Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wybory parlamentarne dopiero za rok, ale partie już myślą o tym, jak do Sejmu się dostać i jak mieć w rękach władzę. Jarosław Kaczyński tworzy listę potencjalnych premierów ze strony PiS, Konfederacja uzupełnia braki w wykształceniu, by kierować resortami, Lewica chce dwóch list dla całej koalicji rządzącej.
Liderzy polskich partii politycznych już zaczęli dzielić skórę na niedźwiedziu. Jak podaje Polska Agencja Prasowa Jarosław Kaczyński, szef Prawa i Sprawiedliwości, już przygotował listę premierów, którzy przejmą fotel po Donaldzie Tusku, gdy prawica wygra wybory parlamentarne.
„Sądzę, że w marcu decyzja będzie zupełnie jasna” – przekazał premier Kaczyński potwierdzając, że decyzje ws. kandydata już podjął, ale jeszcze jej nie ogłosi. Chce to zrobić z należytą pompą – na dużej konwencji partii, rozpoczynając de facto prekampanię.
PAP, powołując się na źródła w PiS-ie przekazuje, że potencjalnym premierem ma być polityk młody (czyli przed 50-tką). Na shortliście Kaczyńskiego mają znajdować się:
W tej orbicie brak np. Mateusza Morawieckiego, którego otoczenie mocno skonfliktowane jest z frakcją Przemysława Czarnka.
Pewna objęcia władzy zdaje się być również Konfederacja. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, partia Sławomira Mentzena oraz Krzysztofa Bosaka szykuje się do współrządzenia – opracowała listę interesujących ich ministerstw, a potencjalni ich szefowie uzupełniają wykształcenie, by móc popisać się dyplomami potwierdzającymi ich wiedzę w danym temacie. Konfederatom marzy się objęcie władzy w tematach migracji, finansów i cyfryzacji – niezależnie od tego, czy z propozycją współrządzenia przyszedłby Tusk, czy Kaczyński.
Koalicja rządząca oficjalnie milczy na temat strategii wygrania przyszłorocznych wyborów. Polska Agencja Prasowa, powołując się na źródła w Lewicy, przypomina o omawianym już przed miesiącami, pomyśle dwóch list.
Jedna, bardziej konserwatywna, byłaby złożona z Koalicji Obywatelskiej, polityków PSL-u i części Polski 2050. Drugą listę tworzyłoby bardziej lewicowe skrzydło obecnej koalicji rządzącej, stworzone z Nowej Lewicy, bezpartyjnych parlamentarzystek, które opuściły Razem, Zielonych czy polityków, którzy do Sejmu weszli z Szymonem Hołownią.
Nowa Lewica ma chcieć, by bardziej progresywną listę uzupełniło też Razem. Adrian Zandberg jednak wielokrotnie powtarzał, że chce osobnego startu jego partii w wyborach.
Zdaniem lewicy, start z dwóch list miałby pomóc w pokonaniu w wyborach PiS-u i Konfederacji.
Wybory do Sejmu i Senatu odbędą się jesienią 2027 roku. Sondaże nie przesądzają jednoznacznie, kto miałby te wybory wygrać.
Ten ostatni, ze środy, przeprowadzony przez Ogólnopolską Grupę Badawczą, daje co prawda większość KO (34,5 proc.), a drugie miejsce – PiS, na który chce głosować 27,81 proc. badanych. Ostatnie miejsce na podium zajmuje Konfederacja, na którą może głosować 14,38 proc. respondentów. Według sondażu OGB do Sejmu weszłaby jeszcze Konfederacja Korony Polskiej Grzegorz Brauna (8,99 proc.) oraz Lewica (5,86 proc.).
Sondaż IBRiS-u dla „Rzeczpospolitej” z początku lutego daje mniejsze poparcie dla KO (31,4 proc.), PiS (23,3 proc.) i Konfederacji (12,6 proc.), umacniając za to partię Brauna (9 proc.) i Lewicę (8,1 proc.) i prognozując wejście do Sejmu PSL (5,4 proc.).
Wciąż niezagospodarowana jest ponad 10-procentowa grupa wyborców, która albo nie wie, na kogo chce głosować, albo wybiera partie, które idąc samodzielnie, nie przekroczyłyby 5-procentowego progu wyborczego. To m.in. podzielona Polska2050 czy Razem.
Przeczytaj także:
Od piątku, 20 lutego, Polskę przestają obowiązywać zapisy konwencji ottawskiej zobowiązujące do rezygnacji z min przeciwpiechotnych. W planach MON-u jest produkcja miliona min, również na eksport, a jak przyznał Donald Tusk – w razie zagrożenia Polska ma potrzebować 48 godzin, by rozłożyć ładunek wzdłuż wschodniej granicy.
Skończył się sześciomiesięczny okres wypowiedzenia konwencji ottawskiej zakazującej „użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych”. Oznacza to, że Polska – tak jak i Finlandia, Litwa, Łotwa czy Estonia, które również zrezygnowały z respektowania zapisów Konwencji – może produkować miny, a w razie zagrożenia rozmieszczać je na swoim terytorium.
Premier Donald Tusk na poligonie w Zielonce wypowiedzenie konwencji nazwał „kluczowym dla naszego bezpieczeństwa”. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” rząd chce produkować miny w obrębie kraju. Mają to robić bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma, które należą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz radomska grupa Pronit.
Miny mają być przygotowane „na wszelki wypadek” Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej zadeklarował, że Polska nie ma zamiaru używać min w celach ofensywnych. Ich rozmieszczenie ma być kolejnym elementem tzw. Tarczy Wschód, czyli projektu obrony wschodniej granicy kraju.
Plan rządu zakłada zaminowanie terenów od strony Białorusi i Rosji. Wojsko, w razie zagrożenia, miałoby to zrobić w zaledwie 48 godzin, dzięki systemowi minowania narzutowego Bluszcz.
Konwencja ottawska pochodzi z 1997 roku, a w życie weszła w 1999 roku. Polska została sygnatariuszem umowy 4 grudnia 1997 roku, a ratyfikowała ją dopiero w 2012 roku. U jej podstaw leżało to, że miny lądowe są bronią, która nie jest kierowana przeciwko konkretnej osobie, ani nie rozróżnia cywilów od żołnierzy.
Krótko przed końcem kadencji prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o wypowiedzeniu Konwencji ottawskiej. Przygotowany przez MON projekt zyskał wcześniej w parlamencie miażdżącą większość posłów i senatorów, ponad podziałami politycznymi. Joanna Wicha, posłanka Lewicy, jako jedyna wskazała wtedy, że „podstawowym celem naszej obronności jest i powinna być obrona mieszkańców. Wykorzystanie min przeciwpiechotnych to dokładne przeciwieństwo dobrej obrony cywilnej”.
Michał Piekarski, specjalista z zakresu bezpieczeństwa narodowego, na łamach OKO.press wyliczał negatywne konsekwencje rozmieszczania min. Wskazywał nie tylko na brak pewności, czy mina porazi żołnierza wroga, czy osobę cywilną, ale i fakt, że raz rozmieszczona mina może pozostać gotowa do wybuchu przez lata – i zmieniać swoje położenie na wskutek oddziaływań zewnętrznych jak np. osunięcia gleby, stanowiąc zagrożenie dla przypadkowych ludzi jeszcze dekady po zakończeniu walk. To oznacza, że na zaminowanych terenach nie będzie można uprawiać roli czy podróżować.
Zadaniem min nie jest przestraszenie, a poważne zranienie i śmierć. Jak pisała Regina Skibińska, „Według Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża około 24 tys. osób ginie lub zostaje okaleczonych przez miny lądowe każdego roku. Od momentu wejścia w życie konwencji ottawskiej liczba ofiar min przeciwpiechotnych znacząca spadła. Jednak od 2023 roku trend ten się odwraca. Według Landmine Monitor, ten za wzrost ofiar odpowiada głównie intensywne użycie min w wojnie najeźdźczej Rosji na Ukrainę, a także używanie ich w Iranie, Mjanmie i Korei Północnej. Powodem jest też wykorzystywanie min improwizowanych przez niepaństwowe grupy zbrojne”.
Przeczytaj także:
„Nowa ustawa kończy pomoc interwencyjną i wprowadza zasady systemowe. Wsparcie – tak. Przywileje kosztem Polaków – nie” – powiedział Karol Nawrocki.
Prezydent Karol Nawrocki podpisał uchwaloną przez Sejm rządową ustawę o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy.
„Podpis pod tym dokumentem pokazuje, że konsekwencja w działaniu ma sens” – napisał prezydent. Przypomniał, że jego presja w tej sprawie, m.in. weto pod koniec sierpnia 2025 roku kolejnej nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego kraju, zmusiły rząd do „wprowadzenia zmian oczekiwanych przez wielu Polaków”. Wówczas wetując ustawę, prezydent zgłosił swoje uwagi – chodziło powiązania wypłaty świadczeń rodzinnych 800+ z aktywnością zawodową rodziców, ten sam warunek uchodźcy mieliby spełniać korzystając z opieki medycznej.
Prezydent podkreślił, że w pierwszych miesiącach pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie Polska zdała egzamin z solidarności.
„Ale to, co było uzasadnione w chwili próby, z czasem zaczęło rodzić poczucie nierówności wobec polskich obywateli. Obiecałem zakończyć etap bezwarunkowych przywilejów. Dziś to zobowiązanie realizuję” – kontynuował prezydent Nawrocki.
Według prezydenta nowa ustawa kończy pomoc interwencyjną i wprowadza zasady systemowe.
„Wsparcie – tak. Przywileje kosztem Polaków – nie. Świadczenia będą powiązane z pracą w Polsce i realizowaniem obowiązku szkolnego przez dzieci, tak jak w przypadku innych cudzoziemców. Pomoc musi iść w parze z odpowiedzialnością i wkładem w naszą wspólnotę” – utrzymuje prezydent. „Tworzymy uczciwe zasady dla tych, którzy chcą tu pracować – dbając jednocześnie o polski rynek pracy i budżet państwa”.
„Podpisuję tę ustawę w przekonaniu, że chroni nasze finanse publiczne, porządkuje system i przywraca poczucie elementarnej sprawiedliwości” – podsumował prezydent Nawrocki.
23 stycznia Sejm przyjął projekt ustawy o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, 28 stycznia – bez poprawek ustawę przegłosował Senat. Po podpisie prezydenta ustawa wejdzie w życie 5 marca 2026 roku.
W OKO.press opisywaliśmy główne założenia tej ustawy. Według niej ukraińscy uchodźcy wojenni powinni stopniowo przechodzić z nadzwyczajnych na ogólne przepisy dla wszystkich cudzoziemców. Część przepisów tzw. specustawy ukraińskiej z marca 2022 roku ma być wygaszona, część przeniesiona do ustawy o cudzoziemcach (w związku z tym zmieni się podstawa prawna pobytu uchodźców z Ukrainy).
Według projektu ustawy ochrona tymczasowa dla ukraińskich uchodźców może być przedłużona do 4 marca 2027 roku (tak, jak przewiduje to odpowiednia dyrektywa Unii Europejskiej). PESEL UKR będzie obowiązywał przez cały okres obowiązywania dyrektywy europejskiej.
Nowe zmiany mogą być odczuwalne przede wszystkim dla osób szczególnie potrzebujących wsparcia – dla rodzin wielodzietnych, osób starszych, dla osób z niepełnosprawnościami. Chodzi przede wszystkim o bezpłatny dostęp do systemu opieki medycznej. Po wygaśnięciu przepisów specustawy ukraińskiej dostęp do wszystkich świadczeń opieki zdrowotnej mieliby tylko ci uchodźcy, którzy są ubezpieczeni (jeśli nie są – to otrzymają pomoc wyłącznie w nagłych przypadkach). Ustawa przewiduje wyjątki. Świadczenia opieki zdrowotnej (z wyjątkiem m.in. leczenia uzdrowiskowego, rehabilitacji, leczenia niepłodności) przysługiwałyby jedynie tym osobom ze statusem UKR:
– które były ofiarami tortur, gwałtu;
– do ukończenia 18. roku życia;
– które posiadają zaświadczenie o zamieszkiwaniu w ośrodku zbiorowego zakwaterowania;
– w okresie ciąży, porodu lub połogu.
Podpisana ustawa zawęża też katalog grup, które mogą korzystać ze zbiorowego zakwaterowania.
Jak mówią rozwójcy OKO.press, wejście w życie zmian spowoduje, że część osób będzie zmuszona wyjechać z Polski.
Więcej o tym pisaliśmy tutaj:
Przeczytaj także:
Gdy świat zastanawia się, jak rozwinie się sytuacja między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, głos zabrał prezydent USA.
Podczas trwającego w Waszyngtonie spotkania stworzonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju prezydent USA oświadczył, że w ciągu najbliższych 10 dni podejmie decyzję, czy Stany Zjednoczone zaatakują Iran. Jednocześnie Waszyngton przyspieszył rozmieszczenie ogromnych sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie.
W związku z narastającym napięciem między obydwoma krajami prezydent Stanów Zjednoczonych powiedział: „Być może dojdziemy do porozumienia [z Teheranem]. Dowiecie się tego w ciągu najbliższych, prawdopodobnie 10 dni”.
Dodał, że „obecnie panuje pokój na Bliskim Wschodzie... a jednym z kluczy do tego było” wysłanie bombowców B-2 na Iran w czerwcu. Nawiązał w ten sposób do ataków armii USA na irańskie obiekty jądrowe podczas wojny Izraela z Islamską Republiką Iranu w zeszłym roku.
Trump powiedział, że atak USA „całkowicie zniszczył potencjał nuklearny [Iranu]”.
„Teraz być może będziemy musieli pójść o krok dalej, a może nie” – powiedział. „Nie mogą mieć broni jądrowej. To bardzo proste. Nie mogą jej mieć, nie można mieć pokoju na Bliskim Wschodzie, jeśli oni mają broń jądrową”.
Trump grozi atakiem na Iran od czasu brutalnego stłumienia masowych protestów antyreżimowych w zeszłym miesiącu, w wyniku których zginęły tysiące ludzi.
Analitycy twierdzą, że Stany Zjednoczone rozmieściły na Bliskim Wschodzie wystarczającą siłę powietrzną i morską, aby prowadzić trwającą kilka tygodni kampanię przeciwko Islamskiej Republice Iranu.
Jak podsumowuje „Financial Times”: W wodach regionu Stany Zjednoczone mają 10 okrętów wojennych, w tym lotniskowiec USS Abraham Lincoln i sześć niszczycieli. Dwa amerykańskie niszczyciele znajdują się na Morzu Śródziemnym. Na Bliskim Wschodzie zaś stacjonuje około 40 000 amerykańskich żołnierzy.
W ostatnich dniach grupy uderzeniowe lotniskowców dostarczają do regionu tysiące żołnierzy i dziesiątki samolotów bojowych. Wśród samolotów na lotniskowcach znajdują się myśliwce F-35 i F-18, samoloty do walki elektronicznej, samoloty wczesnego ostrzegania oraz samoloty dowodzenia i kontroli.
Stany Zjednoczone rozmieściły również systemy obrony powietrznej Thaad i Patriot w bazach w regionie. W środę Trump powiedział, że wspólna baza amerykańsko-brytyjska w Diego Garcia, położona na Oceanie Indyjskim, może zostać wykorzystana do ataku na Iran. Dodał, że rolę tę może również odegrać brytyjska baza lotnicza Fairford. Obie bazy dysponują długimi pasami startowymi niezbędnymi do startu bombowców.
Przeczytaj także:
Premier Donald Tusk zaapelował w czwartek do Polek i Polaków, którzy przebywają w Iranie, by opuścili kraj
Podczas wizyty na poligonie Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w czwartek 19 lutego 2026 premier Donald Tusk ostrzegł osoby przebywające w Iranie.
„Proszę natychmiast opuścić Iran i w żadnym wypadku nie wybierać się do tego kraju”.
Według Tuska w ciągu „kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu godzin” może dojść do momentu, w którym zorganizowanie ewakuacji nie będzie już możliwe.
Polskiego premiera cytowały dziś światowe media. Od Politico, przez brytyjskie Sky News po izraelskie i tureckie portale.
„W systemie Odyseusz znajduje się obecnie troje Polaków przebywających w Iranie na stałe” – poinformował rzecznik MSZ.
System Odyseusz służy do zgłaszania pobytu zagranicą. Jeśli się tam zarejestrujemy, w razie niebezpieczeństwa – np. klęski żywiołowej, ataku terrorystycznego lub konfliktu zbrojnego władze RP będą mogły się z nami skontaktować.
Już 6 lutego Ministerstwo Spraw Zagranicznych apelowało o natychmiastowe opuszczenie Iranu.
Od kilku dni wokół Iranu koncentrują się wojska amerykańskie.
Jeszcze w środę 18 lutego 2026 Barak Ravid, izraelski dziennikarz amerykańskiego serwisu Axios, z bardzo dobrymi źródłami w Białym Domu pisał: „USA są coraz bliższe wojny z Iranem”.
W czwartek podczas spotkania powołanej przez siebie Rady Pokoju Donald Trump zapowiedział, że decyzja o możliwej wojnie z Iranem zapadnie za 10 dni.
O konflikcie piszemy na bieżąco w OKO.press.
„Dziś Iran jest w trudniejszej sytuacji niż przed zeszłoroczną wojną. Nie tylko znacząco ucierpiał na atakach. W Iranie pogłębił się kryzys ekonomiczny. W grudniu i styczniu na ulice irańskich miast wyszły dziesiątki tysięcy osób, by protestować przeciwko złej sytuacji gospodarczej i przeciw władzy. Protesty miały miejsce w całym kraju, w wielu miejscach były bardzo liczne” – ocenił Jakub Szymczak.
Przeczytaj także: