Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W niecałe trzy dni Czesi wpłacili ponad 76 milionów koron (ponad 13 milionów złotych) na zakup generatorów prądu dla Kijowa. Zbiórkę zorganizowała założona przez jednego z najbogatszych Czechów organizacja „Dar dla Putina”. W Polsce też trwa zbiórka publiczna na ten cel
Już ponad 76,3 mln koron, czyli ponad 13 mln złotych, widnieje na koncie zbiórki na zakup generatorów prądu dla Kijowa. Zbiórkę, która ruszyła zaledwie 72 godziny temu, jak dotąd wsparło ponad 46,5 tysiąca osób.
Wszystkie zebrane środki ze zostaną przeznaczone na zakup generatorów prądu, a zakupy zostaną zrealizowane w większości w Ukrainie.
„Minister spraw zagranicznych Ukrainy pyta nas, dlaczego kupujemy generatory i baterie zapasowe w Kijowie? To proste. Chodzi przede wszystkim o szybkość działania. Poza tym większość tego rodzaju dóbr jest tańsza w Ukrainie. Moglibyśmy kupić [ten sprzęt – red.] w Czechach i wysłać go do Ukrainy, ale zanim zorganizowalibyśmy transport, załatwili sprawy celne i całą papierologię, minęłoby przy dobrych wiatrach 2 tygodnie, przy gorszych nawet i 3 tygodnie” – tłumaczył w nagraniu w mediach społecznościowych organizator zbiórki.
Organizacja “Dar dla Putina” działa od początku wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Jej działalność zainicjował jeden najbogatszych ludzi w Czechach, Dalibor Dědek, założyciel i właściciel grupy technologicznej Jablotron. Od startu organizacja zebrała już ponad 1,3 mld koron, czyli ponad 230 mln złotych, na pomoc dla Ukrainy, w tym sprzęt wojskowy.
Od początku zimy Rosja intensyfikuje ataki na infrastrukturę energetyczną w Ukrainie. Do największych tego typu ataków doszło 9, 20 i 23 stycznia. W nocy z 23 na 24 stycznia (czyli z piątku na sobotę) rosyjski ostrzał był tak intensywny, że niezbędne były nagłe wyłączenia zasilania na terenie 80 procent kraju. Masowe awarie spowodowane rosyjskimi atakami dotyczą zarówno prądu, jak i ciepła.
Premier Donald Tusk ogłosił w piątek 24 stycznia, że Polska wyśle do Ukrainy 379 generatorów prądu i 7 nagrzewnic z zapasów Rządowej Rezerwy Strategicznej. 90 generatorów ma wysłać miasto Warszawa. 447 generatorów ma wysłać UE z unijnej rezerwy strategicznej, prowadzonej w ramach programu RescEU.
Także w Polsce trwa zbiórka publiczna na zakup generatorów. Założyła ją fundacja „Stand with Ukraine”. Na zbiórkę wpłaciło już ponad 53,6 tys. osób. Udało się zebrać już niemal 7 mln zł. Środki można wpłacać na stronie Pomagam.pl.
Przeczytaj także:
Jak podaje dziennik „Kyiv Independent”, Ukraina zmaga się z potężnym kryzysem energetycznym po kolejnym nocnym, zmasowanym ataku powietrznym Rosji. Aż 80 procent terytorium Ukrainy zostało objęte awaryjnymi wyłączeniami prądu.
W nocy z 23 na 24 stycznia Rosja użyła przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej blisko 400 pocisków i dronów, doprowadzając do paraliżu sieci energetycznych w większości kraju.
Według danych ukraińskich Sił Powietrznych, Rosja wystrzeliła łącznie 396 sztuk różnego rodzaju środków napadu powietrznego, w tym 375 dronów oraz 21 rakiet.
Ukraińska obrona zidentyfikowała m.in. hipersoniczne pociski „Cyrkon” oraz balistyczne „Iskandery”. Skala zniszczeń jest ogromna – aż 80 procent terytorium Ukrainy zostało objęte awaryjnymi wyłączeniami prądu.
Głównym celem uderzenia był Kijów. Sytuacja humanitarna w mieście staje się krytyczna. Witalij Kliczko, mer stolicy, poinformował, że bez ogrzewania pozostaje niemal 6 tysięcy z 12 tysięcy budynków mieszkalnych. Przy czym służby energetyczne zaledwie dzień wcześniej zdołały przywrócić ciepło w 2 tysiącach domów po poprzednich atakach z 20 stycznia.
Szef Ukrenergo, Witalij Zaiczenko, określił sytuację grzewczą na lewym brzegu Dniepru jako „dramatyczną”.
W jednej z kijowskich dzielnic dron Shahed uderzył w fabrykę słodyczy „Roshen”, zabijając jedną osobę i raniąc trzy kolejne. Utrudnienia dotknęły także komunikację miejską – uszkodzenia wymusiły ograniczenie kursowania metra na linii przecinającej Dniepr.
Rosyjskie uderzenie nie ominęło innych regionów. W Charkowie, po serii eksplozji i pożarów, rannych zostało 19 osób, a do akcji ratunkowej skierowano ponad 130 strażaków.
Dziennikarze „Kyiv Independent” podkreślają, że jest to najzimniejsza zima od początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku, co w połączeniu z celowym niszczeniem infrastruktury energetycznej stwarza śmiertelne zagrożenie dla ludności cywilnej.
Warto odnotować, że ten brutalny atak nastąpił w trakcie dwudniowych rozmów pokojowych w Abu Zabi. W piątek 23 stycznia w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich rozpoczęło się spotkanie z udziałem delegacji ukraińskiej, rosyjskiej i amerykańskiej.
Do Abu Zabi Ukraina wysłała delegację na wysokim szczeblu . Są tam osoby zdolne podejmować decyzje:
Putin wysłał delegację na niższym szczeblu kierowaną przez admirała Igora Kostiukowa, szefa Głównego Zarządu Sztabu Generalnego. Delegacja dostała już szczegółowe instrukcje od Putina.
Rosja zgodziła się na rozmowy, co jest pewnym ustępstwem, bo Moskwa nie uznaje władz Ukrainy i 20 stycznia deklarowała, że umowy pokojowej nie da się podpisać bez zmiany władz w Ukrainie.
Wiadomo jednak, że równolegle Rosjanie będą prowadzić dwustronne rozmowy „w grupie gospodarczej” z Amerykanami (w składzie: Kiryłł Dmitrew z Rosji i Steve Witkoff z USA).
Czego można spodziewać się po tych rozmowach? Czytaj więcej w analizach Agnieszki Jędrzejczyk i Krystyny Garbicz:
Przeczytaj także:
Sejm wygasił specustawę o pomocy Ukraińcom w Polsce, która obowiązywała od 2022 roku. Część rozwiązań zostaje przeniesiona do ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony. Zmiany dotkną około miliona uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy.
Trzy dni wystarczyły Sejmowi, by przyjąć ustawę wygaszającą specustawę o pomocy Ukraińcom, która obowiązywała od 2022 roku. Projekt wpłynął do Sejmu 20 stycznia 2026 i został przegłosowany zaledwie trzy dni później – w piątek 23 stycznia.
Za wygaszeniem specustawy i przeniesieniem części jej rozwiązań do ustawy o udzielaniu ochrony cudzoziemcom wraz z poprawkami za głosowało 232 posłów. Przeciwko było 23 posłów, a 175 wstrzymało się od głosu.
„Za” zmianami zagłosowało 150 ze 156 obecnych podczas głosowania posłów Koalicji Obywatelskiej, 30 z 32 obecnych podczas głosowania posłów PSL, 29 z 31 posłów Polski 2050, 20 z 21 posłów Lewicy oraz 3 niezrzeszonych.
„Przeciwko” było sześciu posłów PiS, 13 z Konfederacji, 3 z Konfederacji Korony Polskiej i 1 niezrzeszony.
Od głosu wstrzymało się 167 posłów PiS, 1 osoba z KO, 1 niezrzeszony, 3 z Demokracji i 3 z Razem.
Takie tempo pracy oznacza, że Sejm musiał w błyskawicznym tempie zapoznać się z raportem z konsultacji społecznych oraz licznymi uwagami, które do projektu złożyły organizacje pozarządowe, zajmujące się wspieraniem uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy w Polsce. Ten raport został opublikowany dopiero 15 stycznia.
Przyjęta ustawa przenosi część regulacji ze specustawy do ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony, tworząc jeden system wsparcia dla cudzoziemców w Polsce, a część zapisów specustawy znosi lub ogranicza.
Nowe regulacje zakładają przedłużenie legalności pobytu osób uciekających przed wojną oraz obywateli Ukrainy, których dokumenty pobytowe były przedłużane w związku z wojną. Osoby te będą mogły do 4 marca 2027 r. złożyć wniosek o legalny pobyt.
Ustawa zachowuje też uregulowania dotyczące PESEL UKR, który wciąż będzie sposobem potwierdzania legalnego pobytu w Polsce. Choć legalność pobytu zostanie przedłużona do marca 2027 roku, dokument wprowadza rygorystyczny, 30-dniowy termin na uzyskanie numeru PESEL UKR pod groźbą utraty ochrony.
Przyjęta ustawa ogranicza też m.in. prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, wsparcie dla dzieci w wieku szkolnym czy możliwość korzystania ze zbiorowego zakwaterowania.
Bezpłatna opieka zdrowotna będzie dostępna jedynie dla osób poniżej 18 roku życia (tzw. osób małoletnich), pracujących, a także ofiar tortur i gwałtu oraz grup szczególnie wrażliwych zamieszkujących w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania.
Osoby niepracujące będą podlegały opiece medycznej w takim zakresie, jak inni niepracujący cudzoziemcy przebywający w Polsce.
Ustawa ogranicza też prawo do zakwaterowania i wyżywienia w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. To będzie dostępne tylko dla grup szczególnie wrażliwych, czyli w rozumieniu ustawy:
Od końca bieżącego roku szkolnego ustawa znosi też takie wsparcie dla dzieci uchodźców jak finansowanie dodatkowych zadań w szkołach, bezpłatny transport, pomoc materialna dla uczniów, dodatkowe lekcje języka polskiego czy możliwość nauki w oddziale przygotowawczym.
Ustawa trafi teraz do Senatu, a potem na biurko prezydenta. Jeśli zostanie podpisana ma wejść w życie 5 marca 2026 r.
Głównym celem zastąpienia dotychczasowej specustawy nowymi regulacjami, według argumentacji rządu, jest zakończenie „nadzwyczajnego systemu prawnego” i włączenie uchodźców wojennych z Ukrainy do wspólnego, ogólnego systemu ochrony czasowej przeznaczonego dla wszystkich cudzoziemców. Celem jest ograniczenie świadczeń, co rząd nazywa „racjonalizacją świadczeń społecznych”.
Jednak organizacje zajmujące się wsparciem uchodźców i uchodźczyń wskazują, że ustawa wprowadzania ograniczenia, które pozbawią osoby szczególnie potrzebujące, jak np. samotne matki czy wielodzietne rodziny, niezbędnego wsparcia.
Więcej o sprawie:
Przeczytaj także:
Mieszkańcy Minnesoty sprzeciwiają się brutalnej polityce deportacyjnej Donalda Trumpa. Chcą wyrzucenia agentów ICE ze stanu i rozliczenia przypadków przemocy
W Minnesocie piątek 23 stycznia to dzień protestu przeciwko nasileniu działań agentów ICE (US Immigration and Customs Enforcement). Strajk odbywa się pod hasłem: „Nie ma pracy, nie ma szkoły, nie ma zakupów”.
Jak informuje brytyjski The Guardian, gospodarczy blackout obejmie zarówno konsumentów, jak i tysiące lokalnych biznesów oraz instytucji kultury, a nawet ośrodki opieki dla dzieci, czy imigrantów.
Dzień zakończy się wspólnym przemarszem i wiecem w Target Center, hali widowiskowej w centrum miasta.
Protestujący domagają się:
Oddolne protesty są odpowiedzią na bezduszną politykę masowych deportacji i bezczynności polityków wobec przemocy agentów ICE. Bezpośrednim zapalnikiem do wyjścia na ulice była śmierć 37-letniej Renee Nicole Good. 7 stycznia 2026 mieszkankę Minneapolis, matkę trójki dzieci i obywatelkę USA zastrzelił agent ICE. W momencie oddania strzału kobieta znajdowała się w aucie. Żadne z dostępnych nagrań nie sugeruje, że użycie broni było konieczne ani że funkcjonariusz znalazł się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Z opublikowanych nagrań wideo i relacji świadków oraz lokalnych urzędników – w tym burmistrza Minneapolis Jacoba Freya – wynika, że samochód Good nie nadjeżdżał w sposób, który stanowiłby realne zagrożenie dla agentów, a ona sama po prostu próbowała odjechać z miejsca konfrontacji.
Amerykańska prawica, w tym cała administracja Donalda Trumpa, bagatelizuje śmierć kobiety, twierdzając, że agent ICE bronił się przed wściekłą lewicową aktywistką, która próbowała go rozjechać. Prezydent USA tragiczną śmierć Good nazwał „prowokacją”.
Na terenie Minnesoty działa 3 tys. agentów ICE. Departament Bezpieczeństwa Krajowego twierdzi, że w ciągu ostatnich tygodni służby imigracyjne dokonały 3 tys. aresztowań. Jak podaje CNN, ostatnia deportacja dotyczyła pięciolatka, którego wraz z tatą agenci ICE zatrzymali w domu w okolicy Minneapolis. Rodzina starała się o azyl.
Straż graniczna, komentując tę konkretną deportację, przyznała, że funkcjonariusze są „ekspertami w postępowaniu z dziećmi, nie dlatego, że chcemy nimi być, ale dlatego, że musimy nimi być”.
Szef ONZ ds. praw człowieka wezwał administrację Donalda Trumpa do zaprzestania działań, które rozdzielają rodziny, a także zapewnienia, aby praktyki imigracyjne „szanowały godność ludzką i prawo do rzetelnego procesu sądowego”.
„Osoby są monitorowane i zatrzymywane, czasami w sposób brutalny, często wyłącznie na podstawie podejrzenia, że są nielegalnymi imigrantami” – stwierdził Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Volker Türk.
Przeczytaj także:
Wśród zabitych są głównie demonstranci, ale także osoby postronne i dzieci. Donald Trump informuje, że „na wszelki wypadek” w stronę Iranu płynie amerykańska flotylla
Liczba potwierdzonych śmiertelnych ofiar fali protestów w Iranie przekroczyła 5 tys. osób. Informację przekazała Amerykańska Agencja Informacyjna Aktywistów Praw Człowieka (Human Rights Activists News Agency – HRANA).
Przypomnijmy, że blokada internetu utrudnia szacowanie prawdziwej skali przemocy. Wcześniej w sieci pojawiały się niezweryfikowane informacje mówiące nawet o 20 tys. zabitych, ale historie te były oparte na pojedynczych, anonimowych źródłach.
Agencja HRANA choć działa w USA, to swoje dane zbiera od lokalnych aktywistów. Z uzyskanych przez nią informacji wynika, że spośród zabitych:
Jak informowała HRANA, podane przez agencję dane należy traktować jako wartości minimalne, a nie szacunki pełnej skali przemocy i represji. „Dane te odzwierciedlają wyłącznie przypadki, które zostały niezależnie zweryfikowane na podstawie pierwotnych źródeł, co jest procesem wymagającym dodatkowego czasu, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę spraw do zweryfikowania oraz blokadę internetu, która utrudnia przepływ informacji” – tłumaczył zespół prawny organizacji.
Dwa dni wcześniej, w środę 21 stycznia władze Iranu podały własne statystyki. Reżim nie zaprzecza, że na ulicach doszło do rozlewu krwi. Przywódca kraju Ali Chamenei przyznał, że niektórzy zginęli w nieludzki, brutalny sposób. Tyle że to nie wina służb i decyzji politycznych, ale Amerykanów, którzy podżegają do akcji wywrotowych i próbują obalić władze w Teheranie.
Według reżimu w trakcie demonstracji, trwających od 28 grudnia 2025, zginęło 3 117 osób, z czego prawie 700 osób to rzekomi „terroryści”.
W czwartek 22 stycznia prezydent Donald Trump przekazał dziennikarzom, że w stronę Iranu zmierza amerykańska armada, „tak na wszelki wypadek”. „Mamy duże siły zmierzające w stronę Iranu. Wolałbym, żeby nic się nie stało, ale bardzo dokładnie ich obserwujemy” – mówił prezydent USA.
Trump już wcześniej groził Teheranowi interwencją, zawsze w przypadku dalszego rozlewu krwi.
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi na łamach Wall Street Journal ostrzegał, że „Iran nie zawaha się odpowiedzieć zbrojnie z całą mocą, jeśli ponownie zostanie zaatakowany”.
Władze w Teheranie utrzymują, że bunt, który rozpoczął się 28 grudnia od protestu sklepikarzy, zakończył się. Demonstracje zostały wywołane przede wszystkim fatalną sytuacją gospodarczą kraju i szybko słabnącą irańską walutą. Niezadowolenie społeczne szybko rozprzestrzeniło się po całym kraju, z czasem przyjmując charakter polityczny.
Za główną przyczynę stłumienia protestów przyjmuje się brutalność reżimu. Obok co najmniej 5 tys. ofiar śmiertelnych, ponad 26 tys. osób trafiło do aresztów.
Przeczytaj także: