0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. kolaż/Mateusz Mirys.OKO.pressfot. kolaż/Mateusz M...
Śledztwo

W mediach opowiada, że nie sprowadził Rosjan do Zondacrypto. Ujawniamy prawdziwą rolę Patrowicza

  • Agata Kołodziej

Znany płocki biznesmen i inwestor giełdowy Mariusz Patrowicz, który niedawno szeroko tłumaczył się w mediach z tego, że to nie on sprowadził Rosjan do BitBay, miał z giełdą kryptowalut, Sylwestrem Suszkiem i całym stojącym za nimi układem znacznie więcej wspólnego niż pożyczki, o których mówił publicznie.

Patrowicz w 2017 roku za 15 mln zł kupił udziały w BitBay. Nie za swoje pieniądze – jak ustaliła prokuratura. Zaraz potem wyemitował warte prawie 15 razy mniej obligacje, które zabezpieczył tymi udziałami. Innymi słowy: ktoś – przynajmniej teoretycznie – kupił obligacje Patrowicza, czyli pożyczył mu pieniądze, ale Patrowicz w umówionym terminie musiał obligacje wykupić z powrotem, czyli pożyczkę oddać. Ale nie oddał. Chodziło o niewiele ponad 1 mln zł, ale zabezpieczenie warte 15 mln zł przepadło. Przepadło na rzecz dubajskiej spółki, która te obligacje kupiła i ostatecznie przejęła udziały w BitBay.

Prokuratura podejrzewała, że to wszystko celowe działanie, od początku ukartowane. A w dodatku będące jedynie częścią całej serii operacji między Suszkiem a Patrowiczem, które ostatecznie miały każdemu z nich pozwolić zaoszczędzić na podatku dochodowym miliony złotych. I dlatego w 2022 roku wszczęła śledztwo.

Prokuratura Regionalna w Katowicach wpadła na ten trop przy okazji innego postępowania dotyczącego BitBay, o którym pisaliśmy w OKO.press. Jednego z tych wszczętych na postawie zgłoszenia KNF w 2018 roku:

Przeczytaj także:

Transakcja, a raczej seria transakcji pomiędzy spółkami Patrowicza i jego najbliższej rodziny a BitBay, wyglądały niepokojąco. Prokuratura wyłączyła więc ten wątek i z własnej inicjatywy rozpoczęła osobne postępowanie – „w sprawie”, nie „przeciwko” komukolwiek. W jego toku ujawniono również dziwny zakład pomiędzy Suszkiem a Patrowiczami o kurs bitcoina, który umożliwił Suszkowi obniżenie podatku dochodowego o 5,7 mln zł.

Ciekawe, że Mariusz Patrowicz w ostatnim czasie, tłumacząc się w mediach ze swoich związków z Sylwestrem Suszkiem, powiedział na łamach „Rzeczpospolitej”:

„Przyznaję, że pomogliśmy im (BitBay – przyp. red.) dokonać też optymalizacji podatkowej.”

Publicznie nic więcej o tej „optymalizacji” nie wiadomo. Wie o niej jednak prokuratura.

Dlaczego więc 5 lutego 2025 roku jednak umorzyła postępowanie dotyczące relacji biznesowych Suszka z Patrowiczami? Jak słyszymy w prokuraturze, dlatego, że do udowodnienia czynów zabrakło kilku kluczowych dokumentów, które zaginęły po tym, jak spółki Patrowicza przerzucały je sobie wielokrotnie z rąk do rąk. Choć należy zaznaczyć, że nikt nie może mieć pewności, co prokuratorzy znaleźliby w zaginionych dokumentach i czy ostatecznie pozwoliłyby one na sformułowanie aktu oskarżenia. Nie da się przewidzieć również decyzji sądu, gdyby sprawa stanęła na wokandzie.

Jeden miał celowo stracić 15 mln zł, drugi 30 mln zł

Mariusz Patrowicz nie ukrywa, że kiedyś pożyczył Sylwestrowi Suszkowi pieniądze. Mowa o kwocie 15 mln zł, która jednak w międzyczasie mogła rosnąć nawet do 60-70 mln zł, jak tłumaczył już Patrowicz w różnych mediach. Kwota ta zmieniała się w czasie, ponieważ Sylwester Suszek jako zabezpieczenie pożyczki przekazał Patrowiczowi w zastaw bitcoiny. Kiedy kurs bitcoina rósł, rosła też wartość zabezpieczenia. A wtedy Patrowicz albo oddawał Suszkowi część bitcoinów, bo zabezpieczenie było już zbyt duże w stosunku do pożyczonej kwoty, albo pożyczał Suszkowi więcej pieniędzy.

To dzisiejsza opowieść medialna Mariusza Patrowicza. Jednak Prokuratura Regionalna w Katowicach ustaliła nieco inną historię relacji biznesowych pomiędzy Patrowiczem, a Suszkiem. OKO.press dotarło do tych ustaleń i szczegółów postępowania, o którym dotąd publicznie nie było wiadomo.

Śledztwo prokuratury początkowo toczyło się w kierunku tego, czy żona Mariusza Patrowicza Małgorzata, jako prezes spółki IFEA Sp. z o.o. wyrządziła spółce – czyli sobie i swojej rodzinie – szkodę majątkową wielkich rozmiarów. Chodzi o 13 mln 975 tys. zł, a szkoda powstała w wyniku transakcji z BitBay. Zdaniem prokuratury, było to celowe i zaplanowane. To raz.

Ale półtora roku po rozpoczęciu śledztwa prokuratorzy zaczęli odkrywać kolejne elementy tej historii i 16 października 2023 roku dołączyli do śledztwa kolejny wątek – w związku z relacjami biznesowymi z rodziną Patrowiczów Sylwester Suszek zaniżył podatek dochodowy BitBay o 5,7 mln zł.

Jak? Zawarł kontrakt terminowy na kurs bitcoina, czyli założył się z Patrowiczami o to, jaki będzie kurs kryptowaluty w przyszłości. I przegrał w ten sposób prawie 30 mln zł. Znów – zdaniem prokuratury, to też było celowe, a strata 30 mln zł zaplanowana. Czyli kontrakt był pozorowany. To dwa.

Kupić drogo...

Zacznijmy od początku. Głównym aktorem w tym przedstawieniu jest spółka IFEA sp. z o. o. Powstała w maju 2014 roku. Siedziba: Płock.

Prezes: Małgorzata Patrowicz, żona Mariusza Patrowicza. Zarząd? Jednoosobowy, w jego skład wchodzi jedynie pani prezes. Jednocześnie zarząd jest jedynym organem spółki. Kapitał zakładowy: 255 mln 665 tys. zł. Sporo, biorąc pod uwagę, że minimalny kapitał zakładowy dla spółek z ograniczoną odpowiedzialnością to 5 tys. zł.

To jednak nie jest zwykła spółka, a wehikuł inwestycyjny. Udziałowcami spółki są inne spółki ze stajni Mariusza Patrowicza i jego rodziny: FON, Atlantis, Elkop, Investment Friends Capital. Giełdowi inwestorzy doskonale je znają, szczególnie ci, którzy zamiast inwestować, wolą spekulować na giełdzie. We władzach tych spółek występują: sam Mariusz Patrowicz, jego syn Damian, matka Marianna i żona Małgorzata.

Kapitał zakładowy w wysokości ponad 255 mln zł został pokryty aportem w postaci akcji przekazanych przez DAMF Invest. Mówiąc wprost: kapitał zakładowy IFEA nie składał się z 255 mln zł w gotówce, ale z akcji spółek należących do rodziny, a formalnie znajdujących się w posiadaniu kolejnej rodzinnej spółki Patrowiczów DAMF Invest.

DAMF Invest należy w pełni do Damiana Patrowicza – syna Mariusza. Skład zarządu? Damian Patrowicz, Mariusz Patrowicz, Małgorzata Patrowicz oraz Marianna Patrowicz.

Jeśli czytelnicy już się zgubili, to nie szkodzi. Zostawiamy już bowiem charakterystykę głównej postaci i przechodzimy do jej działań.

Wszystko zaczyna się w listopadzie 2017 roku. Wtedy po raz pierwszy BitBay podejmuje próbę podniesienia swojego kapitału zakładowego ze 100 do 105 tys. zł. 100 nowych udziałów o wartości 5 tys. zł ma objąć spółka Patrowiczów IFEA.

Nie jest to skomplikowana operacja, a mimo to się nie udaje. Sąd rejestrowy odmawia ze względów proceduralnych, ponieważ Sylwester Suszek podał nieprawdziwe informacje. Twierdził w uchwale BitBay z 17 listopada 2017 roku, że wkład na pokrycie kapitału zakładowego został przez IFEA w całości wniesiony, tymczasem nie dość, że wówczas wcale nie został wniesiony, to jeszcze przyszedł w trzech przelewach dopiero na początku grudnia 2017 roku.

Drobna rzecz, a jednak pokazuje, że w tej historii dokumenty sobie, a przelewy sobie.

Nic się nie stało. Nadzwyczajne zgromadzenie wspólników BitBay w czerwcu 2018 roku jeszcze raz przyjmuje uchwałę o tej samej treści. IFEA staje się udziałowcem BitBay, obejmując 100 udziałów spółki.

IFEA płaci za nie 15 mln zł. Ale wartość nominalna tych 100 objętych przez IFEA udziałów to 5 tys. zł.

Efekt jest taki, że 5 tys. zł idzie na podniesienie kapitału zakładowego BitBay, a pozostałe 14 mln 995 tys. zł na kapitał zapasowy BitBay.

Kluczowa informacja jest taka, że w świetle prawa pieniądze wpłacone na kapitał zapasowy nie są opodatkowane. A jednocześnie kapitał zapasowy może być przeznaczony na dowolny cel zgodnie z decyzją wspólników BitBay.

Zasadne jest pytanie, dlaczego Patrowiczowie kupują udziały w BiBay Sp. z o.o. tak znacznie powyżej ich wartości nominalnej? I to w czasie, kiedy BitBay Sp. z o.o. właśnie staje się wydmuszką. Warto porównać daty:

  • IFEA obejmuje 100 udziałów w BitBay w czerwcu 2018 roku;
  • tymczasem dosłownie chwilę wcześniej, 29 maja 2018 roku, BitBay Sp. z o.o. pozbywa się swojej głównej wartości, czyli samej giełdy BitBay, bo licencję na jej prowadzenie przekazuje spółce Pinewood Holding zarejestrowanej na Malcie.

Drugie pytanie brzmi: dlaczego Patrowiczowie decydują się na taką formułę, w której 14 mln 995 tys. zł przekazane jest na kapitał zapasowy, czyli wspólnicy BitBay mogą z tych pieniędzy korzystać zupełnie dowolnie, a IFEA jako mniejszościowy wspólnik pozbawia wpływu na ich decyzje?

Ale to dopiero początek.

...żeby potem oddać tanio

Zaraz potem, 27 lipca 2018 roku IFEA emituje 105 obligacji o wartości nominalnej 10.500 zł. Obligacje są imienne, czyli z góry przeznaczone dla konkretnego kupującego. Obejmuje je spółka Arial Investment in Commercial Enterprise LCC z siedzibą w Dubaju.

Innymi słowy, dubajska spółka, kupując obligacje, udziela Patrowiczom kredytu na kwotę 1 mln 102,5 tys. zł. Nie jest to żadna anonimowa spółka, ale podmiot kontrolowany przez Sylwestra Suszka i jego otoczenie, jeden z kilku, do których w 2018 roku były przenoszone udziały w BitBay.

IFEA Patrowiczów i Arial Suszka umawiają się, że zabezpieczeniem tych obligacji będą dopiero co objęte przez Patrowiczów udziały w BitBay. Wszystkie. W praktyce zabezpieczeniem pożyczki w wysokości niewiele ponad 1 mln zł stają się udziały, za które dopiero co zapłacono 15 mln zł.

Choć obligacje zostały wyemitowane zaledwie pod koniec lipca 2018 roku, już 20 listopada tego samego roku okazuje się, że Patrowicz nie wykupił ich w terminie. W ramach zabezpieczenia 100 udziałów w BitBay kupionych przed chwilą przez IFEA przechodzi na własność dubajskiej spółki Arial. Czyli de facto z powrotem w ręce Suszka.

W skrócie:

Patrowicz w czerwcu wydaje 15 mln zł na udziały w BitBay, żeby po 5 miesiącach i 14 dniach przekazać je dubajskiej spółce Arial ze stratą w wysokości 13 mln 975 tys. zł.

Dodamy, że dziś Mariusz Patrowicz powtarza w mediach, że na relacjach biznesowych z Sylwestrem Suszkiem zarobił, nie stracił.

Skąd się wzięło 15 mln zł?

Okazuje się, że 15 mln zł, którymi Patrowiczowie zapłacili za 100 udziałów w BitBay, dostali od samego BitBay.

Prokuratura ustaliła, że owszem, w okresie 1 – 7 grudnia 2017 roku BitBay dostał 15 mln zł w trzech przelewach z konta IFEA. To właśnie te przelewy, za które Patrowicze kupili 100 udziałów w BitBay. Te, z powodu których sąd rejestrowy oddalił wniosek o podniesienie kapitału zakładowego, bo Suszek wskazał nieprawdę.

Tylko że jednocześnie niemal w tym samym czasie, ale z jednodniowym wyprzedzeniem, to BitBay najpierw przelał na konta IFEA 15 mln zł. Z tą różnicą, że zrobił to z konta w innym banku, niż dostał potem tę kwotę z powrotem.

Dodatkowo całkowita kwota została podzielona aż na 18 przelewów – trzy przelewy po 5 zł i 15 przelewów na 999.999,00 zł.

Warto dodać, że gdyby nie te 18 przelewów od BitBay, IFEA nie miałaby środków na to, żeby zapłacić 15 mln zł za udziały w spółce Suszka, ponieważ na jej koncie bankowym znajdowało się dokładnie 983 zł.

Z kolei, jak wynika z ustaleń prokuratury, na koncie BitBay Sp. z o.o. w tym czasie było ponad 71 mln zł. Cel podniesienia kapitału zakładowego spółki o 5 tys. zł? Nieznany. Cel wprowadzenia dodatkowych niemal 15 mln zł na kapitał zapasowy spółki? Nieznany.

Znane są za to tytuły tych licznych przelewów, które IFEA Patrowiczów i BitBay Sp. z o.o. Suszka pomiędzy sobą wymieniały na przełomie listopada i grudnia 2017 roku. I nie są one bez znaczenia.

Załóżmy się o kurs bitcoina

IFEA przelała łącznie 15 mln zł na konto BitBay tytułem podniesienia kapitału zakładowego BitBay Sp. z o.o. A miała te pieniądze dzięki temu, że BitBay w 18 przelewach przesłał spółce dokładnie tę kwotę, ale tytułem depozytu na kontrakt terminowy na kryptowalutę.

I tak oto prokuratura, analizując historię wielu kont bankowych obu spółek, dowiedziała się o kolejnym elemencie układanki – IFEA i BitBay miały założyć się o wartość kursu bitcoina. BitBay zakład przegrał, przez co stracił ok. 29,9 mln zł.

W toku postępowania prokuratura nie znalazła jednak dokumentów poświadczających zawarcie takiego kontraktu. Śledczy znaleźli jedynie plik w komputerze o nazwie „umowa kontraktu na różnice kursowe”.

Po prostu plik w formacie .doc.

Problem z nim był jednak znacznie większy niż brak podpisów czy pieczęci, które czyniłyby z niego ważny w sensie prawnym dokument. Metadane pliku wskazywały, że ostatni raz wydrukowano go 15 września 2017 roku, choć data utworzenia dokumentu wskazywała na 12 stycznia 2018 roku.

Dodatkowo w pliku zawarta była informacja, że na potrzeby rozliczenia kontraktu terminowego wyznacza się datę ustalenia kursu bitcona na 28 grudnia 2017 roku. Tymczasem przelew ostatniej kwoty depozytu z tytułu tego kontraktu z rachunku BitBay na konto IFEA wyszedł 20 grudnia 2017 roku, a kwota przelewu odpowiadała kursowi bitcoina z dnia 28 grudnia 2017 roku (z godz. 12.30).

Nic tu się nie zgadza.

Hipoteza śledczych?

Dzięki kontraktowi terminowemu na kurs bitcoina BitBay Sp. z o.o. zanotował stratę w wysokości 29,9 mln zł. Przez to ostateczny zysk netto spółki za 2017 rok skurczył się zaledwie do 550 tys. zł. I tak oto spółka dokonała „optymalizacji podatkowej”, dzięki której zapłaciła o 5,7 mln zł podatku mniej.

Z kolei IFEA rodziny Patrowiczów straciła prawie 13,9 mln zł na całej tej transakcji przeniesienia dopiero co objętych 100 udziałów w BitBay na rzecz dubajskiej spółki Arial, czyli de facto z powrotem do Suszka i jego ludzi.

Takie postawienie sprawy jednak nie ma sensu. Po co Patrowicz miałby chcieć ponosić straty, jeśli byłoby to działanie celowe? I jak Suszkowi miałoby się opłacać zaoszczędzenie 5,7 mln zł podatku, skoro przecież jednocześnie stracił 29,9 mln zł? Żeby to miało sens, Suszek powinien te stracone 29,9 mln zł jednak od Patrowicza ostatecznie odzyskać.

Otóż biegły powołany w śledztwie katowickiej prokuratury zauważył jednak, że cała ta historia z objęciem 100 udziałów w BitBay przez Patrowicza za 15 mln zł, spowodowała, że do Suszka wróciło 15 mln zł – połowa z tych niecałych 30 mln zł, które fiskus miał widzieć jako stracone.

A gdzie reszta, którą musiałby dostać BitBay, żeby transakcja miała sens?

Otóż śledczy dotarli jeszcze do czegoś. W drugiej połowie 2017 rok inna spółka ze stajni Patrowiczów – Patro Invest – dwukrotnie pożycza pieniądze BitBay. 6 lipca kwotę prawie 16,5 mln zł i 22 grudnia jeszcze 640 tys. zł. To łącznie ponad 17 mln zł.

Większości z tej sumy – ok. 12 mln zł – BitBay nigdy nie zwróciła Patrowiczom – ustalili śledczy.

Biegły natomiast sumuje: 12,4 mln zł + 15 mln zł przekazane przez Patrowicza na podniesienie kapitału zakładowego BitBay, sumuje się do 27,4 mln zł z 29,9 mln zł, których szukano. A więc o ok 2,5 mln zł za mało.

Biorąc jednak pod uwagę, że dzięki tej operacji BitBay obniżył sobie podatek za 2017 rok o 5,7 mln zł, ostatecznie i tak byłby do przodu o 3,2 mln zł – wyliczył biegły.

A ile zyskać mógł Patrowicz na podatku dochodowym? 3,6 mln zł poprzez dwie spółki – IFEA i Patro Invest i wszystkie szczegółowo opisane wyżej transakcje, dzięki którym mógł wykazać przed fiskusem straty z tytułu niespłaconych pożyczek czy objęcia udziałów w spółce za 15 mln zł.

Ostatecznie prokuratura złożyła wszystkie puzzle i to wszystko miało bardzo wymierny sens ekonomiczny dla obu stron – i Suszka i Patrowicza. Dlaczego więc śledztwo w 2025 roku umorzono?

Grupowa amnezja

Sylwester Suszek w sprawie kontraktu na kurs bitcoina nie zeznawał, bo już nie mógł – informacja o zakładzie na różnice kursowe wypłynęła w śledztwie 10 miesięcy po jego zaginięciu.

Był natomiast przesłuchiwany wcześniej, w innym postępowaniu prokuratorskim umorzonym 15 czerwca 2022 roku, które opisywaliśmy w OKO.press, i nie potrafił wyjaśnić, dlaczego IFEA objęła nowo wyemitowane udziały w BitBay i dokonała wpłaty 14.995.000 zł tytułem kapitału zapasowego.

„Jeśli chodzi o IFEA, to ja nie pamiętam, jaki był cel tego, że oni na chwilę weszli do spółki BitBay. Nie pamiętam okoliczności tych transakcji. Dla mnie istotne jest to, że udziały finalnie trafiły do mojej spółki Arial” – zeznawał Suszek.

Ale po stronie BitBay było przecież więcej postaci, które mogły mieć jakąś wiedzę na temat tych transakcji. Taką postacią był m.in. Paweł Sobków (to osoba znana jako człowiek Marka Falenty).

Sobków, jak sam pisze w swoim CV, w latach 2014-2018 był inwestorem i doradcą BitBay, a gdy giełda przeniosła się na Maltę pod koniec maja 2018 roku, był prezesem Pinewood Holding Limited – spółki powołanej właśnie do tego, by operowała giełdą z Malty. Był też jedynym akcjonariuszem Pinewood Holding, co oznacza, że formalnie miał pełnię władzy.

Sobków zeznał, że nie ma wiedzy, co do szczegółów działalności spółki Arial z Dubaju, nie wie nic o obligacjach wyemitowanych przez IFEA dla Arial, bo on nigdy nie był jej dyrektorem. Ostatnim znanym mu dyrektorem zarządzającym był Marcin Szczawiński.

Przyznał jednak w prokuraturze, że zna rodzinę Patrowiczów i to on umówił Sylwestra Suszka z Mariuszem Patrowiczem i jego synem Damianem.

(Na marginesie należy zaznaczyć, że Onet w publikacji sprzed kilku tygodni twierdził, że Mariusza Patrowicza z Sylwestrem Suszkiem poznał niejaki Marek N., jednak są to dane zmienione. Pierwotnie jednak w tekście podano „Paweł S.” zamiast „Marek N.”, informując jednocześnie, że to człowiek Mariana W., pseud. „Maniek" – właściciela stacji benzynowej w Czeladzi podejrzewanego przez prokuraturę o udział w uprowadzeniu Sylwestra Suszka.)

Tymczasem zeznania Sobkowa dotyczące spółki Arial nie zgadzają się z zeznaniami wskazanego przez niego samego dyrektora Marcina Szczawińskiego. Ten zeznał, że on de facto nie wykonuje żadnych działań w spółce Arial w Dubaju, zgodził się tylko formalnie zostać dyrektorem, bo Sylwester Suszek i Paweł Sobków go o to poprosili i to oni de facto zarządzali spółką Arial.

Po drugiej stronie uczestników tych transakcji braku spójności zeznań nie ma, jest za to dużo luk w pamięci i spychologii.

Damian Patrowicz (który miał udziały w Patro Invest) zeznawał w prokuraturze, że nie pamięta, jaki był jego związek z IFEA, a firmę Patro Invest de facto prowadziła jego mama Małgorzata Patrowicz, jako prezes spółki. On więc nic nie wie na temat dwóch pożyczek dla BitBay na ponad 17 mln zł.

Małgorzata Patrowicz zeznała, że spotkała się ze spółką o nazwie BitBay w związku z pełnieniem funkcji prezesa Patro Invest i zawarciem umowy pożyczki w 2017 roku. Nie pamięta okoliczności podwyższenia kapitału zakładowego BitBay przez objęcie dodatkowych udziałów przez IFEA. Nie pamięta, czy miało to związek z udzieloną spółce pożyczką. Nie pamięta okoliczności 18 przelewów z BitBay dla IFEA tytułem „depozyty na kontakty na bitcoin”. Nie pamięta zbycia 100 udziałów BitBay do dubajskiej spółki Arial, poza faktem, że wie, że istniała spółka o takiej nazwie.

Nie pamięta też okoliczności nawiązania kontaktu z Bitbay.

W śledztwie prokuratura doszła do wniosku, że wszystkimi tymi operacjami finansowymi prawdopodobnie kierował jej mąż Mariusz Patrowicz.

Ten jednak, przesłuchiwany w styczniu 2023 roku, zeznał, że spółką IFEA się nie zajmował, tylko doradzał żonie. Nie pamięta w sumie nic. Nie pamięta, kto prowadził księgowość dla IFEA. Pamięta, że miało miejsce zawarcie kontraktu na bitcoiny między IFEA a BitBay, a później na taką samą kwotę nastąpiło objęcie udziałów w BitBay.

W jego ocenie oba te zdarzenia należy rozpatrywać jako jedną transakcję na 15 mln zł. Nie potrafił jednak wytłumaczyć jej sensu ze względu na brak dostępu do dokumentacji. Nie potrafił wskazać źródła pochodzenia środków na pokrycie przez IFEA obejmowanych udziałów w BitBay. Poza tym, że były to środki własne.

Nie potrafił potwierdzić przeprowadzenia emisji obligacji przez IFEA. Nie pamiętał szczegółów dotyczących przeniesienia 100 udziałów w BitBay do Arial.

Twierdził nadto, że IFEA wcale nie poniosła straty przy objęciu udziałów BitBay, tylko wręcz zarobiła ponad 1 mln zł. Niestety prawdopodobnie nie istnieje dokumentacja papierowa, ale on jej poszuka na nośnikach elektronicznych. Nie znalazł.

Prokuratura też nie znalazła. I dlatego właśnie – z powodu braku dokumentacji papierowej – musiała umorzyć śledztwo.

Znikające dokumenty

Prokuratorzy w trakcie śledztwa toczącego się w latach 2022-2025 szukali przede wszystkim dokumentacji dotyczącej spółki IFEA Sp. z o.o. Nie znaleźli, bo spółka ta została wcześniej zlikwidowana. Inne spółki, które były jej wspólnikami, też już zostały zlikwidowane albo przekształcone, a dokumenty krążyły, aż zaginęły.

Przypomnijmy, większość transakcji pomiędzy IFEA a BitBay miała miejsce w 2018 roku. W styczniu 2020 roku 98,96 proc. udziałów w IFEA przejmuje Nowy Wiatr Sp. z o.o.

W sierpniu 2020 roku sama IFEA zostaje wykreślona z KRS, bo zostaje przekształcona w spółkę komandytową o nazwie: Nowy Wiatr Sp. z o. o. w likwidacji Sp. k.

Księgi i dokumenty na pięć lat miały zostać przekazane FON Zarządzanie Nieruchomościami. Ale FON Zarządzanie nieruchomościami Sp. z o. o. też jest w likwidacji.

Dokumentacja oraz księgi zostają kolejny raz przekazane – tym razem z FON Zarządzanie Nieruchomościami do Nowy Wiatr Sp. z o.o. w likwidacji Sp. k. Ta decyzja zapada 24 maja 2020 roku, choć już z czerwcu 2020 roku podjęto decyzję o zakończeniu działalności bez likwidacji i rozwiązaniu Nowy Wiatr Sp. z o.o. w likwidacji Sp. k.

Wszystkie wymienione spółki to spółki rodziny Patrowiczów. FON Zarządzanie Nieruchomościami Sp. z o.o. w likwidacji jak i Nowy Wiatr Sp. z o.o. w likwidacji Sp. k. posiadały siedzibę pod tym samym adresem co IFEA. I tym samym, co ostatnia funkcjonująca spółka ze stajni Patrowiczów zamieszana w tę historię – Elkop SE.

Prokuratura przeszukała jej siedzibę, ale znaleziono tylko szczątki dokumentacji.

Śledczy poszli więc tropem firmy księgowej, która obsługiwała IFEA. Okazało się, że była to DAMF Księgowość Sp. z o.o., która również została zlikwidowana. I również należała do rodziny Patrowiczów.

Znaleziono jednak podczas przeszukania dokument, w którym był protokół przekazania dokumentów księgowych IFEA przez DAMF Księgowość. Tylko nie wynikało z niego, komu dokumentacja została przekazana.

Ale przecież ktoś prowadził też księgowość dla drugiej strony – dla BitBay. Najpierw przeszukano siedzibę BitBay Sp. z o.o. w Katowicach, ale nie było tam nic poza dwoma komputerami, na których niemal nic nie było.

Śledczych poinformowano, że wszelka dokumentacja spółki BitBay miała zostać zabrana przez osobę powołującą się na mec. Przemysława Krala – wówczas jeszcze pełnomocnika spółki.

Zażądano więc od Krala wydania tych dokumentów, ale on twierdził, że ich nie ma. Nie wie, czy w ogóle kiedykolwiek istniały. A w ogóle to dotyczą okresu, w którym nie był pełnomocnikiem BitBay Sp. z o.o.

Prokuratura znalazła coś jednak w firmie, która prowadziła księgowość BitBay w latach 2014-18. To ten plik .doc pod nazwą „umowa kontraktu na różnice kursowe”, wobec którego było tyle wątpliwości. Bez podpisów czy pieczęci.

Śledczy znaleźli coś jeszcze – dokument Excel z zestawieniem wszystkich transakcji, które już wcześniej sami odkryli na podstawie analizy kont bankowych miedzy spółkami Patrowicza i Suszka.

Ale to nie jest dokument księgowy. Nie ma podpisów i pieczęci.

***

Ostatecznie prokuratura napisała w uzasadnieniu umorzenia postępowania w lutym 2025 roku, że umorzyć postępowanie musiała, bo umorzenie ma miejsce nie tylko wówczas, gdy bezspornie wykazano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa, ale również wtedy, gdy pomimo wyczerpania wszystkich możliwości dowodowych, nie zdołano udowodnić konkretnego znamienia przestępstwa.

To wersja oficjalna. Nieoficjalnie OKO.press usłyszało w prokuraturze, że śledczy dobrze rozumieją, co analizowali. Zabrakło im jednak dowodów procesowych, których bardzo usilnie szukali. Ale polegli.

Co na to sam Mariusz Patrowicz?

Mariusz Patrowicz w rozmowie z OKO.press przyznaje, że pomógł dokonać BitBay optymalizacji podatkowej, a mówiąc bardziej brutalnie – jak sam to ujął – w niezapłaceniu podatku.

Czy to legalne działanie? Twierdzi, że nie wie, chyba tak. W każdym razie podkreśla, że pewno się przedawniło. Poza tym każdy obywatel w Polsce tak robi – optymalizuje podatki. No i zapewnia, że to nie był jego cel. To BitBay tak te transakcje wykorzystał.

Patrowicz potwierdza właściwie większość opisywanych przez nas wydarzeń i transakcji.

Mówi, że jedna z jego spółek objęła 10 proc. udziałów w BitBay i sprzedała je ze stratą, a może nawet „za zero”.

Po co kupował udziały w BitBay? Pewnie, żeby zarobić, kupić i potem odsprzedać. Wszystkie działania zdrowej firmy mają bowiem na celu zarabianie pieniędzy, jego firmy też. Ale szczegółów już nie pamięta.

Co się zatem wydarzyło, że interes nie wypalił i udziały zostały sprzedane ze stratą? Patrowicz odpowiada, że być może było to podyktowane optymalizacją podatkową, ale nie pamięta, bo było to lata temu, w 2018 roku.

Pytany o obligacje, przez które stracił te udziały (a nie sprzedał, jak wiemy), przyznaje, że były w tym układzie też jakieś obligacje, nie pamięta już szczegółów, ale była tam jakaś „bardziej złożona matematyka” niż zwykła sprzedaż udziałów.

Skąd tak duża dysproporcja pomiędzy wartością obligacji (1,1 mln zł), a ich zabezpieczeniem (15 mln zł), które ostatecznie przepadło z powodu niewykupienia obligacji?

Patrowicz wyjaśnia, że po prostu mogła być duża, jeśli to była optymalizacja podatkowa. A może była mała. Szczegółów nie pamięta. Podkreśla jednak, że sam podatkowo na tym stracił. Ile? Już nie pamięta. Kilka milionów złotych – może 15, może 10, może 5 mln zł.

I dlaczego w ogóle jego firma obligacji nie wykupiła? Celowo czy z braku pieniędzy? Biznesmen twierdzi, że nie sądzi, by powodem był brak pieniędzy. Nie pamięta jednak szczegółów transakcji sprzed ośmiu lat.

Na pytanie, dlaczego pomagał BitBay w uniknięciu zapłaty podatku, skoro sam na tym stracił, wyjaśnia, że to był jeden z jego najpoważniejszych dłużników – dlatego mu pomagał. Pożyczki dla BitBay były wręcz w TOP10 pożyczek udzielonych przez jego firmy, obok pożyczek udzielanych niegdyś na przykład Aleksandrowi Gudzowatemu. Kwoty pożyczek dla BitBay dochodziły momentami do 100 mln zł, dlatego po prostu im pomagał przez rok czy dwa.

Ale, jak podkreśla, to był moment, w którym nie było w BitBay jeszcze Przemysława Krala.

Jednak skoro pożyczki, jak twierdzi, były zabezpieczone bitcoinami, z biznesowego punktu widzenia nie trzeba było firmie pomagać, żeby mieć pewność odzyskania długu.

Na ten argument Patrowicz odpowiada tym, że jeśli kogoś lubi i mu doradza, to po prostu chce mu pomóc. Poza tym pożyczki to był tylko jeden ze wspólnych biznesów. Firmy Patrowicza w relacjach z BitBay zarabiały też na innych transakcjach, na przykład na bitcoinie, dlatego zależało mu na tym, żeby ta relacja biznesowa trwała, bo była dla niego opłacalna.

Ostatecznie. Bo choć podatkowo stracił wtedy, kiedy BitBay zyskał, to łącznie na relacjach z BitBay zarobił co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych. Na samych odsetkach od udzielanych pożyczek ok. 10-20 mln zł.

Jedynie w kwestii pożyczek wersja Patrowicza i wersja prokuratury są rozbieżne. Patrowicz mówi w rozmowie z OKO.press o pożyczkach, o których już wcześniej mówił medialnie. Że były one udzielone na 15 mln zł, ale jeśli oddane w zabezpieczenie bitcoiny zyskiwały na wartości, a wtedy rzeczywiście kurs mocno rósł, wtedy albo część zabezpieczenia oddawał albo zwiększał kwotę pożyczki. Która ze spółek jej udzieliła? IFEA albo Patro Invest – nie pamięta.

Zapewnia jednak, że pożyczki zostały spłacone, a on zwrócił zastaw, czyli bitcoiny.

Na pytanie o dwie pożyczki udzielone przez Patro Invest na ponad 17 mln zł, z których według naszych informacji ok. 12 mln zł BitBay nigdy Patrowiczom nie spłacił, odpowiada, że wszystko zostało spłacone i on nie odpowiada za nasze źródła informacji.

Na zdjęciu Agata Kołodziej
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze