Jakby w cieniu wojny z Iranem zmienia się najazd Rosji na Ukrainę. Ukraina coraz gęściej, głębiej i precyzyjniej ostrzeliwuje Rosję. Jak ogłosił 17 marca były wiceminister obrony Rosji Szojgu, teraz nawet Ural nie jest bezpieczny. Nikt nie jest bezpieczny. „Jednak to na razie tylko drony. Ukraina potrzebuje pocisków rakietowych”
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyUkraina atakowana jest przez Rosję piąty rok. I prawie codziennie przedstawiciele Kremla obiecują poddanym Putina, że lada chwila Ukraina padnie. Ale Ukraina nie tylko się broni. Coraz celniej atakuje.
Zmiana zachodzi stopniowo. 3 lata temu dwa drony ukraińskie nad Moskwą były światową sensacją. Przed rokiem komunikaty o zagrożeniu ostrzałem w rosyjskich miastach były ewenementem. Teraz ostrzeżenia o nalotach są ogłaszane co noc, a jeśli Ukraińcy atakują Moskwę, to leci na nią rój 200 dronów. W grudniu 2024 roku Rosja nie miała nawet procedur na ukraińskie ataki dronowe, tak bardzo była pewna swego. W efekcie rosyjska obrona przeciwlotnicza w Groznym zestrzeliła w czasie ataku azerbejdżański samolot pasażerski.
Od tego czasu na lotniskach ogłaszany jest w przypadku nalotu plan „dywan”, a loty są wstrzymywane. Samoloty latają w kratkę, więc w zeszłym tygodniu w telewizyjnych „Wiestiach” pojawił się materiał, że przyjemnie i wygodnie jeździ się po Rosji koleją. Po co od razu latać?.
„Częste zamykanie Mostu Krymskiego z powodu ostrzeżeń przed atakami Sił Zbrojnych Ukrainy uniemożliwia obecnie jego otwarcie na godzinę” – przyznał gubernator Krymu Siergiej Aksionow, akurat w rocznicę rosyjskiej aneksji 18 marca. „Podczas ataków rakietowych most jest zamknięty dla ruchu. Zdarza się to teraz częściej, wielokrotnie w ciągu dnia”.
W końcu władze zaczęły oficjalnie komunikować straty wśród ludności cywilnej. Zbiorczo – by tragedii nie nadawać indywidualnego wymiaru: cywilnych ofiar wojny Putina w Rosji ma być „co najmniej 27500”, z czego "18402 zostało rannych lub okaleczonych w różnym stopniu, a ponad 3850 z nich zginęło w samym obwodzie biełgorodzkim” (zauważmy tu, że strat na froncie Moskwa nie podaje od czterech lat).
3 marca władze ogłosiły też w całej Rosji test syren ogłaszających zagrożenie rakietowe. System internetowy – taki, jaki ma Ukraina – nie działa w Rosji z powodu wyłączeń sieci.
I tego wszystkiego można się dowiedzieć z oficjalnych rosyjskich mediów.
Poza tym rosyjska armia podaje w komunikatach, ile ukraińskich dronów „zestrzeliła nad Rosją”. Zaczęliśmy te dane zbierać mniej więcej pół roku temu. Są podawane w różnych formatach (różne pory dnia, różne tereny Rosji), ale ostatecznie ustaliła się tradycja, że raz dziennie 6 dni w tygodniu podają liczbę dobową, a raz w tygodniu – tygodniową.
Najpierw takich „zestrzelonych dronów” było średnio kilkadziesiąt dziennie. Potem 100-200. Potem 250-300. A teraz 300 do 500. Tygodniowo Rosja przyznawała się do 500-1000 zestrzeleń, teraz do 2500. Ostatnio propaganda podała nawet liczbę 5000, ale 3 tys. to były drony zestrzelone „w strefie frontowej”, więc prawdopodobnie nie należy ich doliczać do „zestrzelonych nad terytorium Rosji”.
Komunikat rosyjskiej armii z 20 marca 2026: „Rosyjskie systemy obrony powietrznej zestrzeliły w ciągu ostatniego tygodnia 40 bomb lotniczych, 12 pocisków HIMARS i 2615 dronów Sił Zbrojnych Ukrainy”.
„Oczywiście do samych liczb nie należy się przywiązywać” – komentuje płk Piotr Lewandowski, autor cyklu „Sytuacja na froncie” w OKO.press. – "Informacje pochodzą często od władz lokalnych, które chcą pokazać swoją skuteczność. Z drugiej strony Kreml też nie bardzo pozwala, żeby przesadzali z tym chwaleniem się, bo to nie jest dobra informacja dla Rosji.
Ale z całą pewnością Ukraińcy stworzyli możliwość oddziaływania na poziomie strategicznym w głąb Rosji".
– mówi
Według rosyjskich danych ich obrona jest w stanie zestrzelić 97 proc. dronów. Gdyby Rosji wierzyć, dziennie przebija się ich 10-15. Ukraińcy w oficjalnych komunikatach podają tylko, w co skutecznie trafili – jeśli uda im się to potwierdzić w sposób niezagrażający źródłu takiej informacji. Te dane też zaczęliśmy w OKO.press zbierać. Są oczywiście przybliżone i musimy zdawać sobie sprawę, że na wojnie nie mówi się całej prawdy. Ale na tej mapce jest przynajmniej część dronów i pocisków rakietowych, które nie zostały zestrzelone i trafiły tam, gdzie chciały. Czyli nie mieszczą się na wykresie powyżej.
Tu też widać wzrost, który koreluje z „liczbą zestrzeleń”.
Ba, Ukraińcy publikują też informacje zbiorcze o tym, co było celem ich ataków. Pokazują w ten sposób, że trafiają coraz lepiej.
A jest to – jak widać – przede wszystkim Krym i tamtejsze instalacje wojskowe. Poza tym instalacje, zbiorniki na paliwo oraz składy amunicji na całym zapleczu frontu. Rafinerie, o których mowa była często latem, atakowane są nadal i trafiane kolejny raz. Oprócz tego zakłady przemysłowe pracujące na rzecz wojska, duże magazyny, infrastruktura energetyczna. Także rurociągi i linie przesyłowe.
Ukraińskie komunikaty o trafieniach w pewnym sensie pokrywają się z komunikatami rosyjskimi o „terrorystycznych atakach na infrastrukturę cywilną Rosji”. Przykładem jest atak na zakłady Kremny El w Briańsku 10 marca. Zakłady produkują elektronikę do rakiet, którymi Rosja atakuje Ukrainę.
Propaganda Kremla opisała ten atak jako uderzenie „w okolice uniwersytetu” i poskarżyła się na uszkodzenie „33 budynków i 244 mieszkania”. Podkreślała ofiary śmiertelne (zginęło siedem osób). Ale do tej pory się ofiarami nie przejmowała – furia w sprawie Kremnij EL świadczy o tym, że trafienie było celne.
Płk Piotr Lewandowski: "Zniszczenia w fabryce w Briańsku spowodowały pociski Storm Shadow. Ale one mają zasięg tylko do 300 km. Drony mają większy zasięg, ale już nie taką skuteczność niszczącą. Mają więc wpływ na infrastrukturę transportu i przetwórstwa ropy, bo tam uderzenia powodują pożary. Uszkodzenia w fabryce zbrojeniowej trafionej przez 2-3 drony nie będą wielkie.
Owszem, Ukraińcy budują nową generację dronów. Nie tylko zwiększają ich zasięg, ale też moc głowicy bojowej. Jednak dron z dużą głowicą, żeby miał dobry zasięg, musi mieć zaawansowane zasilanie i więcej paliwa, a to zwiększa wagę i koszty.
Kluczowe jest więc, czy Ukraińcy będą seryjnie produkować pociski Flamingo.
Jeśli będzie ich 50 miesięcznie, to już będzie miało wpływ na przebieg wojny. To są pociski o dużej głowicy, dużym zasięgu i będą w stanie razić rosyjską zbrojeniówkę" – mówi ekspert.
Na razie warto zauważyć, że rozmowa o ukraińskich atakach stała się elementem oficjalnego kremlowskiego przekazu. Nie ogranicza się on tylko do tego, że „zestrzelone odłamki spowodowały pożar i wybiły okna w bloku mieszkalnym”.
13 marca Putin przed kamerami nakazał swojej Radzie Bezpieczeństwa zająć się bezpieczeństwem infrastruktury krytycznej. Czy potwierdził, że uderzenia ukraińskie nie są incydentalne i są bolesne? 17 marca były minister obrony a obecnie sekretarz tejże Rady Bezpieczeństwa Szojgu ogłosił:
„Liczba nalotów Kijowa na infrastrukturę w Rosji wzrosła w 2025 roku prawie czterokrotnie. W 2024 roku przeprowadzono 6200 ataków, w 2025 roku – ponad 23 tys. ataków.
Tego samego dnia rzecznik Putina przeformułował zadania dla rosyjskiej armii: „Rosyjskie siły zbrojne kontynuują specjalną operację wojskową, realizując swoje cele, a także pracują nad ochroną regionów Rosji”. Obecnie np. „robią wszystko, co możliwe, aby zminimalizować zagrożenia z Kijowa dla stacji tłoczących na gazociągach Blue Stream i Turkish Stream”.
„The Moscow Times” cytuje deputowanego do Dumy Andrieja Guruliowa, który ostrzega, że Rosja jest zbyt rozległa, by się cała obronić przed dronami i rakietami. Musi się więc skupić na obronie „zasobów strategicznych".
„Głównymi celami wroga są obiekty wojskowe, transportowe oraz paliwowo-energetyczne. Tempo rozwoju uzbrojenia, przede wszystkim systemów bezzałogowych, oraz zaawansowanie metod ich użycia są takie, że żaden region Rosji nie może czuć się bezpiecznie” – mówił dalej Szojgu. Spotkanie zostało zorganizowane na Uralu. Szojgu ostrzegł, że „Uralski Okręg Federalny stoi w obliczu szeregu kluczowych czynników ryzyka. „Wyłączenie jego infrastruktury mogłoby nie tylko spowodować znaczne szkody gospodarcze, ale także zdestabilizować funkcjonowanie dużych obszarów metropolitalnych i zakłócić łańcuchy dostaw, w tym te kluczowe dla wsparcia specjalnej operacji wojskowej”.
Ukraińska gazeta „Kyiv Independent” odnotowała oświadczenie Szojgu z satysfakcją, której trudno się dziwić. Zauważyła przy tym, że rosyjscy oficjele ostrzegają przed atakami „w momencie, gdy ukraińskie drony przez cztery dni z rzędu atakowały Moskwę”.
Rzeczywiście, mer Moskwy od soboty (14 marca) każdego dnia informował o zestrzeliwaniu 100-200 dronów na podejściu do Moskwy. Nie podawał tylko, na co spadły odłamki. Moskwa (miasto) pochwaliła się (16 marca) „masową produkcją dronów przechwytujących »Jołka«”.
Dalej „Kyiv Independent”: „Od początku pełnoskalowej inwazji Ukraina była pionierem w dziedzinie wojny dronów, jako pierwszy kraj, który rozmieścił na polu bitwy drony kamikaze krótkiego zasięgu. Siły ukraińskie zwiększyły następnie produkcję dronów dalekiego zasięgu. Podobne modele w Rosji pochodziły najpierw z Iranu, a potem były produkowane w Rosji wedle irańskiego wzoru. Ukraińskie drony dalekiego zasięgu, znacznie tańsze i łatwiejsze w produkcji niż większość pocisków rakietowych, mogą teraz atakować cele oddalone o ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą".
W nocy z 14 na 15 marca siły ukraińskie zaatakowały afipską rafinerię w Kraju Krasnodarskim. Przetwarza ona około 6,25 milionów ton ropy naftowej. To około 2,1 proc. całkowitej zdolności rafineryjnej kraju – przypomina „Kyiv Independent”. Od początku marca – co wiemy z oficjalnych, powtarzanych w mediach światowych, ukraińskich informacji – Ukraińcy trafili też m.in.:
Moskwa nie przyznała się do tych strat – z wyjątkiem Briańska, Tichorecka i Niewinnomyska – ale podawała, że w wielu z tych miejscowości ogłaszano alarmy rakietowe.
Płk. Lewandowski: „Długotrwała wojna jest walką na zasoby i zdolności produkcyjne. Do tej pory Rosja zdecydowanie wygrywa. Przecież cała Ukraina jest w zasięgu pocisków rosyjskich. Ale jeśli Ukraina połączy zdolności produkcyjne dronów, w tym zaawansowanych dalekiego zasięgu, i uruchomi seryjną produkcję pocisków Flamingo, to to może mieć wpływ na losy wojny. I Rosja będzie bardziej skłonna do rozmów pokojowych”.
Dziś rozmowy są zawieszone. Trump zajmuje się Iranem, a Rosja żyje wojną. Znowu zaczęła kwestionować mandat prezydenta Zełenskiego do reprezentowania Ukrainy.
„Na razie Ukraińcom udało się ograniczyć zdolności produkcyjne rosyjskiego przemysłu naftowego w 20 procentach” – zauważa płk Lewandowski. – "Czasem w 25 procentach, ale tego pułapu nie udaje się im przekroczyć. Rosyjska zbrojeniówka to jednak kilka tysięcy zakładów i 3 miliony zatrudnionych. Kluczem byłoby zniszczenie kompleksu w Jełabudze w Tatarstanie. On odpowiada za znakomitą większość produkcji dronów Gerań. Tylko że nie przypadkowo jest ponad tysiąc kilometrów od granicy ukraińskiej.
Ale sądzę, że Ukraińcy pracują teraz nad stworzeniem zdolności uderzenia w ten kompleks. Ukraińskie drony tam już sięgają. Ale jeszcze nie rakiety.
Dziś produkowane przez kraje natowskie w Europie rakiety także by tam nie sięgnęły. Największy zasięg mają Francuzi, z okrętów podwodnych. Nie bez powodów uruchomili też nowy program rakietowy" – mówi płk Lewandowski.
Propaganda Kremla radzi sobie z tym niespodziewanym dla Putina przebiegiem wojny po swojemu.
Poza tym Putin wyłącza w kraju internet, żeby wieść o stratach się nie niosła. O tym pisaliśmy 17 marca:
Pewną szansą dla propagandy Putina jest oczywiście wojna USA i Izraela z Iranem. Bo ten też broni się skutecznie, atakując dronami. Z rosyjskiej telewizji o stratach zadawanych przez tamte drony dowiedzieć się można więcej niż o atakach na Rosję. Zapewne Kreml w piątym roku wojny pociesza się myślą, że Trump po trzech tygodniach swojej trzydniowej operacji w Iranie ma podobny problem jak Putin.
Ale propaganda Kremla jeszcze wszystkiego dobrze nie przemyślała. Bo jednocześnie „Wiesti Niedieli” 15 marca ogłosiły:
„Tak oto wspaniały naród stawił opór niesprowokowanemu najazdowi, którego celem była zmiana władzy i cofnięcie wielkiego państwa do średniowiecza poprzez niszczenie jego infrastruktury”.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze