0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

5 minut temu

Prawa autorskie: "AFP PHOTO / HO / SEPAHNEWS"AFP PHOTO / HO / SE...

Iran przepuścił katarski tankowiec przez Cieśninę Ormuz

Po raz pierwszy od wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem przez Cieśninę Ormuz przepłynął gazowiec z Kataru. Kuwejt poinformował o wrogich dronach w swojej przestrzeni powietrznej.

Co się wydarzyło?

Katarski tankowiec LNG Al Kharaitiyat zmierzający do pakistańskiego portu Qasim w niedzielę 10 maja przepłynął przez Cieśninę Ormuz – poinformował Reuters. To pierwszy katarski statek ze skroplonym gazem ziemnym, który pokonał tę trasę od początku wojny USA i Izraela z Iranem, która wybuchła 28 lutego.

Według źródeł Reutersa Teheran zgodził się na przepłynięcie jednostki w geście wobec Kataru i Pakistanu, które pośredniczą w kontaktach między stronami konfliktu. Pakistan od tygodni zmaga się z problemami energetycznymi po ograniczeniu dostaw LNG z regionu.

Mimo obowiązującego od miesiąca zawieszenia broni sytuacja w regionie pozostaje niestabilna. Po dwóch dobach względnego wyciszenia walk w niedzielę Kuwejt poinformował o wykryciu kilku wrogich dronów w swojej przestrzeni powietrznej. W ostatnich dniach dochodziło też do incydentów między siłami irańskimi i amerykańskimi w rejonie cieśniny, a w piątek pod ostrzałem ponownie znalazły się Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Teheran podtrzymuje, że statki państw stosujących się do amerykańskich sankcji wobec Iranu mogą mieć problemy z przepływem przez cieśninę.

Amerykańska administracja wciąż oczekuje odpowiedzi Teheranu na propozycję formalnego zakończenia wojny i rozpoczęcia rozmów m.in. o irańskim programie nuklearnym.

Jaki jest kontekst?

Żegluga przez Cieśninę Ormuz jest poważnie ograniczona od końca lutego, gdy po rozpoczęciu wojny USA i Izraela z Iranem Waszyngton nałożył blokadę na irańskie statki. Teheran odpowiedział zwiększeniem kontroli nad ruchem morskim i groźbami wobec jednostek państw wspierających amerykańskie sankcje. Cieśnina nie została całkowicie zamknięta, ale ruch odbywa się nieregularnie i obarczony jest ogromnym ryzykiem. Część armatorów zawiesiła rejsy, a koszty transportu i ubezpieczeń gwałtownie wzrosły.

W okresie od końca lutego do maja w Cieśninie Ormuz doszło do szeregu incydentów z udziałem statków handlowych. Reuters i brytyjska agencja UKMTO informowały m.in. o ostrzałach kontenerowców pływających pod banderami Grecji, Panamy i Liberii oraz o przypadkach zbliżania się uzbrojonych jednostek irańskich do statków cywilnych. Przed wojną przez Cieśninę Ormuz przepływało około 20 proc. światowych dostaw ropy oraz duża część eksportu LNG z Zatoki Perskiej.

Miesiąc temu strony USA i Iran ogłosiły zawieszenie broni, jednak jest ono bardzo niestabilne. W ostatnich dniach doszło do najpoważniejszych incydentów od czasu jego wejścia w życie, w tym wymiany ognia w rejonie cieśniny i ataków na cele w Zatoce Perskiej.

Równolegle trwają działania dyplomatyczne. Katar i Pakistan pośredniczą w kontaktach między Waszyngtonem a Teheranem. USA naciskają na szybkie porozumienie przed planowaną wizytą prezydenta Donalda Trumpa w Chinach. Iran dotąd nie odpowiedział formalnie na amerykańską propozycję rozpoczęcia rozmów pokojowych.

Waszyngton bezskutecznie zabiega o międzynarodowe wsparcie dla operacji ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz. Państwa NATO, w tym Włochy, odrzuciły apel o wysłanie okrętów bez mandatu międzynarodowego i szerszego porozumienia pokojowego. Jednocześnie Wielka Brytania wysłała do regionu niszczyciel HMS Dragon, a Francja skierowała na Morze Czerwone lotniskowiec Charles de Gaulle. Oba państwa uczestniczą w pracach nad koncepcją ewentualnej międzynarodowej misji mającej zapewnić bezpieczeństwo żeglugi przez Cieśninę Ormuz.

Przeczytaj także:

12:13 10-05-2026

Prawa autorskie: ScreenshotScreenshot

Kreml: koniec wojny nie tak prędko

Kreml zajął się w niedzielę prostowaniem słów Putina, jakoby wojna w Ukrainie miała się wkrótce skończyć. Z długich monologów Putina część agencji wyłapała właśnie takie zdanie — ale już z mętnego kontekstu wynikało, że żadnego końca wojny nie będzie.

Słowa „wojna wkrótce się skończy” Putin wypowiedział bowiem w charakterystycznym dla obecnej kremlowskiej narracji eschatologicznym kontekście. Zrobił to na zwołanej z nagła wieczorem 9 maja konferencji pasowej. Wojna się skończy, gdy Rosja zwycięży. A zwycięży „wkrótce”, czyli kiedyś w przyszłości, w czasach ostatecznych.

Doradca Putina Uszakow powtórzył 10 maja, że dopóki Ukraina nie wycofa się z Donbasu, nie ma mowy o pokoju. A obecnie nie jest to możliwe, gdyż mimo że Putin i Trump dogadali się w tej sprawie na Alasce w sierpniu 2025 r., to nie zgadza się na to ani Europa, ani sama Ukraina.

„W sierpniu ubiegłego roku na Alasce prezydent Putin przyjął propozycję prezydenta Trumpa. Zostawię to tak, bo wszystko inne zależy od drugiej strony” – powiedział zef MSZ Rosji Ławrow.

Dopóki Kijów nie wycofa swoich wojsk, można by przeprowadzić dziesiątki rund negocjacji, a wszystkie byłyby bezcelowe. „I wszyscy to rozumieją, a Kijów rozumie to doskonale. Ale jak dotąd, przy wsparciu Europejczyków, odmawiają podjęcia jakichkolwiek rozsądnych kroków” – podkreślił Uszakow. „A przynajmniej odmawiają nawet rozpoczęcia dyskusji na temat takiego kroku”.

„Specjalna operacja wojskowa na Ukrainie z pewnością zakończy się zwycięstwem. To nasza wojna. I wygramy ją” – ogłosił 10 maja rzecznik Putina Pieskow, potwierdzając, że chodzi o zwycięstwo w czasach ostatecznych.

Uszakow wyraził przy tym nadzieję, na wizytę na Kremlu wysłanników Trumpa: zięcia Kushnera i partnera od biznesu Witkoffa. Moskwa nadal uważa, że może wygrać wojnę w Ukrainie dzięki wsparciu Trompa, choć ten nie ma teraz na Putina czasu z powodu wojny z Iranem.

Ta moskiewska narracja jest głęboko schizofreniczna: z jednej strony Kreml wierzy w potęgę Trumpa i to, że może coś „kazać” zachodnim partnerom i Ukrainie. Z drugiej strony powtarza, że USA Trumpa skompromitowały się i okazały słabość, atakując Iran.

Jaki jest kontekst

Pozycja Rosji słabnie, czego dowodem były obchody „Dnia Zwycięstwa” – odbyły się bez ostrzału Moskwy przez Ukrainę, bo Ukraina w ostatniej chwili się na to zgodziła. Rosja próbowała ją sama najpierw przestraszyć zniszczeniem Kijowa, ale to nie poskutkowało.

Z tego, co mówił Putin na konferencji prasowej 9 maja, wynikało, że ostatecznie na akceptowalne dla Ukrainy warunki rozejmu i zgody na nieostrzeliwanie Placu Czerwonego, wpłynęły nie tyle USA co Chiny („Współpraca między Rosją a Chinami jest kluczowym czynnikiem stabilizacji stosunków międzynarodowych, czynnikiem odstraszającym i stabilizującym” – powiedział Putin).

To pod naciskiem zewnętrznym Moskwa musiała wycofać się ze swoich gróźb. A Putin swoim zwyczajem ukrył to pośród gróźb nowych — ze „wkrótce” zakończy wojnę w Ukrainie wielkim rosyjskim zwycięstwem.

Putin dodał nieco kontekstu do tego „wkrótce”. Będzie to wtedy, gdy do władzy wrócą w Europie politycy tak prorosyjscy jak były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. W tej chwili bowiem Moskwa liczy, że jeśli wstrzymanie poparcia USA dla Ukrainy nic Putinowi nie dało, to na pewno wszystko się zmieni, gdy cała Europa odwróci się od Ukrainy.

Moskwa nie ma w tej chwili innego pomysłu na zakończenie konfliktu.

Przeczytaj także:

(Na zdjęciu u góry — Putin przybywa na defiladę 3,5 minuty przed jej rozpoczęciem — opuścił ją po 45 minutach bez zbędnej wzłoki)

11:38 10-05-2026

Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i wyjechał do USA

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro był widziany na lotnisku Newark w USA. Zgodę na przyznanie mu wizy miał wydać sam Donald Trump. Minister sprawiedliwości zapowiada wniosek o ekstradycję.

Co się wydarzyło?

Były minister sprawiedliwości i poseł PiS Zbigniew Ziobro w sobotę 9 maja był widziany na lotnisku Newark w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych. Informację wraz ze zdjęciem przekazał redakcji TVN24 internauta. Pobyt polityka w USA potwierdziła następnie sprzyjająca PiS TV Republika.

Jak wynika z informacji Gazety Wyborczej, Ziobro wyjechał do Stanów Zjednoczonych wraz z żoną, Patrycją Kotecką. Polityk miał uzyskał amerykańską wizę za zgodą prezydenta Donalda Trumpa, który uznał, że PiS został jego jedynym sojusznikiem w UE po przegranej w wyborach Viktora Orbána – donosi „Wyborcza”.

Dziennik informuje też, że były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski pozostał na Węgrzech. Jego sytuacja prawna jest bardziej skomplikowana m.in. z powodu wystawionego za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Ziobro i Romanowski wcześniej przebywali na Węgrzech, gdzie otrzymali ochronę od rządu byłego premiera Viktor Orbán. Już wcześniej pojawiały się informacje, że mogą opuścić Budapeszt po zmianie władzy w tym kraju.

Żurek: wystąpimy o ekstradycję

Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział na antenie Polsat News w niedzielę 10 maja, że jeżeli będzie potwierdzone, że Zbigniew Ziobro jest w Stanach Zjednoczonych, to Prokuratura Krajowa wystąpi o jego ekstradycję.

„Wiemy, że pojawił się na lotnisku w Stanach Zjednoczonych, ale to nie oznacza jeszcze, że tam zamierza uciekać przed polskim wymiarem sprawiedliwości i chować się właśnie w Stanach” – powiedział minister Żurek. „Myślę, że dzisiaj wieczorem będziemy mieli już pewne informacje” – dodał.

Prokuratura Krajowa napisała w X, że na chwilę obecną nie dysponuje danymi potwierdzającymi wyjazd podejrzanego Zbigniewa Ziobry poza strefę Schengen. „Wszystkie pojawiające się w tym zakresie informacje są na bieżąco weryfikowane” – dodano.

Prokuratura Krajowa zapewnia, że „niezależnie od miejsca pobytu Zbigniewa Ziobry prokurator wykorzysta wszelkie środki przewidziane prawem polskim i międzynarodowym, aby sprowadzić podejrzanego do Polski i przedstawić mu zarzuty”.

Jaki jest kontekst?

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i wiceszef tego resortu Marcin Romanowski wyjechali z kraju ze względu na śledztwo w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości za rządów PiS.

Jak wynika z ustaleń OKO.press, fundusz, który miał wspierać ofiary przestępstw i finansować pomoc postpenitencjarną, był wykorzystywany do finansowania projektów związanych z politycznym zapleczem Suwerennej Polski oraz organizacjami powiązanymi z obozem władzy. Śledczy badają mechanizm ustawiania konkursów, przekazywania środków podmiotom niespełniającym wymogów oraz politycznego wpływu na podział pieniędzy.

Prokuratura zarzuca Ziobrze popełnienie 26 przestępstw. Według śledczych były minister miał polecać podwładnym działania naruszające prawo w celu zapewnienia wybranym organizacjom dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, ingerować w przygotowywanie ofert konkursowych oraz dopuszczać do przyznawania środków nieuprawnionym podmiotom.

Z kolei Marcin Romanowski, który nadzorował Fundusz Sprawiedliwości jako wiceminister sprawiedliwości w latach 2019–2023, usłyszał jesienią 2024 roku 11 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawiania konkursów dotyczących funduszu.

Po postawieniu zarzutów obaj politycy wyjechali na Węgry. Tam otrzymali ochronę od władz Viktora Orbána, co – według polskich władz – miało umożliwić uniknięcie odpowiedzialności karnej w Polsce. Sytuacja zmieniła się po wyborach parlamentarnych na Węgrzech, wygranych przez partię Pétera Magyara. Zwycięzca wyborów, który w sobotę 9 maja został zaprzysiężony na premiera, zapowiedział podczas pierwszej konferencji prasowej po wyborach, że jego rząd będzie respektował europejskie procedury prawne, w tym Europejski Nakaz Aresztowania, i wyda Polsce Ziobrę oraz Romanowskiego, jeśli nadal będą przebywać na terytorium Węgier.

Według informacji mediów Ziobro miał opuścić Węgry jeszcze przed formalnym uruchomieniem procedur ekstradycyjnych wobec niego. Za politykiem nie wystawiono jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania. W lutym 2026 Prokuratura Krajowa wystawiła za nim list gończy.

Przeczytaj także:

10:30 10-05-2026

Prawa autorskie: The State Emergency Service of Ukraine, https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/The State Emergency ...

Rosja ostrzeliwuje Ukrainę pomimo zawieszenia broni

Rosja naruszyła proponowane przez Kijów zawieszenie broni już ponad 1800 razy – poinformował prezydent Wołodymyr Zełenski.

Co się wydarzyło?

Mimo ogłoszonego zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą, rosyjskie siły kontynuowały ataki na ukraińskie miasta. W nocy z piątku na sobotę rosyjski dron uderzył w dziewięciopiętrowy budynek mieszkalny w północno-zachodniej części Charkowa – podał „Kyiv Independent”, powołując się na szefa władz obwodu charkowskiego Oleha Syniehubova.

Według lokalnych władz w ataku nie było ofiar śmiertelnych. Do szpitala trafiło jednak dwóch ośmioletnich chłopców, którzy doznali silnego szoku po eksplozji. Na miejscu nadal pracują służby ratunkowe.

Do kolejnego ataku doszło 9 maja w rejonie połohiwskim w obwodzie zaporoskim. Rosyjski dron uderzył tam w samochód osobowy. Zginął 67-letni mężczyzna, a dwie osoby zostały ranne.

Ofiary odnotowano również w obwodzie dniepropietrowskim. W wyniku rosyjskiego ostrzału zginęła 46-letnia kobieta, a 87-letnia mieszkanka regionu została ranna.

Jaki jest kontekst?

Ataki miały miejsce w pierwszej dobie trzydniowego rozejmu ogłoszonego 8 maja przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Zawieszenie broni miało obowiązywać po tym, jak Rosja i Ukraina przedstawiły własne propozycje czasowego wstrzymania walk.

Kijów proponował rozpoczęcie rozejmu od północy 6 maja. Wcześniej Moskwa zapowiedziała 48-godzinne zawieszenie działań wojennych na czas obchodów Dnia Zwycięstwa przypadającego 8 i 9 maja.

Rozejm był związany z organizowaną w Moskwie paradą z okazji zakończenia II wojny światowej. Władze w Kijowie deklarowały, że w czasie uroczystości powstrzymają się od ataków dronowych na rosyjską stolicę. Ukraina zaznaczała jednak, że ograniczenie działań będzie możliwe wyłącznie pod warunkiem przestrzegania zawieszenia broni przez stronę rosyjską.

Według ukraińskich władz mimo formalnego rozejmu walki na froncie trwały nadal. W ciągu ostatniej doby odnotowano 121 starć bojowych.

Pomimo złamania warunków czasowego zawieszenia broni Rosja twierdzi, że przestrzega porozumienia. „Wszystkie rosyjskie grupy wojsk w Północnym Okręgu Wojskowym (NMD) nadal ściśle przestrzegają zawieszenia broni”, poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony, cytowane przez agencję TASS.

„Zgodnie z decyzją Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, podczas obchodów 81. rocznicy Dnia Zwycięstwa, od północy 8 maja, wszystkie grupy wojsk rosyjskich w strefie operacji wojskowej specjalnej będą nadal ściśle przestrzegać zawieszenia broni i pozostaną na wcześniej zajętych liniach i pozycjach” – czytamy w oświadczeniu.

Przeczytaj także:

09:15 10-05-2026

Prawa autorskie: fot. Rada Europejska, 2026fot. Rada Europejska...

Tak robiono propagandę w mediach Orbána

Byli i obecni pracownicy węgierskich mediów publicznych opisują polityczne naciski, ręczne sterowanie przekazem i wykorzystywanie rosyjskiej propagandy w czasach rządów Viktora Orbána.

Co się wydarzyło?

Kilku byłych i obecnych pracowników węgierskich mediów publicznych opowiedziało o kulisach pracy w redakcjach podporządkowanych politycznie rządowi Viktora Orbána. W rozmowie z internetowym kanałem Partizán dziennikarze i redaktorzy ujawnili, że otrzymywali odgórne instrukcje dotyczące treści materiałów, sposobu relacjonowania wydarzeń oraz tematów, których należało unikać.

Kata Nyitrai, Eszter Dóra Nagy, Anna P. Ujvári i István Bereznay opowiadali, że po przejęciu władzy przez Fidesz media publiczne regularnie korzystały z materiałów opartych na rosyjskiej propagandzie i treściach z niewiarygodnych źródeł. Dziennikarze państwowej agencji informacyjnej MTI mieli też otrzymywać gotowe pytania na konferencje prasowe rządu albo w ogóle nie mogli zadawać pytań politykom.

István Bereznay, były redaktor naczelny portalu hirado.hu, należącego do publicznego nadawcy, twierdził, że w czasie kampanii wyborczych obowiązywały nieformalne zakazy cytowania niezależnych mediów krytycznych wobec rządu. Według relacji pracowników instrukcje dotyczące treści schodziły z najwyższych szczebli kierownictwa MTVA, węgierskiego nadawcy publicznego, a kluczową rolę miał odgrywać Zsolt Németh, dyrektor kanału M1 odpowiedzialny za polityczny przekaz stacji.

Jedna z byłych pracownic mediów publicznych, Anna P. Ujvári, mówiła wprost, że media publiczne „kłamały rano, wieczorem i na wszystkich częstotliwościach”. Część rozmówców przyznała, że praca przy propagandowych materiałach wywoływała dylematy moralne. Bereznay przekonywał jednak, że jeśli nie on wykonywałby tę pracę, zrobiłby to ktoś inny.

W materiale przypomniano też ustalenia śledcze portalu Direkt36. Z przecieków wynikało m.in., że współpracownicy Orbána mieli bezpośrednio wpływać na treść depesz publikowanych przez MTI. Redakcje dostawały również polecenia, by niemal dosłownie publikować komunikaty ministerstw oraz informacje od firm należących do oligarchy Lőrinca Mészárosa, jednego z najbliższych biznesowych sojuszników Orbána.

Niezależny portal Kontroll ujawnił z kolei nagrania audio, na których ówczesny szef hirado.hu miał zapowiadać ręczne poprawianie materiałów dotyczących Pétera Magyara tak, by nie eksponować opinii lidera opozycji. Informacje o kulisach działania mediów publicznych podały Partizán, Direkt36 i Kontroll.

Jaki jest kontekst?

Od powrotu Viktora Orbána do władzy w 2010 roku Węgry stały się jednym z najczęściej wskazywanych w Europie przykładów politycznego podporządkowywania mediów. Jeszcze kilkanaście lat temu kraj znajdował się w czołówce państw regionu pod względem wolności prasy, jednak według Reporterów bez Granic systematycznie spadał w światowym rankingu wolności mediów. W najnowszym zestawieniu RSF Węgry zajmują 74. miejsce na świecie, a organizacja uznała system stworzony przez Fidesz za przykład politycznego przejęcia rynku medialnego.

Kluczowym elementem zawłaszczenia mediów na Węgrzech było utworzenie w 2018 roku fundacji KESMA. Do organizacji kontrolowanej przez ludzi związanych z Fideszem trafiły setki gazet, portali, stacji radiowych i telewizyjnych. Media publiczne zostały podporządkowane rządowi, a wiele prywatnych redakcji przejęli oligarchowie powiązani z obozem Orbána. Część krytycznych tytułów zamknięto lub zmieniono ich linię redakcyjną. Niezależne media, takie jak Telex, 444.hu czy Partizán, funkcjonowały głównie dzięki wsparciu czytelników.

Nowy premier Péter Magyar, zaprzysiężony w sobotę 9 maja po zwycięstwie partii TISZA w kwietniowych wyborach parlamentarnych, zapowiedział szybkie zmiany na rynku medialnym. Jego rząd chce czasowo zawiesić programy informacyjne mediów publicznych do czasu stworzenia nowych zasad działania nadawcy państwowego. Magyar zapowiada też nową ustawę medialną, utworzenie niezależnego regulatora rynku i ograniczenie politycznej kontroli nad redakcjami. Deklaruje też koniec państwowej propagandy oraz odebranie wpływu oligarchom związanym z poprzednią władzą.

Przeczytaj także: