakuje też sojuszników USA na Bliskim Wschodzie. Najpotężniejszą irańską bronią okazała się jednak blokada Cieśniny Ormuz, którą podróżuje ropa z Zatoki Perskiej. CNN podała, że Donald Trump i jego najbliżsi współpracownicy zignorowani to zagrożenie, mimo ostrzeżeń amerykańskich urzędników zajmujących się Bliskim Wschodem.

Blokada Cieśniny Ormuz grozi całej światowej gospodarce.

Przeczytaj także:

Po groźbach „zniszczenia całej cywilizacji” Trump 8 kwietnia ogłosił niespodziewanie zawieszenie broni z Iranem. Zdaniem Iranu miało ono obejmować także izraelskie ataki na Liban. Izrael ogłosił, że nie, a Trump zgodził się z sojusznikiem.

Przeczytaj także:

Mediacji między USA a Iranem podjął się Pakistan i 11 kwietnia doszło do rozmów, które jednak skończyły się niczym. Iran podtrzymywał m.in. swój warunek w sprawie Libanu.

Przeczytaj także:

Następnie Trump ogłosił amerykańską blokadę Cieśniny Ormuz. Nie wydaje się jednak ona szczelna. O tym, jakie to wszystko ma konsekwencje dla światowej gospodarki, pisze w OKO.press. Marcel Wandas:

Przeczytaj także:

14:36 16-04-2026

Prawa autorskie: 13.03.2026 Warszawa , ul Wiejska , Sejm . Posel PiS Przemyslaw Czarnek (L), prezes PiS Jaroslaw Kaczynski (C) podczas trzeciego dnia 53 Posiedzenia . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl .13.03.2026 Warszawa ...

Kaczyński apeluje o wsparcie finansowe dla PiS. „Mamy bardzo dużo wydatków”

Prezes Jarosław Kaczyński zaapelował do zwolenników PiS oraz całej prawicy o wsparcie finansowe partii. „Mamy bardzo dużo wydatków, prosimy o wpłaty na konto naszej partii” – mówił.

Co się wydarzyło

Prezes PiS wygłosił apel w siedzibie partii, podczas gdy wokół niego zgromadziła się duża grupa parlamentarzystów ugrupowania, wśród których byli m.in. kandydat na premiera Przemysław Czarnek, szef klubu Mariusz Błaszczak oraz były premier Mateusz Morawiecki.

Kaczyński – jak donosi PAP – powiedział, że obecne władze odbierając subwencję z budżetu pozbawiły PiS 46 mln zł. Dodał, że brak wypłat subwencji powoduje, że partia ma poważne trudności finansowe, a jej aktywności związane np. z działaniami Przemysława Czarnka jako kandydata na przyszłego premiera oraz liczne przedsięwzięcia programowe, spotkania i kampusy młodzieżowe kosztują.

„Mamy bardzo dużo wydatków. I stąd moja bardzo serdeczna prośba do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i szerzej do zwolenników prawicy, do całego obozu patriotycznego, do tych wszystkich, którzy chcą, by Polska wróciła na właściwe tory, żeby pozostała państwem suwerennym, o wpłaty na konto naszej partii. Każda wpłata się liczy, także te niewielkie wpłaty się liczą. Chodzi o to po prostu, żeby te środki były” – powiedział prezes PiS.

Nawiązując do wsparcia dla Karola Nawrockiego w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej i jego zwycięstwa w wyborach, Kaczyński mówił, że PiS może wygrać przyszłoroczne wybory parlamentarne. Ale – jak dodał – bez środków, będzie to nie tylko bardzo trudne. „Stąd ta gorąca prośba” – powiedział.

„Nadal nie otrzymujemy subwencji, która powinna pojawić się dopiero pod koniec kwietnia 2027” – mówił z kolei . Do tego czasu jesteśmy zmuszeni prosić państwa o pomoc. Ta pomoc była tak skuteczna przy wyborach prezydenckich i zebraliśmy 23 mln zł i to pozwoliło na prowadzenie kampanii wyborczej. Teraz potrzebujemy pieniędzy na prowadzenie normalnej aktywności partyjnej – powiedział polityk PiS Henryk Kowalczyk.

Podczas konferencji głos zabrał także wiceprezes PiS Mariusz Błaszczak. Mówił, że choć politycy partii płacą składki, nie są w stanie pokryć wydatków ze względu na wysoką aktywność ugrupowania.

„A ta aktywność jest związana z tym, że formułujemy ofertę programową, że jeździmy po Polsce, że rozmawiamy z ludźmi. To wszystko kosztuje” – stwierdził.

Konferencję prezesa PiS transmitowała m.in. TV Republika. W czasie, gdy Kaczyński apelował o pieniądze niemal połowę ekranu stacji zajął kod QR odsyłający widzów na stronę internetową, za pośrednictwem której można dokonywać wpłat na telewizję. Ten zabieg mógł niektórych widzów zmylić, bo można było odnieść wrażenie, że za pomocą kodu wpłacą pieniądze właśnie na ugrupowanie Kaczyńskiego.

Zaledwie dzień wcześniej o wpłaty do widzów prosił też prezenter TV Republika Miłosz Kłeczek. „Jak tak dalej pójdzie, to do końca miesiąca nie dociągniemy” – mówił. „Proszę wspierać naszą telewizję, bo chciałbym mieć się z kim kłócić i o co, ale bez państwa wsparcia niestety to się nie uda” – dodał.

Jaki jest kontekst

Sprawa subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości zaczęła się w sierpniu 2024 roku, kiedy to Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe partii z wyborów w 2023 roku. Wskazała nieprawidłowości w wydatkach na kampanię na ok. 3,6 mln zł. W efekcie Ministerstwo Finansów obniżyło wypłaty dla ugrupowania.

PiS odwołał się od tej decyzji, a Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, w której zakresie obowiązków jest m.in. rozpatrywanie skarg na uchwały PKW, tę skargę uznała.

Status tej izby jest kwestionowany przez obecny rząd, autorytety prawne i europejskie sądy takie jak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejski Trybunał Praw Człowieka.

PKW przyjęła sprawozdanie, ale zaznaczyła, że nie rozstrzyga, czy ta izba jest legalnym sądem i czy decyzja izby jest skuteczna. Minister finansów Andrzej Domański poprosił więc PKW o doprecyzowanie uchwały, uznając ją za niespójną.

Za 2024 rok PiS otrzymało najpierw dwie pełne kwartalne raty subwencji, a później trzecia transza nie została wypłacona. Czwarta transza – jak wynika z informacji przekazywanych mediom przez Ministerstwo Finansów – wypłacona w styczniu 2025 r. została pomniejszona. Za 2024 r. PiS otrzymało więc ok. 15 mln zł, czyli o ponad 10 mln zł mniej, niż wynosiła przewidywana subwencja roczna dla tej partii.

Czytaj więcej tekstów OKO.press

Przeczytaj także: