Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump po szczycie NATO w Ankarze nie szczędzi sojusznikom dobrych słów: „To dobrzy ludzie, którzy robią dużo dobrego dla swoich krajów”. Ale nie rozwiewa wątpliwości: w sprawie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie czy planów ws. Grenlandii.
Konferencja prasowa prezydenta USA po szczycie NATO w Ankarze trwała – nietypowo dla Trumpa – zaledwie 45 minut. Tymczasem reporterzy czekali na jego pojawienie się niemal trzy godziny. Z takim poślizgiem prezydent USA wyszedł do setek dziennikarzy.
„Właśnie zakończyliśmy bardzo udany szczyt NATO” – powiedział Trump.
W dusznej, bo wypchanej po brzegi sali, Trump pojawił się w otoczeniu swoich najważniejszych współpracowników: sekretarza stanu Marco Rubio, sekretarza wojny Pete'a Hegsetha i sekretarza skarbu Scotta Bessenta.
Stwierdził, że miał w Ankarze „świetny czas”, a szczyt był „wielkim sukcesem”. Kilkukrotnie podkreślił, że spotkanie Rady Północnoatlantyckiej przebiegało w bardzo serdecznej atmosferze („w pokoju było czuć mnóstwo miłości”), a sojusznicy deklarowali nawet, że go… kochają. „Mówili że mnie kochają, to miłe. To chyba miłe?” – relacjonował.
Dodawał, że w sali, gdzie odbywało się spotkanie, panowała „ogromna jedność".
„Jeśli z dzisiejszego dnia miałoby wyjść jedno słowo, byłoby to: zjednoczenie. Nigdy nie widziałem czegoś takiego” – mówił w typowy dla siebie, enigmatyczny sposób.
Jedność, o której mówił Trump, to nie tyle jedność w postaci żelaznego zobowiązania do kolektywnej obrony, bo w tej kwestii prezydent Stanów Zjednoczonych nie złożył żadnych zapewnień. To jedność w sprawie zeszłorocznego porozumienia o zwiększeniu wydatków obronnych z 2 proc. do 5 proc., która, zdaniem Trumpa, doprowadziła do „historycznej zmiany w NATO”.
„Podnieśliśmy cel z 2 proc. do 5 proc. PKB, choć wszyscy mówili, że to niemożliwe. A teraz wszyscy mi dziękują” – mówił.
Trump podkreślił przede wszystkim, że szybkie zwiększenie wydatków na obronność przez europejskich sojuszników będzie korzystne dla amerykańskiego przemysłu obronnego, bo ci kupują przede wszystkim sprzęt produkowany w USA.
„Wszyscy chcą amerykańskiego sprzętu. Produkujemy najlepszy sprzęt na świecie” – chwalił.
Zapowiedział też zwiększenie produkcji amerykańskiego uzbrojenia, celem skrócenia czasu oczekiwania na dostawy z kilku lat do kilku tygodni.
Reakcja Trumpa po szczycie pokazuje, że
strategia udowodnienia, że Europa dowozi, poprzez ogłoszenie dziesiątek gigantycznych kontraktów obronnych, zadziałała.
Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu, we wtorek 7 lipca podczas forum przemysłowego, ogłoszono umowy i inicjatywy warte dziesiątki miliardów dolarów. Od rozwoju europejskich zdolności dronowych i obrony powietrznej, po produkcję amunicji i pocisków dalekiego zasięgu.
Wiele z nich to projekty realizowane z amerykańskimi firmami. Lockheed Martin i niemiecki Rheinmetall podpisały porozumienie o pierwszej poza USA produkcji pocisków ATACMS. Polska Grupa Zbrojeniowa i amerykański Anduril ogłosiły współpracę przy produkcji pocisków Barracuda 500M. Polska, USA, Niemcy, Szwecja i Holandia porozumiały się w sprawie budowy europejskich zdolności serwisowania rakiet PAC-3 do systemów Patriot.
Sojusz ma też pozyskać do pięciu amerykańskich bezzałogowych samolotów rozpoznawczych Triton, które pozwalają prowadzić długotrwałą obserwację dużych obszarów morskich, m.in. w Arktyce. To tylko kilka z wielu przykładów kontraktów z pompą podpisanych podczas szczytu.
Ta strategia miała na celu swego rodzaju „udobruchanie” Trumpa poprzez przemówienie do niego jedynym językiem, jaki ten rozumie: językiem korzyści. Zapewnienia o jedności NATO i o tym, że szczyt był sukcesem sugerują, że okazała się choć na chwilę owocna.
Ze względu na to, że Trump przyjął pytania tylko od kilku dziennikarzy, nie poruszono tematów jego najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi sprzed rozpoczęcia szczytu: m.in. ponownych deklaracji o tym, że Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę nad Grenlandią, ani o planowane zmiany w amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.
W tym kontekście Trump podkreślał jedynie, że europejscy sojusznicy robią postępy w zwiększaniu własnych zdolności obronnych i w ten sposób „odpowiadają na wezwanie” USA.
„Wiele z tych krajów jest bardzo bogatych. Nie musimy im współczuć. Ale to nie oznacza, że są odpowiednio chronione. To duża różnica” – mówił w nie do końca zrozumiały sposób.
Podkreślał, że część państw już znacząco zwiększyła wydatki obronne, a pozostałe deklarują zmiany.
„Niektóre naprawdę odpowiedziały na wezwanie, inne dokonują dużych zmian i odpowiedzą na wezwanie. Myślę, że mogę powiedzieć, że wszystkie odpowiedzą” – stwierdził.
Największa część konferencji była poświęcona jednak wojnie z Iranem. Trump był pytany m.in. o to, czy konflikt stał się dla niego „ślepą uliczką” oraz o zmianę tonu wobec irańskich przywódców, których najpierw określał mianem „racjonalnych ludzi”, a podczas konferencji prasowej po spotkaniu z sekretarzem generalnym Sojuszu Markiem Rutte w środę 8 lipca powiedział, że to ”kłamcy, oszuści i chorzy ludzie".
W wymijającej odpowiedzi na te pytania Trump przekonywał, że amerykańska operacja w Iranie była „ogromnym sukcesem”, bo jej celem było zatrzymanie irańskiego programu nuklearnego. Zmianę opinii na temat przywódców Iranu wytłumaczył tym, że „poznał ich lepiej”.
W wielu momentach Trump mówił jednak zupełnie nie na temat. Pytany o Iran przeszedł do krytyki polityki migracyjnej administracji Joe Bidena. Odpowiadając na pytanie o „zagrożenie komunizmem”, przeszedł do chwalenia się swoimi wynikami na TikToku i amerykańskich wyborach.
Nie zrezygnował też choć z częściowej krytyki części sojuszników NATO. Pytany o wcześniejsze słowa, że część państw NATO nie wsparła USA w konflikcie z Iranem, stwierdził, że „Hiszpania była bardzo zła”, ale poza tym „prawie wszystkie kraje”, w tym Włochy, "były dobre”.
„Mieli po prostu zły moment. Nie pomogli nam. Nie potrzebowaliśmy tej pomocy, ale gdybym jej chciał, wolałbym, żeby nie stali z boku” – powiedział.
Z jego poszczytowego wystąpienia wynika, że podejście do NATO ma – jak do wszystkiego – czysto transakcyjne. Aby był zainteresowany pozostaniem w Sojuszu, musi mieć poczucie, że się mu to opłaca.
Przeczytaj także: