Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
14 państw arabskich i islamskich wraz z Organizacją Współpracy Islamskiej, Ligą Arabską i Radą Współpracy Zatoki Perskiej potępiło sugestię ambasadora USA w Izraelu, jakoby ten ostatni kraj miał „biblijne prawo” do większości terytoriów Bliskiego Wschodu
Świat islamski i arabski bardzo ostro zareagował na wypowiedzi ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu Mike'a Huckabeego sugerujące, jakoby Izrael miał „biblijne prawo” do terytoriów należących m.in. do Egiptu, Jordanii, Libanu, Syrii i Iraku.
Oświadczenie przygotowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostało podpisane przez ZEA, Egipt, Jordanię, Indonezję, Pakistan, Turcję, Arabię Saudyjską, Katar, Kuwejt, Oman, Bahrajn, Liban, Syrię i Państwo Palestyna, a także Organizację Współpracy Islamskiej, Ligę Arabską i Radę Współpracy Zatoki Perskiej.
Sygnatariusze oświadczenia podkreślają, że komentarze ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu są są sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i wysiłkami na rzecz deeskalacji wojny w Strefie Gazy oraz przybliżenia perspektywy politycznej na rzecz kompleksowego rozwiązania.
Ambasador USA w Tel Awiwie Mike Huckabee wystąpił w ostatni piątek (20 lutego) w podcaście skrajnie prawicowego amerykańskiego publicysty Tuckera Carlsona. Carlson oczekiwał od Huckabeego m.in. egzegezy biblijnego wersetu, z którego izrelscy radykałowie wywodzą czasem rzekome prawo swojego kraju do wszystkich terenów rozciągających się między Nilem w Egipcie a Eufratem w Syrii i Iraku – a zatem do obszaru stanowiącego znaczną część całego Bliskiego Wschodu. Chodzi o werset, w którym Bóg obiecał Abrahamowi, że lud Izraela otrzyma od niego tereny "od wadi w Egipcie aż do wielkiej rzeki, Eufratu – ziemię Kenitów, Kenizytów, Kadmonitów, Hetytów, Peryzzytów, Refaitów, Amorytów, Kananejczyków, Girgaszytów i Jebusytów”.
„Byłoby dobrze, gdyby zabrali wszystko” – wypalił w odpowiedzi Huckabee. W dalszej części podcastu amerykański ambasador w Izraelu usiłował nieco złagodzić wymowę swojej wypowiedzi, podkreślając, że Izrael wcale „nie prosił o zabranie wszystkiego” i zaznaczając, ze „było to w pewnym sensie przesadzone twierdzenie”.
Huckabee jest byłym pastorem radykalnego odłamu kościoła babtystycznego znanym z publicznego pochwalania polityki Izraela prowadzonej przez rząd Benjamina Netanjahu.
We Lwowie w wyniku eksplozji dwóch ładunków wybuchowych zginęła 1 osoba a 15 zostało rannych. Kijów i kilka innych miast Ukrainy były natomiast celami rosyjskich ataków dronowo-rakietowych
Mer Lwowa Andrij Sadowy poinformował, że w nocy z soboty na niedzielę 22 lutego w mieście doszło do ataku terrorystycznego. W jego wyniku zginęła młoda policjantka, 15 innych osób trafiło do szpitali.
"Według informacji operacyjnej na numer 102 wpłynęło zgłoszenie o włamaniu do sklepu przy ul. Daniliszyna 20 we Lwowie. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policyjnego patrolu doszło do wybuchu. Po przybyciu drugiej załogi nastąpiła kolejna eksplozja. Wstępnie ustalono, że zginęła 23-letnia policjantka. Uszkodzony jest samochód patrolowy, a także pojazd cywilny. Liczba poszkodowanych jest ustalana. Na miejsce zdarzenia skierowano karetki pogotowia ratunkowego, pracuje grupa śledcza. Prokuratorzy na miejscu zabezpieczają dowody popełnienia przestępstwa” – tak opisuje przebieg zdarzeń lwowska Prokuratura Regionalna.
Nie są jeszcze znane motywy ani tożsamość sprawców ataku.
Tej samej nocy Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak dronowo-rakietowy na stolicę i inne duże miasta Ukrainy. W Kijowie w wyniku nalotu doszło do pożaru mieszkalnego wieżowca, z kolei na przedmieściach stolicy ranni zostali kobieta i dziecko. Eksplozje słychać było również w Mikołajowie, Kropywnyckim i Połtawie – brak doniesień o ofiarach. W trakcie rosyjskiego nalotu na Ukrainę poderwane zostały polskie myśliwce. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że nie doszło do naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej.
Pentagon zaprezentował Trumpowi różne scenariusze ataku na Iran. Jeden z nich obejmuje zabicie irańskiego przywódcy Alego Chameneiego i jego syna
Amerykańskie media informują, że Donald Trump nie podjął jeszcze decyzji o ewentualnym ataku na Iran. Jednocześnie wachlarz opcji, jakie amerykański prezydent rozważa, jest bardzo szeroki. Okno na rozwiązanie dyplomatyczne zdaje się być uchylone bardzo wąsko. Mimo tego według Axios Trump widzi możliwość akceptacji rozwiązania, w którym Iran zachowa prawo do wzbogacania uranu na bardzo niskim poziomie.
W tym samym czasie jednak Pentagon zaprezentował Trumpowi wiele różnych scenariuszów konfrontacji. W jednym z nich Amerykanie mieliby zabić irańskiego przywódcę Alego Chameneiego, jego syna Modżtabę (uważanego za jego następcę) oraz „mułłow”, choć to bardzo nieostry termin. Może oznaczać duchownych, ale nie określa żadnego istotnego stanowiska w irańskiej hierarchii władzy. Przykładowo, w ważnej dla podejmowania decyzji politycznych Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego z 12 stałych miejsc jedynie trzy osoby to duchowni szyiccy.
Rozmowy pomiędzy obiema stronami teoretycznie wciąż trwają. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi w piątek 20 lutego twierdził, że przekaże Amerykanom kolejną propozycję porozumienia w ciągu najbliższych dni. Jednocześnie Reuters donosi, że Iran konsekwentnie odmawia rozmowy o swoim programie produkcji rakiet balistycznych. Amerykanie twierdzą, że to jeden z kluczowych punktów potencjalnego porozumienia. Ich zdaniem program ten znacząco zagraża bezpieczeństwu regionu i jego krajom.
Irańczycy stoją na stanowisku, że to podstawa ich bezpieczeństwa narodowego i nie zamierzają w tym temacie podejmować rozmów. Potwierdza to inna informacja Reutersa. Zdaniem agencji gdy podczas tegotygodniowych rozmów w Genewie omańscy dyplomacji dostarczyli Arakcziemu kopertę z propozycjami dotyczącymi rakiet, ten jej nie otworzył i odesłał ją z powrotem.
Nie widać więc zmian w stanie dyplomatycznej gry irańsko-amerykańskiej. Amerykanie kontynuują rozmieszczanie sił w regionie, a niektóre źródła podawały, że USA mogą być gotowe do ataku już w ten weekend.
Ryzyko wojny przyspieszyło w styczniu, gdy Trump zagroził rządzącym Iranem, że może przyjść z pomocą protestującemu irańskiemu społeczeństwu.
Wczoraj podczas konferencji prasowej w Wasztngtonie Trump powiedział, że w styczniu podczas protestów irańskie służby zabiły 32 tys. osób. To pierwszy przypadek, gdy tak wysoką liczbę ofiar podaje tak ważny amerykański urzędnik. Trump nie podał jednak źródła danych. Organizacja Human Rights Activists News Agency z siedzibą w Stanach Zjednoczonych w swoich najnowszych kalkulacjach mówi o ponad 7 tys. zweryfikowanych ofiar, sprawdza też kolejne ponad 11 tys. zgłoszonych przypadków. W przypadku poprzednich krwawo tłumionych protestów przez irańskie władze dane podawane przez HRANA okazywały się być wiarygodne.
Na słowa Trumpa zareagował Abbas Arakczi i zażądał dowodów na jego tezy. I odpowiedział własnymi liczbami: jego zdaniem w wyniku starć podczas protestów zginęło 3117 osób. Irańskie władze utrzymują, że w czasie kulminacji protestów, głównie między 7 a 10 stycznia, Iran padł ofiarą inspirowanych przez Mosad i CIA uzbrojonych grup. Liczne świadectwa i filmy wypływające z Iranu przeczą jednak jego opowieści. Dowody jakimi dysponujemy wskazują na to, że mieliśmy przede wszystkim z silnym wybuchem społecznego niezadowolenia, a duża część zabitych to ofiary próby siłowego zdławienia buntu przez służby Republiki Islamskiej.
Modżtaba Chamenei wspomniany w amerykańskich planach jako następca swojego ojca na stanowisku Najwyższego Przywódcy faktycznie jest uważany za jednego z faworytów do objęcia tego stanowiska. Modżtaba nie jest jednak wyznaczonym następcą. W Republice Islamskiej obowiązuje doktryna wilajat al-fakih, co oznacza „zwierzch ność uczonego-prawnika". Prawnik oznacza tutaj osobę o wysokich kompetencjach w prawie religijnym i teologii. Do irańskiego prawa wprowadził ją Ruhollah Chomeini, na jej podstawie utworzył instytucję rahbara, co na polski tłumaczy się zwykle jako Najwyższego Przywódcę.
Takich przywódców Republika Islamska miała dotyczas w swojej 47-letniej historii zaledwie dwóch. To Chomeini i Chamenei. Chamenei nie był jednak wcale wyznaczony przez Chomeiniego na jego następcę. Podobnie jest teraz. Przywódcę wybiera 88-osobowe Zgromadzenie Ekspertów.
Teoretycznie po śmierci Chameneiego, to właśnie to grono wybierałoby trzeciego Najwyższego Przywódcę. Na razie jednak Iran stoi na granicy wyniszczającej wojny. A dzisiejszy irański system władzy chwieje się pod naciskiem zewnętrznym i piętrzącymi się problemami wewnętrznymi. Trudny do wyobrażenia sobie jeszcze kilka lat temu scenariusz, dziś jest coraz bardziej realny: być może Chamenei będzie ostatnim Najwyższym Przywódcą Islamskiej Republiki Iranu.
Przeczytaj także:
To trzecia reprezentacja, która rezygnuje z udziału w otwarciu marcowej imprezy po ogłoszeniu, że Rosjanie i Białorusini wystąpią na niej pod własną flagą. Wcześniej bojkot ogłosiła Ukraina i Polska
Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zakończą się w niedzielę 22 lutego. Przed nami jednak jeszcze, odbywające się tradycyjnie po igrzyskach olimpijskich, zmagania dla sportowców z niepełnosprawnościami – paralimpijczyków. Włoskie zimowe Igrzyska Paralimpijskie rozpoczną się w piątek 6 marca.
Wiemy już jednak, że ceremonia otwarcia tej imprezy nie będzie pokazem globalnej jedności, jakiego chcieliby organizatorzy. Wszystko przez udział uczestników z Rosji i Białorusi pod własną flagą. Decyzję o tym, że sześcioro Rosjan i czwórka reprezentantów Białorusi będzie mogła wystąpić na imprezie pod swoją flagą Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił w tym tygodniu. Natychmiast zareagowali Ukraińcy i odwołali swój udział w imprezie otwarcia. Ukraińska delegacja sportowa na tej imprezie będzie liczyła 23 osoby i to jedna z większych reprezentacji. Jedynie siedem ekip wystąpi z większą liczbą osób.
Ceremonię otwarcia zbojkotuje też Polska z ośmioosobową reprezentacją. Teraz do tej grupy dołącza też Litwa.
„W obliczu trwającej agresji rosyjskiej na Ukrainę, udział zawodników z Rosji i Białorusi w rywalizacji sportowej z wykorzystaniem ich flag i hymnów jest absolutnie niedopuszczalny” – przekazało w komunikacie litewckie Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Litwę na zawodach reprezentować będzie jedna osoba – snowboardzista Rapolas Micevicius. Wizytę we Włoszech odwołała jednak też premier kraju, Inga Ruginienė.
Od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę cztery lata temu rosyjscy sportowcy są wykluczeni z większości ważnych zawodów sportowych na świecie. Reakcja świata sportu była szybka. 24 marca 2022 roku polscy piłkarze mieli grać mecz eliminacji Mistrzostw Świata z Rosją. Polacy i inne zespoły w naszej ścieżce eliminacyjnej – Szwedzi i Czesi – odmówili gry z Rosją. A europejska federacja piłkarska była zmuszona wykluczyć Rosjan z rozgrywek. Rosjanie do dziś nie wrócili do europejskich rozgrywek piłkarskich.
Na włoskich zimowych igrzyskach Rosjanie i Białorusini nie brali udziału pod własną flagą. 20 rosyjskich sportowców zostało dopuszczonych do zawodów pod szyldem Indywidualni sportowcy neutralni na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich pod warunkiem, że nie są częścią rosyjskich sił zbrojnych i nie manifestowali poparcia dla wojny. Rosyjscy sportowcy zdobyli w ten sposób jeden srebrny medal. Medal ten nie będzie się jednak liczył do oficjalnej olimpijskiej klasyfikacji wszechczasów.
Na tych samych zasadach występowali na letnich igrzyskach w Paryżu w 2024 roku.
Rozbrat Rosji ze światowym sportem na poziomie olimpijskim trwa jednak dłużej. Ostatni raz rosyjscy sportowcy pod flagą rosyjską występowali na organizowanych przez siebie igrzyskach w Soczi w 2014 roku. Później rosyjska flaga została wykluczona nie ze względu na agresję na wschodnią Ukrainę i aneksję Krymu, a ze względu na skandal dopingowy. W 2016 roku Światowa Agencja Antydopingowa udowodniła, że stosowanie niedozwolonych substancji wspomagających było wśród rosyjskich sportowców powszechne i wspierane przez państwo.
Przeczytaj także:
Wizyta Marszałka jest wyrazem poparcia Polski dla walczącej z Rosją Ukrainy. We wtorek czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji Rosji
„Sejm RP konsekwentnie wyraża solidarność z Ukrainą. Z inicjatywy ambasady Ukrainy w Warszawie otwieramy także w Sejmie wystawę pokazującą rosyjskie ataki z użyciem dronów Shahed. Stanowisko polskiego Sejmu jest jednoznaczne: potępiamy agresję Rosji i wspieramy Ukrainę. Nie ma tu żadnej dwuznaczności” – powiedział w opublikowanym przez ukraińską agencję prasową Ukrinform w sobotę 21 lutego wywiadzie marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Rozmowa została przeprowadzona z okazji wizyty marszałka w Kijowie. We wtorek 24 lutego, w czwartą rocznicę pełnoskalowej inwazji rosyjskiej Czarzasty wygłosi przemówienie w ukraińskiej Radzie Najwyższej.
„Do Kijowa jadę z dużą delegację, w tym z: wicemarszałkinią Moniką Wielichowską i posłem Pawłem Kowalem. To są sprawdzeni przyjaciele Ukrainy. Podpiszę z Przewodniczącym Rady Najwyższej nowe porozumienie o strategicznej współpracy polsko-ukraińskiej powołaniu zespołu poselsko-eksperckiego, ale ze szczegółami zaczekam do naszego spotkania” – mówi o szczegółach wizyty ukraińskim mediom marszałek.
Czarzasty przekazał też, że Sejm planuje przyjąć rezolucję solidarnościową z Ukrainą, w której zawarte zostanie też poparcie Polski dla osób poszkodowanych w wyniku trwającej rosyjskiej agresji.
We wtorek 24 lutego miną cztery lata, odkąd Rosja rozpoczęła „specjalną operację wojskową”, która miała w krótkim czasie spowodować upadek rządu Wołodymyra Zełenskiego. Cztery lata później Rosjanie nie kontrolują w pełni nawet czterech ukraińskich obwodów, które w 2023 roku formalnie anektowali. Rosjanie prowadzą z Ukrainą rozmowy pokojowe, ale działania i słowa Putina wskazują na to, że rosyjski przywódca nie jest zainteresowany pokojem, a kontynuowaniem wojny.
Marszałek Czarzasty spotkał się już z Wołodymyrem Zełenskim przy okazji wizyty ukraińskiego prezydenta w Sejmie 19 grudnia 2025 roku.
Przeczytaj także: