0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

39 minut temu

Prawa autorskie: Karina Kitsai / FacebookKarina Kitsai / Face...

Bo w sklepie usłyszeli akcent. Brutalne pobicie Ukraińców

Aleksandra Freus z wrocławskiej policji potwierdza w rozmowie z OKO.press: do ataku najprawdopodobniej doszło na tyle narodowościowym. Mężczyźni mieli usłyszeć w sklepie wschodni akcent pary z Ukrainy.

Co się wydarzyło?

„Dzisiaj moja córka Nastia i jej chłopak Maksym zostali brutalnie zaatakowani w sklepie we Wrocławiu. Powodem był ukraiński akcent” – napisała na Facebooku Karina, mama Nastii.

Jak potwierdziło OKO.press, w niedzielę, 26 lipca, ok. 18:30 przy ul. Okulickiego we Wrocławiu troje mężczyzn zaatakowało parę pochodzącą z Ukrainy. Z pierwszych ustaleń policji wynika, że wszyscy spotkali się w okolicznym sklepie, a napastnikom nie spodobał się wschodni akcent Nastii i Maksyma. Do pobicia (nagranego i opublikowanego w sieci) doszło na ulicy.

Na filmie widać, jak dwóch mężczyzn podchodzi do chłopaka, który próbuje ich od siebie odsunąć. Zaczynają go okładać pięściami. Kiedy dziewczyna próbuje odciągnąć agresorów, sama obrywa w twarz. Po chwili do grupy napastników dołącza trzeci mężczyzna. W trójkę kopią chłopaka, który próbuje zakryć głowę przed kolejnymi ciosami. Upada na ziemię i tam jest dalej bity i kopany. Sytuacji przyglądają się przynajmniej dwie kobiety, które pozostają bierne. Nie reagują na nienawistny atak.

Karina, mama pobitej dziewczyny: „Moja córka została bardzo dotkliwie pobita i doznała poważnych obrażeń szyi. W tej chwili lekarze zakładają jej szwy. Zarówno u niej, jak i u jej chłopaka istnieje podejrzenie wstrząśnienia mózgu” – napisała w niedzielę po godzinie 21. „Jako matka nie potrafię opisać bólu i strachu, które teraz przeżywam” – dodała.

Brat Nastii, Paweł, który nagrał całe pobicie, opowiada, że dziewczyna zwróciła agresorom uwagę w sklepie. Ci wepchnęli się bowiem w kolejkę, chcieli zostać obsłużeni poza kolejnością. Dziewczyna najpierw została wulgarnie zwyzywana przez mężczyzn. Potem, po wyjściu ze sklepu, zostali przez nich pobici.

Podkomisarz Aleksandra Freus z wrocławskiej policji potwierdziła, że funkcjonariusze przesłuchali już zaatakowaną parę. Od rana trwają czynności mające na celu ustalenie tożsamości i zatrzymanie sprawców nienawistnego ataku.

Ukraiński MSZ domaga się śledztwa

Do pobicia odniósł się Konsulat Generalny Ukrainy we Wrocławiu, który wezwał polskie organy ścigania do zdecydowanej i natychmiastowej reakcji. „W ostatnim czasie przypadki przemocy i agresji, której ofiarami padają obywatele Ukrainy zdarzają się w Polsce coraz częściej. Każdy taki przypadek wymaga dokładnego śledztwa” – czytamy w oświadczeniu.

Ukraiński Minister Spraw Zagranicznych, Andrij Sybiha, wystosował oficjalną prośbę o zbadanie sprawy. „Jeśli opisane okoliczności [ataku na tle narodowościowym – przyp.red.] potwierdzą się, oczekujemy, że polska strona przeprowadzi obiektywne i wnikliwe śledztwo pozwalające ustalić motywy działania sprawców oraz ukarze ich” – pisze Konsul Generalny.

„Chcę jasno powiedzieć: w naszym mieście nie ma i nie będzie przyzwolenia na przemoc motywowaną nienawiścią, ksenofobią czy uprzedzeniami narodowościowymi. Każdy człowiek, niezależnie od tego, jakim językiem mówi, skąd pochodzi i w co wierzy, ma prawo czuć się we Wrocławiu bezpiecznie” – ogłosił prezydent Wrocława Jacek Sutryk nawiązując do ataku na parę z Ukrainy.

W oświadczeniu opublikowanym na portalach społecznościowych napisał: „Atak na konkretną osobę ze względu na jej pochodzenie jest zawsze atakiem na całą wspólnotę, którą razem tworzymy i tak też musimy go traktować. To już nie pojedynczy incydent, lecz niepokojący sygnał, na który wspólnota Wrocławia musi zareagować z pełną stanowczością”. Sutryk wsparł poszkodowanych, zaapelował do mieszkańców miasta o odpowiedzialność i solidarność oraz skrytykował polityków i osoby publiczne, które podsycają nienawiść i „budują przekaz oparty na strachu, uprzedzeniach i podziałach”.

„Słowa mają znaczenie” – przypomniał Sutryk. „Publiczna narracja, która wskazuje ludzi jako „obcych” czy „gorszych”, może prowadzić do realnej przemocy. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i spójność wspólnoty zaczyna się także od odpowiedzialności za język debaty publicznej”.

OKO.press zapytało rzecznika polskiego rządu Adama Szłapkę oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które do tej pory milczą w sprawie ataków na Ukraińców, o planowaną reakcję i podejmowane działania w celu zapobiegania fali nienawiści.

Na odpowiedź czekamy.

Jaki jest kontekst?

„Niemal codziennie dochodzi w Polsce do aktów agresji słownej i fizycznej wymierzonych w Ukraińców oraz obywateli Polski wspierających Ukrainę. Dzieje się to na ulicach i w Sejmie. Kłamliwą kampanię antyukraińską nacjonaliści rozpętali w mediach społecznościowych i w sympatyzujących z nią mediach tradycyjnych. Kampania ta narusza polskie prawo i dewastuje debatę publiczną. Co gorsza, pod naporem tej brudnej fali, rządzący odbierają ukraińskim uchodźcom świadczoną im wcześniej pomoc państwową. Stosują nieproporcjonalne kary za wykroczenia popełniane przez Ukraińców. Współtworzą atmosferę zagrożenia dla 200 tys. ukraińskich dzieci w polskich szkołach” – napisał polski PEN Club w oświadczeniu opublikowanym 15 czerwca.

Brutalne pobicie Nastii i Maksyma we Wrocławiu jest przynajmniej piątą głośną historią ataku na obywateli Ukrainy, do której doszło na polskich ulicach w tym miesiącu.

Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.

W połowie lipca w Bielsku-Białej mężczyzna zwyzywał 11-latki pasażerki miejskiego autobusu. Agresorowi, jak pisaliśmy w OKO.press, postawiono zarzuty znieważenia trzech Ukrainek, a także naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich.

Przed tygodniem na komisariat policji w Poznaniu zgłosił się 60-latek, który został kilka razy uderzony w twarz po tym, jak stanął w obronie nastolatka z Ukrainy zaczepianego w miejskim autobusie. Mężczyzna runął na ziemię, był kopany, spędził noc na SOR-ze. Tego samego dnia dorosła kobieta zaatakowała dwie 13-letnie dziewczynki bawiące się na placu zabaw w Legnicy.

Radni Sopotu, jako pierwsi lokalni politycy, zdecydowali, że muszą dać odpór fali nienawiści, jaka przechodzi przez Polskę. Przyjęli rezolucję przeciw narastającym nastrojom antyukraińskim w Polsce. Radni apelują do władz państwowych i polityków o przeciwdziałanie mowie nienawiści, dezinformacji i ksenofobii.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

42 minuty temu

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Afera RARS. Prokuratura idzie po ludzi Morawieckiego

Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych przyspiesza, a prokuratorzy planują działania wobec ludzi z najbliższego otoczenia Mateusza Morawieckiego – donosi Onet. Chodzi o bliskiego współpracownika byłego premiera Mariusza Chłopika i byłego prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Cezariusza Lesisza

Co się wydarzyło?

W tzw. aferze RARS pojawił się zupełnie nowy wątek – pieniądze mały być wyprowadzane nie tylko z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, ale również z Banku Gospodarstwa Krajowego – pisze Onet.

Wątek ten pojawia się w czasie, gdy śledztwo w tej sprawie przyspiesza i – jak informuje portal – na krótkiej liście prokuratury, jako kolejni do przesłuchania w sprawie wyprowadzania pieniędzy, są Mariusz Chłopik i Cezariusz Lesisz – obaj blisko związani z Mateuszem Morawieckim.

O tym, że śledztwo w sprawie RARS przyspiesza, świadczyć ma fakt, iż 15 lipca o godz. 6.00 rano funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do mieszkań i domów czworga współpracowników Morawieckiego Morawieckiego. Do małżeństwa Anny i Pawła P., a także Włodzimierza D. oraz Renaty K.

Kim są ci ludzie?

Anna P. szefowała fundacji Banku Gospodarstwa Krajowego jeszcze w czasie, kiedy premierem była Beata Szydło, a gdy Mateusz Morawiecki zajął jej miejsce, Anna P. została zastępczynią szefa jego gabinetu.

Jej mąż Paweł P. był pełnomocnikiem ds. zakupów prezesa RARS Michała Kuczmierowskiego. Przypomnijmy, że to właśnie Kuczmierowski jest jednym z głównych bohaterów afery RARS i po ucieczce do Londynu po przegranych przez PiS wyborach obecnie czeka na decyzję brytyjskiego sądu w sprawie ekstradycji.

Renata K. kierowała fundacją BGK po Annie P. To była dziennikarka Superstacji.

Natomiast Włodzimierz D. za PiS był prezesem spółki PL.2012+ zarządzającej Stadionem Narodowym, zasiadał też w radach nadzorczych kilku innych spółek Skarbu Państwa – wyjaśnia Onet.

Anna P., Renata K. I Włodzimierz D. usłyszeli już zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez fundację „Red is Bad” prowadzoną przez Pawła Sz. Postawił je wydział ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Natomiast zarzuty postawione Pawłowi P. dotyczą „wpływania przez niego, jako przedstawiciela RARS, na zawieranie i realizację czterech umów na zakup agregatów prądotwórczych od spółki Pawła Sz. o łącznej wartości ponad 345 mln zł”, co miało polegać na "ingerowaniu w warunki tych umów oraz zmienianiu ich treści i wartości w sposób odbiegający od pierwotnych ustaleń”.

Jak pisze Onet, Anna P., Włodzimierz D. oraz Renata K. zostali zwolnieni z aresztu po wpłaceniu kaucji rzędu 40-50 tys. zł, natomiast Paweł P. został aresztowany na trzy miesiące i przebywa w areszcie śledczym w Mysłowicach.

Wszyscy czworo zostali pouczeni o bezwzględnym zakazie kontaktowania się zarówno między sobą jak i z Mariuszem Chłopikiem i Cezariuszem Lesiszem. To właśnie, zdaniem źródeł Onet, wskazuje wprost, że prokuratura planuje ich przesłuchać. Chłopik i Lesisz mieli być bowiem zaangażowani w kierowanie wartych setki milionów złotych zleceń z RARS i BGK do spółek Pawła Sz. i jego fundacji „Rad is Bad”.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Na czym polega afera RARS? Według funkcjonariuszy CBA w RARS stworzono system wyprowadzania pieniędzy poprzez podmioty związane z twórcą patriotycznych koszulek Pawłem Sz. Kontrakty zawierano z pominięciem prawa zamówień publicznych, czyli bez przetargów.

Pretekstem do takiej formy zakupów były sytuacje nadzwyczajne takie jak pandemia koronawirusa czy rosyjska agresja na Ukrainę. Zakupy okazywały się też nadzwyczajnie drogie, bo Sz. naliczał sobie gigantyczne marże.

Jak wyliczał Onet, najbardziej lukratywne kontrakty dotyczyły branż, w których wcześniej nie miał żadnego doświadczenia:

  • 350 mln zł za dostarczenie RARS agregatów prądotwórczych dla ogarniętej wojną Ukrainy;
  • 100 mln zł za dostarczenie RARS instalacji do uzdatniania wody pitnej w Ukrainie;
  • 10 mln zł za dostarczenie RARS maseczek FFP3 (wg. ustaleń Onetu rzeczywista wysokość zamówienia miała wynieść ponad 100 mln zł).

W grudniu 2023 roku, czyli dwa miesiące po wyborach, w których PiS stracił władzę, ruszyło śledztwo w sprawie RARS. Prokuratura długo nie mogła postawić jednak zarzutów ani Michałowi Kuczmierowskiemu, ani Pawłowi Sz., ponieważ tuż po ujawnieniu afery przez Onet latem 2024 roku, obaj uciekli za granicę.

Michał Kuczmierowski we wrześniu 2024 r. został aresztowany w Wielkiej Brytanii, a dziś – już na wolności – czeka w Londynie na rozprawę dotyczącą jego ekstradycji do Polski.

Natomiast Paweł Sz. został aresztowany na Dominikanie w październiku 2024 r. i deportowany do Polski. W lutym 2025 roku został zwolniony z aresztu po wpłacie poręczenia majątkowego w bitcoinach w wysokości odpowiadającej wówczas ok. 1 mln zł.

Kluczowe pytanie, jakie pojawia się w tej aferze, brzmi: czy RARS sfinansowała brudną kampanię kandydatów PiS, używając do tego firm należących do twórcy Red is Bad? Właśnie teraz prokuratura po raz pierwsze wydaje się wprost formułować takie tezy.

W oficjalnym komunikacie śledczy piszą:

„Pieniądze przeznaczono na finansowanie kampanii politycznych, w szczególności na opłacanie zespołu osób zajmujących się sztucznym kreowaniem zasięgów, budowaniem poparcia dla określonych narracji politycznych, tworzeniem materiałów propagandowych

oraz przedstawianiem polityków opozycji w negatywnym świetle. Działania te miały być koordynowane zgodnie z wytycznymi przekazywanymi przez Pawła Sz. i osoby z nim współpracujące".

Od dawna mówi się, że prokuratorzy chcą w tej aferze postawić zarzuty samemu Mateuszowi Morawieckiemu. Chodzi co najmniej o niedopełnienie obowiązków, bo jako premier powinien nadzorować działanie Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Morawieckiego miał obciążyć w zeznaniach Paweł Sz., który zdecydował się na współpracę z prokuraturą.

Morawiecki dotąd nie został jeszcze w tej sprawie przesłuchany. Stronnictwo maślarzy, wrogie Mateuszowi Morawieckiemu, z okazji rozłamu, do jakiego doszło właśnie PiS, sufluje teorię, jakoby Morawiecki celowo działał na szkodę partii, by w zamian uzyskać od rządu Donalda Tuska nietykalność właśnie w aferze RARS.

Przeczytaj także:

10:29 27-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Jest wniosek o ekstradycję Ziobry ze Stanów Zjednoczonych

Wniosek o ekstradycję i tymczasowe aresztowanie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry został dziś złożony – przekazała w poniedziałek 27 lipca na konferencji prasowej rzeczniczka Prokuratury Krajowej Anna Adamiak

Co się wydarzyło?

Polska Agencja Prasowa w poniedziałek (27 lipca) przed południem podała na podstawie źródeł zbliżonych do śledztwa, że wniosek o ekstradycję Zbigniewa Ziobry ze Stanów Zjednoczonych już został złożony. Prokuratura Krajowa zapowiedziała tego dnia na godz. 13.15 rano konferencję prasową.

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej Anna Adamiak podczas konferencji potwierdziła, że właśnie dziś przekazano odpowiednim władzom Stanów Zjednoczonych wniosek o ekstradycję i tymczasowe aresztowanie.

„Pismo przewodnie minister przekazał do sekretarza stanu USA Marco Rubio za pośrednictwem polskiej ambasady”

— poinformowała Anna Adamiak.

Dodała, że zgromadzony materiał dowodowy w tym postępowaniu dostarczył podstaw do przyjęcia dostatecznie uzasadnionego podejrzenia, że pan Zbigniew Ziobro mógł popełnić 26 przestępstw.

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ma zarzuty w związku z nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Już w lutym 2026 r. Sąd wyraził zgodne na aresztowanie Ziobry, wystawiono za nim również list gończy.

Wymiar sprawiedliwości długo jednak procedował wniosek prokuratury o wydane za Ziobrą Europejskiego Nakazu Aresztowania. Nie został on wydany, kiedy Ziobro przebywał na Wegrzech. Teraz, gdy po przegranych przez Viktora Orbána wyborach musiał z Węgier uciekać i znalazł się w USA, wniosek o ENA stracił sens i w lipcu ostatecznie warszawski sąd okręgowy odmówił wydania ENA za Ziobrą.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Zbigniew Ziobro przebywa w Stanach Zjednoczonych od 10 maja 2026 roku. Jak ustaliła prokuratura, Ziobro wyleciał 9 maja z Mediolanu do Nowego Jorku, jednak jego obecne miejsce pozywania na terenie USA nie jest dokładne znane.

Prokuratura zarzuca Zbigniewowi Ziobrze popełnienie 26 przestępstw, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz wykorzystywanie stanowiska do działań o charakterze przestępczym.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiadał złożenie wniosku o ekstradycję Ziobry tuż po tym, jak okazało się, że wyjechał do Stanów Zjednoczonych.

Prokuratura w połowie lipca informowała, że wniosek o ekstradycję Ziobry jest analizowany w Biurze Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Krajowej pod kątem spełnienia wymogów formalnych i prace nad nim "potrwają bardzo krótko”.

Natomiast 14 lipca minister Żurek informował, że przekazał do amerykańskiej agencji imigracyjnej ICE pismo w sprawie pobytu Zbigniewa Ziobry w USA. Pytał w nim, na jakiej podstawie prawnej Zbigniew Ziobro przebywa w USA.

Dlaczego Polska zwróciła się w sprawie Ziobry do ICE?

„Zobaczymy, czy Zbigniew Ziobro ma nadany jakiś status w Stanach Zjednoczonych, czy przebywa tam legalnie, czy konieczna jest ekstradycja, czy też jakaś inna forma wydania nam naszego obywatela, który jest poszukiwany listem gończym i ścigany w Polsce”

- wyjaśniał Waldemar Żurek.

Wówczas informował też, że wniosek o ekstradycję jest już niemal gotowy, liczy 300 stron i czeka jeszcze głównie na tłumaczenie.

Przypomnijmy, że Zbigniew Ziobro ma unieważnione paszporty – i zwykły, i dyplomatyczny i genewski, wydany mu wcześniej przez Węgry rządzone przez Orbana. Po wygraniu wyborów nowy premier Peter Magyar cofnął Ziobrze status uchodźcy, dlatego polityk PiS uciekł do Stanów Zjednoczonych. Na jego wjazd do USA miały wyrazić zgodę osoby bliskie prezydentowi Donaldowi Trumpowi.

Przeczytaj także:

09:39 27-07-2026

Prawa autorskie: (Photo by Ed JONES / AFP)(Photo by Ed JONES /...

Ogień pod Bordeaux i Madrytem. 300 tys. osób ewakuowanych

Trwające od kilku dni pożary we Francji i Hiszpanii zmusiły już 300 tys. osób do ewakuacji. Mieszkańcy mówią o apokalipsie, a prezydent Francji Emmanuel Macron w poniedziałek rano przewodniczył spotkaniu grupy antykryzysowej. Dobra wiadomość jest taka, że pożar pod Bordeaux ostatniej nocy przestał się rozprzestrzeniać

Co się wydarzyło?

Według ostatnich danych, pożar na południowym-zachodzie Francji, który strawił już około 42 tys. hektarów lasów i zarośli, co najmniej 240 domów oraz spowodował obrażenia co najmniej 75 strażaków, ostatniej nocy z niedzieli na poniedziałek się nie rozprzestrzenił. To dobra wiadomość, bo sytuacja się ustabilizowała, przynajmniej chwilowo.

Dotąd bowiem, pożar przemieszczał się bardzo gwałtownie i chaotycznie w kierunku aglomeracji Bordeaux i zniszczył obszar siedmiokrotnie większy od nowojorskiego Manhattanu i czterokrotnie większy niż powierzchnia Paryża

W akcji gaśniczej bierze udział 2,5 tysiąca strażaków, 18 samolotów i śmigłowców, w tym również z innych państw Europy oraz wojsko, które z samolotu transportowego zrzuca środek hamującego ogień.

Służbom ratunkowym pomogła ostatniej nocy pogoda – osłabł wiatr, a w okolicach Saint-Jean-d'Illac spadł deszcz. Strażacy jednak ostrzegają, że to wcale nie koniec, bo po nocnym uspokojeniu sytuacja w każdym momencie może znów się pogorszyć.

W poniedziałek rano rzeczniczka rządu Maud Bregeon na antenie radia France Info powiedziała, że w nocy z niedzieli na poniedziałek nie zarządzono dodatkowych ewakuacji i „na tym etapie” nie jest planowana ewakuacja Bordeaux, w którym – w całej metropolii, tzw. Wielkim Bordeaux – mieszka 850 tys. ludzi. O braku takich planów mówił również w niedzielę burmistrz Bordeaux Thomas Cazenave.

Ewakuację prewencyjną przeprowadzono w departamencie Żyrondy poprzedniej nocy – objęła ona 55 tys. ludzi w gminach Marcheprime, Le Barp, Biganos, Mios i Cestas.

Od środy 22 lipca ewakuowano w Żyrondzie 220 tys. osób. Dziennik "Le Parisien” podaje, że to jedna z największych kiedykolwiek zorganizowanych we Francji ewakuacji z powodu pożarów.

W niedzielę wstrzymano kursowanie pociągów do miejscowości na południe od Bordeaux i zamknięto 60-kilometrowy odcinek autostrady A63, prowadzącej z Bordeaux do Hiszpanii.

Pożary dotykają również sąsiedni departament Landes na południe od zatoki Arcachon.

Prezydent Francji Emmanuel Macron w poniedziałek rano przewodniczy spotkaniu grupy antykryzysowej poświęconej pożarom. Francuskie władze podkreślają, że obecnie sytuacja jest pod kontrolą, jednak jest zbyt wcześnie, by mówić o pełnym opanowaniu żywiołu.

Hiszpania też płonie

Z pożarami w ostatnich dniach walczy również Hiszpania, gdzie ogień zbliżył się do Madrytu. W niedzielę przeprowadzono ewakuację Walencji. Jeszcze w niedzielę informowano, że łącznie w Hiszpanii ewakuowano 76 tys. osób, a kolejnym 30 tysiącom zalecono pozostanie w domach.

W poniedziałek rano dowództwo hiszpańskiej obrony cywilnej mówiło już, że z powodu pożarów 175 tys. osób zostało ewakuowanych lub zmuszonych do pozostania w swoich domach. Tymczasem dowódcy akcji gaśniczej przekazali, że pożary w Avili i Wspólnocie Autonomicznej Madrytu połączyły się w jeden, wielki front, mierzący około 160 kilometrów.

„To wyglądało jak apokalipsa. Niczego nie było widać, wszystko pokrywał popiół”

– mówi cytowana przez Euronews Rocío Domínguez, która ewakuowała się z miejscowości Chapinería na zachód od Madrytu.

Dziennik "El Pais” informuje, że w wyniku pożarów w niedzielę zamknięto co najmniej 37 odcinków dróg we Wspólnocie Madrytu oraz w prowincjach Avila, Toledo, Castellon, Guadalajara, Huelva i Teruel.

Sara Aagesen, ministra środowiska mówiła w niedzielę, że w regionach Madrytu, Ávili i Toledo pożary objęły szacunkowo około 77 tys. hektarów.

Jaki jest kontekst?

Pożary wybuchły we Francji i Hiszpanii w połowie ubiegłego tygodnia po tym, jak przez Europę Zachodnią przetoczyła się kolejna fala upałów.

W związku z tym premier Hiszpanii Pedro Sánchez zaapelował do wszystkich sił politycznych o zawarcie „wielkiego paktu” w sprawie przeciwdziałania skutkom kryzysu klimatycznego. Podkreślił, że od stycznia w Hiszpanii spłonęło ponad 150 tys. hektarów, czyli sześć razy więcej niż w tym samym okresie w zeszłym roku.

Według danych Reuters Climate Monitor, zarówno w Bordeaux, jak i w Ávila średnia temperatura w lipcu wyniosła 32 stopnie Celsjusza, czyli prawie 6 stopni Celsjusza powyżej średniej miesięcznej w latach 1961–1990.

Przeczytaj także:

06:03 27-07-2026

Prawa autorskie: Foto Andrew Harnik / Getty Images via AFPFoto Andrew Harnik /...

USA z nową propozycją dla Rosji: najpierw zakończenie nalotów na Ukrainę

Stany Zjednoczone przygotowują nowy pakiet propozycji mających na celu zakończenie wojny między Rosją a Ukrainą. W przeciwieństwie do poprzednich pakietów ten zamierzają najpierw omówić z Ukrainą.

Co się stało?

Amerykanie mają przygotowywać nowe propozycje zatrzymania wojny w Ukrainie i w Rosji. Nowy pakiet według źródeł Reutersa ma zawierać propozycję powstrzymania się stron od ataków na tereny za linią frontu. We wtorek, 28 lipca, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ma rozmawiać o tym w USA z prezydentem Trumpem.

Źródło Reutersa przyznaje, że Kijów proponował już Putinowi powstrzymanie się od ostrzałów, ale ten odmówił. Jednak zachodni urzędnicy uważają, że teraz Kreml mógłby być teraz otwarty na tę propozycję.

Do tej pory Putin opowiadał, że jeśli Ukraina nie przyjmie jego propozycji, to kolejne będą gorsze, gdyż sytuacja Ukrainy się pogarsza. Teraz sytuacja się odwraca. Ukraińcy precyzyjnie niszczą rosyjską gospodarkę, sięgając 3 tys. km w głąb Rosji. Atakują przemysł naftowy, zbiorniki paliw, sieci komunikacyjne. Okupowany Krym jest na skraju katastrofy humanitarnej. W ciągu ostatniego tygodnia Ukraińscy zniszczyli 11 wielkich magazynów platformy sprzedażowej Wildberries, która między innymi handlowała sprzętem dla żołnierzy. Ataki zrujnowały jednak także wielu drobnych sprzedawców cywilnych. Według banku centralnego Rosji uderzenie w Wildberries jest takiej skali, że przełoży się na poziom inflacji w Rosji.

Prezydent Zełenski ogłosił w niedzielę, że Ukraina „uaktualniła listę priorytetowych celów głębokich uderzeń w Rosji”. Nazywa je „dalekosiężnymi sankcjami”.

Rzecznik Putina Pieskow przyznał, że słyszał o nowej propozycji, ale zaznaczył, że Rosja mogłaby ją przyjąć tylko wtedy, gdyby była dla niej korzystna. Kreml zaapelował następnie o ostrożność w kwestii „nadmiernego optymizmu” w kwestii rozwiązania konfliktu na Ukrainie, zauważając, że „nie ma sensu teraz mówić o jakiejś nowej dynamice”.

Jednocześnie inni przedstawiciele Kremla powtórzyli, że warunki Putina pozostają niezmiennie: Ukraina ma oddać cztery obwody, które Putin anektował do Rosji, ale nie zdołał zająć, ma się rozbroić i zrezygnować z prozachodnich aspiracji.

Sam Putin 26 lipca powtórzył swoją opowieść o wojnie. Zrobił to przy okazji obchodów Dnia Floty w Petersburgu. Już drugi rok z rzędu skromnych, bez parady okrętów na Newie – ze względu na ukraińskie zagrożenie. Na transmitowanym w telewizji spotkaniu z wojskowymi Putin znowu opowiadał, że wojna w Ukrainie została wywołana przez Zachód, a rosyjska armia musi naprawić błąd Lenina. Bo to z winy Lenina sto lat temu Donbas trafił do Ukrainy, a nie do Rosji (rosyjskiej republiki sowieckiej).

Jaki jest kontekst?

Przed tygodniem sekretarz stanu USA Marco Rubio powtórzył po raz kolejny swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi, szefowi MSZ Rosji Ławrowowi, że dotychczasowej ustalenia Putina z Trumpem już nie obowiązują. Cokolwiek prezydenci ustalili przed rokiem na Alasce, nie miało formy oficjalnej umowy, a obecnie jest już nieaktualne. Gdyż Ukraina nie zaakceptowała tych propozycji, a obecnie ma jeszcze mniej powodów, by je zaakceptować.

„Ustalenia z Anchorage” nigdy nie były podane do publicznej wiadomości, ale z przecieków wynikało, że Trump miał zgodzić się na oddanie Rosji całego Donbasu, łącznie z jego zachodnimi twierdzami obronnymi, w zamian za możliwość robienia tam wspólnych rosyjsko-amerykańskich biznesów. Strona rosyjska próbowała doprecyzować te ustalenia i dodać do nich kolejne warunki. Tak powstał 28-punktowy plan. Były w nim dodatkowe ograniczenia dla Ukrainy, a także dla innych państw – w tym Polski. Plan został ujawniony przez media i zablokowany.

Przeczytaj także:

Od tej pory Moskwa próbowała przekonać USA do powrotu do rozmów o „duchu Anchorage”. Putin od czerwca dwukrotnie prosił Trumpa o przysłanie na Kreml negocjatorów: zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa. Ci tymczasem rozmawiają obecnie z prezydentem Ukrainy. Stosunek Trumpa do niej wyraźnie się zmienia.

Rosja, która przez dwa lata zakładała, że USA Trumpa zmuszą Ukrainę i Europe do ustępstw na rzecz Kremla, zaczyna rozumieć, że na Trumpa nie może już liczyć. Propaganda Kremla objaśnia to słabością Trumpa – a nie błędnymi kalkulacjami Putina.

Oświadczenie Rubio z 23 lipca Ławrow uznał za niedotrzymanie umowy. Powiedział, że Rosja nie łamie zasady „Ziom powiedział, ziom zrobił” (w Rosji Putina język bandycko-więzienny jest częścią publicznej komunikacji).

Putin jako „ziom”, który dotrzymuje słowa, musi tym bardziej usztywnić swoje stanowisko. Nie może okazać słabości zwłaszcza wobec narastających wewnętrznych problemów Rosji. Nie mogąc liczyć na USA, Putin będzie zapewne starał się zdestabilizować Europę i zniechęcić ją do wspierania Ukrainy,

Przeczytaj także: