Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Putin w rozmowie telefonicznej poinformował Trumpa, że ukraińskie drony dalekiego zasięgu próbowały zaatakować jego rezydencję pod Nowogrodem. Trump, który dzień wcześniej przyjaźnie rozmawiał z prezydentem Zełenskim, rewelacje Putina miał przyjąć na wiarę. Przyjął też do wiadomości, że teraz „Rosja będzie musiała odpowiedzieć”. Ukraina dementuje fakt ataku
Po spotkaniu Trumpa z prezydentem Zełenskim Rosja przez chwilę sprawiała wrażenie, że rozważa plan pokojowy negocjowany na Florydzie. Ale po południu Moskwa ogłosiła, że ukraińskie drony próbowały zaatakować rezydencję Putina pod Nowogrodem, więc zmienia swoje stanowisko negocjacyjne.
Temat „odwetowego ataku” na Ukrainę był czołówką, a także powtarzającym się tematem wieczornego dziennika telewizyjnego „Wiesti”. „Analitycy” rozważali tam, w co powinna uderzyć teraz Rosja w Ukrainie: rezydencję prezydenta w Kijowie, siedziby ministerstw czy parlamentu. Twierdzili, że Ukraina właśnie „wypowiedziała wojnę Rosji” i „odpowiedź” jest konieczna. Najlepiej przy użyciu rakiety balistycznej „Oriesznik”. „Rosja nie może postąpić inaczej”.
Następnie szef dyplomacji Ławrow ogłosił, że termin i cele ataku są już wyznaczone.
Na rannym briefingu rzecznik Putina opowiadał, że po ukraińsko-amerykańskich negocjacjach na Florydzie pokój jest „znacznie bliższy”, Prezydent Zełenski napisał zaś na X, że z relacji Trumpa wynika, iż omawiał on z Putinem szczegółowo 20-punktowy plan pokojowy. Ten, który daje Ukrainie niezależność gwarancje bezpieczeństwa. Ukraina ujawniła plan 24 grudnia, Moskwa prawie natychmiast go odrzuciła. A jednak wedle Trumpa Putin miał ten plan z nim 28 grudnia omawiać tuż przed spotkaniem Trumpa z Zełenskim.
Wszystko to wskazywało, że Rosja traktuje wynik rozmów na Florydzie jako porażkę. Ale nie może wprost zaatakować Trumpa.
Przeczytaj także:
Po spotkaniu na Florydzie 28 grudnia Zełenski i Trump przyznali, że kwestią sporną w planie pokojowym pozostaje Donbas, bo Ukraina nie zamierza oddawać „swojej ziemi i ludzi”. Trump powiedział, że Putin chciałby Donbas dostać, ale „to jest do dyskusji”.
Następnego dnia w Moskwie Pieskow odmówił odpowiedzi na pytanie, czy żądanie obejmuje też Chersońszczyznę i Zaporoże.
Do tej pory był to „geograficzny szczegół”, który umykał uwadze Amerykanów. Ale Moskwa stale przypominała, że jej roszczenia nie ograniczają się do obwodów ługańskiego i donieckiego Ukrainy, których częścią jest też dawne centrum przemysłowo-wydobywcze, czyli Donbas. Gdyż Rosja wpisała sobie jeszcze w 2022 r. do konstytucji obwód chersoński i zaporoski. Zamierza te tereny „wyzwolić”, skoro Ukraińcy nie chcą się wycofać.
Poranna powściągliwość Pieskowa mogła sugerować, że na skutek dyplomacji Trumpa Kremlu wykluwa się nowe stanowisko.
Pieskow nie powiedział też – co jest stałym refrenem oficjalnych komunikatów Kremla – że Rosja zamierza „zrealizować wszystkie cele specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie. Zamiast tego powiedział, że Moskwa „rozważa" plan pokojowy Trumpa „w kontekście” swoich celów w Ukrainie. Mogło być to kolejnym sygnałem nadchodzącej zmiany. Ale nie było.
Po południu Rosja wróciła do dawnych twardych wojennych warunków. Najpierw Putin pojawił się na kolejnej odprawie wojskowej. I kazał się poinformować, jak przebiega „całkowite wyzwalanie Donbasu” (ostatnio publicznie pytał o to w sobotę 27 grudnia, kolejna odprawa z wojskowymi jest więc wyraźnym sygnałem). Wyjaśnił, że „wyzwalanie” obejmuje też obwody chersoński i zaporoski – czego kilka godzin wcześniej Pieskow nie był pewien. I następuje „sprawnie” – wojskowi meldowali, że potrzebują jeszcze miesiąca-dwóch. „Zadania wyzwolenia Donbasu, obwodów zaporoskiego i chersońskiego realizowane są etapami zgodnie ze specjalnym planem operacji wojskowej” – powiedział Putin.
Nakazał też “dalsze prace nad powiększaniem strefy bezpieczeństwa” w obwodzie sumskim Ukrainy. Czyli dalsze bombardowanie tych terenów.
Po kilku godzinach dopiero zabrał głos szef MSZ Rosji Ławrow: ogłosił, że jedna z rezydencji Putina, ta pod Nowogrodem, została zaatakowana przez ukraińskie drony. Dokładnie – przez 91 dronów. Wszystkie zostały zestrzelone. Rezydencji nie okazano.
Ale – ogłosił Ławrow – “biorąc pod uwagę ostateczne zwyrodnienie przestępczego reżimu kijowskiego, który przeszedł na politykę państwowego terroryzmu, pozycja negocjacyjna Rosji ulegnie rewizji”. “Moskwa nie pozostawi ataku bez odpowiedzi”.
Kiedy – zgodnie z umową z poprzedniego dnia – Putin i Trump zdzwonili się 29 grudnia po południu czasu moskiewskiego, żeby porozmawiać o efektach negocjacji na Florydzie 28 grudnia, Putin „zwrócił uwagę” Trumpa na atak na swój pałac. Według doradcy Putina Uszakowa,
Trump był „zszokowany” i miał powiedzieć „dzięki Bogu, nie daliśmy in Tomahawków”. A Putin miał poinformować Trumpowi, że teraz będzie musiał ”odpowiedzieć".
Trump – wedle Uszakowa – tej potrzeby nie zakwestionował.
Następnie „ prezydenci bardzo przyjaźnie zgodzili się na kontynuowanie dialogu” – powiedział Uszakow. Zatem planowany atak na Ukrainę odbędzie się za zgodą Trumpa. Bowiem – wedle Uszakowa – ukraiński atak wyraźnie wpłynął na stosunek Trumpa do Ukrainy.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ogłosił tymczasem, że nie było ataku na pałac Putina i że to rosyjskie kłamstwo. Według Zełenskiego Moskwa próbuje zablokować rozmowy pokojowe.
Drony pod Nowogrodem wyglądają na pretekst. Powodem ataku mogą być niekorzystne dla Rosji wyniki rozmów na Florydzie. Putin próbował odwieść Trumpa od negocjowania „20-punktowego planu”, ale tak się nie stało.
Jeśli chodzi o drony, Rosja od wielu miesięcy codziennie zestrzeliwuje ich nad swym terytorium kilkaset. Informowanie o tym jest częścią rutynowego oficjalnego rosyjskiego przekazu.
Ostatnio atakowały one instalacje pod Moskwą. Ukraina zniszczyła też radary antydronowe na Krymie I rafinerię syzrańską. Ofiar tych ataków – w przeciwieństwie do ataków rosyjskich na Ukrainę – jest mało. Najwyraźniej Ukraina mierzy precyzyjnie.
Przy czym, o ile trudno uwierzyć, żeby dzień po rozmowach na Florydzie i po zapewnieniach o gotowości zawarcia pokoju Ukraina rzeczywiście próbowała uderzyć w jeden z licznych pałaców Putina, to przecież wcześniej mierzyła w rezydencję na Kremlu. I Putin to ostentacyjnie lekceważył.
Ostatniego przykładu swojej stolicy, Moskwy, Putin nie może jednak Trumpowi podać, skoro dwa dni wcześniej jego armia zorganizowała masowy atak dronowy na Kijów.
Ale atak – o którym nie wiemy, czy miał miejsce – na rezydencję Putina, w której go nie było (gdyż miał spotkania na Kremlu), to jest to komunikat do Trumpa. Bo to tak, jakby ktoś chciał trafić w jego Mar-a-Lago w Palm Beach.
Teraz jednak przy pomocy opowieści o „państwowym terroryzmie” i „ataku na państwową rezydencję prezydenta” Kreml mówi Trumpowi, że miał swój pokój rzeczywiście w zasięgu ręki. Ale Ukraina wszystko zepsuła. Żeby nie było wątpliwości, chwile po Ławrowie jego zastępca Aleksandr Gruszko powiedział, że Ukraina dokonała prowokacji „w momencie, gdy negocjacje pokojowe weszły w decydującą fazę”.
Tymczasem Rosja nie chce pokoju i nie może się nań zgodzić. W tej chwili reżim Putna zależy od wojny i „ostatecznego zwycięstwa”. Jednak Putin stara się przekonać Trumpa, że przeciwnikiem jego starań pokojowych jest Ukraina. I – jak teraz mówi Kreml – „militarystyczna Europa”.
Równocześnie w przekazie rosyjskiej propagandy widać coraz więcej starań, by pokazać Putina jako zwycięskiego wodza, który „co obiecał, to zrobił” (słowa Putina). W przekazie dużo jest relacji o tym, jak to armia Putina zdobywa wsie, przysiółki i osiedla. Putin chwali wojskowych i zapewnia, że „wyzwalanie” następuje zgodnie z planem. I ma być kontynuowane. Pokazywany jest, jak wysłuchuje długich i szczegółowych raportów o sytuacji na froncie – jakby nie miał innych zadań.
Przeczytaj także:
Gospodarka Rosji zwalnia, od 1 stycznia rośnie VAT, więc koszty wojny wszyscy zobaczą w sklepach. Putin musi się więc wykazać efektami. Okazanie „słabości” poprzez ustępstwa w negocjacjach jest w tej sytuacji skrajnie niebezpiecznie. A na to wyglądały negocjacje na Florydzie. Zwłaszcza, że – najwyraźniej ufając przyjaźni Trumpa – Moskwa już ogłosiła, że chce całej Ukrainy i wycofania się NATO ze wschodniej flanki (więc i z Polski).
Putin bardzo potrzebuje teraz krwawych sukcesów w Ukrainie.
Obszerna i szczegółowa zapowiedź ataku na Ukrainę, która zajęła dużą część wieczornego dziennika telewizyjnego „Wiesti”, dobrze to pokazuje. Rosjanie mają się cieszyć, że świat się boi.