„Drodzy młodzi ludzie, kroczycie teraz główną ulicą historii. Bądźcie z tego bardzo dumni! Zmieńmy razem system!” Peter Magyar wierzy, że w niedzielę pokona Viktora Orbána
„Jutro miliony Węgrów potwierdzą, że miejsce Węgier było, jest i pozostanie w Europie (...) Jutro, po dekadach, odzyskamy naszą ojczyznę. Bo nie daliśmy Orbánowi mandatu do zniszczenia państwa ani do podporządkowania go Rosji” – mówił z nadzieją w ostatniej kampanijnej mowie lider węgierskiej opozycji Péter Magyar.
Finałowy wiec kampanii opozycyjna Tisza zorganizował w 200-tysięcznym Debreczynie, mieście, w którym od 1998 roku wygrywał Fidesz. To miasto-symbol. Nazywane „drugą stolicą Węgier”. Dotychczas dla węgierskiej opozycji kraj poza Budapesztem był terytorium niezdobytym. To się właśnie zmienia i to jeden z powodów, dlaczego Viktor Orbán jeszcze nigdy nie był tak blisko utraty władzy.
W niedzielę 12 kwietnia 2026 obywatelki i obywatele Węgier będą głosować w wyborach parlamentarnych. Przedwyborcza atmosfera wskazuje na to, że frekwencja będzie rekordowa. Byłyśmy na finałowym wiecu opozycji.
„Jutro miliony Węgrów wezmą los kraju we własne ręce i pokażą, że głos narodu ma największą moc (…) Pokonamy Fidesz i wyzwolimy naszą ojczyznę z korupcji, klientelizmu, nienawiści, kłamstw i zubożenia!” – mówi zachrypniętym głosem Peter Magyar ze sceny podczas ostatniego wieczoru morderczej kampanii, która może przynieść jego partii zwycięstwo.
Kiedy wiec na Placu Uniwersyteckim się rozpoczyna, jest jeszcze jasno. Kończy się w blasku płonących pochodni. Im robi się ciemniej, tym bardziej tłum gęstnieje. Przeważają młodzi, ale są też starsze osoby, rodziny z dziećmi.
Tak jak przez całą kampanię, Magyar szedł na scenę przez tłum, trzymając wysoko uniesioną węgierską flagę.
Niewysoki, ale mocnym głosem mówi o skorumpowanym, oligarchicznym, opartym na strachu i propagandzie państwie Orbana. Konsekwentnie buduje obraz: obywatele kontra zawłaszczone państwo.
„Chcieli być hrabiami, baronami, książętami, potentatami” – mówi o politykach Fideszu. Niemal trudno uwierzyć, że w ten ostatni wieczór Viktor Orban zadbał o to, by być żywą ilustracją zarzutów opozycyjnego lidera. Gdy Magyar mówi, że Orban i jego ludzie chcieli „popisywać się na zamkach i jachtach”, walczący o reelekcję premier przemawiał na wiecu pod zamkiem w Budapeszcie. Bombastyczna oprawa wiecu Orbana kontrastuje ze skromną scenografią Tiszy w Debreczynie.
Magyar przypomina raz jeszcze: to historyczny moment, ostatnia szansa, „teraz albo nigdy”, jak głosi hasło na banerach Tiszy. Powtarza, że Węgry nie są własnością Fideszu.
„Nie chcą nas kształcić, lecz prowokować i skłócać Węgrów między sobą. Nie chcą wolnych obywateli, lecz poddanych – ludzi, których można zastraszać, utrzymywać w strachu, których można terroryzować w czasach wojny i którzy nie będą zadawać pytań. Chcieli rządzić Węgrami tak jak ich poprzednicy – sowieccy, austriaccy czy tureccy. Ale dziś naród węgierski znów stoi przed wyborem i może zdecydować o swoim losie.”
Choć Magyar przypomniał wszystkie najważniejsze wątki swojego kampanijnego przekazu, ta mowa jest nieco inna niż jego wcześniejsze przemówienia. Więcej w niej odniesień do tego, co się wydarzy później. W poniedziałek po wyborach musi się rozpocząć jednocześnie proces pojednania społeczeństwa i rozliczania władzy. „Ujawnimy tajne umowy rządu Orbána, tajne decyzje rządu oraz protokoły z posiedzeń rządu”, mają być śledztwa w sprawie rosyjskich wpływów i trwonienia majątku państwowego.
Lider opozycji obiecuje nową konstytucję, którą napisze społeczeństwo i zatwierdzi w referendum.
„Od 13 kwietnia Węgry będą państwem demokratycznym i konstytucyjnym – nie nieliberalnym, nie ograniczonym, nie hybrydowym, nie populistycznym, lecz po prostu demokracją opartą na rządach prawa. Prosimy was o mandat, aby nasz kraj znów stał się państwem prawa.”
„Śmiali się z nas, kiedy mówiliśmy, że polityka nie dzieje się tylko w Budapeszcie, lecz w całych Węgrzech: w Debreczynie, Sopronie, Komló, Ajce, Csórze czy nawet w Sajószentpéter i Szemere. A teraz rozejrzyjcie się wokół – to właśnie jest polityka. Polityka stała się wszystkim” – mówi Magyar, podkreślając znaczenie swojej strategii wyborczej, która polegała na intensywnym objeździe większości węgierskich miejscowości – szczególnie tych, które do tej pory uchodziły za bastion Fideszu.
W Debreczynie dwa lata temu rozpoczął marsz po zmianę systemu. Wtedy pewnie nikt by się nie założył, że ten prawnik i dyplomata, wieloletni członek Fideszu, były mąż ministry sprawiedliwości w rządzie tej partii, będzie tak blisko obalenia rządzącego od 16 lat Orbana.
„Od kwietnia 2024 roku odwiedziłem ponad 700 miejscowości. W niektórych byłem sześć albo siedem razy”. Ostatnio Magyar miał po sześć-siedem spotkań dziennie.
„Dziś już nikt się z nas nie śmieje – wszyscy widzą, że razem jesteśmy zdolni do wszystkiego”.
„Stał się wydarzeniem, na które ludzie przychodzą z rodzinami, dziećmi i przyjaciółmi” – pisze dziennikarz portalu 444.
„Uważam, że w tej chwili to jedyna osoba, której Węgry mogą zaufać” – powiedział nam po wiecu 21-letni Gergely József Takács, którego spotykamy na dworcu, czekając na opóźniony 20 minut pociąg powrotny do Budapesztu. Gergely przyjechał do Debreczyna z oddalonej o 20 km miejscowości na randkę z dziewczyną. Byli w aquaparku, na kolacji, a punktem kulminacyjnym spotkania był wiec Tiszy. Na dworcu siedzą z banerem z portretem lidera Tiszy.
Magyar „rozpalił w ludziach coś, czego brakowało przez ostatnie piętnaście lat. Można powiedzieć, że na nowo wzniecił iskrę nadziei. Dla wielu osób to pierwszy moment od dawna, kiedy pojawiło się przekonanie, że zmiana jest w ogóle możliwa. I to jest jego największa siła jako lidera” – mówi OKO.press Gergely József Takács.
Tisza zagroziła Fideszowi w Debreczynie już w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku. Partia Magyara otarła się wówczas o zwycięstwo. Fidesz zdobył 334 719 głosów (40,69 proc.), a Tisza – 31 990 (37,49 proc.). Tymczasem sobotni wiec Tiszy był znacznie liczniejszy niż odbywający się tu w czwartek wiec Viktora Orbana. Byłyśmy również na wiecu Orbana, opisałyśmy go tutaj:
Na wiec Magyara jedziemy z dworca kolejowego tramwajem. Wypełniony ludźmi do ostatniego centymetra, pasażerowie z trudem upychają się, by pozwolić zamknąć się drzwiom.
Pytamy młodego chłopaka: „Jedziesz na wiec Magyara?” – „Pewnie wszyscy tam jadą, a na pewno wszyscy młodzi” — odpowiada. Na kolejnych przystankach kilkanaście osób wysiada, ale ogromna większość dojeżdża do Placu Uniwersyteckiego. Pytamy, czy tylko młodzi tutaj popierają Magyara. „Nie tylko, ale wiele starszych osób wciąż wierzy w stary reżim”. On nie wierzy, bo system Orbana opiera się na korupcji i przekrętach. Pytamy, skąd to wie: „Wszyscy to wiedzą. Wszyscy o tym mówią”. Gdzie? „W internecie, w mediach społecznościowych”.
Chcemy wiedzieć, czy oglądał film „Dynastia” o interesach zięcia Orbana. Dziennikarze portalu Telex mówili nam, że ten film był punktem zwrotnym — przebił informacyjną bańkę, obejrzało go ponad 4 mln osób. „Takich filmów jest teraz dużo”. To samo mówiły nam wczoraj 17-latki Lili i Maja przed koncertem „Rozwalić system” w Budapeszcie. Na antyrządowe treści trafiają na YouTubie i TikToku.
„Europa! Europa!” – skanduje w pewnym momencie tłum. Ta obrzydzana przez Orbana Unia Europejska dla zwolenników Magyara jest podstawą nadziei.
Dla 21-letniego Gergely Józsefa Takácsa powrót do współpracy z UE i odblokowanie unijnych funduszy to wręcz najważniejsza obietnica Magyara. Boi się, że Orban wyprowadzi Węgry z Unii.
„Odkąd środki zostały zamrożone, rozwój praktycznie się zatrzymał” – mówi nam z nadzieją, że pieniądze z Unii poprawią sytuację ubożejących Węgrów. „Przecież Donald Trump obiecał Orbanowi pomoc finansową. Nie potrzeba Unii” – zauważamy. „To puste deklaracje. Nie ma żadnych konkretów, porozumień” – odpowiada 21-latek. Przypomina, że nawet JD Vance, wiceprezydent USA, który przyjechał na Węgry wspierać Orbana, przyznał, że amerykańska administracja będzie współpracować z każdym węgierskim rządem.
Pytamy, jak rządy Orbana wpłynęły na jego życie. „Bezpośrednio może nie odczuwam tego bardzo mocno, ale nie patrzę tylko na siebie. Myślę o sytuacji w całym kraju. Widać wyraźnie, że większość usług publicznych działa dziś bardzo źle. I nie wierzę, że to przypadek – uważam, że zostało to zrobione celowo. Chodzi o to, żeby ludzie byli zależni od władzy i funkcjonowali w poczuciu strachu. W takiej sytuacji łatwiej utrzymać kontrolę i zdobywać głosy wyborcze. Oczywiście rząd oferuje pewne świadczenia, zwłaszcza dla rodzin czy kobiet, ale to tylko niewielki fragment całości. To raczej narzędzie, które ma zapewnić poparcie. W szerszej perspektywie sytuacja kraju się pogarsza.”
Ma 21 lat, więc pierwszy raz głosował dwa lata temu, w wyborach do Parlamentu Europejskiego. I zagłosował wtedy na Tiszę. „W praktyce całe moje życie upłynęło pod rządami Viktora Orbána. Miałem sześć lat, kiedy doszedł do władzy w 2010 roku, więc dorastałem już w tym systemie”. Twierdzi, że zna jego problemy i dlatego chce zmiany.
Wiele z tych problemów jak w soczewce skupia Debreczyn.
Budowa w Debreczynie fabryki chińskiej firmy Contemporary Amperex Technology Co. Limited (CATL) miała symbolizować wyjście Węgier z kryzysu gospodarczego. Inwestycję ogłosił 5 września 2022 roku minister spraw zagranicznych Pétera Szijjártó (dziś kojarzony głównie za sprawą nagrań jego rozmów z Siergiejem Ławrowem). Nazwał wtedy budowę fabryki największą inwestycją w historii Węgier.
CATL to największy na świecie producent baterii litowo-jonowych do pojazdów elektrycznych (EV) oraz systemów magazynowania energii.
Mimo wielkich nadziei fabryka okazała się jednak źródłem kolejnych kłopotów dla ekipy Orbana. Według śledztwa portalu Direkt36 na tym widowiskowym projekcie najwięcej zarobił stary przyjaciel szefa węgierskiej dyplomacji – Szilárda Benkő.
Ale korupcja to nie wszystko. Okazało się, że zarządzający fabryką nie dbają o bezpieczeństwo pracowników. W marcu 2026 kandydat Partii Tisza do parlamentu okręgu Hajdú-Bihar, Zsolt Tárkányi, opublikował film, w którym kobieta pracująca w fabryce opowiada, że w połowie lutego uległa zatruciu w fabryce, po tym jak – jak twierdzi – zmuszono ją do wykonywania prac, do których nie miała kwalifikacji.
To jeszcze utwierdziło opinię o fabryce-trucicielu.
Skandalem zakończyły się też konsultacje społeczne poprzedzające przyznanie fabryce pozwoleń środowiskowych. Nieoczekiwanie dla władz na konsultacje przyszło ponad 200 osób i zaczęły oskarżać lokalne władze o to, że dbają o fabrykę zamiast o nich.
„Jeden z mówców podkreślił, że rząd wspiera projekt kwotą 88 miliardów forintów, podczas gdy według niego „dzieci marzną w szkołach”. Starsza kobieta mieszka w pobliskiej wiosce, gdzie nie wprowadzono jeszcze dostępu do wody pitnej. Zapytała: Czemu nie dowiozą im wody, skoro fabryka zużyje jej więcej niż cały Debreczyn?” – relacjonował portal Telex.
Według przedwyborczych analiz Fidesz najprawdopodobniej straci w mieście dwa z trzech mandatów. Jeśli utrzyma trzeci, to na skutek manipulacji granicami okręgu wyborczego – ostatnio dołączono do niego kilka wiosek, które chętniej głosują na Fidesz, żeby zmniejszyć szanse Tiszy. Magyar objeżdżał również te miejsca.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze