Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Iran otwiera Cieśninę Ormuz – na razie jednak tylko na czas obowiązywania zawieszenia broni między Izraelem a Libanem. A to tylko 10 dni
Iran zareagował na izraelsko-libańskie porozumienie o zawieszeniu broni ogłoszone w piątek 17 kwietnia. Irańska blokada Cieśniny Ormuz została czasowo zawieszona.
„Zgodnie z porozumieniem o zawieszeniu broni w Libanie przepływ dla wszystkich statków handlowych przez Cieśninę Ormuz zostaje uznany za całkowicie otwarty przez cały pozostały okres zawieszenia broni” — napisał minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi na portalu X. Porozumienie zostało zawarte jak dotąd jedynie na 10 dni – ma być jednak wstępem do dalszych negocjacji.
„Iran właśnie ogłosił, że irańska cieśnina jest w pełni otwarta. Dziękuję!” — napisał z kolei prezydent USA Donald Trump w serwisie Truth Social.
Na irańską deklarację dość entuzjastycznie zareagowały światowe rynki. Giełdy w Stanach Zjednoczonych notują wzrosty, natomiast cena ropy spadła, notując nawet przez moment w piątkowe popołudnie najniższy od początku konfliktu poziom.
Irańska deklaracja o otwarciu Cieśniny Ormuz to bezpośrednia reakcja na zawarcie porozumienia o zawieszeniu broni między Izraelem a Libanem. Izraelska agresja na Liban była odpowiedzią na ataki ze strony działającego na terenie tego kraju proirańskiego Hezbollahu – i tym samym elementem wojny między USA i Izraelem a Iranem. Zawieszenie broni ma potrwać 10 dni, w tym czasie negocjatorzy z Izraela i Libanu mają podjąć próbę wypracowania bardziej trwałego porozumienia.
„Bez względu na wynik negocjacji Izrael wyjdzie z nich z pozycji dominującej. W przypadku ich powodzenia może liczyć na rozbrojenie Hezbollahu i pokój z Libanem, co pozwoli rządowi Netanjahu skupić się na dalszej aneksji Gazy i Zachodniego Brzegu. Jeśli jednak negocjacje nie dojdą do skutku, a Hezbollah pozostanie aktywny, Izrael zyska pretekst do kontynuowania wojny i zajęcia południowego Libanu.” – pisze w OKO.press
Przeczytaj także:
Dwoje nowych sędziów TK zaprzysiężonych przed prezydentem złożyło zawiadomienie do prokuratora generalnego w związku z uniemożliwianiem przez prezesa TK Bogdana Święczkowskiego pracy pozostałej czwórce nowych sędziów TK – zaprzysiężonych przed Marszałkiem Sejmu
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek skierowali w piątek 17 kwietnia do prokuratora generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodzi o postępowanie prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, który uniemożliwia pracę w Trybunale czwórce sędziów TK wybranych przez Sejm. Bentkowska i Szostek zarzucają Święczkowskiemu przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków a także złamanie kilku artykułów z zakresu prawa pracy.
Sprawa dotyczy postępowania Święczkowskiego wobec sędziów TK Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdy i Anny Korwin-Piotrowskiej – zaprzysiężonych w ubiegłym tygodniu w Sejmie.
„Wobec wyżej wymienionych sędziów doszło do naruszenia obowiązujących przepisów prawa, polegającego na nienawiązaniu stosunku służbowego oraz niepodpisaniu wymaganych dokumentów z nim związanych, a w konsekwencji – nieprzydzieleniu im stanowisk pracy oraz spraw do rozpoznania” – piszą w zawiadomieniu Bentkowska i Szostek.
Po wyborze przez Sejm 6 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego prezydent Karol Nawrocki zaprosił do Pałacu Prezydenckiego na ślubowanie tylko dwoje z nich – właśnie Bentkowską i Szostka. W obliczu tej precedensowej sytuacji niedopełnienia przez prezydenta jego konstytucyjnego obowiązku pozostałych czworo sędziów zostało zaprzysiężonych przed Marszałkiem Sejmu. W tym ślubowaniu uczestniczyli również Bentkowska i Szostek.
Związany z obozem PiS – podobnie jak prezydent – prezes TK Bogdan Święczkowski ogłosił, że czwórki zaprzysiężonych w Sejmie sędziów TK nie uznaje. I nie dopuszcza ich do pełnienia sędziowskich obowiązków w Trybunale.
Przeczytaj także:
Jarosław Kaczyński wystosował pod adresem Mateusza Morawieckiego i jego stronników serię gróźb, która może być również specyficznym zaproszeniem do zawieszenia broni. Kaczyński zapowiada, że jeśli stowarzyszenie Rozwój Plus stanie się konkurencją dla PiS, nie wpuści jego członków na listy wyborcze
Prezes PiS Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej odniósł się publicznie do działań Mateusza Morawieckiego i jego stronników, którzy utworzyli niezależne od struktur PiS stowarzyszenie Rozwój Plus. Choć padły mocne słowa i sugestie, że ktokolwiek będzie budował ofertę konkurencyjną wobec PiS, zostanie z partii wyrzucony, w gruncie rzeczy był to również rodzaj próby deeskalowania wewnętrznego konfliktu wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Kaczyński wydaje się od Morawieckiego wymagać potwierdzenia lojalności i jakiegoś rodzaju gwarancji, że Rozwój Plus nie stanie się polityczną konkurencją wobec PiS.
„Wszystko zależy od charakteru tego stowarzyszenia. Ja już mówiłem o tym, co jest dopuszczalne, a bywa nawet pożyteczne, a co nie – i nie ma sensu do tego wracać. Konsekwencje są równe dla wszystkich” – mówił Kaczyński w odpowiedzi na pytanie, czy Mateusz Morawiecki zostanie wyrzucony z partii za utworzenie swego stowarzyszenia. Zaraz jednak Kaczyński zasugerował, że jeszcze nie uznał działalności stowarzyszenia Rozwój Plus za nieodwołalnie niedopuszczalną i niepożyteczną. I w swoim charakterystycznym stylu sformułował pod adresem Morawieckiego groźbę, która zarazem była rodzajem oferty:
„Jeżeli będą padały takie sformułowania, które padały niestety także z ust osób bardzo ważnych, że to jest pewna nowa propozycja dla naszego elektoratu, to trzeba wybrać. Jasno mówię, że dla ludzi, którzy by się w to angażowali, miejsc na naszych listach nie będzie. Mam nadzieję, że ci, którzy podjęli takie działania, zrozumieją, że jest to nie tylko na szkodę PiS, ale także na szkodę Polski” – mówił Kaczyński.
Innymi słowy – Kaczyński podjął próbę wytyczenia granicy, której Morawieckiemu i jego ludziom nie wolno przekroczyć: Stowarzyszenie Rozwój Plus nie może się pozycjonować jako oferta o charakterze politycznym. Nie może też być platformą do budowy ugrupowania konkurencyjnego wobec PiS.
Kaczyński dopowiedział to zresztą niemal wprost:
„Chodzi o to, żeby to nie doprowadziło do sytuacji, którą można by nazwać, że przy pomocy instytucji i możliwości naszej partii, będzie się tworzyło partię nową, która nie jest w tej chwili potrzebna na polskiej scenie politycznej. Potrzebna jest jedność PiS i jedność polskiej prawicy.” – mówił prezes PiS.
Mateusz Morawiecki ogłosił w środę 16 kwietnia wieczorem za pośrednictwem WP.pl utworzenie stowarzyszenia pod nazwą Rozwój Plus. W skład tej organizacji weszli przede wszystkim posłowie i działacze PiS związani z Morawieckim w ramach partyjnej frakcji określanej mianem „harcerzy” lub „M&M'sów”. Na liście są m.in. Michał Dworczyk, Waldemar Buda, Marcin Horała, Paweł Jabłoński, Piotr Müller, Olga Semeniuk-Patkowska, Mirosława Stachowiak-Różecka czy Krzysztof Szczucki. Łącznie Morawieckiemu udało się pozyskać aż 34 posłów.
Ten ruch Morawieckiego zdecydowanie nie spodobał się zarówno partyjnej centrali PiS, jak i bardziej twardoprawicowym frakcjom tej partii – ze zwolennikami Przemysława Czarnka i ziobrystami na czele.
W tej chwili w partii Kaczyńskiego trwają narady, co zrobić z Mateuszem Morawieckim i jego stronnikami. Z perspektywy interesów PiS każde z możliwych rozstrzygnięć jest zaś obarczone sporym ryzykiem.
Przeczytaj także:
Rekordowo niskie wyniki sondażowego poparcia dla PiS odnotował w swym najnowszym badaniu CBOS. Zarazem według sondażowni wzrasta poparcie dla Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej
W najnowszym sondażu CBOS, którego wyniki opublikowano dziś, powiększa się dystans między Koalicją Obywatelską a PiS. Podczas gdy największa z partii koalicji rządzącej otrzymała w 32 proc. wskazań, Prawo i Sprawiedliwość może liczyć na jedynie 18,2 proc respondentów. Aż 13 proc. badanych zadeklarowało, że swój głos oddałoby na Konfederację a 8,7 proc. na Konfederację Korony Polskiej.
Nowa Lewica otrzymała w sondażu CBOS 5,8 proc. wskazań, partia Razem 4,9 proc., PSL 3 proc. a Polska 2050 0,7 proc.
Respondenci odpowiadali na pytanie „Na kandydata której partii lub ugrupowania głosował(a)by Pan(i) w wyborach do Sejmu?”
Według sondażu CBOS partie obecnej koalicji rządzącej mogłyby zatem liczyć łącznie na 41,5 proc. głosów. Z kolei suma poparcia partii prawicowych wyniosłaby łącznie 39,9 proc.
Niezdecydowanych było 10,8 proc.
Sondaż został przeprowadzony na 1000 osobowej próbie dorosłych mieszkańców Polski metodami CATI/CAWI w dniach 13-15 kwietnia.
CBOS dokonał też prognozy wyników wyborczych uwzględniając głosy respondentów wahających się lub odmawiających odpowiedzi na pytanie. Według tych wyliczeń prawica ma zdecydowaną przewagę:
Pod progiem wyborczym nadal pozostawałyby PSL (3,7 proc.) i Polska 2050 (1,5 proc.).
Ostatnie sondaże innych ośrodków badawczych, których wyniki zostały w tym tygodniu opublikowane w mediach (Opinia24 i IBRiS) dają PiS między 22 a 23 proc. poparcia. CBOS miewał zaś w przeszłości pewną skłonność do niedoszacowywania wyników aktualnych partii opozycyjnych. Na przykład 15 września 2023 roku, czyli na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi, w wyniku których PiS stracił władzę, sondaż CBOS dawał PiS szansę na 36 proc. głosów, podczas gdy poparcie KO szacował na jedynie 18 proc. (sic!) a Trzecią Drogę plasował poza Sejmem z wynikiem 4 proc.. W wyborach parlamentarnych 15 października 2023 r. PiS uzyskał wynik zbliżony do szacowanego we wrześniowym sondażu CBOS (35,4 proc.), jednak KO uzyskała o 12 pkt proc. więcej (30,7 proc) a Trzecia Droga o 10 pkt proc. więcej niż w sondażu CBOS (14,4 proc).
Zaznaczmy przy tym, że sondaż CBOS z września 2023 roku był wykonywany według niestosowanej już przez tę sondażownię do badania preferencji partyjnych metodologii CAPI, czyli badania bezpośredniego. Obecnie CBOS prowadzi sondaże metodami CATI/CAWI, czyli za pomocą wywiadów telefonicznych i internetowych.
Premier Donald Tusk jednoznacznie oskarżył prezydenta Karola Nawrockiego i jego obóz polityczny o uleganie wpływom firmy Zondacrypto dla korzyści finansowych
Donald Tusk na zwołanej przed Kancelarią Premiera konferencji prasowej otwarcie oskarżył prezydenta Karola Nawrockiego i polityków PiS i Konfederacji o uleganie wpływom handlującej kryptowalutami firmy Zondacrypto, której działalność kończy się właśnie gigantyczną aferą finansową. Tusk nazwał ją „kryptoaferą PiS”.
Przeczytaj także:
„Te bardzo złe i mocne informacje były do dyspozycji posłów — przedstawiłem je 5 grudnia podczas tajnego posiedzenia Sejmu. Odpowiednie dokumenty otrzymał również prezydent Nawrocki — wie dokładnie tyle, ile ja wiem na ten temat. A ta wiedza jest jednoznaczna. Wielki wpływ na decyzje i działania ważnych polityków prawicy, a także promocja tych polityków — w tym obu prezydentów Dudy i Nawrockiego — uzyskała Zondacrypto” – mówił Tusk na konferencji prasowej.
„Ten wpływ był także widoczny, jeśli chodzi PKOl i pana Piesiewicza. Ostatnio okazało się również, że ta firma cementowała wypłatami pieniędzy dla posłów Konfederacji i PiS-u. Poinformowałem także — chociaż tu nie będę ujawniał wszystkich szczegółów, ze względu na kwestie operacyjne służb specjalnych — korzenie tej firmy, która dzisiaj powoduje lęk tysięcy inwestorów są wyjątkowo złowrogie.” – mówił premier.
„Robią to przy otwartej kurtynie, przy zapalonym świetle, bezwstydnie.” – tak komentował szef rządu współpracę polityków prawicy z Zondacrypto. Tusk odniósł się też do tego, że część najważniejszych polityków PiS wyszła z sejmowej sali tuż przed dzisiejszym głosowaniem ws prezydenckiego weta. „Ta ucieczka Kaczyńskiego czy Błaszczaka od odpowiedzialności, pokazuje, że informacje dotarły nawet do nich” – mówił szef rządu.
W piątek 17 kwietnia Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta w sprawie ustawy mającej uregulować w Polsce rynek kryptowalut.
Za odrzuceniem weta było 243 posłów, przeciw było 191, a 3 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem weta opowiedziały się Koalicja Obywatelska, Polska 2050, Lewica, Centrum i PSL. Przeciwko byli posłowie PiS, Konfederacji i koła Demokracja Bezpośrednia.
Nie udało się zatem odrzucić weta, do tego bowiem potrzeba 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Podczas poprzedniej próby odrzucenia weta prezydenta, jeszcze w grudniu 2025 r. „za” było dokładnie tyle samo posłów – 243, „przeciw” głosowało 192.
W głosowaniu nie wzięło udział łącznie 17 posłów PiS – w tym tak ważni politycy tej partii jak Jarosław Kaczyński, Mariusz Błaszczak czy Anita Czerwińska.
Przeczytaj także: