Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Środowy poranek w Ankarze, zamiast od najpoważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa Sojuszu, zaczyna się od przepychanki między USA a Danią w temacie Grenlandii. Premierka Mette Frederiksen musi znowu postawić Trumpowi granice.
„Grenlandia oczywiście nie jest na sprzedaż, a Dania oczekuje od sojuszników w NATO poszanowania prawa Grenlandczyków do samostanowienia oraz integralności terytorialnej Królestwa Danii" – powiedziała po przyjeździe na szczyt NATO w Ankarze premierka Danii Mette Frederiksen.
W ten sposób Frederiksen odpowiedziała na słowa Donalda Trumpa, który dzień wcześniej podczas spotkania z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem ponownie stwierdził, że Stany Zjednoczone chciałyby przejąć kontrolę nad Grenlandią.
„Grenlandia powinna być kontrolowana przez Stany Zjednoczone, a nie przez Danię” – powiedział Trump dziennikarzom. Przy okazji powtórzył pod adresem Danii oskarżenia, że ta nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa w regionie i przywołał już wielokrotnie weryfikowane, nieprawdziwe twierdzenie, że dookoła Grenlandii panoszą się chińskie i rosyjskie okręty.
„Stanowisko USA w tej sprawie jest niestety bardzo jasne. Nasze stanowisko jest równie jasne i nie zmieniło się: Grenlandia nie jest na sprzedaż” – odpowiedziała Frederiksen. „Jesteśmy gotowi bronić każdego centymetra terytorium NATO, w tym naszego własnego terytorium” – mówiła.
Dodała, że właśnie na tym opiera się idea Sojuszu.
„Jednym z powodów, dla których wiele, wiele lat temu stworzyliśmy NATO, była zasada, że jeśli coś stanie się jednemu z nas, wszyscy powinni stanąć w swojej obronie. Artykuł 5. jest naszym ubezpieczeniem” – powiedziała Frederiksen.
Pytana o to, czy wierzy w przywiązanie USA do artykułu 5 Frederiksen odpowiedziała, że nie słyszała żadnych deklaracji podważających amerykańskie zobowiązania wobec Sojuszu.
„Z duńskiej i europejskiej perspektywy nie bylibyśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa naszym obywatelom bez NATO. Myślę, że to samo dotyczy Stanów Zjednoczonych. To dzięki NATO nasi obywatele po obu stronach Atlantyku mogą być bezpieczni. I tak będzie również w przyszłości” – powiedziała.
Przeczytaj także:
Donald Trump po raz pierwszy o chęci przejęcia Grenlandii wspomniał w 2019 roku, podczas swojej pierwszej kadencji. Wówczas proponował Danii odkupienie wyspy. Pomysł został odrzucony zarówno przez Kopenhagę, jak i Nuuk. Grenlandia jest autonomicznym terytorium w ramach Królestwa Danii i sama decyduje o swojej przynależności politycznej.
Sprawa wróciła w 2025 roku po powrocie Trumpa do Białego Domu. W styczniu 2025 roku prezydent USA zszokował sojuszników w NATO, gdy nie wykluczył użycia siły w celu przejęcia kontroli nad wyspą, tłumacząc to względami bezpieczeństwa narodowego i rosnącą aktywnością Rosji oraz Chin w Arktyce.
Napięcie częściowo opadło w lutym 2026 roku, gdy na skutek wysiłków sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego udało się przekonać Trumpa do rozmów. Wtedy też Dania, Grenlandia i Stany Zjednoczone rozpoczęły rozmowy o nowym porozumieniu dotyczącym bezpieczeństwa w Arktyce. Umowa miała umożliwić zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej na wyspie i współpracę w zakresie bezpieczeństwa, ale z poszanowaniem grenlandzkiej autonomii.
Rozmowy jak dotąd nie przyniosły żadnych rezultatów, a strony nie informują o ich przebiegu.
Jak pisaliśmy w reportażowym cyklu OKO.press z Grenlandii, groźby Trumpa ożywiły wśród Grenlandczyków kolonialne traumy i poczucie, że są traktowani jak przedmiot negocjacji między większymi państwami, a nie odrębny naród mający prawo decydować o sobie.
„Nie chcemy być Duńczykami, nie chcemy być Amerykanami. Jesteśmy odrębnym narodem i mamy prawo do decydowania o sobie. Grenlandia nie jest na sprzedaż” – mówiła OKO.press Miiti Geisler, właścicielka galerii inuickiej sztuki w Nuuk.
Czytaj grenlandzki cykl OKO.press:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: