Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Na europejskich giełdach po poniedziałkowym otwarciu dominują kiepskie nastroje. To reakcja na ogłoszenie ceł USA wobec Meksyku, Kanady i Chin oraz zapowiedź ruchu wobec Unii Europejskej
Europejskie rynki reagują dziś na ogłoszone w sobotę przez prezydenta USA Donalda Trumpa cła nałożone przez Stany Zjednoczone na Meksyk i Kanadę, oraz zamiar powtórzenia ruchu wobec Unii Europejskiej.
Wyniki zachodnioeuropejskich indeksów najważniejszych spółek pokazują, że inwestorzy widzą przed sobą niepewną przyszłość. Niemiecki DAX spadł na otwarciu niemieckiej giełdy we Frankfurcie o 2 proc. Francuski CAC 40 zaliczył niemal identyczny spadek, o 1,9 proc. Hiszpański IBEX to spadek o 1,7 proc., Włoski FTSE MIB – o 1,4 proc. Polski WIG20, chociaż zaliczył bardzo dobry styczeń, to luty otwiera tak, jak giełdy zachodnie, a nawet z głębszym spadkiem o 2,9 proc.
Akcje europejskich producentów samochodów zaliczyły duże spadki. Volkswagen, BMW, Porsche, Volvo Cars, Stellantis i Daimler Truck – wartość wszystkich tych spółek spadła między pięć a sześć procent.
Rosną też ceny ropy – amerykańska Texas West Intermediate niemal o 2 proc., ropa Brent o nieco ponad jeden procent.
W sobotę prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił wprowadzenie 25-procentowych ceł na większość importowanych towarów z Kanady i Meksyku oraz dodatkowe 10-procentowe cła na towary z Chin. Kanadyjska ropa naftowa została objęta niższą stawką w wysokości 10 procent. Cła mają wejść w życe od wtorku 4 lutego.
Trump zapowiedział też, że podobne cła nałoży na Unię Europejską.
„Czy nałożę cła na Unię Europejską? Chcesz prawdziwą odpowiedź, czy powinienem dać ci odpowiedź polityczną?” – mówił amerykański 1 lutego, odpowiadając na pytania dziennikarzy podczas ceremonii podpisania rozporządzenia ustanawiającego Douga Burguma nowym ministrem zasobów wewnętrznych. „Oczywiście, tak” -potwierdził.
I dodawał, że „Unia Europejska potraktowała nas strasznie. Nie biorą naszych samochodów, nie biorą produktów rolnych. Mamy deficyt w relacjach z UE”. Prezydent USA zdaje sobie sprawę, że nałożenie takich ceł może prowadzić do krótkoterminowych zakłóceń gospodarczych. Ale dodał też, że nie zamierza przejmować się krótkoterminowymi skutkami tych działań.
To realizacja zapowiedzi z kampanii wyborczej i znacznie silniejszy krok niż podczas pierwszej kadencji. Wówczas agresywna polityka handlowa wymierzona była głównie w Chiny, a zakres ówczesnych ceł był mniejszy.
„Eskalacja wojny handlowej może osłabić globalny wzrost gospodarczy i doprowadzić do podwyższonej zmienności na rynkach finansowych. USA jako gospodarka o wysokiej konsumpcji i uzależniona od importu, może ponieść poważne konsekwencje w postaci wzrostu cen i spowolnienia gospodarczego. Rykoszetem dostanie cała globalna gospodarka” – ocenia na naszych łamach potencjalne konsekwencje polityki Donalda Trumpa ekonomista Łukasz Rachel.
Oficjalnie Trump wprowadzenie ceł uzasadniał koniecznością walki z nielegalną migracją i przemytem fentanylu do USA z Meksyku i Kanady. Ale w przypadku Kanady te problemy są marginalne. Przyczyn trzeba więc szukać gdzieś indziej – w chęci renegocjacji umowy o wolnym handlu między tymi krajami, czy w chęci przywrócenia jak największej części produkcji przemysłowej do USA.
Przeczytaj także: