Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
John C. Phelan, który nadzorował blokadę irańskich portów, został zwolniony nagle, ze skutkiem natychmiastowym
Pentagon nie podał żadnych oficjalnych powodów dymisji. W krótkim komunikacie ogłosił, że „sekretarz marynarki wojennej John C. Phelan opuszcza administrację ze skutkiem natychmiastowym”. Ogłoszenie było o tyle zaskakujące, że marynarka wojenna pełni dziś kluczową rolę w nadzorowaniu blokady irańskich portów. A decyzja zapadła podczas jednego spotkania w Białym Domu.
Jak podaje CNN, za odwołaniem ma stać amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth, który przekonał Donalda Trumpa, że Phelan zbyt wolno reformuje budowę amerykańskich okrętów i musi odejść. Hegseth miał być też zirytowany bezpośrednią komunikacją Phelana z prezydentem USA, którą sekretarz wojny odbierał jako „próbę ominięcia go” i podkopywanie autorytetu.
Obowiązki Phelana tymczasowo przejmie dotychczasowych podsekretarz stanu w marynarce wojennej, człowiek z ruchu MAGA Hung Cao.
Nie wiadomo, na ile trzęsienie ziemi w amerykańskiej marynarce wojennej jest wynikiem wewnętrznych napięć, a na ile wypadkową rosnącej frustracji związanej z sytuacją w Iranie. Przypomnijmy, że USA wciąż są militarnie zaangażowane w nadzorowanie zawieszenia broni – do czasu wynegocjowania ostatecznego porozumienia. Tyle że Iran od kilku tygodni nie chce zgodzić się na warunki, które proponują USA. Chodzi m.in. o zawieszenie wzbogacania uranu na 20 lat, zakończenie wsparcia regionalnych sojuszników czy zrzeknięcie się 450 kg wysoko wzbogaconego uranu. Jak pisał w OKO.press Jakub Szymczak, dla Teheranu byłoby to równoznaczne z kapitulacją. Choć Trump straszy, że brak porozumienia to przepis na wojnę, to wcale nie pali się do dalszej interwencji militarnej. Wojna dla Amerykanów jest kosztowna i nie przynosi zakładanych rezultatów.
Przeczytaj także:
Zełenski apelował do Amerykanów, aby pomimo wojny w Iranie, sprawy Ukrainy nie odkładać na później.
22 kwietnia 2026 prezydent Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNN przyznał, że wojna w Iranie odwróciła uwagę od rosyjskiej agresji na Ukrainę. Zełenski stwierdził, że choć rozmowy z Waszyngtonem wciąż są prowadzone, to nie widzi możliwości kolejnego spotkania, dopóki „kwestia Iranu nie zostanie zamknięta”. Wyzwaniem ma być fakt, że negocjacjami na obu frontach zajmuje się ten sam zespól negocjacyjny prowadzony przez Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa. Zełenski przypomniał jednak, że sprawy ukraińskiej nie można odkładać na później. "Ukraina już teraz przeżywa tak wielką tragedię, że musimy znaleźć sposób, by radzić sobie z tą sytuacją równolegle” – apelował.
Prezydent Ukrainy przyznał też, że wojna w Iranie spowodowała zakłócenia w dostawach broni dla Kijowa. Chodzi zwłaszcza o pociski przeciwbalistyczne. Jak wyjaśniał, Ukraina dostaje ich mniej, bo Amerykanie mają dziś ograniczone moce produkcyjne.
Wywiad odbył się zaledwie kilka godzin po tym, jak Unia Europejska ogłosiła, że udało się wynegocjować wstępne porozumienie w sprawie udzielenia Ukrainie bezprecedensowej pożyczki. Chodzi aż o 90 mld euro na obronę przed rosyjską agresją. Wcześniej program był bokowany przez ustępującego premiera Węgier Viktora Orbana i premiera Słowacji Roberta Ficę. Chodziło o rzekome opóźnianie naprawy rurociągu Przyjaźń, którym do obu krajów płynie rosyjska ropa.
Zełenski na antenie CNN stwierdził, że unijne środki to dla Kijowa kwestia życia i śmierci. Tłumaczył, że Ukraina produkuje obecnie ok. tysiąc dronów przechwytujących, a ma dwukrotnie wyższe zdolności produkcyjne. „Ale nie mamy funduszy. To naprawdę kwestia naszego przetrwania, bardzo potrzebujemy tych pieniędzy do obrony” – powtórzył Zełenski.
Wywiad w CNN to kolejny odcinek ofensywy dyplomatycznej Ukrainy. Od czasu wybuchu wojny w Iranie, Amerykanie stracili zainteresowanie Kijowem. Prezydent Donald Trump traktuje Ukrainę instrumentalnie, jako przedmiot negocjacji z sojusznikami z NATO. Na początku kwietnia Trump groził, że jeśli kraje europejskie nie wesprą go w odblokowaniu cieśniny Ormuz, całkowicie wstrzyma dostawy broni dla Ukrainy. Broni, którą od Amerykanów kupują europejskie kraje i przekazują jako wsparcie dla Kijowa.
Prezydent Zełenski nie ogląda się jednak tylko na USA, które nie potrafią wyjść z konfliktu na Bliskim Wschodzie. W środę 22 kwietnia Ukraina zwróciła się do Turcji z prośbą o zorganizowanie spotkania z Władimirem Putinem na neutralnym gruncie. Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha tłumaczył, że Kijów chce „nadać nowy impuls dyplomatycznym relacjom” obu krajów. Kreml ustami Dmitrija Pieskowa odpowiedział, że jest gotowy do spotkania w każdej chwili, ale tylko w Moskwie i tylko z jasno zarysowanym celem. Do żadnego spotkanie więc nie dojdzie. A impas negocjacyjny będzie trwał.
Przeczytaj także:
„W obecnej sytuacji możliwe jest, że spróbują zaatakować Kubę” kubański prezydent Miguel Diaz-Canel w rozmowie z brazylijskim portalem Opera Mundi ostrzega przed możliwymi planami USA.
Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel podkreślił, że Kubańczycy „nie dążą do konfrontacji z USA”. Dodał jednak, że muszą być gotowi „na zagrożenia ze strony administracji prezydenta Donalda Trumpa”.
„Musimy przygotować się, aby nie była to dla nas ani niespodzianka, ani porażka” – powiedział. Myślą przewodnią tych przygotowań jest „wizja defensywna (…), zgodnie z którą każdy Kubańczyk ma swoją rolę oraz misję do wypełnienia w obronie ojczyzny” (cytat za PAP).
Zaznaczył również, że jego kraj już musiał wzmocnić obronę wyspy, w związku z nasilającą się presją ze strony USA oraz blokadą naftową nałożoną przez Trumpa, przez którą Kuba przechodzi najgorszy od dziesięcioleci kryzys gospodarczy i energetyczny. Jak podaje „Guardian”, od stycznia Kuba otrzymała tylko jedną dostawę ropy naftowej z Rosji, po tym jak Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, grożące nałożeniem ceł handlowych na każdy kraj sprzedający ropę temu wyspiarskiemu państwu.
W marcu krajowa sieć energetyczna uległa załamaniu, a 10 milionów ludzi cierpiało z powodu powtarzających się przerw w dostawie prądu.
Prezydent Miguel Diaz-Canel jest jednak gotowy do rozmów z Waszyngtonem, ale pod warunkiem, że dialog będzie „prowadzony na zasadzie wzajemnego szacunku i bez narzucania poglądów”.
Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że „Kuba jest następna”, po tym, jak obalił przywódcę Wenezueli Nicolása Maduro i rozpoczął wojnę z Iranem. W ubiegły piątek 17 kwietnia po raz kolejny publicznie ogłosił, że USA mogą podjąć działania zbrojne wobec Kuby.
W marcu, kiedy w całym kraju zabrakło prądu, Trump mówił: „Wierzę, że będę miał zaszczyt zdobyć Kubę. To znaczy, czy ją wyzwolę, czy zdobędę – myślę, że będę mógł zrobić wszystko, co zechcę ”.
Prezydent Diaz-Canel udzielił 10 kwietnia wywiadu telewizji NBC News. Mówił: „Mamy wolne, suwerenne państwo. Mamy samostanowienie i niepodległość i nie jesteśmy poddani planom Stanów Zjednoczonych. Rząd USA, który wdrożył tę wrogą politykę wobec Kuby, nie ma moralności, by czegokolwiek od niej żądać”. Dodał, że „koncepcja rewolucjonistów, którzy się poddają i odchodzą – nie jest częścią naszego słownika”.
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Klimatu i Środowiska. Zaprosił do niej grono myśliwych, osoby związane z branżą drzewną i społeczników, którzy są „przeciwnikami ekoterroryzmu”.
Rada Klimatu i Środowiska została powołana w środę (22.04), a do jej zadań „należeć będzie wypracowywanie kierunków działań w zakresie ochrony środowiska, racjonalnego gospodarowania zasobami naturalnymi oraz uwzględniania długofalowych interesów państwa” – jak czytamy na stronie Kancelarii Prezydenta.
„Są z nami przedstawiciele zarówno praktycy z dziedziny leśnictwa, jak również specjaliści od ochrony wód, powietrza – mamy zatem cały zakres kompetencji”- mówił Podsekretarz Stanu w Kancelarii Mateusz Kotecki, wręczając nominacje członkom rady. W sumie powołano do niej 38 osób.
Wśród nich znalazł się Marcin Możdżonek, polityk Konfederacji i prezes Naczelnej Rady Łowieckiej. Były siatkarz i zapalony myśliwy zasłynął twierdzeniami, według których „bez odpowiedniej gospodarki łowieckiej zwierzęta by nas po prostu zjadły i byśmy mieli poważne, naprawdę poważne problemy”, a także obroną myśliwych przed badaniami lekarskimi i poparciem dla udziału dzieci w polowaniach. „Mój dziadek wiedział, w którym momencie pokazać, jak wygląda praca w gospodarstwie »od kuchni«. Umiejętnie to dawkował, abym nie miał żadnej traumy. Jeśli rodzice-myśliwi chcą wprowadzać dzieci w łowiectwo, to państwo nie powinno tego regulować” – mówił w wywiadzie dla WP.
Ale to nie jest jedyny myśliwy, który zasiada w Radzie Klimatu i Środowiska. Prezydent powołał również Macieja Perzynę, weterynarza z Katedry Chorób Dużych Zwierząt warszawskiego SGGW, który określa się jako „aktywista łowiecki i rolniczy”.
W Radzie znaleźli się również naukowcy, którzy zasiadali w zespole ds. reformy łowiectwa przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska po stronie myśliwych – profesorowie Henryk Okarma i Dariusz Gwiazdowicz.
Profesor Okarma pracuje w Instytucie Ochrony Przyrody Państwowej Akademii Nauk, jest też przewodniczącym Komisji Naukowej Naczelnej Rady Łowieckiej. Profesor Gwiazdowicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu również zasiadał w Komisji Naukowej NRL, ale został z niej odwołany w styczniu 2026. Jest stałym doradcą Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
O prof. Gwiazdowiczu można przeczytać m.in. w tekście Reginy Skibińskiej w OKO.press:
Przeczytaj także:
Kto poza myśliwymi znalazł się w Radzie?
Na przykład dr Grzegorz Chocian, hydrobiolog, prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii Ecoprobono. To częsty gość prawicowych mediów, a sam siebie przedstawia jako „bezkompromisowego przeciwnika zjawiska ekoterroryzmu”. Był członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody powołanej przez ministra Jana Szyszko.
W radzie znalazł się również poseł PiS Paweł Sałek i posłanka PiS oraz była wiceministra klimatu i środowiska Małgorzata Golińska, kilkoro myśliwych i przedstawiciele branży drzewnej – w tym Natalia Wysocka, która jest jedną z liderek Protestu Branży Drzewnej, ruchu sprzeciwiającego się ograniczeniom wycinek w lasach. Powołano również samorządowców, w tym Jacka Pauli, burmistrza Skaryszewa i Romana Bzdyka, wójta gminy Komańcza.
Przewodniczącym Rady został Sławomir Mazurek, politolog, były wiceminister środowiska i pełnomocnik rządu ds. rozwoju wydobycia węglowodorów oraz doradca prezydenta Andrzeja Dudy. Jest członkiem Zespołu ds. Laudato Si przy Episkopacie Polski.
1. Sławomir Mazurek,
2. Beata Bartuś-Jarno,
3. Bogdan Brzeziecki,
4. Roman Bzdyk,
5. Dariusz Całus,
6. Jarosław Cebulski,
7. Grzegorz Chocian,
8. Szymon Gajda,
9. Ryszard Gliwiński,
10. Małgorzata Golińska,
11. Krzysztof Gołębiewski,
12. Grzegorz Grzywaczewski,
13. Dariusz Gwiazdowicz,
14. Jacek Hilszczański,
15. Magdalena Kapuścińska,
16. Maria Mąka-Miros,
17. Zbigniew Mirek,
18. Marcin Możdżonek,
19. Roman Niżnikowski,
20. Henryk Okarma,
21. Janusz Olejnik,
22. Mirosław Parol,
23. Jacek Pauli,
24. Maciej Perzyna,
25. Marek Rembisz,
26. Adam Roczniak,
27. Paweł Rusiecki,
28. Bartłomiej Rutkowski,
29. Marek Ryszka,
30. Paweł Sałek,
31. Paweł Skrzydlewski,
32. Jarosław Socha,
33. Paweł Szczygieł,
34. Robert Szewczyk,
35. Andrzej Tomek,
36. Natalia Wysocka,
37. Piotr Zacharczuk,
38. Grażyna Zagrobelna.
Przeczytaj także:
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ukarał posła Konrada Berkowicza z Konfederacji za wniesienie na mównicę sejmową flagi Izraela z doklejoną w miejscu Gwiazdy Dawida swastyką
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty nałożył na posła Konrada Berkowicza najwyższą przewidzianą regulaminem Sejmu karę za użycie nazistowskiego symbolu na sejmowej sali. Berkowicz przez 3 miesiące będzie dostawał tylko połowę swego poselskiego uposażenia.
14 kwietnia Berkowicz wniósł na mównicę flagę Izraela, do której doklejona była swastyka. Próbował to uzasadniać zbrodniami wojennymi popełnianymi przez armię Izraela w Strefie Gazy i Libanie.
Przeczytaj także:
„Pan Berkowicz dostał karę przede wszystkim za to, że użył nazistowskich znaków na sali sejmowej. Nie zgadzam się, żeby swastyka była wnoszona na sale polskiego Sejmu” – mówił Czarzasty, ogłaszając swą decyzję. Jednocześnie podkreślił, że kara nie dotyczy treści wypowiedzi Berkowicza ani jego krytyki Izraela.
Zachowanie Berkowicza zostało tuż po fakcie ostro potępione przez polski MSZ. „Ministerstwo Spraw Zagranicznych w najostrzejszy sposób potępia posłużenie się przez posła Konrada Berkowicza symbolem swastyki wpisanym we flagę Państwa Izrael. [...] Polacy mają szczególny obowiązek dbania o pamięć historyczną związaną z Zagładą, największej zbrodni na terenach okupowanych. Jakiekolwiek prowokacje uznać należy za karygodne i niedopuszczalne.” – czytamy w oświadczeniu MSZ.
Przeczytaj także: