Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Parlament Europejski zagłosował za zakazem wykorzystywania mięsnych nazw w odniesieniu do roślinnych produktów. Jednak nie oznacza to jeszcze, że takie przepisy wejdą w życie.
W środę (8.10) większość – 355 europarlamentarzystów, m.in. prawa strona sali plenarnej, a także niektórzy socjaliści i liberałowie – zagłosowała za zakazem używania nazw takich jak „burger” i „stek” w odniesieniu do ich roślinnych alternatyw. Przeciw było 247, a 30 wstrzymało się od głosu.
„Stek jest zrobiony z mięsa – kropka. Używanie tych nazw tylko w odniesieniu do prawdziwego mięsa zapewnia uczciwość etykiet, chroni rolników i podtrzymuje europejskie tradycje kulinarne” – powiedziała Celine Imart, posłanka Europejskiej Partii Ludowej, która była główną negocjatorką w tej sprawie, przed środowym głosowaniem, cytuje Deutsche Welle. Według polityczki „nazywanie tego »mięsem« jest mylące dla konsumenta”.
Natomiast niektórzy posłowie EPL mają odrębne zdanie.
„Nie powinniśmy robić z konsumentów idiotów. Jeśli na opakowaniu jest napisane »wegetariański burger« lub »wegetariańska kiełbasa«, każdy może sam zdecydować, czy chce to kupić, czy nie. Wierzę i mam nadzieję, że dyskusja zakończy się fiaskiem” – powiedział Peter Liese, poseł EPL.
Anna Cavazzini z niemieckiej Partii Zielonych powiedziała: „Dopóki świat płonie, EPL nie ma w tym tygodniu nic lepszego do roboty niż wciągnięcie nas wszystkich w debatę o kiełbasach i sznyclach”.
Dzisiejsze głosowanie nie oznacza, że takie rozwiązanie wejdzie w życie. Jednak opinia Parlamentu otwiera drogę do negocjacji międzyinstytucjonalnych z Komisją i Radą. Potrzebna jest akceptacja przedstawicieli krajowych rządów.
Jak pisał w OKO.press Marcel Wandas, Komisja Europejska w drugiej połowie lipca opublikowała projekt regulacji ograniczających m.in. użycie typowo mięsnych nazw w przypadku roślinnych alternatyw dla mięsa. Lista obejmuje 29 słów, m.in. takiej, jak „bekon„ i „kurczak”. Sektor mięsny w przeszłości próbował już wprowadzić podobne ograniczenia w stosunku do innych nazw – na przykład „szynki„ i „burgera”, jednak bezskutecznie.
„Mimo wszystko możemy mówić o sukcesie mięsnego lobby, które od lat domaga się ograniczenia swobody na rosnącym rynku produktów roślinnych” – uważa Wandas.
„Badania pokazują, że konsumenci nie mylą się przy półkach sklepowych. Są w stanie dzięki używanemu dotychczas nazewnictwu odnaleźć produkt roślinny, który odpowiada ich oczekiwaniom i smakowi, który kojarzą na bazie znajomości produktów mięsnych” – wyjaśniała w rozmowie z naszym dziennikarzem Karolina Centkowska z RoślinnieJemy.
„Choć branża roślinna rozwija się od lat, jej skala wciąż nie dorównuje tej odzwierzęcej. W związku z tym trudno mówić o realnym zagrożeniu dla wizerunku przemysłu mięsnego ze strony producentów żywności roślinnej. Antykonkurencyjne działania Brukseli utrudniają producentom żywności roślinnej uczciwą obecność na rynku i codzienne funkcjonowanie. Takie praktyki nie są fair wobec całego sektora i mogą zaburzać równowagę rynkową. Kluczowe jest stworzenie równych zasad gry, które pozwolą zarówno branży roślinnej, jak i mięsnej, na prezentację swoich produktów w sposób uczciwy i przejrzysty. Tylko w ten sposób można zapewnić zdrową konkurencję i różnorodność wyboru dla konsumentów” – przekonuje ekspertka.
Przeczytaj także: