Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Groźby Trumpa Dania traktowała poważnie. O przygotowaniach do ewentualnej amerykańskiej inwazji wiedziały i popierały je Niemcy i Francja.
Duńskie oddziały wysłane na Grenlandię na początku 2026 roku zabrały ze sobą wystarczającą ilość materiałów wybuchowych, aby zniszczyć główne pasy startowe wyspy w pobliżu stolicy Nuuk oraz w dawnej bazie myśliwskiej w Kangerlussuaq – poinformowała w czwartek 19 marca 2026 duńska publiczna stacja DR.
Dziennikarze stacji rozmawiali z 12 czołowymi urzędnikami rządowymi, wojskowymi i wywiadowczymi w Danii, a także we Francji i Niemczech na temat tego, jak intensywne były przygotowania do ewentualnej interwencji Trumpa. Duńczycy przygotowali dla żołnierzy nawet zapasy krwi.
Gdy w styczniu 2025 roku Donald Trump ogłosił, że chce przejąć Grenlandię, Dania zdecydowała, że utrudni to Stanom Zjednoczonym. Jak się okazuje, państwo poczyniło konkretne przygotowania.
„Koszty dla USA musiałyby wzrosnąć. Stany Zjednoczone musiałyby podjąć wrogie działania, aby przejąć Grenlandię” – powiedział stacji telewizyjnej duński informator z kręgów wojskowych. Przyznał jednocześnie, że wojska prawdopodobnie nie byłyby w stanie odeprzeć ataku USA.
Doniesienia duńskiej telewizji potwierdził „Financial Times”. „Bardzo się martwiliśmy, że to może się naprawdę źle skończyć” – powiedział FT jeden z europejskich urzędników.
Choć wydawało się, że Trump po kilku miesiącach odstąpił od zajmowania Grenlandii, sytuacja zmieniła się po obaleniu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro w styczniu 2026.
Według źródeł europejskich mediów rządy Danii, Francji i Niemiec uważały, że podekscytowany sukcesem w Wenezueli Trump może pójść za ciosem. Zwłaszcza że powiedział, że pomyśli o Grenlandii za około dwa miesiące. „Po Wenezueli myśleli, że mogą chodzić po wodzie. Weźmy to i ten kraj” – mówi cytowany przez FT europejski urzędnik. „Sprawa Grenlandii nie zniknęła. Po prostu uśpiła się” – powiedział jeden z byłych duńskich ministrów.
Duński resort obrony odmówił komentarza.
„Trumpowi nie można ufać” – powiedziała dziennikarce OKO.press Paulinie Pacule, przypadkowa rozmówczyni w grenlandzkim mieście Nuuk. To przekonanie było wśród mieszkańców Grenlandii powszechne.
„Donald Trump nie ma za grosz szacunku. Ani do ludzi, ani do ziemi. – Jego zdaniem wszystko można kupić. A tak nie jest. Jeśli zniszczymy ziemię, nie będziemy w stanie przetrwać. Bo nie da się jeść pieniędzy. Trudno o większą przepaść między jego spojrzeniem na świat a spojrzeniem Inuitów” – powiedziała dziennikarce OKO.press inna mieszkanka Grenlandii Miiti Geisler, właścicielka małej galerii z lokalnym rzemiosłem i inuicką sztuką w Nuuk..
– Nie chcemy być Duńczykami, nie chcemy być Amerykanami. Jesteśmy odrębnym narodem i mamy prawo do decydowania o sobie. Grenlandia nie jest na sprzedaż – powiedziała Miiti stanowczo, powtarzając słowa premiera Grenlandii, Jensa-Frederika Nielsena ze stycznia 2026.
Przeczytaj trzyodcinkowy cykl:
Przeczytaj także:
Spór się nie kończy. Prezydent wciąż nie podpisał nominacji dla oficerów ABW.
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało w piątek 20 marca 2026, że Karol Nawrocki jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych „wyraził zgodę na mianowanie na pierwszy stopień oficerski (podporucznika) 78 żołnierzy i funkcjonariuszy SKW”.
Konflikt dotycząćy nominacji oficerskich trwa niemal od pierwszych miesięcy prezydentury Karola Nawrockiego. Po raz pierwszy o tym, że prezydent odmówił podpisania nominacji, poinformował Donald Tusk 7 listopada 2025. Chodziło o 136 funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego i ABW.
Pałac Prezydencki twierdził, że odmowa wynika z tego, że uniemożliwia się mu pozyskiwanie informacji od służb.
„Odmówiono udzielenia istotnych informacji dotyczących bezpieczeństwa państwa przedstawicielowi prezydenta podczas posiedzenia kolegium ds. służb specjalnych. Odwołano cztery moje spotkania z szefami służb — to właśnie na nich miały zostać omówione kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa Polski. Miały też zapaść decyzje dotyczące nominacji oficerskich” – mówił jesienią w nagraniu na platformie X Nawrocki.
Według doniesień „Gazety Wyborczej” nominacje rozbiły się jednak o osobę Sławomira Cenckiewicza, czyli szefa BBN. Prezydent domagał się, by w zamian za nominacje służby odblokowały mu dostęp do tajnych dokumentów.
Natomiast w przypadku ABW powodem miało być traktowanie księdza Michała O. zatrzymanego za nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości.
„Podczas spotkania prezydent i jego urzędnicy powiedzieli, że muszą sprawdzić, czy wśród awansowanych nie ma tych, którzy torturowali księdza Olszewskiego. Wspominali też, że według ich wiedzy do odznaczeń zostali przedstawieni funkcjonariusze, którzy angażowali się przeciwko Nawrockiemu w kampanii wyborczej. Koordynator [Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych] powiedział, że nie było żadnego torturowania, co potwierdził sąd, a funkcjonariusze nie mogą uzależniać wykonywania rozkazów od tego, kogo mają zatrzymać. Nie odpowiedział na pytanie, czy awansowani mają być członkowie ekipy od zatrzymania księdza” – relacjonował rozmówca „Wyborczej” spotkanie prezydenta z szefami służb i ministrem obrony narodowej.
O braku nominacji kilka razy przypominał ostatnio minister koordynator ds. służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
W rozmowie w Jedynce Polskiego Radia mówił: „W służbie ludzie to widzą, fatalnie oceniają prezydenta, fatalnie oceniają tę grę, bo to nie są żadni politycy, żadni nominaci, to są uczciwi, zaangażowani ludzie, którzy przecież służą w ABW I SKW, narażają życie i zdrowie, i nagle słyszą, że nie zostaną oficerami.
Przeczytaj także:
„Tym wetem przekroczono niebezpieczną granicę – walka polityczna uderzyła bezpośrednio w bezpieczeństwo państwa” – twierdzi minister obrony. „To czysta polityka kosztem armii”
W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz komentuje weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy wprowadzającej SAFE.
„Weto wobec ustawy SAFE to decyzja bez precedensu w historii III RP, która uderza w fundamenty modernizacji polskiej armii, Policji oraz Straży Granicznej. Co gorsza, może ona realnie spowolnić budowę infrastruktury niezbędnej dla mobilności wojskowej, kluczowej w obecnej sytuacji geopolitycznej” – mówi Kosiniak-Kamysz.
Minister obrony obala jeden z najważniejszych argumentów opozycji: że program SAFE ma służyć przemysłowi niemieckiemu, a nie polskiemu:
„Opozycja doskonale znała listę zakupową i wiedziała, że udział sprzętu niemieckiego jest w niej marginalny – wynosi poniżej pół procenta całej puli. Jedyny kontrakt z udziałem podmiotu z Niemiec to w rzeczywistości kooperacja szwedzko-niemiecka, stanowiąca znikomy ułamek gigantycznej sumy, o której rozmawiamy. Atakowanie programu SAFE pod hasłem rzekomej „niemieckości” to ordynarna manipulacja, bo fakty i liczby mówią coś zupełnie innego”.
O tym, jak wygląda kampania „Der SAFE” w Telewizji Republika, opowiadają Dominika Sitnicka i Agata Szczęśniak w najnowszym odcinku „Programu Politycznego”:
Przeczytaj także:
Kosiniak-Kamysz interpretuje weto jako wyraz strategii politycznej Jarosława Kaczyńskiego:
„W tej układance kluczowe są dwa cele Jarosława Kaczyńskiego. Po pierwsze: „test lojalności” dla prezydenta Nawrockiego, mający potwierdzić dominację partii nad Pałacem. Po drugie: lęk przed odpływem radykalnych wyborców. PiS, czując na plecach oddech Konfederacji i Grzegorza Brauna, wszedł w licytację na antysystemowość. Sprzeciw wobec SAFE to próba udowodnienia, że to Nowogrodzka, a nie Braun, jest najtwardszym recenzentem Brukseli”.
Minister opowiada też o rządowym „planie B”:
„Nasz „plan B” to powrót do istniejących już narzędzi – będziemy korzystać z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, stworzonego przez naszych poprzedników. Jednak to rozwiązanie jest gorsze. Chcieliśmy stworzyć instrument z ustawowymi gwarancjami dla budżetu MON, co było kluczowe dla dowódców i sztabowców. Ta poprawka była fundamentalna i – co paradoksalne – sam prezydent o nią wcześniej zabiegał. Ostatecznie jednak ją odrzucił. Ustawowy SAFE byłby po prostu bezpieczniejszym i lepszym narzędziem”.
12 marca 2026 prezydent Karol Nawrocki w telewizyjnym orędziu ogłosił, że nie podpisze ustawy wprowadzającej w Polsce program SAFE. Według prezydenta unijna pożyczka na rozwój przemysłu zbrojeniowego uderza „w naszą suwerenność, niezależność, bezpieczeństwo ekonomiczne i militarne”.
Polska ma być największym beneficjentem unijnego programu, mamy otrzymać ponad 47 mld euro (180 mld zł).
Fałsz argumentacji prezydenta punkt po punkcie wykazaliśmy w OKO.press:
Przeczytaj także:
Wypowiedź Kosiniaka-Kamysza ma dodatkowy kontekst polityczny. W ramach koalicji rządzącej jest on przedstawicielem siły politycznej najbardziej „strawnej” dla prezydenta. W sytuacji głębokiego i gorącego konfliktu między premierem Donaldem Tuskiem i prezydentem to Kosiniak-Kamysz był osobą, która mogła starać się wypracować jakiś kompromis między tymi dwoma ośrodkami.
Do podpisania ustawy namawiali prezydenta dowódcy wojska polskiego. Tymczasem między MON a ośrodkiem prezydenckim toczy się rywalizacja o to, kto będzie faktycznie sprawował zwierzchnictwo nad armią.
Armia izraelska uderzyła w nocy w infrastrukturę rządową w Teheranie. Netanjahu na prosbę Trumpa obiecał natomiast nie atakować infrastruktury energetyczne. Państwa Zatoki Perskiej przechwytywały drony i rakiety z Iranu. Władze w Dausze potępiły atak na swoje instalacje gazowe, Arabia Saudyjska ostrzega przed dalszymi wzrostami cen ropy.
W perski Nowy Rok Nowruz Izrael przeprowadził ataki powietrzne na stolicę Iranu. Wcześniej na konferencji prasowej izraelski premier Benjamin Netanjahu oświadczył, że Izrael „powstrzyma się” od ataków na irańskie pola gazowe, po tym jak prezydent Trump zwrócił się do niego z taką prośbą. Netanjahu odrzucił również oskarżenia, jakoby wciągnął Trumpa w wojnę z Iranem. Ogłosił też, że Iran jest obecnie „zdziesiątkowany” i nie jest w stanie wzbogacać uranu ani produkować pocisków balistycznych.
Przeczytaj także:
Następnie Iran wystrzelił serię pocisków w kierunku Jerozolimy. Głośne odgłosy przechwytów były wielokrotnie słyszalne nad miastem przez całą noc. W czwartek irański atak rakietowy trafił w rafinerię ropy naftowej w izraelskim mieście portowym Hajfa, powodując krótkotrwałą przerwę w dostawie prądu w niektórych częściach kraju.
Armia Izraela twierdzi, że w nocy zaatakowały cele w południowej Syrii. W komunikacie napisano, że ataki były odpowiedzią na „ataki na ludność druzyjską w As-Suwajdzie”, mieście w południowej Syrii.
W nocy pojawiły się doniesienia o atakach w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej i Bahrajnie, w tym o kolejnym ataku na rafinerię ropy naftowej Mina Al-Ahmadi w Kuwejcie. Saudyjski resort obrony poinformował o zestrzeleniu kilkunastu bezzałogowców, głównie we wschodnich regionach królestwa. Systemy przeciwlotnicze aktywowano także w Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a ministerstwo spraw wewnętrznych Bahrajnu doniosło o pożarze magazynu wywołanym spadającymi odłamkami.
Przeczytaj także:
Trwająca 28 lutego wojna Izraela i USA z Iranem pochłonęła tysiące ofiar, głównie w Iranie i Libanie.
Przeczytaj także:
Konflikt rozprzestrzenia się na cały Bliski Wschód i uderza w światową gospodarkę. Do tego zbombardowanie przez Izrael irańskiego złoża gazu Południowy Pars, o którym, jak powiedział Trump, USA nie wiedziały, wykazało luki w koordynacji strategii i celów wojny między głównymi protagonistami.
Napięcie potęgują prognozy gospodarcze. „The Wall Street Journal”, cytując saudyjskich urzędników, ostrzega, że jeśli zakłócenia w cieśninie Ormuz potrwają do końca kwietnia, ceny ropy mogą przebić 180 dolarów za baryłkę. Dyrektor generalny QatarEnergy powiedział agencji Reuters, że irańskie ataki wyeliminowały jedną szóstą katarskich możliwości eksportowych LNG.
W piątek 20 marca cena ropy Brent zniżkowała do ok. 105,8 za baryłkę. Ceny spadły, gdyż kraje zachodnie i Japonia zaoferowały pomoc w zapewnieniu bezpiecznego przepływu statków przez cieśninę, która jest drogą dla jednej piątej światowych dostaw ropy naftowej. Stany Zjednoczone przedstawiły natomiast działania mające na celu zwiększenie wydobycia ropy.
Przeczytaj także:
Analitycy Reutersa twierdzą, że w efekcie wojna wzmacnia Netanjahu, który na swoją korzyść zmienił mapę polityczną Izraela. Trump tymczasem ponosi straty: utknął w konflikcie, z którego nie ma jasnego wyjścia, pogorszył sytuację swoich arabskich sojuszników i podważył gospodarczą i polityczną narracje, która dała mu sukces wyborczy w 2024 r.
Przeczytaj także:
Informację podała ambasada USA na Litwie. Według Centrum Praw Człowieka Wiasna w białoruskich więzieniach i koloniach karnych przebywa jeszcze 1 140 więźniów politycznych
Po kolejnej turze negocjacji z USA reżim Łukaszenki zwolnił 250 więźniów i więźniarek politycznych osadzonych w zakładach karnych. W zamian Amerykanie zadeklarowali osłabienie sankcji wobec białoruskiego sektora finansowego i zniesienie wszystkich sankcji na zakładu Biełaruśkalij, Belarush Potash Company i Agrorozkwit, czyli producentów nawozów.
Już wcześniej Trump domagał się zwolnienia wszystkich więźniów politycznych, nazywając ich zakładnikami. Amerykańską delegację reprezentował w czwartek Johna Coale, który miał negocjować m.in. wizytę Aleksandr Łukaszenki w USA.
(Na zdjęciu u góry: Coale na rozmowach z Łukaszenką)
„Będziemy pracować nad tym, aby to zorganizować” – przekazał Coale dziennikarzom po spotkaniu.
„Dzisiejsze uwolnienie 250 osób stanowi ważny kamień milowy w dziedzinie pomocy humanitarnej i jest dowodem zaangażowania prezydenta w bezpośrednią, bezkompromisową dyplomację” – napisał wysłannik Trumpa w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych. „Wolność jest naszym celem. Wyrażamy wielką wdzięczność dla naszych litewskich partnerów za odegranie kluczowej roli w tej misji” – dodał.
Według nieoficjalnych ustaleń Biełsatu, 235 osób wypuszczonych dziś osób pozostanie w Mińsku, 15 osób została wydalona z kraju i przetransportowana na Litwę. Wśród nich mają znaleźć się:
Nie ma żadnych informacji, by wśród zwolnionych był się Andrzej Poczobut, działacz Polonii białoruskiej i dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Przypomnijmy, że wtrącono go do kolonii karnej na osiem lat. Poczobut został osadzony w Nowopołocku, który ma opinię jednego z najgorszych więzień na Białorusi.
Według Centrum Praw Człowieka Wiasna w białoruskich więzieniach i koloniach karnych przebywa jeszcze 1 140 więźniów politycznych.
Przeczytaj także: