0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. SAUL LOEB / AFPFot. SAUL LOEB / AFP

„Cicho bądź!”. Trump atakuje dziennikarkę CNN, Biały Dom ją poniża

Kristen Holmes jest wieloletnią, doświadczoną dziennikarką CNN. W poniedziałek zadała prezydentowi Donaldowi Trumpowi niewygodne pytanie. W odpowiedzi usłyszała, że ma być cicho i pracuje dla „kłamliwych mediów”. Potem, na profilu prowadzonym przez Biały Dom przeczytała, że przynosi hańbę zawodowi dziennikarza, a jej dzieci będą się za nią wstydzić.

Co się wydarzyło?

W poniedziałek, 17 sierpnia, Donald Trump gościł w Gabinecie Owalnym 16-latka, Rydera Williamsa, ratownika wodnego, który uratował 10-latka w Kalifornii przed utonięciem. W Białym Domu obecni byli również dziennikarze, którzy spotkania z prezydentem wykorzystują do zadania pytań w bieżących sprawch politycznych.

Kristen Holmes najpierw spytała o niedzielną wypowiedź senatora Demokratów z Georgii Jona Ossoffa, który stwierdził, że prezydent woli zajmować się budową sali balowej i podróżować ze swoją asystentką Natalie Harp niż pełnić obowiązki prezydenta. Ten odparł bagatelizująco, że zdecydowanie wolałby robić inne rzeczy.

Później chciała zapytać prezydenta o ograniczenie wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową. Prezydent nie dał jej jednak dojść do słowa. Zagłuszał ją, krzycząc: „Cisza!”. Zarzucił kobiecie, że nie ma szacunku do młodego chłopaka. Potem zwrócił się do 16-letniego Rydera pytając go, czy nie sądzi, że dziennikarka zachowuje się bez szacunku. „On rozumie. Cisza! Dla kogo pracujesz?” – zapytał Holmes Trump. Kiedy ta odpowiedziała, że pracuje dla CNN, Trump odparł:

Fake news! Jesteś głośną, hałaśliwą osobą. Jesteś z fake newsów!

Gdy dziennikarka próbowała zadać pytanie, prezydent zagłuszał ją, wrzeszcząc w kółko: Cisza! Cisza! Cisza! Jesteś fałszywą reporterką i przekazujesz fałszywe wiadomości.

Na tym atak na Holmes się nie skończył. Rapid Response 47, profil prowadzony przez Biały Dom, umieścił fragment nagrania z poniedziałkowego spotkania na portalu X i napisał: „Pewnego dnia twoje dzieci natkną się na to obrzydliwe i nieludzkie pytanie. Będzie im niedobrze i będą się wstydzić, że mają rodzica tak bezdusznego i mściwego. To naprawdę niepokojące”.

Stacja CNN stanęła w obronie Holmes. „Dziś po południu wykonywała swoją pracę i zadała prezydentowi USA trudne, istotne i mające wartość informacyjną pytanie w imieniu Amerykanów. Osoby pełniące funkcje publiczne mają prawo kwestionować materiały dziennikarskie, z którymi się nie zgadzają, ale ataki personalne na dziennikarzy za zadawanie pytań są poniżej godności urzędu i nie są zgodne z zasadami wolności prasy” – napisała stacja CNN.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump w czasie swojej prezydentury wielokrotnie atakował liberalne media i obrażał dziennikarki oraz dziennikarzy.

„Dla Trumpa media mainstreamowe USA to „fake news media”, „media schyłkowe”, „przegrane”, „nieuczciwe”, „nikt tego nie ogląda”. Te określenia są tak odruchowe, że nikt już nie zwraca na nie uwagi” – pisał na łamach OKO.press Piotr Pacewicz. „Tym, co jeszcze wzbudza zainteresowanie, są utarczki słowne Trumpa z dziennikarkami i dziennikarzami. Przykładów są dziesiątki, wybierzemy tylko kilka głośniejszych i tylko z ostatnich 10 miesięcy” – opisywał Pacewicz w marcu. I wyliczał:

Peter Alexander z NBC News podczas spotkania z prezydentem RPA zapytał Trumpa o drogi samolot, który ten dostał od Katarczyków. „Jesteś okropną osobą”, „nie nadajesz się na reportera”, „nie jesteś wystarczająco sprytny”, „zhańbiłeś się”, „idiota”, „dupek” – usłyszał w odpowiedzi w stylu typowej dla najpotężniejszego polityka świata logorei.

„Jesteś wstrętną, okropną, naprawdę okropną reporterką” – odpowiedział Trump Rachel Scott z ABC na pytania o ataki na łodzie domniemanych przemytników na Karaibach.

„Cicho, świnko” – usłyszała reporterka Bloomberga Catherine Lucey, gdy spytała prezydenta o maile Epsteina.

Również o akta Epsteina pytała Kaitlan Collins z CNN. „Jesteś najgorszą reporterką. Nic dziwnego, że CNN… CNN nie ma oglądalności przez takich ludzi jak ty” – odpowiedział Trump. I dalej zwracając się do sali: „Wiecie co, to jest młoda kobieta. Chyba nigdy nie widziałem cię uśmiechniętej. Znam cię od 10 lat i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek zobaczył uśmiech na twojej twarzy”.

„Głupia jesteś? Czy jesteś głupią osobą?” – odpowiedział Nancy Cordes z CBS News, która weszła z nim w dyskusję na temat zamachowców z Afganistanu.

Jedna z dziennikarek zapytała Trumpa o wyniki jego badania rezonansu magnetycznego (w USA stan zdrowia prezydenta jest uznawany za informację publiczną). Odparł, że przechodził niedawno test zdolności poznawczych i zdał go – jakże by inaczej – świetnie.

„Dostałem idealną ocenę – czego ty nie byłabyś w stanie zrobić” – zwrócił się do reporterki.

„I ty też” – dołożył drugiej, która o nic nie pytała, ale akurat stała obok.

O te popisy grubiaństwa wobec dziennikarzy, a zwłaszcza dziennikarek, zapytano rzeczniczkę Białego Domu Karoline Leavitt.

„Słuchajcie, prezydent jest szczery i uczciwy wobec wszystkich na tej sali. Wszyscy to widzieliście. Wszyscy sami tego doświadczyliście. To jeden z wielu powodów, dla których naród amerykański ponownie wybrał tego prezydenta. Ze względu na jego szczerość” – odpowiedziała.

Amerykańskie media podnoszą, że atak na Holmes z CNN jest jednak pierwszym, w którym dyskredytacja sięgnęła innych kanałów i odwołała się do prywatnego życia dziennikarki. Wpis na portalu X skrytykował m.in. „Washington Post” uznając, że Biały Dom i administracja Donalda Trumpa przekroczyła granicę, włączając do konfliktu z dziennikarką jej dzieci.

Jak pisaliśmy rano w OKO.press, Donald Trump odnotowuje rekordowo niskie poparcie społeczne. Zaledwie 33 procent Amerykanów popiera jego działania, co jest najniższym wynikiem nie tylko w czasie obecnej prezydentury, ale i w ogóle w karierze. Prezydentura Trumpa rozczarowuje tak bardzo, że po raz pierwszy od dekady Amerykanie przychylniej patrzą na Demokratów niż Republikanów.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:02 18-08-2026

Fundacje rodzinne pod lupą rządu. Koniec z unikaniem podatków?

„Nie bez powodu otworzyłem fundację rodzinną, gdzie jesteś zwolniony z jakichkolwiek podatków od zysków kapitałowych" – chwalił się youtuber Friz. Ministerstwo Finansów chce ukrócić pomysł wykorzystywania fundacji rodzinnych do optymalizacji podatkowej. Zamierza uszczelnić przepisy. Projekt ustawy jest już gotowy.

Co się wydarzyło?

„To sprzeciw wobec odejścia od umowy, którą państwo zawarło z Polakami” – tak prezydent Karol Nawrocki jesienią zeszłego roku argumentował weto dla nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), dotyczącej opodatkowania fundacji rodzinnych. Andrzej Domański, szef resortu finansów prostował: "Tą «umową» miało być podobno wspieranie przedsiębiorczości – a nie tolerowanie luk, które dziś pozwalają omijać podatki”. „Podatki, z których finansujemy wojsko, policję, szkoły, kluczowe inwestycje. Wstyd” – napisał Domański na X.

Po dziewięciu miesiącach Ministerstwo Finansów wraca do pomysłu uporządkowania fundacji rodzinnych. Najnowszy projekt ustawy – już opublikowany w RCL – przewiduje:

  • wprowadzenie 36-miesięcznego okresu (czyli trzech lat) po nabyciu mienia. Jeśli w tym czasie fundacja sprzeda pozyskaną /nieruchomość/firmę/etc., musi zapłacić za to podatek. Zmiana ta będzie dotyczyć tylko majątku wniesionego do fundacji od 2027 roku.
  • wzrost podatku z 19 do 25 procent od handlu kryptowalutami
  • wzrost podatku z 15 do 19 procent za wypłaty pieniędzy z fundacji oraz objęcie podatkiem pożyczek dla innych podmiotów. Innymi słowy: jeśli rata pożyczki nie zostanie opłacona, system potraktuje ją jak wypłatę, od której trzeba odprowadzić podatek. Ma to zapobiec wyciąganiu pieniędzy z fundacji bez podatku, poprzez udawane pożyczki
  • opodatkowanie dochodów z najmu krótkoterminowego, aparthoteli i innych

Z podatku zwolnione zostaną zwykłe mieszkania, ale tylko wówczas, gdy fundacja wykaże, że je wynajmuje i to wyłącznie po to, by ktoś w nim mieszkał, do tzw. „zwykłego” mieszkania, bez pośredników. Nowe przepisy przewidują też zwolnienie z podatku dzieci i wnuków rodzeństwa fundatorów, którzy dziś płacą 10 procent podatku.

Resort chce wprowadzić projekt ustawy do rządu po wakacjach. Przepisy miałyby wejść w życie od stycznia 2027 – pod warunkiem, że Karol Nawrocki znów nie ogłosi „weta”. Zapisy ustawy pozwoliły zaoszczędzić rządowi niespełna 4,4 miliarda złotych.

Jaki jest kontekst?

Fundacje rodzinne powstały w 2023 roku. Pozwalają one na zwolnienie z podatku CIT dochodów uzyskiwanych przez fundację. 15-procentowy podatek odprowadzono dopiero w momencie wypłaty świadczeń, co miało zachęcać do kumulacji kapitału i reinwestowania zysków. W praktyce jednak fundacje szybko stały się pomysłem na optymalizację podatkową.

Inwestorzy wnoszą do Fundacji udziały w spółkach i w momencie ich sprzedaży unikają płacenia podatku. Jak więc wyjmuja pieniądze? Najcześciej korzystają z pożyczek udzielanych niejako samemu sobie (wypłata pieniędzy wiąże się bowiem z koniecznością zapłacenia 15 procent podatku), które nie są spłacane.

Fundacje rodzinne służą też po bezpodatkowego obrotu nieruchomościami. Przedsiębiorca posiadający kilka lub więcej mieszkań, zamiast wynajmować je i płacić podatki, zakłada fundację, która w jego imieniu prowadzi działalność, nawet opartą na prowadzeniu aparthoteli czy krótkoterminowym najmie – i nie musi płacić za to podatków. Pieniądze trafiają na indywidualnej kieszeni na wskutek wyżej opisanej pożyczki.

Termin przyjęcia przepisów wytrąca Karolowi Nawrockiemu najważniejszy argument. Jesienią twierdził, że polski rząd nie wywiązał się z obietnicy PiS gwarantującej trzyletni okres funkcjonowania fundacji rodzinnej bez zmian. Projekt Ministerstwa Finansów miałby wejść w życie w styczniu, czyli po tym okresie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

09:50 18-08-2026

Prawa autorskie: Photo by Jim WATSON / AFPPhoto by Jim WATSON ...

Reuters: tak niskiego poparcia dla Trumpa jeszcze nie było

Zaledwie 33 procent Amerykanów popiera Donalda Trumpa – wynika z sondażu Ipsos, cytowanego przez Reutersa. To najniższe poparcie dla prezydenta USA w drugiej kadencji, czyli od stycznia 2025 roku. Prezydentura Trumpa rozczarowuje tak bardzo, że po raz pierwszy od dekady Amerykanie przychylniej patrzą na Demokratów niż Republikanów.

Co się wydarzyło?

Tak źle dla prezydenta Trumpa jeszcze nie było. Najnowsze wyniki sondażowe wskazują, że jedynie 33 procent badanych Amerykan popiera działania prezydenta USA. To najniższy wynik Donalda Trumpa w obecnej kadencji (rozpoczętej w styczniu 2025 roku) oraz w całej karierze prezydenckiej. Rekordowo niskie poparcie na poziomie 33 procent Trump odnotowywał tylko w grudniu 2017 roku, po pierwszym roku prezydentury, kiedy przygotowywano reformę podatkową.

Poziom niezadowolenia z polityki Donalda Trumpa rośnie. Jak analizuje Reuters, głównym poziomem spadku zaufania do prezydenta jest wojna z Iranem, której efektem, dla mieszkańców USA, jest gwałtowny wzrost kosztów życia i szybujące w górę ceny benzyny. Trump obiecywał, wojna z Iranem potrwa kilka tygodni – po niemal pół roku konfliktu w USA już niemal nikt nie wierzy w rychły koniec tego konfliktu. Około 80 procent Amerykańów badanych w sondażu deklaruje, że zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w wojnę z Iranem potrwa jeszcze „przez dłuższy czas”.

Amerykanie nie tylko z rezerwą podchodzą do prezydenta – ale i po raz pierwszy od dziesięciu lat bardziej ufają Demokratom aniżeli Republikanom. 38 procent wyborców uznało, że to Demokraci lepiej poradziliby sobie z wyzwaniami w obrębie gospodarki. Na Republikanów wskazało 35 procent sondowanych mieszkańców USA. Demokraci są również postrzegani jako lepiej przygotowani do radzenia sobie z rosnącymi kosztami życia.

Topnieje również poparcie dla Republikanów w sprawie polityki migracyjnej. Jak podaje Reuters, 40 procent ankietowanych popierających Republikan w tym temacie jest najmniejszym w całej kadencji Donalda Trumpa. Propozycje Demokratów wspiera 38 procent osób, co daje ledwie dwa punkty procentowe różnicy. Dla porównania, w styczniu 2025 roku, różnica ta wynosiła aż 26 punktów procentowych.

Reuters wskazuje, że to efekt działania ICE, zatrzymań dzieci oraz nieludzkim nietraktowaniem zatrzymanych migrantów, które, jak w przypadku Edwina Lopez-Cornejo z Salwadoru, skończyły się śmiercią. Lopez został zatrzymany 18 czerwca w New Jersey, w drodze do pracy. Zmarł 1 sierpnia, w ośrodku detencyjnym. Służby odmówiły rodzinie dostępu do informacji medycznej. Jak podaje „New York Times” od początku prezydentury Trumpa w ośrodkach detencyjnych zmarło przynajmniej 53 migrantów.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump wrócił na fotel prezydenta USA 20 stycznia 2025 roku. Choć w wystąpieniach publicznych w kółko zapowiada, że jest najlepszym, co mogło spotkać Stany Zjednoczone, obywatele widzą, że jest zgoła inaczej. Ceny rosną szybciej niż powinny. Inflacja w lipcu wyniosła 3,4 procent – o wiele więcej niż chciałaby Rezerwa Federalna, która cel ustawiła na dwóch procentach.

„Business Insider” zwraca uwagę, że lipiec jest 65 miesiącem z rzędu, w którym inflacja przekracza ten cel. „Co więcej, cel inflacyjny banku centralnego USA jest pobity o ponad punkt procentowy i nie widać szans, aby inflacja w najbliższym czasie się w nim zaczęła mieścić” – podnoszą dziennikarze. Niestabilność cen i rosnące koszty życia z jednej strony powodują spadek siły nabywczej pieniądza. Z drugiej – konieczność utrzymywanie wysokich stóp procentowych, co oznacza droższe kredyty i wyższy koszt finasnowania inwestycji przez firmy. Analitycy wskazują jednak, że inflacja konsumencka w USA spada – po tym, jak w maju wystrzeliła do 4,2 procenta i osiągnęła najwyższy odczyt od trzech lat – a wszystko to przez drożejące paliwo i blokadę Cieśniny Ormuz przez Irańczyków zaatakowanych przez izraelsko-amerykańskie wojska.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

06:43 18-08-2026

Prawa autorskie: TATYANA MAKEYEVA / AFPTATYANA MAKEYEVA / A...

Ponad 600 dronów nad Moskwą. Trafione kolejne centrum Wildberries

W największym – według rosyjskich mediów – od dwóch lat ataku na rejon Moskwy użyto 620 bezzałogowców. Ukraińcy trafili kolejny magazyn Wildberries i zakłócili pracę moskiewskich lotnisk.

Co się wydarzyło?

Od wczorajszej nocy do wczesnych godzin porannych dziś (18 sierpnia) w ataku na region moskiewski użyto 620 dronów – podał mer Moskwy Siergiej Sobianin, cytowany przez Ukraińską Prawdę.

Według Sobianina rosyjska obrona przeciwlotnicza zniszczyła nad obwodem moskiewskim ponad 180 maszyn, ale zmasowany atak po raz kolejny uświadomił moskwianom, że w zamierzeniach łatwa wojna Putina już od dawna toczy się w ich mieście.

Ukraińskie drony trafiły w magazyn Wildberries w kompleksie Atlant-Park w podmoskiewskim okręgu bogorodzkim. Lotniska Wnukowo, Domodiedowo i Żukowski czasowo wstrzymały przyjmowanie oraz odprawianie samolotów, natomiast lotnisko Szeremietiewo ograniczyło działalność

Jaki jest kontekst?

To kolejny atak ukraińskich sił na stolicę Rosji. Poprzedni miał miejsce w nocy z 15 na 16 sierpnia, kiedy Ukraina użyła ok. 600 dronów, skutecznie atakując duży magazyn Wildberries w Koledino oraz kompleks logistyczny Siewiernoje Domodiedowo.

W trwających od wielu tygodni atakach Ukraina sparaliżowała działalność Wildberries, największej rosyjskiej firmy zajmującej się handlem internetowym, także na rzecz rosyjskiej armii – co zadecydowało o tym, że władze w Kijowie uznały magazyny „rosyjskiego Amazona” za cele wojskowe.

Ukraińskie ataki jak dotąd dosięgły ponad 20 centrów Wildberries, z czego co najmniej 14 spłonęło całkowicie. Za pośrednictwem firmy do rosyjskich żołnierzy miały trafiać wyposażenie i zaopatrzenie używane na froncie.

Ataki cały czas obejmują również rosyjską infrastrukturę paliwową i wojskową. Drony trafiły 10 sierpnia w rafinerię TANEKO w Niżniekamsku. Pięć dni później ukraińskie pociski Flamingo uderzyły w Centrum Rakietowo-Kosmiczne Progress w Samarze. Ukraina potwierdziła także atak na bazę lotniczą Sawaslejka oraz uszkodzenie obiektu naftowego w Ust-Łudze.

Ataki wywołały w Rosji kryzys paliwowy oraz doprowadziły do izolacji okupowanego przez Rosjan od 2014 roku Krymu. Rosja mimo to odpowiada atakami na Ukrainę obierając za cele infrastrukturę cywilną i mieszkalną.

16:38 17-08-2026

Prawa autorskie: A bailiff puts handcuffs on Russian opposition politician Lev Shlosberg, sentenced to 11 years in prison over his criticism of Moscow's offensive in Ukraine at a city court in Pskov, northwestern Russia on August 17, 2026. The veteran Yabloko party member was found guilty of "public actions aimed at discrediting the use of the Armed Forces of the Russian Federation". (Photo by Olga MALTSEVA / AFP)A bailiff puts handc...

Rosja: Do kolonii karnej na 11 lat za krytykę wojny w Ukrainie. Polityk opozycji usłyszał wyrok

Lew Szlosberg z opozycyjnej partii Jabłoko nawoływał tylko i aż do zawieszenia broni oraz powstrzymania rozlewu krwi. Sąd w Pskowie skazał go pod zarzutami „dyskredytacji sił zbrojnych” i rozpowszechniania fałszywych informacji". A jego partia właśnie została wykluczona z wyborów

Co się wydarzyło?

17 sierpnia Sąd Miejski w Pskowie, 200-tysięcznym mieście w zachodniej części Rosji, skazał wiceprzewodniczącego opozycyjnej partii Jabłoko Lwa Szlosberga na 11 lat i miesiąc więzienia. Polityk, który trafi do kolonii karnej, był oskarżony o „dyskredytację sił zbrojnych” oraz „rozpowszechnianie fałszywych informacji”. Chodziło m.in. o republikację słynnej okładki brytyjskiego dziennika „Daily Mirror” z 25 lutego 2022 roku, na której widniej wizerunek Władimira Putina obok zakrwawionej kobiety. Całość podpisana jest hasłem: „Jej krew... Jego ręce”.

Jak podaje niezależny rosyjski portal Meduza, Szlosberg to „jeden z nielicznych rosyjskich polityków, którzy publicznie występowali przeciwko wojnie i jednocześnie pozostali w Rosji”. Polityk wielokrotnie apelował o zawieszenie broni. Zrobił to także w sądzie, podczas mowy końcowej, którą sędzia wielokrotnie mu przerywała, mówiąc, że to nie czas na „rozprawy o wolnościach obywatelskich”, czy „snucie przepowiedni”.

„24 lutego 2022 roku po raz pierwszy od czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej do naszego kraju powrócił czas wojny. Ta wojna zmieniła życie każdego obywatela Rosji bez wyjątku. W tym czasie życie tysięcy ludzi zostało przerwane. Wcześniej czy później dokładna i pełna liczba poległych, wraz z ich nazwiskami, zostanie ujawniona, a cały kraj zadrży na myśl o tej martyrologii” – mówił w sądzie Szlosberg. „Prawo Federacji Rosyjskiej jest dziś stosowane w taki sposób, że ktoś, kto domaga się ochrony ludzkiego życia, współczucia i odpowiedzialności politycznej, jest oskarżany o dyskredytację sił zbrojnych. A ci, którzy domagają się dalszego rozlewu krwi, są wykorzystywani przez prokuraturę i sąd jako bezstronni świadkowie oskarżenia. W ten sposób zło próbuje wyprzeć dobro z życia kraju” – kontynuował.

Polityk stwierdził wprost, że wojna z Ukrainą to dla Rosji katastrofa.

Szlosberg, choć występował z antywojennymi odezwami, pozostawał w konflikcie z rosyjskimi politykami, dziennikarzami i blogerami, którzy krytykowali Rosję, będąc na emigracji. Twierdził, że udzielając publicznego wsparcia ukraińskiej armii, popierają działania zbrojne przeciwko współobywatelom. I nazywał ich „partią cudzej krwi”.

Jaki jest kontekst

W 2014 roku lokalna gazeta, której redaktorem naczelnym był Szlosberg, opublikowała artykuł, ujawniający, że w Pskowie trwają pogrzeby lotników poległych w walkach na wschodzie Ukrainy. Rosyjskie ministerstwo obrony zaprzeczyło wówczas, że w operacji na Krymie i Donbasie biorą udział rosyjscy żołnierze. Oficjalna wersja mówiła o śmierci podczas ćwiczeń wojskowych. Kilka dni po publikacji tekstu Szlosberg został brutalnie pobity i trafił do szpitala. Od 2023 roku wiceprzewodniczący partii Jabłoko był uznawany za agenta zagranicznego, kilkukrotnie ukarano go też grzywną za antywojenne wypowiedzi.

17 sierpnia 2026 Jabłoko, jedyna opozycja partia działająca w Rosji, została wykreślona ze spisu partii startujących w wyborach do Dumy. Zarzuty są absurdalne: ma chodzić o darowizny od osób, które wcześniej dostawały przelewy zagraniczne. Suma zakwestionowanych dotacji wynosi 16 900 rubli, czyli 740 zł. Podczas rozprawy przed sądem apelacyjnym Nikołaj Rybakow, przewodniczący Jabłoka, oświadczył, że zarzuty stawiane partii są „profanacją wymiaru sprawiedliwości”. Inne partie również korzystają z finansowego wsparcia przedsiębiorstw, które otrzymują zagraniczne przelewy.

Argumenty merytoryczne nie miały jednak znaczenia – chodziło o wykluczenie partii, która jako jedyna w kraju krytykuje wojnę w Ukrainie.

Przeczytaj także: