Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Do ataku w stolicy Pakistanu doszło podczas porannych modlitw. Nie żyje co najmniej 31 wiernych, 169 jest rannych – podają agencje informacyjne
Celem ataku był szyicki meczet na obrzeżach Islamabadu, w którym trwały modlitwy. Zamachowiec-samobójca zabił co najmniej 31 osób, ranił 169. Stan części osób przewiezionych do szpitala jest krytyczny.
„Właśnie rozpoczęliśmy modlitwę, kiedy usłyszeliśmy odgłos strzałów, a następnie potężną eksplozję” – powiedział CNN 47-letni Syed Ameer Hussain Shah. „Ja również zostałem ranny. W tym czasie sala meczetu była pełna, znajdowało się w niej ponad 400 wiernych” – relacjonował mężczyzna.
Jak podaje Reuters, zdjęcia wykonane po ataku pokazują ciała leżące na podłodze meczetu pokryte krwią i otoczone odłamkami szkła oraz gruzem.
Zamach potępił prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari. Ataki na niewinnych cywilów nazwał „zbrodnią przeciwko ludzkości”. Dodał, że cały naród stoi „ramię w ramię z dotkniętymi rodzinami”.
Nikt oficjalnie nie przyznał się do ataku, ale wewnętrzne śledztwo wskazuje, że za zamachem stoją pakistańsscy talibowie, czyli Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP).
Szyici stanowią mniejszość w 260-milionowej populacji Pakistanu. Sunnicy bojownicy z TTP, współpracujący z ekstremistami z tzw. Państwa Islameskiego na terenie Syrii i Iraku, uważają ich za heretyków. Mimo że szyickie świątynie są pilnie strzeżone, szczególnie w stolicy Pakistanu, akty terroryzmu nie ustają.
Jak podaje CNN, piątkowy zamach był najtragniczniejszym w skutkach od stycznia 2023, gdy wybuch w meczecie w mieście Peszawar zabił ponad sto osób.
Przeczytaj także:
6 lutego w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zapłoną dwa znicze olimpijskie. Organizatorzy zimowych igrzysk obawiają się jednak, że impreza wywoła nie tylko sportowe emocje. Kontrowersje budzi obecność agentów ICE w amerykańskiej delegacji
Setki osób zgromadziło się pod budynkiem politechniki na Piazzale Leonardo da Vinci w Mediolanie, żeby zaprotestować przeciwko obecności agentów amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) podczas rozpoczynających się w piątek 6 lutego zimowych igrzysk olimpijskich.
Jak podaje Reuters, wśród demonstrantów byli głównie studenci, którzy przynieśli banery z hasłami „ICE OUT”.
Amerykanie sugerowali wcześniej, że zamierzają do Włoch wysłać agentów ICE, by wspomóc bezpieczeństwo amerykańskich sportowców – najliczniejszejszej, liczącej ponad 200 osób, reprezentacji na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.
Włosi od początku protestowali przeciwko temu pomysłowi. Amerykanie tak przestraszyli się kontrowersji, że zmienili nawet nazwę hali sportowej dla łyżwiarzy. Ice House (dom lodowy) – zbieżność skrótu służb imigracyjnych i słowa lód – został przemianowany na Winter House (dom zimowy).
W czwartek 5 lutego Nicole Deal, szefowa ds. bezpieczeństwa i obsługi sportowców w Amerykańskim Komitecie Olimpijskim i Paraolimpijskim, podkreśliła, że żaden z agentów ICE nie zapewnia bezpieczeństwa sportowcom z USA.
Jednak włoska gazeta La Repubblica podała w piątek, że według jej źródeł trzech agentów ICE, pracujących jako analitycy, znalazło się w szerszej ekpie, która przyjechała do Mediolanu. Amerykanie zaangażowali też 300 funkcjonariuszy i 45 pojazdów do ochrony wiceprezydenta USA JD Vance'a i sekretarza stanu USA Marco Rubio.
Administracja Donalda Trumpa, a także organizatorzy imprezy obawiają się, że widzowie mogą wygwizdać amerykańską drużynę i jej polityków podczas ceremonii otwarcia igrzysk, która rozpocznie się 6 lutego o godz. 20.
Od początku stycznia w Minneapolis trwają protesty przeciwko prowadzonej w mieście przez ICE i Border Patrol masowej obławie na nielegalnych imigrantów. Protestujący żądali początkowo ograniczenia brutalności służb, jednak sytuację radykalnie zmieniły dwa zabójstwa dokonane przez funkcjonariuszy ICE.
7 stycznia agent ICE zastrzelił 37-letnią Renee Good, poetkę i matkę trójki dzieci. 24 stycznia doszło do kolejnego zabójstwa – agent ICE zastrzelił 37-letniego Alexa Prettiego, uczestniczącego w protestach pielęgniarza pracującego w szpitalu dla weteranów. W obu wypadkach agenci ICE strzelali do osób bezbronnych i nieagresywnych.
To za rządów Donalda Trumpa urząd ICE przemieniono w służbę organizującą w całych Stanach Zjednoczonych agresywne naloty na migrantów. W wyniku tych działań deportowano – często bez procesu i w nielegalny sposób – setki tysięcy osób.
Przeczytaj także:
Gawron, który znajduje się na czerwonej liście gatunków występujących w Polsce, nie ma łatwego życia z samorządowcami. Tym razem to władze Garwolina chcą płoszyć gawrony i niszczyć ich gniazda. Sprawa jest bardzo poważna, a zgoda na te działania nie powinna być wydawana – alarmują ornitolodzy.
Burmistrzyni Garwolina zgłosiła właśnie 10 odrębnych wniosków, o które musi wystąpić, jeśli chce podjąć działania dotyczące tego gatunki. Trafiły one do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która podejmie decyzję w tej sprawie. Z wniosku wynika, że płoszenie i niszczenie gniazd ma być prowadzone w parkach, na skwerach, osiedlach mieszkaniowych, terenach szkolnych i w innych miejscach, praktycznie na terenie całego miasta.
Jak informuje Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP), które nagłośniło sprawę, skala tych działań stanowi ogromne zagrożenie dla populacji gawronów. Rzeczniczka prasowa tej organizacji, Monika Klimowicz-Kominowska wyjaśnia:
„Wnioski, złożone do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie, Oddział Terenowy w Siedlcach, obejmują między innymi Skwer Solidarności, park im. Piłsudskiego, osiedla „Kościuszki”, „Koszary” i „Działki”, okolice jednej ze szkół oraz główne ulice. W praktyce oznacza to próbę likwidacji większości kolonii lęgowych tego gatunku w Garwolinie”.
Klimowicz-Kominowska dodaje: „Szczególnie niepokojące jest to, że lokalna populacja gawrona w Garwolinie już wcześniej dramatycznie się skurczyła. Z danych długoterminowych inwentaryzacji ornitologicznych wynika, że w 1984 roku w tym mieście funkcjonowały trzy duże kolonie liczące łącznie 920 gniazd. Trzy dekady później, w 2015 roku, stwierdzono już tylko 226 gniazd, co oznacza spadek o 75 procent!”
Jak wynika z ostatniej kontroli przeprowadzonej w 2023 roku w Garwolinie stwierdzono 284 gawronie gniazda, z czego zajętych było 224. Pomimo niewielkiego wzrostu w porównaniu z 2025 rokiem, liczebność gawronów wciąż pozostaje kilkukrotnie niższa niż dawniej. Rzeczniczka OTOP podkreśla: „Dzisiejsza liczebność garwolińskich gawronów to zaledwie ułamek tej sprzed kilkudziesięciu lat. A przy tak osłabionej populacji każde działania zmierzające do likwidacji lub rozbicia kolonii mogą spowodować dalsze zanikanie gatunku w mieście”.
OTOP zapowiada włączenie się do postępowania w sprawie wszystkich 10 wniosków na prawach strony społecznej. Wcześniej organizacja ta zbierała podpisy pod petycją o objęcie gawronów ochroną ścisłą w całym kraju. W tej sprawie wciąż nie ma decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Ornitolodzy od kilku lat apelują o tę zmianę. Dziś zgodnie z wciąż obowiązującymi przepisami gawrony są ściśle chronione wyłącznie poza obszarem administracyjnym miast. W granicach miejskich ośrodków ta ochrona jest tylko częściowa, co sprawia, że prawo zezwala na usuwanie „od dnia 16 października do końca lutego gniazd ptasich z obiektów budowlanych lub terenów zieleni, jeżeli wymagają tego względy bezpieczeństwa lub sanitarne”.
Nie trzeba mieć na niszczenie gniazd zgody. Stwarza to okienko czasowe, w którym de facto, bez nadzoru przyrodniczego, można niszczyć całe gawronie kolonie. Po tym okresie samorządy muszą wystąpić z wnioskiem do RDOŚ o wydanie pozwolenia na niszczenie miejsce rozrodu i odpoczynku ptaków lub na płoszenie ptaków i usuwanie gniazd. Jak się okazuje również w okresie lęgowym takie zgody dostają. Z analizy danych przeprowadzonej przez ornitologów wynika, że w latach 2020-2022 było to 348 zgód na łączną liczbę 400 złożonych wniosków.
Monika Klimowicz-Kominowska dodaje: „Liczebność populacji gawronów w skali naszego kraju i Europy od lat spada. W wielu regionach Polski zniknęły dawne, liczne kolonie tych ptaków. Dane monitoringów ornitologicznych, w tym Monitoringu Flagowych Gatunków Ptaków, wskazują na wieloletni trend regresu liczebności, kwalifikujący wpisanie gawrona na Czerwoną listę ptaków Polski, ze statusem VU, czyli narażony na wyginięcie”.
W ciągu ostatnich 15 lat populacja gawronów w Polsce zmniejszyła się o 57 procent i kurczy się w tempie 5 proc. Rocznie. Jeśli ten dramatyczny trend nie zostanie zatrzymany – za kilka lat gawrony mogą całkowicie zniknąć z naszego krajobrazu. Dawniej terenami lęgowymi gawronów były tereny rolne i doliny rzek. Jednak intensyfikacja rolnictwa doprowadziła do likwidacji tych siedlisk, gdzie zakładały swoje gniazda. Gawrony straciły też żerowiska. W związku z tym zaczęły szukać nowych miejsc. Okazały się nimi parki, drzewa rosnące na cmentarzach i zgrupowania drzew w miejskiej przestrzeni. To prowadzi do powstawania sytuacji konfliktowych, bo jak potwierdza kolejne miasto, w tym przypadku Garwolin, nie wszyscy tolerują obecność tych narażonych na wyginięcie ptaków.
Przeczytaj także:
Pokrywa lodowa na Dolnej Wiśle ma ok. 200 km kw. Lodołamacze ruszyły do akcji, żeby przygotować koryto rzeki na spodziewany spływ lodu z południa kraju
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak poinformował, że w piątek o godzinie 8 rano nad odcinku Dolnej Wisły do pracy ruszyły lodołamacze. Akcja udrożnienia przepływu rzeki trwa od 24 godzin i obejmuje głównie ujściowy odcinek Wisły.
Aby maszyny mogły efektywnie kruszyć lód, spełnione muszą zostać dwa warunki:
Celem jest zapobieganie zatorom lodowym.
„Lód zacząłby spływać sam pod wpływem temperatury. Mógłby zatrzymać się np. na łasze, na konarze czy pniu drzewa i wtedy powstałby zator. Taki zator działa jak korek – blokuje koryto rzeki do dna, a woda zaczyna płynąć bokiem. Nie ma wału przeciwpowodziowego, który wytrzymałby napór całej wody z Wisły. Dlatego lodołamacze kruszą lód i wprawiają go w ruch, zanim dojdzie do spiętrzenia” – tłumaczył Bogusław Pinkiewicz, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku. „Powodzie zatorowe to najgroźniejsze powodzie, jakie się zdarzają, ponieważ występują zimą, co dodatkowo zwiększa niedogodności i straty dla mieszkańców” – dodał.
Pierwszy etap akcji ma potrwać do wtorku, 10 lutego, ale tempo zależy od pogody.
„Może być taka konieczność, że będziemy musieli dopłynąć aż do Grudziądza, a może dalej na południe. To wszystko jest brane pod uwagę, chociaż liczymy, że natura trochę nam pomoże – wspomożemy krę na dolnym odcinku, a ona z góry sama zacznie spływać” – mówił Pinkiewicz.
Po miesiącu niemal nieprzerwanych mrozów, siegających -30°C, na południu kraju rozpoczęły się roztopy. Prognozy wskazują, że w najbliższych dniach przemieszczaniu się kry lodowej w kierunku Zatoki Gdańskiej może sprzyjać południowy wiatr.
W tym roku Wisła zamarzła na odcinkach, które w ciągu ostatniej dekady pozostawały drożne. Tak stało się np. w Toruniu, gdzie kra pokryła całą długość rzeki pierwszy raz od 14 lat.
Jednym z największych z wyzwań dla lodołamaczy jest zamarznięcie zbiornika włocławskiego. Lód ma tam ponad 30 cm grubości, a pokrywa lodowa sięga aż po Modlin, czyli na odcinku o długości ponad 120 km.
Eksperci wskazują, że cała akcja zapobiegania powodziom potrwa kilka tygodni. Udrożnienie zbiornika włocławskiego wymaga nie tylko skruszenia lodu w dolnym odcinku Wisły, ale także spełnienia konkretnych warunków hydrometeorologicznych.
„Nie może być silnego wiatru od zachodu. Powinna być temperatura powyżej 0 stopni, także w nocy oraz przepływ powyżej 1200 metrów sześciennych na sekundę, czyli ponad dwa razy większy niż obecnie. Chodzi o to, aby lód wraz z wodą napływał i pokonywał jazy. Gdy lód nie odpływa i kra zmarznie po lodołamaniu w rynnie, jest gorzej niż jakby się pokrywy lodowej w ogóle nie ruszało” – tłumaczył kriolog dr hab. Bogusław Pawłowski.
Przeczytaj także:
Celem ataku był wiceszef GRU generał Władimir Aleksiejew, nadzorca „formacji ochotniczych” biorących udział w inwazji na Ukrainę
Informację podała rzeczniczka rosyjskiego Komitetu Śledczego Swietłana Petrenko. Niezidentyfikowany sprawca oddał kilka strzałów w kierunku generała Władimira Aleksiejewa, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Do zamachu doszło w budynku mieszkalnym przy ul. Wołokołamskiej, na północno-zachodnich obrzeżach Moskwy. Petrenko nie podała, kto mógł stać za atakiem. Wiadomo, że generał trafił do szpitala. Źródła prorządowej Russia Today twierdzą, że jego stan jest ciężki.
Prokuratura wszczęła postępowanie dotyczące usiłowania zabójstwa. Rosyjska agencja informacyjna Interfax donosi, że śledczy analizują obecnie nagrania z kamer monitoringu z miejsca zbrodni i przesłuchują naocznych świadków.
Według dziennika biznesowego Kommiersant napastnik, podając się za kuriera, dwukrotnie strzelił do Aleksiejewa na klatce schodowej jego budynku mieszkalnego, raniąc go w stopę i ramię. Aleksiejew próbował wyrwać napastnikowi broń – wtedy ponownie został postrzelony, tym razem w klatkę piersiową.
Jak podaje brytyjski The Guardian, choć nikt nie przyznał się do ataku, podejrzenia Kremla padną na Kijów. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow obwinił już Ukrainę za to, że atakując rosyjskiego generała, chciała zerwać proces pokojowy.
W czwartek w Abu Zabi zakończyły się trójstronne rozmowy, podczas których delegacje z USA, Ukrainy i Rosji amerykańska, ustaliły tylko wymianę 300 jeńców.
Przeczytaj także:
Od początku wojny ukraińskie agencje wywiadowcze zaatakowały dziesiątki rosyjskich oficerów wojskowych i urzędników. W grudniu 2025 r. inny wysoki rangą oficer GRU, generał Fanił Sarwarow, zginął w wyniku wybuchu ładunku wybuchowego pod samochodem w Moskwie. Sawarow dowodził departamentem szkolenia operacyjnego Sztabu Generalnego rosyjskiej armii.
Aleksiejew pełni funkcję pierwszego zastępcy szefa rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU od 2011 roku. Jest opisywany jako główny nadzorca prywatnych firm wojskowych w Rosji i „formacji ochotniczych” biorących udział w inwazji na Ukrainę.
W 2022 roku, podczas oblężenia Mariupola, brał udział w rozmowach ze stroną ukraińską.
W czerwcu 2023 roku uczestniczył w negocjacjach z buntownikiem Jewgenijem Prigożynem, założycielem PMC Wagner, prywatnej firmy wojskowej, który razem ze swoimi oddziałami ruszył na Moskwę.
W grudniu 2016 r. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Aleksiejewa w związku z cyberatakami mającymi na celu wpłynięcie na wynik wyborów prezydenckich w USA.
W 2019 r. wiceszef GRU został objęty sankcjami przez Unię Europejską w związku z otruciem Siergieja Skripala i jego córki w brytyjskim Salisbury.