Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Media informowały, że według ABW to Mariusz Patrowicz sprowadził Rosjan do Zondacrypto. Patrowicz zaprzeczał. I rzeczywiście nie ma dowodów na to, że to jego nazwisko pada w słynnej notatce ABW. Są jednak dowody na to, że Patrowicza z Sylwestrem Suszkiem łączyło znacznie więcej niż to, o czym sam mówił publicznie. Co? Ujawniamy w śledztwie OKO.press
To ponoć jego nazwisko widnieje w słynnej notatce ABW dotyczącej Zondacrypto, o której mówił premier Donald Tusk. Ponoć, bo okazuje się, że media, które podawały te rewelacje, owej notatki wcale na własne oczy nie widziały.
Notatka ma wskazywać nazwisko człowieka, który zdaniem agencji sprowadził do Zondacrypto Rosjan.
Mowa o Mariuszu Patrowiczu, biznesmenie z Płocka i inwestorze giełdowym, który doskonale znany jest Komisji Nadzoru Finansowego, z którą często wchodzi w spór.
Patrowicz w kilku mediach zaprzeczał, jakoby sprowadził do biznesu Sylwestra Suszka rosyjską mafię. W jednej z tych rozmów z mediami – z Sylwestrem Latkowskim na YouTube – mówił również, że BitBay (poprzednik Zondacrypto) to jego zdaniem nigdy biznesowo nie było dobre przedsięwzięcie. I mówił to na dowód, że w takim razie w ogóle nie widzi sensu, by ktokolwiek miał w niedobre biznesowo przedsięwzięcie inwestować. Ktokolwiek, w tym rosyjska mafia.
Przyznał jednak, że sam Suszkowi i jego firmie BitBay pożyczył pieniądze. Dlaczego, skoro jego zdaniem był to słaby biznes? Bo pożyczka zabezpieczona była bitcoinami, nie było więc ryzyka, że straci na tym interesie – tłumaczył.
To jednak tylko część prawdy. OKO.press dotarło do informacji, że Mariusza Patrowicza z Sylwestrem Suszkiem i BitBay łączyło znacznie więcej. Tymi interesami zajmowała się nawet Prokuratura Regionalna w Katowicach, która w latach 2022-2025 prowadziła w tej sprawie postępowanie.
Prokuratorzy odkryli, że Patrowicz w 2017 roku za 15 mln zł kupił udziały w BitBay. Nie zapłacił jednak za nie swoimi pieniędzmi. Chwilę wcześniej całą potrzebną kwotę dostał od BitBay w 18 przelewach – trzy opiewały na 5 zł, a pozostałe 15 na 999.999,00 zł.
Dodatkowo zaraz potem Patrowicz wyemitował obligacje warte niewiele ponad 1 mln zł, które zabezpieczył tymi udziałami.
Innymi słowy: ktoś – przynajmniej teoretycznie – kupił obligacje Patrowicza, czyli pożyczył mu pieniądze, ale Patrowicz w umówionym terminie musiał obligacje wykupić z powrotem, czyli pożyczkę oddać. Ale nie oddał. Chodziło o niewiele ponad 1 mln zł, ale zabezpieczenie warte 15 mln zł przepadło. Przepadło na rzecz dubajskiej spółki, która te obligacje kupiła i ostatecznie przejęła udziały w BitBay.
Prokuratura podejrzewała, że to wszystko celowe działanie, od początku ukartowane. A w dodatku będące jedynie częścią całej serii operacji między Suszkiem a Patrowiczem, które ostatecznie miały każdemu z nich pozwolić zaoszczędzić na podatku dochodowym miliony złotych.
Ostatecznie jednak postępowanie umorzyła. Dlaczego, skoro w rozmowie z OKO.press Mariusz Patrowicz potwierdza większość opisywanych przez nas transakcji?
Szczegóły opisujemy w śledztwie OKO.press.
Przeczytaj także:
Mariusz Patrowicz jako inwestor giełdowy często wchodzi w konflikt z Komisją Nadzoru Finansowego. Najdłuższy proces, który w jego sprawie toczył się przed sądem, trwał 12 lat. Rozpoczął się w 2011 roku z zawiadomienia KNF i dotyczył przestępstwa manipulacji akcjami spółki Chemoservis–Dwory.
Sąd Okręgowy w Płocku uniewinnił Patrowicza.
Nie był to pierwszy raz, kiedy Mariusz Patrowicz stanął przed sądem. Nigdy jednak za nic nie został skazany.
Sam Patrowicz, po ogłoszeniu wyroku w sprawie Chemoservis–Dwory, mówił na łamach „Parkietu”, że ma świadomość, że jego działalność inwestycyjna nie jest przez wszystkich doceniana, ale – jako osoba mająca uniwersyteckie wykształcenie prawnicze – zawsze starał się przestrzegać litery prawa rynku kapitałowego.
„Moje problemy dotyczą głównie sytuacji, kiedy mamy do czynienia z próżnią prawną albo osobliwą urzędową interpretacją stanu prawnego czy faktycznego dokonaną przez Urząd KNF”
- mówił wówczas Patrowicz.
Podkreślał, że interpretacje UKNF lub poglądy prawne pracowników UKNF nie są źródłem prawa. I dodawał:
„KNF i UKNF powinni upatrywać zjawisk patologicznych w głównej mierze nie u inwestorów giełdowych, których cechuje naturalna pogoń za okazjami oraz rynkowymi możliwościami na granicy, niemniej nie wbrew prawu, a u własnej kadry urzędniczej.”