Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Pod ostrzałem były m.in. Sumy, Dnipro, Kijów. W Sumach drony uderzeniowe trafiły w 16-piętrowy budynek mieszkalny. W ciągu doby w kraju w wyniku rosyjskiej agresji zginęło jedenaście osób, dzięsiątki zostało rannych.
W sobotę, 4 kwietnia rano Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy rosyjska armia wystrzeliła na Ukrainę 286 bezzałogowych statków powietrznych, z czego około 200 to były Shahedy. Ukraińscy obrońcy zestrzelili większość dronów. Odnotowano uderzenia 11 bojowych dronów w 10 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych statków (odłamki) w 6 lokalizacjach. Według Sił powietrznych atak trwa, a w ukraińskiej przestrzeni powietrznej znajduje się około 20 wrogich bezzałogowych statków powietrznych.
Rosjanie przeprowadzili serię ataków na miasto Sumy, uderzając w dzielnicę mieszkalną. Podczas ataków rosyjskie drony bojowe trafiły między innymi w 16-piętrowy budynek mieszkalny. Wybuchł pożar. Mieszkańców wieżowca szybko ewakuowano. Ratownicy ugasili pożar.
Sumska policja poinformowała o 11 rannych, wśród których jest 15-letnie dziecko. W obwodzie sumskim odnotowano trafienia w zabudowę mieszkaniową i inne obiekty infrastruktury cywilnej. Uszkodzono budynki wielorodzinne oraz samochody.
W sumie w ciągu doby w obwodzie sumskim w wyniku rosyjskich ostrzałów zginęły trzy osoby, a 22 zostały ranne, w tym dzieci.
Były też ataki w innych obwodach Ukrainy.
Witalij Kłyczko, mer Kijowa poinformował, że według wstępnych informacji, w jednej z dzielnic ukraińskiej stolicy w wyniku upadku fragmentów drona na dach czteropiętrowego budynku biurowego wybuchł pożar na najwyższym piętrze budynku.
„Ukrzaliznyca”, ukraińska kolej państwowa ogłosiła zatrzymania pociągów ze względów bezpieczeństwa i przeprowadza ewakuację pasażerów z pociągów podmiejskich w związku z wykryciem obiektów powietrznych na trasie pociągów w Kijowie i obwodzie kijowskim. Rosyjskie drony coraz częściej celowo atakują pociągi. Podczas zagrożenia pociągi się zatrzymują, a pasażerowie powinni wyjść na zewnątrz. W mediach społecznościowych można zobaczyć relacje z takich ewakuacji – ludzie stoją z kołdrami lub kocami obok pociągów, dzielą się też poradami i apelują o to, aby stosować się do poleceń pracowników kolei i nie lekceważyć procedur – po trafieniu drona wagon płonie bardzo szybko.
W obwodzie dniepropetrowskim w wyniku rosyjskich ostrzałów rannych zostało troje osób, w tym 5-miesięczne niemowlę i 6-letni chłopiec. Ołeksandr Hanża, szef dniepropietrowskiej administracji wojskowej poinformował, że Rosjanie ponad 20 razy zaatakowali dwa rejony obwodu przy użyciu dronów, artylerii i bomb lotniczych. Ukszkodzono budynki prywatne, budynek gospodarczy, inne infrastruktura cywilna, w tym budynek administracyjny, wóz strażacki. W miejscach trafienia były pożary.
Wczoraj, 3 kwietnia w obwodzie dniepropetrowskim w wyniku rosyjskich ataków zginęła jedna osoba, a 12 zostało rannych.
Jak informuje Doniecka prokuratura obwodowa, w piątek wieczorem w Kramatorsku w obwodzie donieckim rosyjscy żołnierze zrzucili 4 bomby lotnicze. Zginęły 4 osoby, w tym 16-letni chłopak – zmarł w szpitalu w wyniku ciężkich obrażeń. Dwie kolejne osoby zostały ranne. Według ostatnich informacji w Kramatorsku zginęło sześć osób, 10 odniosły obrażenia.
W ciągu ostatniej doby w wyniku rosyjskiej agresji zginęła też jedna osoba w obwodzie chersońskim, 25 zostało rannych. Jak informuje chersońska administracja wojskowa, rosyjscy żołnierze ostrzeliwali infrastrukturę krytyczną i cywilną oraz dzielnice mieszkalne w miejscowościach regionu, uszkadzając m.in. budynki wielorodzinne i domy prywatne. Rosjanie również uszkodzili budynek administracyjny, kościół, gazociąg, autobus liniowy oraz prywatne samochody.
Aktualizacja, 12:15
Rani 4 kwietnia około 10 godz. wojsko Federacji Rosyjskiej wystrzeliło drona bojowego w kierunku targowiska w Nikopolu w odwodzie dniepropetrowskim. Według wstępnych informacji Biura Prokuratora Generalnego Ukrainy pięć osób zginęło, a 19 zostało rannych, wśród nich jest 14-letnia dziewczynka. Dziewczynka przebywa obecnie w szpitalu. Lekarze oceniają jej stan jako ciężki. W wyniku uderzenia uszkodzono również pawilony handlowe i sklep, a na miejscu wybuchł pożar. Jak informuje Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy ratownicy ugaszili pożary, udzielili poszkodowanym pierwszej pomocy i przewieźli ich do placówek medycznych.
Mimo propozycji Kijowa dotyczącej zawieszenia broni na święta wielkanocne Rosja nasila swoje ataki na cywili. Kilka dni wcześniej po kolejnych atakach dronów na ukraińskie miasta prezydent Zełenski powiedział, że „w rzeczywistości jest to odpowiedź Rosjan na naszą propozycję”.
„Rosja odpowiada atakami samobójczymi i kontynuuje swoje operacje terrorystyczne wymierzone w nasz sektor energetyczny oraz infrastrukturę” – mówił Zełenski. Dodał, że potrzebne są sygnały, które pokażą, że „dyplomacja może zakończyć się sukcesem”. Według Zełenskiego zawieszenie ognia w okresie Wielkanocnym mogłoby być właśnie tym sygnałem.
Ukraina coraz częściej i skuteczniej odpowiada na rosyjskie ataki i przenosi wojnę na terytorium Rosji. Celem ukraińskich sił zbrojnych są obiekty infrastruktury energetycznej (żeby zmniejszyć rosyjskie możliwości eksportu surowców) oraz zakłady produkcji broni.
W nocy z 3 na 4 kwietnia drony zaatakowały rosyjskie miasto Togliatti w obwodzie samarskim, gdzie znajdują się zakłady przemysłu chemicznego. „Rosawiacja”, rosyjskie lotnictwo, poinformowała o wstrzymaniu pracy lotniska w Samarze.
Rosyjskie kanały na telegramie, powołując się na nagrania udostępnione przez lokalnych mieszkańców, twierdzą, że po ataku płonął teren w „TogliattiKauchuk” i „KuibyshevAzot”.
„TogliattiKauchuk” – przedsiębiorstwo petrochemiczne produkujące kauczuk syntetyczny oraz składniki chemiczne wykorzystywane do produkcji opon i wyrobów gumowych.
„KuibyshevAzot” – przedsiębiorstwo chemiczne produkujące nawozy azotowe oraz surowce chemiczne (kaprolaktam, poliamidy).
W sobotę rano gubernator obwodu samarskiego Federacji Rosyjskiej Wiaczesław Fedoryszczew potwierdził nocny atak dronowy na Togliatti. Jak poinformował, odłamkiem został ranny pracownik jednego z zakładów przemysłowych. Rosyjski gubernator dodał, że rzekomo „odnotowano upadek bezzałogowego statku powietrznego na dach budynku wielorodzinnego”.
Przeczytaj także:
Trump chce znacznie zwiększyć budżet Pentagonu i m.in. uzupełnić zapasy, które kurczą się w związku z wojną w Iranie. W kampanii wyborczej obiecywał, że nie będzie rozpoczynał żadnych wojen
Biały Dom opublikował dziś szczegóły swojej propozycji budżetowej na kolejny rok fiskalny. W USA lata budżetowe liczone są od 1 października do 30 września kolejnego roku. 2027 rok fiskalny zaczyna się więc 1 października 2026 roku.
Rząd Trumpa chce, by w kolejnym roku fiskalnym Departament Wojny otrzymał 1,5 biliona dolarów. Plan ten zakłada wzrost o aż 44 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Ma się to odbyć kosztem różnych cięć. Administracja Trumpa chce zmniejszyć budżet wielu programów federalnych o łączną kwotę 73 mld dolarów. Zmniejszą się budżety m.in. na projekty związane ze zdrowiem, mieszkalnictwem czy edukacją.
Trump będzie musiał zmierzyć się z silną opozycją dla swoich planów w Kongresie.
W lutym 2025 roku, niecały miesiąc po objęciu stanowiska prezydenta, Trump mówił:
„W pewnym momencie, kiedy sytuacja się uspokoi, spotkam się z Chinami i spotkam się z Rosją — szczególnie z tymi dwoma krajami — i powiem: nie ma żadnego powodu, dla którego mielibyśmy wydawać prawie bilion dolarów na wojsko... i powiem, że te pieniądze możemy przeznaczyć na inne rzeczy”.
5 listopada 2024 roku, w czasie powyborczej mowy, powiedział:
„Nie prowadziliśmy wojen. Mówili: on zacznie wojnę. Nie zamierzam zacząć wojny. Zamierzam zatrzymywać wojny”.
Zdaniem Trumpa zwiększenie budżetu wojskowego jest konieczne, ponieważ USA musi uzupełnić zapasy amunicji, które są wykorzystywane na przedłużającej się wojnie z Iranem.
Przeczytaj także:
Deklaracja Israela Kaca w praktyce oznacza zapowiedź pełnego zniszczenia miejscowości na południu Libanu i przedłużającej się izraelskiej okupacji
„Domy we wsiach położonych przy granicy w Libanie, które pod każdym względem służą jako posterunki Hezbollahu, zostaną zburzone zgodnie z modelem zastosowanym w Rafah i Chan Junus w Strefie Gazy, aby usunąć zagrożenie dla izraelskich społeczności” – powiedział dziś dziennikarzom izraelski minister obrony Israel Kac.
Kac powtórzył, że zadaniem izraelskiej armii jest pełne rozbrojenie Hezbollahu „przy pomocy środków politycznych i militarnych”. I przekazał, że Izrael jest bliski opanowania całej przestrzeni, z której Hezbollah jest w stanie wystrzeliwywać swoje rakiety w stronę Izraela. W praktyce oznacza to okupację dużej części południowego Libanu, do około 30 km na północ od granicy z Izraelem. Kac dodał, że 600 tys. Libańczyków, którzy musieli ewakuować się na północ, nie będzie mogła wrócić do domów, dopóki Izrael nie przywróci bezpieczeństwa dla mieszkańców północnego Izraela.
Hezbollah to polityczno-zbrojna grupa, która od swojego powstania na początku lat 80. XX wieku jest w konflikcie z Izraelem. Hezbollah uważa się za głównego reprezentatna libańskich szyitów. A to właśnie głównie szyici zamieszkują południe Libanu.
Najnowszy rozdział walki pomiędzy Hezbollahem i Izraelem rozpoczął się 2 marca tego roku, w kontekście wojny USA i Izraela z Iranem. Izraelczycy prowadzą w Libanie operację niezależną od wojny z Iranem, która najpewniej będzie trwała nawet w wypadku, gdyby wojnę w Iranie udałoby się zakończyć. Izraelczycy traktują Hezbollah jako egzystencjalne zagrożenie dla własnego państwa i podejmują kolejną próbę zniszczenia organizacji.
Ofiarami tej wojny są w dużej mierze libańscy szyici. Model, na który powołuje się Kac – czyli działanie tak, jak w Rafah i Chan Junus – oznacza kompletne zniszczenie wszelkiej ifrastruktury. Jeśli Izrael rzeczywiście postąpi analogicznie, nie jest jasne, czy setki tysięcy mieszkańców tych terenów kiedykolwiek wrócą do swoich domów. Przed październikiem 2023 roku w Rafah w Strefie Gazy mieszkało ponad 100 tys. osób. Dziś miasto praktycznie nie istnieje.
Izrael twierdzi, że w ten sposób starał się doprowadzić do pełnego zneutralizowania Hamasu. Dziś Strefa Gazy funkcjonuje w zawieszeniu, postęp we wprowadzaniu planu pokojowego Trumpa się zatrzymał. Izrael kontroluje około połowę Strefy Gazy, a do Rafah nie wraca nikt. Miejsce, gdzie znajdowało się miasto jest w strefie kontrolowanej przez Izrael. A większośc budynków nie istnieje – zostały krok po kroku zniszczone.
Jeśli wierzyć więc Kacowi, południe Libanu również pozostanie pod kontrolą Izraela, a miejscowości w tej strefie przestaną istnieć.
Przeczytaj także:
13 marca Sejm wybrał szóstkę sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwójki z nich. Rząd rozważa zaprzysiężenie ich w inny sposób, z pominięciem prezydenta
Koalicja rządząca rozważa alternatywny scenariusz ślubowania czwórki spośród szóstki wybranych w marcu przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
W programie „Tłit” w Wirtualnej Polsce przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości Paweł Śliz został zapytany o scenariusz, w którym sędziowie złożyliby przysięgę w obecności notariusza w gabinecie marszałka Sejmu. Podpisane w takiej procedurze dokumenty zostałyby następnie wtsłane do prezydenta Nawrockiego.
„To jest bardzo poważny akt, który ma naprawić delikt konstytucyjny, którego dopuszcza się pan prezydent, bo pan prezydent, nie odbierając ślubowania od tych sędziów, tego się dopuszcza i nie ma innej możliwości, jak dokonanie tego ślubowania w inny, alternatywny sposób. Ten, który przedstawił pan redaktor, tak, jest rozpatrywany. On jest jednym z tych scenariuszy, które mogłyby się dokonać” – odparł Śliz. W ten sposób potwierdził, że tego rodzaju rozwiązanie jest poważnie rozważane.
W środę 1 kwietnia 2026 w Pałacu Prezydenckim prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwójki sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których na stanowiska wybrał Sejm 13 marca 2026 roku. Sejm wybrał jednak wówczas szóstkę sędziów. Wobec czwórki z nich prezydent postanowił nie odbierać ślubowania.
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki powiedział, że prezydent wypełnił te wakaty, które powstały podczas jego kadencji.
"Prezydent uznał, że to jest jego podstawowa odpowiedzialność jako głowy państwa, ale także w ramach mandatu sprawowanego od 6 sierpnia, żeby te dwa wakaty obsadzić” – mówił Bogucki. I dodał, że chodzi o wakaty, które powstały 5 i 20 grudnia 2025 roku, gdy w stan spoczynku przeszli sędziowie TK Krystyna Pawłowicz oraz Michał Warciński.
Problem w tym, że w TK mamy jeszcze cztery wakaty, które pojawiły się w czasie kadencji Andrzeja Dudy. O szczegółach argumentacji w tej sprawie z obu stron szczegółowo pisała w OKO.press Dominika Sitnicka.
TK to nie jedyny obszar, w którym prezydent odmawia powołania na stanowiska osób wybranych przez inny organ władzy. Od objęcia urzędu w sierpniu 2025 roku Karol Nawrocki oficjalnie odmówił powołania kilkudziesięciu sędziów sądów powszechnych, podpisania ponad 40 nominacji ambasadorskich, a do niedawna odmawiał nawet przyznania ponad 130 nominacji oficerskich dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Przeczytaj także:
Pete Hegseth i generał Randy George wielokrotnie ścierali się w ostatnich miesiącach w temacie nominacji generalskich. Zwolnienie szefa sztabu amerykańskiej armii w trakcie kadencji jest bardzo rzadkim zdarzeniem
Wieczorem czasu amerykańskiego, w czwartek 2 kwietnia, amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth poprosił szefa sztabu amerykańskiej armii, generała Randy'ego George'a, by ustąpił ze stanowiska. Rezygnacja weszła w życie ze skutkiem natychmiastowym. Obowiązki George'a przejął jego dotychczasowy zastępca Christopher C. LaNeve.
Powód roszady nie został publicznie podany. Amerykańska telewizja CBS na podstawie rozmów ze swoimi źródłami w amerykańskiej administracji podaje, że Hegseth i Trump chcą na tym stanowisku kogoś, kto będzie wprowadzał w życie ich wizje w sprawie armii.
Razem z szefem sztabu, ze swoich stanowisk zostali również usunięci generał David Hodne, dotychczasowy szef Dowództwa Transformacji i Szkolenia Armii USA i generał William Green Jr., szefa Korpusu Kapelanów.
Zwolnienie ze stanowiska szefa sztabu w trakcie czteroletniej kadencji jest w amerykańskiej armii niezwykle rzadkim wydarzeniem. W 2011 roku generał Martin Dempsey pełnił rolę tylko 149 dni, ale powód zmiany na stanowisku był zupełnie inny – Dempsey otrzymał od prezydenta Obamy awans na przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – czyli najwyższe stanowisko w amerykańskiej armii. Wcześniej kadencji nie dopełnili w latach 70. generał Bernard W. Rogers (otrzymał awans na stanowisko w NATO) i generał Creighton W. Abrams Jr. (zmarł w trakcie pełnienia stanowiska).
„New York Times” pisze, że Hegseth i George od dłuższego czasu byli skonfliktowani. Hegseth blokował awans czwórki wojskowych na generała brygady. Z 29-osobowej listy do awansu, Hegseth naciskał na usunięcie czterech osób – dwóch czarnoskórych mężczyzn i dwójkę kobiet. Niemal wszystkie pozostałe osoby na liście to biali mężczyźni. Na początku kadencji Trump odwołał też przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Charlesa Q Browna Jr. W opublikowanym 7 listopada 2024 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich) wywiadzie, Hegseth mówił:
„Każdy generał, który był zaangażowany w to całe DEI [Diversity, Equality, Inclusion – różnorodność, równość, inkluzywność; polityka wyrównywania szans wobec dyskryminacji] woke gówno, musi odejść – czy to generał, admirał, czy ktokolwiek inny” – jasno sugerując, że Brown otrzymał stanowisko ze względu na swój kolor skóry.
Moment zwolnienia generała George'a sugeruje, że ruch mógł mieć coś wspólnego z wojną w Iranie. Na razie nie mamy jednak informacji potwierdzających taką spekulację.
Przeczytaj także: