„W kadencji prezydenta Nawrockiego zostały opróżnione dwa wakaty w Trybunale Konstytucyjnym” – tak szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki uzasadniał decyzję o odebraniu ślubowania od dwójki, a nie szóstki sędziów TK. Jeśli potraktować tę logikę poważnie, to w Trybunale już nigdy nie będzie 15 sędziów.
W środę (1 kwietnia) rano w Pałacu Prezydenckim prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwójki sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których na stanowiska wybrał Sejm 13 marca 2026 roku. Od prawie trzech tygodni trwały spekulacje co do tego, co ostatecznie zrobi prezydent, który trwa w ostrym konflikcie z obecnym rządem i większością sejmową.
Od objęcia urzędu w sierpniu 2025 roku Karol Nawrocki oficjalnie odmówił powołania kilkudziesięciu sędziów sądów powszechnych, podpisania ponad 40 nominacji ambasadorskich, a do niedawna odmawiał nawet przyznania ponad 130 nominacji oficerskich dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
W tych okolicznościach spodziewano się, że prezydent rozciągnie konflikt z rządem wokół stanowisk także na wybranych w marcu sześciu nowych sędziów TK. Tak się stało, ale Karol Nawrocki zdecydował się wyłączyć z niego dwoje prawników – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka. Pozostała czwórka – Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski oraz Maciej Dziurda – wciąż czeka na decyzję.
Szef Kancelarii Prezydent Zbigniew Bogucki przekazał podczas konferencji prasowej powody, dla których prezydent odebrał ślubowanie od dwóch, a nie sześciu osób.
„Po pierwsze, proszę zwrócić uwagę na chronologię. Prezydent RP został zaprzysiężony 6 sierpnia 2025 roku i dwa wakaty po zaprzysiężeniu wygasły, czyli w kadencji prezydenta Nawrockiego zostały opróżnione dwa wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent uznał, że to jest jego podstawowa odpowiedzialność jako głowy państwa, ale także w ramach mandatu sprawowanego od 6 sierpnia, żeby te dwa wakaty obsadzić” — stwierdził Bogucki. I dodał, że chodzi o wakaty, które powstały 5 i 20 grudnia 2025 roku, gdy w stan spoczynku przeszli sędziowie TK Krystyna Pawłowicz oraz Michał Warciński.
To zdumiewająca argumentacja Pałacu Prezydenckiego.
Decyzja Nawrockiego o tym, by odebrać ślubowanie jedynie od „wakatów powstałych za jego kadencji”, każe zapytać: co z pozostałymi czterema wakatami, które pojawiły się w czasie kadencji Andrzeja Dudy? Idąc tym tokiem rozumowania, należałoby uznać, że nigdy nie zostaną już obsadzone, skoro ówcześnie urzędujący prezydent nie pełni już i nigdy nie będzie pełnił tej funkcji. Nie ma żadnego przepisu w Konstytucji ani ustawach, które uzasadniałyby takie działanie prezydenta, czy przypisywały w jakikolwiek sposób wakaty do prezydenckiej kadencji.
Zarzuty podnoszone wcześniej w medialnych wypowiedziach obozu Karola Nawrockiego oraz Prawa i Sprawiedliwości dotyczyły naruszenia przez większość sejmową zasady powoływania sędziów TK na indywidualne 9-letnie kadencje. Chodzi oczywiście o naruszenie Regulaminu Sejmu, który przewiduje, że wnioski w sprawie powołania przez Sejm osób na stanowiska państwowe kieruje się na 30 dni przed upływem kadencji. Pierwsze wakaty w TK, które mogła obsadzić nowa większość parlamentarna, pojawiły się już w grudniu 2024, gdy stanowiska opuszczali Mariusz Muszyński (będący zresztą tzw. sędzią-dublerem), Justyn Piskorski i Julia Przyłębska.
Koalicja rządząca zwlekała z wyborem nowych sędziów, nie do końca mając chyba klarowny plan, co właściwie zrobić z Trybunałem Konstytucyjnym. W 2024 roku uchwalono ustawy mające dogłębnie zreformować tę instytucję, ale Andrzej Duda ich nie podpisał.
W marcu zeszłego roku Sejm podjął uchwały mówiące o tym, że TK jest wadliwy nie tylko ze względu na zasiadających w nim sędziów-dublerów, ale i szerzej — ze względu na funkcjonowanie i zarządzanie nim z naruszeniem przepisów przez prezesa (wtedy Julię Przyłębską). Od tamtej pory rząd nie publikuje żadnych orzeczeń Trybunału (nie tylko tych, w których składach orzeczniczych zasiadali tak zwani dublerzy). Wiele wskazuje na to, że rządzący liczyli na zmianę w Pałacu Prezydenckim, która pozwoliłaby na drugie podejście do reformy Trybunału. Zmiana w „Dużym Pałacu” nastąpiła, ale nie taka, jakiej się spodziewała koalicja. W drugiej połowie 2025 roku wiadomo już było, że nie ma na co czekać i trzeba powoływać sędziów do Trybunału takiego, jakim on jest.
Nie jest to jednak sytuacja precedensowa. Obecny prezes TK, Bogdan Święczkowski, został wybrany na stanowisko sędziego w lutym 2022 roku. Zwalniający miejsce sędzia Leon Kieres kończył kadencję w lipcu 2021 roku. Dopiero po miesiącach negocjacji rządząca ówcześnie Zjednoczona Prawica zdecydowała się wysłać do TK zaufanego człowieka Zbigniewa Ziobry.
Argument o dopuszczeniu do ślubowania sędziów przeznaczonych na wakaty powstałe w określonym czasie nie ma uzasadnienia również ze względu na to, że prezydent nie jest w stanie wykazać, czyje stanowiska zajmują wybrani przez Sejm sędziowie.
W uchwałach o wyborze poszczególnych sędziów opublikowanych w Monitorze Polskim nie ma nic na temat tego, czyje stanowisko zajmują. Żadną wskazówką nie jest także kolejność głosowań w Sejmie. Magdalena Bentkowska była pierwszą kandydatką, którą wybrała większość sejmowa 13 marca, ale Dariusz Szostek był piątym wybranym kandydatem i siódmym, nad którego zgłoszeniem decydował Sejm.
Nawet jeśli ktoś przyjmowałby za dobrą monetę nieznajdującą oparcia w prawie doktrynę o prezydencie dopuszczającym do ślubowania tylko na „wakaty własnej kadencji”, to nawet na jej gruncie widać, że Karol Nawrocki arbitralnie wybrał, komu z szóstki umożliwić ślubowanie.
Nie oznacza to jednak, że za decyzją prezydenta nie stoi polityczna strategia.
Za kandydaturami sześciorga sędziów wybranych 13 marca głosowały wszystkie siły koalicji 15 października. Nie jest jednak tajemnicą, że poszczególne osoby rekomendowały konkretne partie. Magdalena Bentkowska oraz Dariusz Szostek kandydowali do TK z poparciem Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Polski 2050. Na polityczne intencje tego wyboru zwróciła uwagę Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, liderka Polski 2050.
„Prezydent próbuje dzielić koalicję, zaprzysięgając dwoje sędziów TK (tych, których kandydatury wskazał PSL i Polska2050), a czworo nie. Nic z tego. Sejm wybrał sześcioro sędziów. I sześcioro, zgodnie z prawem, powinno zasiąść w Trybunale” — napisała Pełczyńska-Nałęcz na X.
Kancelaria Prezydenta na razie nie precyzuje, co Karol Nawrocki zamierza zrobić z pozostałymi sędziami. Podczas briefingu prasowego po odebraniu ślubowania od Bentkowskiej i Szostka, Zbigniew Bogucki przekazał, że co do nich „nie ma jeszcze decyzji", a „wobec poważnych uchybień proceduralnych Sejmu sytuacja jest teraz analizowana”. I to kolejny punkt, w którym KPRP nie jest w stanie wykazać choćby pozornie spójnej interpretacji stanu prawnego, bo cała szóstka została wybrana przez Sejm w ten sam sposób i z tymi samymi uchybieniami. Prezydent Nawrocki, odbierając ślubowanie od dwojga sędziów, zalegitymizował wybór dokonany przez Sejm 13 marca.
Po zaprzysiężeniu podkreślali to w rozmowach z dziennikarzami sami sędziowie.
Sędzia Szostek przekazał dziennikarzom, że nie ma „najmniejszych wątpliwości", że jeśli prezydent uznał uchwały Sejmu w sprawie jego i sędzi Bentkowskiej, powinien także uznać uchwały dotyczące powołania pozostałych sędziów. „Skoro zostaliśmy wybrani tego samego dnia, w tym samym trybie, każdy w sposób odrębny, bo nie byliśmy powołani wspólnie, tylko każdy w osobnym głosowaniu, to oznacza, że jesteśmy od strony prawnej w identycznej sytuacji”.
Tego samego zdania jest sędzia Bentkowska, która również zabrała głos po wyjściu z uroczystości zaprzysiężenia.
„Jeśli mogę zwrócić się do czynników władzy, to proszę o umożliwienie reszcie sędziów złożenia ślubowania. Pałac Prezydencki nie może cenzurować wyboru Sejmu, a jeśli my zostaliśmy zaprzysiężeni, to pozostała czwórka też powinna móc to zrobić” — powiedziała sędzia.
Kancelaria Prezydenta podała w środę jeszcze jeden argument mający wyjaśnić, dlaczego Karol Nawrocki wyłuskał akurat dwoje z szóstki sędziów.
„W Trybunale Konstytucyjnym znajduje się tylko 9 sędziów. Konstytucyjny skład Trybunału to jest sędziów 15. Natomiast zgodnie z obowiązującą, zgodną z konstytucją ustawą, niekwestionowaną przez nikogo — przez żadne środowisko polityczne — pełny skład Trybunału Konstytucyjnego to jest co najmniej 11 sędziów. Więc dwóch sędziów, którzy dzisiaj powinni dołączyć do sędziów Trybunału Konstytucyjnego po złożeniu ślubowania, dopełnia ten wymóg ustawowy, żeby Trybunał Konstytucyjny działał w rozumieniu ustawy w pełnym składzie 11 sędziów" – wyliczał Bogucki.
Według Boguckiego prezydent „porządkuje kwestie Trybunału”, umożliwia mu orzekanie w pełnym zakresie spraw oraz — co podkreślił szef Kancelarii Prezydenta — podjął decyzję o zaprzysiężeniu pomimo faktu, że nowi sędziowie zostali wybrani przez „inną większość parlamentarną”. Bogucki zapewniał także, że sędziowie mogą od tego momentu podjąć pracę i rozpocząć działalność orzeczniczą, a urzędujący prezes Bogdan Święczkowski przygotuje dla nich stanowiska pracy i przydział spraw.
To nadmiarowe podkreślanie, że nowi sędziowie będą mogli wykonywać swoje obowiązki, miało po części wskazywać na dobrą wolę Pałacu Prezydenckiego, który zaakceptował aż dwoje z sześciorga sędziów wskazanych przez wrogi obóz polityczny. Mógł w końcu — w interpretacji polityków PiS — nie dopuścić nikogo. W większym stopniu było jednak zaznaczeniem, że to pozostała czwórka spotka się z twardym oporem ze strony środowiska Zjednoczonej Prawicy — tego w Pałacu Prezydenckim i tego rządzącego obecnie TK.
Wszyscy wybrani przez Sejm 13 marca stoją na stanowisku, że są sędziami od chwili tego wyboru. Ta interpretacja jest szeroko podzielana przez środowiska ekspertów w zakresie prawa konstytucyjnego, którzy podkreślają, że art. 194 Konstytucji mówi o wyborze sędziów przez Sejm. Wymóg złożenia ślubowania „wobec prezydenta" jest z kolei przepisem ustawowym, a do tego odznaczającym się charakterem ceremonialnym, ustawiającym prezydenta w biernej pozycji w całym procesie.
Szerzej o tej dyskusji oraz padających w niej argumentach pisała na łamach OKO.press dr Anna Wójcik:
W środowisku prawniczym już od kryzysu konstytucyjnego z czasów pierwszej kadencji Andrzeja Dudy toczy się dyskusja o tym, w jaki sposób sędziowie wybrani przez większość sejmową mogliby zareagować na prezydenta odmawiającego odebrania ślubowania. W ostatnich tygodniach pojawiały się w przestrzeni publicznej pomysły, że takie ślubowanie mogłoby być złożone przez nowych sędziów przed Zgromadzeniem Narodowym albo przekazane prezydentowi w formie listu.
„Prezydent przestrzega wszystkich, którzy chcieliby wpaść na pomysł albo chcieliby materializować jakieś szaleńcze ustrojowe koncepcje dotyczące tego, że osoby, które zostały wybrane na funkcję sędziów Trybunału Konstytucyjnego, mogą złożyć ślubowanie przed innym organem, że mielibyśmy wtedy do czynienia zarówno z deliktem konstytucyjnym, jak i poważnym przestępstwem o charakterze karnym” — w tych słowach do pomysłów obejścia blokady prezydenta odnosił się podczas konferencji Bogucki.
Groźby ze strony Pałacu Prezydenckiego to jednak tylko część obrazka. Poważniejszym pytaniem, przed którym stanęliby sędziowie, jest to, co miałoby się wydarzyć po takim korespondencyjnym ślubowaniu. Środowe komentarze sugerują, że prezes Bogdan Święczkowski nie dopuściłby ich do orzekania. A o próbie siłowego wejścia do gmachu TK fantazjują na razie przede wszystkim prawicowe media.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Komentarze