0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

18:33 05-01-2026

Prawa autorskie: SPENCER PLATT / GETTY IMAgencja GazetaES NORTH AMERICA via AFPSPENCER PLATT / GETT...

Nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. USA „nie prowadzą wojny” w Wenezueli

Ambasador USA przy Organizacji Narodów Zjednoczonych Mike Waltz stwierdził, że USA nie dążą do wojny przeciwko Wenezueli i okupacji tego kraju.

Co się wydarzyło?

Pojmanie wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro było „operacją mającą na celu egzekwowania prawa” – stwierdził przedstawiciel Stanów Zjednoczonych w ONZ Mike Waltz. Jak dodawał, Waszyngton nie prowadzi wojny z Wenezuelą i nie obiera za cel tamtejszego społeczeństwa, a sobotnie wydarzenia opisał jako „chirurgicznie precyzyjne” uderzenie skierowane jedynie przeciwko „narkoterroryście” Maduro i jego żone Cilii Flores. Jak przekonywał podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, Maduro jest odpowiedzialny za "atak na naród amerykański, destabilizację całej zachodniej półkuli oraz represje przeciwko narodowi wenezuelskiemu.

„Stany Zjednoczone pragną lepszej przyszłości dla Wenezueli. Wierzymy, że lepsza przyszłość dla mieszkańców Wenezueli, regionu i świata to stabilizacja regionu i uczynienie okolicy, w której żyjemy, znacznie lepszym i bezpieczniejszym miejscem” – mówił Waltz.

Jednocześnie Sekretarz Generalny ONZ zaapelował o poszanowanie dla suwerenności państw zgromadzonych w Organizacji, choć nie potępił wprost działań USA. „W sytuacjach tak niejasnych i skomplikowanych jak ta, w której się obecnie znajdujemy, jest istotne przestrzeganie zasad, jak poszanowanie zasad suwerenności, niepodległości politycznej oraz integralności terytorialnej państw” – powiedziała odczytująca oświadczenie Antonio Gutteresa zastępczyni sekretarza generalnego Rosemary DiCarlo.

Przeczytaj także:

17:38 05-01-2026

Prawa autorskie: Michael M. Santiago/Getty Images/AFPMichael M. Santiago/...

Maduro przed sądem w USA: „Jestem porządnym człowiekiem. Jestem niewinny”

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores stanęli przed amerykańskim sądem, nie przyznając się do stawianych im zarzutów. Maduro odmówił wniesienia kaucji.

Co się wydarzyło?

Schwytany przez służby Stanów Zjednoczonych prezydent Wenezueli Nicolas Maduro został przewieziony do sądu na Manhattanie po 16:00 czasu polskiego. Przed startem jego procesu w sprawie zorganizowania przemytu narkotyków na terytorium USA na nowojorskie ulice wyszli przeciwnicy amerykańskiej interwencji w Wenezueli, trzymający transparenty z hasłami domagającymi się uwolnienia Maduro i wskazujących na prawdziwy cel administracji Donalda Trumpa. Ma być nim przejęcie kontroli nad wenezuelskimi zasobami ropy naftowej. Naprzeciwko nich stanęły grupy manifestantów wspierających działania Waszyngtonu, podnoszące hasła mianujące Trumpa „królem Wenezueli”.

Wenezuelski prezydent pojawił się w sali sądowej około 18:00 polskiego czasu. Lista zarzutów wobec Maduro zawiera:

  • zawiązanie spisku w celu terroryzmu narkotykowego — finansowanie organizacji przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych w celu destabilizacji sytuacji w USA. Według amerykańskich śledczych chodzi między innymi o kolumbijską organizację polityczno-militarną FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) oraz meksykański kartel Sinaloa i wenezuelską organizację przestępczą Tren de Aragua,
  • bezpośredni wpływ na organizację produkcji, dystrybucji i eksportu kokainy do Stanów Zjednoczonych,
  • posiadanie broni maszynowej,

Zgodnie z przewidywaniami Maduro nie przyznał się do winy. „Jestem niewinny. Jestem porządnym człowiekiem” – powiedział sędziemu Alvinowi Hellersteinowi, który według amerykańskich mediów miał przerwać wypowiedź oskarżonego oświadczeniem przyjęcia odmowy przyznania się do winy. W tym czasie Maduro stwierdził, że „wciąż jest prezydentem swojego kraju”.

Przed sądem pojawiła się również żona Maduro, Cilia Flores, oskarżona o współpracę z prezydentem. Pierwsza dama w krótkich słowach stwierdziła jedynie, że jest „kompletnie niewinna”.

Maduro odmówił możliwości wyjścia za kaucją. Prawnicy jego żony stwierdzili, że poinformują o decyzji w tej sprawie w późniejszym terminie.

Jaki jest kontekst?

Maduro, podobnie jak jego poprzednik Hugo Chavez, był oskarżany przez kraje Zachodu i organizacje międzynarodowe o tłamszenie opozycji i doprowadzenie gospodarki kraju do zapaści — mimo potężnych zasobów ropy naftowej, którymi dysponuje kraj. Jednocześnie operacja USA określana jest przez ekspertów jako rażące naruszenie prawa międzynarodowego.

- Tak naprawdę Stany Zjednoczone nie przedstawiły żadnego uzasadnienia prawnego tego, co zrobiły. Poza tym też nie jest uznane w prawie międzynarodowym stanowisko, że działalność karteli narkotykowych, które działają na terenie jednego państwa, a które przemycają narkotyki na terytorium drugiego państwa, mogła być uznana przez to drugie państwo za atak na nie. To nie jest żadna uznana forma ataku zbrojnego na państwo, które uzasadniałaby prawo do samoobrony — powiedziała OKO.press dr Agata Kleczkowska z Polskiej Akademii Nauk.

„Amerykańska armia, siły specjalne i wywiad odniosły niewątpliwie spektakularny sukces, przeprowadzając atak na Wenezuelę i uprowadzając prezydenta kraju Nicolasa Maduro” – ocenił na naszych łamach Witold Głowacki, szef działu politycznego OKO.press. – „Z militarnego punktu widzenia cała operacja była majstersztykiem, Amerykanie w ciągu kilku godzin zdążyli całkiem poważnie uderzyć w wenezuelską infrastrukturę obronną i zdekapitować jej polityczne przywództwo. Zarazem było to całkowite pogwałcenie prawa międzynarodowego – działanie wręcz symetryczne do rosyjskiego ataku na Ukrainę w lutym 2022 roku, tyle że w przeciwieństwie do rosyjskiej napaści udane. Natychmiast zresztą podchwyciły to Kreml i rosyjska propaganda.”

Przeczytaj także:

17:24 05-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

Konie zostają na trasie do Morskiego Oka? Ministerstwo odpowiada

Resort klimatu utrzymuje, że konie nie będą jeździć na całej trasie do Morskiego Oka. Żeby zastąpić je busami, Tatrzański Park Narodowy musi zgłosić się do NFOŚiGW po dofinansowanie na zakup pojazdów. Do rozdania jest 30 mln zł dla wszystkich parków narodowych.

Co się wydarzyło?

Ministerstwo Klimatu i Środowiska odpowiedziało na pytania OKO.press dotyczące koni na trasie do Morskiego Oka. W Boże Narodzenie Polska Agencja Prasowa przekazała, że wbrew zapowiedziom, od 2026 roku na najbardziej stromym fragmencie drogi konie nie zostaną zastąpione przez elektryczne busy. Tatrzański Park Narodowy wylicza, że ma na stanie zaledwie cztery pojazdy. Żeby móc zastąpić konie, potrzebowałby 20 busów.

Zapytaliśmy MKiŚ, czy zapowiedzi likwidacji transportu konnego na tej drodze są już nieaktualne i jak będzie finansowany zakup kolejnych busów.

Ministerstwo przekazało w mailu do OKO.press, że „Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) ogłosił nabór wniosków na dofinansowanie zakupu przez parki narodowe elektrycznych autobusów. Ze środków będzie mógł skorzystać Tatrzański Park Narodowy, by poszerzyć flotę wożącą turystów do Morskiego Oka”.

Budżet tego projektu to 30 mln zł, a o dofinansowanie będą mogły wnioskować wszystkie parki narodowe, chcące kupić elektryczne autobusy (mające więcej niż 8 miejsc siedzących), łodzie, rowery czy zainstalować punkty ładowania. Nabór ruszy 15 stycznia, będzie można uzyskać do 95% kosztów kwalifikowanych.

„Po uzupełnieniu floty autobusów elektrycznych zaprzęgi konne będą kursowały na najbardziej płaskim odcinku od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza; pełną trasę do Włosienicy będzie można pokonać pieszo lub korzystając z elektrycznych autobusów” – informuje MKiŚ.

Wylicza także, że od maja do października z pilotażowych busów do Morskiego Oka skorzystało 27 tysięcy turystów, w tym 4 tysiące osób z niepełnosprawnością.

Jaki jest kontekst?

Jak pisaliśmy w OKO.press, transport konny zostaje na całej popularnej trasie w Tatrach – mimo wcześniejszych zapewnień Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN) i Ministerstwa Klimatu, że od początku 2026 roku zwierzęta będą jeździć na krótszym odcinku.

Magdalena Zwijacz-Kozica z TPN przekazała PAP, że Park ma za mało busów, żeby zrealizować ten plan. Nie zamierza na razie budować również przystanków i zaplecza pod nowy rodzaj transportu do Morskiego Oka.

"W czerwcu [2024] ministerstwo zadeklarowało, że będzie dążyć do całkowitej likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka. Byliśmy uspokojeni. Liczyliśmy, że ten proces, nawet jeśli potrwa kilka lat, doprowadzi do tego, że żaden koń na trasie do Morskiego Oka nie będzie już cierpiał. Usłyszeliśmy, że ministerstwo kupiło wozy elektryczne, co również można było wziąć za dobrą informację” – mówiła nam Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.

W lutym 2025 roku resort klimatu podpisał z TPN i fiakrami (osobami, które prowadzą wozy konne) list intencyjny.

„Konie, pracujące dotychczas na trasie do Morskiego Oka będą pracowały lżej. Z dotychczasowego siedmiokilometrowego odcinka trasy zejdziemy do 2,5 kilometrów” – mówiła wtedy ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska. „Ustaliliśmy, że transport konny na trasie do Morskiego Oka będzie wykonywany wozami o nieco mniejszych gabarytach i na krótszej trasie. Przechodzimy z wykorzystania konia jako środka transportu do traktowania go jako atrakcji turystycznej” – dodała.

Anna Plaszczyk po tym, jak okazało się, że zmiany nie wejdą w życie od 2026 roku, komentowała: „Obiecano nam busy, a się właśnie okazało, że to była ściema, gra marketingowa, coś, co miało nam zamknąć usta. Teraz dorabia się do tego PR, tłumaczy, że to jest kwestia pieniędzy. Mnie to nie przekonuje”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

16:08 05-01-2026

Prawa autorskie: Photo by MAXIME SCHMID / AFPPhoto by MAXIME SCHM...

Poszkodowani w noworocznym pożarze w Szwajcarii zidentyfikowani. Wśród rannych dwie Polki

Wśród poszkodowanych w noworocznym pożarze lokalu w szwajcarskich Alpach były osoby 12 narodowości – w tym dwie Polki.

Co się wydarzyło?

Bilans ofiar śmiertelnych po pożarze w barze Le Constellation w kurorcie Crans-Montana wynosi 40 osób, wszystkie z nich zostały już zidentyfikowane — podały w poniedziałek szwajcarskie służby. Większość z nich to nastolatki, a najmłodsza z ofiar miała zaledwie 14 lat. Zidentyfikowano też wszystkie ranne i hospitalizowane osoby — jest ich 116. Wśród nich największą grupą są obywatele i obywatelki Szwajcarii. Wśród poszkodowanych są jednak również osoby legitymujące się 10 innymi paszportami, w tym dwie Polki. 83 ranne osoby wciąż przebywają w szpitalu z oparzeniami drugiego i trzeciego stopnia. Sześciu spośród pacjentów jest w stanie krytycznym. Część z poszkodowanych zostało przewiezionych do szpitala we Włoszech.

Coraz więcej wiadomo o powodach pożaru. Według informacji podanych przez ambasadora Włoch w Szwajcarii ogniem po odpaleniu świec z zimnymi ogniami zajęła się łatwopalna izolacja dźwiękoszczelna sufitu piwnicy baru, gdzie odbywała się sylwestrowa impreza. Na nagraniach z piwnicy widać, jak goście baru podnoszą do góry butelki szampana, do których szyjek doczepione były świece.

Decyzją prokuratury francuscy właściciele lokalu mają odpowiadać z wolnej stopy, co wywołuje kontrowersje i sprzeciw niektórych mediów. Śledczy uznali jednak, że w sprawie nie ma ryzyka matactw. Jeden z właścicieli baru, Jacques Moretti mówił szwajcarskim dziennikarzom, że lokal w ciągu ostatnich 10 lat trzykrotnie pozytywnie przeszedł kontrolę bezpieczeństwa pożarowego.

Na kolejne wieści ze Szwajcarii oburzeniem zareagował włoski wicepremier Mateo Salvini. Domagał się ukarania winnych więzieniem i wyjaśnienia przyczyn pożaru, sugerując, że zawiodły procedury sprawdzające zabezpieczenia. Tamtejsze władze ściągnęły już ciała sześciu osób włoskiego obywatelstwa, które zginęły w pożarze. Wśród ofiar według mediów miał być 16-letni włoski golfista Emmanuele Gallepini.

13:37 05-01-2026

Prawa autorskie: Ludovic MARIN / AFPLudovic MARIN / AFP

Premier Grenlandii ostro do Trumpa. „Koniec z fantazjami o aneksji”

Premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen zareagował na powtarzające się sugestie o możliwym włączeniu Grenlandii do terytorium amerykańskiego.

Co się wydarzyło?

“Koniec z presją. Koniec z fantazjami o aneksji” – oświadczył w poniedziałek (5,01) premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen. To odpowiedź na niedzielne komentarze prezydenta USA Donalda Trumpa, który mówił, że Stany Zjednoczone “absolutnie potrzebują Grenlandii”.

Grenlandia, która jest autonomicznym terytorium podlegającym Danii, od miesięcy pojawia się w wypowiedziach Trumpa. Teraz jednak – po amerykańskiej operacji w Wenezueli – prezydent USA zapowiada dalsze kroki, dotyczące kolejnych państw.

“Od pokoleń jesteśmy bliskim i lojalnym przyjacielem Stanów Zjednoczonych. Staliśmy ramię w ramię w trudnych chwilach. Wzięliśmy odpowiedzialność za bezpieczeństwo Północnego Atlantyku, a nie tylko Ameryki Północnej. Tak robią prawdziwi przyjaciele. Właśnie dlatego powtarzająca się retoryka ze strony Stanów Zjednoczonych jest całkowicie nieakceptowalna. Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych mówi o >>potrzebnej Grenlandii<<, łączy nas z Wenezuelą i interwencją wojskową, to nie jest po prostu złe. To brak szacunku” – oświadczył Jens Frederik Nielsen.

Jak podkreślił, Grenlandia jest częścią NATO. “Zdajemy sobie sprawę, że nasze bezpieczeństwo zależy od dobrych przyjaciół i silnych sojuszy. Dlatego bardzo ważne są lojalne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Tak było od dziesięcioleci. Ale sojusze są zbudowane na zaufaniu. A zaufanie wymaga szacunku. Groźby, presja i rozmowy o aneksji nie powinny mieć miejsca pomiędzy przyjaciółmi. Tak się nie rozmawia z ludźmi, którzy wielokrotnie wykazali się odpowiedzialnością, stabilnością i lojalnością. Wystarczy tego” – czytamy w oświadczeniu.

Premier Grenlandii zaznacza, że jego kraj jest otwarty na rozmowy, ale “właściwymi kanałami i z poszanowaniem prawa międzynarodowego”.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump w niedzielnym (4.01) wywiadzie dla magazynu „The Atlantic” odpowiadał na pytania dotyczące kolejnych kroków po operacji w Wenezueli. Potwierdził, że to może nie być ostatni kraj, w którym USA planują interwencję.

“Absolutnie potrzebujemy Grenlandii” – powiedział Trump, opisując wyspę jako „otoczoną przez rosyjskie i chińskie statki”.

Obietnicę przejęcia Grenlandii Trump złożył jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta. „Dla celów bezpieczeństwa narodowego i wolności na całym świecie, Stany Zjednoczone Ameryki uważają, że posiadanie i kontrolowanie Grenlandii jest absolutną koniecznością”.

Przez ostatnie miesiące wspominał o Grenlandii wielokrotnie.

21 grudnia 2025 Trump mianował gubernatora Luizjany, Jeffa Landry'ego, specjalnym wysłannikiem USA na Grenlandię. Napisał w mediach społecznościowych: „Jeff rozumie, jak ważna jest Grenlandia dla naszego bezpieczeństwa narodowego i będzie zdecydowanie bronił interesów naszego kraju, dbając o bezpieczeństwo i przetrwanie naszych sojuszników, a także całego świata”. Landry podziękował prezydentowi, oświadczając, że to „zaszczyt służyć na tym stanowisku, aby Grenlandia stała się częścią Stanów Zjednoczonych”.