Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych i bez współpracy Stanów Zjednoczonych z Europą” – powiedział Nawrocki. „Federacja Rosyjska jest, pozostaje i pozostanie zagrożeniem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego” – dodał.
„Droga do stałej obecności amerykańskich wojsk w Polsce, na poziomie prezydentów i na poziomie politycznym, jest otwarta” – powiedział po przyjeździe na szczyt NATO w Ankarze prezydent Polski Karol Nawrocki.
Nawrocki zapewnił, że po liście sekretarza obrony USA Pete'a Hegsetha do szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza sprawa stałych baz USA w Polsce „wygląda bardzo dobrze”. „Prezydent Trump wypełnia swoje deklaracje. Teraz wszystko jest otwarte dla polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej” – dodał.
Prezydent przekazał, że podczas kolacji wydanej przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana na powitanie uczestników szczytu NATO miał okazję krótko rozmawiać z Donaldem Trumpem. Jak podkreślał, jego rozmowy z amerykańskim prezydentem „zawsze dotyczą stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce”. „Zajmuję się tym od 3 września, od mojej pierwszej wizyty w Stanach Zjednoczonych” – powiedział Nawrocki.
Odniósł się też do głównych celów Polski podczas szczytu NATO. Jak mówił, najważniejsze jest wzmocnienie solidarności Sojuszu, utrzymanie silnych więzi transatlantyckich oraz potwierdzenie, że Rosja pozostaje głównym zagrożeniem dla Europy Środkowo-Wschodniej.
„Nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych i bez współpracy Stanów Zjednoczonych z Europą” – podkreślił. „Federacja Rosyjska jest, pozostaje i pozostanie zagrożeniem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego” – dodał.
Nawrocki mówił również o polskich wydatkach na obronność. Przypomniał, że Polska przeznacza na ten cel blisko 5 proc. PKB i ocenił, że jest „przykładowym sojusznikiem, który wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań wobec swoich partnerów”.
Prezydent zapowiedział także, że będzie zabiegał o rozbudowę infrastruktury paliwowej NATO w kierunku wschodniej flanki. „Będę konsekwentnie zabiegał o to, aby rurociągi, które kończą się dzisiaj na byłej granicy wschodnich i zachodnich Niemiec, zostały poprowadzone do Polski i Europy Środkowej” – powiedział. Jak tłumaczył, infrastruktura podwójnego zastosowania (dual use) zwiększyłaby bezpieczeństwo całej wschodniej flanki NATO.
Nawrocki odniósł się też do relacji z Ukrainą. Poinformował, że podczas kolacji rozmawiał z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim i nie wykluczył kolejnej rozmowy podczas szczytu.
„To naturalne, że państwa, które są sąsiadami i mają wspólnego wroga, jakim jest Federacja Rosyjska, pozostają w dialogu, niezależnie od pewnych napięć dwustronnych” – mówił.
Jednocześnie prezydent podkreślił, że jego stanowisko w sprawach historycznych pozostaje niezmienne. „Polska i – myślę – cała Europa nie mogą akceptować odwoływania się do żołnierzy UPA, którzy są odpowiedzialni za śmierć 120 tysięcy Polaków. Nie wyklucza to jednak naszego dialogu” – powiedział Nawrocki.
Trwający w Ankarze dwudniowy szczyt NATO ma przede wszystkim wysłać do świata jednoznaczny sygnał o jedności sojuszników i potwierdzić, że zobowiązania wynikające z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego pozostają nienaruszalne. Przynajmniej na to liczą europejscy członkowie NATO. To kluczowy element odstraszania Rosji, która – jak ostrzegają eksperci – uważnie obserwuje każde pęknięcie w relacjach transatlantyckich.
„Celem szczytu powinno być przekonanie potencjalnych adwersarzy, że NATO jest zjednoczone i zjednoczone będzie działać w razie potrzeby” – mówiła w wywiadzie OKO.press Iana Maisuradze, ekspertka ds. bezpieczeństwa i obronności European Policy Centre. „Musimy uniknąć powstania luki w odstraszaniu. Bo właśnie na takie momenty czeka Rosja” – podkreślała.
Nie wiadomo jednak, czy sojusznikom uda się taki sygnał wysłać.
Prezydent USA Donald Trump przyjechał na szczyt w bojowym nastroju. Już pierwszego dnia wrócił do tematu przejęcia kontroli nad Grenlandią przez Stany Zjednoczone. Ponownie skrytykował też sojuszników za zbyt niskie wydatki na obronność, przekonując, że USA przez lata płaciły „nieproporcjonalnie dużo” za ochronę Europy.
Szczególnie ostro zaatakował Hiszpanię, którą nazwał „fatalnym partnerem w NATO”. „Nie uczestniczą. Nie płacą. Nie chcę mieć nic wspólnego z Hiszpanią” – mówił. Zarzucał też europejskim sojusznikom brak wystarczającego wsparcia dla USA w działaniach wobec Iranu. „Byliśmy przy nich, ale oni nie byli przy nas” – stwierdził.
Z polskiej perspektywy jednym z najważniejszych wątków szczytu są rozmowy z Amerykanami o utworzeniu stałych baz amerykańskich w Polsce. MON przekonywał wczoraj (we wtorek 7 lipca) na spotkaniu z dziennikarzami, że USA zwiększą obecność wojskową w Polsce. Mówił o tym wiceminister obrony Paweł Zalewski. Nie ujawnił jednak, czy coś nowego wiadomo w sprawie.
Szczytowi towarzyszy również spór o relacje Polski z Ukrainą. Polityczną awanturę wywołała kwestia przekazania Kijowowi rakiet do systemów Patriot z polskich zapasów. W odpowiedzi na zarzuty m.in. ze strony Kancelarii Prezydenta MON odtajnił dokumenty dotyczące pomocy wojskowej dla Ukrainy, chcąc pokazać skalę wsparcia udzielonego przez obecny i poprzedni rząd. Dyskusja ujawniła jednak przede wszystkim spadek wartości polskich dostaw wojskowych dla walczącego z Rosją sąsiada.
Ochłodzenie relacji Warszawy i Kijowa zauważają już zagraniczne media – Reuters przypomina, że Polska po rosyjskiej inwazji była jednym z najważniejszych sojuszników Ukrainy, ale wraz z przedłużającą się wojną wsparcie dla Kijowa stało się elementem krajowego sporu politycznego. W programie wizyty prezydenta Karola Nawrockiego na szczycie NATO nie przewidziano spotkania z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.
Na łamach OKO.press Anna Mierzyńska ostrzega: Rosja aktywnie eskaluje konflikt między Polską a Ukrainą, wykorzystując do tego spory historyczne. Rosyjskie FSB prowadzi specjalną operację, wymierzoną jednocześnie w Polskę i Ukrainę.
Czytaj więcej naszych relacji prosto z Ankary:
Przeczytaj także:
Trump ogłosił, że wstępne porozumienie z Iranem już nie obowiązuje. „Myślę, że to koniec”. Chce też zerwania stosunków handlowych z Hiszpanią.
Podczas szczytu NATO w Ankarze w trakcie publicznego spotkania z szefem Sojuszu Północnoatlantyckiego Markiem Ruttem Donald Trump przypuścił atak na władze Iranu.
Trump mówił: „To kłamcy, oszuści i chorzy ludzie. Skrzywdzili swój naród. Zabili, jak dotąd, 54 tys. protestujących. Wiecie, kiedy ludzie pytają, dlaczego oni jeszcze nie przejęli władzy? Nie mogą jej przejąć, bo nie żyją. Zabili ich. Nikt nie przejmie władzy. Oni nie mają broni, a druga strona ma karabiny maszynowe. A potem ich zabijają. Prasa o tym nie informuje”.
Jednocześnie pozostawił otwartą furtkę do dalszych rozmów:
„Porozmawiam z naszymi negocjatorami. Oni chcą negocjować. To dobrzy ludzie, Steve Witkoff, Jared Kushner, ale muszą zwrócić się do mnie. Moim zdaniem rozmowy z nimi [Iranem] to po prostu strata czasu”.
Mówiąc o tym, że nie mógł liczyć na sojuszników z NATO w trakcie wojny z Iranem, Trump w szczególności skupił się na Hiszpanii.
Oświadczył, że polecił swojemu sekretarzowi skarbu Scottowi Bessentowi zerwać wszelkie stosunki handlowe z Hiszpanią, nazywając Madryt „okropnym partnerem” w NATO: „nie angażuje się i nie płaci”.
„Hiszpania to stracona sprawa – nie chcemy już prowadzić z nią żadnych interesów handlowych” – powiedział Trump.
„Nie chcę mieć z Hiszpanią nic wspólnego, proszę o całkowite zerwanie wszelkich stosunków handlowych z tym krajem, w tym wizyt… zobaczycie, jak będą się do nas wracać” – mówił prezydent Stanów Zjednoczonych.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez skomentował te słowa: „Wszystko po staremu” (business as usual). Hiszpański rząd wydał oświadczenie: „Hiszpania przyjmuje te stwierdzenia ze spokojem i bez nadmiernych emocji. Nasz kraj utrzymuje doskonałe stosunki społeczne, kulturalne i gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi i nie zamierzamy tego zmieniać. Więzi gospodarcze nawiązują prywatne przedsiębiorstwa, a nie rządy. Stosunki dwustronne między Stanami Zjednoczonymi a Hiszpanią są korzystne dla obu krajów, zarówno w sferze handlowej, jak i obronnej”.
Nocą z 7 na 8 lipca najpierw Stany Zjednoczone zaatakowały Iran, a potem Iran odpowiedział nalotami na amerykańskie bazy w Bahrajnie i Kuwejcie.
Niecały miesiąc temu, 18 czerwca, Iran i ISA zawarły wstępne porozumienie (memorandum of understanding, MoU). Jego najważniejsze punkty to zakończenie wojny na wszystkich frontach, w tym w Libanie oraz zdjęcie blokady morskiej Iranu przez USA. Memorandum dawało też 60 dni na dopięcie ostatecznego porozumienia. Irański minister spraw zagranicznych oświadczył w środę, że to USA złamały warunki porozumienia, które okazało się nieskuteczne.
Po wypowiedzi Trumpa cena ropy skoczyła o 3,4 proc. do 76,65 dolarów za baryłkę. Gwałtownie spadły wyceny amerykańskich indeksów giełdowych oraz ceny złota i srebra.
Przeczytaj także:
Środowy poranek w Ankarze, zamiast od najpoważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa Sojuszu, zaczyna się od przepychanki między USA a Danią w temacie Grenlandii. Premierka Mette Frederiksen musi znowu postawić Trumpowi granice.
„Grenlandia oczywiście nie jest na sprzedaż, a Dania oczekuje od sojuszników w NATO poszanowania prawa Grenlandczyków do samostanowienia oraz integralności terytorialnej Królestwa Danii" – powiedziała po przyjeździe na szczyt NATO w Ankarze premierka Danii Mette Frederiksen.
W ten sposób Frederiksen odpowiedziała na słowa Donalda Trumpa, który dzień wcześniej podczas spotkania z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem ponownie stwierdził, że Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę nad Grenlandią.
„Grenlandia powinna być kontrolowana przez Stany Zjednoczone, a nie przez Danię” – powiedział Trump dziennikarzom. Przy okazji powtórzył pod adresem Danii oskarżenia, że ta nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa w regionie i przywołał już wielokrotnie weryfikowane, nieprawdziwe twierdzenie, że dookoła Grenlandii panoszą się chińskie i rosyjskie okręty.
„Stanowisko USA w tej sprawie jest niestety bardzo jasne. Nasze stanowisko jest równie jasne i nie zmieniło się: Grenlandia nie jest na sprzedaż” – odpowiedziała Frederiksen. „Jesteśmy gotowi bronić każdego centymetra terytorium NATO, w tym naszego własnego terytorium” – mówiła.
Dodała, że właśnie na tym opiera się idea Sojuszu.
„Jednym z powodów, dla których wiele, wiele lat temu stworzyliśmy NATO, była zasada, że jeśli coś stanie się jednemu z nas, wszyscy powinni stanąć w swojej obronie. Artykuł 5. jest naszym ubezpieczeniem” – powiedziała Frederiksen.
Pytana o to, czy wierzy w przywiązanie USA do artykułu 5 Frederiksen odpowiedziała, że nie słyszała żadnych deklaracji podważających amerykańskie zobowiązania wobec Sojuszu.
„Z duńskiej i europejskiej perspektywy nie bylibyśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa naszym obywatelom bez NATO. Myślę, że to samo dotyczy Stanów Zjednoczonych. To dzięki NATO nasi obywatele po obu stronach Atlantyku mogą być bezpieczni. I tak będzie również w przyszłości” – powiedziała.
Przeczytaj także:
Donald Trump po raz pierwszy o chęci przejęcia Grenlandii wspomniał w 2019 roku, podczas swojej pierwszej kadencji. Wówczas proponował Danii odkupienie wyspy. Pomysł został odrzucony zarówno przez Kopenhagę, jak i Nuuk. Grenlandia jest autonomicznym terytorium w ramach Królestwa Danii i sama decyduje o swojej przynależności politycznej.
Sprawa wróciła w 2025 roku po powrocie Trumpa do Białego Domu. W styczniu 2025 roku prezydent USA zszokował sojuszników w NATO, gdy nie wykluczył użycia siły w celu przejęcia kontroli nad wyspą, tłumacząc to względami bezpieczeństwa narodowego i rosnącą aktywnością Rosji oraz Chin w Arktyce.
Napięcie częściowo opadło w lutym 2026 roku, gdy na skutek wysiłków sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego udało się przekonać Trumpa do rozmów. Wtedy też Dania, Grenlandia i Stany Zjednoczone rozpoczęły rozmowy o nowym porozumieniu dotyczącym bezpieczeństwa w Arktyce. Umowa miała umożliwić zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej na wyspie i współpracę w zakresie bezpieczeństwa, ale z poszanowaniem grenlandzkiej autonomii.
Rozmowy jak dotąd nie przyniosły żadnych rezultatów, a strony nie informują o ich przebiegu.
Jak pisaliśmy w reportażowym cyklu OKO.press z Grenlandii, groźby Trumpa ożywiły wśród Grenlandczyków kolonialne traumy i poczucie, że są traktowani jak przedmiot negocjacji między większymi państwami, a nie odrębny naród mający prawo decydować o sobie.
„Nie chcemy być Duńczykami, nie chcemy być Amerykanami. Jesteśmy odrębnym narodem i mamy prawo do decydowania o sobie. Grenlandia nie jest na sprzedaż” – mówiła OKO.press Miiti Geisler, właścicielka galerii inuickiej sztuki w Nuuk.
Czytaj grenlandzki cykl OKO.press:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Stolica Ukrainy nie jest w stanie się bronić przed rosyjskimi rakietami balistycznymi. Brakuje pocisków Patriot. Tylko w minionym tygodniu w Kijowie zginęło ponad 50 osób.
W nocy z wtorku na środę (7/8 lipca) Rosja przeprowadziła atak lotniczy na stolicę Ukrainy.
Według Timura Tkaczenki, szefa miejskiej administracji wojskowej, jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne. Mera Kijowa Witalija Kłyczko poinformował, że Kijów został zaatakowany pociskami balistycznymi.
Rosyjski atak spowodował pożary w magazynach w kijowskich rejonach swiatoszynskim i desniańskim. Według Państwowej Służby Ratunkowej Ukrainy wszystkie pożary zostały opanowane. Trwa ustalanie informacji o ofiarach śmiertelnych i rannych, poinformowała służba.
Uszkodzone zostały też tramwaje i budynek administracyjny. Jak podają ukraińskie media, uszkodzone zostały 42 wagony wyprodukowane przez polską firmę PESA.
7 lipca był w Kijowie dniem żałoby po poprzednich rosyjskich atakach – przeprowadzonych ledwo dzień wcześniej. Według najnowszych danych w wyniku ataku rakietowego 6 lipca w stolicy Ukrainy zginęło 19 osób. Wcześniejszy o cztery dni atak, 2 lipca, przyniósł aż 31 śmiertelnych ofiar.
Siły powietrzne donoszą, że wróg zaatakował Ukrainę pięcioma pociskami balistycznymi i 169 dronami uderzeniowymi.
Dwa dni temu „według dowództwa ukraińskich sił powietrznych na terytorium Ukrainy wystrzelono 68 pocisków różnego typu i ponad 350 dronów (w tym imitatorów dronów). Kijów był głównym celem ataku. Systemy obrony powietrznej broniące stolicy Ukrainy nie były w stanie przechwycić żadnego z 23 pocisków balistycznych i sześciu pocisków Cyrkon.
Rzecznik ukraińskich sił powietrznych Jurij Ignat oświadczył, że ukraińskie wojsko nie ma wystarczającej liczby pocisków do systemów obrony powietrznej Patriot”.
„Możliwość obrony ukraińskich miast przed rosyjskimi rakietami balistycznymi w dużej mierze zależy od malejących zapasów pocisków przechwytujących Patriot — amunicji do amerykańskiego systemu obrony powietrznej, który pozostaje jedyną bronią, która okazała się skuteczna w walce z zagrożeniami balistycznymi” – ocenia „Kyiv Independent”.
Przeczytaj także:
Rozkręca się spirala przemocy na Bliskim Wschodzie: najpierw USA zaatakowała cele w Iraku w odpowiedzi na irańskie ataki w cieśninie Ormuz. Iran odpowiedział nalotami na amerykańskie bazy w Bahrajnie i Kuwejcie.
W nocy z wtorku na środę 8 lipca Iran – jak twierdzi – zaatakował 85 amerykańskich celów militarnych w Kuwejcie i Bahrajnie. Ataki mają być odpowiedzią na amerykańskie uderzenie na cele w Iranie wcześniej w nocy naszego czasu. Według dowództwa sił zbrojnych USA, celem ataku padło ponad 80 obiektów, w tym systemy obrony powietrznej, radary i kutry Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Stany Zjednoczone cofnęły też zawieszenie sankcji na irańską ropę, wynegocjowane trzy tygodnie temu w ramach wstępnego porozumienia, które miało zakończyć wojnę. Decyzje te zostały podjęte przez prezydenta USA Donalda Trumpa podczas trwającego właśnie szczytu NATO w Ankarze.
USA twierdzą, że ataki były odpowiedzią na atakowanie przez Iran statków w cieśninie Ormuz, w tym saudyjskiego tankowca i katarskiego gazowca. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte, który wśród europejskich liderów przyjął na siebie rolę chwalącego wszystkie decyzje Trumpa, stwierdził, że amerykańska operacja była „absolutnie konieczna".
Po miesiącu wojny i ponad dwóch miesiącach negocjacji Irańczycy i Amerykanie podpisali w połowie czerwca wstępne porozumienie, które miało zakończyć bliskowschodni konflikt. Jak pisał w OKO.press Jakub Szymczak, było one odbierane raczej jako „kapitulacja" USA, któremu nie udało się ani obalić reżimu w Teheranie, ani zmusić Iran do rezygnacji z programu produkcji rakiet balistycznych. Zawarte zostało w nim jednak zobowiązanie Iranu do zaprzestania prób wyprodukowania broni jądrowej.
Przeczytaj także: