Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jak Straż Marszałkowska uratowała sejmowy chodnik przed demonstracją upominającą się o prawa osób z niepełnoprawnościami. I o co chodzi z ustawą o asystencji?
“Mamy z bratem po dwadzieścia parę lat. Bez porządnej ustawy o asystencji osobistej będziemy skazani na siebie do końca życia. Konrad potrzebuje wsparcia 24 h na dobę i ja będę musiała mu to zapewnić. Rezygnując z pracy i swojego życia. Będziemy zamknięci w mieszkaniu, którego nie będziemy w stanie utrzymać – bo z czego" – mówi Karolina Kosecka (na zdjęciu u góry)
29 października zorganizowała pod sejmem protest, by upomnieć się o prawa osób z niepełnosprawnościami (OzN) i o ustawę o asystencji osobistej. Protest miał pokazać, że państwo nie wywiązuje się z elementarnych zobowiązań wobec osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin.
Łamie więc zasadę praworządności w sposób spektakularny – prawa osób z niepełnosprawnościami są gwarantowane przez Konstytucję.
Tymczasem obietnica przyjęcia ustawy o asystencji zawarta była w przedwyborczych 100 konkretach KO. Niestety, obiecanego rządowego projektu nikt nie widział. Sejm proceduje natomiast projekt prezydencki Andrzeja Dudy – przygotowany ze złamaniem prawa, bo bez konsultacji ze środowiskiem i przez środowisko odrzucany.
„Mój brat Konrad miałby dzięki ustawie prezydenckiej 3 godziny pomocy – to przecież na nic nie starczy” – mówi Karolina. „A jeśli taka ustawa przejdzie, sytuacja zostanie zabetonowana na lata. Projekt prezydencki trzeba wycofać i zająć się problemem porządnie”.
Happening pod Sejmem miał polegać na umieszczeniu dużych zdjęć chłopaka z niepełnosprawnością w objęciach matki tak, by wszyscy wchodzący do kompleksu sejmowego w Warszawie musieli po nim przejść. I uświadomić sobie, jak bardzo prawa osób z niepełnosprawnościami są w Polsce łamane.
Protest był legalny, wspierany wzorcowo przez policję (która długo tłumaczyła, w jaki sposób będzie chronić prawo do zgromadzeń). Wszystko udałoby się gładko, gdyby Straż Marszałkowska nie wypatrzyła, że chodnik przed sejmowymi barierkami należy już do Kancelarii Sejmu. Młodzi strażnicy, po konsultacji z przełożonymi kategorycznie kazali się ze zdjęciami odsunąć.
W efekcie do sejmu można już było wejść, omijając problem praw osób z niepełnosprawnościami.
Happening by się nie udał, gdyby nie grupa młodzieży, która przyjechała na wycieczkę do Sejmu i czekała na przepustki. Wysłuchawszy, o co chodzi, młodzi ludzie zgodzili się, choć z oporami, przejść po zdjęciach wchodząc do sejmu.
Zgodnie z ratyfikowaną przez Polskę 12 lat temu Konwencją ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami obowiązkiem państwa jest zapewnienie osobom z niepełnosprawnościami prawa do niezależnego życia. Czyli stworzenie takich warunków, by mogły decydować o sobie na tyle, ile to jest możliwe – czyli tak jak inni.
Polska tymczasem utknęła w modelu opiekuńczo-pańszczyźnianym: takim, w którym zadanie wspierania osób z niepełnosprawnościami zepchnięto na rodziny, w zamian za minimalne świadczenia finansowe i to nie dla wszystkich (bo np. nie dla osób rezygnujących z pracy, by zająć się wymagającymi wsparcia seniorami, praktycznie nie istniało). Dodatkowo nie wolno było dorabiać: zakaz pracy dla opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami został zniesiony dopiero od 1 stycznia 2024 r.
Same osoby z niepełnosprawnościami mogą liczyć na renty, przyznawane w niezwykle skomplikowanym i uciążliwym systemie – za to, że są niezdolne, nie potrafią, nie umieją... Państwo nie zawracało sobie głowy pytaniem, co danej osobie jest potrzebne, by mogła samodzielnie żyć, uczestniczyć w życiu społecznym, a nawet pracować.
W ten system „opieki” wpisana była zasada, że opiekun podejmuje też decyzję za „podopiecznego”. Zawsze — choć niepełnosprawność nie ogranicza się tylko do bardzo trudnych i skomplikowanych przypadków, kiedy to osoba wspierająca rzeczywiście musi podejmować decyzję za osobę z niepełnosprawnościami.
„Mój brat Konrad nie może wyjść z domu inaczej niż w asyście mamy lub siostry. A jest młodym człowiekiem” – tłumaczy Karolina Kosecka. I na młodych ludziach czekających na przepustki do sejmu robi to wrażenie.
Aby wszystkim nam się w tym systemie wygodnie żyło, państwo nakłania rodziny do ubezwłasnowolniania dorosłych osób z niepełnosprawnościami — bo ustalanie ich woli może wymagać wysiłku. Zaś załatwienie sprawy w urzędzie, u lekarza czy w instytucji finansowej będzie prostsze, jeśli daną osobę pozbawi się pełni praw. Czyli – jak to nazywają prawnicy – doprowadzi do jej cywilnej śmierci.
To jest stan, z którego próbują wydobyć Polskę aktywiści na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami. Przede wszystkim organizując się i organizując cywilizowane wsparcie: usługi asystenckie, mieszkania wspomagane, opiekę wytchnieniową dla osób wspierających.
Konrad Kosecki korzysta dziś z usług asystenckich – ale nie stale, tylko w ramach wsparcia rozdzielanego w ramach dorocznych konkursów.
Na poziomie systemowym, centralnym, udało się przepchnąć jedną, za to rewolucyjną ustawę: o świadczeniu wspierającym. Obowiązuje od 1 stycznia 2024 r. To pieniądze dla samej osoby z niepełnosprawnościami, przyznawane jej nie za to, że jest chora i niezdolna do niczego, ale na dodatkowe wydatki, które ponosi z racji niepełnosprawnościami. Świadczenie jest przyznawane na podstawie indywidualnej oceny sytuacji danej osoby (a nie jej choroby). Wdrażanie tej ustawy przebiega z ogromnymi kłopotami, są miejsca w Polsce, gdzie na rozpatrzenie wniosku o świadczenie przyjdzie poczekać nawet półtora roku.
Rzecz w tym, że samo świadczenie nie zadziała bez drugiej części reformy: ustawy o asystencji osobistej, czyli usługach dla osoby z niepełnosprawnościami ułatwiających jej niezależne funkcjonowanie. Usługi te świadczyć powinni asystenci wybrani przez OzN, a nie zatrudniona w trybie 24/7 rodzina. Powinny być skalkulowane zgodnie z potrzebami danej osoby. Ponieważ społeczeństwo się starzeje, i ryzyko długiego życia bez pełnej sprawności grozi wielu z nas, jest to dobra inwestycja w przyszłość.
Problem polega na tym, że ustawy nie ma. Zobowiązał się ją lata temu przygotować prezydent Duda. Ostatecznie jego projekt trafił do Sejmu i jest tam procedowany. Zdaniem środowiska osób z niepełnosprawnościami nie spełnia podstawowych warunków: gdyby wszedł w życie, pozbawiłby prawa do usług asystenckich mnóstwo ludzi w potrzebie.
Jest też drugi projekt, wypracowany w ministerstwie rodziny bez pomijania udziału środowiska osób z niepełnosprawnościami. Informacje o nim kończą się na etapie prekonsultacji, które odbyły się wiosną. Ten projekt nie jest jednak formalnie procedowany. Wieść gminna niesie, że nie dostał zgody Ministra Finansów. Wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami jest bowiem kosztowne, tymczasem opinia publiczna nie uważa tych wydatków za pilne (dopóki osobiście się ze znalezieniem wsparcia dla osoby bliskiej nie zmierzy).
Protestujący pod sejmem domagają się wycofania projektu prezydenckiego. „Jeśli go uchwalą, zabetonują naszą sytuację na lata” – mówią.
„Co trzeba zrobić, by ludzie zrozumieli, jak ważny to problem?” – pytamy.
“Nie wiem — mówią organizatorki protestu. Problem niepełnosprawnościami jest wypierany. Ludzie nie chcą po protsu o tym myśleć”.
Większość przechodniów na Wiejskiej plakaty na chodniku omijała. Ignorowała zachęty organizatorek “Ależ proszę spokojnie wejść na zdjęcie. To tylko zdjęcie – a nasze prawa naprawdę są deptane”.
Przeczytaj także: