Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wciąż nie mamy oficjalnie opublikowanej treści porozumienia. Amerykańska prasa dzieli się dziś jednak tekstem umowy, do której dotarli dziennikarze Bloomberga. Warunki, na jakie zgodził się Trump, nie stawiają go w dobrym świetle
W nocy czasu polskiego Bloomberg opublikował treść Memorandum of Understanding (MoU) między Iranem i USA, czyli wstępnego porozumienia o zakończeniu wojny.
W kolejnych godzinach treść dokumentu potwierdziły inne media. Irańska agencja prasowa Tasnim cytowała anonimowego urzędnika, który twierdzi, że niektóre fragmenty są zacytowane niedokładnie — bez wyszczególnienia jakie.
Ze strony amerykańskiej nie pojawiło się jednak dotychczas żadne dementi na temat tekstu. Ewentualne szczegółowe różnice mogą wynikać z tłumaczenia. Angielski tekst, zaprezentowany przez Bloomberga, najpewniej jest faktyczną treścią memorandum.
To czternastopunktowy dokument, który potwierdza właściwie wszystkie dotychczasowe przecieki. Czyli: podpisanie dokumentu kończy wojnę na wszystkich frontach, w tym w Libanie; Amerykanie zdejmują swoją blokadę morską Iranu; strony mają kolejne 60 dni na wynegocjowanie pełnego porozumienia. Chyba że obie zgodzą się na przedłużenie. To podstawowe informacje, które de facto już znaliśmy.
Z dokumentu dowiadujemy się też jednak o kilku szczegółach, o których dotychczas nie pisano szeroko:
Wiemy na pewno, że pierwsze irańskie tankowce minęły dziś linię amerykańskiej blokady.
Iran i USA czekają bardzo trudne negocjacje. Na dziś trudno wyobrazić sobie, by udało się je przeprowadzić w ciągu zapowiadanych w memorandum 60 dni. Jednym z kluczowych czynników będzie sytuacja pomiędzy Izraelem i Libanem, o czym pisaliśmy szerzej wczoraj.
Po upublicznieniu treści umowy, trudno widzieć te warunki inaczej niż jako porażkę USA. Wystarczy spojrzeć na warunki, jakich Amerykanie domagali się przed wojną, w lutym tego roku. Wówczas negocjatorzy i dyplomaci z USA otwarcie mówili nie tylko o radykalnym ograniczeniu irańskiego programu atomowego, ale też np. o znacznym ograniczeniu programu rozwoju rakiet balistycznych, czy zaprzestaniu wsparcia dla regionalnych sojuszników Iranu, takich jak Hamas i Hezbollah.
W MoU nie ma o tych dwóch tematach ani słowa. USA zobowiązało się za to do uwolnienia zablokowanych irańskich środków i zorganizowania ogromnego funduszu odbudowy. Trudno nie zauważyć, że są to warunki gorsze niż te, które Amerykanie chcieli uzyskać przed wojną. A jednym z głównych punktów obecnego porozumienia jest odblokowanie żeglugi w cieśninie Ormuz, która nie była zablokowana przed wojną.
Oczywiście do przekazania Iranowi ogromnych środków na odbudowę jest jeszcze bardzo daleko. Byłoby to bardzo trudne bez zniesienia sankcji. A to zależy od przebiegu dalszych negocjacji. Te dalej będą przebiegać w atmosferze nieufności. Z tego właśnie powodu dojście dziś do jakiegokolwiek porozumienia trzeba uznać za sukces. Ale jego treść najprawdopodobniej odzwierciedla twardą powojenną rzeczywistość: władze Iranu ustały tę konfrontację i w stosunkach z USA czują się pewnie, a Donald Trump musiał to zaakceptować.
To wszystko nie znaczy, że irańskie władze mogą dziś odetchnąć z ulgą i pławić się w swoim sukcesie. Wzajemna nieufność oznacza, że świadomość, że konfrontacja może szybko powrócić, istnieje.
Władze Republiki Islamskiej wiedzą też, że mierzą się z poważnymi problemami gospodarczymi, a droga do uzyskania miliardów dolarów od Amerykanów jest długa. W dzisiejszym przemówieniu przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf mówił, że Iran musi zejść z drogi konfrontacji i zająć się poprawą warunków gospodarczych w kraju.
Warto przypomnieć: w styczniu wybuchły w Iranie jedne z największych w historii protestów społecznych. A katalizatorem była m.in. wysoka inflacja. Wówczas władze krwawo stłumiły protesty.
Podpisanie MoU nie oznacza więc, że Iran zniknie z prasowych nagłówków.
Przeczytaj także: