Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Komisja Europejska opowiedziała się po stronie Anglii przed półfinałem mistrzostw świata z Argentyną. Deklaracja przypada na czas, gdy Londyn i Bruksela odbudowują relacje po Brexicie.
— Życzymy angielskiej drużynie i jej licznym zawodnikom irlandzkiego pochodzenia wszystkiego najlepszego w dzisiejszym półfinale przeciwko Argentynie — powiedział w środę, 15 lipca, zastępca głównego rzecznika Komisji Europejskiej Olof Gill. — I tak, oczywiście, liczymy na całkowicie europejski finał — dodał rzecznik.
O deklarację poparcia zapytał portal Euractiv. Dziennikarze Euractiv zaznaczają, że wypowiedź rzecznika Gilla nie była przypadkowa ze względu na trwające ocieplenie relacji między Londynem a Brukselą.
Ustępujący premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zabiegał o „reset” stosunków z UE od objęcia władzy w 2024 roku. W maju 2025 roku obie strony uzgodniły na pierwszym od Brexitu szczycie „reset” relacji, obejmujący współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, obronności i handlu.
W kwietniu 2026 roku Londyn i Bruksela sfinalizowały powrót Wielkiej Brytanii do programu Erasmus+ od 2027 roku. Z kolei w bieżącym tygodniu brytyjski rząd uzgodnił udział w unijnym programie pożyczkowym finansującym zakupy uzbrojenia dla Ukrainy.
Wczoraj (14 lipca) dokonał się inny akt zbliżenia Wielkiej Brytanii i UE. Brytyjscy i hiszpańscy urzędnicy oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej podpisali porozumienie znoszące kontrolę osób i towarów na granicy lądowej między Hiszpanią a Gibraltarem, brytyjskim terytorium, którego nie objęła umowa brexitowa między UE a Wielką Brytanią.
Brytyjczycy zagłosowali za opuszczeniem Unii w 2016 roku, a kraj formalnie wystąpił z niej w 2020 roku.
Anglia mierzy się dziś wieczorem z broniącą tytułu Argentyną w półfinale mundialu. Spotkanie ma ogromny historyczny i polityczny podtekst związany z wojną o Falklandy z 1982 roku i pamiętnym ćwierćfinałem mistrzostw świata w 1986 roku, w którym Diego Maradona zdobył gola ręką.
Zwycięska drużyna zmierzy się w finale mundialu z Hiszpanią, która pokonała wczoraj Francję. Anglia zdobyła mistrzostwo świata tylko raz, w 1966 roku, będąc gospodarzem turnieju.
Przeczytaj także:
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka poparła kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Za było 17 posłów, przeciw 9. Za kontrkandydatem z PiS, Adamem Borowskim było 10 osłów, 18 przeciw
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka po zadaniu pytań kandydatom na urząd RPO przegłosowała 15 lipca rekomendację dla Sejmu. Głosowanie w Sejmie odbędzie się w piątek 17 lipca. Za kandydatką KO i Lewicy Sylwią Gregorczyk-Abram opowiada się wyraźna większość.
Przesłuchanie przed komisją przypominało wysłuchanie publiczne z poprzedniego dnia, kiedy kandydaci na stanowisko RPO odpowiadali na pytania przedstawicieli organizacji pozarządowych. Opisaliśmy je ze szczegółami i cytatami w OKO.press.
Przeczytaj także:
Kandydaci powtarzali przed komisją swoje wcześniejsze stwierdzenia, Adam Borowski, który głównie skupiał się na anegdotach, powtórzył je także 15 lipca.
Przesłuchanie przed komisją było jednak o połowę krótsze, bo trwało tylko trzy godziny. Było też bardziej politycznym spektaklem niż próbą poznania poglądów kandydatów. Posłowie PiS atakowali Sylwię Gregorczyk-Abram i próbowali jej przypisać osobistą odpowiedzialność za przejęcie TVP w grudniu 2023 r. Sugerowali, że to ona stała za operacją prawną, bo pracowała w tej samej kancelarii prawnej, w której pomocy szukała wtedy prokuratora Ewa Wrzosek.
Grozili kandydatce odpowiedzialnością karną i komisją śledczą „po wyborach za rok”.
Gregorczyk-Abram odpowiadała precyzyjnie, odwołując się do prawa i panując nad każdym słowem.
Posłowie koalicji zarzucali Adamowi Borowskiemu brak wiedzy prawniczej i zaangażowanie polityczne.
Doprowadzili w końcu do tego, że kandydat wszedł w rolę działacza politycznego i szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”.
Zaczął wykrzykiwać do mikrofonu, że jego przeciwnicy polityczni i ludzie demonstrujący przeciw działaniom Roberta Bąkiewicza to swołocz. Tak jak 14 lipca na wysłuchaniu, tak i przed komisją Borowski właśnie z Bąkiewicza uczynił symbol prześladowań rządu Tuska. Opowiedział, że w czasie protestów kobiet – tak jak Robert Bąkiewicz — bronił w Warszawie przed kobietami kościoła (Bąkiewicz – kościoła Świętego Krzyża, Borowski – kościoła św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży). A pytany o represjonowanie demonstrujących, wyraził oburzenie, że kobiety używały wulgarnych haseł.
Jakby nawiązując do relacji OKO.press z wysłuchania publicznego, Borowski podkreślił, że on i Sylwia Gregorczyk-Abram pochodzą z dwóch światów.
Napisaliśmy bowiem w relacji: „kandydaci pokazali się jako osoby pochodzące z dwóch światów. Sylwia Gregorczyk-Abram – sprawna prawniczka, znająca doktrynę praw człowieka, umiejąca przechodzić od szczegółu do ogółu i odwrotnie. Adam Borowski – nieporadny, ale pełen pasji, snujący anegdotyczne opowieści powiązane komentarzem politycznym o złych elitach".
Figurę dwóch światów rozwijali też posłowie PiS. Wskazywali, że wykształcona adwokatka zna się na paragrafach i sygnaturach, ale nie zna prawdy o życiu i ludzkiej krzywdzie – tak jak Borowski, który walczył z komuną i bronił TVP Kurskiego.
Borowski też odwoływał się do swojej działalności opozycyjnej sprzed 40 lat. Ma ona dawać rękojmie, że i teraz będzie w stanie sprzeciwiać się władzy. „Ona – pierwszy raz zwrócił się wprost do Gregorczyk-Abram – nie będzie broniła sędziów”.
Był to skrót myślowy, który mógł się odnosić zarówno do niesprawiedliwych wyroków sądów, o których wcześniej opowiadał kandydat, jak i do sytuacji neo-sędziów, których status jest obecnie kwestionowany. Borowski uważa to za bezprawne, popiera wszystkie działania PiS i Karola Nawrockiego w sprawie sędziów i sądownictwa.
O ile Gregorczyk-Abram wskazywała na najróżniejsze problemy z prawami kobiet, osób z niepełnosprawnościami, uczniów (więcej o tym było na wysłuchaniu publicznym 14 lipca) i dowodziła, że o te prawa upominała się także wobec obecnej władzy, dla Borowskiego i posłów PiS sprawy te jakby nie były warte uwagi czy też miana spraw godnych RPO. Dla nich dowodem łamania praw człowieka w Polsce są kłopoty prawne działaczy PiS i próby rozliczania ich za działania z czasów rządów PiS.
Przeczytaj także:
Po głosowaniu w Sejmie wybrany kandydat musi zdobyć poparcie Senatu. Zgodnie z Konstytucją Sejm powołuje go bowiem za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję.
Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa nieodwołalnie 23 lipca. Tak zdecydował w 2021 r. Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej. Uznał, że kadencja Rzecznika mija, nawet jeśli parlament nie jest w stanie wyłonić jego następcy.
Przeczytaj także:
Było to rozstrzygnięcie związane z ówczesną sytuacją: na przełomie 2020 i 2021 r. PiS wybierał w Sejmie swojego kandydata na RPO, ale w Senacie większość miała opozycja i kandydatury nie akceptowała. Trwało to ponad pół roku i ostatecznie TK ogłosił, że w takim razie kadencja Bodnara i tak się kończy. Jeśli więc nie uda się wybrać następcy, to po prostu Rzecznika Praw Obywatelskich w Polsce nie będzie.
Do RPO może się zgłosić każdy, kto uważa, że instytucje państwa naruszyły jego prawa. W ten sposób dzięki RPO można sprawdzić, jak przyjęte prawo działa w praktyce — czy jest dobrze stosowane, rozumiane i czy nie zawiera błędów.
RPO ma prawo do
Przeczytaj także:
Czyje interesy reprezentował w rządzie Orbána Péter Szijjártó: Węgier czy Chin? – pytają politycy obecnie rządzącej Tiszy. Szijjártó wspierał chińskie firmy jako minister
Były minister spraw zagranicznych Węgier i jeden z najbliższych współpracowników Viktora Orbána, Péter Szijjártó, ogłosił w środę 15 lipca 2026, że zrezygnował z zasiadania w parlamencie. Obejmie stanowisko kierownicze w chińskim gigancie produkującym auta elektryczne, firmie BYD.
Szijjártó poinformował na Facebooku, że przyjął „niezwykle prestiżową ofertę” od firmy i zostanie „dyrektorem odpowiedzialnym za relacje zewnętrzne grupy i rozwój nowych linii biznesowych”. Według informacji portalu Telex w nowej pracy Szijjártó „będzie podróżował więcej niż jako minister spraw zagranicznych”.
„Dzięki temu wyborcy Fideszu z perspektywy czasu mogą zrozumieć, czyje interesy reprezentował były minister spraw zagranicznych upadłego rządu Orbána, gdy inwestował miliardy w akumulatory i motoryzację” – skomentował premier Péter Magyar. Dodał:„Całkowity rozpad byłej partii rządzącej, Fideszu, postępuje w coraz szybszym tempie”.
„Inwestycje BYD w Szegedzie, Budapeszcie, Komáromie i Fót również otrzymały miliardowe wsparcie od państwa za kadencji Pétera Szijjártó” – przypomina portal hvg.
Według węgierskich mediów Viktor Orbán wiedział o decyzji Szijjártó. „Omawiali ją osobiście dwukrotnie w ostatnich tygodniach”. Przejście Szijjártó do BYD Orbán nazwał „transferem lata”.
Péter Szijjártó zasiadał w węgierskim od 2002 roku. Był między innymi osobistym rzecznikiem premiera Viktora Orbána. A później przez 12 lat ministrem spraw zagranicznych i handlu zagranicznego.
W grudniu 2021 roku rząd rosyjski odznaczył go Orderem Przyjaźni za rozwój stosunków dwustronnych z Rosją, który odebrał w Moskwie z rąk ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa.
Szijjártó był gorącym orędownikiem chińskich samochodów elektrycznych. Kiedy Unia Europejska planowała nałożyć na nie cła, powiedział: „Węgry są dobrym przykładem tego, jak cywilizowana współpraca Wschód-Zachód może przynieść poważne korzyści gospodarcze. Uważam, że jeśli chcemy poprawić drastycznie pogarszającą się konkurencyjność Unii Europejskiej, nie możemy tego robić, traktując Chiny jako rywala i nie budując chińsko-europejskiej współpracy, lecz kreując swego rodzaju europejsko-chińską konfrontację”.
Ale wsparcie Szijjártó dla chińskich producentów aut to nie tylko słowa. Szijjártó otwierał chińskie fabryki w węgierskich miastach. A nawet wspierał chińskie firmy miliardami forintów. Jeszcze tydzień przed opuszczeniem stanowiska, po przegranych wyborach, przyznał dotacje 12 firmom, w tym chińskiemu producentowi części do samochodów i chińskiej firmie produkującej ciężkie maszyny.
Głośny był skandal wokół chińskiej fabryki akumulatorów w miejscowości Debreczyn, która była przez lata bastionem Fideszu. Budowę fabryki firmy CATL – największego na świecie producenta baterii litowo-jonowych do pojazdów elektrycznych – ogłosił właśnie Szijjártó. Nazwał ją największą inwestycją w historii Węgier.
„Mimo wielkich nadziei fabryka okazała się jednak źródłem kolejnych kłopotów dla ekipy Orbana. Według śledztwa portalu Direkt36 na tym widowiskowym projekcie najwięcej zarobił stary przyjaciel szefa węgierskiej dyplomacji – Szilárda Benkő” – pisałyśmy z Pauliną Pacułą w korespondencji z Debreczyna w czasie kampanii wyborczej w 2026 roku.
„Ale korupcja to nie wszystko. Okazało się, że zarządzający fabryką nie dbają o bezpieczeństwo pracowników. W marcu 2026 kandydat Partii Tisza do parlamentu okręgu Hajdú-Bihar, Zsolt Tárkányi, opublikował film, w którym kobieta pracująca w fabryce opowiada, że w połowie lutego uległa zatruciu w fabryce, po tym jak – jak twierdzi – zmuszono ją do wykonywania prac, do których nie miała kwalifikacji”. W kwietniowych wyborach Fidesz przegrał w dotychczasowym bastionie, większość głosów zdobyła Tisza.
W kwietniu 2026 roku organizacja China Labor Watch ujawniła, że część osób pracujących przy budowie fabryki BYD w węgierskiej Szegedzie była zmuszana do pracy w ekstremalnych warunkach. W czerwcu jeden z pracowników zginął. Sprawa trafiła do Komisji Europejskiej. Firma jest też podejrzewana o skażenie gleby.
Wspieranie chińskiego przemysłu było elementem strategii Fideszu. Orbán starał się równoważyć inwestycje niemieckie i chińskie na Węgrzech. Zwłaszcza w ostatnim roku rządów opierał się na współpracy z chińskim biznesem. Chińczycy dawali nadzieję na stworzenie nowych miejsc pracy i rozruszanie węgierskiej gospodarki, która pogrążała się w kryzysie.
Po przegranych wyborach środowisko Orbána rozpada się. Szijjártó jest kolejnym politykiem Fideszu, który porzucił karierę polityczną. Wcześniej
Natomiast była polityczka Fideszu i była pełnomocniczka rządu ds. kosmosu Orsolya Ferencz ogłosiła, że będzie tworzyć nową partię.
Przeczytaj także:
Unia Europejska nie będzie automatycznie przyznawać ochrony czasowej nowo przybyłym Ukraińcom podlegającym obowiązkom wojskowym, jeśli nie udowodnią, że legalnie opuścili kraj albo są z tych obowiązków zwolnieni. Państwa UE uzgodniły nowe zasady 15 lipca. Decyzję musi jeszcze formalnie zatwierdzić Rada UE.
Ograniczenie obejmie wyłącznie osoby, które wystąpią o ochronę po wejściu nowych przepisów w życie. Ukraińcy już objęci ochroną czasową w UE zachowają dotychczasowe prawa.
Zmiana dotyczy przede wszystkim mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. Aby otrzymać ochronę, będą musieli okazać dokument potwierdzający legalny wyjazd z Ukrainy. Może to być paszport ze stemplem ukraińskiej straży granicznej albo zaświadczenie o zwolnieniu z obowiązków wojskowych bądź o ich wypełnieniu.
Bez takiego dowodu nowo przybyła osoba nie zostanie automatycznie objęta prawem pobytu i pracy ani dostępem do mieszkania, opieki medycznej i pomocy społecznej wynikającymi z unijnego mechanizmu.
Zmianę wprowadzono na prośbę władz w Kijowie. Ukraina potrzebuje kolejnych żołnierzy do obrony przed rosyjską inwazją. Państwa UE zgodziły się jednocześnie przedłużyć ochronę czasową ukraińskich uchodźców i uchodźczyń spoza grupy mężczyzn objętych obowiązkiem wojskowym do 4 marca 2028 roku. Rada UE ma formalnie przyjąć decyzję w najbliższych tygodniach.
Ukraina wprowadziła stan wojenny 24 lutego 2022 roku, w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Mężczyźni w wieku od 25 do 60 lat, którzy mogą zostać powołani do wojska, z reguły nie mogą opuszczać kraju (przepisy przewidują jednak wyjątki).
Około 1,17 mln dorosłych ukraińskich mężczyzn korzysta obecnie z ochrony czasowej w UE, podaje portal Politico Europe. W 2023 roku ukraińskie media szacowały, że do państw Unii wyjechało około 650 tys. mężczyzn w wieku poborowym.
Unijny mechanizm ochrony uruchomiono w marcu 2022 roku. Zapewnia uchodźcom prawo do legalnego pobytu, pracy, edukacji, opieki medycznej i świadczeń. Na koniec maja 2026 roku korzystało z niego 4,38 mln osób. Dotychczasowe zasady miały wygasnąć 4 marca 2027 roku.
W Polsce zakres pomocy ograniczyła tzw. ustawa wygaszająca, obowiązująca od 5 marca 2026 roku. Uchodźcy zachowali prawo pobytu i pracy, ale dostęp do części opieki medycznej, pomocy mieszkaniowej i świadczenia 800+ uzależniono od aktywności zawodowej.
Wyjątki przewidziano m.in. dla dzieci, kobiet w ciąży i osób w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, aczkolwiek nie wszystkich. Pomocy pozbawi0na została część osób starszych, chorych i opiekujących się dziećmi ze szczególnymi potrzebami.
Przeczytaj także:
Jarosław Kaczyński ogłosił, że przystępuje do budowy paktu senackiego z Markiem Wochem. „To fantastyczna wiadomość, widać, że PiS jest w stanie przyciągnąć bardzo wpływowych ludzi” – szydzi Sławomir Mentzen.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński wystąpił w środę na wspólnej konferencji z Markiem Wochem, byłym kandydatem na prezydenta w 2025 roku. Ogłoszono, że między politykami doszło do porozumienia „w celu wspólnego wystąpienia formacji prawicowych w Senacie”.
„Forma tego wystąpienia, czy to będzie bezpośredni sojusz, czy jakiś komitet społeczny, który jakby zainicjuje te wspólne działanie, nie jest w tej chwili jeszcze przesądzona. Tutaj potrzebne są szersze rozmowy (...) Natomiast na pewno musimy się zjednoczyć po to, żeby Senat przestał być miejscem, gdzie dominuje lewica i lewicowi liberałowie” – wyjaśniał Jarosław Kaczyński.
„Pan Tusk, pan Kosiniak-Kamysz, pan Czarzasty i pan Szymon Hołownia dogadują się w tzw. pakcie centrowo-lewicowym (...) logiczną jest ta decyzja, żeby na prawej stronie wszystkie środowiska, które zrozumiały to, co się zadziało w '23 roku, dochodziły do porozumień” – mówił Marek Woch.
Marek Woch to lider Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy (jest to pewnego rodzaju odprysk środowiska Bezpartyjnych Samorządowców), który w 2025 roku startował w wyborach prezydenckich. Woch spośród 13 kandydatów w pierwszej turze zajął 13 miejsce i wyścig zakończył z wynikiem 18 tysięcy głosów, co przełożyło się na 0,09% poparcia.
Po wyborach prezydenckich Marek Woch zaczął zawiązywać sojusze z rozmaitymi środowiskami skrajnej prawicy i prorosyjskimi stowarzyszeniami, o czym na łamach OKO.press pisała Anna Mierzyńska. Zawarł także pakt z Grzegorzem Braunem w sprawie potencjalnego wspólnego startu w 2027 roku.
Przeczytaj także:
To pierwsze tego rodzaju ogłoszenie współpracy Prawa i Sprawiedliwości w ramach tzw. prawicowego paktu senackiego. Najważniejszymi składowymi takiej ewentualnej koalicji były oczywiście dwie Konfederacje — Konfederacja Wolność i Niepodległość Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Jak na razie nie ma jasnych deklaracji co do takiej współpracy. Największy znak zapytania dotyczy oczywiście formacji samego Brauna, z którym koalicję już kiedyś publicznie wykluczał Jarosław Kaczyński. Politycy Konfederacji WiN nie mówią paktowi senackiemu nie, ale stawiają warunki, m.in. taki, by patronem takiego porozumienia był prezydent Karol Nawrocki.
Sławomir Mentzen zdążył już skomentować ogłoszenie o pakcie Woch-Kaczyński.
„Kaczyński załatwił PiS-owi pakt senacki z Markiem Wochem.
To fantastyczna wiadomość, widać, że PiS jest w stanie przyciągnąć bardzo wpływowych ludzi.
W kolejnym kroku Kaczyński załatwi PiS-owi używaną oponę do Stara. Albo choinkę o zapachu kokosowym do malucha :)” – napisał lider Konfederacji na Twitterze (X).
Głos zabrał także wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz:
„Ostrzegam przed tymi oportunistami w przebraniu. Prawda wychodzi na jaw. Dziś PiS ma twarz Brauna.
Marek Woch, który jeszcze niedawno budował „gaśnicowy front” z Braunem teraz ogłasza start do Senatu z PiSem. To kolejny krok w budowie sojuszu radykałów. PiS = Braun”.
Przeczytaj także: