Amerykańska agresja przeciwko Wenezueli to kolejny przykład tego, że prawo międzynarodowe jest traktowane bardzo instrumentalnie i stanowi bardziej argument polityczny w ustach przywódców państw niż faktyczne nakazy, którymi ci przywódcy się przejmują i które wdrażają w życie – mówi OKO.press dr Agata Kleczkowska z Polskiej Akademii Nauk
Dominika Sitnicka, OKO.press: Czym w świetle prawa międzynarodowego jest to, co wydarzyło się w Wenezueli 3 stycznia?
Agata Kleczkowska, doktor nauk prawnych, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk: W mojej ocenie można to zakwalifikować jako amerykańską agresję przeciwko Wenezueli. Podstawową normą prawa międzynarodowego po 1945 roku jest zakaz użycia siły. Od tego są dwa wyjątki. Jeżeli na interwencję pozwoli Rada Bezpieczeństwa ONZ albo jeżeli na państwo nastąpił atak zbrojny i państwo używa siły, broniąc się przed tym atakiem. I jest jeszcze trzecia, niezależna podstawa i jest to zgoda państwa, na którego terenie użyto siły, na to użycie siły.
Żaden z tych trzech wariantów nie miał miejsca w przypadku Wenezueli, więc to, co Stany Zjednoczone zrobiły, było naruszeniem zakazu użycia siły, a nawet agresją.
I w tej chwili to wręcz można powiedzieć, że to na Wenezuelę nastąpił atak zbrojny i to Wenezuela ma prawo wykonywać prawo do samoobrony wobec Stanów Zjednoczonych.
Czy sytuację zmienia jakkolwiek fakt, że Nicolás Maduro nie był uznawany przez dużą część społeczności międzynarodowej za prawdziwą głowę państwa? A jego rządy za autorytarny reżim?
Nie, w tym wypadku to nie ma znaczenia, ponieważ to, czy państwo trzecie uznaje, czy nie uznaje dany reżim, nie ma znaczenia dla immunitetu głowy państwa. Maduro, jako głowa państwa, cieszył się nietykalnością osobistą oraz immunitetem od jurysdykcji i cywilnej i karnej w innych krajach. Niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone go uznawały, czy go nie uznawały. Co więcej, Stany Zjednoczone same taką regułę wielokrotnie popierały i wypowiadały się na temat tego, że głowie państwa taki immunitet przysługuje.
Owszem, w doktrynie prawa międzynarodowego trwa dyskusja, czy taki immunitet nie powinien być zniesiony w przypadku zbrodni wojennych, ludobójstwa. Taka rozmowa toczy się na temat Władimira Putina i Ukrainy. Ale w przypadku Maduro taka sytuacja nie występuje.
A co z przesłanką dotyczącą samoobrony? Stany Zjednoczone przygotowywały grunt pod taką linię, wskazując, że Wenezuelą de facto ma rządzić kartel narkotykowy, w dodatku będący organizacją terrorystyczną.
Rzeczywiście, Stany Zjednoczone wcześniej uzasadniały ataki na statki na wybrzeżu niedaleko Wenezueli właśnie tym, że to są aktorzy niepaństwowi i organizacje terrorystyczne. I że w związku z ich działalnością narkotykową można uznać, że przeprowadziły atak na Stany Zjednoczone, co sprawia, że Amerykanie mają prawo się bronić. Ale to było uzasadnienie, które odnosiło się do tych ataków na statki. Tym razem Stany Zjednoczone nie przedstawiły takiego uzasadnienia dla wydarzeń z 3 stycznia. Nie wskazano, że to też było prawo do samoobrony.
Tak naprawdę Stany Zjednoczone nie przedstawiły żadnego uzasadnienia prawnego tego, co zrobiły.
Poza tym też nie jest uznane w prawie międzynarodowym stanowisko, że działalność karteli narkotykowych, które działają na terenie jednego państwa, a które przemycają narkotyki na terytorium drugiego państwa, mogła być uznana przez to drugie państwo za atak na nie. To nie jest żadna uznana forma ataku zbrojnego na państwo, które uzasadniałaby prawo do samoobrony.
Według najnowszych słów Sekretarza Stanu Marca Rubia to nie jest operacja wojskowa, tylko operacja organów ścigania. Stany Zjednoczone zdają się stać na stanowisku, że to nie atak na państwo, tylko przechwycenie głowy kartelu narkotykowego.
Ponownie – Stany Zjednoczone nie mają jurysdykcji na terytorium Wenezueli. Tylko ze zgodą państwa, ze zgodą władz Wenezueli mogły mieć taką jurysdykcję, aresztować ludzi za przestępstwa popełnione wobec Stanów Zjednoczonych. W prawie międzynarodowym jedną z podstawowych zasad jest zasada suwerennej równości państw. Bez zgody Wenezueli Stany Zjednoczone nie mogą takiej operacji przeprowadzić.
A jeżeli post factum taką zgodę wyda nowy rząd wenezuelski? Na przykład poprzez dotychczasową wiceprezydentkę Delcy Rodriguez?
Wszystkie podobne konstrukcje rodziłyby pytania o to, czy nie zostało wydane pod amerykańskim przymusem. Wtedy mielibyśmy do czynienia z naruszeniem zasady nieinterwencji, w tym przypadku już drugim z kolei. Poza tym istnieją ogromne wątpliwości co do statusu Delcy Rodriguez, która została przez wenezuelski Sąd Najwyższy wskazana jako sprawująca władzę na czas nieobecności Maduro. Ale sama, przejmując władzę, stwierdziła, że to Maduro jest nadal właściwym prezydentem Wenezueli.
Czy Stanom Zjednoczonym grożą jakieś konsekwencje w związku z naruszeniem prawa międzynarodowego?
Myślę, że w grę wchodzi jedynie rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ potępiająca Stany Zjednoczone. Nie ma co liczyć na to, że w Radzie Bezpieczeństwa uda się przyjąć wiążącą rezolucję, która potępiłaby Stany Zjednoczone, ponieważ USA są stałym członkiem Rady i mogą skorzystać z prawa weta. Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego są oczywiście niewiążące, ale są ważnym wyrazem woli politycznej społeczności międzynarodowej.
Czy to dowód na to, że prawo międzynarodowe to po prostu zbiór zasad, które są egzekwowane tylko wobec państw o słabszej pozycji? Jaki wpływ będzie miała ta interwencja na sytuację międzynarodową?
Kiedyś amerykański profesor Thomas Frank napisał artykuł o tytule, który na polski można przetłumaczyć: Kto zabił artykuł 2 ustęp 4? Czyli właśnie zakaz użycia siły. I to pytanie bardzo pasuje do tej sytuacji, ponieważ mamy do czynienia z rażącym naruszeniem podstawowych zasad, podstawowej praworządności w społeczności międzynarodowej. Stany Zjednoczone zapowiadają, że będą teraz zarządzać Wenezuelą. Nie wiemy, jak ma to wyglądać, co właściwie planują. Wiemy, że w tej chwili są w stanie międzynarodowego konfliktu zbrojnego z Wenezuelą, ponieważ skala tej operacji była tak duża i poważna, że wypełnia jego definicję.
Konsekwencją międzynarodowego konfliktu zbrojnego może być okupacja. Nie wiemy na razie nic na temat tego, by Amerykanie wysyłali więcej wojsk do Wenezueli, by zamierzali tam ustanawiać jakieś bazy wojskowe, przejmować militarnie władzę nad krajem. Nie wiemy, co znaczą słowa Donalda Trumpa, że USA zamierzają „run the country”. Widzimy ogromne podobieństwa pomiędzy tą sytuacją a tym, co wydarzyło się w Panamie w 1989 roku.
Tylko że wtedy Stany Zjednoczone przedstawiły uzasadnienie prawne i powoływały się między innymi na zgodę prezydenta Endary, którego nie uznawał nikt oprócz Stanów Zjednoczonych, oraz prawo do samoobrony. W tej chwili Donald Trump nie próbował tego uzasadniać za pomocą prawa międzynarodowego. Więc to kolejny przykład tego, że prawo międzynarodowe jest traktowane bardzo instrumentalnie i stanowi bardziej argument polityczny w ustach przywódców państw niż faktyczne nakazy, którymi ci przywódcy się przejmują i które wdrażają w życie. Bo w stosunku do Ukrainy pojawiają się przecież odwołania do prawa międzynarodowego, do zakazu użycia siły, zakazu agresji.
I kraje europejskie, które podnoszą te argumenty w stosunku do Rosji, uchylają się przed nazwaniem działania Stanów Zjednoczonych naruszeniem prawa międzynarodowego. Wyjątkiem na razie jest Hiszpania, która podpisała wspólne stanowisko razem z m.in. Meksykiem, Urugwajem i Brazylią.
Podwójne standardy nie są niczym nowym. Aczkolwiek w tym wypadku mamy do czynienia z bardzo rażącym naruszeniem zakazu użycia siły. Na pewno na jakimś etapie to będzie wykorzystane przez Rosję, która będzie wskazywać, że tej agresji nie potępiono. Czy to coś zmieni w szerszej perspektywie? Nie wiem. Milczenie państw europejskich nie jest powodowane tym, że nagle przestały uważać, że zakaz użycia siły obowiązuje, tylko tym, że Stany Zjednoczone są kluczowym sojusznikiem.
Nie zmienia to jednak faktu, że takie milczenie przyczynia się do bezkarności w podobnych przypadkach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Komentarze