Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Agenci Secret Service zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej posiadłości Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie
Amerykańska Secret Service – czyli służba zajmująca się ochroną najwyższych urzędników USA – poinformowała, że jej agencji zastrzelili uzbrojonego mężczyznę, który dostał się na teren prywatnej rezydencji Donalda Trumpa Mar-a-Lago na Florydzie. Nazwisko zastrzelonego nie zostało ujawnione, wiadomo jednak, że miał około 20 lat i pochodził z Karoliny Północnej. Mężczyzna miał zostać zaobserwowany w pobliżu północnej bramy posiadłości Trumpa. Miał trzymać „coś w rodzaju strzelby i kanistra na benzynę”, a następnie próbować wjechać samochodem na teren rezydencji, korzystając z momentu, w którym inny samochód z niej wyjeżdżał. To wtedy agenci Secret Service otworzyli do niego ogień. Miało to miejsce około 1 w nocy lokalnego czasu.
Donalda Trumpa nie było w trakcie tych zdarzeń na Florydzie. Przebywał w Białym Domu.
Śledczy pracują obecnie nad sporządzeniem profilu psychologicznego zastrzelonego i ustaleniem motywów, dla których próbował się dostać do rezydencji Donalda Trumpa.
W lipcu 2024 roku Donald Trump został niegroźnie ranny w ucho w wyniku próby zamachu na niego dokonanej w trakcie kampanijnego wiecu w Butler w stanie Pensylwania. Z rąk zamachowca zginęlo dwoje postronnych uczestników spotkania z kandydatem na prezydenta USA. Zamachowiec zginął zastrzelony przez snajpera Secret Service.
We wrześniu tego samego roku Secret Service zatrzymało uzbrojonego w karabin mężczyznę, który czekał w pobliżu pola golfowego Trumpa w West Palm Beach, podczas gdy prezydent grał w golfa. Z obserwacji wynikało, że celował z broni w kierunku pola golfowego. Z kolei w jego samochodzie znaleziono notatkę, w której napisał, że zamierza zabić byłego prezydenta oraz odręcznie napisaną listę dat i miejsc, w których miał się pojawić Trump. Mężczyzna został przed miesiącem skazany na dożywocie.
Donald Trump szuka nowych podstaw prawnych do prowadzenia wojen celnych. Na razie ogłosił, że podnosi ogólnoświatowe cła na import do Stanów Zjednoczonych do 15 proc. na podstawie ustawy sprzed 52 lat
Po decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego, który orzekł 2o lutego, że Donald Trump nie ma prawa ustalać nowych taryf celnych bez zgody Kongresu, prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił szukać nowych podstaw prawnych do wprowadzania ceł. Trump postanowił posłużyć się przepisami ustawy o handlu z 1974 roku – które nigdy dotąd nie zostały zastosowane. Pozwalają one prezydentowi nałożyć podatek w wysokości do 15 procent na nie więcej niż 150 dni. Jeszcze w piątek 20 lutego Trump ogłosił, że właśnie na tej podstawie wprowadza cła w wysokości 10 proc. na wszystkie towary sprowadzane do USA.
Następnego dnia (w Polsce była to już noc z 21 na 22 lutego) Trump podbił stawkę. „Ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, natychmiast podniosę ogólnoświatowe cła w wysokości 10 proc. dla krajów, z których wiele od dziesięcioleci «oszukiwało» Stany Zjednoczone bez żadnych kar (do czasu mojego pojawienia się!), do w pełni dozwolonego i prawnie sprawdzonego poziomu 15 proc" – napisał na swej platformie internetowej Truth Social.
Z komunikatów Białego Domu można pośrednio wywnioskować, że nowe cła mają zacząć obowiązywać od wtorku 24 lutego.
Nowe posunięcia Trumpa to reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który w piątek 21 lutego orzekł, że prezydent USA nie miał prawa nakładać na Europę i niemal cały świat tzw. ceł wzajemnych na podstawie International Emergency Economic Powers Act z 1977 roku.
Chodziło o cła wprowadzone przez prezydenta w kwietniu zeszłego roku. Za wczorajszym wyrokiem zagłosowało sześciu z dziewięciu członków Sądu Najwyższego. To cios dla Trumpa, bowiem w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość w stosunku 6-3 mają konserwatywni sędziowie powołani przez republikańskich prezydentów. Trójka z nich została powołana przez obecnego prezydenta. Mimo tego, większość członków Sądu Najwyższego uznała, że prowadząc swoją politykę celną Trump poważnie naruszył prawo.
Wyrok Sądu Najwyższego oznacza, że firmy, które musiały płacić cła, mogą teraz domagać się zwrotu środków. A w skali całej amerykańskiej gospodarki to ogromne środki – szacunki mówią, że dotychczas cła wygenerowały około 130 mld dolarów.
14 państw arabskich i islamskich wraz z Organizacją Współpracy Islamskiej, Ligą Arabską i Radą Współpracy Zatoki Perskiej potępiło sugestię ambasadora USA w Izraelu, jakoby ten ostatni kraj miał „biblijne prawo” do większości terytoriów Bliskiego Wschodu
Świat islamski i arabski bardzo ostro zareagował na wypowiedzi ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu Mike'a Huckabeego sugerujące, jakoby Izrael miał „biblijne prawo” do terytoriów należących m.in. do Egiptu, Jordanii, Libanu, Syrii i Iraku.
Oświadczenie przygotowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostało podpisane przez ZEA, Egipt, Jordanię, Indonezję, Pakistan, Turcję, Arabię Saudyjską, Katar, Kuwejt, Oman, Bahrajn, Liban, Syrię i Państwo Palestyna, a także Organizację Współpracy Islamskiej, Ligę Arabską i Radę Współpracy Zatoki Perskiej.
Sygnatariusze oświadczenia podkreślają, że komentarze ambasadora Stanów Zjednoczonych w Izraelu są są sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i wysiłkami na rzecz deeskalacji wojny w Strefie Gazy oraz przybliżenia perspektywy politycznej na rzecz kompleksowego rozwiązania.
Ambasador USA w Tel Awiwie Mike Huckabee wystąpił w ostatni piątek (20 lutego) w podcaście skrajnie prawicowego amerykańskiego publicysty Tuckera Carlsona. Carlson oczekiwał od Huckabeego m.in. egzegezy biblijnego wersetu, z którego izrelscy radykałowie wywodzą czasem rzekome prawo swojego kraju do wszystkich terenów rozciągających się między Nilem w Egipcie a Eufratem w Syrii i Iraku – a zatem do obszaru stanowiącego znaczną część całego Bliskiego Wschodu. Chodzi o werset, w którym Bóg obiecał Abrahamowi, że lud Izraela otrzyma od niego tereny "od wadi w Egipcie aż do wielkiej rzeki, Eufratu – ziemię Kenitów, Kenizytów, Kadmonitów, Hetytów, Peryzzytów, Refaitów, Amorytów, Kananejczyków, Girgaszytów i Jebusytów”.
„Byłoby dobrze, gdyby zabrali wszystko” – wypalił w odpowiedzi Huckabee. W dalszej części podcastu amerykański ambasador w Izraelu usiłował nieco złagodzić wymowę swojej wypowiedzi, podkreślając, że Izrael wcale „nie prosił o zabranie wszystkiego” i zaznaczając, ze „było to w pewnym sensie przesadzone twierdzenie”.
Huckabee jest byłym pastorem radykalnego odłamu kościoła babtystycznego znanym z publicznego pochwalania polityki Izraela prowadzonej przez rząd Benjamina Netanjahu.
We Lwowie w wyniku eksplozji dwóch ładunków wybuchowych zginęła 1 osoba a 15 zostało rannych. Kijów i kilka innych miast Ukrainy były natomiast celami rosyjskich ataków dronowo-rakietowych
Mer Lwowa Andrij Sadowy poinformował, że w nocy z soboty na niedzielę 22 lutego w mieście doszło do ataku terrorystycznego. W jego wyniku zginęła młoda policjantka, 15 innych osób trafiło do szpitali.
"Według informacji operacyjnej na numer 102 wpłynęło zgłoszenie o włamaniu do sklepu przy ul. Daniliszyna 20 we Lwowie. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policyjnego patrolu doszło do wybuchu. Po przybyciu drugiej załogi nastąpiła kolejna eksplozja. Wstępnie ustalono, że zginęła 23-letnia policjantka. Uszkodzony jest samochód patrolowy, a także pojazd cywilny. Liczba poszkodowanych jest ustalana. Na miejsce zdarzenia skierowano karetki pogotowia ratunkowego, pracuje grupa śledcza. Prokuratorzy na miejscu zabezpieczają dowody popełnienia przestępstwa” – tak opisuje przebieg zdarzeń lwowska Prokuratura Regionalna.
Około południa władze poinformowały, że zatrzymano domniemaną sprawczynię zamachu. Nie są jeszcze publicznie znane jej motywy ani tożsamość.
Tej samej nocy Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak dronowo-rakietowy na stolicę i inne duże miasta Ukrainy. W Kijowie w wyniku nalotu doszło do pożaru mieszkalnego wieżowca, z kolei na przedmieściach stolicy ranni zostali kobieta i dziecko. Eksplozje słychać było również w Mikołajowie, Kropywnyckim i Połtawie – brak doniesień o ofiarach. W trakcie rosyjskiego nalotu na Ukrainę poderwane zostały polskie myśliwce. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że nie doszło do naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej.
Pentagon zaprezentował Trumpowi różne scenariusze ataku na Iran. Jeden z nich obejmuje zabicie irańskiego przywódcy Alego Chameneiego i jego syna
Amerykańskie media informują, że Donald Trump nie podjął jeszcze decyzji o ewentualnym ataku na Iran. Jednocześnie wachlarz opcji, jakie amerykański prezydent rozważa, jest bardzo szeroki. Okno na rozwiązanie dyplomatyczne zdaje się być uchylone bardzo wąsko. Mimo tego według Axios Trump widzi możliwość akceptacji rozwiązania, w którym Iran zachowa prawo do wzbogacania uranu na bardzo niskim poziomie.
W tym samym czasie jednak Pentagon zaprezentował Trumpowi wiele różnych scenariuszów konfrontacji. W jednym z nich Amerykanie mieliby zabić irańskiego przywódcę Alego Chameneiego, jego syna Modżtabę (uważanego za jego następcę) oraz „mułłow”, choć to bardzo nieostry termin. Może oznaczać duchownych, ale nie określa żadnego istotnego stanowiska w irańskiej hierarchii władzy. Przykładowo, w ważnej dla podejmowania decyzji politycznych Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego z 12 stałych miejsc jedynie trzy osoby to duchowni szyiccy.
Rozmowy pomiędzy obiema stronami teoretycznie wciąż trwają. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi w piątek 20 lutego twierdził, że przekaże Amerykanom kolejną propozycję porozumienia w ciągu najbliższych dni. Jednocześnie Reuters donosi, że Iran konsekwentnie odmawia rozmowy o swoim programie produkcji rakiet balistycznych. Amerykanie twierdzą, że to jeden z kluczowych punktów potencjalnego porozumienia. Ich zdaniem program ten znacząco zagraża bezpieczeństwu regionu i jego krajom.
Irańczycy stoją na stanowisku, że to podstawa ich bezpieczeństwa narodowego i nie zamierzają w tym temacie podejmować rozmów. Potwierdza to inna informacja Reutersa. Zdaniem agencji gdy podczas tegotygodniowych rozmów w Genewie omańscy dyplomacji dostarczyli Arakcziemu kopertę z propozycjami dotyczącymi rakiet, ten jej nie otworzył i odesłał ją z powrotem.
Nie widać więc zmian w stanie dyplomatycznej gry irańsko-amerykańskiej. Amerykanie kontynuują rozmieszczanie sił w regionie, a niektóre źródła podawały, że USA mogą być gotowe do ataku już w ten weekend.
Ryzyko wojny przyspieszyło w styczniu, gdy Trump zagroził rządzącym Iranem, że może przyjść z pomocą protestującemu irańskiemu społeczeństwu.
Wczoraj podczas konferencji prasowej w Wasztngtonie Trump powiedział, że w styczniu podczas protestów irańskie służby zabiły 32 tys. osób. To pierwszy przypadek, gdy tak wysoką liczbę ofiar podaje tak ważny amerykański urzędnik. Trump nie podał jednak źródła danych. Organizacja Human Rights Activists News Agency z siedzibą w Stanach Zjednoczonych w swoich najnowszych kalkulacjach mówi o ponad 7 tys. zweryfikowanych ofiar, sprawdza też kolejne ponad 11 tys. zgłoszonych przypadków. W przypadku poprzednich krwawo tłumionych protestów przez irańskie władze dane podawane przez HRANA okazywały się być wiarygodne.
Na słowa Trumpa zareagował Abbas Arakczi i zażądał dowodów na jego tezy. I odpowiedział własnymi liczbami: jego zdaniem w wyniku starć podczas protestów zginęło 3117 osób. Irańskie władze utrzymują, że w czasie kulminacji protestów, głównie między 7 a 10 stycznia, Iran padł ofiarą inspirowanych przez Mosad i CIA uzbrojonych grup. Liczne świadectwa i filmy wypływające z Iranu przeczą jednak jego opowieści. Dowody jakimi dysponujemy wskazują na to, że mieliśmy przede wszystkim z silnym wybuchem społecznego niezadowolenia, a duża część zabitych to ofiary próby siłowego zdławienia buntu przez służby Republiki Islamskiej.
Modżtaba Chamenei wspomniany w amerykańskich planach jako następca swojego ojca na stanowisku Najwyższego Przywódcy faktycznie jest uważany za jednego z faworytów do objęcia tego stanowiska. Modżtaba nie jest jednak wyznaczonym następcą. W Republice Islamskiej obowiązuje doktryna wilajat al-fakih, co oznacza „zwierzch ność uczonego-prawnika". Prawnik oznacza tutaj osobę o wysokich kompetencjach w prawie religijnym i teologii. Do irańskiego prawa wprowadził ją Ruhollah Chomeini, na jej podstawie utworzył instytucję rahbara, co na polski tłumaczy się zwykle jako Najwyższego Przywódcę.
Takich przywódców Republika Islamska miała dotyczas w swojej 47-letniej historii zaledwie dwóch. To Chomeini i Chamenei. Chamenei nie był jednak wcale wyznaczony przez Chomeiniego na jego następcę. Podobnie jest teraz. Przywódcę wybiera 88-osobowe Zgromadzenie Ekspertów.
Teoretycznie po śmierci Chameneiego, to właśnie to grono wybierałoby trzeciego Najwyższego Przywódcę. Na razie jednak Iran stoi na granicy wyniszczającej wojny. A dzisiejszy irański system władzy chwieje się pod naciskiem zewnętrznym i piętrzącymi się problemami wewnętrznymi. Trudny do wyobrażenia sobie jeszcze kilka lat temu scenariusz, dziś jest coraz bardziej realny: być może Chamenei będzie ostatnim Najwyższym Przywódcą Islamskiej Republiki Iranu.
Przeczytaj także: