Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Chodzi o zarzuty za wtargnięcie do szpitala w Oleśnicy w kwietniu 2025 roku. Braun próbował przerwać przeprowadzenie legalnego zabiegu aborcji.
Europoseł Grzegorz Braun stawił się dzisiaj na przesłuchanie w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu. Lider Konfederacji Korony Polskiej szybko jednak z prokuratury wyszedł. Przekazał, że złożył wniosek o wyłączenie z jego sprawy prokuratora prowadzącego postępowanie w sprawie pozbawienia wolności lekarki Gizeli Jagielskiej w szpitalu w Oleśnicy w 2025 roku.
Prokurator wniosek odrzuciła. I zarządził wznowienie posiedzenia o godzinie 12. Ale Grzegorz Braun już się na wznowionym posiedzeniu nie stawił.
Rzecznik wrocławskiej prokuratury Damian Pownuk powiedział, że Braun „samowolnie opuścił budynek prokuratury, wbrew decyzji prokurator, która prowadziła czynności”. Prokuratura ma teraz rozważyć wniosek do Parlamentu Europejskiego o zatrzymanie i doprowadzenie europosła Brauna do prokuratury w celu przedstawienia mu zarzutów. Prokuratura uznaje bowiem, że zachowanie Brauna to celowa obstrukcja.
Była to trzecia próba przedstawienia Braunowi zarzutów. Wcześniej w lutym prosił o wyłączenie z postępowania innej osoby. 4 marca w ogóle się nie stawił na przesłuchaniu. Zarzuty, jakie ma usłyszeć Braun, dotyczą sześciu czynów. Cztery z nich dotyczą działań polityka w szpitalu w Oleśnicy.
W kwietniu zeszłego roku Braun wtargnął do tamtejszego szpitala i podjął próbę powstrzymania tamtejszej ginekolożki od przeprowadzenia legalnego zabiegu aborcji. Braun twierdzi, że podjął próbę dokonania „obywatelskiego zatrzymania”.
13 listopada 2025 roku Parlament Europejski uchylił Braunowi immunitet, co pozwala prokuraturze postawić mu zarzuty.
Przeczytaj także:
Jak ustaliła Wirtualna Polska, w sobotę (21 marca) wieczorem w pomorskiej gminie Trąbki Wielkie podczas polowania zginął myśliwy.
Wirtualna Polska podaje, że 21 marca około godziny 23 służby ratunkowe dostały zgłoszenie o postrzeleniu mężczyzny w okolicach miejscowości Graniczna Wieś (gm. Trąbki Wielkie, woj. pomorskie). Do zdarzenia doszło podczas polowania, w którym, według pierwszych ustaleń, brało udział tylko dwóch myśliwych. Ofiarą jest jeden z nich, 47-latek. Drugi myśliwy został zatrzymany przez policję.
To on zawiadomił służby. „Żadnych zarzutów na ten moment nie usłyszał” – zastrzega w rozmowie z WP asp. Karol Kościuk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim.
Polski Związek Łowiecki potwierdził doniesienia o śmierci myśliwego. W oświadczeniu PZŁ czytamy:
„Wyrażamy ubolewanie z powodu tego dramatycznego zdarzenia i podkreślamy naszą pełną gotowość do współpracy z organami ścigania w celu wyjaśnienia okoliczności oraz przyczyn tego wypadku. Jako organizacja zrzeszająca osoby wykonujące legalne polowania i uprawnione do posiadania broni, podkreślamy, że bezpieczeństwo, odpowiedzialność i przestrzeganie przepisów są dla nas zasadami nadrzędnymi. Polski Związek Łowiecki złożył już zawiadomienie do właściwego okręgowego rzecznika dyscyplinarnego w celu wyjaśnienia tego zdarzenia. Rzecznik po dokonaniu ustaleń podejmie stosowne działania dyscyplinarne”.
„Każde takie śmiertelne zdarzenie to sygnał, że obecne mechanizmy bezpieczeństwa i kontroli zdrowia użytkowników broni łowieckiej nie są wystarczające” – komentuje Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot.„W latach 2015–2024 od kul myśliwskich zginęło w Polsce 28 osób — zarówno myśliwych, jak i osób postronnych. Ostatnie śmiertelne postrzelenie miało miejsce w listopadzie 2025 r. pod Milejowem zginął 68-letni myśliwy. Z kolei w sierpniu 2025 r. w Młyniskach zastrzelono 60-letniego mężczyznę stojącego przy własnym domu” – dodaje organizacja, zajmująca się ochroną przyrody.
Historię 60-latka opisywaliśmy szczegółowo w OKO.press. 16 sierpnia 2025 r. mężczyzna usłyszał jadący samochód i wyszedł z domu, gdyż spodziewał się przyjazdu bliskich. Za furtką dosięgnął go śmiertelny strzał. Myśliwy „pomylił go z dzikiem”.
Funkcjonariusze zatrzymali trzech myśliwych. W polowaniu – niezgodnie z prawem – brało udział dziecko, syn jednego z myśliwych.
Pracownia dodaje: „W Polsce myśliwi nie mają obowiązku regularnych badań lekarskich i psychologicznych, mimo że używają broni palnej w przestrzeni publicznej”. Podkreśla, że każde takie zdarzenie pokazuje, jak bardzo potrzebny jest obowiązek regularnych badań. W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o broni i amunicji, według której posiadacze broni do celów łowieckich, sportowych i szkoleniowych przechodziliby badania lekarskie i psychologiczne co pięć lat.
Do tej pory nie udała się żadna z prób przyjęcia takich zmian w prawie. Obowiązkowym badaniom sprzeciwiają się sami myśliwi, argumentując, że wypadki na polowaniach nie są związane ze stanem zdrowia, a z nieprzestrzeganiem regulaminu.
Przeczytaj także:
To jeden z dwóch kluczowych dla rosyjskiego eksportu ropy portów na Bałtyku
Dzisiejszy atak dronowy na rosyjski port w Primorsku wstrzymał rosyjski eksport ropy z tego miejsca. Gubernator obwodu leningradzkiego, w którym znajduje się Primorsk, podał rano, że atak spowodował pożar kilku zbiorników paliwa. Ukraina potwierdziła, że stoi za atakiem. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało dziś, że Rosjanie zestrzelili w nocy 249 dronów nad Ukrainą.
Primorsk to jeden z dwóch głównych bałtyckich portów rosyjskich, które obsługują eksport ropy naftowej. Port ten jest w stanie obsłużyć nawet milion baryłek dziennie. Eksport ropy w Primorsku po ataku dronowym został zakłócony także we wrześniu 2025 roku.
Po ataku USA i Izraela na Iran ceny ropy wystrzeliły w górę. Dla Rosji w trudnej sytuacji gospodarczej to doskonała wiadomość – dużą część dochodów rosyjskiego państwa stanowią dochody z eksportu ropy i gazu. Dlatego Ukraina odkąd ma takie możliwości, uderza w rosyjski przemysł naftowy – by zmniejszyć dochody Rosji, jednocześnie utrudniając Rosji możliwość prowadzenia wojny. Wraz z rosnącymi cenami ropy takie uderzenia mogą stać się jeszcze istotniejsze.
Od 2022 roku Ukraina znacznie podniosła swoje możliwości atakowania celów w Rosji. Jak pisała w zeszłym tygodniu Agnieszka Jędrzejczyk: „3 lata temu dwa drony ukraińskie nad Moskwą były światową sensacją. Przed rokiem komunikaty o zagrożeniu ostrzałem w rosyjskich miastach były ewenementem. Teraz ostrzeżenia o nalotach są ogłaszane co noc, a jeśli Ukraińcy atakują Moskwę, to leci na nią rój 200 dronów”.
Przeczytaj także:
Amerykański prezydent przekonuje, że USA w weekend przeprowadziły szczegółowe rozmowy z Iranem. Jest to niemal na pewno kłamstwo Trumpa
O 7:23 czasu waszyngtońskiego Donald Trump napisał w swojej sieci społecznościowej Truth Social:
„Z PRZYJEMNOŚCIĄ INFORMUJĘ, ŻE STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI ORAZ IRAN PRZEZ OSTATNIE DWA DNI PROWADZIŁY BARDZO DOBRE I OWOCNE ROZMOWY DOTYCZĄCE CAŁKOWITEGO I OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA NASZYCH WROGOŚCI NA BLISKIM WSCHODZIE. BIORĄC POD UWAGĘ TON I CHARAKTER TYCH GŁĘBOKICH, SZCZEGÓŁOWYCH I KONSTRUKTYWNYCH ROZMÓW, KTÓRE BĘDĄ KONTYNUOWANE PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ, POLECIŁEM DEPARTAMENTOWI WOJNY ODROCZENIE WSZELKICH UDERZEŃ WOJSKOWYCH NA IRAŃSKIE ELEKTROWNIE ORAZ INFRASTRUKTURĘ ENERGETYCZNĄ NA OKRES PIĘCIU DNI, POD WARUNKIEM POWODZENIA TRWAJĄCYCH SPOTKAŃ I DYSKUSJI”. [zachowujemy oryginalną pisownię wielkimi literami].
Tych, którzy liczą na szybkie zakończenie wojny i koniec wzrostów cen paliwa, musimy rozczarować: komunikat Trumpa niekoniecznie nas do tego przybliża.
Należy w nim zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie rzeczy.
Po pierwsze: amerykański prezydent nie mówi o zaprzestaniu działań wojennych. Wycofuje się tylko z ataków na cele energetyczne. W sobotę Trump zapowiadał, że jeśli Iran w ciągu 48 godzin nie odblokuje cieśniny Ormuz, Amerykanie zaatakują irańskie elektrownie. Była to zapowiedź uderzeń w infrastrukturę cywilną – czyli coś, co robi Rosja w Ukrainie i co jasno określamy mianem zbrodni wojennych.
Teraz Trump się z tego wycofuje. Dlaczego? Jak twierdzi – po rozmowach z Irańczykami. To druga część tej wiadomości, na którą należy zwrócić uwagę.
Najpewniej należy to odczytywać jako blef prezydenta USA. Szczególnie w formie, w jakiej to wyraził. Trump mówi bowiem o „głębokich, szczegółowych i konstruktywnych rozmowach”. Coś takiego jest wykluczone podczas szybkich rozmów telefonicznych. Jest niemal niemożliwe, by Irańczycy i Amerykanie w weekend nie tylko prowadzili szczegółowe rozmowy, ale dodatkowo byli w stanie utrzymać je w tajemnicy. Irańskie media natychmiast podały, że do żadnych kontaktów z Trumpem w weekend nie doszło. Irańska agencja prasowa Tasnim twierdzi, że komunikat Trumpa jest częścią wojny psychologicznej.
Za obecnej kadencji Trumpa Irańczycy dwukrotnie podejmowali rozmowy z Amerykanami. W obu przypadkach zostali zaatakowani w trakcie procesu dyplomatycznego, w obu przypadkach też ataki były przygotowane w trakcie rozmów. Z tego powodu Iran wielokrotnie zapowiadał w trakcie wojny, że nie zamierza obecnie podejmować z Trumpem żadnych rozmów.
Jednocześnie blokada cieśniny Ormuz prowadzi do coraz poważniejszych skutków gospodarczych na całym świecie. Ceny paliwa w USA wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o 40 proc. Groźba Trumpa z soboty i wycofanie się z niej w poniedziałek rano kolejny raz pokazują, że Trump nie ma żadnej strategii jak poradzić sobie z tym problemem. Ataki na irańskie elektrownie przyniosłyby ostrą odpowiedź Iranu. A pierwsze trzy tygodnie wojny pokazały, że Iran jest do tej odpowiedzi gotowy. Trump więc się przestraszył, a teraz próbuje tonować nastroje przy pomocy komunikatu o rozmowach, których niemal na pewno nie było.
Wątpliwe, czy taki komunikat da faktyczne uspokojenie na rynku energii.
Przeczytaj także:
W słoweńskich wyborach zwyciężył rządzący dotychczas Ruch Wolności. Premier Robert Golob musi jednak szukać koalicjantów wśród mniejszych partii.
Liberalny Ruch Wolności (Gibanje Svoboda) zwyciężył w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Słowenii, ale w próbie zbudowania rządu będzie musiał liczyć na koalicjantów – wynika z danych słoweńskiej komisji wyborczej przedstawionych po przeliczeniu niemal wszystkich głosów. Wyniki wskazują na zacięty wyścig pomiędzy rządzącymi a bliską Trumpowi i Orbánowi opozycją.
Mimo to szansę na pozostanie na stanowisku premiera ma proeuropejski polityk Robert Golob, a perspektywa odzyskania władzy oddala się od konserwatywnego Janeza Janšy. Poglądy drugiego z polityków zbliżają go do Viktora Orbána czy Roberta Ficy, a po ewentualnym dojściu do władzy mógłby stworzyć z szefami populistycznych rządów wspólny front w europejskiej polityce. Janša nie kryje też swojego podziwu dla polityki Donalda Trumpa.
Ugrupowanie Goloba uzyskało 28,54 proc., Słoweńska Partia Demokratyczna Janšy 28,17 proc. W parlamencie znajdą się również dwie lewicowe formacje, tworzące do tej pory koalicję z Ruchem Wolności. Po ogłoszeniu wyników premier Golob zapewnił, że jest w stanie zbudować większość w parlamencie. Nie jest to jednak do końca pewne. Stan posiadania Ruchu Wolności skurczył się z 40 do 29 mandatów, a Słoweńska Partia Demokratyczna może liczyć na obsadzenie 28 z 90 dostępnych w Zgromadzeniu Narodowym miejsc.
O kierunku, w którym pójdzie Słowenia, zdecydują więc mniejsze ugrupowania. Trzecie miejsce z dziewięcioma mandatami zajęła chadecka koalicja złożona z partii Nowa Słowenia, Słoweńskiej Partii Ludowej i formacji Focus. Po sześć mandatów zyskali Socjaldemokraci oraz centrowi Demokraci. Po pięć miejsc zapewniły sobie koalicja lewicowych partii Levica i Vesna oraz wywodzący się z ruchów antyszczepionkowych ruch Resni.ca.
Partie dotychczasowej, proeuropejskiej koalicji zyskały zatem 40 mandatów, a Golob będzie musiał szukać dodatkowego poparcia.
Na wynik wyborów wpłynęła sytuacja na rynku energetycznym (na słoweńskich stacjach paliw obowiązują limity) i wyciek taśm, które miały obciążyć dotychczas rządzących. W końcu jednak mogły odbić się na niższym wyniku ugrupowania Janšy. Chodziło o nagrania wskazujące na korupcję w gabinecie Goloba. Zarejestrowani z ukrycia politycy mówią między innymi o protekcji wobec oskarżanego o nepotyzm burmistrza Ljubljany Zorana Jankovića, a także korupcyjnych układach w branży energetycznej i państwowym zarządzie autostrad. Członkowie rządu w ostatnich tygodniach tłumaczyli, że ich wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu.
Według słoweńskiej prasy za ich ujawnieniem miał stać sam Janša. Na jego zlecenie brudów w koalicji miała szukać izraelska, prywatna agencja wywiadowcza Black Cube, założona przez byłych funkcjonariuszy Mossadu. Firma w ostatnich latach stała między innymi za kampanią dyskredytacji wobec ofiar Harveya Weinsteina. Konserwatywny polityk w ten sposób naraził się na zarzuty dopuszczenia do zewnętrznej ingerencji w wybory. W wypowiedziach przed głosowaniem odżegnywał się od tego zarzutu, przyznał jednak, że kontaktował się z przedstawicielami izraelskiej firmy. W zeszłym tygodniu Robert Golob wezwał do wszczęcia przez UE dochodzenia w tej sprawie.
Rząd Goloba krytykuje Tel Awiw za działania w Strefie Gazy. W sierpniu zeszłego roku jego gabinet wprowadził embargo na handel bronią z Izraelem. Słoweńska telewizja publiczna, jako jeden z pięciu nadawców, ogłosiła bojkot Konkursu Piosenki Eurowizji w geście protestu przeciwko uczestnictwu Izraela. Słowenia jest również jednym z najbardziej liberalnych i najprężniej rozwijających się państw regionu dawnej Jugosławii.
Przeczytaj także: