0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:07 13-01-2026

Prawa autorskie: Zdjęcie: Jim WATSON / AFPZdjęcie: Jim WATSON ...

USA szykują naloty na Iran? Trump do Irańczyków: „Pomoc jest w drodze”

Prezydent Donald Trump ma się spotkać ze swoim zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego, aby omówić możliwości działania w Iranie. Trump nie wyklucza operacji militarnej.

Co się wydarzyło?

Prezydent Donald Trump zwrócił się w mediach społecznościowych do protestujących w Iranie.

„Irańscy patrioci, KONTYNUUJCIE PROTESTY – PRZEJMIJCIE KONTROLĘ NAD SWOIMI INSTYTUCJAMI! Zachowajcie nazwiska zabójców i sprawców przemocy. Zapłacą za to wysoką cenę” – napisał amerykański prezydent (formatowanie tekstu oryginalne).

W tym samym wpisie Trump poinformował też, że odwołał wszystkie spotkania z irańskimi władzami dopóki te nie zaprzestaną krwawego tłumienia protestów, oraz, że „pomoc jest w drodze”. „MIGA!” – dodał Trump.

„MIGA” to zapewne irańska wersja hasła obozu Trumpa – Make Iran Great Again (od „Make America Great Again”, pol. uczyń Amerykę znowu wielką – red.).

Amerykańskie organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka szacują, że w trwających już ponad dwa tygodnie antyrządowych protestach w Iranie zginęło ponad 1850 protestujących – informuje CNN. Irańskie władze coraz brutalniej rozprawiają się z protestującymi. W piątek prokurator Ali Salehi z Teheranu powiedział, że niektórzy protestujący mogą zostać skazani na karę śmierci za swoje działania – podała półoficjalna agencja informacyjna Tasnim.

Władze dokonują masowych aresztowań, w tym dzieci. Odcięto sieci komórkowe i dostęp do internetu. CNN informuje, że we wtorek 13 stycznia, część osób w Iranie pierwszy raz od czterech dni była w stanie wykonać zagraniczne telefony.

Prezydent Donald Trump ma się spotkać dziś (we wtorek 13 stycznia) ze swoim zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego, aby omówić możliwości działania w Iranie. Trump nie wyklucza operacji militarnej.

W niedzielę 11 stycznia amerykański dziennik „The New York Times” poinformował, że prezydent został już poinformowany o możliwościach przeprowadzenia ataków w Iranie, w tym na cele niewojskowe. W niedzielę gazeta informowała, że prezydent nie podjął jeszcze decyzji w sprawie możliwej interwencji.

W poniedziałek 12 stycznia prezydent USA ogłosił jedynie, że „kraje prowadzące interesy z Iranem” zostaną obciążone 25-proc. cłami. Największym partnerem handlowym Iranu są Chiny – informuje CNN. Poza tym Iran eksportuje towary do ponad 120 krajów na całym świecie, przy czym aż 91 proc. irańskiego eksportu trafia do Azji. Na rynki europejskie trafia 8 proc. eksportu z Iranu, do pozostałej części świata 1 proc.

Jaki jest kontekst?

Słowa prezydenta Donalda Trumpa to znaczne zaostrzenie retoryki wobec Iranu, które jest skutkiem zwiększenia liczby ofiar śmiertelnych protestów w ciągu ostatniej doby. Jeszcze w niedzielę 11 stycznia Trump mówił, że jest gotów spotkać się z władzami Iranu, by negocjować pokojowe zakończenie protestów. Dziś o spotkaniach nie ma już mowy. Możliwa jest za to interwencja militarna.

Jeśli USA znowu ostrzelają Iran, Teheran odpowie atakiem na amerykańskie bazy wojskowe w regionie – zapowiedziały władze Iranu.

Protesty w Iranie trwają od 28 grudnia. Wybuchły w odpowiedzi na wzrost cen, a następnie zwróciły się przeciwko duchownym, którzy sprawują w kraju władzę od rewolucji islamskiej w 1979 r. To nie są pierwsze antyrządowe protesty w Iranie, a poprzednie władze zdołały przetrwać. Teraz jednak Teheran jest osłabiony. Wciąż odczuwa skutki ubiegłorocznej wojny, a jego pozycja w regionie osłabła.

Protesty w Iranie relacjonujemy niemal codziennie. Więcej o sytuacji na miejscu:

Przeczytaj także:

16:10 13-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Alain JOCARD / AFPFot. Alain JOCARD / ...

Ważą się losy Marine Le Pen. Sąd zadecyduje o jej starcie w wyborach

Rusza proces odwoławczy Marine Le Pen, liderki skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego. Od decyzji trzech sędziów w paryskim Sądzie Apelacyjnym będzie zależało, czy liderka francuskiej skrajnej prawicy będzie mogła zawalczyć o prezydenturę w 2027 roku.

Co się wydarzyło?

We wtorek 13 stycznia w Paryżu rozpoczął się proces odwoławczy Marine Le Pen, liderki Zjednoczenia Narodowego, francuskiej partii skrajnie prawicowej.

Le Pen podważa wyrok sądu karnego pierwszej instancji z 31 marca 2025 roku, który uznał ją winną defraudacji środków Parlamentu Europejskiego. Le Pen została skazana na cztery lata więzienia, w tym dwa lata aresztu domowego z dozorem elektronicznym oraz grzywnę finansową w wysokości 100 tysięcy euro. Sąd orzekł wobec niej także pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych, a na partię nałożył obowiązek zwrotu zdefraudowanych środków.

Proces, który ma potrwać do 11 lutego, zaważy na politycznej przyszłości Le Pen. Liderka Zjednoczenia Narodowego od 2011 roku walczy o prezydenturą we Francji i z wyborów na wybory jest coraz bliżej sukcesu.

Francuski dziennik „Le Monde” donosi, że liderka Zjednoczenia Narodowego zmienia strategię na ten proces. Nie walczy o całkowite oczyszczenie z winy, zwłaszcza, że dowody w sprawie są mocne, a sąd pierwszej instancji uznał, że defraudacja miała charakter systemowy i dochodziło do niej przez okres 20 lat. Le Pen ma walczyć o złagodzenie wyroku i zapewnienie sędziów, że ryzyka defraudacji już nie ma. Wszystko po to, by znieść orzeczony wobec niej pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznej.

Ale szanse na start Le Pen w wyborach w 2027 roku są nikłe. Sąd musiałby nie tylko zdjąć z niej zakaz pełnienia funkcji publicznych, ale znacząco skrócić też orzeczony wobec niej wyrok więzienia. Ze względu na proces apelacji Le Pen nie zaczęła jeszcze odbywać kary. Biorąc pod uwagę, że wyrok w procesie apelacyjnym ma zapaść latem, a kampania przed wyborami prezydenckimi we Francji rozpocznie się prawdopodobnie w okolicach marca (wybory mają się odbyć w kwietniu), wyrok Le Pen musiałby zostać skrócony do mniej niż roku. Ciężko stwierdzić, czy są na to szanse.

Ale francuskie media zwracają też uwagę na wagę polityczną procesu i jego znaczenie dla postrzegania praworządności i demokracji. Francuska skrajna prawica już podnosi, że trzech sędziów sądu apelacyjnego zadecyduje, na kogo Francuzi będą mogli zagłosować w wyborach. Politycy Zjednoczenia Narodowego porównują proces Le Pen do sytuacji w Rumunii, gdzie sąd konstytucyjny podjął decyzję o anulowaniu tury wyborów prezydenckich ze względu na rażącą ingerencję aktora zewnętrznego (prawdopodobnie Rosji), co skrajna prawica i narodowi konserwatyści – w tym środowisko prezydenta Donalda Trumpa – uważa za przykład bezczelnego łamania demokracji.

Wyrok skazujący zaważył jednak na reputacji Le Pen. Jak wynika z najnowszego sondażu Verian dla „Le Monde” tylko 36 proc. ankietowanych uważa, że proces Le Pen jest niesprawiedliwie traktowana przez wymiar sprawiedliwości z powodów politycznych. Także tylko 20 proc. wyborców partii uważa, że Le Pen ma większe szanse na wygraną w wyborach prezydenckich niż typowany na jej zastępstwo Jordan Bardella, który w listopadzie 2022 formalnie objął stery w partii.

Jaki jest kontekst?

Była szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen w marcu 2025 roku została skazana na cztery lata więzienia, w tym dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności, w związku z defraudacją środków Parlamentu Europejskiego oraz współudziałem w defraudacji środków.

Oprócz Le Pen wyroki skazujące w sprawie o fikcyjne zatrudnianie asystentów w Parlamencie Europejskim usłyszały w sumie 23 osoby, w tym ośmiu europosłów partii oraz 12 asystentów parlamentarnych. Najniższy zasądzony wyrok to sześć miesięcy w zawieszeniu, najwyższy to ten dla Le Pen – cztery lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu.

Ponadto partia musi zapłacić 1 milion euro grzywny oraz zwrócić 1 milion euro nielegalnie pozyskanych środków, które zostały zamrożone w toku postępowania. Tylko jedna osoba z 25, które znalazły się na ławie oskarżonych, została uznana za niewinną.

Sąd Karny w Paryżu orzekł, że przestępstwo defraudacji środków Parlamentu Europejskiego przez europosłów Zjednoczenia Narodowego miało charakter systemowy i zorganizowany, i służyło jako „sposób finansowania partii”. Sąd uznał, że była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen pełniła w tym systemie „centralną funkcję”, choć system został wymyślony jeszcze za czasów prezydentury w partii jej ojca Jeana-Marie Le Pena. Do wyłudzeń dochodziło w latach 2004-2017, Marine Le Pen przejęła stery w partii w 2011 roku.

Dwunastu oskarżonych, a także partia, złożyło apelację od wyroku, podczas gdy kolejnych 12 osób – w tym jedna z sióstr Le Pen – zdecydowało się zaakceptować wyroki skazujące bez wnoszenia apelacji.

Przeczytaj także:

14:14 13-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Lukasz Cynalews...

Atak na sieci energetyczne i elektrociepłownię w Polsce

W ciągu ostatnich dni 2025 roku doszło do najsilniejszego, nieudanego ataku na polskie sieci elektroenergetyczne – informuje portal Energetyka24.com. Atak był skoordynowany i miał zupełnie inny charakter niż zwykle. Ministerstwo Energii podkreśla, że takie ataki mogą się powtarzać.

Co się wydarzyło?

W ostatnim tygodniu grudnia miało dojść do dużego ataku cybernetycznego na polskie sieci elektroenergetyczne – informuje portal Energetyka24.com.

Atak był skoordynowany i wymierzony w pojedyncze farmy fotowoltaiczne i wiatraki, a także jedną elektrociepłownię. Polegał na próbie zakłócenia komunikacji między operatorami systemów dystrybucyjnych a rozproszonymi źródłami energii. O sprawie poinformował minister energii Miłosz Motyka na konferencji prasowej we wtorek 13 stycznia 2026 r.

Minister podkreślił, że atak miał zupełnie inny charakter niż zwykle, bo dotyczył pojedynczych wiatraków i farm wiatrowych, a nie dużych jednostek. Po konsultacji z zagranicznymi partnerami okazało się, że inne państwa jeszcze nie doświadczyły podobnej sytuacji – pisze portal Energetyka24.com.

Minister poinformował, że źródło ataku jest znane, ale rząd na razie o nim nie informuje. Podkreślił, że niezbędne są kolejne rozwiązania prawne w zakresie ochrony cybernetycznej, bo takie ataki mogą się powtarzać.

Jaki jest kontekst?

Ministerstwo Cyfryzacji regularnie informuje o atakach cybernetycznych na Polskę, w tym o atakach na infrastrukturę krytyczną i instytucje. Resort apeluje o ostrożność i wzmacnia systemy ochrony cybernetycznej. Duża część ataków jest inicjowana przez podmioty powiązane z Rosją, która prowadzi przeciwko Europie wojnę hybrydową oraz testuje nasze systemy.

Źródła odnawialne mają coraz większy udział w krajowym miksie energetycznym, a więc ataki na tą infrastrukturę mają potencjalnie dużą szkodliwość. Jak wynika z raportu Forum Energii w 2025 roku rekordowo wysoki w krajowym miksie elektroenergetycznym był udział OZE. W sumie w ciągu roku odnawialne źródła energii zapewniły nam aż 31,6 proc. energii elektrycznej.

Dominującym źródłem odnawialnym były farmy wiatrowe, które odpowiadały za 14,7 proc. generacji. W czerwcu 2025 r. źródła odnawialne po raz pierwszy wyprodukowały w ciągu miesiąca więcej energii elektrycznej niż źródła węglowe – pisze Forum Energii. Forum Energii zwraca uwagę, że rozwój OZE wyraźnie przyspieszył od 2021 r.

Jednocześnie od lat spada udział węgla w produkcji energii elektrycznej. Jeszcze w 2015 roku węgiel odpowiadał za ponad 80 proc. generacji. W 2025 roku było to już tylko 52,6 proc. W 2025 roku udział węgla w krajowym miksie elektroenergetycznym był rekordowo niski. W ciągu aż sześciu miesięcy w roku łączny udział węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii elektrycznej wynosił poniżej 50 procent – pierwszy raz w historii.

W 2025 roku największy wzrost udziału w miksie zanotowano za to dla gazu ziemnego. Jest to związane m.in. z oddaniem do użytku nowych bloków na to paliwo oraz spadkami cen gazu na rynkach.

Przeczytaj także:

13:02 13-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Mikhail METZEL / POOL / AFPFot. Mikhail METZEL ...

Rosja wzywa ambasadora RP. Chodzi o areszt Rosjanina

Rosyjski MSZ interweniuje w sprawie aresztowanego w Polsce na prośbę Ukrainy rosyjskiego archeologa Aleksandra B. Badacz z muzeum „Ermitaż” w Petersburgu miał nielegalnie wywozić cenne wykopaliska z okupowanego Krymu. Został aresztowany w Polsce.

Co się wydarzyło?

Krzysztof Krajewski, ambasador RP w Moskwie, został wezwany na dywanik do rosyjskiego MSZ 12 stycznia 2026 r. Rosyjskie władze złożyły na jego ręce „stanowczy protest” w sprawie zatrzymania w Warszawie w grudniu 2025 roku na prośbę Kijowa znanego rosyjskiego archeologa, Aleksandra M. Butjagina. Informacja prasowa rosyjskiego MSZ podaje pełne imię i nazwisko badacza.

Butjagin został zatrzymany przez ABW podczas podroży z Holandii na Bałkany, gdzie miał wygłosić wykłady. Polska przychyliła się do prośby Ukrainy, która oskarża Butjagina o niszczenie dziedzictwa narodowego. Według Kijowa, archeolog miał prowadzić nielegalne wykopaliska na Półwyspie Kerczeńskim na terenie okupowanego Krymu i wartościowe znaleziska wywozić do Rosji.

Rosyjski MSZ twierdzi, że zarzuty Kijowa wobec Butjagina sa „absurdalne”. Ambasador Polski miał otrzymać dowody na to, że kierownik działu archeologii starożytnej z muzeum „Ermitaż” w Petersburgu prowadził badania na Półwyspie Kerczeńskim od kilkudziesięciu lat i zawsze posiadał niezbędne pozwolenia, w tym, do 2014 roku, od władz Ukrainy.

Rosyjski MSZ zaprzecza też, by Butjagin nielegalnie wywoził z Krymu wykopaliska.

„Wszystkie znaleziska odkryte przez naszego specjalistę zostały przekazane do Muzeum-Rezerwatu Krymu Wschodniego, wzbogacając dziedzictwo kulturowe narodów Krymu” – informuje MSZ w informacji prasowej.

„Federacja Rosyjska domaga się natychmiastowego uwolnienia obywatela rosyjskiego i odmowy wydania go represyjnym organom reżimu kijowskiego, które nie mają nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości” – podkreśla MSZ.

Jaki jest kontekst?

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali w Polsce Aleksandra Butjagina, kierownika działu archeologii starożytnej w muzeum „Ermitaż” w Petersburgu, w związku z podejrzeniami o zniszczenie obiektów dziedzictwa kulturowego. W poniedziałek 12 stycznia warszawski sąd przedłużył mu areszt tymczasowy.

Zdaniem Kijowa Rosjanin miał wraz ze współpracownikami dokonywać nielegalnych prac wykopaliskowych w obiekcie „Starożytne miasto Myrmekion” w Kerczu na wschodnim krańcu Półwyspu Krymskiego, co doprowadziło do zniszczenia obiektów należących do ukraińskiego dziedzictwa narodowego.

Myrmekion, gdzie prowadził wykopaliska rosyjski archeolog, jest pozostałością kolonii greckiej założonej przez Milet w VI wieku p.n.e. Zamieszkiwany był do XV wieku n.e. Badania ruin zaczęły się w XIX wieku, a w XX wieku badali go także naukowcy z Polski – pisała w grudniu w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk.

Aleksander Butjagin, choć zajmował się starożytnościami, pracował na okupowanym już Krymie, a wyniki badań publikował w czasie pełnoskalowego najazdu Putina na Ukrainę. Ukraińcy zarzucają mu, że pod jego kierownictwem, podczas działań właściwej ekspedycji archeologicznej w 2022 roku, odkryto i skonfiskowano na rzecz Federacji Rosyjskiej skarb – 30 złotych monet, z których 26 było z wyrytym imieniem Aleksandra Wielkiego, a cztery zostały wybite za panowania jego przyrodniego brata Filipa III Arridajosa.

Rosja przerabia okupowany od 2014 r. Krym na „kolebkę państwa rosyjskiego”. Ukraina stoi na stanowisku, że Krym leży w uznawanych międzynarodowo granicach Ukrainy, a podejmowane tam przez okupanta działania są ścigane na mocy prawa. Kreml uważa, że „kwestia krymska” nie podlega już dyskusji, bo półwysep skutecznie został włączony do Rosji. Rosja, w tramach toczących się negocjacji z USA, domaga się teraz międzynarodowego uznania tego faktu.

Przeczytaj także:

11:26 13-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkieło...

Cios dla fundacji Grzegorza Brauna. Nie powalczy o 1,5 proc.

Podatnicy nie będą mieli możliwości w tym roku przekazywać 1,5 proc. swojego podatku na fundację Osuchowa Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika, z której finansowane są działania polityczne Konfederacji Korony Polskiej. Powodem błędy sprawozdawcze.

Co się wydarzyło?

Fundacja Osuchowa Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika została wykreślona z listy organizacji pożytku publicznego, którą prowadzi Dyrektor Narodowego Instytutu Wolności. To oznacza, że w tym roku nie będzie mogła pozyskać środków z odpisu podatkowego 1,5 procent – donosi opolska „Gazeta Wyborcza”.

To cios w finanse Konfederacji Korony Polskiej, bo jak informuje „Wyborcza”, wpływy z odpisu 1,5 proc. na organizacje pożytku publicznego zapewniły ugrupowaniu w zeszłym roku 40 proc. środków na działania polityczne: niemal pół miliona złotych w budżecie o wartości 1,2 mln złotych.

Status OPP jest nadawany przez sądy rejonowe przy wpisie organizacji do Krajowego Rejestru Sądowego, ale może zostać odebrany np. przez błędy sprawozdawcze. Tak właśnie stało się w przypadku Fundacji Osuchowa.

„Fundacja Grzegorza Brauna utraciła prawo do pozyskiwania 1,5 proc. podatku – nie została uwzględniona na liście podmiotów uprawnionych opublikowanej przez NIW-CRSO. Powód decyzji jest jednoznaczny: niedopełnienie obowiązku sprawozdawczego” – poinformował Michał Braun, dyrektor Narodowego Instytutu Wolności NIW-CRSO, cytowany przez „Wyborczą”.

Jaki jest kontekst?

Organizacja została powołana w 2015 roku „dla wspólnego dobra, publicznego pożytku i większej chwały Kościoła katolickiego, Narodu i Państwa polskiego” – czytamy na stronie internetowej fundacji. Celem organizacji jest m.in. „promocja i urzeczywistnianie wartości chrześcijańskich”, „kultywowanie tradycji narodowych i katolickich”, „zabezpieczanie przyszłości cywilizacji łacińskiej”, „działanie na rzecz Wiary, rodziny i własności” oraz „polskiej racji stanu”. Pracami fundacji kieruje Włodzimierz Skalik, od 2023 roku poseł Konfederacji Korony Polskiej z województwa opolskiego.

Przeczytaj także: