Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kreml zajął się w niedzielę prostowaniem słów Putina, jakoby wojna w Ukrainie miała się wkrótce skończyć. Z długich monologów Putina część agencji wyłapała właśnie takie zdanie — ale już z mętnego kontekstu wynikało, że żadnego końca wojny nie będzie.
Słowa „wojna wkrótce się skończy” Putin wypowiedział bowiem w charakterystycznym dla obecnej kremlowskiej narracji eschatologicznym kontekście. Zrobił to na zwołanej z nagła wieczorem 9 maja konferencji pasowej. Wojna się skończy, gdy Rosja zwycięży. A zwycięży „wkrótce”, czyli kiedyś w przyszłości, w czasach ostatecznych.
Doradca Putina Uszakow powtórzył 10 maja, że dopóki Ukraina nie wycofa się z Donbasu, nie ma mowy o pokoju. A obecnie nie jest to możliwe, gdyż mimo że Putin i Trump dogadali się w tej sprawie na Alasce w sierpniu 2025 r., to nie zgadza się na to ani Europa, ani sama Ukraina.
„W sierpniu ubiegłego roku na Alasce prezydent Putin przyjął propozycję prezydenta Trumpa. Zostawię to tak, bo wszystko inne zależy od drugiej strony” – powiedział zef MSZ Rosji Ławrow.
Dopóki Kijów nie wycofa swoich wojsk, można by przeprowadzić dziesiątki rund negocjacji, a wszystkie byłyby bezcelowe. „I wszyscy to rozumieją, a Kijów rozumie to doskonale. Ale jak dotąd, przy wsparciu Europejczyków, odmawiają podjęcia jakichkolwiek rozsądnych kroków” – podkreślił Uszakow. „A przynajmniej odmawiają nawet rozpoczęcia dyskusji na temat takiego kroku”.
„Specjalna operacja wojskowa na Ukrainie z pewnością zakończy się zwycięstwem. To nasza wojna. I wygramy ją” – ogłosił 10 maja rzecznik Putina Pieskow, potwierdzając, że chodzi o zwycięstwo w czasach ostatecznych.
Uszakow wyraził przy tym nadzieję, na wizytę na Kremlu wysłanników Trumpa: zięcia Kushnera i partnera od biznesu Witkoffa. Moskwa nadal uważa, że może wygrać wojnę w Ukrainie dzięki wsparciu Trompa, choć ten nie ma teraz na Putina czasu z powodu wojny z Iranem.
Ta moskiewska narracja jest głęboko schizofreniczna: z jednej strony Kreml wierzy w potęgę Trumpa i to, że może coś „kazać” zachodnim partnerom i Ukrainie. Z drugiej strony powtarza, że USA Trumpa skompromitowały się i okazały słabość, atakując Iran.
Pozycja Rosji słabnie, czego dowodem były obchody „Dnia Zwycięstwa” – odbyły się bez ostrzału Moskwy przez Ukrainę, bo Ukraina w ostatniej chwili się na to zgodziła. Rosja próbowała ją sama najpierw przestraszyć zniszczeniem Kijowa, ale to nie poskutkowało.
Z tego, co mówił Putin na konferencji prasowej 9 maja, wynikało, że ostatecznie na akceptowalne dla Ukrainy warunki rozejmu i zgody na nieostrzeliwanie Placu Czerwonego, wpłynęły nie tyle USA co Chiny („Współpraca między Rosją a Chinami jest kluczowym czynnikiem stabilizacji stosunków międzynarodowych, czynnikiem odstraszającym i stabilizującym” – powiedział Putin).
To pod naciskiem zewnętrznym Moskwa musiała wycofać się ze swoich gróźb. A Putin swoim zwyczajem ukrył to pośród gróźb nowych — ze „wkrótce” zakończy wojnę w Ukrainie wielkim rosyjskim zwycięstwem.
Putin dodał nieco kontekstu do tego „wkrótce”. Będzie to wtedy, gdy do władzy wrócą w Europie politycy tak prorosyjscy jak były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. W tej chwili bowiem Moskwa liczy, że jeśli wstrzymanie poparcia USA dla Ukrainy nic Putinowi nie dało, to na pewno wszystko się zmieni, gdy cała Europa odwróci się od Ukrainy.
Moskwa nie ma w tej chwili innego pomysłu na zakończenie konfliktu.
Przeczytaj także:
(Na zdjęciu u góry — Putin przybywa na defiladę 3,5 minuty przed jej rozpoczęciem — opuścił ją po 45 minutach bez zbędnej wzłoki)